Podcast by Mirek Kulec

Dalila krok po kroku prowadzi Samsona do zdrady. Za każdym razem pyta go o tajemnicę jego siły, a Samson odpowiada kłamstwem. Najpierw mówi o świeżych wiązkach, potem o nowych powrozach, a następnie niebezpiecznie zbliża się do prawdy. Granica przesuwa się powoli. To jeden z najgroźniejszych mechanizmów grzechu: „jeszcze tylko trochę”. Dalila przestaje atakować jego tajemnicę, a zaczyna atakować jego serce. Manipuluje nim, mówiąc: „Jak możesz mówić, że mnie kochasz?”. Jej łzy stają się dla Samsona ważniejsze niż jej czyny. Woli uspokoić Dalilę niż ochronić swoje powołanie. Miłość wierzy, ale manipulacja żąda dowodów. Nie przegrywa dlatego, że był słaby, ale dlatego, że oddaje najgłębszą część siebie komuś, kto już wielokrotnie udowodnił, że chce go zniszczyć. To, co dla Samsona jest intymnością, dla Dalili jest informacją potrzebną do zdrady. Samson ufa pamięci dawnych zwycięstw, ale nie pyta już o obecność Boga. „Nie wiedział jednak, że Pan odstąpił od niego”. To dramatyczna prawda o życiu, bo człowiek może przez pewien czas funkcjonować duchowo na autopilocie: mówić jak dawniej, modlić się jak dawniej, śpiewać jak dawniej i pełnić swoją funkcję jak dawniej, a jednocześnie utracić żywą świadomość obecności Boga. Człowiek, który wcześniej nie chciał widzieć, staje się człowiekiem, który nie może widzieć. Filistyni, nie rozumieją, że milczenie Boga nie oznacza Jego nieobecności, a historia jeszcze się nie skończyła. Największym zwycięstwem Samsona nie było zabicie lwa, zerwanie więzów ani pokonanie Filistynów. Jego największym zwycięstwem było to, że po wszystkim, co zrobił i co stracił, jeszcze raz potrafił zawołać do Boga. Upadek nie jest ostatnim słowem Boga o człowieku. Łaska nie zawsze usuwa konsekwencje, ale może nadać sens temu, co pozostało z rozbitego życia. To przecież on, Samson, na początku mówił swoim życiem: „Jestem silny”. Na końcu mówił: „Boże, wspomnij na mnie”. To nie jest tylko historia człowieka, który stracił włosy. To historia człowieka, który pomylił Boży dar z własną siłą i dopiero na końcu odkrył na nowo, że bez Boga nie jest silny. Oto opowieść nie tylko o Samsonie. To opowieść o nas.

Dziś zatrzymujemy się nad samą krawędzią historii Samsona. To nie jest jedynie opowieść o Samsonie i Dalili. To historia człowieka, który może być niezwykle silny, obdarowany przez Boga i zdolny do wielkich zwycięstw, a jednocześnie powoli przegrywać samego siebie. To ten moment gdy obdarowanie wydaje nam się ważniejsze niż charakter. Żydowska tradycja widzi w tej historii zasadę midá kenéged midá – „miara za miarę”. Człowiek zostaje skonfrontowany z konsekwencjami drogi, którą sam wybrał. Można mieć talent, siłę, doświadczenie duchowe, autorytet i sukces, a jednocześnie przegrywać w miejscu, którego nikt nie widzi. Najważniejsze pytanie nie brzmi więc: „Czy jestem silny?”, ale: „Czy moja siła jest poddana Bogu?” Wtedy pojawia się ona, piękna Dalila. Filistyni szybko rozumieją coś, czego Samson nie chce dostrzec: jego nie trzeba pokonać siłą. Trzeba znaleźć drogę do jego serca. On beztrosko się bawi i igra z pokusą. Jego włosy nie były magicznym źródłem siły. Były znakiem przynależności. Prawdziwa tragedia nie polegała więc na tym, że Samson miał stracić włosy. Tragedią było to, że przestał poważnie traktować to, co one oznaczały. Człowiek rzadko odchodzi od Boga w jednej chwili. Najczęściej przesuwa granicę centymetr po centymetrze: „Tylko trochę. Tylko tym razem. Wiem, co robię. Mam nad tym kontrolę.” Aż pewnego dnia odkrywa, że sytuacja nie jest już pod jego kontrolą. To właśnie tu padną jedne z najbardziej przerażających słów całej Biblii: „Nie wiedział jednak, że Pan go opuścił.” Odkryjemy wtedy, ze nie jest to historia o człowieku, który nagle stracił mięśnie. To historia człowieka, który tak długo bawił się granicą, aż ją przekroczył i nawet nie zauważył, kiedy zapadła noc.

Samson po wielkim zwycięstwie schodzi do skalnej pieczary Etam. To niezwykle wymowny obraz: bohater, którego Bóg użył, siedzi samotnie. Pieczara staje się miejscem zmęczenia, oczekiwania i niepewności. Tymczasem Filistyni swobodnie rozbijają obóz na ziemi Judy, zachowując się jak właściciele kraju. Największą tragedią nie jest jednak obecność wroga, lecz reakcja Izraela. Ludzie Judy mówią do Samsona: „Czy nie wiesz, że władają nad nami Filistyńczycy?” To odsłania duchową kapitulację. Najgroźniejsza niewola to bowiem ta, do której człowiek się przyzwyczaił. Można tak długo żyć w kompromisie, grzechu lub strachu, że zaczynają one wydawać się czymś normalnym. Juda nie pyta: „Jak odzyskać wolność?”, ale: „Dlaczego naruszyłeś nasz spokój?” Ludzie bardziej boją się zmiany niż niewoli. Najbardziej bolesne jest tu to, że trzy tysiące mężczyzn z Judy nie przychodzi walczyć z Filistynami, lecz pojmać własnego wybawiciela. Nie potrafią zebrać armii przeciw okupantowi, ale natychmiast potrafią zebrać się przeciw człowiekowi, którego Bóg wzbudził do ich wolności. Jednak Samson pozwala się związać, nie walczy z własnym ludem. W ten sposób staje się proroczą zapowiedzią Chrystusa, również wydanego przez swoich, związanego i oddanego w ręce pogan. Zajmiemy się tu czymś bardzo ciekawym, Największym cudem Sędziów 15 nie jest tysiąc pokonanych Filistynów ani woda wypływająca ze skały. Największym cudem jest chwila, gdy najsilniejszy człowiek Izraela odkrywa, że jest całkowicie zależny od Boga.

Ta historia z Księgi Sędziów 15 pokazuje, jak niewielki, nierozwiązany konflikt może uruchomić lawinę wydarzeń, której nikt już później nie potrafi zatrzymać. Samson wraca do Timny z pozornie dobrą intencją. Jego gniew ostygł, chce pojednania, przynosi koźlątko, znak chęci odnowienia relacji. Niestety czas sam nie rozwiązuje problemów a konflikty nie zawsze znikają. Czasami tylko milkną na chwilę, aby później powrócić ze znacznie większą siłą. Dobre intencje mogą przyjść za późno, a drzwi, które kiedyś były otwarte, mogą zostać zamknięte. W wydarzeniach które nastąpią niemal nikt nie pyta o wolę Boga. Każdy reaguje według własnych emocji, interesów i przekonań. Samson chce odzyskać żonę, ojciec chce zażegnać problem kosztem jednej córki, Filistyni chcą szybko znaleźć winnych. Zaczyna się to, co tak tragicznie kończy wiele ludzkich działań, człowiek przestaje pytać: „Czego chce Bóg?”, zaczyna pytać jedynie: „Czego ja chcę?”. Grzech i przemoc zawsze pochłaniają więcej ofiar, niż początkowo zakładamy Jedna nierozwiązana kłótnia prowadzi do oszustwa. Oszustwo prowadzi do zemsty. Zemsta prowadzi do zniszczenia, zniszczenie prowadzi do śmierci, a ogień zostaje odpłacony ogniem. Przemoc rodzi przemoc. Tak działa grzech: zaczyna się od jednego kroku, ale nigdy nie zatrzymuje się tam, gdzie człowiek planował. Bo można mieć rację w swoim bólu, a jednocześnie reagować w niewłaściwy sposób. Czasami również i my znajdujemy się w miejscu, do którego doprowadziły nas własne błędy, cudze decyzje i wydarzenia, nad którymi nie mieliśmy kontroli. Wydaje się wtedy, że wszystko wymknęło się z rąk. Największa lekcja i nadzieja tej historii nie polega na tym, że Samson zawsze postępował właściwie. Polega na tym, że Bóg potrafił prowadzić swoją historię nawet przez niedoskonałego, poranionego i zagubionego człowieka.

Księga Sędziów 14 pokazuje Samsona jako człowieka powołanego przez Boga, ale jeszcze bardzo niedojrzałego w swoim powołaniu. Zamiast kierować się tym, czego chce Bóg, Samson coraz częściej kieruje się tym, co sam widzi, czego pragnie i co „mu się podoba”. Jego historia przypomina, że Boże powołanie nie oznacza automatycznie dojrzałości charakteru, a otrzymany dar nie zastępuje posłuszeństwa. Samson świadomie zbliża się do granic, wchodzi w relację z Filistynką, pojawia się wśród winnic, dotyka martwego lwa i ukrywa przed rodzicami kolejne wydarzenia. W ten sposób widzimy, że upadek rzadko zaczyna się od jednego wielkiego grzechu; często zaczyna się od chodzenia coraz bliżej granicy, którą Bóg wyznaczył. Jednocześnie w samym środku ludzkiej niedojrzałości działa Bóg, który potrafi wykorzystać nawet błędne decyzje Samsona do realizacji swojego większego zamysłu. Nie oznacza to jednak, że Bóg pochwala jego grzech, Boża suwerenność nie unieważnia ludzkiej odpowiedzialności ani konsekwencji naszych wyborów. Samson otrzymuje niezwykłą siłę od Ducha PANA, ale często wykorzystuje ją do własnych celów, zamiast do rzeczywistego wyzwolenia Izraela. Coraz więcej sekretów, pożądliwości, gniewu i manipulacji prowadzi go w stronę coraz większego chaosu, choć Boży plan nadal posuwa się naprzód. To właśnie czyni tę historię tak prawdziwą: Bóg pozostaje wierny, nawet gdy Jego człowiek nie jest wierny. Jednak największym ostrzeżeniem jest to, że nie powinniśmy usprawiedliwiać własnego nieposłuszeństwa myślą, że „Bóg i tak wykorzysta moje życie”, bo nasze decyzje naprawdę mają znaczenie. Samson ciągle patrzy na to, co jest dobre w jego oczach, podczas gdy prawdziwe wyzwolenie zaczyna się dopiero wtedy, gdy Boże spojrzenie staje się ważniejsze od naszego własnego.

Księga Sędziów 13 pokazuje, że Bóg zaczyna działać jeszcze zanim człowiek zacznie Go szukać. Izrael pogrążył się w niewoli tak bardzo, że przestał nawet wołać o ratunek, lecz Bóg nie przyzwyczaił się do jego niewoli, Boża łaska nadal szukała człowieka. Właśnie wtedy, gdy wszystko wydawało się martwe, Bóg zapowiedział narodziny Samsona i rozpoczął przygotowanie wybawienia. Co niezwykłe, nie zaczął od wojownika, lecz od bezdzietnej kobiety i od rodziny, która potrzebowała Bożego prowadzenia. Zanim Bóg przygotował Samsona do jego misji, najpierw przygotowywał jego rodziców, ucząc ich, że ważniejsze od pytania „kim będzie nasze dziecko?” jest pytanie „jak mamy żyć przed Bogiem?”. Samson miał być nazirejczykiem, człowiekiem oddzielonym i należącym do Boga, co przypomina, że prawdziwa siła nigdy nie zaczyna się od talentu, lecz od poświęcenia. Szczególnie piękna jest postawa jego bezimiennej matki, która w chwili lęku potrafi zaufać charakterowi Boga bardziej niż własnym emocjom. Nawet tajemnicze spotkanie z Aniołem PANA prowadzi nie do ludzkiego zachwytu, ale do uwielbienia Boga, który czyni rzeczy przekraczające nasze zrozumienie. Rozdział kończy się narodzinami Samsona i początkiem działania Ducha PANA, najpierw pojawia się Boża inicjatywa, potem człowiek i jego powołanie. To ważna lekcja także dla nas: Boże dzieło często zaczyna się w miejscach, które wyglądają na beznadziejne, w sercach, które jeszcze nie wołają, i w rodzinach, które nie czują się wyjątkowe. Zbawienie nie zaczyna się od siły człowieka, lecz od łaski Boga, który działa pierwszy i potrafi przygotować ratunek, zanim jeszcze zobaczymy jakąkolwiek nadzieję.

Historia Samsona na pierwszy rzut oka przypomina opowieść o biblijnym Herkulesie, niezwykła siła, lew, wielkie zwycięstwa i dramatyczny koniec. Ale kiedy zajrzymy głębiej w tekst Księgi Sędziów, odkrywamy, że nie jest to historia o niezwyciężonym bohaterze, lecz o słabym człowieku, którego Bóg postanowił użyć. Samson od początku był wybrany przez Boga, a jego siła nie pochodziła z niego samego, lecz była darem Ducha Pana. Miał wielkie powołanie, ale jednocześnie zmagał się z własną impulsywnością, pożądliwością, pychą i lekkomyślnością. Jego największe zwycięstwa przeplatają się z bolesnymi upadkami, aż w końcu traci nawet wzrok i trafia do niewoli. A jednak właśnie tam zaczyna się coś niezwykłego… Oto historia, w której największe zwycięstwo przychodzi wtedy, gdy człowiek jest już świadomy swojej własnej słabości. Zapraszam do wysłuchania pierwszej części studium życia Samsona.

Ciemność jest jednym z doświadczeń, których człowiek najbardziej się boi. Nie tylko dlatego, że niczego nie widzimy, ale dlatego, że tracimy orientację. Nie wiemy, gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy i co znajduje się przed nami. Właśnie dlatego ciemność może być obrazem pewnego etapu naszego życia i doświadczeń wiary.

Słyszałem to zdanie od początku mojej drogi wiary, jak chleb, nigdy mi się nie znudziło i nie obrzydło, choć czasem dziwnie brzmiało: JEZUS CIĘ KOCHA! I o tym chciałem Wam powiedzieć. Jezus cię kocha! To nie jest slogan, to kosztowny fakt. To nie propaganda, bo każdy kosztowny fakt staje się karykaturą, gdy odłączymy go od ceny, jaką za niego zapłacono, i od przemiany, do której prowadzi. Ta miłość zadziwia, przemienia i tak bardzo wymyka się niektórym naszym definicjom słowa „kocham”, które naprawdę bywają bardzo słabe. Tymczasem Ewangelia mówi: „Gdy jeszcze byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5,8). Bóg nie czekał na naszą poprawę, trzeźwość, naprawione relacje czy przeprosiny. Miłość Jezusa wyprzedziła nasze nawrócenie. Nie była nagrodą za dobre życie. Krzyż mówi grzesznikowi: „Przyjdź taki, jaki jesteś, bo sam się nie naprawisz”. Nikt nie musi najpierw stać się kimś ważnym, wiernym czy doskonałym, aby zostać zauważonym i ukochanym przez Chrystusa. Bożej miłości nie da się zamknąć w definicji. Trzeba się z nią spotkać. „Kocham cię” u Boga nie znaczy: „Nie musisz się zmieniać”, bo ta miłość Jezusa ratuje, ale nie negocjuje z grzechem. Dlatego głęboko wierzę, że nasze posłuszeństwo Bogu nie jest ceną miłości, ale jest jej owocem. Bo nas tu na nic nie stać, ale we wszystkim możemy mieć udział. Pan Jezus w Ewangeliach nie mówi do ludzi, lekko rzucając słowami: „Kocham cię”. On pokazuje miłość czynem: dotyka trędowatego, płacze, bierze dzieci na ręce, myje uczniom nogi i oddaje życie. Dlatego najpełniejszym zdaniem o Jego miłości nie jest samo „Kocham cię”, lecz: „Wykonało się” (J 19,30). Krzyż jest gramatyką Bożej miłości, bo jeśli Syn Boży oddał za mnie życie, nie istnieje większy dowód, że mnie kocha. A więc „Jezus cię kocha” nie powinno być informacją zastępującą spotkanie z Nim. Powinno prowadzić człowieka pod Golgotę, tam, gdzie slogan religii staje się faktem życia. To przepiękne zdanie: JEZUS CIĘ KOCHA powinno w całym swoim znaczeniu i pięknie wrócić na swoje właściwe miejsce, nie jako puste hasło, lecz jako prawda, która ratuje, pociesza, konfrontuje, przemienia i prowadzi pod krzyż. Każde prawdziwe „kocham” nie jest po to, aby niczego nie zmieniać. Jest po to, aby wszystko się zmieniło.

Chrześcijaństwo od początku żyje w pewnym napięciu między dwiema równie ważnymi prawdami. Z jednej strony mamy dostrzegać Chrystusa w drugim człowieku. Z drugiej, nigdy nie wolno utożsamiać żadnego człowieka z Jezusem ani oddawać mu miejsca należnego wyłącznie Synowi Bożemu. Gdy zgubimy pierwszą prawdę, stajemy się zimni, osądzający i obojętni. Gdy zgubimy drugą, rodzi się bałwochwalstwo, duchowa manipulacja i pycha.

Duch Święty. Mówiąc to, od razu czuję w sercu jakiś rodzaj pocieszenia, pokoju i nadziei. Nie da się Go zamknąć w jednym słowie ani w ludzkich definicjach. Można raczej doświadczyć Jego obecności, można doświadczyć skutków Jego działania. To jedna z najbardziej fascynujących, a zarazem najbardziej tajemniczych Osób, jakie objawia Biblia. Jest bliżej człowieka niż ktokolwiek inny, a jednocześnie pozostaje niewidzialny dla oczu.

Duchowe rozbrojenie nie dzieje się nagle. Zaczyna się od małych kompromisów: jednego dnia bez modlitwy, zaniedbania Słowa Bożego, rezygnacji z tego, co kiedyś było ważne. Nie dlatego, że człowiek przestaje wierzyć, ale dlatego, że traci dostęp do źródła relacji i miłości, opuszcza spotkanie, chce żyć jakoś łatwiej, ciszej i wygodniej. Aż przychodzi moment próby i okazuje się, że nie ma już czym walczyć.

Wykład nagrano podczas nabożeństwa z wykładem Słowa Bożego w Kościele „Filadelfia” Bielsko Biała. Jeśli Chrystus nie został wzbudzony… to właściwie nie ma o czym mówić, marnowalibyśmy nasz czas. Bo to co kieruje naszym życiem, Dobra Nowina i jej przesłanie nie narodziło się jedynie pod cieniem krzyża. Narodziło się także w świetle pustego grobu. Krzyż bez zmartwychwstania byłby historią bólu, wzruszającą opowieścią o cierpieniu i poświęceniu. Ale pusty grób sprawił, że Ewangelia przestała być tylko religią, stała się spotkaniem.

„Był wzgardzony…” a jednak to właśnie On podnosi to, co świat odrzucił. W Jego ranach nie ma tylko bólu, jest uzdrowienie. W Jego milczeniu nie ma tylko cierpienia, jest odpowiedź. I może właśnie tam, pod krzyżem, zaczyna się prawdziwa przemiana serca. Bo u mnie to tak właśnie było, widząc jak upadłem, zacząłem wierzyć, że z Nim mogę wstać.

Nie chciałem wygłosić kolejnego wykładu, bardziej chciałem opowiedzieć o spotkaniu, opowiedzieć coś nie do opowiedzenia. Oto moja, jakże nieudolna, próba uchwycenia uwielbienia nie jako dźwięku, ale jako życia.

Tekst tego rozdziału podtrzymuje ton poprzednich, ukazuje przejmującą zapowiedź sprawiedliwego sądu nad Niniwą i imperium asyryjskim. Bóg odsłania to, co ukryte, obnaża pychę, okrucieństwo i złudne poczucie bezpieczeństwa, przypominając, że żadna potęga, żadne bogactwo ani ludzki system nie są wieczne. Upadek Niniwy jawi się jak zapowiedź nieuchronnego zmierzchu systemów tego świata… bo to, co wydawało się niezłomne, rozpada się jak kruche naczynie. Miasto, które nie znało miłosierdzia, samo go nie znajduje; zbiera plon własnej przemocy i zatwardziałości serca. Jakże szybko przemija to, co ogłaszało własną nieprzemijalność… A jak cicho i wiernie trwa to, co duchowe, pozornie niewidzialne, a jednak niezniszczalne, nagradzając cierpliwość i wierność tych, których świat nazywał słabymi. Główna prawda wyłania się spośród gruzów niegdyś tak pewnej siebie rzeczywistości. Bóg jest sprawiedliwym Sędzią, który rozlicza zło, a prawdziwe schronienie nie znajduje się w sile ani bogactwie, lecz w Nim i w sercu, które pozostaje wierne.

Księga Nahuma cz.2 Rozdział 2 przedstawia nam dramatyczny, niemal „filmowy” opis upadku Niniwy, potężnego imperium, które wydawało się niezwyciężone. Wśród obrazów wojny, chaosu i zniszczenia ukazana jest prawda, że Bóg kieruje historią i może nagle odmienić los narodów. Choć Asyria ufała swojej sile, bogactwu i potędze militarnej, nie mogła uniknąć sądu. Miasto, które siało strach i przemoc, samo doświadcza paniki, klęski i upokorzenia. Jego bogactwo, mury i symbole władzy okazują się bezsilne. Rozdział podkreśla, że upadek Niniwy nie jest przypadkiem, lecz sprawiedliwą odpowiedzią Boga na zło i pychę. Jednocześnie jest to pocieszenie dla uciśnionych, nawet największe imperia nie są trwałe. Główne przesłanie: Bóg nie jest obojętny wobec przemocy, ostatecznie ją osądza, a to, co wydaje się potężne i trwałe, może w jednej chwili upaść.

Ksiega Nahuma cz. 1 Ta księga wydaje się mówić tylko o gniewie Boga i upadku Niniwy, lecz w rzeczywistości, podczas uważnego czytania, zaczynamy dostrzegać i poznawać przesłanie pocieszenia dla uciskanych. Musimy to zobaczyć: upadek systemów tego świata nie jest upadkiem naszego życia i naszej rzeczywistości. Prorok Nahum zapowiada sąd nad potężnym, brutalnym imperium asyryjskim, które budowało swoją siłę na przemocy, krwawych podbojach i egzekucjach. Pokazuje, że Bóg jest jednocześnie sprawiedliwy i cierpliwy, nie ignoruje zła, ale w odpowiednim czasie je osądza. Jego gniew nie jest kapryśny, lecz wynika z troski o dobro i sprawiedliwość. Upadek Niniwy jest przedstawiony jako dobra wiadomość dla uciśnionych: nawet największe imperia są nietrwałe wobec Bożej władzy. Bóg jest schronieniem dla tych, którzy Mu ufają, ale przeciwnikom przynosi sąd. Główne przesłanie na dziś brzmi: Bóg panuje nad historią, sprzeciwia się pysze i przemocy, a ostatecznie przynosi sprawiedliwość i pocieszenie swojemu ludowi.

To wykład, ale też opowieść którą narodziła się w dniach gdy brakło sił aby mówić cokolwiek. Gdy w ciszy mogłem wyznać tylko tyle, że ZOSTAJĘ TU i zdaje się na Ciebie Panie.

Wykład nagrano podczas niedzielnego nabożeństwa w Kościele „Filadelfia” w Bielsku Białej. Słowa Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”, są zaproszeniem, aby zatrzymać się i zobaczyć. Zobaczyć nie tylko oczami, ale sercem. Rozpoznać, kim naprawdę jest Jezus. Dla mnie te słowa stały się przełomem, cichą, ale głęboką rewolucją. Uświadomiły mi, że wiara, którą żyje Kościół, to nie tylko, jak dziś, chrzest, nie tylko liturgia, nie tylko nasze inne działania. Najważniejsze jest to, że On tu jest. On jest obecny. On przychodzi…

Niektóre książki, sposoby wiary i interpretacji Słowa Bożego zapominają, że chrześcijaństwo nie jest zbiorem zaklęć, właściwych formuł słownych i sposobem na zaspokojenie naszych egoizmów. Jest ono raczej drogą, na której nie jesteśmy sami ze słownymi formułkami i dogmatami. Wykład przedstawia kilka przykładów mitologicznego podejścia do naszej wiary w Jezusa. Jeśli masz pragnienie wesprzeć to, co robię, a moja służba przynosi Ci zachętę, posilenie i duchowy pożytek, możesz wesprzeć mnie i postawić wirtualną kawę. Oczywiście nic na siłę, jeśli to nie ten moment, życzę Ci błogosławieństwa i owocnego czasu z Bożym Słowem < Wirtualna kawka ☕️: https://buycoffee.to/mirek-kulec

Wykład nagrano w Kościół „Filadelfia” Bielsko Biała podczas nabożeństwa niedzielnego. Jeśli moja służba przynosi Ci pożytek i masz chęć, możesz wesprzeć to co robię i postawić wirtualną kawkę ツ dziękuję. https://buycoffee.to/mirek-kulec

Dar, prezent… przez całe życie, a szczególnie w święta, słyszymy: „BĄDŹ GRZECZNY, TO DOSTANIESZ PREZENT”. A jednak z pewną przekorą można powiedzieć, że Dar, o którym dziś chcę mówić, dostaliśmy nie dlatego, że byliśmy grzeczni, lecz właśnie dlatego, że nie byliśmy. Potrzebowaliśmy Go nie jako nagrody, ale jako ratunku. Dobra nowina jest najbardziej dobra dla tych, którzy są w złej sytuacji. Ileż lat zajęło mi, by się tego nauczyć… Skoro Bóg dał to, co było najcenniejsze, to znaczy, że nie działa według logiki skąpstwa ani minimalnych kosztów. Bo ja (moje życie) nie byłem „po kosztach”. Jezus za mnie umarł. Słowo Boże uczy, że Boża hojność nie jest reakcją na naszą wartość, lecz wyrazem Jego Miłości. Jeśli ten lub inne wykłady były dla Ciebie zbudowaniem i pomocą możesz postawić mi wirtualną kawkę co sprawi mi wiele radości i będzie wsparciem mojej służby, tylko kliknij w link: https://buycoffee.to/mirek-kulec

W Betlejem był Bóg z nami, na Golgocie widać, że Bóg był tu również za nas. Emmanuel zaczyna się od bliskości, ale dopełnia w ofierze, obecność staje się zastępstwem: Ten, który jest „z nami”, przyjmuje nasz los „za nas”. Betlejem bez Golgoty byłoby jedynie sentymentalne… I takie jest dla wielu. Golgota bez Betlejem byłaby niezrozumiała… Nasz Jezus, który wszedł w ludzką kruchość, nie chciał z niej uciec w godzinie próby. Krzyż nie jest nagłym zwrotem w historii Jezusa, nie zaskoczył Go! Stukot młotków i krzyk są konsekwencją Wcielenia, bo ten krzyż nie jest porażką misji, lecz jej spełnieniem.

Musimy uświadomić sobie, że Golgota nie spada nie wiadomo skąd zaskakując Boga i ludzi. To dzieło dojrzewa, a Ewangelia pokazuje to bez upiększeń. Nasionko z Betlejem wskazuje Owoc na Golgocie. Bo niby jak ma się stać to zbawienie? Obedrzyjmy to z „pobożnego” i religijnego myślenia. Przyszedł i po sprawie? Nie! Bo kimże musiał być Ten który nas zbawił? Czy nie mógł Bóg jakoś zwyczajnie nam podarować, tak jak do nas mówi, aby wybaczać? Po co to wszystko, ta noc w Betlejem, ten ból, ten trud i Golgota? To musimy zrozumieć. Zbawca nie mógł być kimkolwiek.

Kiedyś oczekiwanie na Mesjasza było uważane za wielką pobożność, bo Pisma i Prorocy obiecali Jego przyjście. Betlejem zaskoczyło wielu. Dziś oczekiwanie na Jego powtórne przyjście jest posłuszeństwem Biblii i wiarą w Jego Słowo. Dlatego, niech nas nic nie zaskoczy.

Część piąta ale nie ostatnia :-) moich rozmyślań o Józefie Egipskim.

Kolejna część moich rozmyślań o życiu Józefa w Egipcie.

Chrześcijanin, który naprawdę ufa Bogu, nie dochodzi do tego miejsca przez łatwe doświadczenia, lecz przez rozczarowania. Chciałbym podzielić się trzema najważniejszymi lekcjami wiary w moim życiu. Jeśli masz pragnienie wesprzeć to, co robię, a moja służba przynosi Ci zachętę, posilenie i duchowy pożytek, możesz postawić mi wirtualną kawę. Oczywiście — nic na siłę. Jeśli to nie jest odpowiedni moment, życzę Ci błogosławieństwa i owocnego czasu z Bożym Słowem. Wirtualna kawka ☕️: https://buycoffee.to/mirek-kulec

Czasem dochodzimy do miejsc tak strasznych, że nie widać ani promyka światła. Balansujemy między niewiarą w to, że Bóg nas wysłucha, a niewiarą w to, że w ogóle może nas wysłuchać. Trudno nam też uwierzyć, że to, o co prosimy, mogłoby się nie spełnić — i równie trudno uwierzyć, że jednak się spełni. Taka jest chaotyczna głębia zakorzenienia naszej niewiary. Potrzebujemy nauczyciela wiary… Józefa Egipskiego. Wtedy najpierw bardzo cichutko szepczemy - Drogi Boże, jeśli kiedykolwiek zabraknie mi sił, by się modlić — usłysz moje serce. Bo ja dopiero później odkryję, że właśnie o to tylko chodziło. Na razie nasza opowieść nie kończy się optymistycznie: wejdziemy w nią w chwili, gdy — w duchowym sensie — ziarno najpierw musi obumrzeć, albo gdy, jako owoc, w dniu błogosławieństwa zostanie starte na chleb. Zapraszam na część drugą! Jeśli moja służba przynosi Ci pożytek i masz chęć, możesz postawić wirtualną kawkę. https://buycoffee.to/mirek-kulec

Zapraszam na cykl wykładów o życiu Józefa, zatytułowany ŻYCIE JÓZEFA EGIPSKIEGO. Tytuł ten wybrałem, by odróżnić naszego bohatera od Józefa, męża Marii, a zarazem by wyraźnie wskazać miejsce, w którym rozgrywa się nasza opowieść. Minęły tysiąclecia — zmienił się świat… a może wcale się nie zmienił? Może przemianie uległo tylko to, co zewnętrzne, a w głębi pozostajemy tacy sami. Zapraszam na część pierwszą! Jeśli moja służba przynosi Ci pożytek i masz chęć, możesz postawić wirtualną kawkę. https://buycoffee.to/mirek-kulec

Temat tej Bożej lekcji to: „Nie dziel swojego serca!” Pan Jezus powiedział: „Nikt, kto przykłada rękę do pługa i ogląda się na to, co zostało w tyle, nie jest zdatny do Królestwa Bożego.” Ja pragnę być przydatny, dlatego chcę się uczyć. W tym fragmencie mamy obraz zaczerpnięty z rolnictwa w Palestynie I wieku. Rolnik, który prowadził pług, musiał patrzeć przed siebie, aby bruzdy były proste. Gdy oglądał się za siebie, pług zbaczał z toru. Nie tylko bruzda była krzywa, zdarzało się też, że wchodził na cudze pole. A to właśnie i nam często się przydarza. Dlatego nie oglądaj się wstecz. Bo gdy się odwracasz, tracisz Jezusa z oczu. Im bardziej się odwracasz, tym słabiej Go widać. To trochę tak, jakby dziś powiedzieć komuś, że nie można patrzeć za siebie, jadąc na rowerze. Sens jest ten sam. Nasza decyzja sprowadza się do wyboru: albo do przodu, albo wstecz, bo nie da się w obie strony naraz. Obraz rolnika orzącego pole pokazuje, że uczeń Jezusa musi patrzeć przed siebie. Rozdarte serce, między dawnym życiem a nowym powołaniem, nie pozwala iść prosto za Nim. Jeśli masz pragnienie wesprzeć to, co robię, a moja służba przynosi Ci zachętę, posilenie i duchowy pożytek, możesz postawić mi wirtualną kawę. Oczywiście nic na siłę — jeśli to nie ten moment, życzę Ci błogosławieństwa i owocnego czasu z Bożym Słowem < Wirtualna kawka ☕️: https://buycoffee.to/mirek-kulec

Jezus prowadzi nas między drzewem a Świątynią i uczy nas ważnej lekcji. Jesteśmy tu po to, by wydawać owoce – nasze życie jest darem, który rodzi kolejne wspaniałe dary. Czerpiemy z Bożego życia i stajemy się świadectwem Jego miłości. Drzewo figowe jest także doskonałym obrazem naszej duchowości – zdrowe przynosi owoce nawet przed czasem. Ale zamiast dużo pisać, zachęcam, posłuchajcie sami tej krótkiej lekcji z Bożego Słowa. Jeśli masz pragnienie wesprzeć to, co robię, a moja służba przynosi Ci zachętę, posilenie i duchowy pożytek, możesz postawić mi wirtualną kawę. Oczywiście nic na siłę — jeśli to nie ten moment, życzę Ci błogosławieństwa i owocnego czasu z Bożym Słowem < Wirtualna kawka ☕️: https://buycoffee.to/mirek-kulec

Henoch chodził z Bogiem — te słowa zawsze budziły we mnie głębokie poczucie czegoś pięknego. Wskazują na coś znacznie więcej niż tylko chodzenie do Kościoła; mówią o niezwykłej bliskości i przyjaźni. Pozwólcie, że podzielę się kilkoma myślami na ten temat.

Jak zniszczyć Filadelfię? To pytanie brzmi absurdalnie, wręcz niestosownie — i z pewnością nie powinno być tematem kazania. A jednak… jest ktoś, kto naprawdę o tym myśli. Kto zrobi wszystko, by nasza miłość, przygoda i to, co miało być źródłem radości, zamieniło się w udrękę, zgorszenie i rozczarowanie. Nie dokona tego jednak sam. Potrzebuje Ciebie. Tak, właśnie Ciebie — a dokładniej: Ciebie i mnie. Potrzebuje domieszki naszej pychy, wyniosłości i gniewu. To jego jedyna szansa, by zatrzymać nasze przebudzenie, zdeptać marzenia i uciszyć modlitwy.

Wykład nagrano w Kościele „Filadelfia” - Bielsko Biała. Sprawisz mi wielką przyjemność dając znać czy moje rozmyślania i wykłady wniosły coś sensownego w Twoje życie. Możesz znacznie więcej, na przykład, podaj dalej to rozważanie lub daj link w Twoich mediach społecznościowych. Jeśli ten lub inne wykłady były dla Ciebie zbudowaniem i pomocą możesz postawić mi symboliczną kawkę co sprawi mi wiele radości i będzie wsparciem mojej służby: kliknij w link: https://buycoffee.to/mirek-kulec Jeśli nie możesz, nie czuj się źle, nasza przygoda to coś dużo więcej. Moje wykłady są udostępniane dla każdego kto chce słuchać. Życzę Ci wszelkiego Bożego błogosławieństwa i radości z wspólnego owocnego przeżywania drogi za Panem Jezusem.

Jeśli moje kazania, nauczanie lub inne podcasty były dla Ciebie zbudowaniem i pomogły w Twoim duchowym rozwoju możesz postawić mi wirtualną kawkę: https://buycoffee.to/mirek-kulec Zrób to jednak tylko z życzliwym i pełnym Bożego błogosławieństwa sercem. Dziękuję. Do wysłuchania wykładu zapraszam na Spotify, iTunes lub na Sound Cloud.

Jeśli moje kazania, nauczanie lub inne podcasty były dla Ciebie zbudowaniem i pomogły w Twoim duchowym rozwoju możesz postawić mi wirtualną kawkę: https://buycoffee.to/mirek-kulec Zrób to jednak tylko z życzliwym i pełnym Bożego błogosławieństwa sercem. Dziękuję. do wysłuchania wykładu zapraszam na Spotify, iTunes lub na Sound Cloud. Wykład nagrano podczas środowego nauczania w Kościele „Filadelfia” w Bielsku Białej.

Jeśli moje kazania, nauczanie lub inne podcasty były dla Ciebie zbudowaniem i pomogły w Twoim duchowym rozwoju możesz postawić mi wirtualną kawkę: https://buycoffee.to/mirek-kulec Zrób to jednak tylko z życzliwym i pełnym Bożego błogosławieństwa sercem. Dziękuję.

Jeśli moje kazania, nauczanie lub inne podcasty były dla Ciebie zbudowaniem i pomogły w Twoim duchowym rozwoju możesz postawić mi wirtualną kawkę: https://buycoffee.to/mirek-kulec Zrób to jednak tylko z życzliwym i pełnym Bożego błogosławieństwa sercem. Dziękuję.

Jeśli moje kazania, nauczanie lub inne podcasty były dla Ciebie zbudowaniem i pomogły w Twoim duchowym rozwoju możesz postawić mi wirtualną kawkę: https://buycoffee.to/mirek-kulec Zrób to jednak tylko z życzliwym i pełnym Bożego błogosławieństwa sercem. Dziękuję.

Jeśli moje kazania, nauczanie lub inne podcasty były dla Ciebie zbudowaniem i pomogły w Twoim duchowym rozwoju możesz postawić mi wirtualną kawkę: https://buycoffee.to/mirek-kulec Zrób to jednak tylko z życzliwym i pełnym Bożego błogosławieństwa sercem. Dziękuję.

Wykład nagrano podczas nabożeństwa w Kościele „Filadelfia” Bielsko Biała. Jeśli moje kazania, nauczanie lub inne podcasty były dla Ciebie zbudowaniem i pomogły w Twoim duchowym rozwoju możesz postawić mi wirtualną kawkę: https://buycoffee.to/mirek-kulec Zrób to jednak tylko z życzliwym i pełnym Bożego błogosławieństwa sercem. Dziękuję.

Wykład nagrano w Wielki Piątek w Kościele „Filadelfia” Bielsko Biała. Jeśli moje kazania, nauczanie lub inne podcasty były dla Ciebie zbudowaniem i pomogły w Twoim duchowym rozwoju możesz postawić mi wirtualną kawkę: https://buycoffee.to/mirek-kulec Zrób to jednak tylko z życzliwym i pełnym Bożego błogosławieństwa sercem. Dziękuję.

Wykład nagrano podczas serii spotkań MODLITWA I POST 2025 w Kościele „Filadelfia” w Bielsku Białej. Część siódma jest ostatnim i kończącym serię rozważaniem na temat OWOCÓW DUCHA ŚWIĘTEGO w życiu chrześcijanina.

Wykładowca: PASTOR WOJCIECH STABLA Wykład nagrano podczas serii spotkań MODLITWA I POST 2025 w Kościele „Filadelfia” w Bielsku Białej. Część szósta jest rozważaniem na temat WSTRZEMIĘŹLIWOŚCI w życiu chrześcijanina.