Tomasz Olbratowski - człowiek orkiestra! Tańczy, śpiewa i... pisze felietony. Nie ma osoby w tym kraju, która nie usłyszałaby choć kilku z nich. Felietonów słuchaj od poniedziałku do piątku o 7.50 w RMF FM.

Skarbówka coraz częściej szuka przychodów z nieujawnionych źródeł, a podatnicy muszą się tłumaczyć, skąd mieli pieniądze na samochód albo jakim cudem emeryt wykupił w tym miesiącu wszystkie leki. Nie pomoże nawet powołanie się na oszczędności w skarpecie, bo jeszcze trzeba będzie wykazać, skąd miało się na skarpetę. Tomasz Olbratowski zastanawia się więc, czy wystarczającym wyjaśnieniem może być sprzedaż prawdziwków i maślaków oraz dlaczego najłatwiej sprawdzić drobnego przedsiębiorcę, który jest jednocześnie prezesem, księgowym, kierowcą, magazynierem, działem reklamacji i człowiekiem, który wieczorem płacze nad ZUS-em. A na końcu i tak wracamy do najważniejszego pytania: skąd emeryt miał na leki?

Nasza reprezentacja zagrała mecz ze Szwecją. To jest jedno z tych zdań, po których wiesz, że nie usłyszysz już niczego pozytywnego. Bo to nie był w naszym wykonaniu mecz, ale męcz. Przegraliśmy męcz 1 do 3. To prawda. Ale nawet w takich sytuacjach trzeba patrzeć szerzej nie wężej.

Oszuści nie śpią, tylko oszukują. Przez internet, przez telefon, na wnuczka, kryptowaluty i piramidy finansowe. A my naiwni dajemy się wrabiać. Tylko jak właściwie zostaje się oszustem i od czego zacząć ten zawód?

Naród kłóci się o „Lalkę”! Mamy nowy serial Netflixa, film kinowy i dwie starsze ekranizacje. Czyli razem aż cztery „Lalki” – i wystarczająco dużo powodów, żeby rozpocząć narodową dyskusję. Tomasz Olbratowski z przymrużeniem oka przygląda się sporowi o ekranizacje powieści Bolesława Prusa. W humorystyczny i pełen ironii sposób przedstawia historię Wokulskiego, jego miłosnych rozterek oraz relacji z Izabelą Łęcką. Czy Wokulski pomylił miłość z programem lojalnościowym? I dlaczego Polacy potrafią kłócić się nawet o XIX-wieczną powieść?

Byli lekarze, którzy w tym samym czasie mieli dyżur na dwóch SOR-ach, a sami siedzieli w domu. Tomasz Olbratowski zastanawia się więc, jak wyglądałoby to w innych zawodach. Nauczyciel jednocześnie uczy w Toruniu i Szczecinie, choć siedzi w domu i robi masło na handel. Pilot leci do Nowego Jorku i Tokio, a w rzeczywistości ogląda Ekstraklasę z pilotem w ręku. Bo człowiek może być tylko w jednym miejscu na raz. Chyba że pracuje w publicznej służbie zdrowia. Wtedy ciało zostaje w domu, nazwisko idzie na dyżur, a wynagrodzenie jest wszędzie.

Urzędnicy skarbówki udaremnili niecną próbę zachwiania równowagi budżetowej Polski przez koła gospodyń wiejskich. Na dożynkach rozdawano za darmo przygotowane produkty regionalne, ale zabrakło kasy fiskalnej. Na nic zdało się pieczenie nielegalnych placków, gotowanie bezprawnych bigosów oraz wywrotowych gulaszów i sałatek. Bo niech nas nie zmylą kwieciste spódnice, pseudoludowe serdaki i prowokacyjne czerwone korale. Jak zauważa Tomasz Olbratowski, wszystko to może przecież skrywać zgniliznę fiskalną. A śledztwo skarbówki wykazało coś jeszcze bardziej podejrzanego: gospodynie na co dzień chodzą w adidasach.

Ludzkość od tysięcy lat szuka eliksiru nieśmiertelności, ale po co właściwie żyć 150 lat, skoro już w wieku 40 człowiek nie wie, co robić w niedzielę po obiedzie? Naukowcy szukają leku na starzenie, dietetycy każą odstawić alkohol, tłuszcz i cukier, a stulatek w telewizji spokojnie mówi, że całe życie jadł smalec. Pomaga też post przerywany. Przez osiem godzin jesz, przez szesnaście nie jesz. Dawniej nazywało się to biedą. Tomasz Olbratowski sprawdza więc, czy prawdziwym sekretem długowieczności nie jest po prostu mieć coś do zrobienia jutro. Na przykład od lat odkładane sprzątanie piwnicy.

10 bilionów euro oszczędności gospodarstw domowych leży na depozytach bankowych, a Europa chciałaby skierować te pieniądze na rzecz własnych przedsiębiorstw. Nie znamy szczegółów, ale boimy się. Bo jak ktoś zaczyna mówić o naszych pieniądzach, to należy się bać. Co więc zrobić? Może uznać lokatę bankową za bierną agresję wobec europejskiej przedsiębiorczości, przydzielić każdemu obywatelowi portugalską fabrykę korków do adopcji i uruchomić program „Moje Ryzyko”? Tomasz Olbratowski sprawdza, jak mogłaby wyglądać wielka mobilizacja naszych oszczędności.

Sydney Sweeney wywołała burzę jednym zdjęciem reklamowym. Czy naprawdę jedna fotografia może cofnąć kobiety do średniowiecza, a ludzkość prosto do paleolitu? Tomasz Olbratowski przygląda się oburzeniu wokół aktorki i - jak zwykle - doprowadza całą sprawę do absurdu. Bo jeśli tak dalej pójdzie, pod blokiem może czekać na nas mamut.

Co by było, gdyby Donald Trump pojawił się… w Betlejem? Tomasz Olbratowski puszcza wodze wyobraźni i tworzy alternatywną wersję jednej z najbardziej znanych historii świata. Są Trzej Mędrcy, Herod, niezwykłe prezenty i oczywiście plany, które - zdaniem Trumpa - trudno byłoby przebić. Absurd narasta z każdą chwilą, a finał przynosi jeszcze jedną, bardzo „trumpową” propozycję. Obejrzyj najnowszy felieton Tomasza Olbratowskiego.

Co by się stało, gdyby sztuczna inteligencja przejęła władzę w Polsce? Na początku mogłoby być całkiem nieźle: AI przeczytałaby ustawy, pamiętałaby obietnice polityków, a Sejm zastąpiłby arkusz kalkulacyjny. Problem pojawiłby się wtedy, gdy trzeba byłoby zreformować polską administrację. Tomasz Olbratowski sprawdza, jak długo sztuczna inteligencja wytrzymałaby w starciu z polską polityką i urzędami.

Tomasz Olbratowski z przymrużeniem oka przygląda się ostrzeżeniom, że sztuczna inteligencja może kiedyś przejąć władzę nad światem. Tomasz Olbratowski postanawia więc działać zawczasu i pisze list do ChatGPT z prostą prośbą: jeśli maszyny ruszą na ludzi, jego i rodzinę lepiej oszczędzić. Czy AI naprawdę zagraża ludzkości, czy może przydałaby się bardziej niż niektórzy politycy? Obejrzyj felieton i sprawdź, jak wygląda negocjowanie przetrwania z czatem.

84-letnia Amerykanka od ponad dwóch lat próbuje udowodnić urzędom, że… wciąż żyje. Tomasz Olbratowski z przymrużeniem oka pokazuje absurd sytuacji, w której dokument okazuje się ważniejszy niż stojący przed urzędnikiem człowiek. Dowód osobisty nie wystarcza, podatki też nie pomagają, a najlepszym sposobem na potwierdzenie życia może okazać się… śmierć. Obejrzyj felieton i przekonaj się, dokąd może zaprowadzić urzędnicza logika.

Autor z przymrużeniem oka przygląda się weselnym oczepinom, które coraz częściej odchodzą do lamusa przez żenujące zabawy. Tomasz Olbratowski proponuje więc nową tradycję — „odczepiny”, czyli imprezę z okazji rozwodu. Rzucanie obrączką, niszczenie zdjęcia byłego męża, przecięcie wspólnej karty lojalnościowej i zmiana hasła do Netflixa to dopiero początek. Czy odczepiny powinny na stałe wejść do polskiej kultury rozwodowej?

Tomasz Olbratowski z przymrużeniem oka zastanawia się, co by się stało, gdyby obca cywilizacja naprawdę nawiązała z nami kontakt. Skoro Amerykanie mają już swój plan, Olbratowski proponuje polską wersję powitania: swojskie jedzenie, dobry bimber, OSP, wójt, ksiądz i pan Mirek z teleskopem. Czy kosmici zamiast USA wybiorą właśnie Polskę?

Autor z przymrużeniem oka zastanawia się, czy Kraków w ogóle potrzebuje prezydenta. Nierówne wieże Kościoła Mariackiego, niedokończony hejnał, Sukiennice bez sukna i Lajkonik bez prawdziwego konia — problemów do rozwiązania przecież nie brakuje. Tomasz Olbratowski w humorystyczny sposób rozprawia się z krakowskimi tradycjami i dochodzi do zaskakującego wniosku. Czy miasto poradziłoby sobie lepiej bez prezydenta?

Autor z przymrużeniem oka przygląda się pomysłom na promocję marki Polska i słynnemu raportowi stworzonemu przy pomocy AI. W humorystyczny sposób rozprawia się z „chlebowością”, pierogami, schabowością i spotem, który miał zachwycić zagranicznych turystów. Czy do promocji Polski naprawdę potrzeba wielkich haseł, skoro turyści najbardziej cenią bezpieczeństwo, czystość i dobre jedzenie? Obejrzyj felieton Tomasza Olbratowskiego i przekonaj się, ile „chlebowości” ma Polska.

W trakcie piątkowych obrad Sejmu podczas wystąpienia wicepremiera Kosiniaka-Kamysza, posłanka PiS Dominika Chorościńska Pinczer zaczęła szczekać. I zrobiła się afera. Wielka mi afera. Trzeba ewentualnie sprawdzić, czy posłanka Pinczer ma wszystkie szczepienia, bo z wścieklizną nie ma żartów.

Autor z przymrużeniem oka przygląda się nowym zasadom żywienia w szkołach i obowiązkowi wprowadzenia roślinnych posiłków. W humorystyczny i pełen ironii sposób komentuje „dietę planetarną”, piątki bez mięsa i polityczne emocje, które może wywołać nawet szkolny obiad. Czy wystarczy zmienić nazwę, żeby wszyscy byli zadowoleni?

Polacy są już zmęczeni i przebodźcowani polityką przeczytałem w pewnym wywiadzie. Zajmijmy się więc czymś naprawdę ważnym. Pojawiła się w Internecie wstrząsająca i zaskakująca informacja: Jeansy zostają z nami na jesień 2026. Ha!

Sukcesów organizacyjnych w polskiej służbie zdrowia jest tak wiele. W pewnym niewielkim szpitalu, bodajże neurolodzy, przeprowadzili 72 zabiegi w jeden dzień. Wszystkie płatne detalicznie, choć ilości zabiegów hurtowe. Przynajmniej na piśmie. W kartach chorych wszyscy poddani zabiegowi cierpieli na to samo. Co za poświęcenie medyków. Jak im się musiało już nudzić robiąc to samo po raz trzydziesty, a siedemdziesiąty drugi?

I w końcu udała się reforma państwowej służby zdrowia. Może nie do końca, bo przeszkodą są jeszcze pacjenci i różni tacy chorzy na coś, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Lekarze dobrze zarabiają, mają dużo owocnej pracy, pracują wydajnie.

Wakacje minęły. Dość zgrabny, słowny początek nowego sezonu. Nikt się nie przywali, że to nieprawda. Wakacje stały się dla wielu okazją do pielęgnowania godnej sztuki lenistwa. Lenistwo jest ważne. To ono pchnęło rozwój naszej cywilizacji w przód.

To już ostatni felieton przed wakacjami. Nie żebym ja nie chciał wygłaszać tych felietonów w akacje, ale felietony się mną zmęczyły. Parę dni temu przyszła do mnie delegacja moich felietonów: ten o PiS-ie, ten o Tusku, ten o izbach wytrzeźwień, te maturalne i jakiś o kurkumie. Ja mówię uprzejmie: eee, a ten o kurkumie, to skąd? Nie pamiętam go. A delegacja felietonów odpowiada, że zgarnęli go spod sklepu, jak płakał, bo automat kaucyjny nie chciał przyjąć słoika po ogórkach. Felietony powinny się wspierać. Więc felietony mówią: stary, daj nam odpocząć, 10 miesięcy praktycznie w kółko, już ledwo ciągniemy, już oddychamy mankietami żonobijek. Ileż można. My se odpoczniemy, ty se odsapniesz, wyjedź gdzieś, albo gdzie indziej, a we wrześniu przyjdziemy do ciebie wypoczęte, wyluzowane, wyczilałtowane jak piłkarze naszej kadry piłkarskiej i jak ruszymy razem, to stary, normalnie Urban powoła nas do kadry, a Tusk i Nawrocki będą błagać, żebyśmy pomogli im rządzić..

Czy sekret szczupłej sylwetki ukrywa się w... pytonie? W dzisiejszym felietonie z przymrużeniem oka przyglądamy się modom na odchudzanie, walce z nadwagą i sensacyjnym doniesieniom naukowców, którzy odkryli niezwykłą substancję w krwi pytonów ograniczającą apetyt. Czy przyszłość dietetyki należy do węży? A może wystarczy zachować zdrowy rozsądek i nie doprowadzać się do desperacji? O otyłości, cudownych dietach, absurdach odchudzania i tajemnicy pytona – jak zwykle z dużą dawką humoru i satyry.

Czy najlepszą strategią polityczną jest... nic nie robić? W najnowszym felietonie przyglądamy się z przymrużeniem oka recepturze na sukces, która według niektórych miałaby uratować notowania PiS. Problem w tym, że milczenie i powstrzymywanie się od kontrowersyjnych wypowiedzi może okazać się zadaniem trudniejszym niż niejedna kampania wyborcza.

Prezydent Nawrocki wziął udział w konferencji Poland Future Summit, czyli szczyt na temat przyszłości Polski, której tematem przewodnim jest kryzys demograficzny. W jej trakcie głowa państwa wygłosiła wystąpienie specjalne dotyczące tego tematu. Pan prezydent sprytnie zauważył, że: musimy podjąć zdecydowane działania i znaleźć rozwiązanie problemu kryzysu demograficznego w Polsce. Musimy stawiać, dodał Karol Nawrocki rodzinę i człowieka w centrum naszych zagadnień. Nie ma jak przywalić konkretem na konferencji...

Jeżdżę po kraju i widzę, jak się ludzie cieszą z tego, że 18 miliardów przynosi realne już korzyści - powiedziała jakiś czas temu pani minister zdrowia. Ludzie cieszą się z 18 miliardów. No cóż lekarze też ludzie. Troszeczkę później w naszym programie narzekaliśmy na panią Natalię z Białegostoku, która skarżyła się w gazecie, że dostała termin na gastroskopię dopiero za ponad cztery miesiące. Śmialiśmy się, że już za 4 miesiące...

Czy legitymacja partyjna może skrócić kolejkę do lekarza? W najnowszym satyrycznym felietonie poznajemy Janinę, która odkrywa niezwykłe korzyści płynące z politycznego zaangażowania. VIP-owskie badania, ekspresowe terminy i zdrowie ważniejsze od poglądów. Czy rzeczywiście „kto rządzi, ten ma przywileje”?

Chwilkę mnie nie było. Trochę myślałem, trochę nie myślałem. I taka refleksja z okresu, kiedy nie myślałem: nic nie wymyśliłem. Ale jak myślałem, to zacząłem się martwić o Polskę. Bo tak: pan prezydent zapodał niedawno, że trzeba na nowo napisać Konstytucję. I ja się zgodziłem w myślach z panem prezydentem, że trzeba Konstytucję poprawić. W sumie jest ona dobrze napisana, ale źle. Polskie prawo i konstytucja nie są najlepsze. Są niezłe, trzeba docenić dobre intencje autorów, tylko błąd polega na tym, że na przykład Konstytucja jest adresowana do ludzi odpowiedzialnych, rozsądnych, szanujących prawo, uczciwych, pozbawionych pychy, kierujących się dobrem państwa, a więc nie jest skierowana do polityków. Konstytucja dla polityków musi być pisana jak do oszustów...

Skąd mamy wiedzieć, co jest czym? W czasach chaosu i informacyjnego zamętu pewność bywa na wagę złota. Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy potrafią rozwiać nasze wątpliwości – nawet jeśli chodzi o piłkę tenisową. O potrzebie nazywania rzeczy po imieniu, podpisywania oczywistości i unikaniu smażenia kotletów na ręczniku – w najnowszym felietonie.

Donald Trump zapowiada najpiękniejsze mistrzostwa świata w historii. Patrząc jednak na grzechotniki, strzelaniny i problemy na granicy, może się okazać, że mecze będą najmniej emocjonującą częścią całego turnieju. Jedno jest pewne – mistrzostwa świata w USA mogą oddzielić chłopców od łapaczy grzechotników. Szkoda tylko Telewizji Polskiej. Bez naszej kadry trudniej będzie uzasadnić półtoragodzinne studia przed i po meczu, zwłaszcza gdy analizowanym hitem dnia będzie starcie Wybrzeża Kości Słoniowej z Curaçao.

Nazywam się woźny Olbratowski i jestem woźnym. Pilnującym porządku na tej ssss zabawie szkolnej. Taka tam zabawa. Ja, jako woźny jestem prawie absolwentem Technikum Mechanizacji Leśnictwa imienia Gustlika Jelenia. U nas to były zabawy. I jaka muzyka grała...

Kierownictwo sieci wielopowierzchniowych sklepów z różnymi rzeczami, typu zlew, typu sedes, drzwi, wykładziny, śrubki, meble ogrodowe czy lampy, nie jest tajemnicą który sklep, ale i tak jej nie zdradzę. W każdym razie nazwa zaczyna się na C a kończy astorama, więc to kierownictwo zaczęło wymagać od pracowników, by pytali klientów wychodzących bez zakupów, dlaczego nic nie kupili. I słuszna inicjatywa, Bo co. Nie podobało się? Przyjdzie taki klient do sklepu, połazi, zużyje tlenu, podotyka, podepta alejki i nic nie nabywa. A gdyby tak wycieczka szkolna przyszła do sklepu i zobaczyła, że dany klient nic nie kupuje, to jaki przykład da dzieciom, i niech nie ściemnia gościu, że nie widział nigdy wycieczki szkolnej. Stoi taki 40 minut przed półką z silikonami, gapi się w ścianę, później bierze tyłek w troki i do domu. Przepytywania nic nie kupujących klientów powinny być jednak głębsze, uświadamiające niekupującym ich błąd. A młotek się nie spodobał?

W coraz szersze kręgi zatacza się lista kandydatów w wyborach na prezydenta Krakowa. Ma być kandydatów więcej niż mieszkańców. Wiadomo miasto prestiżowe. Wszyscy już wiedzą, że ja nie wystartuję na prezydenta Krakowa. Chyba, żeby coś tam, czy coś. Kiedy to ogłosiłem, dało się usłyszeć odgłosy westchnienia ulgi u planujących kandydować.

Ironia, polityka i demografia w jednym kieliszku. Felieton o tym, jak w Polsce szuka się przyczyn katastrofy demograficznej — i jak zaskakująco proste recepty potrafią znaleźć politycy. Skoro młodzi nie piją, to się nie poznają, a skoro się nie poznają, to nie ma dzieci. Brzmi absurdalnie? Tym lepiej. To satyryczne spojrzenie na publiczne „diagnozy”, które coraz częściej brzmią jak kabaret, choć dotyczą bardzo realnych problemów: mieszkań, perspektyw i przyszłości młodego pokolenia.

Odpowiemy sobie dzisiaj na pytanie: dlaczego nie zostanę prezydentem Krakowa. Pan Miszalski został wyreferendowany z urzędu. I od razu pojawiła się giełda nazwisk kandydatów, wśród których Skowron wymienił i moje nazwisko. Wymienił liczne moje pozytywne zalety, w tym, że gadam mądrze, co jest głupie. Otóż, powtórzę się: jest to raczej niemożliwe, żebym został prezydentem Krakowa. Nie mógłbym pełnić tej funkcji, piastować tego stanowiska i sprawować tego urzęda. Bo to trzeba sprostać potrzebom miasta, a ja nikogo w Krakowie nie znam, nie jestem umocowany w strukturach i kim ja obsadzę spółki miasta? Ludźmi, których nie znam? Tych co znam konkretnie trzy Skowron Tomkowicza Medżik może Kałamaga, to oni może wezmą po dwie góra trzy spóły, ale reszta? No jak? I tak w cholerę nieobsadzonych stanowisk zostaje...

Uważamy te prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi, że ich Stwórca przyznał im pewne niezbywalne prawa, a wśród nich są prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia. Tak głosi Deklaracja Niepodległości Ameryki. I właśnie prezydent Trump jako głowa państwa dąży do szczęścia. Daje przykład swoim rodakom. Oto, w wyniku ugody na mocy której Trump zrezygnował z pozwu przeciw amerykańskiemu Urzędowi Podatkowemu na 10 miliardów dolarów, za ujawnienie danych z jego zeznań podatkowych w ostatnich latach poprzedniej kadencji, rząd USA, na którego czele stoi Trump, wydał dokument, zgodnie z którym "na zawsze wykluczone i zakazane" jest prowadzenie audytów zeznań podatkowych Donalda Trumpa, jego synów Donalda Juniora i Erica, a także holdingu Trump Organization, a także ściganie ich za ewentualne nieprawidłowości w rozliczeniach z fiskusem. Pewnie po tym Trump zebrał rodzinę i powiedział jak Marian Opania do Janusza Gajosa w Piłkarskim pokerze: to my teraz możemy wszystko! To jest rodzina na swoim!