POPULARITY
Rząd rezygnuje z postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu. Projekt ustawy Polski 2050 zakłada przekierowanie 4,5% przychodów z ubezpieczeń OC na rzecz Policji, PSP oraz OSP. 4Mobility porzuca auta na minuty na rzecz dochodowego wynajmu dobowego i subskrypcji. PFR TFI przeznacza 600 mln zł na kapitałowe wsparcie zagranicznej ekspansji polskich firm technologicznych. Od KSeF nie ma odwrotu - raz wystawiona faktura powoduje obowiązek dalszego wystawiania faktur w systemie. Spóźniona faktura nie może odbierać prawa do odliczenia VAT. Zasubskrybuj prasówkę na www.businessupdate.pl.Podcast powstał przy pomocy ElevenLabs.
Europosłanka Konfederacji Anna Bryłka komentowała w Poranku Wnet najnowsze decyzje instytucji unijnych – od celu klimatycznego na 2040 r., przez program SAFE, po umowę z krajami Mercosur. Jej zdaniem wspólnym mianownikiem jest brak refleksji nad realnymi skutkami dla gospodarki.90% redukcji emisji do 2040 r. „To droga do deindustrializacji”Parlament Europejski przyjął wiążący cel ograniczenia emisji netto o 90% do 2040 r. Bryłka nie ma wątpliwości co do konsekwencji.„Polityka klimatyczna w żaden sposób nie jest zastopowana i zamiast wycofywać się z celów klimatycznych na 2030–2050, dokładany jest kolejny cel – ograniczenie emisji o 90% do 2040 roku.”Jej zdaniem dekarbonizacja w obecnym kształcie prowadzi do osłabienia przemysłu i rolnictwa w UE.„Dekarbonizacja unijnej gospodarki prowadzi do deindustrializacji unijnej gospodarki – likwidacji przemysłu, likwidacji rolnictwa, ale też do gigantycznych kosztów dla gospodarstw domowych.”Europosłanka wskazuje na rosnące obciążenia wynikające z ETS-2 czy dyrektywy budynkowej oraz wysokie ceny energii.„W Unii Europejskiej mamy najbardziej opodatkowaną energię w stosunku do Chin i Stanów Zjednoczonych. To jest decyzja polityczna.”Proponuje m.in. obniżkę VAT na energię elektryczną do 5%, co – jej zdaniem – mogłoby pomóc utrzymać konkurencyjność polskich firm.Program SAFE. „Warunki kwalifikowalności są bardzo trudne”Drugim kluczowym tematem jest program SAFE – wspólna pożyczka UE na wzmocnienie zdolności obronnych. Bryłka krytycznie ocenia sposób jego konstruowania.„Polski rząd bardzo naiwnie podchodzi do tego programu, ogłasza wiele sukcesów, których na ten moment nie widać.”Zwraca uwagę na wymóg 65% europejskich komponentów w łańcuchu dostaw oraz zasadę wspólnych zakupów.„Jaka jest gwarancja, że te wspólne zakupy będą inwestowane w polski przemysł zbrojeniowy? Trzeba się dogadać z innym państwem, które będzie chciało jednocześnie robić zakupy w Polsce.”Bryłka podkreśla także, że rozporządzenie zostało zaskarżone do Trybunału Sprawiedliwości UE, a Parlament Europejski – jej zdaniem – został pominięty w procesie legislacyjnym.„Mało kto o tym mówi, że obowiązuje mechanizm pieniądze za praworządność. Proszę sobie wyobrazić scenariusz, w którym Komisja Europejska mówi: wstrzymujemy wam wypłatę pieniędzy. I co możemy wtedy zrobić? Nic.”W jej ocenie Polska niewystarczająco zabezpieczyła interes krajowego przemysłu obronnego.Mercosur. „Rozporządzenie nie chroni rolników”Europosłanka odniosła się także do umowy handlowej UE–Mercosur. Parlament Europejski przyjął rozporządzenie o tzw. klauzulach ochronnych.„Kłamstwem jest mówienie, że to jest część umowy z krajami Mercosur. To rozporządzenie nie wiąże krajów Ameryki Południowej i ma charakter reaktywny.”Bryłka ostrzega, że Komisja Europejska może zdecydować o tymczasowym stosowaniu części handlowej umowy nawet bez zgody Parlamentu Europejskiego.„To jest sprawa polityczna, czy Komisja Europejska bez zgody Parlamentu Europejskiego tymczasowo zacznie stosować tę umowę.”Jej zdaniem warunki uruchomienia mechanizmów ochronnych są tak trudne do spełnienia, że w praktyce nie zapewnią realnej ochrony europejskim rolnikom.W ocenie Anny Bryłki Unia Europejska stoi dziś przed wyborem: albo realna korekta kursu w sprawach klimatu, przemysłu i handlu, albo dalsze decyzje, które – jak twierdzi – mogą osłabić konkurencyjność i bezpieczeństwo państw członkowskich./fa
W rozmowie w Poranku Wnet Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa, odniósł się do informacji o pierwszym transporcie wołowiny z Ameryki Południowej do Europy drogą lotniczą. Choć chodziło o cztery tony mięsa, poseł podkreślał, że znaczenie tego wydarzenia jest symboliczne.„Nie chodzi o te cztery tony wołowiny, tylko o to, że umowa już zaczyna działać.”Zdaniem Ardanowskiego to potwierdza wcześniejsze ostrzeżenia, że nawet bez pełnej ratyfikacji porozumienie handlowe między Unią Europejską a krajami Mercosur jest stopniowo wdrażane.Komisja Europejska i „rozwiązania tymczasowe”Były minister zwracał uwagę na rolę Komisji Europejskiej i naciski największych państw UE.„Pomimo tego, że Parlament Europejski skierował sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, pani von der Leyen i Niemcy chcą wprowadzić rozwiązania tymczasowe. Umowa ma działać, a handel ma dalej trwać.”Ardanowski podkreślał, że takie rozwiązania mogą obowiązywać miesiącami, a nawet latami, zanim TSUE wyda rozstrzygnięcie, co w praktyce oznacza otwarcie rynku na import z Ameryki Południowej.Jednym z kluczowych problemów – według rozmówcy Radia Wnet – jest brak tzw. klauzul lustrzanych, czyli wymogu stosowania przez producentów z Mercosur tych samych standardów, które obowiązują rolników w UE.„Kraje Ameryki Południowej jednoznacznie stwierdziły, że żadnych klauzul lustrzanych nie będzie. One mają swoją politykę rolną i nie zamierzają realizować tego, czego Europa by oczekiwała.”Ardanowski przytoczył dane, które – jego zdaniem – pokazują skalę nierównej konkurencji.„Grunty w krajach Mercosur stanowią 7% użytków rolnych świata, a zużycie pestycydów 28%. Sześćdziesiąt procent pestycydów stosowanych w Ameryce Południowej to są te, które są zabronione w Unii Europejskiej.”Najostrzejsza krytyka dotyczy struktury importu wołowiny. Były minister podkreślał, że do Europy nie trafią odpady produkcyjne, lecz najbardziej wartościowe elementy tuszy.„Nie będą wpływały gorsze wyręby czy żołądki krowie. Będą wpływały te najlepsze wyręby – polędwica, rostbef, antrykot.”To właśnie sprzedaż tych części – jak zaznaczał – decyduje o opłacalności hodowli bydła mięsnego w Polsce i innych krajach UE.„Jeżeli te najlepsze wyręby będą wpływały do Europy, zniszczą hodowlę bydła mięsnego w Europie.”Ardanowski odniósł się także do kwestii logistyki, która jeszcze kilka lat temu wydawała się barierą ekonomiczną.„Transport lotniczy się opłaca, choć kiedyś wydawało się, że jest bardzo kosztowny.”Po odprawie celnej w portach i hubach logistycznych mięso – jak podkreślał – staje się produktem europejskim i może swobodnie krążyć po całym rynku UE, również trafiając do Polski.Były minister wskazał, że istnieje jeszcze możliwość formalnej reakcji ze strony państw członkowskich.„Można te warunki tymczasowe powstrzymać, ale muszą wystąpić rządy poszczególnych krajów. Termin jest coraz krótszy – do początku marca.”Jego zdaniem odpowiedzialność spoczywa na całym rządzie, a nie na pojedynczych ministrach.„To jest kwestia determinacji, a nie opowiadania bajek. Rząd to jest premier i ministrowie. Rząd in gremio występuje.”Na zakończenie Ardanowski nie krył emocji, wzywając do szybkiej decyzji.„Rząd Polski ma pewną szansę, ale na Boga – zacznijcie działać, a nie tylko opowiadać banialuki.”/fa
Po II wojnie światowej świat miał rozliczyć największych zbrodniarzy w historii. Trybunały ruszyły, wyroki zapadły… ale tysiące nazistów zniknęły bez śladu. Gdzie uciekli? Kto im pomagał?I dlaczego przez lata żyli spokojnie w egzotycznych krajach?W tym odcinku zabieram Was w podróż dookoła świata śladami niemieckich zbrodniarzy wojennych, którzy uniknęli odpowiedzialności. Od Argentyny i Brazylii, przez Boliwię i Chile, aż po Egipt, Ghanę i Syrię.Poznamy historie m.in.:
Postkomuniści pisząc Konstytucję zabezpieczyli interesy Unii – twierdzi w swoim felietonie Krystyna Pawłowicz. O artykułach 90 i 91 oraz faktycznej utracie suwerenności państwa.Dziś o tym, jak postkomuniści piszący nam obecną Konstytucję zabezpieczali w niej interesy zewnętrznego hegemona, to znaczy Unii Europejskiej. Na początku lat 90. monopol na władzę w Polsce mieli wciąż komuniści i ich ideowi spadkobiercy. To właśnie te środowiska zdecydowały o treści obecnej ustawy zasadniczej. Mimo iż strony układu politycznego z 1989 roku przeszły już w zasadzie do historii, jak Unia Wolności, lub są dziś mało znaczącymi podmiotami politycznymi, jak Unia Pracy czy SLD bez reprezentacji parlamentarnej, to ich przejściowe dzieło, nieodpowiadające realiom względnie wolnej Polski, trwa i co jakiś czas jest przyczyną sporów. Tworzy też blokady dla rzeczywistego rozwoju aspiracji Polaków, którzy często nie utożsamiają się z obecną, „pod-PRL-owską” Konstytucją elit okrągłego stołu.Z kolei tę i tak mało reprezentatywną ideowo i politycznie dla współczesnego polskiego społeczeństwa Konstytucję w znacznym zakresie obaliło, czy też w pewnym stopniu unieważniło, od 1 maja 2004 roku członkostwo Polski w Unii Europejskiej.Zdumienie budził wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2005 roku, orzekający, iż traktat o akcesji Polski do Unii Europejskiej, na warunkach w nim podanych, jest zgodny z Konstytucją z 1997 roku. Mimo jaskrawej przecież niezgodności zobowiązania Polski do respektowania unijnej zasady pierwszeństwa prawa unijnego – i każdego jego przepisu – przed prawem państwa członkowskiego, z Konstytucją włącznie.Polska, traktatem o akcesji, faktycznie milcząco przyjęła też inną, pozaprawną, niezapisaną w traktatach założycielskich regułę, wymyśloną przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, żądającą od sądów państw członkowskich zawsze prounijnej, „proeuropejskiej” i – w cudzysłowie – życzliwej dla Unii i jej interesów interpretacji swego prawa krajowego, narodowego, w tym i konstytucji. Ten nieuczciwy prawniczo i nieuzasadniony naukowo-polityczny proceder Polski Trybunał także stosował.Członkostwo Polski w Unii Europejskiej spowodowało w praktyce zasadnicze zmarginalizowanie i zdegradowanie polskiej Konstytucji oraz prounijne w istocie jej lekceważenie przez kolejne polskie władze. Konstytucja ma dziś zastosowanie jedynie do niektórych czysto wewnętrznych polskich przypadków. W Sejmie od czasu włączenia Polski do Unii Europejskiej istnieje w zasadzie jeden konieczny wymóg wstępny dla procedowania projektów aktów prawnych – wymóg zgodności z prawem europejskim. Zgodność projektu z polską Konstytucją ma już charakter wtórny.Można powiedzieć, że członkostwo w Unii Europejskiej, z istoty swojej zakładające traktatowo centralizację i kolejne, systematyczne przejmowanie zadań oraz kompetencji decyzyjnych państw członkowskich przez organy unijne, w połączeniu z treścią artykułów 90 i 91 polskiej Konstytucji, zmieniło i zdezaktualizowało konstytucyjny ustrój RP oparty na suwerenności narodu polskiego.Zgodnie bowiem z treścią artykułu 90, polski suweren może być pozbawiony tych – niezbywalnych przecież – kompetencji wykonawczych przez organy polskich władz publicznych na rzecz podmiotów zagranicznych. Artykuł 90 stał się więc kładką prawną dla przenoszenia suwerenności polskiej na rzecz fikcyjnej przecież suwerenności unijnej, którą wymyślili europejscy prawnicy.Sytuacja taka odebrała sens innym przepisom i postanowieniom polskiej Konstytucji, gdyż z czasem ubywało Polakom suwerennych kompetencji własnych do samodzielnego decydowania o swych sprawach.Konstytucja z 2 kwietnia 1997 roku, napisana przez przyzwyczajonych do działania pod silną presją jakiegoś hegemona postkomunistów, na potrzeby poddańczego uczestniczenia Polski w organizacji europejskiej, zawiera w efekcie fundamentalną wewnętrzną sprzeczność.Na wstępie artykuł 4 Konstytucji ogłasza, że władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do narodu, do narodu polskiego. Zaś w dalszym artykule 90 ta sama Konstytucja zezwala na w zasadzie nieograniczone przekazywanie kompetencji organów władzy państwowej, czyli polskiego narodu, w niektórych sprawach organizacji międzynarodowej, czyli Unii Europejskiej. Zaś na podstawie artykułu 91 Konstytucja przyznaje prawu stanowionemu przez organizację międzynarodową,której oddano polskie kompetencje, pierwszeństwo przed polskimi ustawami, czyli przed wolą polskiego suwerena – a na mocy pozatraktatowych, a więc bezprawnych wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w praktyce także przed Konstytucją państwa członkowskiego.Przyzwyczajanie organów unijnych do potulnego wykonywania wszelkich ich decyzji, również pozaprawnych, brak asertywności w relacjach z Unią, nawet w przypadkach drastycznego wykraczania przez nią wobec Polski poza ramy traktatowe, w sytuacjach rażącego ingerowania przez Unię w sprawy z zakresu wyłącznej kompetencji państwa polskiego – to jest na przykład w sprawie organizacji i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, sądownictwa, statusu sędziów czy w sprawach obyczajowych i rodzinnych – ośmieliło organy unijne do bezczelnego, konsekwentnego politycznego podporządkowywania Polski.Organ pilnujący unijnej centralizacji prawnej, jakim jest Trybunał Sprawiedliwości Unii, wydał kilka wyroków wymierzonych w konstytucyjny ustrój państwa polskiego. Wyrok TSUE z 2 marca 2021 roku bezczelnie próbował unieważnić artykuł 8 ust. 1 polskiej Konstytucji. Trybunał unijny stwierdził bowiem, że artykuł ten, mówiący o nadrzędności naszej Konstytucji, jest sprzeczny z prawem Unii Europejskiej.Według TSUE polska Konstytucja jest aktem podrzędnym wobec regulacji unijnych. Zaś Polski Trybunał naruszać ma prawo Unii Europejskiej przez odmawianie w swym orzecznictwie prymatu prawa Unii Europejskiej nad polską Konstytucją. Chociaż Polski Trybunał nie mógł inaczej orzekać, gdyż artykuł 8 ust. 1 Konstytucji jest jednoznaczny: Konstytucja RP jest prawem najwyższym w Polsce.W innym zaś wyroku z 18 grudnia 2025 TSUE nielegalnie uznał, że już sam Polski Trybunał Konstytucyjny nie spełnia standardów niezawisłego, bezstronnego sądu w rozumieniu prawa Unii Europejskiej. Nadto Polski Trybunał Konstytucyjny został niemal unieważniony za to, że w swych wyrokach daje pierwszeństwo polskiej Konstytucji przed prawem Unii.TSUE w ogóle nie bierze pod uwagę regulacji polskiej Konstytucji ani postanowień traktatowych. Unia Europejska i jej organy nie rozróżniają przy tym trybunału w Polsce od sądów. Trybunał Konstytucyjny nie jest sądem – nie załatwia bowiem spraw indywidualnych, nie jest żadnym sądem faktów, nie rozstrzyga sporów między ludźmi. Trybunał Konstytucyjny jest Trybunałem Prawa – nie zajmuje się umowami, zabójstwami, sprawami rodzinnymi itp., lecz oceną zgodności zaskarżanych przepisów z Konstytucją.Organy Unii Europejskiej i TSUE nie rozumieją polskiego systemu prawnego ani rozwiązań polskiej Konstytucji, a mimo to wtrącają się w polskie kompetencje, wprowadzając w Polsce bezkarnie chaos.Za tydzień opowiem jeszcze o niektórych niejasnych rozwiązaniach obecnej Konstytucji, wywołujących konflikty polityczne.Krystyna Pawłowicz
Historia ścigania zbrodniarzy nazistowskich ze szczególnym uwzględnieniem członków załogi KL Auschwitz prowadzi przez Trybunał w Norymberdze, sądy polskie, Komisję Badania Zbrodni Niemieckich. Osiągnięć w tym zakresie jest jednak niewiele: osądzenie głównych sprawców, wprowadzenie do praktyki sądowej pojęcia ludobójstwa na określenie zbrodni popełnionych w obozie. W pamięci pozostały pierwsze procesy przed polskimi sądami, w których skazano komendanta obozu Rudolfa Hoessa i kilkudziesięciu członków załogi KL Auschwitz. Później nastąpiło powojenne zaniechanie ścigania zbrodniarzy zarówno w Polsce, jak i w krajach Europy Zachodniej. Postępowania wznowiono dopiero w latach 60. XX w. Z perspektywy lat i dokumentów źródłowych warto sporządzić bilans, ocenę skuteczności i przyczyny niepowodzeń, ze szczególnym uwzględnieniem praktyki sądowej RFN i Austrii (faktyczna amnestia dla „morderców zza biurka”) oraz luk w ustawodawstwie polskim.O szczegółach śledztwa prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej red. Paweł Lekki rozmawia z prok. Łukaszem Gramzą z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie.Więcej podcastów historycznych znajdziesz na portalu przystanekhistoria.pl
Prezydent Trump wycofał się z groźby użycia siły w celu przejęcia Grenlandii, choć nie wycofał się z próby zaanektowania wyspy. Trump i szef NATO Mark Rutte twierdzą, że umowa między NATO a USA w sprawie Grenlandii jest niemal gotowa. Na szczycie w Davos Trump nie powtórzył również groźby obłożenia cłami państw europejskich, które wsparły Grenlandię militarnie. W Davos zainaugurowała działalność Rada Pokoju, instytucja, której dożywotnim szefem ma być Donald Trump. Jak dotąd kilkanaście krajów zadeklarowało gotowość uczestnictwa w Radzie, nie jest do końca jasne, jaki będzie zakres jej działania. Dlaczego Donald Trump zmienił taktykę w sprawie Grenlandii? Na ile miała na to wpływ postawa państw europejskich? Co szczyt w Davos powiedział nam na temat obecnego porządku światowego?Jared Kushner przedstawił w Davos zamierzenia Rady Pokoju wobec Gazy. Strefa ma być wolna od Hamasu, samodzielna gospodarczo, rozwinięta jako miejsce inwestycji dla chętnych z całego świata. Co na to Palestyńczycy, państwa muzułmańskie będące członkami Rady Pokoju i Izrael, który też zgłosił do niej akces?W Abu Dhabi pierwsze od rozpoczęcia pełnej inwazji Rosji na Ukrainę trójstronne rozmowy Ukrainy, Rosji i USA. Po spotkaniu z Trumpem Zełenski twierdzi, że umowa w sprawie amerykańskich gwarancji dla Ukrainy jest prawie gotowa. Przełom czy „dzień świstaka”?Parlament Europejski odsyła umowę UE z krajami Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości UE, który ma zbadać jej zgodność z traktatami. Czy Komisja Europejska wprowadzi umowę w życie wbrew głosowi Parlamentu Europejskiego?Na przylądku Canaveral trwają przygotowania do misji Artemis 2. Po raz pierwszy od początku lat 70. ludzie okrążą Księżyc. Kim są astronauci, jakie warunki muszą spełniać osoby, które myślą o tego typu karierze?A także: o nieistniejących grobach jako dowodzie na istnienie potwora.Rozkład jazdy: (03:08) Jakub Dymek: Trump ustępuje w sprawie Grenlandii(37:58) Agnieszka Zagner: Rada Pokoju zaczyna działalność(1:05:53) Grzegorz Dobiecki: Świat z boku - Dowody istnienia potwora(1:12:26) Podziękowania(1:18:52) Marcin Żyła: Kim są astronauci?(1:33:26) Olena Babakowa: Rosja-Ukraina: przełom, czy ciągle to samo?(2:02:58) Bartłomiej Znojek: Parlament Europejski kwestionuje umowę z Mercosurem(2:20:43) Do usłyszenia---------------------------------------------Raport o stanie świata to audycja, która istnieje dzięki naszym Patronom, dołącz się do zbiórki ➡️ https://patronite.pl/DariuszRosiakSubskrybuj newsletter Raportu o stanie świata ➡️ https://dariuszrosiak.substack.comKoszulki i kubki Raportu ➡️ https://patronite-sklep.pl/kolekcja/raport-o-stanie-swiata/ [Autopromocja]
0:00 Wstęp0:48 Donald Trump domaga się negocjacji w sprawie Grenlandii, ale nie zamierza używać siły w celu przejęcia wyspy2:42 Ratyfikacja porozumienia handlowego pomiędzy Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi ma zostać zamrożona4:23 Parlament Europejski przegłosował skierowanie umowy z Mercosur do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości5:58 Wysłannicy amerykańskiej administracji mieli naciskać na francuski sąd w sprawie wyroku dla Marine Le Pen7:24 Policjanci w Minnesocie mieli być zatrzymywani przez służby imigracyjne z powodu swojego koloru skóryInformacje przygotował Maurycy Mietelski. Nadzór redakcyjny – Igor Janke. Czyta Michał Ziomek.
W tym wydaniu: na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos powołano Radę Pokoju; umowa handlowa UE z krajami Mercosur odesłana do unijnego Trybunału Sprawiedliwości; konsekwencje globalnego ocieplenia klimatu; Monika Waligórska, Polka od 20. lat mieszkająca w Chorwacji, prezes Polskiego Towarzystwa Kulturalnego „Polonez” w Splicie, o promocji polskiej kultury w Chorwacji. Zapraszamy do słuchania!
Parlament Europejski skierował umowę handlową UE z krajami Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zdaniem europosła Prawa i Sprawiedliwości Bogdana Rzońcy to poważna porażka Ursuli von der Leyen i sygnał sprzeciwu wobec działań Komisji Europejskiej.Parlament upomina się o swoje prawaChodzi o umowę handlową między Unią Europejską a krajami Ameryki Południowej: Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem. Dokument został podpisany przez przewodniczącą Komisji Europejskiej, ale – jak podkreślają krytycy – bez pełnej zgody Parlamentu Europejskiego.Komisja Europejska zachowuje się tak, jakby miała monopol na decyzje, tymczasem Parlament upomniał się o swoje prawa– mówi Bogdan RzońcaSkierowanie sprawy do Trybunału oznacza, że TSUE ma zbadać, czy Ursula von der Leyen w ogóle miała prawo podpisać umowę w takiej formule.Wczoraj Parlament pokazał pani von der Leyen czerwoną kartkę. Wygraliśmy to głosowanie i Trybunał zajmie się teraz tą umową– podkreśla europoseł.
Skierowanie umowy handlowej Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości UE było przedstawiane jako sukces przeciwników porozumienia. Europoseł Prawa i Sprawiedliwości Waldemar Buda studzi jednak nastroje – jego zdaniem decyzja Parlamentu Europejskiego nie blokuje umowy, a jedynie ją opóźnia.Jak wyjaśnia, formalnie nie było to głosowanie przeciwko samej umowie, lecz za zasięgnięciem opinii TSUE.To nie było głosowanie przeciwko Mercosur, tylko za wnioskiem o opinię Trybunału. To jest element opóźnienia, ale nie zatrzymania tej umowy— mówi Waldemar Buda.Europoseł podkreśla, że Komisja Europejska i część państw, przede wszystkim Niemcy, są gotowe forsować porozumienie nawet mimo postępowania w Trybunale.Rada Europejska już podjęła decyzję o tymczasowym stosowaniu umowy. To oznacza, że ona może wejść w życie mimo braku zgody parlamentu— zaznacza.
W tym wydaniu: na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos powołano Radę Pokoju; umowa handlowa UE z krajami Mercosur odesłana do unijnego Trybunału Sprawiedliwości; konsekwencje globalnego ocieplenia klimatu; Monika Waligórska, Polka od 20. lat mieszkająca w Chorwacji, prezes Polskiego Towarzystwa Kulturalnego „Polonez” w Splicie, o promocji polskiej kultury w Chorwacji. Zapraszamy do słuchania!
W dzisiejszej audycji mówimy o trwającym obecnie w Davos Światowym Forum Ekonomicznym, gdzie światowi liderzy rozmawiają o kluczowych obecnie tematach związanych z gospodarką, ale i bezpieczeństwem. Mówimy także o odesłaniu przez Parlament Europejski umowy handlowej Unii z krajami Mercosuru do unijnego Trybunału Sprawiedliwości, a także o przypadającym dziś Dniu Babci, oraz o jutrzejszym Dzień Dziadka. Naszym gościem jest dziś Anna Basińska ze Stowarzyszenia Polskiego „Bądźmy Razem” działającego w Genewie, z którą rozmawiamy o zaangażowaniu szwajcarskiej Polonii w 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
W dzisiejszej audycji mówimy o trwającym obecnie w Davos Światowym Forum Ekonomicznym, gdzie światowi liderzy rozmawiają o kluczowych obecnie tematach związanych z gospodarką, ale i bezpieczeństwem. Mówimy także o odesłaniu przez Parlament Europejski umowy handlowej Unii z krajami Mercosuru do unijnego Trybunału Sprawiedliwości, a także o przypadającym dziś Dniu Babci, oraz o jutrzejszym Dzień Dziadka. Naszym gościem jest dziś Anna Basińska ze Stowarzyszenia Polskiego „Bądźmy Razem” działającego w Genewie, z którą rozmawiamy o zaangażowaniu szwajcarskiej Polonii w 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Decyzja Parlamentu Europejskiego o skierowaniu umowy handlowej UE–Mercosur do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zaskoczyła wielu obserwatorów brukselskiej sceny politycznej. Jak podkreśla w rozmowie z Radiem Wnet politolog prof. Tomasz Grosse, choć układ sił w Parlamencie był od miesięcy bardzo wyrównany, zwolennicy porozumienia do końca liczyli na jego przepchnięcie.Do ostatniej chwili, szczególnie zwolennicy tego projektu, liczyli na to, że parlament nie będzie – mówiąc krótko – sypał piachem w szprychy. A okazało się, że jednak ugiął się pod protestami rolniczymi, które przetoczyły się przez Brukselę i całą Unię Europejską– tłumaczy prof. Grosse.Skierowanie umowy do TSUE w praktyce oznacza zawieszenie procesu ratyfikacyjnego w Parlamencie Europejskim. Zdaniem politologa to najbardziej prawdopodobny scenariusz na najbliższe miesiące, choć – jak zaznacza – sprawa wciąż pozostaje otwarta.Mieliśmy deklarację, że jeżeli uda się sformułować wniosek do Trybunału, parlament wstrzyma ratyfikację do czasu wyroku. Ale napięcie jest ogromne, a presja polityczna bardzo silna– mówi gość Popołudnia Wnet.Presja ta płynie przede wszystkim z Berlina i z Komisji Europejskiej. Niemcy, jak wskazuje Grosse, są szczególnie zainteresowane jak najszybszym wejściem umowy w życie, bo traktują ją jako kluczowy instrument otwierania nowych rynków zbytu dla swojego eksportu.Symbolicznym potwierdzeniem tej presji była publiczna reakcja kanclerza Friedrich Merz, który skrytykował decyzję Europarlamentu i wezwał do tymczasowego wdrożenia umowy, mimo trwających sporów prawnych.To jest wynik brutalnego przetargu politycznego. Niemcy dążą do tego, żeby ta umowa w praktyce zaczęła obowiązywać jak najszybciej– ocenia prof. Grosse.Jak dodaje, w teorii możliwe byłoby wdrożenie umowy bez zgody Parlamentu Europejskiego, ale taki scenariusz byłby sprzeczny z prawem unijnym i oznaczałby poważny kryzys instytucjonalny.Zdaniem politologa reakcja eurodeputowanych nie jest przypadkowa. Parlament Europejski staje się coraz bardziej eurosceptyczny, przynajmniej w sprawach handlowych i rolnych.Środowiska powiązane z rolnikami i produkcją żywności od wielu miesięcy głośno protestują. Część europosłów, która nie ma odwagi głosować wprost przeciwko umowie, uznała, że zapytanie Trybunału to wygodna gra na czas– tłumaczy.Jak przypomina, niedawne masowe protesty rolników przed siedzibą Parlamentu w Strasburgu wywarły realną presję polityczną. Większość, która przesądziła o skierowaniu sprawy do TSUE, była bardzo niewielka – i równie krucha może się okazać przy ewentualnym głosowaniu nad ratyfikacją.W ocenie prof. Grosse'a spór o Mercosur odsłania głębszy problem Unii Europejskiej: konflikt między interesami wielkich eksporterów a bezpieczeństwem żywnościowym kontynentu.Po jednej stronie mamy interesy ekonomiczne – otwieranie rynków zbytu dla Niemiec. Po drugiej bezpieczeństwo żywnościowe, czyli pytanie, czy Europa będzie w stanie wyżywić Europejczyków– podkreśla.Jak dodaje, połączenie konkurencji spoza UE z restrykcyjną polityką klimatyczną może w dłuższej perspektywie doprowadzić do osłabienia europejskiej produkcji rolnej.Jeżeli doszłoby do eskalacji konfliktu w Europie, moglibyśmy mieć ogromne trudności z samowystarczalnością w tym kluczowym obszarze– ostrzega politolog./fa
Ministerstwo Cyfryzacji podało, że w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Polska nie musi wprowadzać małżeństw jednopłciowych do prawa krajowego, ale nie może odmówić uznania małżeństw zawartych legalnie w innym państwie UE.Jak dodano, obecnie opracowywany jest projekt rozporządzenia, które zmieni wzory dokumentów wydawanych z rejestru stanu cywilnego, tak aby umożliwić wdrożenie wyroku.Obecne wzory dokumentów używają określeń „kobieta” i „mężczyzna”, co uniemożliwia prawidłowe wpisanie małżeństw osób tej samej płci. Projektowane zmiany obejmują m.in. neutralne płciowo nazwy rubryk: „Pierwszy małżonek” i „Drugi małżonek”; aktualizację sekcji danych rodziców: np. „Ojciec pierwszego małżonka”, „Matka drugiego małżonka”– czytamy na stronach rządu.Sprawę komentował na antenie Radia Wnet konstytucjonalista dr Oksar Kida. Jego zdaniem już sam sposób procedowania budzi zasadnicze wątpliwości.Jak przypomniał, po ogłoszeniu wyroku TSUE premier Donald Tusk podkreślał, że orzeczenie nie narzuca Polsce obowiązku zmiany definicji małżeństwa, a rząd pracuje nad innymi instrumentami prawnymi, w tym nad ustawą o statusie osoby najbliższej.Dr Kida zwrócił uwagę, że wyrok TSUE był przez część środowisk politycznych interpretowany w sposób nadmiernie rozszerzający.Trybunał wcale nie orzekł, że państwa członkowskie mają bezwzględny obowiązek uznawania małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą– podkreślił.Jak wyjaśniał, obowiązek transkrypcji aktu małżeństwa pojawia się dopiero wówczas, gdy w krajowym porządku prawnym nie istnieją żadne inne instrumenty, które regulowałyby status prawny takich osób.Gdyby istniała ustawa o statusie osoby najbliższej, żadnej transkrypcji by nie było– dodał.Konstytucjonalista zaznaczył przy tym, że sytuacja w polskim porządku prawnym pozostaje niezmienna.Mamy konstytucję, która jasno definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, oraz Kodeks rodzinny i opiekuńczy, który powtarza tę definicję– mówił.„Urzędnik może przekroczyć uprawnienia”Dr Kida ostrzegał, że próba wprowadzenia zmian wyłącznie na poziomie rozporządzenia, bez zmiany ustaw i konstytucji, rodzi poważne konsekwencje prawne.Wyrok TSUE nie jest źródłem prawa i nie zmienia brzmienia konstytucji. Jeżeli urzędnik dokonałby takiej transkrypcji, mógłby przekroczyć swoje uprawnienia– stwierdził.Jak przypomniał, Trybunał Konstytucyjny już w momencie akcesji Polski do Unii Europejskiej wskazywał, że prawo unijne nie może regulować instytucji małżeństwa w sposób sprzeczny z Konstytucją RP.Odnosząc się do argumentów Lewicy i powoływania się na zasadę równości z art. 32 konstytucji, konstytucjonalista uznał je za błędne.Zasada równości nie oznacza, że każdy ma dokładnie to samo. Podmioty takie same traktuje się tak samo, a różne – różnie– tłumaczył.W jego ocenie szczególny status małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny został świadomie wpisany do konstytucji i nie może być traktowany jako przejaw dyskryminacji.Tak jak emeryci mają emerytury, a posłowie immunitet, tak ustrojodawca przewidział szczególną ochronę dla małżeństwa w rozumieniu art. 18 konstytucji– podsumował.
Gościem Poranka Radia Wnet był Rafał Ziemkiewicz – dziennikarz, publicysta i pisarz, który postawił tezę znacznie szerszą niż bieżący spór o ustawę budżetową. W jego ocenie obecna sytuacja w Polsce to efekt głębokiego kryzysu ustrojowego, w którym państwo znalazło się w stanie trwałego zawieszenia.Punktem wyjścia rozmowy była ustawa budżetowa – jedyna, której prezydent nie może zawetować, ale którą może skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Ziemkiewicz nie wyklucza takiego scenariusza, wskazując, że obecny rząd wielokrotnie działał poza granicami prawa.Ten rząd robi mnóstwo rzeczy, do których nie ma prawa, więc nie zdziwiłbym się, gdyby prezydent odpłacił pięknym za nadobne– powiedział. Jednocześnie zaznaczył, że byłby to ruch ryzykowny, bo pogłębiający destrukcję państwa. Jego zdaniem sam budżet jest wadliwy nie tylko politycznie, ale i ustrojowo. Jak komentował, „to jest budżet dramatycznego zadłużenia państwa. Skoro nie ma pieniędzy nawet na obsługę środków z KPO, to o czym my w ogóle rozmawiamy?”.Publicysta przypomniał zapowiedzi rządu o rezygnacji z kolejnych miliardów euro z KPO z powodu braku wkładu własnego.Jeżeli państwo nie jest w stanie znaleźć pieniędzy na kluczowe inwestycje, to co tu gadać o służbie zdrowia czy innych podstawowych sprawach– zastanawiał się.„Potworek konstytucyjny” i państwo w „glitchu”Zdaniem Ziemkiewicza problem jest jednak znacznie głębszy niż jeden dokument finansowy. Źródła tej sytuacji upatruje w samej konstytucji.Zaprojektowano potworka. Konstytucję, która dzieli władzę wykonawczą pomiędzy dwa ośrodki, dając prezydentowi możliwość blokowania, ale nie dając mu możliwości rządzenia– powiedział.W jego ocenie dokument ten jest dziś niewydolny i nie odpowiada na realia polityczne.Ta konstytucja jest po prostu nic nie warta. Jak długo będziemy się jej trzymać, tak długo będziemy tkwić w zawieszeniu– zaznaczył. Publicysta określił obecną sytuację mianem systemowego „glitchu” – momentu, w którym państwo przestało działać, a żaden z ośrodków władzy nie jest w stanie przejąć realnej odpowiedzialności.Kryzys dojrzewa. Wybory coraz bliżej?Ziemkiewicz wyraził sceptycyzm wobec tezy, że Polska dotrwa w obecnym stanie do wyborów planowanych na 2027 rok.Ja nie wierzę, żeby Polska w tym stanie dotrwała do 2027 roku. Te wybory trzeba zrobić jak najszybciej– mówił. Jednocześnie ostrzegł, że nawet wcześniejsze wybory mogą zostać zakwestionowane, co tylko pogłębi chaos.Już dziś słychać zapowiedzi, że wybory będą podważane, że system jest niewiarygodny. To prowadzi do bardzo niebezpiecznej sytuacji– zwracał uwagę. W jego ocenie kraj znajduje się w stanie „półdyktatury”, ale – jak dodał – wyjątkowo nieudolnej, bo pozbawionej sprawczości.Rozpad sceny politycznej i próżnia po prawej stronieDrugim istotnym wątkiem rozmowy była kondycja polskiej sceny politycznej. Zdaniem Ziemkiewicza społeczeństwo wyraźnie przesuwa się w prawo, ale nie znajduje tam stabilnej reprezentacji. Szczególnie krytycznie ocenił sytuację w Prawie i Sprawiedliwości. To, co się dzieje w Prawie i Sprawiedliwości, jest zdumiewającym jakimś rozkładem i dekadencją. Oczywiście są to skutki decyzji, która została podjęta po przegranych wyborach, to znaczy po pierwsze nie przyjmujemy do wiadomości, że przegraliśmy, mówimy, że wygraliśmy te wybory, trzymając się arytmetycznego wyniku, a nie praktycznego skutku, jakim była utrata władzy.Po drugie, jak to powiedział Jarosław Kaczyński, za nic nie będziemy przepraszać, bo żadnych błędów nie popełniliśmy. Wyborcy jednak wyraźnie uznali, że PiS jakieś błędy przez 8 lat popełnił. I jest taka zasada, jeżeli się bawimy w demokrację, to się nie kłócimy z wyborcami. Jak wyborcy mówią, popełniliście błędy, to wy się macie uderzyć w piersi, powiedzieć przepraszamy, popełniliśmy błędy, naprawimy. A nie tupać nogą i mówić wyborcom, głupi jesteście, durnie jesteście, żeście na nas nie zagłosowali, jeszcze do nas na kolanach z płacem wrócicie, jak zobaczycie, prawda?– komentował.Na tym tle rosnąć ma poparcie dla Grzegorz Braun, które Ziemkiewicz interpretuje przede wszystkim jako wyraz emocji i protestu. Jak mówił, „popularność Brauna napędza irytacja i chęć wymierzenia innym partiom policzka. To nie są jeszcze stabilne podstawy polityczne”.Równie krytycznie odniósł się do Konfederacja, która – jego zdaniem – utraciła swój antysystemowy charakter.Na koniec Ziemkiewicz zwrócił uwagę na słabość zaplecza rządowego Donald Tusk.Władza Tuska wisi na bardzo kruchych głosach. Wystarczy odejście kilkunastu posłów, by tej większości nie było– mówił.Szczególnie niepewna jest przyszłość Polska 2050.Ta partia w sondażach jest poniżej progu, a wybory będą dla niej polityczną śmiercią. To dla Tuska wcale nie jest dobra wiadomość– dodał.Dokąd to zmierza?Zdaniem Ziemkiewicza obecny kryzys będzie narastał, aż do momentu, w którym społeczne przyzwolenie na radykalne zmiany stanie się faktem.„Sytuacja jeszcze dojrzeje. Przyjdzie poważny kryzys i wtedy pojawi się zgoda na środki nadzwyczajne”./fa
Choć wybory parlamentarne odbędą się dopiero w 2027 roku, jak podkreśla Anna Bryłka, polityczne konsekwencje wyborów prezydenckich już dziś wpływają na układ sił na prawicy. W rozmowie na antenie Radia Wnet europosłanka Konfederacji odniosła się do rosnącej popularności Grzegorza Brauna oraz do protestów rolników przeciwko umowie handlowej Unii Europejskiej z krajami Mercosur.Zdaniem Bryłki wynik Grzegorza Brauna w wyborach prezydenckich potwierdził istnienie realnego elektoratu tej formacji, a jego wzrost poparcia jest w dużej mierze konsekwencją działań obozu rządzącego.Wynik pana Grzegorza Brauna w wyborach prezydenckich pokazał, że ma wielu wyborców. Jego partia zyskuje na popularności również dlatego, że koalicja rządząca – a przede wszystkim Donald Tusk – czynią z niej męczenników– mówiła europosłanka. Jednocześnie zaznaczyła, że wyborów prezydenckich nie należy automatycznie przekładać na scenariusze parlamentarne.Wybory prezydenckie rządzą się inną dynamiką niż parlamentarne. Jak te sondaże będą wyglądały w 2027 roku, przekonamy się dopiero za półtora roku– podkreśliła.PiS przejmuje postulaty, ale traci wiarygodnośćW rozmowie pojawił się również wątek rywalizacji o elektorat prawicowy. Bryłka przyznała, że w warstwie retorycznej Prawo i Sprawiedliwość przejmuje dziś część postulatów Konfederacji oraz środowiska Grzegorza Brauna, ale – jej zdaniem – problemem pozostaje wiarygodność tej formacji.PiS przez wiele lat rządził i miał szansę blokować polityki, które dziś krytykuje. My te rozwiązania krytykowaliśmy, zgłaszaliśmy poprawki do ustaw, a PiS wszystko odrzucał– przypomniała.Jak zaznaczyła, to właśnie konsekwencja programowa Konfederacji pozwoliła jej utrzymać stabilną pozycję na scenie politycznej.Konfederacja nie tylko utrzymała się ponad progiem wyborczym, ale jest stabilną trzecią siłą, ponieważ od wielu lat nie zmienia swoich postulatów – czy to wobec Unii Europejskiej, Ukrainy, czy polityki klimatycznej– mówiła.Protesty rolników jako realny naciskDrugą część rozmowy zdominował temat protestów rolników i sprzeciwu wobec umowy UE–Mercosur. Bryłka podkreślała, że demonstracje nie są jedynie symbolicznym gestem.Polscy rolnicy solidaryzują się z rolnikami europejskimi, zwłaszcza we Francji. Protesty mają wywierać presję na rządy krajowe, aby próbować tę umowę blokować– wyjaśniała.Zwracała uwagę, że kluczowe znaczenie może mieć postawa Włoch.Wystarczyłoby, żeby Włochy wstrzymały się od głosu, a Komisja Europejska nie miałaby kwalifikowanej większości, czyli 15 państw reprezentujących 65 proc. populacji UE– tłumaczyła.Europosłanka krytykowała polski rząd za brak spójnej strategii i niewykorzystanie dostępnych instrumentów prawnych.Polska najbardziej straci na umowie z krajami Mercosur, dlatego rząd powinien wykorzystać wszystkie narzędzia, w tym złożyć skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie trybu ratyfikacji– mówiła.Wskazywała również na rozbieżności wewnątrz rządu.Ministerstwo Rolnictwa prezentuje swoje stanowisko, ale Ministerstwo Rozwoju i premier Tusk nie przedstawiają spójnej linii. Bez aktywności międzyresortowej nie da się zbudować mniejszości blokującej– oceniła.Jak zaznaczyła, czas na zatrzymanie umowy jeszcze nie minął.Piłka wciąż jest w grze. Jest czas na budowanie mniejszości blokującej i przekonywanie innych państw członkowskich – ale do tego potrzebna jest realna determinacja– podsumowała./fa
Rok 2025 w wymiarze sprawiedliwości – zdaniem konstytucjonalisty dr. Oskara Kidy – kończy się dla rządu bilansem zdecydowanie negatywnym. Pytany w Radiu Wnet o polityczno-prawne podsumowanie pierwszego roku urzędowania ministra Waldemara Żurka, Kida nie pozostawiał wątpliwości: optymizm nie ma tu żadnych podstaw.Absolutnie nie może w dobrym nastroju kończyć tego roku– oceniał. Jak wyliczał, w ostatnich miesiącach doszło do serii spektakularnych porażek: od braku czerwonej noty Interpolu dla Marcina Romanowskiego, przez fiasko europejskich nakazów aresztowania, po decyzje sądów w sprawach dotyczących Zbigniewa Ziobry.To porażka za porażką i nic nie zapowiada, żeby to miało się skończyć– podsumował.Zdaniem Kidy problem ma charakter systemowy, bo działania prokuratury są postrzegane jako polityczne, a nie prawne.Te akty oskarżenia wyglądają jakby były wypisane na kolanie, na siłę– mówił, wskazując, że sądy coraz częściej reagują sceptycznie na wnioski prokuratorów. W jego ocenie rodzi to podejrzenie, że błędy nie są przypadkowe.Zaczyna nabierać kolorów teoria, że te błędy są popełniane po to, by sądy umarzały sprawy– komentował. W rozmowie pojawił się też wątek legalności prokuratury po zmianach personalnych dokonanych przez ministra sprawiedliwości. Kida przypominał, że kolejne orzeczenia – zarówno sądów powszechnych, jak i Sądu Najwyższego – kwestionują umocowanie obecnego kierownictwa.To już drugi spektakularny przykład, gdy przedstawiciele rzekomo prokuratora krajowego nie zostali dopuszczeni do udziału w postępowaniu– mówił. Jak dodał, konsekwencje tych działań mogą być bardzo poważne.Najbardziej korzystają na tym przestępcy, bo sąd będzie musiał nie uznać czynności przeprowadzonych przez nielegalnie umocowanego prokuratora– ocenił.Konstytucjonalista nie widzi też po stronie ministra Żurka spójnej wizji reform.Nie widać żadnego dalekosiężnego planu. To w dużej mierze kontynuacja pomysłów po ministrze Bodnarze – kopiuj-wklej– oceniał. Jego zdaniem kluczowym celem rządu jest wymiana personalna w Krajowej Radzie Sądownictwa i Trybunale Konstytucyjnym, co pozwoli politycznie ogłosić „powrót praworządności”, choć – jak podkreślał – stan prawny realnie się nie zmieni.Duża część rozmowy dotyczyła przyszłości Trybunału Konstytucyjnego. Kida odniósł się do pomysłów omijania prezydenta przy zaprzysiężeniu sędziów.Ślubowanie składa się wobec prezydenta – to nie jest ceremonia, tylko warunek objęcia urzędu– przypominał, wskazując na orzecznictwo TK. Scenariusze składania ślubowań przed notariuszem nazwał wprost „bzdurą”.Zapytany o możliwą próbę przejęcia fotela prezesa TK, Kida przyznał, że takie koncepcje krążą w przestrzeni publicznej, ale ich realizacja byłaby – jego zdaniem – nie do obrony merytorycznie.Dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok niezawisłego sądu, prezes może pełnić swoją funkcję– podkreślał.Na koniec rozmowy konstytucjonalista zwrócił uwagę na najbardziej dotkliwy problem dla obywateli: przewlekłość postępowań.Przez dwa lata nie zaproponowano ani jednej ustawy, która realnie przyspieszałaby postępowania sądowe– mówił. Krytykował także oszczędności na pracownikach sądów:„Oszczędza się na ludziach, którzy odpowiadają za sprawność sądów. To nie przyspieszy postępowań – to przyniesie paraliż”./fa
Końcówka roku sprzyja politycznym bilansom, a – jak podkreślał w Radiu Wnet Robert Bagiński – rok 2025 był momentem granicznym. Jego zdaniem kluczowe znaczenie miały wybory prezydenckie, które z jednej strony ocaliły dotychczasowy układ konstytucyjny, z drugiej wywołały głębokie zmiany po prawej stronie sceny politycznej.„To był dobry rok dla Polski, bo dzięki wygranej Karola Nawrockiego wiele niszczycielskich scenariuszy udało się powstrzymać” – mówił publicysta. Jak dodawał, zwycięstwo kandydata popieranego przez PiS zablokowało możliwość pełnej dominacji obozu rządzącego. „Można sobie tylko wyobrazić, jak daleko posunąłby się obecny obóz władzy, gdyby Rafał Trzaskowski podpisywał wszystkie możliwe ustawy”.Bagiński zwracał uwagę, że jeszcze rok wcześniej wygrana Nawrockiego była traktowana jako scenariusz czysto teoretyczny. „Rok temu mało kto wyobrażał sobie jego zwycięstwo. Nawrocki miał wtedy mniejsze poparcie niż Prawo i Sprawiedliwość” – przypominał. Dziś, jak zauważył, PiS „może tylko pomarzyć o takim poparciu, jakie ma obecnie prezydent”.Jednocześnie dziennikarz nie miał wątpliwości, że z perspektywy instytucjonalnej był to rok destrukcyjny. Wskazywał na działania rządu wobec Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. „Tyle złego, ile w tym roku wyrządzono polskim instytucjom, wcześniej robili zaborcy, okupanci czy komuniści” – oceniał ostro.Pytany o politycznych zwycięzców 2025 roku, Bagiński wskazał jednoznacznie na Karola Nawrockiego i Prawo i Sprawiedliwość, choć – jak zaznaczył – sukces był przede wszystkim personalny. „Zwyciężył Karol Nawrocki – także dzięki swoim osobistym przymiotom – ale to PiS wskazał kandydata i poniósł ryzyko” – mówił. W tym sensie, jak dodał, był to również sukces szeroko rozumianej prawicy, „do spółki z Konfederacją, a nawet z Konfederacją Grzegorza Brauna”.Duża część rozmowy dotyczyła właśnie fenomenu wzrostu Grzegorza Brauna. Bagiński przypominał, że tuż po wyborach prezydenckich wielu komentatorów uznawało jego wynik za jednorazowy wybryk. „Wydawało się, że to coś chwilowego. Tymczasem dziś widać, że Braun wszedł w fazę trwałego wzrostu” – podkreślał. Jak tłumaczył, polityk ten najpierw zaczął „karmić się elektoratem PiS”, a obecnie odbiera poparcie Konfederacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka.Zdaniem Bagińskiego problemem nie jest jednak sam Braun, lecz słabość całej klasy politycznej. „Coraz większa grupa Polaków jest gotowa zagłosować na kogokolwiek, kto zachwieje obecnym układem” – mówił, przypominając wcześniejsze fale poparcia dla Palikota, Nowoczesnej, Hołowni czy Samoobrony. Jednocześnie ostrzegał, że za wzrostem sondażowym Brauna nie idzie ani spójna oferta programowa, ani zaplecze personalne. „To może skończyć się powtórką z Samoobrony, ale w wersji hardkorowej” – oceniał.W tym kontekście rozmowa zeszła na porównania międzynarodowe – Front Narodowy we Francji czy AfD w Niemczech. Bagiński podkreślał, że izolowanie i demonizowanie takich ruchów często działa odwrotnie niż zamierzano. „Zapora ogniowa powoduje, że te ugrupowania rosną, bo pokazuje nieudolność starej elity” – mówił.Na zakończenie rozmowy dziennikarz studził jednoznaczne prognozy. „Dwa lata do wyborów parlamentarnych to w polityce wieczność” – zaznaczył. Jego zdaniem możliwe są różne scenariusze: od dalszego wzrostu Brauna, przez odbudowę PiS, po konsolidację wokół prezydenta Nawrockiego jako symbolicznego lidera prawej strony. Jednego jednak – jak podkreślił – robić nie wolno. „Nie wolno próbować eliminować Brauna instytucjonalnie. Jeśli około 10 procent Polaków uważa jego poglądy za bliskie, demokracja musi to uszanować”.
Gościem Popołudnia Radia Wnet była Kinga Śliwińska‑Buśkiewicz, sędzia i przedstawicielka Ogólnopolskiego Zrzeszenia Sędziów Equitas. Rozmowa dotyczyła zapowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczących „przywracania praworządności” oraz reakcji środowiska sędziowskiego na publiczną krytykę orzeczeń przez ministra Waldemara Żurka. Sędzia nie kryła, że sposób, w jaki minister odnosi się do decyzji sądów, budzi głębokie zaniepokojenie.Trudno przyjąć takie słowa pozytywnie. Zawsze, gdy słyszymy krytykę od przedstawicieli władzy wykonawczej czy ustawodawczej, nie można uznać, żeby to było coś dobrego. Strony często są niezadowolone z orzeczeń, ale od tego są środki zaskarżenia. Taka publiczna krytyka w takiej formie żadnemu sędziemu nie może się podobać– mówiła. Jak podkreślała, niezawisłość sędziowska nie jest dziś zagrożona jednym działaniem, lecz całym zespołem rozwiązań systemowych.Ta niezawisłość jest zagrożona w kilku aspektach. Doskonałym przykładem jest segregowanie sędziów do określonych wydziałów czy możliwość odstąpienia od losowania składów kilkuosobowych. Kolejna sprawa to delegowanie sędziów do wyższych instancji – sędzia delegowany przez ministra jest zależny od władzy wykonawczej, bo delegacja w każdej chwili może być cofnięta– dodała. Sędzia zwróciła uwagę także na dramatyczne braki kadrowe w sądach i sposób ich uzupełniania, który podważa realną niezależność orzeczniczą.Brakuje nam około tysiąca sędziów. Etaty uzupełnia się delegacjami, mimo że orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE jasno wskazuje, że taka zależność od ministra budzi wątpliwości co do pełnej niezależności– alarmowała. Najostrzejsza krytyka dotyczyła jednak planów dotyczących sędziów powołanych po 2018 roku.Jedną grupę sędziów chce się zdegradować, a po dwóch latach pracy przymusowej na delegacji przywrócić na niższe stanowiska. Inną grupę – przedstawicieli innych zawodów prawniczych – po prostu wyrzucić z zawodu. To jest całe pasmo działań, które budzą nasz stanowczy sprzeciw– zaznaczała. Śliwińska-Buśkiewicz podkreślała, że zmiany personalne w sądach nie prowadzą automatycznie do poprawy ich funkcjonowania.Sama wymiana prezesa czy wiceprezesa sądu niczego nie przyspieszy. To tylko nadzór administracyjny. Co więcej, dokładnie w ten sam sposób prezesów odwoływał minister Ziobro. Ta sama procedura, te same przepisy– mówiła. W rozmowie padł również zarzut braku realnego dialogu Ministerstwa Sprawiedliwości z częścią środowiska sędziowskiego.Wielokrotnie zwracaliśmy się z prośbą o możliwość opiniowania projektów aktów prawnych. Nie jesteśmy zapraszani nigdzie. Jesteśmy całkowicie pomijani. Nie ma dialogu, nie ma nawet próby wysłuchania– podkreślała. Sędzia wskazywała, że krytyczne opinie ekspertów są konsekwentnie ignorowane, nawet wtedy, gdy pochodzą od międzynarodowych instytucji.W jej ocenie narracja o „neosędziach” została oparta na uproszczeniach i nie znajduje potwierdzenia w orzecznictwie europejskich trybunałów.Nie ma żadnego orzeczenia ETPCz ani TSUE, które kwestionowałoby status sędziów powołanych po 2018 roku jako taki. Chodzi o procedurę, a nie o sam status. Mówienie inaczej po prostu nie polega na prawdzie– zaznaczyła. Na zakończenie rozmowy sędzia nie ukrywała pesymizmu co do kierunku, w jakim zmierzają zapowiadane reformy.„Obawiam się, że oddalimy się od modelu idealnego. Zamiast stabilności prawa i zaufania obywateli mamy element rewanżyzmu. A przecież wcześniej, nawet przy poważnych problemach konstytucyjnych, zawsze znajdowano rozwiązania, które chroniły stabilność systemu”./fa
(0:00) Wstęp(0:51) Unia Europejska zaciągnie wspólny dług, żeby sfinansować pożyczkę dla Ukrainy. Podpisanie umowy handlowej z blokiem Mercosur zostało przełożone(3:05) Prezydent Ukrainy uważa, że Europa nie powinna wyręczać Stanów Zjednoczonych w kwestii gwarancji bezpieczeństwa(4:35) Stany Zjednoczone sprzedadzą Tajwanowi broń wartą ponad jedenaście miliardów dolarów(6:05) Ameryka w związku ze śledztwem w sprawie Izraela nałożyła sankcje na sędziów Międzynarodowego Trybunału Karnego(7:48) Niemiecka prokuratura oskarża grupę nastolatków o przynależność do prawicowej grupy terrorystycznejInformacje przygotował Maurycy Mietelski. Nadzór redakcyjny – Igor Janke. Czyta Michał Ziomek.
Unia pożyczy 90 mld euro dla Ukrainy, Mercosur trafia do zamrażarki, a TSUE – zdaniem Jacka Saryusza-Wolskiego – „przekracza Rubikon”. Doradca prezydenta odsłania kulisy nocnego szczytu UE.Doradca prezydenta Karola Nawrockiego ds. europejskich, Jacek Saryusz-Wolski, w rozmowie z Radiem Wnet komentuje nocny szczyt UE, nowy pakiet pomocy dla Ukrainy, batalię o Mercosur oraz wyrok TSUE dotyczący polskiego Trybunału Konstytucyjnego. W jego ocenie Bruksela sięga po „finansową ekwilibrystykę”, Niemcy próbują szantażu budżetowego, a Unia wkracza w fazę budowy superpaństwa kosztem suwerenności państw członkowskich.
Wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego Bartłomiej Sochański uważa, że kluczem do rozwiązania kryzysu wokół TK jest wybór sędziów na 6 wakatów. Wg niego orzeczenie TSUE jest de facto historyczne.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że polski Trybunał Konstytucyjny naruszył prawo UE, nie respektując wcześniejszych wyroków TSUE. Zdaniem trybunału w Luksemburgu, TK nie spełnia również standardów niezawisłego i bezstronnego sądu, ustanowionego zgodnie z prawem, ze względu na nieprawidłowości w powołaniu trzech sędziów oraz prezesa.Wyrok TSUE w pełni uwzględnia skargę Komisji Europejskiej, złożoną po orzeczeniach polskiego TK kwestionujących pierwszeństwo prawa unijnego nad prawem krajowym. Trybunał podkreślił, że państwo członkowskie nie może powoływać się na tożsamość konstytucyjną, aby uchylać się od zobowiązań wynikających z traktatów, w tym zasad państwa prawa, skutecznej ochrony sądowej i niezależności wymiaru sprawiedliwości.Do decyzji TSUE odniósł się na antenie Radia Wnet mecenas Bartosz Lewandowski, analizując jej skutki prawne i konstytucyjne dla Polski. Gość audycji od początku podkreślał, że rozstrzygnięcie TSUE nie było zaskoczeniem, a jego znaczenie należy rozpatrywać nie tyle w kategoriach prawnych, co politycznych.Tego orzeczenia należało się spodziewać po opinii rzecznika generalnego i zapowiedziach ministra Żurka. Trybunał Sprawiedliwości de facto kreuje sobie dodatkowe kompetencje, których nie otrzymał w traktatach– zaznacza doktor nauk prawnych.Lewandowski zwraca uwagę, że organy Unii Europejskiej – w tym TSUE – dysponują wyłącznie kompetencjami powierzonymi im przez państwa członkowskie w traktatach. Tymczasem, jak podkreśla, ocena sądu konstytucyjnego państwa członkowskiego nie została Unii nigdy przekazana.Kwestia sądownictwa konstytucyjnego nie była przedmiotem przekazania kompetencji. To klasyczne orzeczenie ultra vires, czyli wydane ponad kompetencje przyznane Trybunałowi w Luksemburgu– wskazuje prawnik.W ocenie mecenasa wyrok TSUE nie zmienia wprost polskiego porządku prawnego – ani konstytucji, ani ustaw – ale może wywołać skutki pośrednie, zwłaszcza w praktyce orzeczniczej.Ten wyrok nie zmienia nic w polskim ustawodawstwie ani w konstytucji. Natomiast może być wykorzystywany w ten sposób, że niektórzy sędziowie uznają, iż nie będą stosować orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, powołując się na orzecznictwo unijne– ocenia.Znacznie poważniejsze, zdaniem Lewandowskiego, są jednak konsekwencje polityczne. Jak zaznacza, decyzja TSUE może stać się pretekstem do podważania pozycji Trybunału Konstytucyjnego jako takiego.Czeka nas narracja polityczna, że należy rozwiązać Trybunał Konstytucyjny, wybrać wszystkich sędziów od nowa i w istocie ten Trybunał ubezwłasnowolnić. Już wcześniej mieliśmy precedens w postaci pozbawienia sędziów TK wynagrodzeń– przypomina.Lewandowski dodaje, że podobny spór o granice kompetencji Unii miał miejsce w Niemczech. W 2020 roku Federalny Trybunał Konstytucyjny zakwestionował jedno z orzeczeń TSUE jako wykraczające poza traktaty – i wówczas Komisja Europejska nie skierowała skargi przeciwko Berlinowi.Niemiecki Trybunał Konstytucyjny zrobił dokładnie to samo, co polski TK w 2021 roku. Uznał, że organy Unii nie mogą wykraczać poza kompetencje traktatowe. Wobec Niemiec nie było jednak takiej reakcji, jak wobec Polski– komentuje.W rozmowie pojawił się także wątek tzw. dublerów i powołania sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Mecenas Lewandowski ocenia, że TSUE zastosował tu mechanizm „kaskadowy”, uznając, iż wyroki TK zostały wydane przez organ, który – w rozumieniu prawa unijnego – nie jest sądem.Zastosowano konstrukcję, według której orzeczenia nie zostały wydane przez sąd w rozumieniu prawa europejskiego. To bardzo daleko idąca teza, zwłaszcza jeśli zestawić ją z faktem, że TSUE uznaje notariuszy za sądy w rozumieniu prawa europejskiego– mówi.Zdaniem Lewandowskiego istota sporu nie dotyczy personaliów ani składu Trybunału, lecz fundamentalnej zasady pierwszeństwa konstytucji.Od 2005 roku orzecznictwo polskiego Trybunału Konstytucyjnego jest jednoznaczne: w przypadku kolizji prawa unijnego i konstytucji RP prymat ma konstytucja. TSUE mówi dziś coś dokładnie przeciwnego– zaznacza ekspert.Prawnik nie ukrywa, że w jego ocenie wyrok TSUE ma charakter antysuwerennościowy.To akt godzący w niepodległość państwa. Gra toczy się o coś znacznie więcej niż skład Trybunału Konstytucyjnego – chodzi o to, kto ma ostatnie słowo w sprawach ustrojowych– podkreśla.Na zakończenie rozmowy Lewandowski odniósł się do pytania o przyszłość i możliwe działania władz w Polsce. Jak podkreślił, państwo ma prawo – wzorem innych krajów UE – zakomunikować, że nie może zastosować się do orzeczenia wykraczającego poza traktaty.Tak robiły już Francja, Niemcy czy Dania. To nie jest nic nadzwyczajnego. Pytanie brzmi, czy Polska zdecyduje się z tej możliwości skorzystać– dodaje./fa
"W Polsce jest organ-instytucja, która mianuje się Trybunałem Konstytucyjnym, natomiast nie mamy sądu konstytucyjnego, który by wypełniał funkcje przewidziane przez Konstytucję RP. Trzeba odbudować szacunek do Trybunału Konstytucyjnego. Aktywni politycy nie powinni być wybierani do TK" - ocenił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM były minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Podkreślił, że przez dwa lata rządów Donalda Tuska "krok po kroku odzyskiwane jest zaufanie do wymiaru sprawiedliwości". "W najbliższych tygodniach może pojawić się akt oskarżenia wobec byłego premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie afery kopertowej" - stwierdził.
Przed kilkoma tygodniami niemal niezauważenie minęło pięć lat od ogłoszenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego stwierdzającego niezgodność tzw. aborcji eugenicznej z Konstytucją RP, a także od masowych protestów będących rezultatem tego orzeczenia. Demonstracje organizowane pod szyldem Ogólnopolskiego Strajku Kobiet stanowiły pierwsze w historii III RP starcie pomiędzy przedstawicielami pokolenia urodzonego po roku 1989.Pozostałe artykuły możesz czytać na
W grudniu 2003 roku Saddam Husajn wpadł w ręce Amerykanów. Były prezydent Iraku ukrywał się w jamie w miejscowości Ad-Daur, czyli niedaleko rodzinnego miasta dyktatora - Tikritu. Ze sobą miał broń oraz 750 tysięcy dolarów. Już wtedy było jasne, że czeka go proces. W tym momencie nowe irackie władze kończyły prace nad statutem swojego Trybunału Sprawiedliwości. Saddam Husajn miał zostać osądzony przez rodaków zgodnie z lokalnym prawem. Razem z nim na ławie oskarżonych mieli zasiąść prominentni działacze reżimu. Zachodnie media zastanawiały się czy możliwy jest sprawiedliwy proces w Iraku. Ostatecznie jednak Trybunał rozpoczął swoje obrady, a świat z potężnym zainteresowaniem oglądał relacje telewizyjne z rozpraw.
Właściciele działek z liniami energetycznymi zyskują nową broń w sporach z koncernami. Warunek jest jeden: rząd musi opublikować wyrok Trybunału Konstytucyjnego.Właściciele działek, na których stoją słupy energetyczne i inne urządzenia przesyłowe, mogą odzyskać narzędzia do walki o swoją własność i pieniądze. Warunek jest jeden: rząd musi opublikować wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Bez tego wszystko zawiśnie w prawniczej próżni.O co w ogóle chodzi?Sprawa dotyczy sytuacji, w której na prywatnych nieruchomościach od lat stoją słupy energetyczne czy inne instalacje przesyłowe – bez decyzji wywłaszczeniowej, bez umowy i bez odszkodowania.Przez lata właściciele pozywali przedsiębiorstwa energetyczne, domagając się pieniędzy za korzystanie z ich gruntów. Najczęściej przegrywali, bo sądy przyjmowały, że firmy… zasiedziały służebność przesyłu.
Bogdanka ze stratą, dziura budżetowa 300 mld, kryzys w służbie zdrowia. Czarnek wylicza w Radiu Wnet porażki rządu Tuska i zapewnia: „Na prawicy nie ma wojny, jest konkurencja”.Były minister edukacji i nauki, poseł PiS prof. Przemysław Czarnek, zaczął wywiad w Radiu Wnet opisem dramatycznej sytuacji w kopalni Bogdanka. Jak mówi, nastroje na Lubelszczyźnie są fatalne.To, co jest udziałem górników Bogdanki, którzy będą mieli jutro najsmutniejszą Barbórkę od wielu, wielu lat, to kompletny brak rozmów zarządu ze związkowcami– podkreśla.Czarnek wylicza dane: 134 mln zł straty operacyjnej, dwukrotnie mniejsze przychody przy niezmienionym poziomie wydobycia, plany zwolnienia 4 tys. z 5 tys. pracowników i rezygnację z możliwości pracy kopalni do 2050 r.Zapotrzebowanie na węgiel wcale nie spada, bo polska energetyka opiera się na węglu i opierać się będzie. A mimo to kopalnia, która miała 700 mln zysku, dziś przynosi stratę– wskazuje.Jego zdaniem skala problemu jest tak duża, że „to zagadka dla służb”, które powinny zbadać, dlaczego przy stałym wydobyciu przychody spadły niemal o połowę.Atak na „zieloną energię”: „bzdura i oszustwo”Czarnek ostro uderza też w politykę klimatyczną i energetyczną obecnego rządu i Unii Europejskiej. Twierdzi, że odnawialne źródła energii są dokładanym kosztem i nie obniżają rachunków.Cała ta bzdura i oszustwo odnawialnych źródeł energii tylko i wyłącznie powoduje podrożenie prądu u Polaków– mówi.Ten prąd drożeje najszybciej w Unii Europejskiej, jest już najdroższy zaraz po Danii. I to jest niebywały skandal.Według polityka PiS wiatraki i farmy fotowoltaiczne mają pierwszeństwo w dostępie do sieci, blokując miejsce dla tradycyjnych elektrowni, które mimo wszystko muszą pracować cały czas.Każde odnawialne źródło energii tak naprawdę jest dodatkiem w kosztach do tego, co i tak musimy utrzymać– ocenia.Za źródło problemu uważa „uleganie lewicowej ideologii, antyludzkiej i aspołecznej”, wspieranej przez silne grupy interesu.Orban, Kreml i gest prezydenta NawrockiegoCzarnek odniósł się także do decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który odwołał dwustronne spotkanie z Viktorem Orbánem przy okazji szczytu V4. Uzasadnienie Pałacu Prezydenckiego wiązało tę decyzję z niedawną wizytą szefa węgierskiego rządu w Moskwie.Pan prezydent Karol Nawrocki jest osobą ściganą przez Federację Rosyjską Putina za demontaż pomników Armii Czerwonej. Chce dać do zrozumienia naszemu przyjacielowi Wiktorowi Orbanowi, że wizyta face to face z Putinem kilka dni przed spotkaniem z osobą ściganą przez Rosję nie powinna mieć miejsca– tłumaczy Czarnek.Przyznaje, że decyzja „jest kontrowersyjna”, ale wynika z realnej różnicy podejścia do Kremla po 24 lutego 2022 r.Jednocześnie zapewnia, że strategiczna współpraca z Budapesztem trwa.Węgry pozostają naszym ogromnym sojusznikiem w walce o normalność Europy. Tu się nic nie zmienia– zapewnia, przywołując własne projekty naukowe realizowane z węgierskimi partnerami.Weto do „ustawy łańcuchowej” – tak; futerka – niePoseł PiS pochwalił prezydenta za weto wobec tzw. ustawy łańcuchowej, która – jak twierdzi – mogła zwiększyć ryzyko niebezpiecznych ataków psów.Wyszedł naprzeciw oczekiwaniom ogromnej części społeczeństwa, która nie chce narazić siebie i swoich dzieci na niebezpieczeństwo– mówi.Inaczej ocenia brak weta do ustawy likwidującej hodowlę zwierząt futerkowych w Polsce. Uznaje ją za szkodliwą gospodarczo i wątpliwą konstytucyjnie, choć przyznaje, że prezydent działał na wniosek samych hodowców, liczących na gwarancje odszkodowań i możliwość przeniesienia produkcji za granicę.Jestem przekonany, że ta ustawa jest niekonstytucyjna. Podpowiadałbym skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego– mówi.Będziemy z naszych kieszeni płacić za likwidację branży, która i tak odrodzi się poza Polską.„Bankructwo NFZ” i dziura 300 mldW części poświęconej ochronie zdrowia Czarnek mówi wprost o „bankructwie NFZ” i zarzuca rządowi Tuska, że jego jedyną strategią jest ograniczanie świadczeń i „zrzucanie wszystkiego na samorządy”.U nich strategią jest ograniczenie świadczeń, niepłacenie za nadwykonania, dyskusja o likwidacji 30 proc. szpitali, ograniczanie refundacji leków 65+– wylicza.Recepty na wyjście z kryzysu upatruje w zmianie polityki finansowej państwa i pobudzaniu przedsiębiorczości.Jak nie ma pieniędzy w budżecie państwa, w tym w NFZ, to święty Boże nie pomoże . Trzeba wrócić do normalnej polityki finansowej, a nie do dziury budżetowej 300 mld zł.Ostro porównuje własne rządy z obecną ekipą:My podnieśliśmy dochody budżetowe z 290 do ponad 600 mld zł w osiem lat. Oni rządzą dwa lata i przy dobrej koniunkturze dochody urosły o 40 mld. To jest pytanie: dlaczego?Dywersja na kolei i „paraliż służb”Czarnek wraca też do niedawnego aktu dywersji na linii Warszawa–Lublin, przypisywanego grupie działającej na zlecenie Rosji. Najostrzejsze słowa kieruje jednak nie pod adresem funkcjonariuszy, lecz ich przełożonych.Nie mamy pretensji do zwykłych funkcjonariuszy CBA, ABW, policji, straży granicznej. Mamy pretensje do tych, którzy nadzorują służby i paraliżują ich pracę– mówi, wskazując na ministrów Tomasza Siemoniaka i Marcina Kierwińskiego.Przypomina, że główny podejrzany był wcześniej skazany na Ukrainie za dywersję na rzecz GRU.Jeżeli służby nie są w stanie zatrzymać na granicy człowieka, którego Ukraina skazała za akty dywersji i współpracę z rosyjskim wywiadem, to znaczy, że koordynacja służb nie istnieje– ocenia.Dopóki Kierwiński, Siemoniak i Tusk będą zawiadywać państwem, wszyscy możemy czuć ogromne niebezpieczeństwo– dodaje.PiS i Konfederacja: konkurencja, ale bez „wojny”Na koniec Czarnek odniósł się do relacji PiS–Konfederacja. Zapewnia, że mimo ostrych spięć w mediach społecznościowych „wojny na prawicy nie ma”.Partia Prawo i Sprawiedliwość jest ogromną partią. W tak wielkiej rodzinie są spory – to oczywiste. Ale żadnego rozłamu nie ma– podkreśla.Z sympatią mówi o rozmowach z sympatykami Konfederacji na spotkaniach w terenie i chwali „rzeczową dyskusję”.Pytany o możliwą wspólną koalicję po wyborach, odpowiada ostrożnie:Dziś jesteśmy konkurentami i będziemy nimi do wyborów. Co będzie później, pokaże wynik. Oby była możliwość współpracy na prawicy, która da rząd prawicowy, a nie kolejny rząd Tuska– podsumowuje.
Marszałek Sejmu poinformował, że rozpocznie się proces przekazania sprawy Zbigniewa Ziobry do Trybunału Stanu. - Mam nadzieję, że dosięgnie go sprawiedliwość i że przede wszystkim będzie musiał stawić się przed polskim wymiarem sprawiedliwości, jeśli nie teraz, to być może już wkrótce - mówiła w Polskim Radiu 24 Dorota Łoboda (KO).
Wyrok TSUE ws. małżeństw jednopłciowych wywołał polityczną burzę. Sebastian Kaleta przekonuje, że Polska nie ma obowiązku go stosować, a urzędnicy uznający takie związki łamią prawo.We wtorek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że każde państwo członkowskie ma obowiązek uznać małżeństwo pary tej samej płci zawarte zgodnie z prawem w innym kraju UE – nawet jeśli jego własne prawo takich związków nie przewiduje. Sprawa dotyczyła pary Polaków, którzy zawarli małżeństwo za granicą i domagali się jego wpisania w polskich dokumentach. Wyrok jest określany przez część komentatorów jako „przełomowy” dla praw osób LGBT+ oraz swobody przemieszczania się w Unii.Kaleta: „Z perspektywy polskiego prawa ten wyrok nie ma znaczenia”Sebastian Kaleta w rozmowie w Radiu Wnet przekonywał, że orzeczenie TSUE nie wiąże polskich organów.Według niego uznanie wyroku za obowiązujący w Polsce oznaczałoby w praktyce „obowiązek uznawania małżeństw osób jednopłciowych na terytorium RP”, co – jak podkreśla – jest sprzeczne z polską konstytucją i traktatami unijnymi.Kaleta argumentuje, że Trybunał „wyszedł poza swoje kompetencje”:Trybunał Sprawiedliwości po prostu poza kompetencjami zadziałał. Uznał za obowiązek Polski coś, co w żadnym przepisie prawa nie jest wskazane
20 listopada 1945 roku w Norymberdze rozpoczyna się jeden z najsłynniejszych procesów w historii. Przed międzynarodowym trybunałem złożonym z sędziów z Wielkiej Brytanii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego, stają byli nazistowscy dygnitarze. Na ławie oskarżonych zasiada 21 osób, w tym Hermann Göring, Albert Speer czy Joachim von Ribbentrop. Przez następne kilka miesięcy na sali rozpraw zostanie przesłuchanych wielu świadków a oskarżyciele zaprezentują dowody, ukazujące skalę zbrodni popełnionych przez nazistowskie Niemcy. Jak wyglądały przygotowania do procesu? Dlaczego zdecydowano, że odbędzie się on w Norymberdze? Jakie były kulisy politycznych sporów między aliantami? Odpowiedzi na te pytania poznacie w tym odcinku Misji specjalnej.
Film "Norymberga" w kinach już od 28 listopada. Serdecznie polecam. Rewelacyjne role Russella Crowe i Ramiego Malika. 20 listopada 1945 roku rozpoczął się proces niemieckich zbrodniarzy przez Trybunałem w Norymberdze. W filmie omawiam 5 największych absurdów tego procesu, czyli sądzenie jedynie wąskiej grupy winnych, zatuszowanie sprawy Katynia, a także pominięcie zbrodni dokonywanych na narodach takich jak Polska i zasadniczo zmarginalizowanie Polski, jako ofiary III Rzeszy. Seria oblicza Rzeszy jest dostępna jako playlista mojego kanału: https://www.youtube.com/watch?v=lKrIDw0o0q8&list=PL39NJxrWDeArl6YDEyP6YjQmR7twI14wh JAK WSPIERAĆ KANAŁ:
W tym numerze Magazynu audio znajdziesz następujące tematy:1. Rządy gangów w stolicy Haiti2. Jak chińska firma kupiła ubezpieczyciela agentów CIA i FBI3. Ataki hakerów na instytucje rządowe w Somalii4. Pierwszy wyrok Międzynarodowego Trybunału Karnego ws. Darfuru5. Epidemia dengi oraz chikungunyi na Kubie6. Co emituje więcej CO₂ niż globalne lotnictwo?7. Ataki niedźwiedzi w Japonii8. „Podejście oparte na trasach”9. Czarny rynek fałszywych leków na otyłość10. „Poznawcze mapy” relacji społecznych
Wystąpienie Radosława Sikorskiego w Sejmie – w dużej mierze poświęcone atakom na prezydenta Karola Nawrockiego po jego słowach z 11 listopada o Unii Europejskiej – doczekało się ostrej odpowiedzi ze strony Pałacu Prezydenckiego. Doradca prezydenta ds. europejskich, Jacek Saryusz-Wolski, zarzuca szefowi MSZ zarówno błędną interpretację konstytucji, jak i ignorowanie trwającej już procedury zmian traktatów unijnych.W rozmowie z Radiem Wnet polityk nie ma wątpliwości, że spór nie jest jedynie akademicką dyskusją o zapisach prawnych. Chodzi o to, kto realnie kształtuje politykę zagraniczną Polski oraz jaką wizję Unii Europejskiej rząd próbuje narzucić opinii publicznej – i prezydentowi.Na pewno nie jest tak, jak mówi minister Sikorski, że prezydent jest długopisem, że prezydent jest ustami, które mają powtarzać to, co decyduje w dziedzinie polityki zagranicznej Rada Ministrów– podkreśla Saryusz-Wolski.Punktem wyjścia do ataku Sikorskiego na Karola Nawrockiego była teza, że prezydent, zabierając głos w sprawach europejskich w duchu „Unia tak, wypaczenia nie”, przekracza swoje konstytucyjne kompetencje. Zdaniem Saryusza-Wolskiego to odwrócenie porządku rzeczy.Doradca prezydenta zarzuca szefowi MSZ „wybiórczą lekturę” konstytucji – ograniczenie się do artykułu 146, który mówi, że politykę zagraniczną prowadzi Rada Ministrów. Jak przypomina, ten przepis trzeba czytać razem z artykułem 126, określającym rolę głowy państwa.Saryusz-Wolski przypomina, że to właśnie w tym przepisie wpisano rolę strażnika suwerenności i bezpieczeństwa państwa. W jego ocenie działania prezydenta na arenie międzynarodowej nie są więc żadnym „wychodzeniem poza kompetencje”, lecz wypełnianiem konstytucyjnego obowiązku.I dodaje, że z takiej „holistycznej” lektury ustawy zasadniczej wynika, że to raczej rząd powinien brać pod uwagę linię wyznaczaną przez prezydenta, a nie odwrotnie.Ta hierarchia zawarta w konstytucji mówi o tym, że to raczej Rada Ministrów powinna się "słuchać" prezydenta, niż odwrotnie prezydent powinien kopiować, "papugować", to, co postanawia Rada Ministrów– dodał.Drugi kluczowy zarzut Saryusza-Wolskiego dotyczy samego obrazu Unii Europejskiej, jaki w swoim sejmowym wystąpieniu kreślił Radosław Sikorski. Szef MSZ miał przekonywać, że nie ma żadnego projektu traktatu, który prowadziłby do „federalizacji” czy głębokiej zmiany UE, więc ostrzeżenia prezydenta to straszenie na wyrost.Doradca prezydenta odpowiada na to z niedowierzaniem. Przypomina, że Parlament Europejski już przyjął wniosek o zmianę traktatów, uruchamiając formalnie artykuł 48 Traktatu o Unii Europejskiej – procedurę zmiany podstawowych dokumentów wspólnoty.Jest wręcz niesłychane, że minister spraw zagranicznych poświadcza, że nie wie o tym i neguje fakt, że artykuł 48 traktatu Unii w sprawie zmiany traktatów został uruchomiony dwa lata temu przez Parlament Europejski (…) i że jest projekt traktatu autorstwa Parlamentu Europejskiego– zaznacza polityk.Saryusz-Wolski idzie dalej: albo – jak mówi – minister w „złej wierze pomija ten fakt”, albo rzeczywiście nie ma świadomości, że proces zmian traktatowych już trwa. Jedno i drugie uznaje za rzecz nie do przyjęcia u szefa polskiej dyplomacji.Równolegle doradca prezydenta broni użytych przez Karola Nawrockiego sformułowań o „oddawaniu po kawałku suwerenności” i „pełzającym zawłaszczaniu kompetencji” przez instytucje unijne. W jego ocenie to nie emocjonalne chwyty, lecz trafny opis zjawiska dobrze znanego w literaturze naukowej i w orzecznictwie sądów konstytucyjnych państw członkowskich.To jest zjawisko tak zwanego pełzającego zawłaszczania kompetencji, które jest opatrzone bogatą literaturą naukową. (…) Neguje fakt, że proces zawłaszczania kompetencji ma miejsce– dodaje.Doradca przypomina, że podobne wątpliwości wobec przekraczania traktatowych kompetencji przez instytucje UE wyrażano w wyrokach i stanowiskach dziewięciu trybunałów konstytucyjnych, w tym niemieckiego Trybunału Federalnego.Obrona Unii przez krytykę centralizacjiSikorski – relacjonuje Saryusz-Wolski – stara się przedstawiać każdą krytykę obecnego kierunku integracji jako antyeuropejskość i krok w stronę polexitu. Doradca prezydenta odwraca tę logikę. Według niego to właśnie obecne „zapędy centralizacyjne”, unijne podatki, wspólny dług i warunkowość budżetowa, a także polityki takie jak Zielony Ład i pakt migracyjny, niosą ryzyko rozsadzenia Unii od środka.Potężna część debaty w tej materii w Unii i literatury przedmiotu mówi o tym, że te zapędy centralizacyjne, to zawłaszczanie kompetencji niszczy Unię Europejską i jej zagraża. A zatem powstrzymywanie tej centralizacji jest de facto obroną Unii Europejskiej przed rozpadem– wskazuje.Zwalczanie tendencji centralizacyjnych, tego wychodzenia poza traktaty, co w debacie prawniczej jest nazywane ultra vires, czyli działaniem poza granicami prawa, jest działaniem na rzecz i w obronie Unii Europejskiej, taka jaka ona powinna być– dodaje.„Zaczepne, płytkie, w złym momencie”Oceniając samo wystąpienie Sikorskiego, doradca prezydenta nie przebiera w słowach. Zwraca uwagę, że przemówienie szefa MSZ miało miejsce w momencie, gdy rząd apeluje o jedność wobec zagrożeń hybrydowych ze strony Rosji – po serii sabotaży i dywersji kolejowych.To wystąpienie było zaczepne, było wobec prezydenta merytorycznie błędne i płytkie i nic nowego do debaty nie wniosło. Wygląda na to, że chciał minister Sikorski po prostu, przepraszam, zaatakować, przyłożyć prezydentowi RP– stwierdził.Kontrastuje przy tym ton przemówienia Sikorskiego z wcześniejszym wystąpieniem Donalda Tuska w Sejmie. Premier – jak przypomina – mówił o potrzebie zgody w sprawie rosyjskich zagrożeń, podczas gdy minister spraw zagranicznych zamiast budować tę jedność, uderzył w głowę państwa.On w tym wystąpieniu de facto robi coś diametralnie odmiennego. (…) Atak na prezydenta w tym momencie jest nie na miejscu, niedopuszczalny– ocenił.Na pytanie, czy może to być początek prezydenckich ambicji Sikorskiego, Saryusz-Wolski nie chce przesądzać, ale zauważa, że sam minister „wskazał, że prezydent Karol Nawrocki powinien się ubiegać o stanowisko premiera”, co otwiera pole do spekulacji.
Gośćmi Kamili Biedrzyckiej w Expressie Biedrzyckiej są Igor Tuleya (Stowarzyszenie Sędziów Polskich IUSTITIA, Sąd Okręgowy w Warszawie) oraz mec. Jacek Dubois, zastępca przewodniczącego Trybunału Stanu, którzy rozmawiają o poświęceniu Waldemara Żurka i strachu Zbigniewa Ziobry. Posłuchaj całej dyskusji! Oglądaj Express Biedrzyckiej na żywo w serwisie YouTube. Więcej informacji o programie na stronie Super Expressu.
Prezydent Karol Nawrocki zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z konstytucją rozporządzenia ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka z 29 września 2025 r. zmieniającego regulamin urzędowania sądów powszechnych. Kancelaria Prezydenta poinformowała również o skierowaniu do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez ministra dotyczącego przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego.Minister w Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki ocenił, że Żurek „w sposób absolutnie bezprawny próbuje poprzez rozporządzenie zmieniać ustawę”, ograniczając zasadę losowego przydziału spraw.Minister zaznaczył, że „w istocie jest to próba wskazywania politycznym palcem przez władzę wykonawczą, pana ministra Żurka, działającego z umocowania premiera Tuska, tego, by w procesach sędziowie nie byli losowani, jak do tej pory, tylko byli wyznaczani”. Jak wyjaśnił, „w taki sposób, że w składach trzyosobowych tylko jeden sędzia będzie losowany, a dwóch pozostałych może być wskazywanych palcem czy to przez przewodniczącego wydziału, czy przez prezesa sądu”.Do sprawy odniósł się w Poranku Radia Wnet dr hab. Kamil Zaradkiewicz, sędzia Sądu Najwyższego. W jego ocenie reakcja prezydenta była całkowicie uzasadniona.Trzeba reagować stanowczo, gdy są wyraźne sygnały łamania prawa. W moim przekonaniu prawo jest łamane– powiedział. Jak dodał, rozporządzenie Żurka „eliminuje ustawowy standard przydziału spraw” i „narusza zasadę niezależności sędziów”.Zaradkiewicz przyznał, że działania ministra przypominają próbę podporządkowania sądów władzy wykonawczej.Pan minister Żurek chce mieć w sądach zaufanych sędziów i prezesów, których on wyznacza. To może budzić poważne wątpliwości co do standardu ich niezależności– zaznaczył.W ocenie prawnika obecne decyzje rządu prowadzą do „destrukcji państwa”, podważając zaufanie obywateli do całego wymiaru sprawiedliwości.Podejmowane są działania, które sprawiają, że instytucje – od sądów po Trybunał Konstytucyjny – stają się niewiarygodne. To droga donikąd– mówił.Zaradkiewicz wskazał również, że naprawa systemu wymaga zmian karnych: „Trzeba wprowadzić bardzo surowe sankcje dla tych, którzy łamią prawo – zarówno polityków, jak i sędziów czy prokuratorów. Inaczej nie zdyscyplinujemy tych osób”.Podkreślił też konieczność respektowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego.TK rozstrzyga, co wolno władzy. Jeśli władza to ignoruje, obywatele stają się bezbronni– mówił.Na zakończenie ocenił, że obecna sytuacja jest efektem politycznej walki o wpływy w sądownictwie.To już nie spór o prawo, ale o władzę nad instytucjami. Mam nadzieję, że da się to jeszcze naprawić– podsumował.
Sprzedaż państwowej działki w gminie Baranów – terenu uznawanego za kluczowy dla zaplecza Centralnego Portu Komunikacyjnego – budzi coraz większe emocje. Marcin Wroński, były zastępca dyrektora generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, w rozmowie w Radiu Wnet tłumaczy, że taka transakcja nie mogła się odbyć bez wiedzy resortu rolnictwa.KOWR jest agencją wykonawczą podległą ministrowi rolnictwa. Sprzedaż tak dużych gruntów wymaga zezwolenia ministra lub wiceministra. Bez tej zgody nikt by procesu w KOWR nie uruchomił– podkreśla.Jak dodaje, KOWR pełni rolę wykonawczą, a decyzje polityczne i formalne zapadają wyżej.Decyzję podejmuje ministerstwo. KOWR wykonuje wolę organu nadrzędnego – nawet jeśli rekomendacja jest negatywna, minister może wydać zgodę– stwierdził.Według Wrońskiego CPK wielokrotnie ostrzegało, że działka nie powinna być sprzedana.Jeżeli były pisma z CPK i Wód Polskich, to ktoś musiał je zignorować – na poziomie ministerstwa albo KOWR. To niebywałe, że takie sygnały zostały pominięte przy projekcie tej rangi– ocenia.Oświadczenie KOWRW reakcji na doniesienia medialne Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa opublikował własne stanowisko w sprawie działki.„Od marca 2010 r. nie przysługuje KOWR (wcześniej ANR) prawo odkupu na podstawie obowiązujących przepisów” – przypomina instytucja, powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego (K 8/08).W komunikacie podano, że umowa sprzedaży z 1 grudnia 2023 r., zawarta przez poprzednie kierownictwo KOWR za zgodą ministra rolnictwa, „nie zawiera postanowień, które uprawniałyby w obecnym stanie faktycznym i prawnym do wykonania umownego prawa odkupu”.KOWR informuje jednak, że w sierpniu 2025 r. wystąpił do nabywcy o odsprzedaż nieruchomości, aby przekazać ją do CPK. „Do dziś nie ma jego zgody” – zaznacza.Agencja deklaruje, że jest gotowa współpracować z prokuraturą „w celu ujawnienia ewentualnych czynów zabronionych przy transakcji, które pozwoliłyby unieważnić sprzedaż”.Jak dodano w komunikacie, dyrektor generalny KOWR wykona niezwłocznie prawo odkupu, jeśli spełni się którakolwiek z przesłanek przewidzianych w akcie notarialnym umowy sprzedaży.Wroński zwraca jednak uwagę, że niezależnie od obecnych działań, problem leży głębiej – w samym systemie prawnym.Polskie prawo dotyczące obrotu ziemią jest zbyt nieprecyzyjne. Pozwala ministrom i dyrektorom na uznaniowe decyzje. W efekcie służy dużym graczom, nie rolnikom indywidualnym– mówi były wiceszef KOWR.Dodaje, że przez lata z zasobu ponad 4,5 miliona hektarów ziemi po PGR-ach zostało już tylko około 1,1 miliona, z czego duża część jest zablokowana przez roszczenia dawnych właścicieli.Od 30 lat każdy rząd obiecuje, że uporządkuje obrót ziemią, a żaden tego nie zrobił. Zawsze ktoś korzystał na wyjątkach– podsumowuje.W jego opinii obecne postępowanie prokuratorskie i oświadczenie KOWR to szansa, by po raz pierwszy sprawdzić, czy państwo jest w stanie odzyskać kluczowy grunt i naprawić system, który przez dekady był – jak mówi – „pajęczyną, przez którą prześlizguje się bąk, a ugrzęźnie muszyna”.
W programie „Wybory w TOKu” Dominika Wielowieyska poprowadziła debatę dotyczącą najważniejszych tematów polskiej sceny politycznej. Uczestnicy omówili postulaty programowe Prawa i Sprawiedliwości, w tym 800+, bony mieszkaniowe i dochód gwarantowany, a także retorykę Jarosława Kaczyńskiego wobec instytucji unijnych i państw zachodnich. Debata skupiła się również na sprawie systemu Pegasus, zwłaszcza na kontrowersjach związanych z ujawnieniem rozmów adwokackich, co wywołało dyskusję o granicach działań służb specjalnych. Wśród tematów znalazły się także zjazd Koalicji Obywatelskiej i perspektywy współpracy w Koalicji 15 Października oraz potrzeba reformy Trybunału Konstytucyjnego i zmiany zasad dotyczących dwukadencyjności samorządowców. W debacie wzięli udział: -Krzysztof Kwiatkowski, senator, Koalicja Obywatelska -Tomasz Rzymkowski, poseł niezrzeszony -Dobromir Sośnierz, Konfederacja -Anna Radwan, Polska 2050 -Bożena Żelazowska, wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego, Polskie Stronnictwo Ludowe -Karolina Zioło-Pużuk, wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego, Nowa Lewica
Pięć lat po wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej, który niemal całkowicie zakazał aborcji w Polsce, wciąż codziennie 130 kobiet dzwoni po pomoc do organizacji Aborcja Bez Granic. Część z nich musi wyjechać za granicę, bo w polskich szpitalach słyszą: „u nas się nie robi”.Aktywistka Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu mówi wprost: zmienił się rząd, ale kobiety nadal walczą o życie. W szczerej rozmowie z Anną Dryjańską opowiada o tym, jak wygląda codzienność po wyroku, dlaczego nie ufa się polskim lekarzom i jak aktywistki ratują kobiety, które państwo zostawiło same sobie.To odcinek o odwadze, o systemie, który nie działa, i o tym, jak złość może zmienić się w działanie. Posłuchaj rozmowy, która pokazuje prawdę o aborcji w Polsce — bez politycznych filtrów i bez strachu. Podcast „Krótko i naTemat” – szczere rozmowy o tym, co naprawdę dzieje się w kraju.
Eurodeputowany Adam Bielan towarzyszył Karolowi Nawrockiemu podczas wizyty w USA. - Prezydent skorzystał z jego usług i doświadczenia w PR - szukał wyjaśnienia Piotr Kusznieruk z Trybuna.info.
Waldemar Żurek zaczyna swoje porządki w ministerstwie sprawiedliwości. Zaczyna od stanowczych decyzji, które zachwycają najtwardszy elektorat. Nieważne, że jego poprzednik zwraca uwagę, że robił dokładnie tak samo i że zapowiedzi zawieszenia prezesów sądów to jeszcze nie zawieszenie, bo procedura jest dość długa. Ale ważne jest pierwsze wrażenie, a to na wyborcach nowy minister zrobił bardzo dobre. PiS oczywiście natychmiast Żurka zaatakowało. W dodatku dość głupio. Politycy PiS nie przestają kolportować fejków na jego temat, co tylko sprawia, że minister w oczach swoich zwolenników jest wciąż prześladowany. A to wrzucą zdjęcie, jak rzekomo minister pokazuje środkowy palec, chociaż na zdjęciu oryginalnym pokazuje dwa ułożone w znak V, czyli zwycięstwa. A to opowiadają o jego rzekomym procesie z własnymi córkami o alimenty, pomijając, że nie z córkami i nie o alimenty, a z byłą żoną o jej niezgodne z prawdą oświadczenia wysłane do KRS. Była żona musiała obecnego ministra przeprosić, ale przecież PiSowi to kompletnie nie przeszkadza. Minister robi też przegląd tego, co działa, a co nie działa w samym resorcie i jego zdaniem chyba sporo nie działa. A jeśli działa to za wolno. Tak czy inaczej jest spora zapowiedź zmian wyczekiwanych przez wyborców. Zwłaszcza w mediach społecznościowych widać, że Waldemar Żurek wypełnia oczekiwania i nadzieje elektoratu KO. Czy przełoży się to na jakiekolwiek realne zmiany? A to się okaże w praniu, bo na beton wylany na wymiar sprawiedliwości przez PiS w poprzedniej kadencji naprawdę potrzeba młota udarowego. Przezabawnie jest w Trybunale Konstytucyjnym, bo sędziowie poprztykali się o Krystynę Pawłowicz. Otóż pani sędzia jest niezdolna do wykonywania swoich obowiązków i została przez Trybunał przeniesiona w stan spoczynku, ale z półrocznym odroczeniem. To znaczy, że będzie niezdolna w przyszłości a na razie jest zdolna. No i nie wszystkim sędziom się to podoba. Była awantura. Awantura jest także nieustannie między PiSem a Konfederacją. Prezes pohukuje na Mentzena a Mentzen nawet nie udaje, że się boi. To z kolei bardzo drażni prezesa i jego ludzi, bo do tej pory przecież wszyscy się bali. Panowie będą stroszyć na siebie pióra zapewne aż do wyborów parlamentarnych, bo każdy chce zając jak najlepszą pozycję w kolejnych negocjacjach rządowych. Od razu można zabawić się we wróżkę i przepowiedzieć, że skończy się wspólnym rządem, który bardzo szybko się rozpadnie. Tak z rok może razem wytrzymają. Mimo kolejnych awantur i awanturek do końca kadencji zapewne przetrwa koalicja 15 października. Hołownia dociska Tuska, bo może a Tusk nie wyrzuca Hołowni, bo nie może. Poważne wstrząsy mogą nas jeszcze czekać w listopadzie, kiedy ma dojść do zaplanowanej wcześniej zmiany na stanowisku marszałka. Nic nie jest na razie przesądzone. I na koniec żegnamy prezydenta Andrzeja Dudę. Co prawda odgraża się, że jeszcze wróci, ale chyba ostatnio zauważył, że nikt nie będzie czekał i zaczął zachowywać się dokładnie tak jak 10 lat temu. Dziwne twitty, odznaczenia dla propagandystów, ułaskawienia dla pospolitych chuliganów i nachalna promocja własnej książki. Właściwie o tej dekadzie nie ma co pisać, bo odchodzący prezydent bardzo dba, żeby ją podsumować nad wyraz dobitnie. Panie prezydencie - szczęścia na nowej drodze życia od Stanu Wyjątkowego. Polecamy się nieustająco!
(0:00) Wstęp(1:05) Państwa Unii Europejskiej chcą pożyczyć blisko sto trzydzieści miliardów euro na cele obronne(2:33) Stany Zjednoczone zapowiedziały nałożenie ceł na Indie za kupowanie ropy naftowej z Rosji(3:52) Ameryka uznała, że emisja dwutlenku węgla nie ma wpływu na zmiany klimatyczne(5:19) Major ukraińskiego lotnictwa został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji(6:39) Belgia złożyła wniosek do Międzynarodowego Trybunału Karnego w sprawie potencjalnych zbrodni wojennych izraelskich żołnierzy(8:05) Francja zamierza przyspieszyć zwrot dzieł sztuki zrabowanych w jej byłych koloniachInformacje przygotował Maurycy Mietelski. Nadzór redakcyjny – Igor Janke. Czyta Michał Ziomek.Mecenasi programu:Inwestuj w fundusze ETF z OANDA TMS Brokers: https://go.tms.pl/UkladOtwartyETF
Odejście Krystyny Pawłowicz z Trybunału Konstytucyjnego, jej kontrowersyjna aktywność oraz wpływ wakatów na pracę Trybunału. Rozmowa z Małgorzatą Kryszkiewicz z Dziennika Gazety Prawnej.
Gościem TOK 360 był Wojciech Hermeliński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej. W rozmowie analizowaliśmy najnowsze sprawozdanie PKW dotyczące wyborów prezydenckich, skalę protestów wyborczych oraz nieprawidłowości przy liczeniu głosów. Czy obecny system wyborczy wymaga reformy? Jakie konsekwencje mogą mieć błędy komisji i czy Sąd Najwyższy stanie na wysokości zadania? Szczery i krytyczny głos eksperta o kulisach polskich wyborów i wyzwaniach dla demokracji.
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. W najnowszym odcinku podcastu Raport Międzynarodowy Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz komentują doniesienia szefa niemieckiego wywiadu, wedle którego cele Rosji nie ograniczają się do podbicia Ukrainy. Moskwa chce cofnięcia NATO do granic z lat 90. Oznaczałoby to, że tak naprawdę Putin chciałby, żeby na przykład Polska przestała być częścią Zachodu. Zbigniew Parafianowicz powyższe komentuje z niepokojem, stwierdzając, że rosyjskie cele są śmiało i bardzo szeroko zakrojone. Witold Jurasz kontruje, że Rosji może snuć ambitne marzenia, jednak rzecz w tym, że niewiele z tego wynika. NATO od czasu agresji rosyjskiej wzmacnia, a nie osłabia, swój potencjał na wschodniej flance. Należy przyjąć do wiadomości, że Rosja jest wrogiem, ale nie należy się jej przesadnie obawiać. W podcaście wyjątkowo dużo uwagi poświęcono sprawom krajowym. Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz zastanawiają się nad przyczynami zwycięstwa Karola Nawrockiego. Pierwszy z prowadzących stwierdza, że biorąc pod uwagę brak refleksji po liberalnej stronie w kwestii przyczyn porażki Rafała Trzaskowskiego, w Raporcie Międzynarodowym trzeba będzie poświęcić więcej miejsca pomysłom na politykę zagraniczną Konfederacji. Jeśli nic się nie zmieni, partia Sławomira Mentzena za dwa lata będzie współrządzić Polską. Kontynuując wątki krajowe, Witold Jurasz odnotowuje doniesienia Tygodnika Solidarność, który w tytule alarmuje o niemieckiej policji patrolującej ulice Gdańska. W samym zaś tekście wyjaśnia, że chodzi o dwie kadetki, które w ramach szkolenia odbywanego w Polsce będą wspólnie z polskimi policjantami brały udział w patrolach. Witold Jurasz stwierdza, że jest to kolejny przykład histerycznej antyniemieckiej paranoi polskiej prawicy. Przy tej okazji mowa jest też o skandalu w ambasadzie w Berlinie. W tym punkcie Witold Jurasz stwierdza, że niestety krytycy mają trochę racji, bo polska placówka w Niemczech w istocie na kontrowersyjne słowa nagrodzonej w czasie forum polsko-niemieckiego reżyserki Elwiry Niewiery zareagowała w sposób niewystarczający. Laureatka miała powiedzieć, że wygrana prezydenta elekta nie byłaby możliwa bez wsparcia rosyjskiej propagandy. W dalszej części podcastu Zbigniew Parafianowicz i Witold Jurasz dyskutują na temat sankcji nałożonych przez Wielką Brytanię, Kanadę, Australię, Nową Zelandię na dwóch izraelskich ministrów i stwierdzają, że niestety, ale Izrael przekracza wszelkie granice. Nie da się już dłużej usprawiedliwiać jego działań atakiem Hamasu. Witold Jurasz przytacza słowa ambasadora Stanów Zjednoczonych w Izraelu, który mówi, że państwa muzułmańskie powinny oddać trochę swojego terytorium, by stworzyć państwo palestyńskie. Konstatuje, że w ten sposób ambasador USA tak naprawdę poparł czystkę etniczną. Mowa jest też o zintensyfikowanych rosyjskich atakach na ukraińskie miasta oraz o wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie Zielonego Ładu. Środowisko PiS ogłaszając triumf nad Zielonym Ładem, zapomina dodać, że to właśnie ono na Zielony Ład wyraziło zgodę. Robiąc szybką wycieczkę na inny kontynent, poruszona zostaje też kwestia zamieszek w Kalifornii. Donald Trump, wysyłając Gwardię Narodową do pełnienia misji policyjnych na zachodnim wybrzeżu, w istocie pokazuje swoje niezbyt ciekawe oblicze. Prowadzący odnotowują też rosnącą ucieczkę kapitału ze Stanów Zjednoczonych i zastanawiają się, czym się Polska różni od Rumunii. Przy okazji dociekając, skąd u Polaków tak protekcjonalny i czasem pozbawiony szacunku stosunek do Rumunów.
(0:00) Wstęp(1:22) Stany Zjednoczone pozostaną w Sojuszu Północnoatlantyckim, ale wymagają zwiększenia wydatków przez jego członków(2:53) Unia Europejska potępiła nielegalne jej zdaniem cła nałożone przez Amerykę na importowane towary(4:20) Węgry rozpoczęły procedurę wystąpienia z Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze(5:47) Syria oskarża Izrael o destabilizację jej sytuacji wewnętrznej(7:17) Parlament Indii przegłosował ustawę mogącą doprowadzić do pozbawiania muzułmanów nieruchomości(8:45) Komisja Europejska opóźnia opublikowanie nowych celów polityki klimatycznejInformacje przygotował Maurycy Mietelski. Nadzór redakcyjny – Igor Janke. Czyta Michał Ziomek.Mecenasi programu:Casa Playa:https://casaplaya.pl/zakup-nieruchomosci-w-hiszpanii-pdf-pc-instruktaz/AMSO - oszczędzaj na poleasingowym sprzęcie IT: www.amso.pl
O projektach dotyczących statusu neosędziów mówił prof. Marek Safjan – były sędzia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego.
Rozpoczęła się misja specjalna europarlamentarzystów w Izraelu - oceniają oni organizację pomocy humanitarnej UE. Michał Szczerba: "Jesteśmy zwolennikami dwóch państw - izraelskiego i palestyńskiego". Według gościa Radia TOK FM decyzja prezesa Trybunału Konstytucyjnego o donosie na premiera Donalda Tuska to działanie wbrew etyce zawodowej.