POPULARITY
Gościem „Poranka Radia Wnet” był Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji i poseł Polski 2050. Pytany o największe zaskoczenia mijającego roku, wskazał na gwałtowny wzrost poparcia dla skrajnej prawicy – zjawisko, które jego zdaniem powinno niepokoić wszystkie odpowiedzialne siły polityczne.Gramatyka przyznał, że skala tego wzrostu była dla niego zaskoczeniem, zwłaszcza gdy ugrupowanie Grzegorza Brauna zaczęło w sondażach wyprzedzać Konfederację.„Szczerze zaskakuje mnie w dalszym ciągu dobra pozycja sondażowa skrajnej prawicy pana Brauna. Nie wierzyłem, że uda się im wywindować aż tak wysoko. To niczego dobrego Polsce nie wróży i jest wyzwaniem, z którym wszyscy powinniśmy walczyć, jeśli nie chcemy obudzić się w brunatnej Polsce.”Zdaniem posła źródeł tego zjawiska nie należy szukać wyłącznie w bieżącej polityce rządu. Gramatyka odrzuca tezę, że jest to bezpośrednia konsekwencja działań premiera Donalda Tuska, wskazując na szerszy, europejski kontekst.„Mamy do czynienia w Europie ze wzrostem nastrojów antyeuropejskich i popularności skrajnych poglądów. Swoje robią też Rosjanie, którzy przez agentów wpływu usiłują uzyskać kontakt z polską polityką.”W tym kontekście poseł ostro krytykował wypowiedzi części parlamentarzystów, które – jak mówił – noszą znamiona wprost powielanej propagandy Kremla.„Jak słucham w Sejmie takich panów jak Skalik czy Fritz, to oni jadą wprost propagandą Kremla. To jest bardzo groźne, choć trzeba pamiętać, że zostali wybrani w demokratycznych wyborach.”Gramatyka zwrócił także uwagę na niepokojące dane sondażowe dotyczące stosunku Polaków do Unii Europejskiej. Jego zdaniem rosnąca akceptacja dla idei opuszczenia wspólnoty powinna być sygnałem alarmowym.„W jednym z sondaży wyszło, że ponad 20 procent Polaków nie widzi nic złego w opuszczeniu struktur Unii Europejskiej. To jest bardzo groźne i nie zapowiada niczego dobrego.”W ocenie polityka odpowiedzią na te trendy nie powinna być eskalacja „wojny plemiennej” pomiędzy PiS a Koalicją Obywatelską, lecz wzmocnienie formacji centrowych, które potrafią zaproponować alternatywę dla skrajności.„Mam wrażenie, że na poziomie wojny między PiS-em a Koalicją Obywatelską umyka nam to, co dzieje się na skrajnej prawicy. A ona sobie powolutku, ale bezustannie rośnie.”Poseł Polski 2050 podkreślał, że rolą jego ugrupowania jest obrona integracji europejskiej i konsekwentne przypominanie, jakie korzyści przynosi Polsce członkostwo w UE.„Powinniśmy zewrzeć szyki i bronić integracji europejskiej. Szukać zagrożenia tam, gdzie ono naprawdę jest – czyli na wschodzie – a nie w Niemczech czy Francji.”
Zwycięstwo Karola Nawrockiego, odbudowa pozycji Donalda Tuska i rosnąca fala radykalnej prawicy – Agaton Koziński podsumowuje polityczny 2025 i ostrzega przed 2026 rokiem.
Cały odcinek obejrzysz lub posłuchasz tutaj: https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/podsumowanie-roku-ze-stanem-wyjatkowym-dwa-odcinki-w-swiatecznym-czasie/lksfhl1,79cfc278 To jest specjalne wydanie słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy". Wszyscy prowadzący — Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek — spotykają się razem w studiu, by politycznie podsumować mijający rok. W części pierwszej twórcy „Stanu Wyjątkowego" wchodzą za kulisy gabinetu Donalda Tuska i opowiadają o tajemnicach partii tworzących rząd. To był dla koalicji w mijającym roku kluczowy egzamin — wybory prezydenckie. Prawda jest taka, że od przejęcia władzy pod koniec 2023 r. rząd dryfował, przepychając się z prezydentem Andrzejem Dudą. Premier był przekonany, że latem 2025 r. — po wyborach prezydenckich — nastąpi sielanka. To dlatego, że kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski był faworytem do wygranej. Tyle że Trzaskowski poniósł klęskę. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" wchodzą za kulisy tej kampanii, która będzie w podręcznikach opisywana jako jedna z największych katastrof wyborczych w historii polskiej polityki. Kluczowe było nawet nie to, że koalicja nie potrafiła wystawić wspólnego kandydata — do czego namawiało PSL, oczywiście mając na myśli Radka Sikorskiego, a nie Trzaskowskiego. Ważniejsze okazało się to, że kandydaci koalicji w kampanii brutalnie okładali się po szczękach. W ten sposób Trzaskowski był atakowany zarówno przez Szymona Hołownię, jak i Magdalenę Biejat, nie wspominając o Adrianie Zandbergu, który z cichego koalicjanta stał się otwartym wrogiem rządu. Do tego Trzaskowski musiał się bronić przed całym stadkiem kandydatów prawicy, na czele z Karolem Nawrockim, wspomaganym przez rumuńskich speców od kampanii w Internecie. Otoczony i ostrzeliwany z każdej strony Trzaskowski przegrał — do czego walnie przyczynili się jego sztabowcy, którzy nie mieli zupełnie pomysłu na kampanię. Szczególną rolę w pozbawieniu go szans na prezydenturę odegrał Hołownia — o czym szeroko opowiadają twórcy „Stanu Wyjątkowego". Zauważają przy tym, że to był rok totalnego upadku Hołowni, który grzebiąc Trzaskowskiego, pogrzebał sam siebie — w finale wylądował w jadalni Bielana na kolacyjkach z Jarosławem Kaczyńskim, którego latami wyzywał od dyktatorów. Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek nie rozwodzą się nad przyszłością Trzaskowskiego — którego uznają za polityka, który już nigdy nie zawalczy o najważniejsze stanowiska w państwie. Ważniejsze są skutki wyborów prezydenckich dla całej sceny politycznej, w tym dla Donalda Tuska i jego rządu. Upadek Hołowni otwiera drogę do walki o władzę w Polsce 2050 — twórcy „Stanu Wyjątkowego" wieszczą rozłam w tej partii już w styczniu. A to znaczy, że na początku roku rząd może stracić większość w Sejmie. Stabilny jest PSL, choć twórcy „Stanu Wyjątkowego" wiedzą, że chłopów odwiedzają emisariusze od Mateusza Morawieckiego, który już w przyszłym roku może zostać wyrzucony z PiS. Lojalna do bólu wobec Tuska jest Lewica, której lider Włodzimierz Czarzasty ograł partyjną młodzież jak dzieci i przedłużył swoje przywództwo. Ale najważniejszym skutkiem wyborów jest to, że w Pałacu Prezydenckim zamieszkał polityk bez porównania brutalniejszy i znacznie bardziej zachłanny na władzę niż Duda. Karol Nawrocki nie jest wielkim polityczny kreatorem, za to kocha destrukcję — i właśnie taką postawę przyjął wobec rządu. Aż 20 wet w ciągu pięciu miesięcy kadencji — tyle Duda nie zawetował przez całe swe rządy. Do tego odmowa nominacji ambasadorskich, sędziowskich i oficerskich, a także ciągłe wojny z rządem w polityce zagranicznej i w obszarze bezpieczeństwa. Nawrocki zerwał nie tylko z polityką Dudy, ale przede wszystkim Lecha Kaczyńskiego — stąd jego antyukraińska retoryka i rezygnacja z tradycji zapalania w Pałacu Prezydenckim świec chanukowych. Prezes PiS woli udawać, że nie widzi, jak jego nominat niszczy tradycje jego brata. O konsekwencjach wyboru Nawrockiego dla Jarosława Kaczyńskiego i dla całej prawicy twórcy „Stanu Wyjątkowego" będą rozmawiać w drugiej części podsumowania roku, która zostanie opublikowana 1 stycznia. W drugiej części także o wojnach wewnątrz PiS i rosnącej w siłę partii Grzegorza Brauna, który odbiera wyborców Kaczyńskiemu. Wyjątkowe świąteczno-noworoczne odcinki "Stanu Wyjątkowego" dostępne są dla abonentów Onet Premium (wersja video) i aplikacji Onet Audio (wersja audio). Zapraszamy do słuchania i oglądania!
Posiedzenie aresztowe w sprawie Zbigniewa Ziobry zostało odroczone do 15 stycznia, bo sąd i obrona nie mieli szansy zapoznać się z niejawną częścią materiału dowodowego. Poseł PiS Dariusz Stefaniuk uważa, że to "blamaż prokuratury". - Karpiem na święta dla Donalda Tuska miał być Zbigniew Ziobro i decyzja sądu o jego aresztowaniu. Nie wyszło, sprawa się rypła - powiedział w Polskim Radiu 24.
Tu możesz zgłosić się do Szkoły Przywództwa: https://szkolaprzywodztwa.pl/Polscy kibice klubowi angażują się politycznie. Z jednej strony wyrażają niechęć do Donalda Tuska, z kolei znaczna ich część sympatyzuje z Karolem Nawrockim. A teraz atakują Zbigniewa Ziobro. Na czym polega kultura kibicowska? Z czego biorą się te emocje polityczne? Skąd jest tyle agresji słownej? Czy ataki na Zbigniewa Ziobro to akcja ogólnopolska? Na czym polega fenomen polskich ultrasów? Na te pytania odpowiada prof. Radosław Kossakowski, socjolog.Mecenasi programu:Inwestuj w fundusze ETF z OANDA TMS Brokers: https://go.tms.pl/UkladOtwartyETF AMSO-oszczędzaj na poleasingowym sprzęcie IT: https://amso.pl/Uklad-otwarty-cinfo-pol-218.htmlPobierz aplikację Hallow: http://hallow.com/ukladotwartyhttps://patronite.pl/igorjanke ➡️ Zachęcam do dołączenia do grona patronów Układu Otwartego. Jako patron, otrzymasz dostęp do grupy dyskusyjnej na Discordzie i specjalnych materiałów dla Patronów, a także newslettera z najciekawszymi artykułami z całego tygodnia. Układ Otwarty tworzy społeczność, w której możesz dzielić się swoimi myślami i pomysłami z osobami o podobnych zainteresowaniach. Państwa wsparcie pomoże kanałowi się rozwijać i tworzyć jeszcze lepsze treści.
Filozof i b. europoseł prof. Ryszard Legutko jest pesymistą, jeżeli chodzi o ocenę polskiej polityki i sytuacji, w której znalazł się nasz kraj. Szczególnie dotyczy to kondycji moralnej Donalda Tuska.
W Poranku Radia Wnet dr Krzysztof Winkler z Warsaw Enterprise Institute oceniał skutki rozmów prowadzonych w Berlinie przez premiera Donalda Tuska oraz realne możliwości Europy w zakresie bezpieczeństwa. Jak podkreślał, same deklaracje nie wystarczą, jeśli nie pójdą za nimi konkretne decyzje finansowe i wojskowe.Zdaniem analityka prawdziwym sprawdzianem zrozumienia zagrożeń będzie skala wydatków na obronność oraz faktyczne wzmocnienie wschodniej flanki NATO.W praktyce powinno to oznaczać, że państwa europejskie zaczną wydawać nawet 5 procent PKB na obronność, bez sztucznego rozdzielania tych wydatków na infrastrukturę i obronę sensu stricto– wskazał.Winkler zaznaczył, że logicznym krokiem byłoby również przesuwanie jednostek wojskowych właśnie na wschodni front – do Finlandii, państw bałtyckich, Polski czy Rumunii – bo to tam koncentruje się realne zagrożenie ze strony Rosji. Jednocześnie analityk nie pozostawiał złudzeń co do roli Unii Europejskiej jako podmiotu bezpieczeństwa.Unia Europejska zdecydowanie nie jest dziś organizacją, która ma jakiekolwiek karty do grania w zakresie bezpieczeństwa. To jest organizacja gospodarcza– zaznaczył. Jak dodał, także na polu gospodarczym Europa przegrywa konkurencję ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami, czego symbolem jest brak europejskich firm dominujących w sektorze nowych technologii i internetu.W kontekście wsparcia Ukrainy Winkler zwrócił uwagę na rozbieżność między politycznymi zapowiedziami a realnymi możliwościami państw europejskich. Początkowo zapowiadane „siły stabilizacyjne” okazały się w praktyce formacjami o bardzo ograniczonym potencjale.Gdy zaczęto realnie liczyć, ile jednostek można wystawić, okazało się, że to raczej siły o charakterze policyjnym, a dziś mówi się wręcz o oddziałach szkoleniowych– mówił. Istotną rolę – jak zaznaczył – mogą odegrać Stany Zjednoczone, oferując wsparcie lotnicze, koordynację celów oraz potencjalne rozmieszczenie pocisków dalekiego zasięgu.Rozmowa zeszła także na różnice w postrzeganiu zagrożeń między wschodnią a zachodnią częścią Europy. Winkler podkreślał, że kraje wschodniej flanki NATO intensywnie zwiększają wydatki na obronność i wracają do powszechnej służby wojskowej. Z kolei Europa Zachodnia – jego zdaniem – koncentruje się dziś przede wszystkim na kryzysie migracyjnym./fa
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego poinformowało w sobotę o przywróceniu do obiegu publicznego Raportu Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne RP w latach 2007–2022. Dokument, opublikowany pierwotnie 29 listopada 2023 roku, został następnie usunięty ze strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w styczniu 2024 roku, po objęciu władzy przez Donalda Tuska.Raport dotyczy kontaktów Służby Kontrwywiadu Wojskowego z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej w latach 2010–2014 i opisuje je jako studium przypadku rosyjskiej operacji wpływu.W Poranku Radia Wnet do treści raportu odniósł się Arkadiusz Puławski, zastępca dyrektora gabinetu szefa BBN, który zasiadał w Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich, kierowanej przez prof. Sławomira Cenckiewicza.To jest raport, który został przywrócony do obiegu publicznego. To był raport, który zbadał wpływy rosyjskie w Polsce, objawiające się pewną operacją dezinformacyjną, operacją wpływu przeprowadzoną przez rosyjskie służby specjalne, a konkretnie przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa– wskazał.Puławski wskazywał, że komisja oceniła działania rosyjskich służb jako możliwe właśnie dlatego, że polski kontrwywiad nie zachował elementarnej czujności.Oceniliśmy, że w okresie 2010–2014 Rosjanie mogli przeprowadzić taką operację dezinformacyjną na polskim kontrwywiadzie, dlatego że ówczesne kierownictwo kontrwywiadu wojskowego na to pozwoliło i weszło otwarcie we współpracę– powiedział.Jak podkreślał, problemem nie był jeden błąd ani jedna osoba, lecz systemowy brak nadzoru.Jeżeli mnie pani pyta, czy był jeden winny, to jednego winnego tego bałaganu nie było. Panował po prostu bałagan– podsumował.W jego ocenie odpowiedzialność spoczywała również na ówczesnym kierownictwie politycznym państwa.Nadzór polityczny – premier, minister obrony narodowej i koordynator służb specjalnych – nie bardzo interesowali się tą sprawą i nie uznali, że ma ona jakąś wagę– wskazał.Puławski zwrócił uwagę na finał tej współpracy, który uznał za szczególnie niebezpieczny.Kilka lat współpracy zostało zwieńczone porozumieniem o współpracy i współdziałaniu w zakresie kontrwywiadu wojskowego, które było haniebne i nigdy nie powinno być przyjęte przez oficera polskich służb– zaznaczył.Jak dodał, dokument ten godził w podstawowe interesy państwa.Nakładało ono na polską służbę obowiązek informowania Rosjan o działaniach wywiadowczych prowadzonych na terytorium RP przez służby państw NATO. To było absolutnie sprzeczne z naszymi interesami strategicznymi– podsumował.Raport Państwowej Komisji ds. badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne RP w latach 2007-2022 można znaleźć pod tym LINKIEM./fa
W Popołudniu Radia Wnet Jarosław Sachajko, poseł koła Wolni Republikanie, nakreślił scenariusz, który – jego zdaniem – coraz wyraźniej rysuje się w działaniach premiera Donalda Tuska. Chodzi o przyspieszone wybory parlamentarne, możliwe już na wiosnę. W rozmowie z Jaśminą Nowak polityk przekonywał, że obecna sytuacja polityczna i gospodarcza sprzyja właśnie takiemu ruchowi.Sachajko ocenił, że premier konsekwentnie „dopina swego”, marginalizując dotychczasowych koalicjantów, zwłaszcza PSL i Polskę 2050. Zwracał uwagę na tempo prac parlamentarnych i forsowanie ustaw, które przez lata nie miały szans przejść przez Sejm, a także na narastający konflikt wokół prezydenckich wet. W jego ocenie rząd „podgrzewa atmosferę”, ignorując alternatywne, prezydenckie propozycje legislacyjne.Wszystko na to wskazuje, że pan premier planuje na wiosnę ogłosić samorozwiązanie parlamentu. Po takim ogłoszeniu większość parlamentarna nie będzie miała wyjścia, będzie musiała się z tym zgodzić– mówił poseł Wolnych Republikanów.Kluczowym argumentem, który – zdaniem Sachajki – tłumaczy pośpiech rządu, jest stan finansów publicznych. Poseł wskazywał na gwałtowny wzrost zadłużenia oraz rosnące koszty jego obsługi, które już w przyszłym roku mają sięgnąć około 100 miliardów złotych.W ciągu dwóch lat o 10 punktów procentowych zwiększono zadłużenie Polski. W przyszłym roku wydamy około 100 miliardów złotych na samo obsłużenie długu. A jednocześnie sytuacja w służbie zdrowia jest tragiczna– podkreślał.Sachajko zwracał też uwagę na budżetowe realia 2026 roku: symboliczne podwyżki dla nauczycieli i wzrost płacy minimalnej na poziomie inflacji, co – jak mówił – realnie oznacza stagnację dochodów i uderzenie „ludzi po kieszeniach”. Jego zdaniem rząd może chcieć zdyskontować politycznie moment, zanim te skutki staną się powszechnie odczuwalne.W rozmowie pojawił się także wątek zachowań wyborczych Polaków i roli mediów. Poseł krytycznie oceniał poziom debaty publicznej oraz dominację przekazu sprzyjającego obecnej władzy.W Polsce duża część społeczeństwa chodzi do wyborów parlamentarnych jak do wyborów Miss Polonia. Ktoś mi się podobał, ktoś ładnie wyglądał, ktoś dobrze mówi– stwierdził, dodając, że decyzje wyborcze rzadko są wiązane z bezpieczeństwem, zdrowiem czy przyszłością dzieci.Sachajko mówił również o ogromnej przewadze finansowej i medialnej środowisk wspierających rząd, wskazując m.in. na środki z funduszy zagranicznych i instytucji europejskich. Choć zauważał rosnącą rolę internetu i mediów alternatywnych, podkreślał, że „zalew informacji” działa także na niekorzyść racjonalnej debaty.Istotnym elementem jego diagnozy była kondycja opozycji, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości oraz szeroko rozumianej prawicy. Sachajko nie krył pesymizmu.Po drugiej stronie, przepraszam za brzydkie słowo, rzeźnia. Cała prawica kopie się po kostkach, a nawet znacznie wyżej– oceniał.W jego przekonaniu obecne podziały i wewnętrzne konflikty sprawiają, że prawica nie ma realnych szans na zwycięstwo w ewentualnych przyspieszonych wyborach, a Donald Tusk – odpowiednio rozgrywając scenę polityczną – może je wygrać bez konieczności budowania nowych, trudnych koalicji.
Tu możesz zgłosić się do Szkoły Przywództwa: https://szkolaprzywodztwa.pl/Co zmieniło się w sondażach i dlaczego układ sił na scenie politycznej zaczyna wyglądać inaczej niż jeszcze kilka miesięcy temu? W tym odcinku rozmawiamy o tym, dlaczego Prawo i Sprawiedliwość traci poparcie, a Koalicja Obywatelska zyskuje, oraz co stoi za rosnącą pozycją Grzegorza Brauna.(00:00) Wstęp(1:59) PiS traci a Koalicja zyskuje. Co wzmacnia dziś Donalda Tuska?(5:52) Co się stało, że Grzegorz Braun rośnie?(10:04) Dlaczego PiSowi zabiera więcej Braun niż Konfederacja? Braun wyprzedzi Konfederację?(13:55) Co się zmieniło w nastawieniu Polaków do Ukrainy i Izraela?(15:48) Czemu Konfederacja się zatrzymała?(21:57) Czy mogłoby powstać nowe ugrupowanie z członków PiS? (25:07) Czy Zbigniew Ziobro jest obciążeniem?(26:06) Czy małe ugrupowania po stronie liberalnej są na straconej pozycji?(30:10) Która lewica ma większą szansę na przetrwanie?(32:46) Czy Tusk w ramach KO trzyma wszystko żelazną ręką?(39:31) Jaki Karol Nawrocki może mieć wpływ na scenę polityczną? Czy może poprzestawiać prawicę?(44:55) Czy Zbigniew Bogucki mógłby być kandydatem na premiera?(47:00) Co będzie?(50:24) Co może się wydarzyć po prawej stronie?Mecenasi programu:Inwestuj w fundusze ETF z OANDA TMS Brokers: https://go.tms.pl/UkladOtwartyETF AMSO-oszczędzaj na poleasingowym sprzęcie IT: https://amso.pl/Uklad-otwarty-cinfo-pol-218.htmlPobierz aplikację Hallow: http://hallow.com/ukladotwartyhttps://patronite.pl/igorjanke ➡️ Zachęcam do dołączenia do grona patronów Układu Otwartego. Jako patron, otrzymasz dostęp do grupy dyskusyjnej na Discordzie i specjalnych materiałów dla Patronów, a także newslettera z najciekawszymi artykułami z całego tygodnia. Układ Otwarty tworzy społeczność, w której możesz dzielić się swoimi myślami i pomysłami z osobami o podobnych zainteresowaniach. Państwa wsparcie pomoże kanałowi się rozwijać i tworzyć jeszcze lepsze treści.
W korespondencji z Polski m.in. : 13 grudnia minęły dwa lata od powołania rządu Donalda Tuska; Port Polska - tak nazywa się powstający pod Warszawą, Centralny Punkt Komunikacyjny czyli nowe lotnisko; co najmniej 120. nielegalnych imigrantów przedostało się do Polski przez tunel wydrążony na granicy z Białorusią...
Wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego – dziś przez rząd określanego już jako „Port Polska” – ponownie narasta spór. Premier Donald Tusk poinformował o złożeniu sześciu zawiadomień do prokuratury dotyczących domniemanych nieprawidłowości sprzed zmiany władzy, jednocześnie zapowiadając rebranding projektu i jego nowe otwarcie pod auspicjami obecnego rządu.Decyzja rządu Tuska jest dla Bronisława Wildsteina nie tylko sporem o jedną inwestycję. W rozmowie na antenie Radia Wnet publicysta opisuje ją jako element szerszego procesu, który jego zdaniem uderza w fundamenty państwowości i demokracji.Już na początku rozmowy Wildstein wskazuje, że mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym niż zmiana priorytetów inwestycyjnych. W jego ocenie rząd świadomie zrywa ciągłość państwa, kwestionując legalność działań poprzedników, mimo że zostali oni wybrani w demokratycznych wyborach.To jest w ogóle takie podejście do państwa polskiego, gdzie zrywa się ciągłość. Ogłasza się, że poprzednia ekipa była nieprawomocna, chociaż została absolutnie prawomocnie wybrana przez obywateli– zauważa.Wildstein podkreśla, że wybory nie były kwestionowane ani podważane, a mimo to nowa władza zachowuje się tak, jakby wszystko, co zrobił poprzedni rząd, należało unieważnić.Wybory były absolutnie zgodne z prawem. Nikt ich nie kwestionował, nikt ich nie podważał. Mimo to zrywa się ciągłość i ogłasza się, że właściwie wszystko ma być zerwane, wszystko ma być anulowane– dodaje.https://wnet.fm/2025/12/12/wild-port-polska-to-pr-zmiana-nazwy-cpk-niewykonalna-i-kosztowna/Publicysta zestawia obecną sytuację z okresem transformacji ustrojowej po 1989 roku. Zwraca uwagę, że nawet wobec systemu komunistycznego, który oficjalnie został potępiony jako totalitarny i sprzeczny z interesem Polski, nie zastosowano tak radykalnego zerwania ciągłości państwowej.Takiego zerwania nie było w stosunku do komunizmu, który był ewidentnie systemem, który odrzucamy. A jednak ciągłości państwa wtedy nie zerwano– komentuje.W ocenie Wildsteina obecne działania są szczególnie niepokojące w kontekście sytuacji międzynarodowej. Polska, jak podkreśla, znajduje się w stanie realnego zagrożenia wynikającego z rosyjskiej agresji na Ukrainę i otwartych deklaracji Moskwy dotyczących odbudowy stref wpływów.Polska jest realnie zagrożona i doskonale o tym wiemy. Istnieje obawa, że Polska może zostać zaatakowana. W takiej sytuacji należy robić wszystko, aby wytwarzać poczucie jedności, a ekipa Tuska robi dokładnie coś odwrotnego– dodaje.Zdaniem rozmówcy Radia Wnet rząd Donalda Tuska nie tylko pogłębia podziały, ale także uderza w same reguły demokracji.Ta ekipa uderza w fundament demokracji, ponieważ zmienia reguły gry. Demokracja polega na tym, że nie stosuje się przemocy w polityce– mówi.Wildstein zarzuca obecnej władzy stosowanie represji wobec politycznych przeciwników oraz próby ich kryminalizacji. Na tym tle decyzja dotycząca CPK jawi się w jego ocenie jako kolejny element wojny propagandowej wymierzonej w Prawo i Sprawiedliwość. Publicysta przypomina, że projekt był szeroko akceptowany społecznie i miał znaczenie znacznie szersze niż sam port lotniczy.CPK okazało się powszechnie akceptowane. Było zwornikiem budowy całej sieci komunikacyjnej dla Polski– zaznacza.Szczególną irytację Wildsteina budzi narracja rządu, według której PiS miał „schańbić ideę CPK”.To jest sformułowanie niebywałe. Jak można schańbić ideę, którą się stworzyło? Rząd PiS ten projekt stworzył– przypomina.https://wnet.fm/2025/11/24/ciecia-w-kolejowym-cpk-te-linie-mialy-sluzyc-takze-wojsku/W jego ocenie obecne działania sprowadzają się do blokowania inwestycji, zmiany nazw i symbolicznych gestów, które nie mają realnego przełożenia na rozwój kraju.Minęły dwa lata, nic nie zostało zrobione. Zablokowano wszystkie działania, a teraz słyszymy, że zmienia się nazwę na Port Polska i na tym ma polegać repolonizacja– ironiuzuje.Wildstein nie kryje sceptycyzmu wobec zapowiedzi repolonizacji i rozwoju infrastruktury pod rządami obecnej koalicji.Ta opowieść o tym, że rząd Tuska repolonizuje Polskę i polski przemysł, brzmi, mówiąc bardzo delikatnie, niecałkiem poważnie– dodaje.Na zakończenie rozmowy publicysta wraca do kwestii fundamentalnej – znaczenia ciągłości państwa.Państwo powinno w fundamentalnych sprawach zachować ciągłość. Inaczej przestaje być państwem i staje się czymś, co od ściany do ściany się wrzuca, zależnie od tego, kto przejmuje władzę– zaznacza./fa
"Najlepsza rzecz, jaka może spotkać Polskę po tych dwóch latach, to wcześniejsze wybory i wybranie nowego parlamentu" - powiedział Przemysław Wipler, poseł Konfederacji, w Porannej rozmowie w RMF FM. Rząd Donalda Tuska po dwóch latach ocenił na "stopień niedostateczny z relegowaniem ze szkoły". "Jeżeli chodzi o finanse publiczne, to jest dramat. Dziura Morawieckiego stała się dziurą Domańskiego" - dodał polityk. Przemysław Wipler przyznał jednak, że ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu wystawiłby "tróję".
Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki wystawia miażdżącą ocenę rządowi Donalda Tuska. Do tej pory nie otrzymaliśmy informacji dotyczących problemu rynku kryptowalut - mówi.
Jan Pospieszalski łączy adwentowe czuwanie z krytyczną analizą dwóch lat rządów Donalda Tuska, odnosząc się również do rocznicy wprowadzenia stanu wojennego oraz kondycji wspólnoty.
"W Polsce jest organ-instytucja, która mianuje się Trybunałem Konstytucyjnym, natomiast nie mamy sądu konstytucyjnego, który by wypełniał funkcje przewidziane przez Konstytucję RP. Trzeba odbudować szacunek do Trybunału Konstytucyjnego. Aktywni politycy nie powinni być wybierani do TK" - ocenił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM były minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Podkreślił, że przez dwa lata rządów Donalda Tuska "krok po kroku odzyskiwane jest zaufanie do wymiaru sprawiedliwości". "W najbliższych tygodniach może pojawić się akt oskarżenia wobec byłego premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie afery kopertowej" - stwierdził.
W dzisiejszym odcinku dział gospodarczy Polityki Insight - w składzie Hanna Cichy, Jan Jęcz, Bartosz Krzemiński i Karol Tokarczyk - ocenia stan polskiej gospodarki i zastanawia się, czy dobre wskaźniki i jeszcze lepsze prognozy to zasługa rządu i jego polityki gospodarczej ostatnich dwóch lat. Rating rządu Donalda Tuska znajdziecie tutaj: tinyurl.com/rating-rzad-2025
"Jest umowa koalicyjna, której Polska 2050 dotrzymała. (…) Umowa była taka, że po rotacji jest wicepremier dla Polski 2050" - powiedziała w Porannej rozmowie w RMF FM Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, pytana, kiedy jej partia otrzyma stanowisko wiceszefa rządu. Minister funduszy i polityki regionalnej poinformowała, że już dwa miesiące temu prosiła Donalda Tuska o spotkanie w tej sprawie, jednak dotychczas do rozmowy nie doszło. "Takie unikanie rozmów nie jest dobre" - podkreśliła.
W dzisiejszym odcinku, tuż przed drugą rocznicą rządu Donalda Tuska, opowiadamy o ratingu rządu Polityki Insight. Joanna Sawicka i Tomasz Sawczuk przybliżają metodologię, wskazują gwiazdy i maruderów oraz zastanawiają się, jakie są perspektywy rządu. Rozmowę prowadzi Andrzej Bobiński. Zapraszamy! Rating rządu Donalda Tuska znajdziecie tutaj: https://tinyurl.com/rating-rzad-2025
W Poranku Radia Wnet europoseł PiS i były prezes Orlenu ostro zareagował na narastające spekulacje dotyczące przyszłości partii oraz wewnętrznych napięć między jej liderami. Jak podkreślał, dyskusje wewnątrz PiS o tym, kto mógłby zostać premierem w razie przyszłej wygranej, są całkowitym oderwaniem od rzeczywistości i jedynie wzmacniają politycznych przeciwników.Mam już dość tych wszystkich spekulacji. Donald Tusk powinien co po niektórym w Prawie i Sprawiedliwości codziennie wysyłać kwiaty i kawę, może jeszcze rajstopy. To zaczyna być śmieszne, bo przykrywamy całe nieudactwo pana premiera Tuska – problemy gospodarcze, problemy w służbie zdrowia – i zastanawiają się wszyscy, kto ma być premierem. Na miły Bóg, my nie mamy dzisiaj 40 proc. poparcia i nie jesteśmy trzy miesiące przed wyborami, żeby na ten temat się zastanawiać– mówił.Obajtek podkreślił, że spotkanie Beaty Szydło, Mateusza Morawieckiego i jego samego, które rozpaliło spekulacje, było zaplanowane „miesiąc wcześniej” i ma wyłącznie pokazać jedność w terenie, a nie rywalizację frakcji.To spotkanie pokazuje, że ponad jakieś kopania dywanowe jesteśmy jednością. To nie jest czas na obszczekiwanie się. Jeżeli tak dalej będzie, to premierem będzie dalej Donald Tusk. Bardzo mocno proszę moich kolegów, by naprawdę zastanowili się nad kiwaniem tej łódki, bo z tej łódki mogą wypaść i nawet nie będą zdawać sobie sprawy, kiedy to się stanie– ostrzegł.Był też pytany o spekulacje, czy szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki mógłby być potencjalnym liderem PiS w przyszłości lub kandydatem na premiera.Mamy doskonałą umiejętność zabijania każdego kandydata. Każdego, kogo nominowaliśmy na bycie premierem, ucinamy mu głowę– stwierdził, dodając, że publiczne kreowanie liderów kończy się tylko produkcją nowych wrogów. Według Obajtka najważniejsze jest dziś powstrzymanie dalszych sporów.To nie pora i czas w ogóle wpychać się w takie rozmowy, kto będzie premierem, kto będzie ministrem. Bo niedługo to większość Prawa i Sprawiedliwości ten bandycki rząd umieści za kratami. To tam możemy ciągnąć sznurki, kto będzie komuś rozdawał, ale fajki, a nie to, że będzie premierem. Więc na litość boską naprawdę bardzo bym prosił wszystkich, że to nie pora i czas na ten temat w ogóle dyskutować.Zaczynam się wewnętrznie denerwować tym, jak słyszę te herezje i głupoty, bo niektórzy do tej pory nie wyleczyli się z tego, że nie są już ministrami. To mam taką propozycję. Niech usiądą z tyłu samochodu, otworzą gazetę i jak samochód nie pojedzie, to znakiem tego nie są ministrami. Niech się wezmą za robotę, ponieważ to, co dziś się dzieje z krajem, to naprawdę jest rzecz straszna pod wieloma względami. Tak naprawdę dziś mamy namiestnika niemieckiego jako premiera Polski i to widzimy w wielu obszarach– ocenił.W końcowej części rozmowy Obajtek przeszedł do tematu regulacji rynku kryptowalut, twierdząc, że działania rządu Donalda Tuska uderzą w polski sektor nowych technologii i przeniosą innowacyjne inwestycje za Odrę.To wszystko jest po to robione, żeby kryptowaluty obracały się w Niemczech, bo tam jest bardziej liberalne prawo. Jeżeli my zaostrzymy, to przepływ nowoczesnego pieniądza nie będzie w polskiej gospodarce, tylko będzie w niemieckiej– ostrzegł.
W „Odysei Wyborczej” Radia Wnet Krzysztof Skowroński poprowadził debatę poświęconą ustawie o rynku kryptoaktywów, zestawiając odmienne stanowiska dwóch ekspertów:prof. Krzysztofa Piecha – ekonomisty, profesora Uczelni Łazarskiego, dyrektora Centrum Technologii Blockchain;Michała Gromka – eksperta ds. przestępczości finansowej i kryptowalut, doradcy OBWE i Rady Europy.Punktem wyjścia była decyzja premiera Donalda Tuska, który – po wecie prezydenta Karola Nawrockiego – ponownie skierował do Sejmu ustawę o rynku kryptoaktywów, z apelem, by tym razem została podpisana. Skowroński zapowiedział „pojedynek dwóch ekspertów”, ale szybko okazało się, że to raczej spór o to, jak pogodzić bezpieczeństwo państwa z rozwojem polskiego rynku kryptowalut, niż klasyczne „za” i „przeciw”.„Dowcip premiera” i weto prezydentaProf. Piech od początku nie krył dystansu do ruchu rządu, który praktycznie bez zmian wraca z tym samym projektem, który kilka dni wcześniej zawetował prezydent.Taki ciekawy dowcip premier zrobił, bo jeśli byśmy przeczytali, z jakiego powodu pan prezydent zawetował ustawę – a te powody są znane, bo jest uzasadnienie na kilkanaście stron – to nic się nie zmieniło. Absolutnie nic. To, że prezydent czegoś nie wiedział, a teraz, jeśli zwróci się do premiera, to może się o tym dowiedzieć, nie zmienia w żaden sposób zarzutów, które już zostały przez prezydenta na piśmie zgłoszone– podkreśla.Z drugiej strony Michał Gromek przyznaje, że projekt jest daleki od ideału, ale widzi w nim konieczne narzędzie do walki z realną przestępczością.Absolutnie nie neguję, że są aspekty tej ustawy, które wymagają ulepszenia. Pytanie brzmi: czy możemy ją zaakceptować w takiej formie i potem nad nią pracować? (…) Wyzwania związane ze zwalczaniem przestępczości finansowej i tym, co dzieje się na rynku kryptowalut, są tak duże, że mamy obowiązek tę ustawę wprowadzić– argumentuje.Przypomina, że Polska jest ostatnim państwem w UE, które tak fundamentalne spory wokół MiCA (rozporządzenie w sprawie rynku kryptoaktywów w Unii Europejskiej) prowadzi dopiero w 2025 roku, podczas gdy dyskusje na poziomie europejskim ruszyły w 2018 r.Bezpieczeństwo kontra wolność rynkuGromek patrzy na ustawę przede wszystkim przez pryzmat bezpieczeństwa i walki z przestępczością finansową. Opowiada o własnych wizytach w kantorach kryptowalut w Polsce i innych krajach.Z własnego doświadczenia, chodząc do tych różnych podmiotów, w bluzie, mówiąc, że chciałbym kupić kryptowaluty za 50, 100, 150 zł, widzę, że w marginalnej części firm ktoś w ogóle pyta o dowód. Bardzo często podmioty, które oferują sprzedaż i zakup kryptowalut, nie mają żadnych narzędzi, żeby zweryfikować, czy przedstawiony dokument jest prawdziwy– relacjonuje.Jako przykład skali problemu przywołuje handel narkotykami przez komunikator Telegram.Mogę się założyć o swój motor, że można teraz w Google wpisać nazwę narkotyku, ‘Warszawa', ‘Telegram' i ‘portfel kryptowalut'. Wyskoczy bot, który pokaże, w jakiej dzielnicy mieszkasz. Wpłacasz na portfel krypto, po 30–40 minutach masz paczkę pod wskazanym drzewem– mówi, podkreślając, że nie jest to tylko polski problem, ale zjawisko paneuropejskie.Podsumowuje to mocnym porównaniem:„Dla wielu podmiotów to jest trochę tak, jakbyśmy mieli sprzedaż broni bez licencji. Biznes się cieszy, podatki wpływają, ale długoterminowo sprzedaż broni bez licencji jest czymś złym dla społeczeństwa”.Prof. Piech: ustawa łamie konstytucję, prawo unijne i dobija polski biznesProf. Piech nie dyskutuje z tym, że regulacje są potrzebne, ale kwestionuje konkretny kształt projektu forsowanego przez rząd.Po pierwsze wskazuje na zarzuty konstytucyjne:W tej ustawie łamana jest nasza konstytucja. Jeśli można czyjąś firmę zamknąć decyzją urzędniczą, bez realnej możliwości odwołania się do sądu, narusza to zasadę zaufania obywatela do państwa i ochronę własności. Jeśli już coś mamy, to tylko wyrokiem sądu można nam to odebrać– podkreśla.Po drugie – proporcjonalność kar i relację do prawa UE.Każdy kraj Unii miał wprowadzić podobne przepisy. Polska bardzo odstaje. Grożą nam skargi do Komisji Europejskiej i postępowania przed TSUE. Chodzi też o proporcjonalność: w innych krajach za drobne przewinienia są drobne kary, za poważne – wysokie. W naszym projekcie mamy głównie bardzo wysokie sankcje i rozwiązania karne, a nie administracyjne. Ta proporcjonalność, o którą chodzi Unii, nie jest zachowana– wylicza.Trzeci kluczowy zarzut to konkurencyjność.Firmy zagraniczne będą miały dużo łatwiejsze możliwości funkcjonowania w Polsce niż polskie. Opłaty będą czasami kilkukrotnie niższe, kontakt z nadzorem bardziej przewidywalny, reputacja nadzoru – lepsza. Racjonalnie rzecz biorąc, jedynym rozwiązaniem dla polskich firm staje się przeniesienie za granicę– mówi.Prof. Piech wskazuje na konkretne kierunki: Czechy, Słowację, Litwę, Słowenię, Maltę, Cypr, a także Niemcy – przywołując niemiecki system podatkowy, w którym sprzedaż kryptowalut po roku od nabycia nie generuje podatku dochodowego.Rynek już się przestawia. „Polskie” krypto ucieka z PolskiZ punktu widzenia Piecha, kluczowe jest to, że rynek nie czeka na decyzje polityków – firmy już dziś przygotowują się na życie poza polską jurysdykcją.Rozporządzenie MiCA już obowiązuje w Polsce, mimo że nie mamy ustawy. Część firm zagranicznych działa u nas legalnie, paszportując licencje z innych państw UE. Czy ustawa wejdzie w życie, czy nie – biznes kryptowalutowy i tak tu będzie obecny, bo jesteśmy w Unii Europejskiej– tłumaczy. Zwraca uwagę, że GIIF już dziś prowadzi kontrole i wykreśla podmioty z polskiego rejestru.Od 30 grudnia ubiegłego roku obowiązują Travel Rule i MiCA. Firmy muszą gromadzić dane o tym, kto dokonuje transakcji między kim a kim. GIIF z tych narzędzi korzysta – z rejestru wykreślono już ponad 300 podmiotów– zaznacza.Z jego perspektywy problemem nie jest brak regulacji, ale to, że nowa ustawa może dodatkowo utrudnić nadzór nad polskimi firmami.Jeśli polskie firmy przeniosą się pod inne nadzory w UE, nasze służby będą musiały prosić o informacje za pośrednictwem organów innych państw. To wydłuży proces, nie poprawi bezpieczeństwa. Nie widzę tu zysku – widzę realne ryzyko, że nadzorowane biznesy po prostu wyjdą z Polski– dodał.Gromek: bezpieczeństwo nie może być zakładnikiem sporu politycznegoMichał Gromek zgadza się, że ustawa nie jest doskonała i że wiele przepisów trzeba poprawić. Ale jego zdaniem dalsze przeciąganie procesu legislacyjnego jest równie groźne, a może nawet groźniejsze, niż przyjęcie wadliwego projektu i jego szybkie nowelizacje.Bezpieczeństwo stało się w tej debacie zakładnikiem. A nie powinno. Problemy są realne i znaczne w skali całej Unii Europejskiej. Widzę je codziennie, pracując z nadzorami i służbami. Musimy wreszcie dać im narzędzia– podkreśla. Przypomina też, że KNF, policja, GIIF i CBŚP były szkolone, ale bez właściwej ustawy ich możliwości są ograniczone.Nie mamy narzędzi, nie mamy pełnego nadzoru. Ustawa powinna być wdrożona w 2019, najpóźniej w 2021 roku. Opóźnienie to już cztery lata. Udajemy, że sobie radzimy. Ja się tak nie czuję – uważam, że nie jesteśmy w 100 proc. bezpieczni– mówi. Jednocześnie chwali część postulatów Piecha – choćby dotyczących wysokości opłat nadzorczych – wskazując, że w wielu punktach ich spojrzenia się uzupełniają, a nie wyklucz...
"To nie jest konstruktywna postawa - to jest bawienie się bezpieczeństwem finansowym Polaków" - powiedział w Porannej rozmowie w RMF FM Sebastian Kaleta, krytykując działania Donalda Tuska w sprawie ustawy o kryptowalutach. Poseł Prawa i Sprawiedliwości na antenie naszego radia mówił też o Zbigniewie Ziobrze, twierdząc, że jest to "osoba represjonowana przez instytucje naszego państwa".
Komisja Europejska zatwierdziła wniosek Polski o udzielenie pomocy publicznej na budowę elektrowni jądrowej. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Paweł Hreniak ocenił w Polskim Radiu 24, że to dobra wiadomość, ale powątpiewał w skuteczność działania rządu. - Jeszcze za pierwszych rządów Donalda Tuska też wiele mówiło się o elektrowni atomowej - przypomniał.
Posłuchaj całej rozmowy: Europa po nowemu – Wildstein komentuje amerykańską strategięStany Zjednoczone ogłosiły nową strategię bezpieczeństwa, która na nowo definiuje miejsce Europy i jej odpowiedzialność za własną obronę. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ocenia, że dokument kończy epokę „strategicznego komfortu” i jasno sygnalizuje oczekiwanie większej samodzielności wojskowej państw europejskich. USA chcą wzmacniać zwłaszcza kraje Europy Środkowej i Wschodniej, przenosząc jednocześnie strategiczny punkt ciężkości na Indo-Pacyfik. To podnosi znaczenie Polski, ale także poziom wymagań wobec niej.W Poranku Radia Wnet Bronisław Wildstein podkreśla jednak, że nowa strategia nie jest żadnym zaskoczeniem. Wildstein gasi alarmistyczne nastroje obecne w części debaty publicznej. W jego ocenie dokument jedynie porządkuje to, co od dawna było oczywiste.Nie sądzę, że cokolwiek nowego było w tym dokumencie (...) Jest na fali rozrywanie sobie szat i opowiadanie, że jesteśmy samotni, bo Ameryka powodowana jest swoimi interesami, jakby wcześniej nie była powodowana swoimi interesami– komentuje.Jego zdaniem także zainteresowanie Stanów Zjednoczonych Polską i wschodnią flanką NATO wynika wyłącznie z kalkulacji strategicznych.Jeśli Ameryka zainteresowana jest Polską, to nie dlatego, że powodowana jest altruizmem, ale dlatego, że to leży w interesie Stanów Zjednoczonych– zaznacza.Wildstein dużo miejsca poświęca błędnym odczytaniom amerykańskiego izolacjonizmu. Podkreśla, że hasła ruchu MAGA są często źle interpretowane.Realny izolacjonizm oznaczałby samobójstwo współczesnej Ameryki, ponieważ Ameryka ma interes na całym świecie– zaznacza. Dodaje też: „Jeżeli miałaby je ściąć, ograniczyć do kraju, to byłaby katastrofa dla Ameryki jako takiej”. W jego ocenie zarówno tradycyjni republikanie, jak i środowisko Trumpa wiedzą, że Stany nie mogą się wycofać z globalnej gry.Polska musi odrzucić mentalność państwa podporządkowanegoWildstein wskazuje, że polska polityka zagraniczna wciąż opiera się na odziedziczonej po PRL reakcji podporządkowania dominującemu sojusznikowi. Tymczasem relacja z USA powinna być partnerska.Nasz sojusz z USA nie polega na tym, żeby wykonywać ich polecenia, tylko działać z nimi wtedy, kiedy to jest nam na rękę, a zdystansować się od polityki, która nam nie służy– stwierdza.W tym kontekście krytykuje również brak obecności Donalda Tuska w Genewie podczas rozmów o europejskiej strategii wobec nowej amerykańskiej doktryny.Polski premier powinien być nie w Luandzie, tylko w Genewie, kiedy decydowała się strategia europejska. Stwierdzenie, że nikt nie zaprosił Donalda Tuska, pokazuje niestety owoc jego polityki– zauważa.Błędne kalkulacje wobec Rosji i „nowy Kissinger”Wildstein przestrzega przed naiwną wiarą, że możliwe jest „przekupienie” Rosji współpracą gospodarczą, czego próbują środowiska bliskie Trumpowi.Agresja na Ukrainę nie była powodowana interesami ekonomicznymi, tylko imperialnym odruchem. Imperialny odruch kształtuje politykę rosyjską od ponad 600 lat– mówi.Dlatego, jak podkreśla, wszelka próba „dogadania się” z Kremlem kosztem Ukrainy jest skazana na porażkę i będzie miała wyłącznie negatywne skutki.Wildstein ocenia także postawę Unii Europejskiej, której retoryka jest „mocna”, ale działania zbyt słabe.Unia Europejska powinna móc wesprzeć Ukrainę na tyle, żeby się obroniła– mówi. Tymczasem, jak zauważa, „kiedy przychodzi do rezygnacji z zakupów pośrednich surowców rosyjskich, to już nie jest taka twarda”. Podobnie dzieje się z przejęciem rosyjskich aktywów o wartości ponad 150 miliardów dolarów – temat zablokowany przez lobbystyczne wpływy.Na koniec publicysta formułuje tezę, że Polska musi aktywnie wspierać Ukrainę, bo stawką jest własne bezpieczeństwo.Naszym interesem jest obrona Ukrainy. Obstrahując od przyzwoitości i moralności, to jest nasz interes strategiczny– mówi. Zagrożenie jest jego zdaniem oczywiste, bo „Rosja się nie zatrzyma po zwasalizowaniu Ukrainy. I znowu stanęłaby na naszej granicy”./fa
"Nie traktujmy poważnie tego końcowego wystąpienia premiera Tuska (…). To jest dokładnie ten sam styl budowania fałszywych, nieprawdziwych, oderwanych od rzeczywistości narracji, który znamy z końca kampanii prezydenckiej, kiedy Donald Tusk zabił kampanię Rafała Trzaskowskiego. Kłamał, insynuował, (…) stanął na czele obrzydliwej nagonki przeciwko prezydentowi. Teraz ona też jest prowadzona" - tak Błażej Poboży, Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM, skomentował słowa Donalda Tuska, który w Sejmie skrytykował weto prezydenta ws. ustawy dotyczącej kryptowalut. Premier mówił o "kryptoaferze" i "swoistym syndykacie, który ma twarz terrorystów, obcych służb i mafii".
Piątkowe posiedzenie Sejmu ma rozpocząć się od niejawnej części obrad, podczas której posłowie mają wysłuchać pilnej informacji premiera Donalda Tuska w sprawie bezpieczeństwa państwa. - Spodziewam się kompleksowej informacji o tym, co się dzieje w Rosji, bo mamy straszenie Unii Europejskiej przez Putina, przez Miedwiediewa, ale też być może, że będzie to sprawa związana z kryptowalutami - mówił w Polskim Radiu 24 wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jacek Karnowski (KO).
Choć Marek Siwiec od lat nie pełnił funkcji publicznych, powrót 70-letniego polityka na stanowisko szefa Kancelarii Sejmu wywołał pytania o jego przeszłość i dawne wpływy. W rozmowie z Radiem Wnet dziennikarz śledczy Piotr Nisztor przypomina, że Siwiec od lat 80. był częścią „młodej elity” PZPR, która w III RP objęła kluczowe stanowiska.To ta postkomunistyczna grupa Millera, Kwaśniewskiego, Cimoszewicza. Siwiec był jedną z najważniejszych postaci tego układu– mówi Nisztor, wskazując, że jako szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego miał dostęp do najtajniejszych informacji państwa.Dziennikarz przypomina również kontekst PRL-owski: Siwiec figurował w ewidencji SB jako TW „Jerzy”, choć akta – podobnie jak w przypadku Aleksandra Kwaśniewskiego – zostały zniszczone.To ogromna zagadka, jak wyglądały jego relacje z bezpieką– podkreśla.„Lewica forsowała go do służb”Najmocniejsza część rozmowy dotyczy kulis formowania obecnej koalicji rządzącej. Nisztor ujawnia, że podczas negocjacji Lewica miała próbować wprowadzić Marka Siwca do systemu nadzoru nad służbami specjalnymi.Lewica Marka Siwca forsowała na funkcję zastępcy koordynatora do spraw służb specjalnych. Gdyby do tego doszło, Marek Siwiec de facto nadzorowałby dziś służby. To byłoby coś niebywałego– mówi.To stanowisko jest bezpośrednio pod ministrem-koordynatorem i daje realny wpływ na działalność Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), Agencji Wywiadu (AW), Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) oraz Służby Wywiadu Wojskowego (SWW). Nisztor zwraca uwagę, że na tym odcinku kompetencje i przeszłość kandydata są kluczowe.Człowiek, który mówił, że Rosja powinna być partnerem NATO, który chwalił rosyjski gaz i był przełożonym pułkownika Dukaczewskiego szkolonego w sowieckim GRU – miałby dziś nadzorować służby? Miałbym potężne wątpliwości– stwierdza.Platforma Obywatelska miała zablokować kandydaturęNisztor podkreśla, że sprawa nie zakończyła się awansem Siwca tylko dlatego, że Platforma Obywatelska, a konkretnie ludzie Donalda Tuska, nie zgodzili się na tę propozycję.Koalicjanci w kwestii służb zostali całkowicie spacyfikowani. Tusk nie pozwolił, by ktokolwiek z Lewicy miał wpływ na służby. Gdyby nie to, sytuacja wyglądałaby dziś zupełnie inaczej– dodaje.Nisztor wskazuje, że powrót Siwca to element szerszego zjawiska – renesansu dawnych postkomunistycznych środowisk.To naprawdę szokujące, że ci ludzie wrócili do władzy. Po latach niebytu– podsumowuje.W rozmowie pojawia się również mało dotąd znany wątek dotyczący działalności Marka Siwca w projekcie upamiętnienia Babiego Jaru, finansowanym przez Fundację Aleksandra Kwaśniewskiego. Nisztor wskazuje, że wśród sponsorów przedsięwzięcia znaleźli się nie tylko ukraińscy oligarchowie, ale także rosyjscy miliarderzy.To centrum finansowali również rosyjscy oligarchowie o korzeniach żydowskich. Kontrolują Alfa Bank, jeden z kluczowych elementów rosyjskiego systemu finansowego, wpisany na listy sankcyjne po ataku na Ukrainę– dodaje. W ocenie dziennikarza te powiązania powinny budzić czujność służb specjalnych:„Przy Marku Siwcu łączy się bardzo wiele nitek, które powinny być dokładnie przeanalizowane przez polskie służby.”
[AUTOPROMOCJA] Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. W najnowszym „Raporcie Międzynarodowym" Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz w towarzystwie Suri - ekspertki rasy Shiba, biorą na warsztat kulisy wielkiej polityki – od Moskwy po Waszyngton. Rozmawiamy o nieformalnych negocjacjach rosyjsko-amerykańskich, roli Jareda Kushnera i Steve'a Witkoffa, o tym, dlaczego Putin marzy o 160 latach życia i dlaczego blisko rosyjskiemu dyktatorowi do Fidela Castro. Przyglądamy się też głośnej wypowiedzi Donalda Tuska w Berlinie o reparacjach wojennych, analizujemy PR-owskie zagrywki i zastanawiamy się, czy Polska ma realny wpływ na układ sił w Europie. Na koniec – humorystyczne akcenty: historia Jurasza o rosyjskich dyplomatach pływających „delfinem" na basenie, anegdoty z Ministerstwa Obrony i… „rosyjski manicure na jesień średniowiecza". Na koniec Suri opowie, co sądzi o wecie Karola Nawrockiego w sprawie trzymania psów na łańcuchach.
„Walec zastraszania” i spadek budżetu kultury. Gliński o polityce resortuProf. Piotr Gliński, były minister kultury i dziedzictwa narodowego, twierdzi, że działalność resortu pod rządami Donalda Tuska należy oceniać przez pryzmat „zniszczeń”, przede wszystkim w instytucjach kultury. Według niego nowa ekipa przeprowadziła falę bezprecedensowych zwolnień.Oni wyrzucili z pracy, zwolnili nielegalnie w trakcie kadencji około 40 dyrektorów instytucji kultury i to w zasadzie w 100 proc. to były osoby profesjonalne– mówił w Odysei Wyborczej Radia Wnet. Jak podkreśla, nie były to decyzje merytoryczne, lecz element „walca”, który miał „zmrozić środowisko urzędników i dyrektorów”. Dodał też, że po latach zwiększania budżetu kultury o ponad 100 proc., po raz pierwszy od lat środki mają spaść.W szerokim opisie swoich wcześniejszych działań Gliński przypomniał m.in. budowę i współprowadzenie ponad 100 instytucji, ratowanie Muzeum Techniki czy wzrost frekwencji w muzeach, wskazując Wawel jako przykład.Krytyka obecnego rządu: „milion kontroli”, chaos i „krach budżetowy”Drugi wątek rozmowy dotyczył oceny funkcjonowania państwa pod rządami Donalda Tuska. Gliński nie ukrywał, że jego zdaniem polskie instytucje zostały skierowane przeciwko poprzednikom.Nastawienie całego państwa na prześladowanie poprzedników jest największym absurdem, jaki można sobie wymyślić– stwierdził. Według byłego wicepremiera działania kontrolne osiągnęły skalę, która sparaliżowała administrację.Szkoda, że Polska w tej chwili tym się zajmuje. Ja obliczyłem tak szacunkowo, patrząc na resorty, na ilość spraw instytucji, że około miliona najróżniejszych postępowań kontrolnych ten szaleniec wszczął w Polsce. No to trudno, żebyś Polska się rozwijała– powiedział.To państwo nie działa. Widzimy straszliwy krach budżetowy. No jednak za Morawieckiego, tak jak żeśmy w 15 roku na kongresie w Katowicach przedstawiali, dziurę VAT-owską udało się zatkać. Wprowadziło się najróżniejsze finansowe działania, które doprowadziły polski budżet do takiego stanu, że mogliśmy przejść także tę pandemię, wojnę na Ukrainie. Przecież myśmy rządzili w strasznych czasach, a mimo tego obroniliśmy rozwój Polski– zaznaczył.Zdrowie: kierunek zmian i zapowiedź rozdzielenia systemówGliński, koordynujący dziś prace programowe w PiS, zapowiedział także kierunek reform, które partia chce zaprezentować 13 grudnia podczas konferencji w Katowicach. Najważniejszym postulatem, który – jak sugeruje – dojrzewa od lat, jest wyraźne oddzielenie systemu publicznego i prywatnego.Trzeba podjąć jakąś decyzję dotyczącą rozdzielenia publicznej i prywatnej służby zdrowia– powiedział.Zwrócił uwagę, że bez pełnej reformy nie da się poprawić jakości usług:„Wszyscy wiemy, że to nie są proste sprawy, ale można wiele spraw polepszyć.”Wskazał też na znaczenie cyfryzacji i rozwiązań podobnych do e-recepty, które – jak zaznaczył – stały się trwałym elementem systemu./fa
W Odysei Wyborczej prezes Fundacji Republikańskiej Marek Wróbel komentował aktualne napięcia polityczne: od prezydenckich wet po styl pracy marszałka Sejmu i manewry Donalda Tuska wobec Niemiec.
Michał Gramatyka broni Donalda Tuska po słowach o reparacjach, zarzuca prawicy „ohydną manipulację” i mówi wprost: na reparacje nie ma szans, ale możliwe są inne formy zadośćuczynienia.Wiceminister cyfryzacji i poseł Polski 2050 Michał Gramatyka w rozmowie w Radiu Wnet bronił Donalda Tuska po jego głośnej wypowiedzi o reparacjach w Berlinie. Zarzucił prawicy „ohydną manipulację”, wyjaśnił, jak rozumie słowa premiera, i stwierdził wprost: na reparacje wojenne Polska nie ma dziś szans – ale możliwe są inne formy zadośćuczynienia. Odniósł się też do relacji z Niemcami, wewnętrznych wyborów w Polsce 2050.Tusk o zadośćuczynieniuGramatyka odniósł się do słów prezydenta Karola Nawrockiego, który skrytykował wypowiedź Donalda Tuska w Berlinie i zaapelował, by premier przeprosił Polaków.Poseł Polski 2050 uznał taką interpretację za świadome zniekształcenie przekazu:To nie jest wyraz niezrozumienia, to jest wyraz ohydnej manipulacji, której dokonują środowiska prawicowe, wyrywając słowa pana premiera Tuska z kontekstu i podając je jako chęć, żebyśmy my płacili ofiarom Niemców.
Aleksandra Fedorska ujawnia, jak Berlin ocenia rozmowy z rządem Tuska: partner niekonkretny, niedecyzyjny, a o planowanym porozumieniu obronnym Polacy dowiadują się z ARD i X.Aleksandra Fedorska, redaktor naczelna Radio Debata i publicystka, komentuje doniesienia o planowanym polsko-niemieckim porozumieniu obronnym oraz ocenę wizyty Donalda Tuska w Berlinie z perspektywy niemieckiej.„Dowiadujemy się z X i WhatsAppa, nie od własnych rządów”Informacja o planowanym na przyszły rok polsko-niemieckim porozumieniu obronnym pojawiła się najpierw… w niemieckiej telewizji publicznej ARD, a później na profilach w mediach społecznościowych.To jest niezadowalające, że takie informacje dostajemy szybko gdzieś na jakichś kontach na X, czy nawet – jak w przypadku Borisa Pistoriusa – na WhatsAppie, a nie jest to konsultowane z nami– mówi Fedorska.
W rozmowie z Radiem Wnet dr Krzysztof Rak analizował słowa premiera Donalda Tuska, który w Berlinie zadeklarował, że jeśli Niemcy nie przedstawią „jednoznacznej i szybkiej” decyzji ws. zadośćuczynień dla ofiar II wojny, Polska rozważy wypłatę świadczeń ze swoich środków.Rak przypomniał, że mowa o około 50 tysiącach żyjących ofiar, choć jeszcze półtora roku temu liczba ta wynosiła ok. 60 tys. – i z każdym rokiem maleje.Ekspert podkreślił, że Tusk wyraźnie zmienił swoje dotychczasowe stanowisko. Wcześniej dystansował się od tematu reparacji, argumentując, że Niemcy rozmów nie podejmą. Tymczasem teraz premier powtórzył kluczową tezę dotąd używaną przez PiS: że rzekome zrzeczenie się reparacji w 1953 r. nie ma mocy prawnej, bo Polska była wówczas państwem niesuwerennym.Według Raka oznacza to, że Tusk przesuwa się na pozycje rządu PiS w sprawie reparacji i zadośćuczynienia – i ocenia to pozytywnie.Mamy szansę na zadośćuczynienie tylko wtedy, jeśli sprawa przestanie być w Polsce przedmiotem sporu. Konsensus jest kluczowy– wskazuje.Dr Rak podkreślił też, że ewentualna wypłata świadczeń przez Polskę nie osłabi pozycji Warszawy wobec Berlina, przeciwnie – może stać się silnym argumentem moralnym i politycznym.Państwo polskie poczuło się do solidarności, choć nie było sprawcą. Niemcy – sprawcy – nadal nic nie robią– dodaje.Jego zdaniem taki ruch miałby nawet „efekt zawstydzenia” strony niemieckiej oraz wzmocniłby mandat Polski do dalszych roszczeń.Rak przypomniał również, że Polska i tak częściowo wypłaca dodatki dla ofiar II wojny, lecz skala pomocy jest niewystarczająca wobec ich wieku, cierpienia i sytuacji materialnej.To nasi dziadkowie i pradziadkowie. To nasz moralny obowiązek zapewnić im godną starość– zaznacza,Ocenił, że słowa Tuska to moment przełomowy – mniej zauważony w Polsce, ale znaczący dla przyszłych relacji z Niemcami.
Konsultacje w Berlinie. „To nie jest żadne nowe otwarcie”Punktem wyjścia rozmowy są polsko-niemieckie konsultacje międzyrządowe w Berlinie. Prowadząca rozmowę Jaśmina Nowak pytała, czy spotkanie Donalda Tuska z niemieckimi partnerami może oznaczać jakościową zmianę w relacjach obu państw.Agaton Koziński zbija ten entuzjazm i podkreśla, że jego zdaniem trudno mówić o jakimkolwiek przełomie. Jak zauważa, „to nie jest ani stare nowe otwarcie, ani nowe otwarcie”, a atmosfera wokół wizyty w niczym nie przypomina momentu politycznego przełomu. Odwołuje się przy tym do komentarzy w niemieckiej prasie.Bardzo mi się spodobała recenzja bodajże niemieckiego dziennika, który nazwał to przykrą lekcją obowiązkową. No, wypada się spotykać, bo jesteśmy sąsiadami, bo teoretycznie jesteśmy przyjaciółmi, no to się spotkajmy, ale tak naprawdę odbębniejmy to jak najszybciej i zapomnijmy, bo tam się właściwie nic nie klei– mówi.Koziński podkreśla, że relacje osobiste i polityczne między Donaldem Tuskiem a kanclerzem Merzem są skomplikowane. Z jednej strony obaj należą do tej samej rodziny politycznej na poziomie UE, z drugiej – w sprawach konkretnych, jak choćby umowa z krajami Mercosur, różnice są zasadnicze.Nie ma chemii, to widać wyraźnie, między obecnym kanclerzem Niemiec i Donaldem Tuskiem. Oni są jakby trochę skazani na siebie, bo są z tej samej rodziny, bo na poziomie Unii Europejskiej walczą o podobne sprawy, ale jednak w kwestiach bardziej praktycznych różnic jest bardzo dużo– mówi.Po polskiej stronie dochodzi czynnik krajowej opinii publicznej. Koziński przypomina, że obraz Niemiec w Polsce jest wyjątkowo negatywny.Niemcy cieszą się wyjątkowo dużą niepopularnością w Polsce. Polacy nigdy nie stali miłością do Niemiec, to wszyscy dobrze wiemy, ale to jest stopniowalne. A akurat teraz to stopniowanie jest wyjątkowo na niekorzyść Niemiec– zaznacza. I dodaje, że Tusk musi brać to pod uwagę.„Polacy nie chcą ciepłych relacji z Niemcami”Koziński idzie dalej i mówi wprost, że oczekiwanie polskiego społeczeństwa jest raczej odwrotne niż „zacieśnianie przyjaźni”.Polacy ewidentnie nie chcą, żeby polski rząd miał dobre, ciepłe relacje z rządem niemieckim. Bo zwyczajnie się obawiają, że Niemcy wykorzystają taką sytuację i będą naszym kosztem nabijali swoje punkty– ocenia.Przypomina przy tym współpracę Berlina z Moskwą.Niemcy nie mieli żadnych oporów, żeby kosztem Polski budować współpracę z Rosją, czego symbolem były rurociągi 1, 2, ale dobrze wiemy, że ta współpraca była na dużo większych polach. Jak się skończyła ta współpraca, obserwujemy wszyscy po Ukrainie– wskazuje.W jego ocenie w Polsce utrwaliło się przekonanie, że rząd Tuska mógł zrobić więcej, by ograniczyć niemiecko-rosyjskie zbliżenie.Czy polski rząd, zwłaszcza rząd Donalda Tuska, robił wystarczająco dużo, żeby ograniczyć pole tej współpracy rosyjsko-niemieckiej? Moim zdaniem przekonanie jest takie, że jednak nie. I tutaj można było zrobić zdecydowanie więcej– mówi.Gospodarka swoje, polityka swoje – i dylemat: Niemcy czy USA?Koziński podkreśla, że relacje gospodarcze Polski i Niemiec biegną dziś niemal własnym torem – niezależnie od politycznych napięć. Wskazuje, że handel między oboma krajami jest ogromny, a niemieckie inwestycje od lat przynoszą zyski zarówno firmom z Berlina, jak i polskiej gospodarce poprzez miejsca pracy i stabilne łańcuchy dostaw. Jak zauważa, ten „potężny” wymiar współpracy trwa, ale dzieje się właściwie poza sferą politycznych deklaracji, które w ostatnich latach uległy znacznemu ochłodzeniu.W ocenie Kozińskiego prawdziwe pytanie, przed którym stoi dziś Polska, dotyczy nie gospodarki, lecz bezpieczeństwa. Wskazuje, że kraj musi odpowiedzieć sobie na fundamentalną kwestię, z kim chce wiązać swoje strategiczne gwarancje. Jak wyjaśnia, z jednej strony pragmatyka podpowiada, że obecność Niemiec w europejskim systemie bezpieczeństwa jest ważna, z drugiej – realna siła i gotowość do działania leżą po stronie Stanów Zjednoczonych. To właśnie dlatego, zdaniem publicysty, Polska stoi dziś przed dylematem, czy rozwijać wojskową współpracę bliżej Berlina, czy jednak budować ją przede wszystkim w oparciu o Waszyngton.Aby zilustrować, jak bardzo te wybory stają się namacalne, Koziński przywołuje przykład Rumunii. Najpierw podpisanie przez Bukareszt dużego kontraktu z niemieckim Rheinmetallem na budowę fabryki zbrojeniowej, a kilka dni później – decyzję USA o wycofaniu części wojsk z rumuńskiego terytorium. Dla Kozińskiego to wyraźny sygnał, że w geopolityce każdy ruch ma swoje konsekwencje, a zbliżenie do jednego partnera może skutkować ochłodzeniem relacji z innym.W jego ocenie oznacza to jedno: choć Polska potrzebuje dialogu z Niemcami, to w kwestii bezpieczeństwa Stany Zjednoczone pozostają partnerem o wiele bardziej kluczowym.
Poseł PiS Bartłomiej Wróblewski stwierdził, że w obliczu zagrożenia, rząd Donalda Tuska rozkłada ręce i bagatelizuje sprawę. - Jestem jedną z wielu osób, która jest zaniepokojona tym, że rząd za dużo zajmuje się partyjną, agresywną polityką, a za mało bezpieczeństwem Polski i Polaków - mówił polityk w Polskim Radiu 24.
Spór o nauczanie religii przewija się przez cały okres III RP. Rząd Donalda Tuska rozpoczął próby rugowania przedmiotu ze szkół, co spotkało się z kontrą w postaci ustawy wprowadzającej obowiązkowe lekcje religii i etyki. Sama kwestia pozostania w szkole nie wydaje się sednem sprawy.
Polska debata o bezpieczeństwieW Poranku Radis Wnet Piotr Gursztyn przedstawił szeroki obraz tego, jak wygląda dziś polska rozmowa o bezpieczeństwie i przyszłości wojny na Ukrainie. Podkreśla, że choć Zachód dyskutuje o nowych planach USA, negocjacjach i ewentualnym końcu wojny, w Polsce prawdziwa debata nie istnieje – bo całe życie polityczne sprowadza się do krajowej wojny podjazdowej.Odwołując się do informacji ujawnionych przez Bloomberga na temat rozmów amerykańsko-rosyjskich, Gursztyn przechodzi do szerszego kontekstu i mówi o stanie państwa.Słowo debata trochę mi tu nie pasuje. Bo jeśli pan premier, czyli osoba najważniejsza w wykonawczym centrum polityki, jest bardziej skoncentrowany na walce z opozycją niż na Rosji… to może nie jest tak źle. Jeśli wrogiem numer jeden są ‘zbrodniarze pisowscy', a nie Putin i Rosja, to chyba znaczy, że jesteśmy bardzo bezpieczni– ironizuje. Gursztyn mówi o państwie, które funkcjonuje tak, jakby wojna w ogóle go nie dotyczyła – jakby zagrożenie było jedynie abstrakcją.W kolejnum fragmencie rozmowy Gursztyn przechodzi do sprawy sabotażu kolejowego, która jego zdaniem obnaża prawdziwy stan polskich instytucji.Służby są bardziej skoncentrowane na ściganiu opozycji niż na ściganiu ludzi, którzy wysadzili tory pod Garwolinem. ABW ustaliła współpracowników dywersantów, ale prokuratura podległa panu ministrowi Żurkowi ich zwolniła. Człowiek, który ich woził, powiedział tylko, że ‘nie znał' tych dwóch. Przypadkiem go wynajęli. I prokuratura to kupiła– komentuje.„Państwo robi akcje pokazowe, nie realne działania”Gursztyn podkreśla, że działania rządu mają charakter bardziej medialny niż operacyjny. Nawiązuje do sytuacji, w której tysiące żołnierzy patrolują toryTo, że kilka tysięcy żołnierzy w żółtych kamizelkach chodzi po torach przez kilka tygodni, to jest raczej akcja pokazowa. To nie jest odpowiedź państwa, które realnie spodziewa się zagrożenia. To jest gest– mówi.W polskiej debacie, zauważa, nie widać też podstawowych elementów, które w innych krajach są oczywistością: komunikacji kryzysowej, sygnałów o stanie przygotowań, planów mobilizacyjnych czy rozmów o systemie poboru.Gdyby coś naprawdę się działo, to rząd musiałby to komunikować obywatelom. My jednak nie widzimy nic. Ani reform, ani przygotowań, ani nawet debaty– stwierdza.„Rząd Tuska dowiaduje się o planach USA z mediów. Tak jak my”Najbardziej niepokojący jest dla Gursztyna fakt, że polskie władze – według jego relacji – nie były w ogóle poinformowane o amerykańskim planie dotyczącym Ukrainy, który zawiera aż 28 punktów.Właściwie wszystkiego ekipa Donalda Tuska dowiedziała się z mediów. Tak jak ja czy ty. Tomasz Siemoniak poszedł do radia państwowego i powiedział wprost: ‘Dowiedzieliśmy się od Niemców. Oni już wiedzieli od kilkunastu dni'– relacjonuje. Zdaniem Gursztyna to pokazuje, jak słaba jest pozycja Polski w kluczowych rozmowach o przyszłości regionu.W końcowym fragmencie rozmowy publicysta odnosi się do informacji o zatrzymaniu rosyjskiego hakera, który skopiował bazy danych jednego z największych polskich sklepów internetowych.Polska jest dziś jednym z najbardziej zagrożonych krajów na świecie, jeśli chodzi o cyberataki ze strony Rosji. Powinniśmy mieć pełne więzienia takich ludzi– dodaje. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.Z jednej strony mamy surowe słowa ministra Żurka, że ‘nikt się nie ukryje, będą ścigani na całym świecie'. A z drugiej – rozlazłość w realnej reakcji. Paragraf mówi o karze od dziesięciu lat do dożywocia, ale ludzie dostają dwa–trzy lata. I system nie działa– mówi.
W nowym odcinku „Politycznych Michałków” Michał Szułdrzyński i Michał Kolanko omawiają trzy kluczowe zjawiska ostatnich dni: wewnętrzną wojnę frakcji w Prawie i Sprawiedliwości, niespodziewanie mocną jesień Donalda Tuska oraz pierwszy tydzień Włodzimierza Czarzastego na fotelu Marszałka Sejmu.Kup subskrypcję „Rzeczpospolitej” pod adresem: https://czytaj.rp.pl
W rozmowie z Radiem Wnet rektor Politechniki Łódzkiej, prof. Krzysztof Jóźwik, tłumaczy, na jakim etapie znajduje się inicjatywa powołania Centrum Kosmiczno-Obronnościowego Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w Łodzi. Jak podkreśla, jest to moment kluczowy — miasto oraz lokalne środowiska akademicko-przemysłowe czekają na decyzję premiera.Profesor zaznacza, że projekt nie jest jeszcze w fazie realizacji, ale wszystko zależy od decyzji rządu:„Możliwe na pewno jest i o to właśnie się staramy, natomiast trudno mówić w tej chwili o powstawaniu. Ten nasz apel to apel o to, aby została podjęta taka decyzja. To w najbliższych dniach się stanie”.Do premiera Donalda Tuska został wysłany list poparcia pod którym — jak opisuje — znaleźli się reprezentanci najważniejszych środowisk Łodzi.„Są tam rektorzy wszystkich uczelni, przedstawiciele największych pracodawców, jak i przedstawiciele włodarzy miasta”.Czym ma być Centrum Kosmiczno-Obronnościowe ESA?Profesor wyjaśnia, że chodzi o oddział ESA, który miałby łączyć technologie kosmiczne i obronne. Nie tylko rakiety i nośniki, ale także technologie dual-use — o podwójnym zastosowaniu.„To różne technologie dotyczące badań kosmicznych: łaziki, materiały pracujące w niskich temperaturach, technologie żywności, gospodarka obiegu zamkniętego na wzór stacji kosmicznej”.Badania nad technologiami kosmicznymi mają również zastosowanie militarne:„Nie zawsze mamy możliwość, aby bezpośrednio stosować wodę czy by żywność była dostępna… To może mieć zastosowanie dla żołnierzy i użytkowników na polu walki”.Ważnym elementem są także napędy — w tym tworzone we współpracy z Airbusem systemy zdolne działać w obcej atmosferze.„Pracujemy nad napędem śmigłowym, który mógłby pracować w atmosferze Marsa. Ona jest zupełnie różna”.Dlaczego Łódź?Rektor PŁ jednoznacznie wskazuje, że Łódź ma wyjątkowy potencjał, by stać się centrum polskiej i europejskiej technologii kosmicznej.„To, co w Łodzi powstaje i to, co tworzymy na bieżąco, ma szerokie zastosowanie i jest nastawione na eksplorację kosmosu”.Ale są też powody praktyczne:„Łódź jest położona w centrum Polski, skomunikowana bardzo dobrze… a kolej dużych prędkości jeszcze to wzmocni”.Decyzja o ulokowaniu ESA w Łodzi miałaby też efekt społeczny:„Nasze miasto powoli się wyludnia, średnia wieku jest coraz wyższa. Tego typu centrum pozwoliłoby odmłodzić Łódź i zahamować ten trend”.Politechnika Łódzka już pracuje na zaplecze kosmiczne EuropyRektor przypomina, że uczelnia od lat rozwija technologie kosmiczne i ma absolwentów odnoszących sukcesy na arenie międzynarodowej.„Najważniejszym naszym absolwentem jest dr Sławosz Uznański-Wiśniewski… zawsze mówi, że ta uczelnia dała mu perspektywę i możliwości”.Uczelnia współpracuje z instytucjami zajmującymi się eksploracją kosmosu, w tym z przemysłem.„To wszystko wskazuje na to, że mamy tutaj już znaczące doświadczenia” — podsumowuje.Kiedy poznamy decyzję?Według profesora odpowiedź rządu może nadejść w każdej chwili:„Myślę, że to są dni najbliższe, w których ta decyzja zapadnie”.
Gościem Poranka TOK FM jest Paweł Jabłoński, poseł PiS i były wiceminister spraw zagranicznych. Polityk ostro krytykuje wpis instytutu Jad Waszem, nazywając go „oszczerstwem” i „manipulacją historyczną” szkodzącą Polsce. Jabłoński ocenia też plan pokojowy dotyczący wojny w Ukrainie jako niekorzystny, bo w praktyce oznaczałby zwycięstwo Rosji i zachętę do dalszej agresji. W rozmowie wskazuje, że nieobecność Donalda Tuska przy kluczowych rozmowach w Brukseli budzi wątpliwości co do skuteczności polskiej polityki.
Głównym tematem "Wyborów w TOKu", który wzbudził duże wątpliwości, był plan pokojowy przedstawiony Ukrainie przez Donalda Trumpa, określany przez niektórych jako plan kapitulacji, który nagradza agresora i jest skrajnie szkodliwy dla polskiej racji stanu. Uczestnicy dyskusji debatowali nad strategią sojuszy Polski, kontrastując niestabilność Stanów Zjednoczonych pod rządami Trumpa z pozycją Unii Europejskiej jako sojusznika, na którego można realnie liczyć, oraz podkreślali konieczność przestrzegania zasady "Nic o Ukrainie bez Ukrainy". W debacie poruszono także kwestie bezpieczeństwa wewnętrznego, w tym akty dywersji na torach kolejowych, za którymi prawdopodobnie stoją służby rosyjskie, a także pięciopunktowy apel premiera Donalda Tuska mający budować społeczną odporność. Kontrowersje wywołały również działania krajowe, takie jak blokowanie przez prezydenta nominacji oficerskich w służbach specjalnych oraz orędzie nowego marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, w którym zapowiedział on stosowanie tzw. "marszałkowskiego weta" wobec szkodliwych projektów legislacyjnych.
Znowu nam się udało. Po wysadzeniu przez sabotażystów linii kolejowej na trasie Warszawa-Lublin cudem nie doszło do katastrofy. Po uszkodzonych torach przejechało kilkanaście pociągów i żaden się nie wykoleił. A wykoleić mógł się każdy, co doprowadziłoby do wypadku i — co wielce prawdopodobne — ofiar śmiertelnych. Służby mundurowe popełniły w tej sprawie błędy, więc rząd gęsto musi się tłumaczyć. To, że lider PiS Jarosław Kaczyński i jego ludzie atakują Donalda Tuska — to naturalne. Ale tym razem najmocniejsza krytyka płynie ze strony ekstremalnych narodowców — Konfederacji, braunistów i Leszka Millera. Podważają oni ustalenia rządowych specsłużb, wedle których zleceniodawcami dywersji są Rosjanie, którzy wynajęli do tego upadłych Ukraińców. Mentzen, Braun i Miller przekonują, że za próbą zamachu od początku do końca mogą stać Ukraińcy lojalni wobec władz w Kijowie. Znaczyłoby to mniej więcej tyle, że Ukraińcy chcieli wysadzić linię kolejową, którą płynie pomoc dla nich, przy okazji krzywdząc Polaków, którzy im pomagają. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek doszukują się okruchów sensu w tych antyukraińskich teoriach spiskowych. Nie kryjemy — jest niełatwo. Równie ciężko doszukać się sensu w pisowskim oburzeniu na wybór postkomunisty Włodzimierza Czarzastego na marszałka Sejmu. Pal licho, że parę lat wcześniej klub PiS głosował za wyborem Czarzastego na wicemarszałka. Większy absurd polega na tym, że w szeregach PiS postkomuniści mają się całkiem dobrze. To typowe dla Jarosława Kaczyńskiego — jego komuniści są lepsi od innych komunistów, a jego agenci SB są lepsi od wszystkich innych agentów. Bo to prezes decyduje, kto jest złym komuchem i szkodliwym agentem Moskwy. A co do Moskwy, to szef MSZ Radosław Sikorski właśnie przystąpił do ataku na prezydenta Karola Nawrockiego. Zarzuca mu potajemne przygotowywanie Polexitu i dziwi się, że Nawrocki nie przesadza z krytyką Rosji, za to uwielbia atakować Brukselę. Panie i Panowie, kampanię prezydencką roku 2030 niniejszym uznajemy za rozpoczętą.
Jestem bardzo rozczarowany postawą naszego narodu. Jak wszyscy wiemy, Zbigniew Ziobro, uciekając przed prześladowaniami ze strony Donalda Tuska, musiał schronić się w najdalej na zachód wysuniętej dzielnicy Moskwy, Budapeszcie. Biedak został zmuszony do rozłąki z ojczyzną i udał się na obczyznę. A Polacy co? Czy się przejmują? Nie. Oni siedzą, piją kawę, oglądają filmy, zamiast pochylić się nad losem byłego ministra sprawiedliwości. Bo czyż nie powinna burzyć się w nas krew, gdy widzimy, że ten sprawiedliwy mąż musiał udać się na wygnanie? Czy nikt nawet nie uroni jednej łzy? Polacy, co się z wami dzieje? Na koń nie wsiadacie? Za szable nie chwytacie?
Ta działka może PiS sporo kosztować. Tuż po przegranych wyborach — gdy stało się jasne, że władzę przejmie rząd Donalda Tuska — w kierowanym przez ministra Roberta Telusa (PiS) resorcie rolnictwa ruszyły ekspresowe prace nad opchnięciem atrakcyjnej państwowej działki milionerowi Piotrowi Wielgomasowi. Rodzina Wielgomasów to twórcy przetwórczej firmy Dawtona i znajomi Telusa. Minister bywał na ich podwarszawskim ranczu wielokrotnie, także w kampanii wyborczej, gdy ruszyły przygotowania do sprzedaży działki. Cóż za niespodzianka — mimo administracyjnych przeszkód, sprzedaż tuż przed nastaniem Tuska się udała, a kluczowe dokumenty łącznie z aktem notarialnym zostały skompletowane w 24 godziny. Tak się składa, że od lat było wiadomo, że 160 ha działka w miejscowości Zabłotnia (Mazowsze) jest kluczowa dla sztandarowego projektu PiS — Centralnego Portu Komunikacyjnego. Miały przez nią biec tory szybkiej kolei do Warszawy — trudno o bardziej symboliczną inwestycję związaną z CPK. Działkę sprzedał podległy Telusowi Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, który ukrywał transakcję przed spółką budującą CPK. Ta sprawa to cios w samo serce etosu PiS, w którym CPK ma być imperialnym symbolem Polski, realizującym dalekosiężne wizje Jarosława Kaczyńskiego. A tu imperialny symbol się rypnął, bo paru pisowców dopięło mały deal — za jakieś 20 baniek. Szkopuł w tym, że jeśli budowa CPK ruszy, to deal zyska na wartości — ta ziemia może być wówczas warta nawet 20 razy tyle. Dlatego też początkowo Kaczyński zarządził rzeź. Hurtowo zawiesił wszystkich pisowców, którzy przyłożyli swe łapki do sprzedaży działki Wielogomasowi — na czele z Telusem. Liczył, że to ograniczy wizerunkowe i polityczne straty. Ale szybko zmienił front, bo uznał, że politycznie korzystniejsze będzie przekonywanie swego elektoratu, że nic się nie stało — wielokrotnie się to sprawdzało przy okazji innych afer PiS. Dlatego teraz pisowcy idą w zaparte. Atakują rząd Tuska, twierdząc, że może wykupić tę działkę za pierwotną cenę — co wcale nie jest takie proste. Jednocześnie przekonują, że obecna władza późno zajęła się aferą dlatego, że Wielgomasowie wyłożyli 130 tys. zł na kampanię wyborczą Rafała Trzaskowskiego. Ale zasadnicze pytanie wciąż jest proste: czemu Telus i jego ludzie w ostatniej chwili i w tajemnicy przed CPK sprzedali Wielgmasowi działkę, przez którą miały biec szybkie tory? Sprawa działki jest od lipca w prokuraturze, choć faktem jest, że do tej pory nic się w tym śledztwie nie działo. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka czują, że teraz zacznie się dziać. Dla władzy ta sprawa to idealny oręż do walki z propagandą PiS — od tej chwili każde wezwanie Jarosława Kaczyńskiego czy Karola Nawrockiego do budowy CPK Donald Tusk będzie mógł zbywać hasłem o pisowskim złodziejstwie. Zresztą władza ruszyła pełną parą z prokuratorskimi rozliczeniami — minister sprawiedliwości Waldemar Żurek chce aresztować Zbigniewa Ziobrę za przekręty w Funduszu Sprawiedliwości. Stosuje przy tym prawny wytrych, który umożliwia postawienie poważnych zarzutów także innym politykom z wierchuszki PiS.
"Ta zła, skompromitowana i skorumpowana władza całkowicie rozmija się z oczekiwaniami Polaków" - tak poseł Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Śliwka skomentował w Porannej rozmowie w RMF FM apel premiera Donalda Tuska ws. zniesienia dwukadencyjności w samorządach. "Wielu wójtów, burmistrzów stworzyło układy finansowe i bez ich decyzji nie można znaleźć pracy" - dodał gość Tomasza Terlikowskiego.
Kamil Dziubka jest dziennikarzem Onetu, współprowadzącym podcast Stan Wyjątkowy, oraz autorem książki "Kulisy PiS" i najnowszej "Kierownik. Kulisy władzy Donalda Tuska". Rozmawiamy więc nie tylko o tym kto wygra wybory, jaki będzie wynik kolejnego starcia PiS vs PO, bądź Kaczyński vs Tusk. Zaglądamy za kulisy władzy, gdzie Kamil ma wstęp i barwnie opisuje dzięki informatorom jak naprawdę wygląda polska polityka.Książkę "Kierownik" znajdziesz tu: https://lubimyczytac.pl/autor/253089/kamil-dziubka
Donald Tusk wrócił z Brukseli, żeby „ratować Polskę”. Czy czuje, że realizuje ten plan? W jedynym takim wywiadzie – długim, niewygodnym, bez cenzury – premier mówi o politycznym odwecie, rozliczeniach, zdradzie i marzeniach. Czy naprawdę wierzy, że Polska stanie się drugą Japonią? Czy jego rządy to w rzeczywistości misja, kara czy zemsta z opóźnionym zapłonem? Jak zareagował na nocną schadzkę u Bielana? Czy wciąż czuje gniew wobec PiS-u czy raczej bezradność wobec własnych ludzi? Jak odniesie się do porażki Rafała Trzaskowskiego? Co z obietnicami wyborczymi? Dlaczego winni nie zostali jeszcze rozliczeni? 15 października miał być nowym czerwcem 1989 roku. Czy czuje, że zawodzi swoich wyborców? O tym, kogo się boi, kogo podziwia, i dlaczego jego wnuki nie chciały podać ręki Kubie Wojewódzkiemu? To rozmowa o władzy, która czasem boli. O polityku, który – jak sam o sobie mówi – „nie jest ze stali”. O człowieku, który wie, że każde przywództwo ma swój termin ważności.
Koalicja na początku wyglądał jak milion dolarów, pół litra i dwa ogórki. Teraz tylko jak dwa ogórki z czego jeden nadgryziony. Opozycja narzeka na rząd i Tuska, ale przecież powinna być zadowolona. Tusk robi wszystko, żeby PiS wygrało. Właśnie rządy koalicji 15-go października osiągnęła półmetek i nastąpił okres podsumowań. I tak: według badań , 45 proc. Polaków uważa, że nie żyje im się lepiej, do tego aż 31 proc. jest zdania, że jest wręcz gorzej. W innym badaniu 60 procent młodych chce zmiany premiera. Połowa uważa, że rząd nie jest on w stanie poprawić sytuacji gospodarczą Polski. 74 proc. Polaków uważa, że rząd Donalda Tuska nie zrealizuje własnych obietnic wyborczych. Ludzie to po prostu nic nie rozumieją. Ile razy można ludziom powtarzać, że obietnice wyborcze nie są do realizowania...
Mijają dwa lata od październikowych wyborów parlamentarnych, w wyniku których do władzy doszła koalicja KO, Trzeciej Drogi i Lewicy. Za nami specjalne wydanie "Stanu Wyjątkowego", w którym Andrzej Stankiewicz, Kamil Dziubka, Dominika Długosz i Jacek Gądek podsumowali półmetek rządów i wspólnie odpowiadali na pytania subskrybentów Onet Premium. Tematów do przeanalizowania było wiele, bo przez te dwa lata rząd Donalda Tuska przechodził przez wiele kryzysów. Od niespełnionych "100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów", przez waśnie z koalicjantami, aż po przegrane wybory prezydenckie. Oprócz wewnętrznych problemów, koalicja rządząca musi też stawić czoła tym zewnętrznym: niepewnej sytuacji geopolitycznej, otwartej wojny hybrydowej z Rosją i nieprzewidywalnemu Donaldowi Trumpowi w Białym Domu. Twórcy "Stanu Wyjątkowego" rozmawiali też o sukcesach rządu — m.in. wprowadzeniu babciowego, finansowania in vitro z budżetu państwa, czy podwyżek dla nauczycieli. Co jeszcze się rządowi udało, a co skończyło się fiaskiem? Czy koalicja przetrwa do końca kadencji? Jak będzie układać się kohabitacja z Karolem Nawrockim? Jak na sytuację w rządzie wpłynie zmiana marszałka Sejmu? Czy czekają nas kolejne rekonstrukcje?
W dzisiejszym odcinku Wojciech Szacki i Joanna Sawicka opowiadają o sytuacji w Polsce 2050, którą w ostatnich dniach porzucił jej lider Szymon Hołownia. Zastanawiają się, czy partia to przetrwa i kto ewentualnie przejmie stery, jak zmienią się relacje w koalicji rządzącej i czy jest to kłopot dla Donalda Tuska. Wreszcie, czy na zgliszczach Polski 2050 może powstać nowy twór polityczny. Rozmowę prowadzi Andrzej Bobiński. Zapraszamy!