Tomasz Olbratowski - człowiek orkiestra! Tańczy, śpiewa i... pisze felietony. Nie ma osoby w tym kraju, która nie usłyszałaby choć kilku z nich. Felietonów słuchaj od poniedziałku do piątku o 7.50 w RMF FM.

I patrzcie. Natura pokryła nasz kraj panierką ze śniegu. Przysmażyła mrozem. W telewizyjnych stacjach informacyjnych trwały bezpośrednie transmisje ze śniegu i z mrozu. Reporterzy stojąc po kostki w śniegu donosili radośnie sensacyjnym tonem o Argamedonie. Radośnie bo było o czym mówić, a nie tylko o porwaniach prezydentów czy Ziobrze. Kierowcy co prawda narzekają, ale nikt im nie kazał kupować samochodów. To były indywidualne decyzje. Spora sensacja w sumie, że w styczniu tyle śniegu napadało i chwycił spory mróz. Bardziej czekalibyśmy w styczniu na listki na drzewach i kwiatuszki Co se będziemy żałować z listkami tak malowniczo wyrastających z łodyżek. Starsi z nas mówią: a taka zima, dawniej to były zimy. Śniegi to były śniegi, a mrozy były mrozami. Pamiętam taką zimę, że było tak zimno, że mróz pukał do drzwi i prosił, żeby go wpuścić, bo chce się ogrzać. Jak za szkołą paliliśmy papierosy, to dym zamarzał...

Były minister sprawiedliwości i prokurator generalny za rządów PiS, Zbigniew Ziobro uzyskał azyl polityczny i ochronę międzynarodową na Węgrzech. Bo zdaniem władz węgierskich w Polsce doszło do "szeregu działań noszących znamiona politycznie motywowanych represji politycznych". Dlatego nie można będzie postawić pana Ziobry przed sądem. A prokuratura podejrzewa go o popełnienie 26 przestępstw w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. I co ma teraz zrobić rząd?

Mądrość, rozsądek i trafne rozwiązania są na wagę złota – na przykład jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski. Pod koniec zeszłego tygodnia niby spotkali się w tej sprawie pan prezydent z panem premierem, ale informacje, jakie z obu stron poszły po ich rozmowie, są takie, że każdy z nich chce dobrze, ale ten drugi przeszkadza. A tu trzeba się zbroić. Są propozycje nowego podatku obronnego, ale to przecież nowy podatek. Są na szczęście w kraju ludzie światli, mądrzy i rozsądni, zawsze gotowi podsunąć trafne rozwiązania...

Według wyników badań zdecydowana większość osób polskich nie wierzy, że dojdzie do współpracy prezydenta i premiera. Mają racje, bo chłopczyki kłócą się jakby im za to płacili wódką. Te kłótnie to przez social media. Ogólnie rzecz biorąc wpisy prezydenta to w skrócie: hasztag premier jest głupi, hasztag zdrajca hasztak dziadek w wermachcie. Wpisy premiera to: hasztag prezydent debil hasztag ukradłem mieszkanie Stanisławowi hasztag alfons. Jakby kazali im napisać piosenkę to by się pokłócili na Iksie o tekst. Jeden by chciał refren: siabadaba, to drugi, nie ma być babariba. I żadnego kompromisu typu lalalala by nie było. Takie niedojrzałe chłopczyki, które tylko szukają okazji, gdzie by tu jeden drugiemu, a drugi jednemu wbić w plecy ironiczny nóż złośliwości, żeby krwawił złością...

Koniec roku nastraja do podsumowań i przewidywań. Ciekawsze są przewidywanie, bo jaki jest sens w przewidywaniu przeszłość. Najciekawszą przepowiednią na 2026-ty rok, jest przepowiednia bułgarskiej niewidomej jasnowidzki, Baby Vangi. Według niej w listopadzie na Ziemię ma przybyć statek kosmiczny obcej cywilizacji. I co wtedy. Jakby wybrali Polskę, co byłoby słuszną decyzją, to mogą nam zepsuć Wszystkich Świętych. Można też założyć, że zechcą zostać dłużej, i wpadną na Wigilię. Dlatego warto zaplanować więcej pustych nakryć przy stole wigilijnym. Na przykład wpadną do ciebie na pierogi i kompot z suszu pan z małżonką. I trzeba będzie ich godnie podjąć i rozmawiać. Na przykład pan Ziblibablok powie: wylądowaliśmy w Baranowie. Piękne miejsce, cicho, pusto, jeden pan nam nawet chciał działkę sprzedać. Nie myśleliście, żeby tam lotnisko wybudować? Hmm, komu dolać kompociku.

A więc po około 365 dniach oczekiwania kończy się jeden, konkretnie 2025 rok, a zaczyna nowy 2026. Jest to czas podsumowań zwykle w polityce. Ale po co w przededniu Sylwka zajmować się szambem? Dlatego porozmawiamy o balach sylwestrowych. Są to bardzo groźne i nieprzyjemne imprezy, bo musimy obcować z innymi ludźmi, a przecież mamy smartfona. Są różne rodzaje bali, balów. Na przykład Węgrzy bawią się na Balatonie, Towarzystwo Przyjaciół Słowackiego na Bal-ladynie, wojskowi na Hu-balu. Miłośnicy latania spędzą sylwestra na bal-onie, a pracownicy NIK-u na balo-NIKu. Rzeźnicy zorganizują sobie branżowy bal – salceson, przepraszam bal-eron, czyściochy będą się bawić w bal-ii. Frywolne pijaki radośnie spędzą Sylwka na Bal-andze. Wśród bali mamy jeszcze bal dla samotnych, czyli bal-sam. Prywatni przedsiębiorcy na prywatce, a politycy cóż – na prywacie.

Czy potrzebny wam był po świętach szpikulec? Żeby sobie zrobić nową dziurkę w pasku do spodni. Niektórzy podobno sztukowali stary pasek. Tak, tak. Często po świętach jelita proszą o litość. Nasz układ trawienny, czyli nasz zkład przetwórstwa intensywnie harował całodobowo na pełnych obrotach nad przerobem świątecznych dóbr kulinarnych. Powstawały wyroby, dzieła, które wielu wpisze do swojego CV, a nawet złoży wniosek o wpisanie na listę UNESCO niematerialnego dziedzictwa ludzkości. Niematerialnego, bo po pewnym czasie podziwiana dzieło sztuki idzie do morza. Bałtyku oto nadchodzę. Ludzie narzekają, że nie da się tego tłuszczu zrzucić przed Sylwestrem. To zrzućcie przed Sewerynem.

Jutro wigilia i trzeba wykombinować jakiś prezent na ostatnią chwilę. Niektórzy umieją kupować, wynajdywać prezenty, inni nie. Co zrobić, żeby nie popaść w skrajną desperację i nie jechać na stację benzynową po breloczek? Albo goście już jadą do ciebie na wieczerzę, albo tym masz już wychodzić do kogoś i orientujesz się, że nie masz prezentu. Nie panikuj. Weź torebką z szarego papieru, nasyp tam niezmielonej kawy, zawiąż szarym sznurkiem...

Spiesz się powoli, wolniej jedziesz dalej zajedziesz, jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy. Świadom tych uniwersalnych mądrości, profesor Piotr Gliński, były minister kultury słusznie zauważył: Po co nam pociągi jadące 350 km/h? Mowa o Polsce. Kto będzie tym jeździł? Ludzie się będą bali wsiąść do takiego pociągu. Trudno się z profesorem nie zgodzić. Pociągi jeżdżące z prędkością 350 km/h mają oczywiste wady. Komu potrzebny jest strach ludzi? Chyba tylko rządowi. Poza tym przy tak szybkiej jeździe dochody pociągowych restauracji Wars. Bo jak jedzie pociąg krócej to mniej ludzie kupią. A co ważniejsza tak olbrzymia prędkość pociągów spowoduje, że kury nie będą dawać mleka, krowy przestaną się nieść i trzeba je będzie nosić. Szczotki przestaną zamiatać, liczba Pi przestanie być nieskończona. Chłop będzie z chłopem, a baba z babą.

Licząc od 20 do 31 grudnia wyreżyserowany przez Jerzego Hoffmana "Znachor" poleci aż 19 razy na różnych polskich kanałach telewizyjnych. Nie uciekniesz. Pytanie w rodzinie: Co chcecie oglądać, co wam włączyć Znachora czy Znachora, a może Znachora wolicie, nie, ja wolę Znachora, albo nie wiem Znachora? to wybierzcie, chyba, że macie ochotę na Znachora, dobra to pójdźmy na kompromis i niech będzie Znachor, ewentualnie Znachor. Oglądasz, ale wiesz, że zaraz się rozkręci, nagle i ktoś mówi: O, już są napisy końcowe zmień kanał, bo się spóźnimy na kolejnego Znachora. Szykuje się prawdziwy Kosiba szoł. Po trzeciej emisji, będziesz w stanie powiedzieć przed Fronczewskim słynne: Szanowni państwo, wysoki sądzie... To jest profesor Rafał Wilczur. Zaszczekaj Rafał. 19 emisji. Kurcze to w takim razie w 10 dni Kosiba będzie łamał nogi Wasylkowi 19-cie razy. Oby wytrzymał Wasylko. Kto obejrzy wszystkie 19 emisji dostanie order Virtutti Znachori...

Jest rok 15156. Środowisko archeologów już od setek lat poszukuje ruin mitycznego Centralnego Portu Komunikacyjnego, jednego z najważniejszych obiektów z okresu trzecio-er-peu. O CPK wspominają liczne zachowane źródła, ale jak dotąd nikomu nie udało się natrafić na żaden ślad tego tajemniczego obiektu. Nie jest też do końca jasne, czym owo CPK było. Jednak ilość wypowiedzi, pochwał na jego temat świadczy o tym, że musiało to być miejsce o niebagatelnym znaczeniu. Niektórzy wysnuwają teorię, że chodziło o stolicę trzecio-er-peu, inni że było to niezwykle ważne miejsce kultu, przejścia ze świata żywych do krainy umarłych, o czym mogą świadczyć liczne nawiązania do skrzydeł i odlotu na zachód, gdzie zachodzi Słońce, odwieczny symbol życia i śmierci. Archeolodzy spierają się też czy CPK i Port Polska to te same obiekty.

Politycy często stają przed bardzo dramatycznymi wyborami. W PiS-ie będą dwa spotkania wigilijne tego samego dnia. Jedna organizowana przez prezesa Kaczyńskiego, druga, jak mówi się: konkurencyjna, przez Mateusza Morawieckiego. Stosunki między nimi układają się mniej więcej tak jak między papą Smerfem i Gargamelem. I wśród polityków PiS panuje dezorientacja. Na którą wigilie pójść, na kogo postawić. Jak pójdziesz na opłatek do prezesa, a prezesa odsuną i Morawiecki przejmie prawicę, to co, pójdziesz do Morawieckiego prosić o ministerstwo i co usłyszysz? Ooo, mam tu listę, kto był u mnie. Nie ma pana na liście, a dlaczego to do Mateuszka się nie przyszło? Ha? Albo pójdzie działacz do Morawieckiego na wigilię, a tu Kaczyński zostaje, wygrywa wybory, polityk idzie do prezesa po stanowisko w radzie nadżerczej, a prezes na to: A dlaczego to do Mateuszka się poszło na opłatek, a nie do mnie. Mój człowiek był u Morawieckiego i pana widział. Ha?

Pamiętacie, mówiłem kiedyś o przepowiedniach dotyczących Polski. Baba Wang, ojciec Klimuszko i wszystkie były w pateczkę. Polska ma wychodzić z każdej opresji. Ma być Polska ostoją spokoju i dobrobytu. Piękna i dobra. Pełna szemrzących strumyków i wierzb płaczących z radości płaczących. I słuchajcie te przepowiednie spełniają się już teraz. Brytyjski Daily Mail narzeka, że pracowici i dobrze wykwalifikowanie Polacy masowo wracają do Polski, bo tam, czyli tu jest lepiej, spokojniej. Tak samo narzekają Niemcy, Norwegowie...

Syn mówi do mamy: kupmy Canal plus, bo chciałbym oglądać mecze koszykarskie NBA. Dziecko, NBA mamy za darmo w domu. Tymczasem w domu: TVRepublika ogłosiła, że w nocy na antenie będzie relacja z meczu NBA. Za darmowe friko. Widzowie się napalili, a meczu nie było tylko faceci siedzieli w studiu oglądali mecz i komentowali spotkanie którego widzowie nie widzieli, opisywali co się dzieje na parkiecie, rozmawiali o koszykówce, dyskutowali. Wiadomo: dyskusyjna telewizja. Co za piękny wsad! Krzyczeli.

Zbliżają się święta, sylwester, mężczyźni biją się z myślami jak się ubrać na te okazje. Czy to włożyć, czy tamto, czy jeszcze coś innego. Otóż nadchodzi zmiana w modzie męskiej. Jak czytam do lamusa odchodzi mężczyzna drwaloseksualny. Nie chodzi o to, że rąbie jak oszalały, tylko ma brodę, często zadbaną, w koszuli w kratę, w spodniach drwalowych, buciory. Dyktatorzy mody mają teraz inne wizje współczesnego mężczyzny, jakim część z nas jest.

Wczoraj był fetorek, bo wczoraj ukazała się informacja, że Doda nie myje rano twarzy. Nawet na TikToku przeprowadziła bezpośrednią transmisję z nie mycia twarzy. Doda wywołała, jak pisze Internet burzę w Internecie, a Internet chyba najlepiej wie co się u niego dzieje. Trochę w komentarzach kpią z Dody, ale czytamy, że rano nie myją twarzy amerykańskie gwiazdy typu Hajek, czy Stone. Podobno mycie oblicza rano powoduje, że się usuwa pecha. A poza tym uczciwi nie muszą myć twarzy.

Po meczu Radomiak Pogoń jeden gniazdowych, gniazdowy to osoba na meczu, która prowadzi i koordynuje doping. Coś jak marszałek Sejmu. Zatem jedne z gniazdowych przekazał piłkarzom szczecińskim ważny komunikat, cytuję: Jeszcze raz dowiemy się, że któryś z was był na baletach i obracał nasze dziewczyny, to wjeżdżamy na trening i was wszystkich roz****dalamy. Nieważne czy biały, czy czarny, czy obrońca, czy napastnik. Jesteście jedną drużyną i wszyscy dostajecie w****dol. Ode mnie tyle, zakończył swój komunikat gniazdowy. Dlaczego o tym mówię, bo to jest przykład jak należy konstruować informację. Mamy tu do czynienia z jasnym, precyzyjnym komunikatem, bez anglicyzmów, nie ma klik bajta typu: ale wam zaraz powiem, i zaczyna od historii Pogoni Szczecin, może coś o ustawie łańcuchowej, a dopiero na końcu konkret.

5-tego grudnia byliśmy świadkami niezwykłej uroczystości o światowym zasięgu w John F. Kennedy Center w Waszyngtonie. Była to uroczystość o charakterze towarzyskim. Towarzysz Infantino szef FIFY wręczył towarzyszowi Trumpowi pokojową nagrodę FIFA. Nagroda ta została wręczona po raz pierwszy, gdyż dopiero w tym roku towarzysz Infantino ją ustanowił, żeby nie przyjeżdżać do towarzysza Trumpa z pustymi rękami, ale z czymś godnym. Po ogłoszeniu przez włoskiego towarzysza decyzji na sali zapadła cisza. Cisza, tu nie ulega wątpliwości, spowodowana radosnym podziwem. Widownię po prostu zatkało z zachwytu. Słychać było jedynie głos towarzysza Infantino, który jakby nucił coś co przypominało: łubudubu, łubudubu, niech nam żyje towarzysz prezydent Trump. Coś koło tego.

Tusk i Nawrocki kłócą się, dogryzają sobie. A przecież to są kibole jednej drużyny, Lechii Gdańsk. Może przez te ich swary Lechia średnio stoi. Obaj uczestniczyli w szlachetnych modułach walki, Tusk podobno nawet z solidnym łańcuchem w ręce. A teraz nawet jako kibole nie mogą się dogadać. Co polityka robi z porządnymi ludźmi. Jak to świadczy o polskiej piłce...

Jak udowodnić, że coś nie istnieje? Udowodnić, że coś istnieje też nie jest łatwo. Paręnaście lat temu, mówiłem o tym, pewien Kanadyjczyk został uznany za zmarłego przez pomyłkę. I chciał udowodnić, że żyje, że po prostu jest. Przyszedł do urzędu i mówi, że żyje. Może pan i żyje, ale u nas w dokumentach stoi, że nie. A co jest ważniejsze nasze, urzędowe dokumenty, czy rzeczywistość? Wracaj chłopie do grobu i rób bałaganu w dokumentach – tak mniej więcej wyglądał rozmowa. W końcu, poszedł do ichniego urzędu skarbowego i mówi oto jestem, ecce homo powiedział wskazując na siebie. Chcę znów płacić podatki. A Skarbówa na to: aa, jesteś. Ale on udowadniał urzędowi, że coś jest, konkretnie on. A jak udowodnić, że coś nie istnieje? Przed takim problemem stanęła nasza słuchaczka Marysia. Chciała zagospodarować nabytą przez nią działkę, na której nie ma lasu, ale w urzędowych dokumentach sprzed 25 lat las jest. Sprawa trwa 5 lat, były dwie wizje lokalne i Marysia dalej się buja z udowodnieniem, że lasu już dawno nie ma. Stoimy zatem przed filozoficznym problemem: jak udowodnić, że coś nie istnieje?

Polski język mody jest fascynujący i go lubię, choć jest angielski. Taki tytuł z Internetu: Kozaki? Zapomnij. "Buckled boots" to zimowy hit. I dalej czytamy. "Buckled boots" to najmodniejszy aktualnie model. Są wyraziste z solidnym, motocyklowym charakterem. Motocyklowym, bo są dwusuwowe, znaczy dwu-wsuwowe, jeden wsuwa się na lewą, a drugi na prawą nogę. Nic dziwnego, mówią eksperci, że już niedługo zdominują ulice. Żeby było jasne: nie są to zwykłe buckled boots, ale takie z klamrami...

Weźmy się za jajka. Polska - jest jednym z największych producentów i eksporterów jaj na świecie. Nie chodzi o te polityczne, ale kurze. Czyli tę cudowną żółtą kulkę, zanurzoną w przezroczystej plazmowatej mazi, a to wszystko obute w delikatną skorupkę. Piękniejszej definicji jaja nie znajdziecie. Przystępując do tematu: 40 procent polskiej produkcji jaj trafia na rynki zagraniczne. Nawet do Tajlandii. Ale też kupujemy jaja kurze z Ukrainy, Turcji, a nawet z Brazylii, tak zwane kochones. Za taki stan rzeczy nasz branża jajcarska wini przede wszystkim politykę Unii Europejskiej, bo unijne wymogi stawiane producentom jaj podnoszą ceną tego niemal kulistego zdrowego produktu. Nieustanne zaostrzanie przepisów dotyczących produkcji jaj daleko ponad standardy obowiązujące na świecie powoduje, że jajka nie unijne są dużo tańsze. Problem polskich jaj zatem leży w samej istocie biurokracji...

Będzie krach finansowy. Acha. Przetrwacie, dzięki mnie. O co chodzi? Wyjaśniam. Ale klikbajcior! Nie? Godny najlepszych portali na prestiżowych witrynach. Krach finansowy, najogólniej rzecz ujmując, jest to sytuacja, że no, nie zygniesz za bardzo z forsą. Zakup nowego taboretu będzie musiał poczekać. Robert Kiyosaki, guru finansów osobistych straszy wielkim krachem, który ma uderzyć w najbliższym czasie w rynki nieruchomości, akcji i tradycyjnych walut. Zdaniem Kiyosakiego uratować choć część majątku pozwolą jedynie inwestycje w metale. U nas w Polsce na szczęście są inwestorzy w metale. Kradną metale, trakcje kolejowe, szyny, kable, mówimy o nich złomiarze. Ci mogą się czuć bezpiecznie. Co z resztą społeczeństwa?

Kompleks Adonisa to obsesyjne skupianie się na wyglądzie. Adonis to mitologiczna postać, był ukochanym Afrodyty i stał się symbolem męskiego piękna i siły. Jak ostrzegają eksperci kompleks dotyczy coraz większej liczby mężczyzn, dla których obsesyjne dążenie do perfekcyjnej sylwetki i urody może prowadzić do zaburzeń psychicznych i innych schorzeń.

Ani się nie obejrzeliśmy, a tu do Bożego Narodzenia sześć tygodni, czyli prawie są. Są osoby które zdają sobie z tego. Blanka Lipińska, znana autorka książek przytulaszczych o charakterze dosłownym, już ubrała choinkę w hiszpańskiej rezydencji. I koledzy wczoraj żartowali mówiąc; eee, i uuu, dodając aaa. Niewczesne żarty, tak, bo poranne. A tu nie ma z czego żartować, są tacy, którzy nie rozebrali choinki sztucznej. Wpakowali z bombkami i światełkami do worka foliowego i mają gotowe. Tylko przedmuchać kurz i stawiamy...

PSL ma gotowy plan na odmienienie polskich miast. Skoro tak szybko rozwiązali problemy rolników, czy ten rozmach jest zapowiedzią rewolucji, czy tylko sprytną zagrywką? Sprawdź, co kryje się za propozycją metra w 10 miastach.

Jestem bardzo rozczarowany postawą naszego narodu. Jak wszyscy wiemy, Zbigniew Ziobro, uciekając przed prześladowaniami ze strony Donalda Tuska, musiał schronić się w najdalej na zachód wysuniętej dzielnicy Moskwy, Budapeszcie. Biedak został zmuszony do rozłąki z ojczyzną i udał się na obczyznę. A Polacy co? Czy się przejmują? Nie. Oni siedzą, piją kawę, oglądają filmy, zamiast pochylić się nad losem byłego ministra sprawiedliwości. Bo czyż nie powinna burzyć się w nas krew, gdy widzimy, że ten sprawiedliwy mąż musiał udać się na wygnanie? Czy nikt nawet nie uroni jednej łzy? Polacy, co się z wami dzieje? Na koń nie wsiadacie? Za szable nie chwytacie?

Tuż przed oddaniem władzy przez PiS, Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa sprzedał wiceprezesowi prywatnemu za prawie 23 miliony złotych działkę leżącą na planowanej trasie torów kolejowych do CPK. I teraz, żeby tory do CPK nie szły z Warszawy przez Wieliczkę, trzeba działkę odkupić, za, podobno 400 milionów. A na łąkach w Baranowie żuczki nieniepokojone pracowicie turlają swoje kulki z gówna, nic tam jeszcze nie powstało, a paru polityków na tej inwestycji nieźle zarobiło. Jechałem z moim synem autem i przed torami kolejowymi stał znak stopu, jednak lokalni kierowcy nie zatrzymywali się, z resztą tor wyglądał tak, jakby ostatnio przejeżdżał po nim pociąg za czasów Imperium Rzymskiego. Lokalni o tym wiedzieli, więc ignorowali znak. I wtedy mój syn, pod wpływem Misia Barei wpadł na pomysł, żeby przed takimi przejazdami stanęła drogówka, zatrzymywała kierowców i rzucała tekstem: A gdyby tu NAGLE powstał CPK i wasz synek mały kierował tym pociągiem to też byście się nie zatrzymali? O tym w dzisiejszym felietonie