Redaktorzy portalu nlad.pl oraz zaproszeni goście rozmawiają o najważniejszych wydarzeniach z Polski i ze świata.

„Jak chiński smok pożarł globalizację” – to pytanie zadaje sobie redaktor naczelny Nowego Ładu Damian Adamus w najnowszej „Polityce Narodowej”.


Cywilizacja zachodnia upada, gdyż trawią ją nieustający spadek inteligencji oraz degeneracja genetyczna jej przedstawicieli – uważa prof. Edward Dutton, popularny na zachodniej prawicy psycholog ewolucyjny prowadzący kanał The Jolly Heretic. Czym jest wieszczone przez Duttona Nowe Bizancjum?


Wojciech Chmielewski powraca z nową powieścią. „Księżyc ma zapach Warszawy” to pozycja, po którą powinni sięgnąć czytelnicy zamiłowani w głębokiej refleksji nad Polskością wobec przemiany ustrojowej przełomu lat 80. i 90., i dalej, nawet poza naszą współczesność. Michał Gołębiowski rozmawiał z autorem książki o klimacie, bohaterach, tożsamości polskiej i tym specyficznym, warszawskim nastroju, który autor buduje na stronach swojej prozy.

Michał Nowak przedstawia sytuację na frontach wojny rosyjsko-ukraińskiej w dniu 16 marca 2026 roku.

Nowoczesność to nie tyle moment dekonstrukcji ładu Bożego – którego na Ziemi nigdy nie było – co raczej naturalny etap rozwoju narodów. Nie ma nacjonalizmu bez nowoczesności – bez polityzacji mas, bez nowoczesnych narodów – uczą o tym nie tylko historia idei czy historia społeczna, ale mówili o tym dobitnie także sami nacjonaliści, zaś najbardziej donośny był tu chyba głos autora… Myśli nowoczesnego Polaka.

James Barr po raz kolejny zabiera czytelnika w fascynującą podróż po meandrach dziejów Bliskiego Wschodu, tym razem skupiając się na wydarzeniach z drugiej połowy XX wieku. Obserwujemy, wraz z licznymi bohaterami wielu rozgrywających się wówczas dramatów, proces rozkładu schodzącego imperium i wzmacniania pozycji przez wschodzącego hegemona, co miało bezpośredni wpływ na życie milionów mieszkańców regionu. Opowieść o tym, jak Wielka Brytania przestawała być wielka i jak konsekwentnie w ciągu niespełna trzech dekad Bliski Wschód wyszedł z jej strefy wpływów, jest jednak przede wszystkim doskonałym świadectwem tego, że kluczowe dla podejmowanych decyzji były aktualne potrzeby polityczne i wyborcze. Dotyczyło to zarówno brytyjskich premierów, którzy walcząc o głosy wyborców, za zbędne uznali wydatki na podtrzymywanie umierającego imperium wobec konieczności zaspokajania potrzeb rozbudowanej opieki społecznej, jak i amerykańskich prezydentów, którzy licząc na reelekcję, starali się o głosy amerykańskich Żydów, zaznaczając, że z drugiej strony nie ma „setek tysięcy [głosujących w USA] Arabów”.Książkę nabędziesz tutajhttps://mtbiznes.pl/przeswity/wydawnictwo-przeswity/historia/wladcy-pustyni

W obliczu braku dobrej narracji odpowiadającej na planowane weto klubu PiS w sprawie SAFE, prezydent wraz z prezesem NBP przedstawili wizję finansowania zbrojeń z wykorzystaniem rezerw walutowych. Ma to umożliwić, wedle deklaracji obu panów, uzbrojenie polskiego wojska na podobnym poziomie co program unijny, ale – rzekomo – taniej.

Co rusz w „ludowym” dyskursie o historii Polski powraca temat niewolnictwa. To swoje wykrzyczy Kamil Janicki o „niewoli” chłopów pańszczyźnianych, to swoje napisze Przemysław Urbańczyk, twierdząc, że Mieszko I żył ze sprzedaży poddanych. A wszystko poleje nieświeżym sosem niezłomna „Gazeta Wyborcza”. I system się kręci. Część „wykształconych” kupi to bezkrytycznie, przenosząc zbiór tych prawd objawionych w chłonące sensacji masy.



Przemysł rozrywkowy rzadko kojarzy nam się z prawicą. Hollywood to bastion Partii Demokratycznej, w Europie najróżniejsze gwiazdy i gwiazdeczki licytują się w poparciu dla liberalnego establishmentu, domagają się przyjmowania uchodźców, a na naszym polskim podwórku, angażują się w czarne protesty oraz obronę zagrożonej „demokracji”. Przekaz tożsamościowy w radiu usłyszeć ciężko, co prawda kilka numerów temu w „Polityce Narodowej” czytelnicy mogli zapoznać się, z dość popularnym w Czechach, Danielem Landą, z kolei na Węgrzech znane są takie zespoły jak np. Kárpátia (których skala rozpoznawalności jest nieporównywalnie większa niż ich polskich odpowiedników), nawet oni jednak nie przyciągają na swoje koncerty dziesiątek tysięcy osób.


Zwiększenie uprawnień inspekcji jest przedstawiane jako wielkie zagrożenie dla biznesu, ale w praktyce niewiele się zmieni. Pracodawcy nadal nie będą ponosić żadnych konsekwencji za zatrudnianie bez umowy o pracę. Zagrożenie grzywną albo zaległymi składkami będzie czysto iluzoryczne.

Nie jest to najlepsza krytyka liberalnego kapitalizmu, jaką napisano. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie publikacje wydane po polsku w ostatnich latach. Nie jest ona również wolna od obsesji autora, wynikających z najnowszej historii i uwikłanych w aktualny amerykański kontekst. Niemniej jednak z wielu powodów nie warto przejść wobec niej i tez w niej zawartych obojętnie.

W Polsce właśnie, w dniach 10–12 marca 2026 roku, przebywa król Szwecji Karol XVI Gustaw, wraz z małżonką, królową Sylwią. Po ćwierćwieczu od ostatniej takiej wizyty. Już w styczniu zapowiedziano, że w skład nadzwyczaj licznej delegacji towarzyszącej parze królewskiej wejdą ministrowie spraw zagranicznych, obrony wojskowej, obrony cywilnej, kultury oraz reprezentacja przedsiębiorców. Ponad 60 podmiotów! To doskonały pretekst do przyjrzenia się pozytywnej tendencji w polskiej polityce i relacjach międzynarodowych przez Bałtyk. Azymut północny? Ja, tak!


Historia to cmentarzysko potężnych państw oraz cywilizacji. Rodziły się one na gruzach poprzedników, dokonywały ekspansji, by potem pogrążyć się w dekadencji i upaść. Zdarzenia na Zachodzie Europy wskazują, że nasza cywilizacja zmierza w tę stronę.



„Fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki” – pisał Józef Szujski. To powiedzenie pasuje znakomicie do polskiej debaty oraz naszego poziomu zrozumienia historii gospodarczej świata i źródeł sukcesów dzisiejszych liderów przemysłowych. Fakt, że dopiero w 2026 roku wydano po polsku klasyczne dzieło Narodowy system ekonomii politycznej Friedricha Lista (podziękowania dla Wydawnictwa Prześwity i Krzysztofa Mazura za zainicjowanie prac nad tą książką!) doskonale ukazuje peryferyjność naszej debaty gospodarczej.

W Dzień Kobiet warto przypomnieć rzecz elementarną: kobiety są integralną częścią naszej narodowej historii. Bez ofiarności naszych matek, babek, prababek i praprababek Polski po prostu by nie było. Nie chodzi o modne dziś „odzyskiwanie herstorii” ani o przeciwstawianie kobiecego doświadczenia męskiemu i prezentowanie go w kategoriach historii ucisku jednych wobec drugich. Chodzi o prawdę bardziej podstawową – dzieje narodu są wspólne. Mają dwa oblicza: męskie i kobiece. Ich rozdzielanie jest nie tylko ahistoryczne, ale zwyczajnie fałszywe.




Prawica przegrywa wojnę o kobiety. Choć stwierdzenie to nie jest ani szczególnie odkrywcze, ani nowe, to w ciągu ostatnich lat problem ten unaocznił się z całą swoją siłą. Prawica jednak, w tym jej narodowa odnoga, uporczywie stara się go nie dostrzegać, a gdy już to zrobi, to jej reakcja ogranicza się do rezygnacji lub bagatelizowania występujących zjawisk. Tak oto z jednej strony mamy niedającą się wygrać wojnę z siłami zewnętrznymi – zachodnią dekadencją przelewającą się do nas wraz z kolejnymi produkcjami Netflixa, a z drugiej – ze sprowadzaniem problemu do szesnastoletnich „Julek”, z których przyjemnie się pośmiać. Choć reakcje te są tak różne, to często potrafią być artykułowane przez te same osoby. Jak możliwe jest jednak łączenie tych dwóch skrajności w jednej narracji? Nie jest to trudne, gdy uświadomimy sobie, że wyrastają one z jednego korzenia, którym jest pielęgnowana od lat bierność.

Przywiązanie Jezusa Chrystusa do Izraela jest połączone z krytyką i niechęcią wobec ówczesnych elit politycznych. Pod tym względem misja naszego Pana przypomina dawniejszą działalność proroków. Wpisuje się ona także w obecną we wszystkich kulturach tendencję do budowania uniwersalnego przesłania moralnego na krytyce nie ludzkości jako takiej, ale swoich współrodaków. W porządku historycznym to patriotyzm jest źródłem humanizmu, a nie na odwrót. Konkret poprzedza abstrakcję.



Jeszcze niedawno brytyjska Partia Konserwatywna musiała ulegać lewicowej poprawności politycznej, żeby przyciągnąć do siebie postępowych wyborców. Teraz zbyt umiarkowana dla części prawicowych działaczy stała się partia Reform UK Nigela Farage'a. Tak – w największym skrócie – wygląda geneza głośnego ostatnio ugrupowania Restore Britain, której przywódcą jest Rupert Lowe.


Amerykańsko-izraelska agresja wymierzona w Iran, której skutkiem jest śmierć irańskiego przywódcy oraz szeregu innych prominentnych liderów polityczno-wojskowych, stawia nas na powrót w świecie, w którym mocarstwa dla realizacji partykularnych interesów swoich (lub swoich sojuszników) są gotowe do najbrutalniejszych działań, odrzucając przy tym elementarne zasady, które miały rządzić stosunkami międzynarodowymi. Polscy politycy, w uniesieniu popierający kolejną amerykańską interwencję, znów zapominają, gdzie leży granica między interesami Polski, a potrzebami USA lub Izraela.


Dzisiejsze czasy sprzyjają i nie sprzyjają tego typu twórczości. Wiele zależy od sposobu, w jaki na to spojrzymy. Mam tu na myśli twórczość cichą, pokornie skierowaną do środka, a nie na wzburzone fale, które gaszą wiarę; skupioną na wnętrzu, bez reszty zajętą tym, co naprawdę ważne. Twórczość, która nie usiłuje zaskarbić naszej uwagi. Porównuję ją do wód Siloe, o których prorocy mówili – „płyną łagodnie”, a nie są „gwałtowne i rwące” (Iz 8,6-7). Koją, leczą i nawadniają. Nie niszczą.


Kult dąbrowszczaków – polskich ochotników walczących w Hiszpanii po stronie lewicy – był w PRL bardzo żywy. Widać to było choćby na przykładzie licznych nazw ulic, których po tzw. dekomunizacji jest dziś już – na szczęście – znacznie mniej. Po zwaleniu pomnika dąbrowszczaka, na pustym cokole stanął żołnierz wyklęty – walczący o wręcz przeciwną sprawę. W 10 lat po wprowadzeniu ustawy dekomunizacyjnej i 15 lat od ustanowienia 1 marca Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, warto przyjrzeć się współczesnemu kultowi partyzantki antykomunistycznej.



Historia uczy nas, że pewne idee robią zawrotną karierę. Po szybkiej ekspansji potrafią mieć spory udział w światowej polityce. Inne koncepcje natomiast przez długi czas pozostają na uboczu albo nawet w niebycie politycznego teatru zmagań. Niemniej jednak potrafią swoim istnieniem oddziaływać na pozostałe, czasem nawet sobie przeciwne nurty. Taką niewątpliwie myślą jest akceleracjonizm, którego meandry wiodą niekiedy nawet przez prowokacje, przemoc oraz polityczny ekstremizm. Niejednego pewnie to przerazi, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że perspektywa apologetów przyśpieszenia może pobudzić do ponownego przemyślenia pewnych kwestii oraz świeżych spekulacji na temat tego, w jakim kierunku może zmierzać świat i życie polityczne.

Partia Grzegorza Brauna szybuje w sondażach i – przynajmniej na chwilę obecną – bez jej głosów utworzenie rządu może okazać się niemożliwe. To wywołuje skrajne emocje. Trzeba przyznać, że lider Korony Konfederacji Polskiej doskonale odnajduje się w tej sytuacji. Braun jest z zawodu reżyserem i, jak się okazuje, potrafi przekuć swoje rzemiosło w skuteczne polityczne narzędzie. Jak jednak ma się do tego niedawna – dość zagadkowa – konferencja, na której politycy Korony wystąpili wespół z indyjską delegacją?



Podjęcie przez hiszpański rząd decyzji o legalizacji pobytu około 500 tysięcy nielegalnych imigrantów ponownie zainteresowało społeczeństwa i media tzw. teorią Wielkiej Podmiany (Grand Remplacement – franc.). Teoria uważana dotąd za spiskową pojawiła się na ustach polityków. Czyżby więc lewica przyznała się do zarzucanego jej przez prawicę spisku? Czym właściwie jest teoria Wielkiej Podmiany i jakie są jej faktyczne założenia? Wymienimy was!

27 września 2025 roku minęła prawie niezauważona ciekawa rocznica. Dwadzieścia lat wcześniej premier Wielkiej Brytanii Tony Blair wygłosił swoje programowe przemówienie na kongresie Partii Pracy. Był wówczas u szczytu potęgi, a w całym świecie zachodnim uważano go za symbol politycznego sukcesu. Kilka tygodni wcześniej Blair zapewnił sobie trzecią kadencję, czego nie dokonał przed nim żaden laburzystowski premier. Jakie było credo tego wtedy 52-latka, wciąż młodego jak na polityka, łączącego świeżość i dynamizm ze sporym już doświadczeniem przywódcy mocarstwa nuklearnego? Co chciał przekazać społeczeństwu w chwili swojego tryumfu?



Wyobraźmy sobie, że mamy chwilę błogiego spokoju, kiedy możemy ukłuć czarną jak krucze oko płytę winylową ostrą igłą gramofonu, spojrzeć w powleczony pajęczynami, nieściągniętymi podczas sprzątania, biały sufit, przypomnieć sobie za co to życie tak cenimy, albo dlaczego go wcale nie cenimy. To jest właśnie chwila, gdy powracamy do źródła i, prędzej czy później, trafimy tam, gdzie powinniśmy. Nie musi to być od razu sprecyzowany cel, może to być po prostu ścieżka zarośnięta ostem. Ważne, by świeciły nad nią gwiazdy albo niebo pękało od grzmotów.

Donoszenie na Polskę, proszenie UE o interwencję, przesyłanie kompromatów na premiera, podlizywanie się Donaldowi Trumpowi... Politycy PiS-u w ciągu ostatnich trzech lat udowodnili wielokrotnie, że reprezentują prawicę serwilistyczną. I tak też było w ostatnich dniach, przy interwencji ambasadora USA. To, że nie lubi się Włodzimierza Czarzastego, nie ma tu żadnego znaczenia, gdyż w tym sporze nie reprezentował on siebie, tylko całe państwo. PiS może i jest opozycją, ale głównie wobec własnego państwa. Tymczasem Polska to coś więcej niż logo ulubionej partii.


Jaka będzie wyglądać Polska i świat przyszłości? W jakim otoczeniu geopolitycznym, gospodarczym i społecznym będą wychowywać się następne pokolenia Polaków? Wreszcie, z jakim stanem środowiska naturalnego i klimatu będziemy musieli sobie radzić jako ludzkość? Czy będzie to świat cyfrowej dyktatury roboludzi, „podrasowanych” przez genetyczny dobór i implanty mózgowe zwiększające nasze zdolności? A może, idąc za myślą prof. Zybertowicza, powszechne stanie się moratorium technologiczne, spowalniające rozwój technologii, z uwagi na rozdźwięk pomiędzy jego tempem a możliwościami dostosowawczymi gatunku ludzkiego i potęgującymi się wątpliwościami etycznymi?