Żyjemy w ciągłym zabieganiu, z trudem znajdując czas na relaks i zamyślenie nad życiem. Kiedy przychodzi wieczór często sięgamy po telewizyjny pilot, by zagłuszyć własne myśli. A może lepiej zaparzyć herbatę, wyłączyć światło, nałożyć słuchawki i… znaleźć się w trochę innym świecie? Opowieści, które dla Was przygotowujemy, przedstawiają życie w rozmaitych jego przejawach. Zapraszają reportażyści Radia Lublin.

Od czterech lat za nasza wschodnia granica toczy się wojna na wyniszczenie w której Rosjanie stosują wszystkie dostępne metody po to aby wymusić na Ukraińcach kapitulację. Jak dotąd bezskutecznie choć obrońcom coraz trudniej pokonywać własne zmęczenie i przeważające siły wroga. Bronią własnego kraju, ale też nas i europejskich wartości demokratycznych, które od kilkudziesięciu lat zapewniają na kontynencie spokój i pokój. Ostatnio jednak zdajemy się o tym zapominać. Tak jak na samym początku wyszczy rzucili się do pomocy tak teraz coraz więcej osób mówi to nie nasza wojna czyżby?

Licealiści z Jabłonny zafascynowani historią, sztuką i tradycjami związanymi z rodzinnymi miejscowościami odkopują, spisują i odtwarzają dzieje tego terenu i ludzi. To niesamowici kilkunastolatkowie, którzy opowiedzą nie tylko o historii, ale też o własnej fascynacji.Fot. grupa „Orzem Jak Możem”

Obyś cudze dzieci uczył – to złorzeczące przysłowie odnosi się do trudów z jakimi borykają się na co dzień nauczyciele. Zawód niegdyś budzący ogromny naturalny szacunek, a dzisiaj niestety często kojarzony z niskimi zarobkami, niewdzięcznością społeczną i roszczeniową postawą samych zainteresowanych. Kim jest współczesny nauczyciel i czy nadal możemy mówić, że jest to zawód, który wymaga prawdziwego powołania? O swoich doświadczeniach opowiada Anna Ciciak z SP nr. 46 im Króla Jana III Sobieskiego

Polscy artyści studiujących na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium tworzyli barwną społeczność. Każdy artysta to odrębny świat, który wpływał na kolegów i na losy polskiej sztuki, zarówno tej tworzonej podczas zaborów, jak i w czasie, gdy kraj odzyskał niepodległość. Wykształcony w Monachium i mający tam pracownię Józef Brandt tworzył sceny batalistyczne, pełne zwycięskich bojów z czasów dawnej Rzeczpospolitej (czasy XVII i XVIII wieku). Malarstwo pokrzepiało i dawało nadzieję na odzyskanie niepodległości Polakom rozproszonym po świecie po powstaniu styczniowym. Wpływ malarstwa "monachijczyków" widoczny jest w twórczości choćby Henryka Sienkiewicza. Wielu artystów po studiach pozostało w Monachium i miało tam świetnie prosperujące pracownie. Ale nie tylko tematyka historyczna była tematem malarstwa polskich artystów w Monachium.A w reportażu fragmenty tekstów czytali: Mariusz Kamiński, Jarosław Zoń i Józef Szopiński.Fot. Wachlarz z obrazami polskich artystów z Monachium na wystawie Monachijczycy w Muzeum Narodowym w Lublinie.

Opowieść o mistycznym i tajemniczym Lublinie, w którym na przestrzeni wieków toczy się walka dobra ze złem. Dyrektor Ośrodka Brama Grodzka Tomasz Pietrasiewicz zabiera nas do piwnic staromiejskich, gdzie setki różnych postaci, poruszających się figurek związanych z historią czy też legendami o mieście: królowie, rycerze, mieszczanie czy mieszkańcy miasta tworzą swoisty spektakl opowiadający o losach miasta. Od pradziejów do czasów przed wybuchemII wojny, kiedy żył poeta Józef Czechowicz autor „Poematu o mieście Lublinie”. Miejsce to nosi nazwę „Teatr Imaginarium”.

Adam Chmielowski wywierał szczególny wpływ na swoich kolegów malarzy na studiach artystycznych w Monachium. Miał głęboki i logiczny umysł, a przy tym był bardzo towarzyski. Niestety nie mógł znaleźć szczęścia i spokoju w swoim życiu, aż pewnego dnia trafił do ogrzewalni miejskiej dla osób bezdomnych i ubogich. Pomoc słabszym stała się jego życiową misją. Okazją do przyjrzenia się postaci Adama Chmielowskiego, znanego jako Św. Brat Albert, jest wystawa "Monachijczycy" w Muzeum Narodowym w Lublinie, gdzie zobaczyć można obrazy tego artysty, które na co dzień znajdują się w Zakonie Albertynek i Albertynów. Więcej w reportażu Moniki Malec zatytułowanym "Brat Albert".fot. Obrazy Adama Chmielowskiego na wystawie "Monachijczycy" w Muzeum Narodowym w Lublinie: Św. Franciszek, Matka Boża z Dzieciątkiem, Niepokalana (wł. Zakonu Sióstr Albertynek)

Marek Żołnierczuk od kilkudziesięciu lat mieszka i pracuje w Łańcucie. Jednak kilka lat temu na nowo odkrył miejsce swojego dzieciństwa, czyli Turkowice (Turkowice Zakład) wpowiecie hrubieszowskim. Mieszkał tam w latach 50. gdy zakonnice prowadziły zakład dla sierot wojennych, gdzie w zabudowaniach prawosławnych wyświetlane były filmy przywiezione przez kino objazdowe, można się było wykąpać w rzece Huczwie czy zapalić świeczkę na tajemniczym cmentarzu. Opowiada o tym niezwykłym miejscu, czym było dla niego i co go tam ciągnie dzisiaj. W powrotach do Turkowic i odkrywaniu ich przeszłości towarzyszy mu żona Jadwiga.

Trzy matki odznaczone medalami za Zasługi dla Obronności Kraju, opowiadają o dumie ze służby wojskowej swoich synów. Jednak z czasem ich wyznania stają się opowieścią o samotności i opuszczeniu przez dzieci. audycja została nagrana w 2005 roku przed zawieszeniem obowiązkowej służby wojskowej

Stanowią rodzinę wyjątkowo zakręconą na punkcie sztuki. Wszystko zaczęło się od Anny Celińskiej Banaszek, która od dziecka maluje. Do malowania zachęciła swojego męża Tomasza oraz córkę Kingę. Wspólnie prowadzą galerię, należą do Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Lublinie, ale pracują też zawodowo. Malarstwo daje im spełnienie i koloryt życia. Fot. Anna Celińska Banaszek i Tomasz Banaszek wśród swoich obrazów.

Wydawało się, że o budynku lubelskiego ratusza wiadomo niemal wszystko. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że magistrat, który w obecnej formie powstał 200 lat temu w miejscu spalonego kościoła karmelitów, kryje jeszcze wiele tajemnic. Opowiemy między innymi o projektach, o tym, jak w umowach było zapisane, że nie można oszukiwać z materiałami, o tym, co robili cieśle zamiast budować gmach, a także o śladach po dawnych czasach, które nadal można odnaleźć - to wszystko w audycji Magdy Grydniewskiej "O tym, jak lubelski ratusz budowano".

"Gdzie rodzi się muzyka? W uchu, rozumie czy w pamięci"? - pytała w jednym ze swoich felietonów Dorota Gonet, dodając za chwilę: "Muzyka jest pamięcią. Potrzebny jest impuls, żeby ją otworzyć". Audycja o Dorocie Gonet - zmarłej w styczniu 2016 roku naszej koleżance, wybitnej dziennikarce muzycznej, osobie wielkiego serca i głębokiej wiary. Kim była? Co zmieniła w nas?

Kazimierz Kwiatkowski, polski architekt z Lublina, to bohater narodowy Wietnamu, nazywany przez Wietnamczyków rycerzem, znany tam również pod pseudonimem Kazik, Znachor, czy Człowiek z dżungli. O randze jego dokonań można się dopiero w pełni dowiedzieć podążając jego szlakiem po Wietnamie, o czym przekonała się również Monika Niedziałek, autorka reportażu pt.:"Wietnam szlakiem Kazika".Kazimierz Kwiatkowski jest upamiętniony pomnikiem w Wietnamie, w Hoi An. To wyjątkowy symbol szacunku i czci wobec Kazika, bo nawet Ho Chi Minh nie ma w tym mieście pomnika. Jest to miasto uratowane przez Kazimierza Kwiatkowskiego przed zburzeniem, a jego zabytki wpisano dzięki niemu na listę światowego dziedzictwa UNESCO.Dedykowane mu tablice pamiątkowe znajdują się w Purpurowym Zakazanym Mieście (pałac cesarski "wietnamski Wawel") w Hue i w sanktuarium religijnym Czamów w My Son, kolejnych miejscach, które odkrywał i odbudowywał polski architekt. Ocalił on starożytny kompleks świątyń My Son (wietnamski Angkor Wat). Zabytki w Hoi An, Hue i My Son dzięki jego wysiłkom wpisane są na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Są to obecnie perły turystyki Wietnamu. Gdyby nie Kazimierz Kwiatkowski, który z początkiem lat 80. stanął na czele Polsko-Wietnamskiej Misji Konserwatorskiej, Hoi An byłoby zburzone, stworzono już plany architektoniczne nowego miasta portowego, które miało powstać na zgliszczach starych ruin, polski architekt przekonał władze Wietnamu, żeby ocalić perły architektury. Prace konserwatorskie pod jego kierunkiem ocaliły też Hue i My Son. Niestety polski architekt zmarł przedwcześnie na zawał serca w wieku 53 lat, jego syn, Bartłomiej Kwiatkowski, kontynuował dzieło ojca w Wietnamie.Po prawie 30 latach od śmierci Kazika nadszedł czas upamiętnienia go w Ojczyźnie, pośmiertnie został odznaczony najwyższym Orderem Przyjaźni Wietnamsko-Polskiej. W imieniu prezydenta Wietnamu order uroczyście wręczył rodzinie architekta Ambasador Wietnamu w Polsce, a Prezydent Miasta Lublin zdecydował o powstaniu tablicy pamięci Kazimierza Kwiatkowskiego oraz inicjuje współpracę polsko-wietnamską, której przyświecać i patronować ma Duch Kazika.

Ludomir Benedyktowicz miał zostać leśnikiem, ale wybuch powstania styczniowego przekreślił te plany. W wyniku odniesionych obrażeń podczas jednej z powstańczych potyczek stracił obie dłonie. Choć niepełnosprawność, śmierć ojca, czy odebranie przez zaborcę rodzinnego majątku, jako represja po udziale w powstaniu, doprowadziły do załamania nerwowego, to był to punkt zwrotny, który zmienił życie młodego człowieka. Zwrócił się w stronę malarstwa. Jego pomysłowość, pracowitość i nie poddawnie się przeciwnościom, sprawiły, że jako jeden z trzech, na trzydziestu kandydatów, dostał się do Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Po powrocie ze studiów osiadł w Krakowie, gdzie kontynuował naukę w krakowskiej szkole kompozycji Jana Matejki. Był szanowanym malarzem, a dochody za malowane obrazy pozwoliły mu utrzymać liczną rodzinę.Fragmenty wspomnień Ludomira Benedyktowicza czyta Mariusz Kamiński. W rolę krytyka Lucjana Siemieńskiego wciela się Jarosław Zoń.Fot. Obraz Ludomira Benedyktowicza na wystawie "Monachijczycy" w Muzeum Narodowym w Lublinie.

Wchodziła do obozu na Majdanku nie okazując strachu, ignorowała krzyki SS-manów a komendantów potrafiła zmusić do współpracy. W ramach Rady Głównej Opiekuńczejorganizowała pomoc dla polskich więźniów obozu i ocaliła wielu z nich. Oficjalnie występowała jako hrabina Janina Suchodolska. Kim była tak na prawdę, jakie były jej losy o tym miedzy innymi w reportażu. Jej historię opisały doktor Joanna Śliwa i Elizabeth Berry White, w książce „Fałszywa Hrabina”. Na zdjęciu (z tyłu) hrabina Janina Suchodolska, (od prawej)Marta Grudzińska – Państwowe Muzeum na Majdanku, Elizabeth „Barry” White i dr Joanna Śliwa autorki książki „FAŁSZYWA HRABINA”

Rap. flamenco, blues i muzyka klasyczna wszystko na raz a równocześnie osobno. Projekt "Żywa muzyka" nie ocenia nie segreguje lecz traktuje wszystkie style muzyczne jak źródło zabawy i sposób na wyraźnie siebie. W chaosie dźwięków nikt nie miał pewności jak sprawy się potoczą. Były momenty trudne i zaskakujące dla każdego, ale finał przeszedł oczekiwania wszystkich. Na scenie zamiast profesjonalistów wystąpiły uczestniczki czyli dziewczyny z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Podgłębokiem

Po klęsce powstania styczniowego wiele osób zaangażowanych w walkę zbrojną musiało opuścić teren dawnej Rzeczpospolitej. Hrabia Władysław Plater zaangażował się w przedsięwzięcie, które miało na celu zachować dla przyszłych pokoleń dorobek kulturowy naszych przodków i przyczynić się w przyszłości do odzyskania niepodległości. W szwajcarskim Rapperswilu powstało Muzeum Polskie, instytucja wyjątkowa, która przyciągnęła niezwykłe osobowości kolekcjonerów sztuki i propagatorów sprawy polskiej. O historii muzeum opowiedzą historycy sztuki, kuratorzy wystawy "Monachijczycy" w Muzeum Narodowym w Lublinie: dr Beata Skrzydlewska i dr Andrzej Frejlich oraz dyrektor Muzeum Polskiego w Rapperswilu, Anna Buchmann. Fragmenty tekstów czytają: Agnieszka Banaszkiewicz, Mariusz Kamiński i Jarosław Zoń.Fot. Fotografia Sali Rycerskiej Muzeum Polskiego na Zamku w Rapperswilu ze strony: https://polenmuseum.ch/pl/historia-muzeum

Jan Stępień to rzeźbiarz, rysownik, poeta, pisarz. Jego najnowszy tomik poezji będzie nosił tytuł "Wyspa tańczących kotów". Prywatnie mąż prof. Marii Szyszkowskiej, z którą wspólnie organizują spotkania, seminaria i konferencje poświęcone ważnym i aktualnym tematom. Od wielu lat mieszkają pod Nałęczowem, gdzie prowadzą otwarty dom nawet dla przypadkowych przechodniów, którzy chcą porozmawiać lub zobaczyć "galerie" pana Jana.

Na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie można oglądać wystawę "Monachijczycy". Prezentowany jest tu między innymi obraz Olgi Boznańskiej przedstawiający jej pracownię. Artystka w Monachium zdobyła wykształcenie i uznanie. Jaką artystką była i co po niej pozostało? O tym w reportażu Moniki Malec „Autoportret z tajemnicą”.Fot. Autoportret Olgi Boznańskiej z kolekcji Krzysztofa Musiała (prezentowany przez Muzeum Narodowe w Lublinie na wystawie "Co babie do pędzla?!").

Jest to opowieść o ulicy Gracjana Chmielewskiego w Lublinie, położonej na terenie dawnej wsi Rury Jezuickie. O losach jejmieszkańców i opowiadanych przez nich historiach związanych z życiem w tym miejscu. Autor wraz z Henryką Jarosławską z Zespołu do spraw Nazewnictwa Ulic iPlaców Publicznych w Lublinie, próbuje się dowiedzie coś od mieszkańców i przechodniów na temat patrona ulicy. Gracjan Chmielewski (na zdjęciu) to powstaniec styczniowy, botanik, założyciel i pierwszy dyrektor Gimnazjum Męskiego im. Stanisława Staszica (obecnie 1 Liceum im. Staszica w Lublinie). Pochowany jest na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie.

Życiorys doktora Jana Danielskiego mógłby posłużyć do napisania scenariusza filmu sensacyjnego. Ten wykształcony w Charkowie, przedwojenny lekarz, został wrzucony w wir wojny polsko-bolszewickiej, a potem drugiej wojny światowej. W jakiej sytuacji by się nie znalazł, zawsze pomagał ludziom. O doktorze Janie Danielskim opowiada wnuk Zygmunt Barszczewski.Fot. Pamiątka z obozu - w zbiorach Archiwum Państwowego w Lublinie. Dar od Zygmunta Barszczewskiego wnuka Jana Danielskiego.

Anglicy mają nawet specjalną nazwę na te dni. Twixmas to tydzień między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem. Co wyróżnia te dni, kiedy Boże Narodzenie powoli mija, a nadchodzi Nowy Rok ze wszystkimi swoimi obietnicami. Dlaczego te dni wydają się inne od wszystkich, jak niektórzy mówią to dni "przytulne", takie, w których nadchodzi wytchnienie, a jednocześnie niemal świąteczne - między niebem a ziemią? O zwyczajach, tradycjach, obrzędach związanych z tygodniem między 24 grudnia a 1 stycznia powiemy w reportażu Magdy Grydniewskiej.

To będzie reportaż o tradycjach piekarniczych i trudnych, ale odważnych decyzjach. Gdyby 30-ści lat temu ktoś powiedział Marioli i Tadeuszowi Zubrzyckim, że będą kontynuowali rodzinną tradycję, to by nie uwierzyli. Ona pracowała na uczelni, a on w biurze projektowym. Dziś zajmują się rodzinnym biznesem i prowadzą warsztaty dla dzieci, by pokazać im pracę w piekarni i być może rozpalić pasję do tego zawodu.Fot. Wypieki zrobione podczas warsztatów piekarniczych prowadzonych z dziećmi z klasy III szkoły podstawowej w Kalinówce.

Opowieść o świętach Bożego Narodzenia jakie miały miejsce w obozie koncentracyjnym na Majdanku w grudniu 1943 r. Dzięki staraniom Polskiego Czerwonego Krzyża i Rady Głównej Opiekuńczej przywieziono ponad 80 choinek, nablokach więźniarskich były śpiewane kolędy, dzielono się opłatkiem. Powstało kilka pieśni świątecznych, których teksty się zachowały. Wówczas nawet Niemcy nieco złagodzili regulamin obozowy, chociaż i w tych dniach zdarzały się przypadki znęcania nad więźniami.Gos zabierają: Anna Wójcik, Marta Grudzińska i Anna Wójtowicz z Państwowego Muzeum na Majdanku oraz historyk doktor Janusz Kłapeć.W reportażu wykorzystano nagrania z archiwumPaństwowego Muzeum na Majdanku: wiersze: „Mały Jezusiczek” autorstwa Marii Bielickiej-Szczepańskiej i „Wnoc wigilijną' Aliny Paradowskiej w interpretacji aktorki Teatru Osterwy Jolanty Desz-Pudzianowskiej oraz fragmenty wspomnień Marii Bielickiej i Wandy Ossowskiej

emet ezell (ur. 1995 r. w Teksasie, USA) jest mieszkającą(-ym) i tworzącą(-ym) w Berlinie poetą/ką, dla której (-go) ważnym medium jest typografia. Dwa razy do roku przyjeżdża do lubelskiej Izby Drukarstwa (DomSłów), by uczyć się starych technik drukarskich u Roberta Sawy. Układając litery swoich wierszy w różnych kombinacjach, stylach i rozmiarach wypowiada się na temat oddania, wywłaszczenia, destrukcji i powrotu. W ten sposób mierzy się z własną historią rodzinną, którą odkrył(-a) dopiero mając 20 lat. Właśnie wtedy dowiedział(-a) się, że jej pradziadkowie byli łotewskimi Żydami. W 1915 roku na skutek czystek etnicznych musieli oni wyjechać z rodzinnego Sabile w głąb Rosji. W 2025 emet odwiedził(-a) Sabile i zaprezentował(-a) w odrestaurowanej synagodze swoje wiersze, które drukowała w Lublinie używając zapomnianych technik drukarskich. Jej głęboka, filozoficzna opowieść stawia pytania o możliwości języka, o to, co jest w nim duchowe i materialne, ulotne i trwałe.Realizacja Piotr Król. Muzyka Artur Giordano. Tłumaczenie wypowiedzi emet ezell czyta Paulina Prokopiuk Strona internetowa emet ezell : https://emetezell.com/

Roman Chojnacki poeta, opozycjonista, kierowca tirów człowiek zawsze wierny sobie, który swoim życiem mógłby obdzielić wiele osób.

Galeria Biała w Lublinie kończy swoją działalność wystawienniczą. Kierująca Galerią Białą Anna Nawrot zapowiedziała swoje odejście po 40. latach pracy. A zamykająca rok 2025 wystawa jej autorstwa zatytułowana "Wyprzedaż" prezentuje dorobek artystki obejmujący: tkaniny, obiekty, fotografie i instalacje. Galeria jest wyjątkowym miejscem na mapie nie tylko Lublina - mówią uczestnicy wernisażu, który odbył się 14 listopada, Niekomercyjna Galeria Biała założona przez Annę Nawrot i Jana Grykę w 1985 roku od początku stawiała na prezentację twórczości osób młodych, kończących studia artystyczne oraz początkujących artystów. Wyznaczała nowe trendy i poruszała trudne, często egzystencjalne problemy, w sposób zaskakujący. W Galerii Białej swoje prace wystawiali między innymi: Irena Nawrot, Krystyna Piotrowska, Agata Zbylut, Leon Tarasewicz, Jarosław Koziara, Robert Kuśmirowski, czy Kamil Stańczak.W reportażu znalazły się fragmenty archiwalnych audycji Grażyny Lutosławskiej nagrywanych w Galerii Białej oraz archiwalne dźwięki z Galerii Białej nagrane przez Jarosława Zonia.Fot. Fragment pracy Anny Nawrot pt. "Czterdziestka" wykonana z 40 kwadratów z okazji 40-lecia Galerii Białej.

Pani Danuta Duszczyk – Krawiec jako dziecko usłyszała od babci Janiny Cudnej opowieść o tragedii, która wydarzyła się w jej rodzinie w czasie okupacji. Z rąk hitlerowców, we wsi Michałów (Bankówka) pod Warszawą, zginęli wówczaskilkuletni chłopiec i dorosła kobieta. Przez lata wspomnienie o tym wydarzeniu wywoływało w rodzinie traumatyczne wspomnienia, również dlatego że Janusz Cudny i Magda Rogala nigdy nie zostali oficjalnie uznani za zmarłych, gdyż niezostały wydane akty zgonu. Zarówno babcia, córka jak i wnuczka Danusia przez wiele lat starały się to zmienić, ale też godnie upamiętnić ofiary.

"Bolesław Prus w Kronikach Tygodniowych podał do wiadomości, że - Doktor Benni z funduszu Jana Blocha tworzy tu (w Nałęczowie) szkołę zabawkarska" - tak rozpoczyna historię szkoły Janina Babinicz-Witucka we wstępie do katalogu wystawy w 120. rocznicę powstania placówki.Szkoła powstała, bo - jak tłumaczył doktor Benni - co roku wydawane są miliony rubli na zabawki z zachodu i Rosji, choć są one grubo ciosane i nieestetyczne. I tak w Nałęczowie zrodziła się szkoła, której tradycje przejęło liceum plastyczne.

Audycja o różnym podejściu do doktoratu. Jedni go kupują albo piszą na poziomie magisterki. Inni tworzą odkrywcze prace naukowe. Rozmowa o poczuciu wartości. Czy tytuły i nagrody mogą dawać iluzoryczne poczucie wartości?

23 maja 1944 roku partyzanci wykoleili niemiecki pociąg na odcinku Łuków-Dęblin w okolicach miejscowościSarnów. W odwecie okupanci spacyfikowali wieś i zabili kilkanaście osób. Dzisiaj o tym wydarzeniu mogą opowiedziećnieliczni już świadkowie. Pamięć przekazywana z pokolenia na pokolenie żyje jednak w przekazach rodzinnych ofiar. Nigdy nie upamiętniono pomordowanych, nie ma tablicy, nie były też organizowane uroczystości religijne. W poznanie tejhistorii zaangażowały się pasjonatki historii Łukowa i okolic (informacje o pacyfikacji Sarnowa można odnaleźć na stronie internetowej czy w jednej z publikacji regionalnych). Do dzisiaj pojawiają się rozbieżności co do przebiegu samych wydarzeń, tego kim byli oprawcy a kim partyzanci i ile tak naprawdę osób zginęło. Głos zabierają:- Stanisław Kiesiel – syn zamordowanego Franciszka Kisiela, i jego wnuk Andrzej. - Teresa Łukasik wnuczka Franciszka Kisiela, która pisze wiersze m.in. o pacyfikacji Sarnowa, oraz jej mama Krystyna Kisiel; - Marianna Teresa Porębska – wnuczka zamordowanejMarianny Matacz, o pacyfikcji opowiadał jej ojciec Eugeniusz, - Jadwiga Świder, która znała niektóre z ofiar pacyfikacji- Bogumiła Sosnowska z domu Kucharska spokrewniona zJanem Szafarzem i Stanisławem Kucharskim aresztowanym przez Niemców za współpracę z partyzantką - Mieczysław Łukasiewicz, syn żołnierza Amii Krajowej z Sarnowa - Joanna Skwarek – ze Świderek prawnuczka Marianny Matacz, w jej zbiorach jest zdjęcie z pogrzebu ofiar - Magdalena Żentała – ze Świderek, współautorka książki„W poszukiwaniu swojej historii” w której zawarła informacje o pacyfikacji Sarnowa- oraz Magdalena Bilska – która prowadzi stronę „Zastawiei Ziemia Łukowska” gdzie można odnaleźć informacje o pacyfikacji

W połowie listopada media obiegła informacja o niecodziennej operacji przeprowadzonej przez lekarzy z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie. Medycy wycięli z brzucha 56-letniego pacjenta 16-kilogramowy guz. Mężczyzna spod Hrubieszowa po kilku dniach w dobrej formie wrócił do domu. W czwartkowym reportażu powrócimy do tego wydarzenia, aby zastanowić się nad zagadkami ludzkiego organizmu i zachęcić do profilaktyki.O fenomenie pracy chirurga opowie prof. Karol Rawicz-Pruszyński, pod którego kierunkiem odbyła się operacja.

Syn Powstańca Śląskiego żołnierz Wermachtu i Polskich Sił zbrojnych Szkot z wybory i obywatel wielkiej brytanii z konieczności. Życiorys pozornie pełen sprzeczności a jednak spójny bo wszystkie wydarzenia budują los jednej i tej samej osoby. Historia jego warta jest opowieści, bo wymyka się czarno białym schematom myślenia

Bożena i Waldemar Komorowscy to matematycy i informatycy, którzy porzucili dotychczasowe prace by zająć się fotografią. Potrzeba tworzenia jest dla nich największym imperatywem. Ich zdaniem, od własnego wnętrza nie można uciec, a spełniać marzeń nie można dopiero na emeryturze. W poszukiwaniu wyjątkowych kadrów pakują plecaki i wyjeżdżają w ciekawe dla nich miejsca. Dzięki fotografii odbywają jednocześnie dwie podróże. Jedna prowadzi ich głęboko w świat natury, a druga - to podróż w głąb siebie.

Markuszów na nowo pisze swoją tragiczną historię. Dopiero w tym roku pani Anna Grabowska opowiedziała o tym, co jej dziadek mówił o 10 września 1939 roku. Piwnica, w której zginęło kilkanaście osób, stoi do dziś. To w niej w czasie bombardowania poległa część bliskich pani Anny, a także trzy inne rodziny. Do tej pory co roku mieszkańcy Markuszowa co roku wspominali kilkanaście osób, które zginęły podczas niemieckich nalotów, teraz okazuje się, że ofiar było co najmniej dwa razy więcej.O tym, jak po 86 latach historia odkrywa swoje tragiczne karty, opowiemy w reportażu Magdy Grydniewskiej "Nie znaliśmy tej historii - Markuszów" w niedzielę 23 listopada.

Elżbieta Gnyp to artystka malarka, nauczycielka młodego pokolenia artystów, która zmarła pod koniec października. Przez wiele lat była prezeską Zamojskiego Towarzystwa Renesans. Dzięki niej Towarzystwo posiada unikatowy zbiór "Leśmianowej Kolekcji Sztuki" złożony z dzieł podarowanych przez artystów biorących udział w wystawach dedykowanych poecie Bolesławowi Leśmianowi. W zbiorze tym znajdują się również obrazy Elżbiety Gnyp. Poezja Bolesława Leśmiana miała ogromny wpływ nie tylko na jej malarstwo, ale również na jej przemyślenia o życiu i losie.

Pod koniec Powstania Listopadowego, w połowie września 1831 roku, pod Opolem Lubelskim, rozegrała się bitwa polskiego korpusu, dowodzonego przez włoskiego generała, z wojskami rosyjskimi. Tamto wydarzenie w szczególny sposób postanowili upamiętnić członkowie Stowarzyszenia „Nasza Historia” z Opola Lubelskiego, w umundurowaniuz epoki biorąc udział w marszu drogą, którą podążali polscy żołnierze. Do upamiętnienia włączyli się również członkowie „Puławskich Rajdów Rowerowych”, którzy wraz ze Sławomirem Snopkiem, regionalistą z Wąwolnicy, inicjatoremprzejazdu, wyruszyli z Kurowa do Opola Lubelskiego.

Black Biceps litewski zespół z polskim składem narobił zamieszania w eliminacjach do Eurowizji. Głosujący na nich widzowie zmusili LRT , czyli litewska telewizje publiczną, do ponownego rozparzenia wyników. Chłopaki grają już kilkanaście lat razem. Tworzą w trzech językach, a swoja drogę na scenę zaczęli od parodii światowego hitu "Despacito". Tyle że zamiast tekstu o urokach kobiecego ciała zaśpiewali o urokach zbierania butelek i puszek. W podkaście fragmenty piosenek Black Biceps "Depozito" , "po polsku", "Luba ty moja" "Visaip man reik" oraz utwór "Płynę pod masztem" - kooperacja Bartosz Urbanowicz i Vitalia Walentynowicz.

Bohaterami audycji są młodzi ludzie, działający jako wolontariusze, w "Roztoczańskiej Konnej Straży Ochrony Przyrody im. 25 Pułku Ułanów Wielkopolskich". Połączyła ich pasja: zamiłowanie do koni, przyrody oraz tradycji polskiejkawalerii. Biorą udział w uroczystościach patriotycznych 11 listopada i w czasie Narodowego Święta Niepodległości, spotykają się z młodzieżą i opowiadają o tradycjach ułańskich i historii patrona RKSOP, uczestniczą w rekonstrukcjachhistorycznych (w tym pod Komarowem na planie filmu "Bitwa Warszawska" w reżyserii Jerzego Hoffmana). Głos zabierają: ludzie związani z Roztoczańską Konną Strażą Ochrony Przyrody: Marcin Mikosz, Sylwester Kryk, GrzegorzSztal, Paweł Buchajczyk, Waldemar Radziwiłko, Kamil Smyl Ponad to: Marlena Sicińska – bibliotekarka w Szkole Podstawowej nr 44 przy ul. Tumidajskiego w Lublinie, którą odwiedzili: Grzegorz Sztal, Paweł Buchajczyk oraz Tomasz Kowalik. fot. Paweł Pikul

Wspomnienie o Mieczysławie Kaczorowskiej, byłej pracownicy Radia Lublin w latach 50 i 60. Jej grobem przy Lipowej od lat opiekuje się Kazimiera Błazewicz i to ona zwróciła uwagę na postać pani Mieczysławy - powstańca warszawskiego, więźnia obozów koncentracyjnych, którą losy po wojnie rzuciły do Lublina i związały z naszą rozgłośnią.

Moment pożegnania ze zmarłym to jedna z najtrudniejszych chwil. Słowa nie wystarczają, a cisza wydaje się ciężka jak ołów. Wtedy pojawia się pieśń, która ma przeprowadzić zmarłego na drugi brzeg a żyjącym dać nadzieję. Rzadko teraz korzystamy z tej magicznej mocy tradycyjnych pieśni przejścia które kiedyś często rozbrzmiewały w trakcie obrzędów pogrzebowych Lubelski Komitet Pożegnalny w dzień Zaduszny zbiera się w Zaduszki na cmentarzu przy ulicy Lipowej w Lublinie aby przypomnieć, że śmierć to część życia i warto ja pieśnią oswoić. .

Zofia Zaorska to gerontolog, założycielka i honorowy prezes Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów KLANZA, wieloletni kierownik Lubelskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, twórczyni projektu Szkoła SuperBabci i SuperDziadka. Jej działania mające pomóc osobom starszym czynnie funkcjonować w społeczeństwie wynikają z jej historii rodzinnej. Pochodzi z ziemiańskiej rodziny z Glinnego Stoku. Jako mała dziewczynka miała okazję obserwować swoją mamę, niezwykle aktywnie społecznie osobę. Napisała książkę "Dodać życia do lat" - bo chce dzielić się swoją wiedzą o tym jak wypełnić czas, który dotychczas przeznaczony był na pracę zawodową i by nie wyalienować się z życia społecznego.W reportażu autorka wykorzystała archiwalną audycję z lat 80-tych Marii Brzezińskiej i Zofii Zaorskiej "Samotność bez osamotnienia".

To opowieść o losach kolonistów niemieckich, zamieszkujących blisko 60 lat na terenie wsi Borkowizna w powiecie lubelskim. Tuż przed rokiem 1884 z Galicji przybyło tu kilkanaście rodzin. Pobudowali kościół ewangelicki,założyli szkołę, zajmowali się uprawą roli, żyli w symbiozie z Polakami. „Przywieźli ze sobą” nowoczesny sposób gospodarowania, narzędzia i maszyny, w obejściu panował niemiecki porządek. W 1906 roku, jeden z najbardziej światłych gospodarzy, Piotr Siring współtworzył z Polakami Spółdzielnię Rolniczo Handlową „Jutrzenka". Miała ona za zadanie upowszechnianie nowoczesnych narzędzi rolniczych i najlepszych odmian zbóż. Później nadeszła pierwsza a potem druga wojna światowa. Co dzisiaj wiedzą na temat kolonistów niemieckich obecni mieszkańcy Borkowizny i pasjonaci historii lokalnej? Między innymi o tym mowa jest w reportażu. W audycji głos zabierają: Ferdynand Rymarz – regionalista ze StrzyżewickiegoTowarzystwa Regionalnego, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, Grzegorz Kuras – prezes Strzyżewickiego TowarzystwaRegionalnego, Kinga Krusińska z domu Sagan – jedna z 3 autoreknagrodzonej pracy sprzed lat, poświęconej kolonistom niemieckim w Borkowiźnie, Walentyna Budarz – mieszkanka Borkowizny, jej babciamiała korzenie niemieckie, Joanna Skrobucha, Alfred Sagan i Janusz Sagan - mieszkańcy Borkowizny.