Żyjemy w ciągłym zabieganiu, z trudem znajdując czas na relaks i zamyślenie nad życiem. Kiedy przychodzi wieczór często sięgamy po telewizyjny pilot, by zagłuszyć własne myśli. A może lepiej zaparzyć herbatę, wyłączyć światło, nałożyć słuchawki i… znaleźć się w trochę innym świecie? Opowieści, które dla Was przygotowujemy, przedstawiają życie w rozmaitych jego przejawach. Zapraszają reportażyści Radia Lublin.

Elżbieta Gnyp to zamojska malarka, kuratorka wystaw sztuki współczesnej, animatorka kultury. Nie tylko malowała, ale i pisała teksty do czasopism zamojskich o sztuce i artystach, często tych zapomnianych. Była również ilustratorką tomików poezji oraz twórczynią Zamojskiego Towarzystwa Renesans, dzięki któremu został stworzony unikatowy zbiór Leśmianowej Kolekcji Sztuki. Artystka była wielbicielką twórczości Bolesława Leśmiana. Organizowała plenery malarskie na Roztoczu. Jej przyjaciele Teresa Bodys i Marek Sołowiej zorganizowali pośmiertną wystawę jej prac zatytułowaną " Świadectwo obecności" w podziemiach kościoła ojców Franciszkanów w Zamościu, gdzie dawniej mieściło się Liceum Plastyczne w którym Elżbieta Gnyp rozwijała swoje artystyczne zdolności.Fot. Portret Elżbiety Gnyp autorstwa Stanisława Mazusia na wystawie "Świadectwo obecności" w Zamościu w Muzeum - Krypty kościoła pw. Zwiastowania NMP oo. Franciszkanów (ul. Staszica 1).

Historiaporucznika Mariana Tadeusza Mokrskiego nierozerwalnie łączy się zlosami legendarnego okrętu ORP „Orzeł”. To właśnie jegoniezwykłe umiejętności nawigacyjne umożliwiły brawurowąucieczkę „Orła” z internowania w estońskim Tallinie. GdyEstończycy odebrali załodze wszystkie pomoce nawigacyjne, porucznikMokrski własnoręcznie wyrysował z pamięci i na podstawie spisulatarń nową mapę Bałtyku i cieśnin, co pozwoliło bezpieczniedoprowadzić okręt do Wielkiej Brytanii. Ten pochodzący z Lublinamłody oficer, który zaginął w 1940 roku wraz z załogąjednostki, był postacią o wielu talentach. Przez lata zapomniany,miał na koncie sporo ciekawych historii – był szkolnym prymusem ozdecydowanym charakterze, świetnie rysował, a jako student zagrałnawet epizod w przedwojennym filmie. W osoatnich latach pamięć onim powoli wraca dzięki lokalnym inicjatywom i zachowanymwspomnieniom do niedawna żyjących jeszcze jego krewnych.

Przez 20 lat byli niezwykłym małżeństwem. On - niewidomy - pomagał jej się poruszać. Ona była jego oczamiGrzegorz, który "był nogami i dłońmi" swojej żony, odszedł 28 maja w wieku 48 lat. W imieniu rodziny i przyjaciół Ani prosimy Was o wsparcie zrzutki, dzięki której zostanie zorganizowana opieka nad ukochaną Grzegorza: https://zrzutka.pl/pzf8k8

Reportaż o "wyłudzeniu na bank", czyli o tym jak oszuści próbuję nami manipulować by ukraść pieniądze. Jak nie dać się okraść? Przepis jest prosty. Posłuchajcie.W audycji autorka użyła nagrania z próby oszustwa, które zostało utrwalone przez policję.

Kajetan Koźmian to postać, która do dziś budzi różne opinie. Poeta, urzędnik i gospodarz związany z Piotrowicami, przez jednych ceniony za rozsądek i pracowitość, przez innych krytykowany za swoje poglądy oraz spór z romantykami.Choć od jego śmierci minęło już 170 lat, pamięć o nim wciąż jest obecna w naszej okolicy. Szczególnie dba o nią społeczność Szkoły Podstawowej w Bychawce, która od lat przybliża młodym pokoleniom życie i twórczość swojego patrona.Kim naprawdę był Kajetan Koźmian i dlaczego jego historia nadal wzbudza zainteresowanie? O tym między innymi usłyszą Państwo w reportażu.W audycji głos zabierają:Anna Bartnik – polonistka i Zbigniew Maksim – nauczyciel matematyki ze Szkoły Podstawowej im. Kajetana Koźmiana w Bychawce, Anna Otrocka i Grzegorz Kuras – ze Strzyżewickiego Towarzystwa Regionalnego oraz Hubert Mącik – historyk sztuki, Miejsk iKonserwator Zabytków w Lublinie

Reportaż o fenomenie kibicowania na lubelskiej Arenie: o emocjach i o...zjednoczeniu w dźwięku. Czy wspólne skandowanie, śpiewanie, krzyczenie z radości albo smutku czyni z nas wspólnotę? Czy pojawiając się regularnie na Arenie przywiązujemy się jeszcze bardziej do naszego miasta? Dlaczego dla niektórych kibicowanie stało się sposobem na życie?

Na jego ilustracjach do Pana Tadeusza wychowało się kilka pokoleń Polaków. Ilustrator, malarz, architekt Michał Androlli miał życie równie ciekawe jak jego brawurowe rysunki. Miał być lekarzem, ale na studiach zmienił kierunek na sztuki plastyczne. Los sprawił, że zmarł w Nałęczowie gdzie przyjechał na leczenie, tu też jest pochowany.

Historia pana Adolfa Gąski, jednego z Dzieci Zamojszczyzny, pokazuje, jak wojna wpłynęła na życie zwykłej wiejskiej rodziny. Jako jedenastoletni chłopiec został wraz z bliskimi wysiedlony z Dańczypola w powiecie zamojskim i trafił do obozu przejściowego w Zamościu. To, co wydarzyło się później, na długo pozostało w jego pamięci. W najtrudniejszych chwilach najważniejsze było dlaniego to, że rodzina była razem. Po latach wraca do tych wspomnień z dużą dokładnością i emocjami. To osobista relacja jednego z Dzieci Zamojszczyzny o doświadczeniach, które na zawsze zmieniły jego dzieciństwo.

Rzeźby Zofii Trzcińskiej Kamińskiej można oglądać w wielu miastach, ale nie trzeba jechać do Poznania czy Warszawy. W Lublinie jej autorstwa jest orzeł na Poczcie Głównej, a także liczne rzeźby sakralne w kościołach, między innymi w Garbowie. A to dlatego, że Zofia Trzcińska urodziła się w Leścach, pierwsze nauki pobierała w Lublinie, a do rodzinnego domu często wracała również z mężem Zygmuntem Kamińskim. To prawdopodobnie w Leścach powstał jego projekt herbu Polski, wprowadzony w 1927 roku, a potem w 1989. Nie ma dowodu na to, że to w Leścach artysta zaprojektował herb Polski, ale według rodzinny opowieści na pewno w tym dworze po raz pierwszy zaprezentował go rodzinie.O dworze w Leścach, o sztuce, o pamięci opowiemy w audycji Magdy Grydniewskiej.

Wzruszająca opowieść o „powracaniu do życia” dzięki miłości. Historia pani Magdy, która przez 14 lat była szczęśliwą żoną i mamą trojga dzieci - aż do tragicznego wypadku jej męża. Kiedy lekarze zakomunikowali o śmierci mózgu jej ukochanego, bohaterka reportażu podjęła decyzję o oddaniu jego organów do przeszczepu. Sama popadła w rozpacz, która trwała kilka lat. Pewnego dnia, namówiona przez koleżankę, wybrała się na tańce organizowane na lubelskim Moście Kultury. Kiedy stała samotnie, obserwując tańczących, podszedł do niej młody mężczyzna…

Wiosną 1964 roku rozpoczęła się akcja osiedlenia i produktywizacji ludności cygańskiej. W ten sposób skończyło się pięć wieków wędrowania taborów po drogach i bezdrożach Rzeczpospolitej. Historia opowiedziana przez Barbarę Bobowicz z Lublina ma swój początek w owym czasie. To historia miłości Cygana i Polki. Miłości, która przetrwała mimo różnic kulturowych i braku akceptacji ze strony społeczeństwa. Fot. Fragment zdjęcia z albumu fotograficznego "Pożegnanie taboru" autorstwa Andrzeja Polakowskiego na którym jest Laba - wójt społeczności romskiej z gminy Grabowiec

To nie mogło się udać. Nie było żadnego sprzętu, żadnej remizy, żadnych tradycji strażackich. Nie było nikogo kto nauczyłby przyszłych strażaków ratownictwa. A jednak. W kuźni w Kiełczewicach zrobiono bosaki, hełmy były ze skóry a pierwszy zbiornik wody, który służył do gaszenia pożarów to stulitrowa beczka po kapuście. Tak w 1916 roku zaczynała się ponad stuletnia historia Ochotniczej Straży Pożarnej wKiełczewicach i Strzyżewicach w powiecie lubelskim, którejzałożycielem był rotmistrz Roman Okulicz-Kozaryn. Jej powstanie było przykrywką do działalności Polskiej Organizacji Wojskowej. Straż, poza funkcją ratowniczą, pełniła także rolę wychowawczą i patriotyczną, szkoląc mieszkańców. Stała się ważnym ośrodkiem życia społecznego i kulturalnego wsi. Szczególnymsymbolem jest krzyż założycielski, przy którym odbywały siępierwsze zbiórki. Ciekawe losy straży to również okres PRL-u, o którym opowiadają członkowie OSP, pełniący służbę często od kilku pokoleń. W audycji głos zabierają: Ferdynand Rymarz - ze Strzyżewickiego Towarzystwa Regionalnego, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, autor książki,która ma być wydana na początku lipca 2026 pt. „Ochotnicza Straż Pożarna w Strzyżewicach. W sto dziesiątą rocznicę powstania”; Paweł Pijanowski – od 10 lat Naczelnik OSP w Kiełczewicach Dolnych / Strzyżewicach-Rechcie; od trzech pokoleń związany ze strażą; Wiesław Pijanowski (ojciec Pawła) – Naczelnik tejże Ochotniczej Straży Pożarnej w latach 1998-2011; budowniczy remizy numer 4; Danuta Cajzer – jedna z pań prowadzących kronikę straży pożarnej; Roman Cajzer – prezes OSP w latach 1993-2004 i budowniczy remizy nr 4; Genowefa Baran – wieloletnia sołtyska, całe życie pomagała przy straży, jej ojciec był prezesem OSP napoczątku lat 70-tych; Piotr Szelest – obecny wiceprezes OSP ijego żona Monika – która jest dowódcą żeńskiej drużynypożarniczej; Adam Pidek - ze Strzyżewickiego TowarzystwaRegionalnego, jego ojciec był tam czynnym strażakiem; Barbara Zdybel – wójt Gminy Strzyżewice

Róża Luksemburg była jedną z pierwszych kobiet na świecie i jedną z pierwszych Polek, która obroniła doktorat z ekonomii na Uniwersytecie w Zurichu. Tematem doktoratu był "Rozwój przemysłowy Polski". Była działaczką polskiej oraz niemieckiej socjaldemokracji w czasie, gdy kobiety nie miały jeszcze prawa głosu i przynależności do partii. Jako rewolucjonistka na wiecach głosiła hasła w wyniku których robotnicy uwierzyli, że mogą dokonać zmian i polepszyć swój byt. Była zwolenniczką edukowania mas. Ośmio-godzinny dzień pracy dziś mamy dzięki niej i protestom robotników. Urodziła się w Zamościu i tu wisiała dawniej tablica informująca o tym. Chciano by znów zawisła w dawnym miejscu, ale pomysł powieszenia nowej tablicy spotkał się ze sprzeciwem prawej strony sceny politycznej. Fot. Joanna Nowicka

Duma i smutek - tymi dwoma słowami mieszkańcy Matczyna wspominają akcje Most 1. 15 kwietnia mija kolejna rocznica brawurowej akcji pierwszego udanego lotu alianckiego samolotu Dakota. Akcja była sukcesem - stąd dumą, a smutek, bo Niemcy w odwecie zamordowali pięciu mieszkańców okolicznych wsi, w tym trzech braci.

Piecza zastępcza, demoralizacja, ośrodek wychowawczy i burzowe chmury na horyzoncie dorosłości. Historia życia głównej bohaterki zmierzała ku nieuchronnej katastrofie. A jak sie wszystko potoczyło tego właśnie warto posłuchać. realizacja akustyczna Piotr Król, muzyka Artur giordano

Krzaczki z gminie Jabłonna to miejsce wśród pól, gdzie według wierzeń nastąpiło Wniebowstąpienie Pańskie i gdzie znajduje się środek świata. Jak w wielu tego typu miejscach, które według wierzeń są poza czasem i przestrzenią, był też głaz z odciśniętą stopą. Głaz ktoś ukradł, ale Krzaczki zaczynają wracać jako miejsce kultu. Znalazły się nawet w gminnej ewidencji zabytków.

„Obóz na Majdanku to trudny spadek, a jego muzeum to kłopotliwe sąsiedztwo. Jak się do niego odnosić? Czy możliwe jest pogodzenie żywej pamięci o strasznej historii tego miejsca z poczuciem sąsiedztwa i przynależności?” – takie pytania stawia sobie Anna Augustowska, studentka kierunku sztuki społeczne na UW. Pani Ania dorastała w sąsiedztwie byłego obozu koncentracyjnego...W opowieści poznajemy również wrażenia Joanny Bachury-Wojtasik, która po raz pierwszy odwiedza muzeum na Majdanku.

O czym jest sztuka? Czy jest sens oddzielać ją od życia osoby,która ją tworzy? Wizyta w podziemnej paryskiej pracowni Angeliki Markul nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Można jednak odnieść wrażenie, że sztuka jest materią, która domaga się nieśmiertelności. Nowopowstała w Paryżu fundacja osobista "Maison Markul" będzie rodzajem archiwum pamięci dla przyszłych pokoleń Realizacja Piotr Król, muzyka Artur GiordanoZdjęcie Zuza KrajewskaGłos Krystiana Boltanskiego - pochodzi z wywiadu udzielonego w radiu France Culture w dniu 14 listopada 2019 roku program Matins de Guillaume Erner 1'30'W audycji znalazły się także fragmenty muzyki autorstwa Come Aguiar z filmu artystycznego "La memoire des glaciers" autorstwa Angeliki Markul - 50"fragment wywiadu z Angeliką Markul z wystawy indywidualnej w KEWENIG Warehouse in Berlin-Moabit kwiecień 2022prywatne nagrania dźwięków publiczności z wystawy Chrystiana Boltanskiego w Centre Pompidou 2019 2'

Dawid uległ wypadkowi na przejściu dla pieszych. Powrót do sprawności wymaga od niego niezwykłej pracy mad ograniczeniami ciała i mowy oraz pamięci. Postanowił się nie poddawać. Kocha rap. Pisze piosenki i je nagrywa. Wydał płytę "Głos serca". Jego idolami są raperzy: Chada i Peja. Wiążę swoją przyszłość właśnie z muzyką rapową.Fot. Kadr z teledysku do utworu "Podnoszę się" z pierwszej płyty Dawida "Głos serca", która dostępna jest na kanale YouTube BSDavido.

Czy w obozie na Majdanku możliwy był bunt? Na przełomie 1943 i 1944 roku więźniowie przygotowywali zbrojne wystąpienie przeciwko Niemcom. Gromadzili broń, opracowywali strategię walki i mieli gotowy plan na wypadek porażki. To wszystko działo się pod nosem oprawców, dzięki zorganizowanej siatce konspiracyjnej. Klucz do tej tajemnicy przez lata spoczywał pod ziemią. W ogródku przy ulicy Sapiechy w Lublinie ukryto 50-litrowy słój po ogórkach, który zamiast przetworów skrywał ponad dwa tysiące dokumentów wywiadu Armii Krajowej. To niezwykłe archiwum stało się dowodem na to, że za drutami Majdanka pulsowało drugie, podziemne życie. O tej niezwykłej karcie w historii Majdanka opowiadają eksperci z Państwowego Muzeum na Majdanku: Marta Grudzińska, Beata Siwek-Ciupak, Anna Surdacka, Anna Wójcik, Anna Wójtowicz i Krzysztof Tarkowski

Ciało zmarłej kobiety przez rok leżało w małym domku na odludziu w jednej z zamojskich wsi. W tym czasie córka regularnie przychodziła w odwiedziny do matki, opiekowała się domem i obejściem i pobierała rentę w imieniu zmarłej Sąsiadom mówiła, że mama jest w domu spokojnej starości.. Opowieścią o tym jak niepostrzeżenie zło wnika w duszę człowieka. gdy stare rytuały i tradycje przestraja mieć znaczenie, a nowych zasad według których należy postępować nie widać.

Jak ktoś przyzwyczajony do ogromnej sprawczości radzi sobie z nieuchronną, ludzką niemocą, która do każdego przychodzi wraz z wiekiem ? Dziadek przez całe życie był ostoją dla swoich wnuków. Spokojny, opiekuńczy, pewny siebie, decyzyjny. teakz to on potrzebuje opieki i wsparcia. jak sobie z tym radzi i jak rodzą sobie z tą nową sytuacją jego najbliżsi?

Wielkopostne tradycje na Podlasiu trwają do dziś. W niedzielnej audycji nawiążemy i do tradycyjnego myślenia i do pamięci historycznej, dzięki którym z pokolenia na pokolenia są przekazywane zwyczaje, obrzędy i obyczaje zapomniane gdzie indziej. Powiemy o Wielkim Poście, o śródpościu, o Wielkanocy i oczekiwaniu na zbliżającą się wiosnę.

Działająca przy lubelskim „Domu Słów” Izba Drukarstwa to wyjątkowe miejsce na kulturalnej mapie Lublina. Znajduje się tu ekspozycja, na którą składają się stare maszyny drukarskie, wciąż będące w użyciu. Pracuje na nich artysta-zecer Robert Sawa.Posługując się dawnymi technikami typograficznymi, tworzy on unikalne afisze oraz druki akcydensowe. Często opowiada o znikającym rzemiośle podczas warsztatów dla młodzieży. Niepowtarzalna sztuka Roberta Sawy jest wyrazem nie tylko rzadkich umiejętności, ale również głębokiego namysłu nad wartością słowa. Sam artysta jest jednak pełen wątpliwości co do rangi swojej pracy.

Poznajemy losy żydowskiej rodziny Ricerów, która w czasie okupacji ukrywała się w okolicach Kurowa. Śledzimy ich dramatyczną walkę o przetrwanie, miejsca schronienia oraz postawy osób, które niosły im pomoc mimo ogromnego ryzyka. Szczególną rolę w tej historii odegrał Mosze Ricer, któremu wsparcia udzielały trzy polskie rodziny ze wsi Płonki: Piechowie, Kowalikowie oraz Figlowie. To też spojrzenie na lokalną historię Holocaustu, ukazujące determinację w dążeniu do ocalenia życia w obliczu prześladowań. W audycji głos zabierają: Rozalia Marianna Kruk z domu Figiel, Jacek Figiel, Zenon Piech, Michał Kowalik Stanisław Łowczak, dawny mieszkaniec wsi Olszowiec i jego syn Sławomir , Teresa Kamińska z Płonek. W audycji wykorzystano fragment nagrań z Diną Rotsztein z domu Ricer – z Archiwum Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN.

Drugi tydzień marca zdominowany jest przez ważne wydarzenia filmowe. W poniedziałek wręczono polskie "Orły", a w niedzielę poznamy tegorocznych zdobywców Oscarów.Jest to dobra sposobność, aby przypomnieć opowieść o człowieku, który zbudował najpiękniejsze kino świata.Gdyby nie II Wojna Światowa jego kinowe imperium byłoby zapewne jednym z największych w świecie.Abraham Tuschinski - bo o nim mowa - urodził się pod koniec XIX wieku w Brzezinach koło Łodzi. W młodości był krawcem. Potem wszystko potoczyło się jak w filmie...

Oto Magda, Tomek i ich syn Leo. Ludzie, którzy postanowili się nie poddać.Leo od urodzenia choruje na klątwę Ondyny (CCHS) - rzadkie schorzenie o podłożu genetycznym, objawiające się między innymi zaburzeniami oddychania. Kiedy chłopiec zasypia, jego oddech musi być wspomagany przez specjalistyczne urządzenia.Rodzice Leo szybko otrząsnęli się z rozpaczy. Postanowili, że ich życie będzie ciekawe i aktywne - mimo wszystko. Jako artyści sięgnęli po język sztuki, aby nagłośnić sytuację chorych na CCHS i pozyskać środki na wynalezienie leku na klątwę Ondyny. Proces "zdejmowania klątwy" trwa...Piosenka "Kołysanka dla Ondyny" wykorzystana w reportażu za zgodą producenta i autorów.

Amatorski Teatr Towarzyski z Lublina obchodzi 20-lecie działalności. W jego skład wchodzą pasjonaci. Teatr to dla nich okazja by przeżyć emocje, przygody, a scena to wehikuł przenoszący ich w inny czas i epokę. Grupa zaczęła działać od pokazywania przedstawień na festynach, a próby odbywały się w domach. Dziś próby odbywają się w Domu Kultury, a teatr zdobywa ogólnopolskie nagrody za grę.W reportażu występują: Irena Mazur, Barbara Dynowska, Beata Kamińska, Anna Kuszneruk, Ewa Surdacka, Regina Tatara, Darek Boruch, Robert Karwat, Henryk Szuba, Krzysztof Witaszek i Krzysztof Żak oraz grający na gitarze i śpiewający Mateusz Dąbrowski z zespołem.Fot. Ze spektaklu "Kumoszki z Windsoru" w DK LSM z profilu fb Amatorskiego Teatru Towarzyskiego.

Aleksandra Wachniewska (1902-1989) wyjątkowa kobieta, zwana malarką Roztocza, bardzo zabiegała o tworzenie rezerwatów, ochronę drzew, miała znaczący udział w doprowadzeniu do utworzenia w 1974 r. Roztoczańskiego Parku Narodowego.Przypomnimy jej postać w dokumencie radiowym, który sięga do znaczących osób w historii Zwierzyńca takich jak Zdzisław Kotuła (wieloletni dyrektor RPN), Elżbieta Hałasa (artystka malarka), prof. Dominik Fijałkowski (botanik), Zbigniew Jawor (leśnicz),Tomasz Gajewski (historyk sztuki i regionalista), poeta Władysław Sitkowski. Sięgniemy do materiałów w wersji pisanej w interpretacji Grażyny Lutosławskiej i Jarosława Zonia. Nagrania zostały wykonane w 2011 r.

Oto Magda, Tomek i ich syn Leo. Ludzie, którzy postanowili się nie poddać.Leo od urodzenia choruje na klątwę Ondyny (CCHS) - rzadkie schorzenie o podłożu genetycznym, objawiające się między innymi zaburzeniami oddychania. Kiedy chłopiec zasypia, jego oddech musi być wspomagany przez specjalistyczne urządzenia. Rodzice Leo szybko otrząsnęli się z rozpaczy. Postanowili, że ich życie będzie ciekawe i aktywne - mimo wszystko. Jako artyści sięgnęli po język sztuki, aby nagłośnić sytuację chorych na CCHS i pozyskać środki na wynalezienie leku na klątwę Ondyny. Reportaż ukazuje, jak rodziła się niesamowita płyta "Ondinata. Pieśni dla Ondyny".Proces "zdejmowania klątwy" trwa, dlatego też zachęcamy do wsparcia Polskiej Fundacji CCHS "Zdejmij klątwę".

Władysław Czachórski to malarz, który urodził się w Lublinie w kamienicy naprzeciwko wejścia do Bazyliki o.o. Dominikanów na Starym Mieście. Jego kariera nabrała tempa i rozwinęła się w Monachium. Na początku dzielił pracownię z Józefem Brandtem, ale później otworzył własną. Często odwiedzał rodzinę w dworku w Grabowczyku k. Hrubieszowa, gdzie portretował bliskich. Jego prace mają nieco inny charakter niż obrazy tworzone przez współczesnych mu malarzy takich jak: Maksymilian Gierymski, Józef Brandt czy Kossakowie. Znalazł swoją artystyczną niszę i stworzył ze swojego nazwiska markę. Osiągnął komercyjny sukces na przełomie XIX i XX wieku. Dziś jego obrazy kosztują krocie na aukcjach. Według ekspertów obrazy malowane na zamówienie, choć są perfekcyjne, to te malowane dla własnej satysfakcji i na użytek rodziny, mają jeszcze większą maestrię wykonania. Jego malarstwo wciąż zachwyca detalem i realizmem oddania.Fot. Obraz W. Czachórskiego "Dama z książką" na wystawie w Domu Aukcyjnym Agra-Art w Warszawie.

Stefania Broniewska z domu Gerlicz, ziemianka, przed wojną wraz z mężem Zygmuntem Broniewskim mieszkała i zarządzała majątkiem w Garbowie. W czasie okupacji była łączniczką NSZ, brała też udział w Powstaniu Warszawskim. Jej mąż był ostatnim komendantem Narodowych Sił Zbrojnych. Po wojnie wyjechał z Polski, ale Stefanii już się to nie udało. Aresztowana i skazana łącznie na 10 lat więzienia. Na wolność wyszła w 1955 roku, 11 lat później zmarła.O ich działalności w czasie okupacji i losach Stefanii po wojnie mieszkańcy Garbowa dowiedzieli się dopiero w latach 90., wtedy też na pałacu umieszczono pamiątkową tablicę.

Olga i Dariusz Cybulscy przez wiele lat prowadzili pensjonat nad Morzem Azowskim. W 2014 roku przyjechał tam z rodziną Andrii Yakunych – chirurg z Zaporoża. W tak pięknych okolicznościach przyrody, narodziła się wakacyjna przyjaźń. Przyszedł jednak 2022 rok. W telefonie dra Andrija zamiast zdjęć zachwycających widoków, pojawiły się obrazy, na które nie każdy jest w stanie patrzeć.Realizacja dźwięku Piotr Król

Od czterech lat za nasza wschodnia granica toczy się wojna na wyniszczenie w której Rosjanie stosują wszystkie dostępne metody po to aby wymusić na Ukraińcach kapitulację. Jak dotąd bezskutecznie choć obrońcom coraz trudniej pokonywać własne zmęczenie i przeważające siły wroga. Bronią własnego kraju, ale też nas i europejskich wartości demokratycznych, które od kilkudziesięciu lat zapewniają na kontynencie spokój i pokój. Ostatnio jednak zdajemy się o tym zapominać. Tak jak na samym początku wyszczy rzucili się do pomocy tak teraz coraz więcej osób mówi to nie nasza wojna czyżby?

Licealiści z Jabłonny zafascynowani historią, sztuką i tradycjami związanymi z rodzinnymi miejscowościami odkopują, spisują i odtwarzają dzieje tego terenu i ludzi. To niesamowici kilkunastolatkowie, którzy opowiedzą nie tylko o historii, ale też o własnej fascynacji.Fot. grupa „Orzem Jak Możem”

Obyś cudze dzieci uczył – to złorzeczące przysłowie odnosi się do trudów z jakimi borykają się na co dzień nauczyciele. Zawód niegdyś budzący ogromny naturalny szacunek, a dzisiaj niestety często kojarzony z niskimi zarobkami, niewdzięcznością społeczną i roszczeniową postawą samych zainteresowanych. Kim jest współczesny nauczyciel i czy nadal możemy mówić, że jest to zawód, który wymaga prawdziwego powołania? O swoich doświadczeniach opowiada Anna Ciciak z SP nr. 46 im Króla Jana III Sobieskiego

Polscy artyści studiujących na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium tworzyli barwną społeczność. Każdy artysta to odrębny świat, który wpływał na kolegów i na losy polskiej sztuki, zarówno tej tworzonej podczas zaborów, jak i w czasie, gdy kraj odzyskał niepodległość. Wykształcony w Monachium i mający tam pracownię Józef Brandt tworzył sceny batalistyczne, pełne zwycięskich bojów z czasów dawnej Rzeczpospolitej (czasy XVII i XVIII wieku). Malarstwo pokrzepiało i dawało nadzieję na odzyskanie niepodległości Polakom rozproszonym po świecie po powstaniu styczniowym. Wpływ malarstwa "monachijczyków" widoczny jest w twórczości choćby Henryka Sienkiewicza. Wielu artystów po studiach pozostało w Monachium i miało tam świetnie prosperujące pracownie. Ale nie tylko tematyka historyczna była tematem malarstwa polskich artystów w Monachium.A w reportażu fragmenty tekstów czytali: Mariusz Kamiński, Jarosław Zoń i Józef Szopiński.Fot. Wachlarz z obrazami polskich artystów z Monachium na wystawie Monachijczycy w Muzeum Narodowym w Lublinie.

Opowieść o mistycznym i tajemniczym Lublinie, w którym na przestrzeni wieków toczy się walka dobra ze złem. Dyrektor Ośrodka Brama Grodzka Tomasz Pietrasiewicz zabiera nas do piwnic staromiejskich, gdzie setki różnych postaci, poruszających się figurek związanych z historią czy też legendami o mieście: królowie, rycerze, mieszczanie czy mieszkańcy miasta tworzą swoisty spektakl opowiadający o losach miasta. Od pradziejów do czasów przed wybuchemII wojny, kiedy żył poeta Józef Czechowicz autor „Poematu o mieście Lublinie”. Miejsce to nosi nazwę „Teatr Imaginarium”.

Adam Chmielowski wywierał szczególny wpływ na swoich kolegów malarzy na studiach artystycznych w Monachium. Miał głęboki i logiczny umysł, a przy tym był bardzo towarzyski. Niestety nie mógł znaleźć szczęścia i spokoju w swoim życiu, aż pewnego dnia trafił do ogrzewalni miejskiej dla osób bezdomnych i ubogich. Pomoc słabszym stała się jego życiową misją. Okazją do przyjrzenia się postaci Adama Chmielowskiego, znanego jako Św. Brat Albert, jest wystawa "Monachijczycy" w Muzeum Narodowym w Lublinie, gdzie zobaczyć można obrazy tego artysty, które na co dzień znajdują się w Zakonie Albertynek i Albertynów. Więcej w reportażu Moniki Malec zatytułowanym "Brat Albert".fot. Obrazy Adama Chmielowskiego na wystawie "Monachijczycy" w Muzeum Narodowym w Lublinie: Św. Franciszek, Matka Boża z Dzieciątkiem, Niepokalana (wł. Zakonu Sióstr Albertynek)

Marek Żołnierczuk od kilkudziesięciu lat mieszka i pracuje w Łańcucie. Jednak kilka lat temu na nowo odkrył miejsce swojego dzieciństwa, czyli Turkowice (Turkowice Zakład) wpowiecie hrubieszowskim. Mieszkał tam w latach 50. gdy zakonnice prowadziły zakład dla sierot wojennych, gdzie w zabudowaniach prawosławnych wyświetlane były filmy przywiezione przez kino objazdowe, można się było wykąpać w rzece Huczwie czy zapalić świeczkę na tajemniczym cmentarzu. Opowiada o tym niezwykłym miejscu, czym było dla niego i co go tam ciągnie dzisiaj. W powrotach do Turkowic i odkrywaniu ich przeszłości towarzyszy mu żona Jadwiga.

Trzy matki odznaczone medalami za Zasługi dla Obronności Kraju, opowiadają o dumie ze służby wojskowej swoich synów. Jednak z czasem ich wyznania stają się opowieścią o samotności i opuszczeniu przez dzieci. audycja została nagrana w 2005 roku przed zawieszeniem obowiązkowej służby wojskowej

Stanowią rodzinę wyjątkowo zakręconą na punkcie sztuki. Wszystko zaczęło się od Anny Celińskiej Banaszek, która od dziecka maluje. Do malowania zachęciła swojego męża Tomasza oraz córkę Kingę. Wspólnie prowadzą galerię, należą do Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Lublinie, ale pracują też zawodowo. Malarstwo daje im spełnienie i koloryt życia. Fot. Anna Celińska Banaszek i Tomasz Banaszek wśród swoich obrazów.