POPULARITY
Categories
Chcesz mnie wesprzeć? Kup sobie coś na Prawie.PRO: https://Prawie.PRO Mój Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/ Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro Prawie rok się zbierałem do napisania tego wideo. Jest ono dla mnie trudne. Dla osób postronnych jeszcze trudniejsze. W odbiorze. Jednak co roku staram się otwierać, zrywając swoją uśmiechniętą maskę, by pokazać, że jestem jak każdy. A tak naprawdę jestem gorszy. Im mam gorszy moment, tym gorzej oceniam samego siebie. Możesz mieć w życiu wszystko. Pieniądze, sprzęt, miłość, proste zęby, wspaniałą pasję… Jednak pod koszulką, pod skórą, gdzieś głęboko w swoim sercu jesteś dla samego siebie zerem. Najtrudniej jest to odkryć, zdać sobie z tego sprawę. Najtrudniej oglądać zdjęcia na których jesteś uśmiechnięty(a) pośród innych ludzi, gdy wiesz, że uważasz siebie za niepotrzebny element tej ilustracji. Gdy uważasz wszystkich wokół za mądrzejszych, ładniejszych, szybszych. Z lepszą przeszłością. Ciągle jest w Tobie napięcie, bo podświadomie boisz się tego, że ktoś odkryje Twoje słabości. Ktoś się zorientuje, że masz duży nos, wystający brzuch. Brak wytopionych mięśni. Zbędne 5 kilo. Boisz się, że nie dasz rady z innymi, nie dotrzymasz ich poziomu. Tym sposobem skażesz się na ocenę. Na wstyd. Tak. Ja odkryłem, że całe życie wstydzę sie za siebie. Od najmłodszych lat. Od szkoły podstawowej, od zapisania się do młodzików Piasta Gliwice. Od pierwszego stażu. Od pierwszego etatu. Każda interakcja to lęk przed oceną. Dlatego wyjście z domu wymaga od Ciebie głębokiego oddechu. Przygotowania. Czujesz napięcie, choć kompletnie nie łączysz tego z wejściem do sklepu, gdzie są inni. Robisz to, ale nigdy nie patrzysz prosto przed siebie. Odkrywasz, że zawsze patrzysz w podłogę. Domyślnie w peletonie zajmujesz ostatnie miejsce, bo tu najmniej osób na Ciebie patrzy. Są oni a potem ja. Tak, ja tak mam. Dlatego nigdy, nawet jakbym miał formę, nie umiałbym wygrywać, bo bycie na pierwszym miejscu jest dla mnie większym dyskomfortem niż cień. Dlatego tak często świadomie w życiu wybieram cień. Dlatego tak ciężko jest nagrywać wideo, pozować do zdjęć albo nawet powiedzieć komuś cześć. Dlatego wybierasz maile zamiast telefonów. Hamulec zamiast sprintu. Potakiwanie zamiast sprzeciwu. Dostawę pod drzwi zamiast do rąk. Boisz się odrzucenia przez lepszych od Ciebie. Tyle, że wszyscy są lepsi od Ciebie. Chcesz być akceptowana i akceptowanym przez wszystkich, mimo, że nie z każdym trzeba utrzymywać relacje. Bo jesteśmy różni. Bo niektórzy naprawdę nie zasługują na naszą atencję, ponieważ żerują na słabości, braku odwagi i sprzeciwu. Uważasz, żeby zasługiwać na akceptację zawsze musisz wszystkim wozić bidony. A na koniec pokornie przyjmiesz słowa krytyki, bo dojechały 30 sekund za resztą, ciepłe i wygazowane. Jest Ci wstyd. Ten sam, który czujesz przy stole podczas świąt, w pracy, w internecie, u lekarza, na zawodach czy w autobusie. Z przyzwyczajenia w pracy dajesz 110% i poprawiasz wszystko za innych. Już bez docenienia i dziękuję. Bo to już norma. Ale nie zwracasz na to uwagi. Głowa ulega adaptacji jak ciało do upałów czy nogi do polskich gór. Jednak koszt pozostaje ciągle ten sam. Wkładasz gigantyczny wysiłek w przeciwdziałanie gorszości. W obsługę wszystkich kompleksów, toksycznych ludzi, których przyciągasz do siebie jak zbyt ciasna koszulka tłuszcz. Nie możesz sobie pozwolić na ukazanie swojej słabości, bo pragniesz być jak inni. Wybierasz styl, którego nie trawisz, chowasz łzy za okularami, krople potu akumulujesz w czapce pod kaskiem, a ból przepłacasz zdartym szkliwem. Gdy ukażesz choćby przez chwile prawdziwą twarz, strach, brak sił okażesz się nieperfekcyjnym(a). Wstyd nie być idealnym. Prawda? Wszyscy tego wymagają. Masz być szybki jak Pogacar. Chudy jak Niemiec. Mądry jak Dawid Myśliwiec. Silny jak Arnie. Twardy jak Szajba z Fali Zbrodni. Ładna jak Niewiadoma. Ktoś Ci zaszczepił patologiczny wymóg bycia perfekcyjnym. Przyjęty bezkrytycznie i to jeszcze tak dawno, że nawet nie pamiętasz. Nie przypominasz sobie jak rodzice krzyczeli na Ciebie gdy płakałeś(aś) bo nie dawałeś rady? Chciałabyś zapomnieć jak koleżanki śmiały się z Twoich uszu i tego jak słabo grasz w siatkę? A to jak uderzył Cię chłopak z klasy i śmiali się z Twoich ubrań? A gdy mąż Ci powtarzał, że jesteś beznadziejna? Jak darł się na Ciebie przy wszystkich szef, choć to nie była Twoja wina? Pamiętasz jak było Ci wstyd na pierwszej ustawce kolarskiej będąc ostatnim? Albo jak się wywróciłeś i nikt nie podał Ci ręki. Gdy wszyscy się na Ciebie tylko biernie patrzyli. Bycie nieidealnym to ryzyko powrotu do tego bólu, który wolisz zapomnieć. Bólu, który ukształtował cały Twój sposób patrzenia na świat. Który podporządkował dziesiątki Twoich zachowań, czyniąc z nich niewidzialne schematy. Dlatego już nie zwracasz uwagi na poziom wysiłku ani napięcia jaki generuje lęk przed wstydem. Najgorzej to sobie uświadomić. Najgorzej to wiedzieć, że z nikim nie możesz o tym porozmawiać. Zawsze jesteś sam w tłumie ludzi. Ty i Twój przewlekły strach. To wszystko dotyczy ogrom z nas. Dorosłych dzieci, kierujących się w swoim życiu emocjami z dzieciństwa. I choć zdanie sobie z tego sprawy potrafi bardzo pomóc, to jednak w życiu każdego z nas zdarzać się będą momenty gdy bez okularów na rowerze będzie widać łzy. Gdy nie masz siły odzywa się w Tobie ten kolega, zły mąż, rodzic mówiący, że zawsze musisz być silny/silna i najlepsza. Tymczasem nie istnieje perfekcja. Nie ma czegoś takiego jak ideał. Nie ma ludzi bezwzględnie mocnych, nie popełniających błędów. Pogacar też się wywraca. Większość kolarzy też ma nadmiarowy tłuszcz. Naukowiec również może się mylić. Z kolei gwiazda kina może być jedynie kreacją. Ktoś kto wymaga lub wymagał od nas bycia idealnym sam nie jest doskonały. Okazuje się, że rodzice i nauczyciel mają jedynie swój punkt widzenia, który nie zawsze jest zgodny z prawdą. Kolega z klasy może dobrze kopał w piłkę, ale słabo radzi sobie z alkoholem. Kolega z grupy, który ostatnio był najszybszy na rowerze okazuje się mocny fizycznie, jednak może nie zdawać sobie sprawy, że opowiadanie o tym wszystkim jest powodem do wstydu. Tak, bo każda inteligentna osoba wie, że wszelkie próby wywyższania się, walki o docenienie jest tak naprawdę głośnym krzykiem ratunku. Tymczasem prawdziwi bohaterowie są cisi. Majętna osoba nie powie o swoich zarobkach. Naprawdę mocny kolarz nie będzie opowiadać ile zrobił kilometrów. A tym bardziej nigdy nie oceni słabszych od siebie by nie zrobić komuś przykrości chcąc podkreślić swoje ego. Nie ma takiej potrzeby. W końcu gdy zapytasz wprost osoby wokół Ciebie czy zauważyły, że masz krzywy nos, większość z nich stwierdza, że dopiero teraz zwróciły uwagę na Twój największy kompleks. Dowiadujesz się też, że miarą wartości jako człowieka w jednym procencie jest Twoja szybkość. Wśród osób, które są przy Tobie że względu na Twoje serce czy umysł. A nie to jak grałeś w piłkę w gimnazjum. Mało jest osób, które patrzą inaczej. I jeśli są wokół Ciebie to czy naprawdę muszą Ciebie kochać? Co to są zawody na liczbę znajomych na naszej klasie? Jeśli ktoś Cię cały czas krytykuje, to może robi to także dlatego, bo próbuje udoskonalać swój niedoskonały świat? Może sama się wstydzi tego kim jest? Może ten szef wyżywa się na Tobie, bo wie, że ma gorsze kompetencje od Ciebie? Tylko nie ma świadomości, że najsłabszym ogniwem tego zestawienia jest on sam, a nie Ty. Nawet nie wiesz ile własnych problemów mają osoby, które najbardziej udają bogów w każdej z dyscyplin życia. Jak sami są skrzywdzeni życiem i sfrustrowani tym gdzie się znajdują. To jak krytykanci w Internecie. Najłatwiej ocenić upadek z kanapy. Wytknąć komuś zły wygląd samemu nie mając ustawionego awatara. Mówić, że nie masz zdolności, samemu nie potrafiąc poprawnie posługiwać się językiem w którym ciśnie po Tobie. A im bardziej jesteśmy spolaryzowani, tym więcej w nas determinacji do pisania rzeczy złych. Do wydawania ocen. Bo ocenianie jest najprostsze. Dużo łatwiejsze, niż analiza. To też najlepszy sposób na wywyższenie samego siebie. Łatwiej jest podnieść swoją wartość obniżając Twoją. Czy to nie jest znany schemat wampiryzmu? Przerzucanie swojego wstydu na Ciebie? Po co Ci takie relacje? Co takie osoby wnoszą do Twojego życia? Po co dajesz się ciągnąć w dół. No chyba, że chcesz być influencerem. Wiem, bardzo łatwo się to mówi. Gdyby to było proste to sam nie miałbym epizodów w których czuję się śmieciem. Jednak walka że wstydem i własną wartością to jest proces. Trening. Raz FTP 4W w górę, następnie 8 w dół, a za jakiś czas 8 plus. Jednak gdy nie trenujesz to się cofasz coraz bardziej do cienia. Gdy boisz się ustawek i jeździsz na końcu to nie przekonasz się jak to jest być w środku razem z innymi. Że nie jesteś gorszy. Albo, że nikt na to nie zwraca tak naprawdę uwagi spośród wartościowych ludzi na których naprawdę nam zależy. Trenując możesz się przekonać, że jednak da się odciąć od wampirów i tak naprawdę mniejsze grono osób, które nas lubi nie sprawia, że jesteś gorszym człowiekiem. No bo nie każdy musi Cię lubić, bo to nierealne i okupione codziennym wysiłkiem w którym to stawiasz siebie oraz swoje potrzeby na ostatnim miejscu. Uderzając pięścią w kierownicę przekonasz się też, że liczą się też Twoje potrzeby. Z kolei mówiąc otwarcie o swoich lękach okazuje się, że jest łatwiej. Że mnóstwo osób które uważasz za lepsze od siebie też mają ten sam problem. Dowiadujesz się, jak one sobie rodziły i radzą z tym okropnym uczuciem bycia za innymi. Że nawet uśmiechnięty Pan z Internetu czuję się gorszy od Ciebie, albo, co najbardziej zaskakujące – ktoś Cię podziwia, jednak wstydził się o tym powiedzieć. Każda osoba o obniżonej własnej wartości ma tendencję do tego by przesadzać, chorobliwie skupiać się na swoich straszkach. Pani w sklepie Cię nie oceni, bo jesteś dzisiaj tysięcznym klientem. Lekarz nie pomyśli o Tobie źle, ponieważ dzisiaj przyjął już 9 osób z tym samym. Na ustawce mało kto nie będzie Cię lubić przez to, że nie potrafisz utrzymać koła. Tym bardziej jeśli powiesz o tym wszystkim otwarcie. Wtedy jedynie na co się skazujesz to na podziw, że umiesz pokazywać swoją słabość. Masz jaja, żeby powiedzieć, że się boisz. Bo reszta też się boi. Bo każdy czasem czuje się jak gówno. Tylko mało kto o tym jest w stanie powiedzieć bez przepracowania tego głęboko w swoim sercu. To jest jedyna opcja, żeby jechać dalej i przeciskać się bliżej czoła peletonu. Nagle okazuje się, że Twoją najsłabszą stroną nie są Twoje słabości tylko wstyd. To on najbardziej hamuje Twoje siły. Nagle okazuje się, że potrafisz rozluźnić swoje serce i głowę. Stawiasz siebie na równi z innymi a nie obok. Ani nad innymi, ani poniżej. Wśród innych stanowisz uzupełnienie. Bo każdy z nas ma inne słabe i mocne strony. Dzielimy się na zawodników taktycznych, górali, sprinterów. Ja umiem lepiej liczyć, a Ty lepiej piszesz. Jednak jak każdy mogę mieć gorszy dzień. Mogę źle skręcić. Jednak czy znasz kogoś, kto tego nie zrobił? Każdy z nas, ale o tym się nie mówi. Przy tym wszystkim musisz pamiętać, że bez względu na to co mówię, bywają gorsze momenty. Też mam chwile gdy chowam się w cień. Nadal też nie umiem przyjmować dobrych słów, za to o wiele lepiej wbija mi się do głowy krytyka. Wciąż bywają dni gdy chce jechać sam, do nikąd. Są momenty gdy łzy spływają pod okularami, jednak wszyscy myślą, że to pot. Sztuką, której się uczę to potrafić zaakceptować swoją niedoskonałość. Uczynić z siebie samego mniej bezwzględnego szefa. Nie być dla siebie nauczycielem że szkolnych lat. Przyjąć 90% doskonałości za normę. Bądź na 90%. To jest cholernie ciężka praca każdego gorszego dnia. Zwłaszcza gdy jesteś zmęczony, niewyspany lub gdy właśnie się orientujesz, że przegapiłeś zjazd. Jednak to nie jest bycie gorszym. Życie i samopoczucie to nie jest linia wiecznie wznosząca. To interwały. Niekiedy musisz zakręcić z całych sił na zaciśniętych zębach, by znów złapać koło Najważniejsze w tym to jest umieć pokochać samego siebie. Akceptując te swoje 90% doskonałości. Sztuką pogodzenia się z samym sobą jest sztuka przymykania oczu na te brakujące 10%. Wstyd to nie tylko wzrok rzucony w chodnik, w licznik rowerowy, garb nawykowy i wiecznie zaszklone oczy zasłonięte lustrzanymi okularami. Wstyd to także coś co jest zupełnie odmienne. Sztuczna wyższość, ekscentryzm. Maska założona i zabetonowana na twarzy. Często najgorszymi czują się osoby, których w życiu byśmy o to nie podejrzewali. Być może nawet one same nie zdają sobie sprawy z tego, że to co determinuje ich sposób codziennego funkcjonowania to permanentny kompleks. I słowo kompleks jest bardzo niesprawiedliwe, bo niekiedy spłaszczane. Mówi się, że ktoś jest zakompleksiony, bo próbuje przez cały czas coś udowadniać. A im bardziej tego chce, tym jest gorzej dla niego samego oraz swojego otoczenia. Albo wręcz przeciwnie – są ludzie, będące wiecznie uśmiechnięte, życzliwe, otwarte, muszące cały czas wkładać ogromny wysiłek w to, by choćby odezwać się do drugiej osoby. Przez lęk przed byciem ocenionym. Sztuką wówczas jest nie oceniać drugiego człowieka, a zdać sobie sprawę z tego, że jest to problem z którym ktoś sobie nie radzi, a jego geneza jest niezwykle zawiła. Skąd bierze się ten dysonans, w którym to wstyd Ci za to jaką, jakim jesteś? Dlaczego patrzysz na innych z dołu. Dlaczego innym podświadomie w sercu zazdrościsz osiągnięć, wyglądu, prędkości na rowerze czy nawet rodziny. Nie wierzę w dobre słowa które słyszę. Jakby nie były adresowane do mnie Zauważłemn, że moja głowa zawsze podświadomie londuje w grunt. Gdy chodzę nie patrzę przed siebie, tylko w ziemię. Nos wbity w asfaltowe To czego najbardziej się boję to, że mogłoby się tak stać jak kiedyś gdy miałem 19 lat, że mój wstyd zacznę maskować pychą. Nie umiałbym wytrzymać że sobą mając podświadome poczucie bycia lepszym od innych. Otaczasz się toksycznymi ludźmi bo chcesz żeby ktokolwiek Cię akceptował. Ja kiedyś też bałem się dokonywać selekcji znajomych, bo bałem się tego, że ktoś mnie nie będzie lubić. Nie miałem żadnych granic. Zero asertywności i pewności siebie. Bo wstydziłem się tego jak niedoskonały jestem.
Hybrydy plug-in nie cieszą się na rynku takim powodzeniem jak te zwykłe, bez gniazdka. HEV są o tyle wygodniejsze, że nie trzeba ich ładować, i choć nie przejadą na prądzie zbyt wielu kilometrów, w Europie cieszą się powodzeniem. Zauważyli to oczywiście Chińczycy i błyskawicznie wprowadzili na rynek zwykłe hybrydy. Czy równie dobre jak ich plug-iny? Rozmawiamy o tym w dwieście sześćdziesiątym czwartym odcinku Podcastu Motoryzacyjnego Overdrive. Posłuchajcie.Bartosz Ławski i Maciej PertyńskiGdybyście chcieli postawić nam przysłowiową kawę, to możecie to zrobić tutaj: https://buycoffee.to/overdrive a jeśli podoba Wam się to, co robimy i chcielibyście nas wspierać małymi kwotami, to możecie także zostać naszym Patronem na Patronite: https://patronite.pl/overdriveZ góry dziękujemy! :-)Zapraszamy także na naszą stronę https://overdrive.pl
Cześć. Tutaj Leszek. Niedoszły alkoholik. Żyjemy w kraju ogromnym problemem. W Polsce każdego dnia do południa schodzi 500 000 małpek. Pół miliona małych butelek mocnego alko na śniadanie. To jest do południa. Bo do północy schodzi ich 3 miliony. Codziennie każdego dnia. 3 miliony tylko tych małych butelek. W Polsce Żabka nie otworzy się jeśli w danej lokalizacji nie ma szans na koncesję. No dobra są takie trzy. To mnie przeraża. Tak samo jak otyłość wynikająca nie tylko że złej diety, tylko z ilości wypijanego alkoholu każdego tygodnia, miesiąca, roku. Ile to jest kcal? Tak samo przykro mi jest obserwować jak wiele osób uprawia sport po to by pić i pije coraz więcej, bo uprawia sport. Zrobiłem o tym nawet cały film. O tej pułapce: Mogę dzisiaj wypić butelkę wina, bo dużo jeździłem. A jutro będę dużo jeździć, bo jutro też chcę się napić. Mówisz sobie, że Ci smakuje. A tak naprawdę chodzi o coś zupełnie innego. O to, że alkohol jako jedyny daje Ci to uczucie zdjęcia łańcucha z klatki piersiowej. Rozluźnia Cię, poprawia nastrój. Resetuje stres i problemy skryte cholernie głęboko. Być może nawet te z trudnego dzieciństwa. Dlatego uważam siebie za niedoszłego alkoholika. Niedoszłego tylko dlatego, bo kiedyś udało mi się wychwycić ten schemat, ale co najśmieszniejsze nie u siebie. Wychwyciłem patrząc z boku. Wychwyciłem będąc w grupie kolarzy, gdzie każdy był na kacu. Każdy narzekał na upał, zmęczenie, ból, zły nastrój, ale nie dlatego, bo trasa była wyjątkowo skomplikowana, a temperatura wyjątkowo wysoka. Kiedyś zapytałem siebie po co tutaj jestem. Dla roweru czy dla wieczorów przy browarach po każdym powrocie do bazy. Rano ruszając juz myślami byłem przy wieczornym stoliku Jestem niedoszłym alkoholikiem też dlatego, bo spełniam wszystkie warunki osoby o wysokim ryzyku uzależnienia od alkoholu: Mam zdiagnozowane zaburzenia lękowe, jestem osobą o niskim poczuciu własnej wartości. Do tego alkohol w moim przypadku łagodzi przewlekły stres i napięcie. Niweluje stres. Po alkoholu jestem zabawny i pocieszny. Rozwiązuje praktycznie wszystkie moje codzienne troski. Nawet jedno piwo sprawia, że unoszę się te kilka milimetrów nad ziemią. Lubię to uczucie. Jest praktycznie takie samo jak po wjechaniu Bieńkówki na czas. Jak każdy Polak żyję w otoczeniu gdzie jest powszechna kultura picia alkoholu podczas każdego spotkania. Każda uroczystość to alkohol. Chrzciny, urodziny, komunia, stypa. Kiedyś wjeżdzała wóda, teraz bardziej prestiżowe barwione alko, wina i piwo. Osoba niepijąca na imprezie to dzikus. To nie jest nasza wina. To pewna tradycja i kultura. Zauważcie nawet, że nawet w serialu Rodzina Zastępcza na którym się wychowywaliśmy w każdym odcinku był alkohol. Po czasie to dla mnie też masakra. Chociaż może przesadzam? W kolarskiej kulturze też kiedyś było tak, że każda wspólna trasa to meta z piwkiem. Bo piwo jest mokre i zimne i dobrze wchodzi po wysiłku. Na szczęście zauważam, że wiele dobrego pod tym względem zrobiły napoje funkcjonalne i piwa zero. Tylko nie wiem ile osób aktywnych sportowo potem samemu pije w domu. Ile osób narzeka na nadwagę wiedząc, że to nie wina złego jedzenia, tylko tego, że nie potrafią rzucić alkoholu. Sporo z nas nawet nie wie ile kcal ma butelka wina i deska serów. Co weekend. Każdy weekend. Dobra, dzisiaj poszaleję, od poniedziałku znowu dieta. W poniedziałek stajesz na wadze i znów wyrzuty sumienia. Masz wyrzuty, to więcej musisz jeździć, żeby zbudować deficyt na weekend. Nie chciałbym zostać źle zrozumianym. Nie mam nic do alkoholu. Nie mam nic do sprzedawania go na każdym rogu. Tak samo nie mam nic jak ktoś obok mnie zamawia piwo do kolacji. Bo ma taką ochotę. Tak samo jak lampka wina do obiadu czy prosecco na śniadanie jak u południowców. Mi chodzi tylko o regularność oraz schematy. O warunkowanie. O to, że zawsze grill to alkohol, zawsze dzień wolny od pracy to alkohol. Albo każdy wieczór to też alkohol. Nie dlatego, bo piwo super uzupełnia kcal, bo wino super smakuje. Picie dla smaku to inne picie, niż picie pod pretekstem dobrego smaku czy dobrej okazji. Gdzie głęboko w sercu wiesz, że po wypiciu przyjdzie ten moment rozluźnienia. Przez całą trasę na rowerze myślisz o tym, że rozluźnisz się przy piwie. Albo przez cały wujowy tydzień w pracy myślisz, że w weekend przyjdzie okazja do napicia się. Tak. Ja kiedyś też czekałem. Szedłem ze skrzynką do sklepu specjalistycznego na wymianę butelek. Dlaczego dzisiaj piję raz do roku a nie co drugi wieczór? Ja nie przestałem pić z dnia na dzień, chociaż miałem takie momenty, kiedy przez rok nawet nie powąchałem alko. Byłem wtedy na redukcji po zakupie drugiej szosy. Chciałem jak najszybciej zjechać że 103 na 79. Wiedziałem że alkohol jest największym niszczycielem wszelkich postępów. Ponieważ uruchamia u mnie jeszcze dodatkową gastro fazę. Nie tylko dlatego, bo do piwa idealnie pasuje pizza. U mnie wyłączały się wówczas wyrzuty sumienia, które wracały z podwójną siłą następnego poranka. Stąd ta zerojedynkowa decyzja z dnia na dzień. Tak samo przestałem czytać o nowych piwach kraftowych i oddałem kaucyjną plastikową skrzynkę do sklepu bez wymiany na nową. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ta decyzja mi pomogła. OK, przez pierwsze 2 tygodnie było ciężko, psychicznie. Bo wiesz, że w domu nie czeka zimne piwo. Tak samo jak nie czeka czekolada i paczka chrupek. Jednak po 3 tygodniach ból zamienił się w lekkie pieczenie, a po 6 tylko szczypanie. Co prawda musiałem omijać alejki z piwami, ale jakoś dawałem radę. Po dwóch miesiącach widziałem zdecydowaną różnicę w wyglądzie i samopoczuciu. Miałem mniej dni z epizodami nerwicy lękowej czy depresji. Dziwnie lekko na sercu i na wadze. Okazało się też, że leki, które przyjmuję mogą lepiej działać gdy nie łączę ich z alko. Pamiętam też jak smakowało pierwsze po roku piwo. Jedno. Wypiłem jedno, a nie trzy. Bo była super okazja. Naprawdę wyjątkowa. Gdy ustabilizowałem wagę to włączył mi się tryb oszczędzania kalorii. Zaczęło mi być szkoda pracy, którą włożyłem w to wszystko. Mówiąc o kaloriach mam na myśli nie tylko te z alkoholu, ale przede wszystkim te wynikające z późniejszej gastrofazy. Nauczyłem się też odmawiać, mówiąc wprost, że mojego bilansu energetycznego nie stać dziś na więcej. Dlatego przez ostatnie 10 lat upiłem się tylko raz. Raz miałem kaca i to tylko po to, aby upewnić się w przekonaniu, że nie chcę więcej do tego wracać. Zacząłem używać alkohol tak jak rzodkiewkę. Kiedy jadłem ostatnio rzodkiewkę? Nie pamiętam. Kiedy zjem kolejną? Nie mam pojęcia. Czy przeszkadza mi ktoś kto obok mnie je rzodkiewkę? Nie. Tak samo w sklepie może być cały dział z rzodkiewkami. Przejdę obojętnie. Dzisiaj mamy lipiec w kalendarzu. Ostatnie dwa piwa wypiłem w grudniu. Taka statystyka powiela się u mnie już chyba drugi rok. Jakie odczuwam korzyści z niemal całkowitej abstynencji? Zawsze jestem kierowcą. Ale też mniej wydaję na taksówki A tak na serio, największe korzyści czuję na wyjazdach. Mam zarąbistą regenerację. O wiele lepszą. A w trakcie samej jazdy mniej narzekam. Lepiej śpię. Fizycznie czuję się naprawdę super. Na codzień i na rowerze. Doszedłem do wniosku, że na obozach piwo przyjmuje ujemny współczynnik regeneracji. Dokłada ciału dodatkowy wysiłek, psuje jakość snu, metabolizm, resyntezę glikogenu, obciąża wątrobę i przede wszystkim łeb. Nastepnego dnia już nie czuję się jak nadmuchana beczka. Umiem odmawiać do perfekcji. Wszystko zrzucam na sport, zawody, cele. Przygotowuję się do czegoś tam, w związku z czym nie piję alkoholu. Jutro mam test FTP, za dwa tygodnie wyścig. Wszyscy to łykają i już bez pytania otwierają mi zerówkę albo colę. Nie boję się już braku akceptacji w grupie jak powiem, że nie piję. Mam też oczywiście mniejsze wahania wagi. 76/77 kg niezmiennie. Oszczędzam mnóstwo kcal, które mogę zagospodarować sobie inaczej. Zamiast alko mogę sobie kupić draże korsarze, chrupki orzechowe albo żelki. Raz w tygodniu walnąć kebsa. Policz też ile kasy zostawiałeś w knajpach na alkohol. A ile w skali roku wychodzi na ten kupowany w sklepie. Można się śmiać, ale jeśli to jest tysiak rocznie, to można go przewalić na inne głupoty. Na ceramiczne łożyska suportu. Jak można spróbować to ogarnąć samodzielnie? Pierwsze pytanie jest w pełni szczere. Do samego siebie. Pijesz bo Ci smakuje, czy pijesz dla uczucia gilgotania. Jak dla smaku to luz. Jesli dla odreagowania i często o tym myślisz, to znaczy, że gdzieś, kiedyś może być problem. Tym bardziej jeśli tak jak ja słowo PROBLEM masz wypisane na twarzy. To stwarza ryzyko w przyszłości. Wtedy możesz spróbować po prostu stopniowo zmniejszać ilość alko w Twoim życiu. Bo z dnia na dzień może być ciężko. Gorzej jeśli zdarza Ci się pić do ocinki, do zerwania filmu. To jest ogromna czerwona flaga. Tak samo jak ukrywanie się z piciem czy robienie zapasów, by nigdy w domu nie zabrakło. Druga kwestia to motywacja. Jeśli masz do zrzucenia kilka kilogramów to wiedz, że tyje się nie tylko od jedzenia. W cholerę ludzi jest otyłych przez alkohol. Raz, że każde piwo to pół paczki chipsów, numer dwa to gastro. Trzy to wpływ na formę. Zwłaszcza na wyjazdach. Po 4 dniu jazdy z imprezami co wieczór wysiadasz. Zamiast cieszyć się sportem walczysz tak naprawdę z kacem, który siada na nogi i głowę. Tak samo cofają alkoweekendy, albo alcoweekendowe wyprawy rowerowe. Stówka w kołach, ale czteropak piwka skasował aktywność. Pamiętaj też, że Twoi sportowi idole też mocno ograniczają procenty, bo to nie licuje z progresem formy. Cztery to jest naturalne pragnienie. Po rowerze lecisz do żabki po piwo, bo jesteś odwodniony. Wychlej litr wody przed wejściem do sklepu. bmwChce Ci się ogólnie pić, a nie pić piwo. Kup sobie coś gazowanego, kostki lodu, albo najlepiej saturator i koncentraty napojów. Masz fanty, mirindy, lemoniady po kokardy i to bez kaucji. Numer pięć to zmiana kulturowa w Polsce jak i społeczności kolarskiej. Coraz więcej osób po prostu nie pije. Dlaczego? Bo ktoś inny też nie pije. Jest to bardziej akceptowane, mniej antyspołeczne niż jeszcze 10 lat temu. Dziś na impreze czuję dumę, że jestem trzeźwy i wracam autem do domu. Tak samo dumnym można być w nowy rok, który zaczynam zarąbistym treningiem na trenażerze a nie z głową w misce.
Historyczne porozumienie z Niemcami podpisane! Chodzi o obronność! Gdyby nie Nawrocki, to podpisano by umowę jeszcze poważniejszą. Na nic się zdał cyrk Bąkiewicza i jego przydupasów. Czy będzie reakcja Episkopatu na profanację krzyża? Spektakularnie zapłonęła dziś Moskwa. Sceny jak z filmu science fiction. Zauważono nawet UFO. A taka fajna miała być ta trzydniowa operacja specjalna. Dziś także o niemieckiej fabryce amunicji na Kaszubach oraz o skandalu w Szpitalu Południowym w Warszawie. ⛵️
A więcej materiałów na kanale YouTube #IPPTV! #polska #LiberalneCombo #protestant #polacy #sojusz #polityka #idzpodprad #hołownia Zacznij wspierać ten kanał, a dostaniesz te bonusy: https://www.youtube.com/channel/UCUZ9x49ZuhZt1QVJafMy5rA/join
Marta, Renata i Piotr spotkali się w 181. odcinku podcastu „Dyskusje o książkach”, żeby porozmawiać o powieści „Upiór” Macieja Siębiedy. Marta, która prowadzi grupę czytelniczą „Dom Mola książkowego”, opowiedziała o pasji do wspólnego czytania, a Renata przyznała, że to jej pierwsza przygoda z tym autorem.Najważniejsze punkty rozmowy:* Mroczny biznes pogrzebowy: Książka pokazuje kulisy branży funeralnej i to, jak przestępcy mogą wykorzystywać zakłady pogrzebowe do pozbywania się ciał. Padło też nawiązanie do prawdziwej afery „łowców skór”.* Bohaterowie i powrót z zaświatów: Choć to seria o Jakubie Kani, tym razem najważniejszy był Marek Kopczyński. Jakub Kania pojawia się rzadziej, ale za to w wielkim stylu – na początku zostaje uznany za zmarłego, po czym „wraca do żywych”.* Strach przed pochowaniem żywcem: Sporo rozmawiano o tafefobii, czyli lęku przed byciem pogrzebanym za życia. Renata, która na co dzień pracuje w szpitalu, opowiedziała o tym, jak medycyna sprawdza, czy ktoś na pewno umarł.* Historia i duchy: Wielkim plusem książki jest wątek Władysława Reymonta i jego pasji do wywoływania duchów. Pojawia się też bieszczadzka wieś Jawornik, słynąca z dawnych, brutalnych sposobów na „wampiry”.* Zalety i wady: Piotr uznał, że książka jest za długa i można by ją skrócić. Marcie natomiast bardzo podobała się dynamiczna akcja i to, jak autor układa fabułę z drobnych elementów.* Podejście do śmierci: Piotr wspomniał własne, trudne doświadczenia z firmami pogrzebowymi. Zauważył, że bohaterowie książki prowadzą swój biznes z ogromną klasą i szacunkiem, co rzadko zdarza się w rzeczywistości.Werdykt: Jeśli lubisz thrillery, ciekawostki historyczne albo po prostu nie boisz się tematu śmierci – ta książka jest dla Ciebie!
Usłyszałem ostatnio takie sformułowanie: „spotkajmy się w definicjach”. Zatrzymało mnie. Bo bardzo często bywa tak, że rozmawiamy z kimś, używamy tego samego słowa, tej samej frazy – a pod spodem mamy dwa różne rozumienia. I dopiero kiedy się zatrzymamy i powiemy: „ej, ale ja przez to rozumiem to i to”, okazuje się, że dopiero teraz możemy rozmawiać o tym samym. Zauważyłem, że dokładnie tak bywa wokół talentów Gallupa i metodologii CliftonStrengths. Używamy tych samych terminów – talent, mocna strona, inwestycja, słabość, dojrzały, niedojrzały, balkon, piwnica – ale nie zawsze w tych samych znaczeniach. A część z nich pochodzi wprost z badań Gallupa, część zaś to koncepty coachingowe, które wokół tej metody narosły. Warto wiedzieć, co skąd pochodzi. Ten odcinek to próba uporządkowania. Dla mnie samego, ale też dla Was – żebyście, kiedy następnym razem usłyszycie czy przeczytacie coś o talencie, mocnej stronie, inwestycji, mogły, mogli od razu wiedzieć: aha, to chodzi o to. Idziemy. Linki Streszczenie Spotkajmy się w definicjach – po co w ogóle to robić Pomysł na ten odcinek wziął się z prostej obserwacji: kiedy rozmawiamy o czymś – obojętnie, czy to polityka, zdrowie, religia, sprawy społeczne, czy właśnie talenty – używamy tych samych słów, ale często mamy […] The post #288 Spotkajmy się w definicjach. O terminach używanych w pracy z talentami appeared first on Near-Perfect Performance.
W dzisiejszym odcinku uSawickich porozmawiamy o zmianach międzypokoleniowych i o tym, co zaczęliśmy dostrzegać w naszych klasach w ostatnim czasie.Naukowcy dochodzą do niepokojących wniosków – pojawiają się głosy, że dzieci urodzone po 2010 roku nie wykazują już tak wyraźnego wzrostu inteligencji względem wcześniejszych pokoleń, jak miało to miejsce przez dekady. To zjawisko skłania do refleksji: czy rzeczywiście mamy do czynienia ze zmianą trendu, czy raczej z innym sposobem rozwijania się młodych ludzi?Chcielibyśmy porozmawiać o naszych obawach, ale też o przemyśleniach wynikających z codziennej pracy w szkole. Zauważamy pewne zmiany w sposobie myślenia, koncentracji czy podejściu do nauki, które nie zawsze dają się łatwo ocenić w tradycyjnych kategoriach.To dla nas punkt wyjścia do szerszej rozmowy – o tym, co się zmienia, dlaczego tak się dzieje i jakie wnioski możemy z tego wyciągnąć. Zastanowimy się również, jakie działania warto podjąć, aby lepiej wspierać rozwój młodego pokolenia w rzeczywistości, która sama w sobie zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.Wypowiedzi wymienione w podcaście:prof. Jean Twengehttps://www.youtube.com/watch?v=0Nujx5Lt008prof. Jared Horwathhttps://www.youtube.com/watch?v=Fd-_VDYit3USal Khan o tutoringu AIhttps://www.youtube.com/watch?v=hJP5GqnTrNoJeśli po wysłuchaniu tego odcinka chcesz lepiej poznać to, co robimy na co dzień, koniecznie zajrzyj tutaj:
W kolejnym odcinku uSawickich chcielibyśmy porozmawiać o brakach, przesycie oraz bardzo wygodnych czasach, w których żyjemy.Zauważyliśmy ostatnio, że coraz rzadziej spotykamy się z ciekawością i motywacją – szczególnie u dzieci. W dzisiejszym odcinku pogłębimy ten temat i spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie: jak to zmienić i skąd w ogóle się to wzięło?Zapraszamy do słuchania!Jeśli po wysłuchaniu tego odcinka chcesz lepiej poznać to, co robimy na co dzień, koniecznie zajrzyj tutaj:
Tegoroczne orędzie o stanie państwa wygłoszone przez Donald Trump było najdłuższym w historii i trwało 108 minut. W centrum wystąpienia znalazły się koszty życia, inflacja oraz sytuacja ekonomiczna amerykańskich rodzin. Prezydent przekonywał, że jego administracja skutecznie obniżyła inflację, odpowiadając jednocześnie na zarzuty Demokratów dotyczące tych tematów.W przemówieniu pojawiły się także zapowiedzi wstrzymania płatności dla dużych firm ubezpieczeniowych i przekazania środków bezpośrednio obywatelom na zakup prywatnej opieki zdrowotnej. Trump wezwał również do wprowadzenia trwałego zakazu handlu akcjami przez członków Kongresu oraz do ograniczenia masowego wykupu domów przez wielkie korporacje. W polityce handlowej podkreślał znaczenie ceł, które w jego ocenie mogłyby w przyszłości częściowo zastąpić system podatku dochodowego.Wątek polityki zagranicznej ograniczył się głównie do stanowiska wobec Iranu i trwających negocjacji dotyczących programu nuklearnego. Zauważalny był brak odniesień do wojny w Ukrainie oraz Rosji. Wystąpienie wywołało wyraźne podziały polityczne – część Demokratów nie uczestniczyła w orędziu, a kongresmen Al Green został wyprowadzony z sali po proteście. Lider Demokratów w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries oraz senator Richard Blumenthal ostro skrytykowali przemówienie, określając je jako oderwane od rzeczywistości i pełne propagandy.Według sondażu przeprowadzonego przez CNN większość widzów oceniła wystąpienie pozytywnie. Orędzie potwierdziło, że główną osią politycznego przekazu prezydenta pozostają kwestie gospodarcze oraz próba przedstawienia się jako obrońcy klasy średniej w obliczu rosnących kosztów życia w kontekście zbliżających się wyborów w środku kadencji.
W pewnym momencie pojawia się coś bardzo prostego.Zauważam, że między bodźcem a reakcją istnieje chwila. Krótka. Czasem ledwo dostrzegalna.Ale to właśnie w tej chwili zaczyna się samodzielność.Ten odcinek jest spokojnym domknięciem pierwszej części refleksji o przewidywaniu, reakcjach i codziennym doświadczaniu siebie.To czwarta część serii o samodzielności, samopoczuciu i przewidywaniu rzeczywistości.
Zauważmy ciekawą sprawę. Żadna z zimowych dyscyplin olimpijskich nie ma swojego źródła, początku w Polsce. W czym dołączyliśmy do takich państw jak: Brazylia, Kongo, czy Namibia. Na zimowych igrzyskach jest curling, dyscyplina polega na tym, że panie i panowie zamiatają szczotą lód przed wypuszczonym wcześniej kamieniem. Curling w wykonaniu panów chętnie oglądają panie, gdyż jest to jedyna okazja zobaczenia jak facet zasuwa na mopie. Ta dyscyplina narodziła się w Szkocji, pierwsza wzmianka o curlingu pochodzi z 1511. Narciarstwo klasyczne narodziło się w Skandynawii: Norwegii, Szwecji i tak dalej, gdzie przez większość roku jest śnieg. We Włoszech czy Francji powstało narciarstwo alpejskie, z tego prostego, choć może zaskakującego powodu, że tam są Alpy. A nasz kraj nie jest wynalazcą, rdzennie naszej dyscypliny zimowej. Są ku temu przyczyny...
Zauważ, że - to cykl krótkich, terapeutycznych historyjek upraszczających życie. Historyjki czasem z przymrużeniem oka, z humorem i dystansem, ale zazwyczaj dosadnie zwracają naszą uwagę na to, co chcemy schować pod dywan, albo też dajemy się ponieść złudzeniom wyprodukowanym przez nasz umysł. Posłuchaj. Weź ze sobą do domu czy pracy. A jeśli uznasz, że warto to podziel się z innymi, bo warto się dzielić:) Muzyka: Jarosław Gibas jaroslawgibas.com Udźwiękowienie: Tomasz Snake-Kamiński https://www.youtube.com/user/jimirooster/featured?view_as=subscriber Autorka - Agnieszka Janowska - terapeutka pracująca w nurcie transpersonalnym, ostrożnie, bo to wariatuńcio, który lubi ludzi, prowadzi sesje indywidualne w Warszawie i Wrocławiu. W ramach Fundacji UPRASZCZANIE wraz z Fundacją Hinc Sapientia prowadzi Akademię Terapii Transpersonalnej w Warszawie. Zapraszam na prowadzone przeze mnie warsztaty: https://upraszczanie.pl/category/wydarzenia/
- Zauważam ogromne zainteresowanie teatrem jako formą sztuki, zarówno ze strony instytucji, jak i społeczności skupionej wokół muzyki współczesnej. W ostatnich latach widzę, jak wielu polskich kompozytorów i kompozytorek zaczyna pracować przy produkcjach teatralnych - mówił na antenie Dwójki Rafał Ryterski, kompozytor, twórca projektów multimedialnych i kurator wydarzenia "GHSTING".
Chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć o arcykapłanie Cadoku. Historia tego człowieka przeplata się z historią innego kapłana. Przez prawie cały czas byli oni nierozdzielni i Biblia mówi o nich zawsze razem. Zachodzi też pytanie, który z nich był arcykapłanem w tamtym okresie, a może było ich dwóch. Imię Cadok nosiło około siedmiu osób opisanych w Biblii. Większość z nich pochodziła z rodu kapłańskiego czyli byli potomkami Aarona, brata Mojżesza. W różnych przekładach imię to jest oddawane jako Cadok lub Sadok. Imię to znaczy prawy lub usprawiedliwiony. Współcześnie cadykami czyli sprawiedliwymi nazywa się charyzmatycznych przywódców chasydyzmu, odłamu judaizmu.W odcinku 41 mówiłem o Benajaszu, synu kapłana Jehojady. Ci potomkowie Aarona przybyli aby poprzeć wojskowo króla Dawida. Jest to opisane w 1 Kronik rozdziale 12. Zaraz kolejny werset wymienia Cadoka. W 1 Kronik 12:29 (lub 28) czytamy: “I Sadok, młody dzielny rycerz, ze swoją rodziną liczącą dwudziestu dwóch książąt”. Czyli Benajasz nie był jedynym kapłanem, który chciał walczyć. Jak już wspomniałem Cadok to popularne imię, ale Józef Flawiusz twierdzi, że ten Cadok, który chciał walczyć to ten sam, który później został arcykapłanem.Dawid nazwał go widzącym o czy czytamy w 2 Samuela 15:27. Król zapytał wtedy kapłana: “Czy nie jesteś widzącym?” Wcześniejszy fragment z 1 Samuela 9:9 wyjaśnia, że dawniej proroka nazywano widzącym. Widzącym nazywano kogoś kto potrafił dostrzec rzeczy zakryte dla innych. Innymi słowy kogoś mądrego. Król uważał tego kapłana za bardzo mądrego. Biblia nigdzie nie mówi, żeby zapowiadał proroctwa. Później Cadok jest wymieniany jako kapłan wraz z prorokiem Natanem. Tak więc Cadok był widzącym co znaczyło chyba coś innego niż prorok.Cadok jest często wymieniany wraz z Abiatarem. Np. w 2 Samuela 20:25 czytamy: “Sadok i Ebiatar kapłanami”. Cadok pochodził z rodu Eleazara, jego przyjaciel Abiatar (Ebiatar) pochodził z rodu Itamara. Wspólnie asystowali Dawidowi przy przeniesieniu arki do Jerozolimy. W 1 Kronik 15:11 czytamy: “Potem przywołał Dawid Sadoka i Ebiatara, kapłanów, oraz Lewitów”. Później zostali chyba rozdzieleni. W 1 Kronik 16:39 czytamy: “Kapłana Sadoka z jego braćmi kapłanami pozostawił przed przybytkiem Pana na podwyższeniu, które było w Gibeonie”. To była dziwna sytuacja. Arka była w Jerozolimie, ale przybytek czyli np. ołtarz były w Gibeonie. Tam właśnie znajdował się Cadok. Być może Abiatar był wtedy w Jerozolimie przy arce.Gdy doszło do buntu Absaloma Cadok i Abiatar ponownie byli razem. W 2 Samuela 15:24 czytamy: “Był także wśród nich Sadok wraz ze wszystkimi Lewitami, noszącymi Skrzynię Przymierza Bożego, Ebiatar zaś złożył ofiarę całopalną i postawili Skrzynię Bożą, dopóki nie wyszedł z miasta cały lud”. Cadok i Abiatar przynieśli arkę, ale król Dawid kazał ją odnieść do Jerozolimy. Miał plan dla tych dwóch kapłanów. W 2 Samuela 15:27 czytamy: “Nadto rzekł król do Sadoka, kapłana: Baczcie! Powróćcie, ty i Ebiatar, spokojnie do miasta, również Achimaas, twój syn, i Jonatan, syn Ebiatara, obaj wasi synowie wraz z wami”. Cadok i Abiatar mieli zebrać informacje o planach Absaloma i przesłać je poprzez swoich synów. Tak jak Cadok współpracował z Abiatarem tak ich synowie Achimaac i Jonatan razem przekazywali wszystko Dawidowi.Ale ich zadanie nie polegało wyłącznie na szpiegowaniu. W 2 Samuela 19:11 czytamy: “Król Dawid zaś posłał do Sadoka i do Ebiatara, kapłanów, takie wezwanie: Porozmawiajcie ze starszymi judzkimi i zapytajcie ich: Dlaczego wy macie być ostatnimi z tych, którzy chcą króla sprowadzić z powrotem do jego domu, skoro odnośne słowo całego Izraela doszło już do króla, do jego domu?”. Dawid posłużył się nimi aby pojednać się z ludem, który poparł buntownika.Historia Cadoka i Abiatara niestety poszła w dwóch różnych kierunkach pod koniec życia króla Dawida. Zachodziło pytanie, kto ma zostać następcą. W 1 Królewskiej 1:7 czytamy: “Był on w zmowie z Joabem, synem Serui, i z Ebiatarem, kapłanem, którzy popierali Adoniasza”. Adoniasz był chyba wtedy najstarszym żyjącym synem Dawida. Poparł go kapłan Abiatar, ale jak mówi kolejny werset nie zrobił tego Cadok. Czytamy tam: “Natomiast kapłan Sadok i Benaja, syn Jehojady, i prorok Natan, i Szymei, i Rei oraz rycerstwo Dawidowe nie byli za Adoniaszem”.Dawid dowiedział się o tym podziale i zadecydował, że królem będzie Salomon. W 1 Królewskiej 1:34 czytamy o dyspozycjach, które wydał Dawid: “Tam namaści go Sadok, kapłan, i Natan, prorok, na króla nad Izraelem; potem każcie zadąć w rogi i zawołajcie; Niech żyje król Salomon!”. Jak pewnie wiecie tak się stało, Salomon został królem. Abiatar został pozbawiony stanowiska. Pytanie tylko jakiego stanowiska?Biblia nie nazywa ani Abiatara, ani Cadoka arcykapłanami. Wydaje się jednak, że arcykapłanem był początkowo właśnie Abiatar syn arcykapłana Achimelecha. Później jednak król Salomon pozbawił go urzędu kapłańskiego. W 1 Królów 2:27 czytamy: “Tak to pozbawił Salomon Ebiatara godności kapłana Pańskiego, spełniając słowo Pana, jakie wypowiedział odnośnie do domu Heliego w Sylo”. Zauważcie, że nie użyto terminu arcykapłan. Tradycja jednak mówi, że arcykapłanem został wtedy Cadok.W 1 Kronik 24:6 czytamy: “Spisywał ich zaś Szemajasz, syn Netanaela, pisarz, spośród Lewitów, wobec króla, książąt i kapłana Sadoka, i Achimelecha, syna Ebiatara, naczelników rodów kapłańskich i lewickich, biorąc na przemian raz ród Eleazara, to znów ród Itamara”. Mowa tutaj o 24 kapłanach, którzy na zmianę mieli składać ofiary w świątyni. Wybierali ich Cadok oraz Achimelech syn Abiatara. Wygląda na to, że syn zastąpił ojca odsuniętego od służby kapłańskiej. Niektórzy sugerują, że Abiatar i Cadok byli razem arcykapłanami, a potem arcykapłanem był Cadok i syn Abiatara.Warto tutaj zauważyć, że było dwóch Achimelechów. Więcej może powiem o tym kiedyś w audycji dotyczącej kapłana Abiatara. Tymczasem tylko takie krótkie wyjaśnienie. Achimelech nieświadomie pomógł Dawidowi, który uciekał przed królem Saulem. Później został zabity przez Edomitę Doeag na rozkaz króla Saula. Z jego rodu uratował się tylko syn Abiatar, o którym dzisiaj mówiłem, że zawsze pojawia się wraz z Cadokiem. Na koniec jednak Abiatar został odsunięty od służby kapłańskiej przez króla Salomona, a jego rolę przejął jego syn Achimelech. Tak więc Abiatar miał ojca Achimelecha, który zginął zabity przez Doega oraz syna o tym samym imieniu.Dlaczego być może było wtedy dwóch arcykapłanów? Należy pamiętać, że były dwie linie rodowe. Gdy wybierano kapłanów do 24 grup służących na zmianę w świątyni wybierały to głowy tych dwóch rodów, a więc Cadok z rodu Eleazara i Achimelech, syn Abiatara z rodu Itamara. Wydaje się, że w tamtym okresie nie było jednego głównego kapłana i może właśnie z tego powodu nie pada określenie arcykapłan choć późniejsza tradycja tak nazywa Cadoka. Józef Flawiusz twierdzi, że Cadok był pierwszym kapłanem w świątyni zbudowanej przez Salomona. Później Ezechiel w wizji opisuje świątynię, w której usługują wyłącznie potomkowie Cadoka. Sam prorok Ezechiel był kapłanem pochodzącym prawdopodobnie właśnie od Cadoka.I Sadok, młody dzielny rycerz, ze swoją rodziną liczącą dwudziestu dwóch książąt;http://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Kronik/12/29Szewa pisarzem, Sadok i Ebiatar kapłanami.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/2-Ksiega-Samuela/20/25Potem przywołał Dawid Sadoka i Ebiatara, kapłanów, oraz Lewitów: Uriela, Asajasza, Joela, Szemajasza, Eliela i Amminadabahttps://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Kronik/15/11Kapłana Sadoka z jego braćmi kapłanami pozostawił przed przybytkiem Pana na podwyższeniu, które było w Gibeoniehttps://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Kronik/16/39Był także wśród nich Sadok wraz ze wszystkimi Lewitami, noszącymi Skrzynię Przymierza Bożego, Ebiatar zaś złożył ofiarę całopalną i postawili Skrzynię Bożą, dopóki nie wyszedł z miasta cały lud.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/2-Ksiega-Samuela/15/24Nadto rzekł król do Sadoka, kapłana: Baczcie! Powróćcie, ty i Ebiatar, spokojnie do miasta, również Achimaas, twój syn, i Jonatan, syn Ebiatara, obaj wasi synowie wraz z wami;https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/2-Ksiega-Samuela/15/27Król Dawid zaś posłał do Sadoka i do Ebiatara, kapłanów, takie wezwanie: Porozmawiajcie ze starszymi judzkimi i zapytajcie ich: Dlaczego wy macie być ostatnimi z tych, którzy chcą króla sprowadzić z powrotem do jego domu, skoro odnośne słowo całego Izraela doszło już do króla, do jego domu?https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/2-Ksiega-Samuela/19/11Był on w zmowie z Joabem, synem Serui, i z Ebiatarem, kapłanem, którzy popierali Adoniasza.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Krolewska/1/7Natomiast kapłan Sadok i Benaja, syn Jehojady, i prorok Natan, i Szymei, i Rei oraz rycerstwo Dawidowe nie byli za Adoniaszem.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Krolewska/1/8Tam namaści go Sadok, kapłan, i Natan, prorok, na króla nad Izraelem; potem każcie zadąć w rogi i zawołajcie; Niech żyje król Salomon!https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Krolewska/1/34Tak to pozbawił Salomon Ebiatara godności kapłana Pańskiego, spełniając słowo Pana, jakie wypowiedział odnośnie do domu Heliego w Sylo.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Krolewska/2/27
Po 35 latach z anteny łotewskiego radia znika polska audycja „Nasz Głos”, a z portalu publicznego LSM – teksty po polsku.
Cały odcinek obejrzysz lub posłuchasz tutaj: https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/podsumowanie-roku-ze-stanem-wyjatkowym-dwa-odcinki-w-swiatecznym-czasie/lksfhl1,79cfc278 To jest specjalne wydanie słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy". Wszyscy prowadzący — Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek — spotykają się razem w studiu, by politycznie podsumować mijający rok. W części pierwszej twórcy „Stanu Wyjątkowego" wchodzą za kulisy gabinetu Donalda Tuska i opowiadają o tajemnicach partii tworzących rząd. To był dla koalicji w mijającym roku kluczowy egzamin — wybory prezydenckie. Prawda jest taka, że od przejęcia władzy pod koniec 2023 r. rząd dryfował, przepychając się z prezydentem Andrzejem Dudą. Premier był przekonany, że latem 2025 r. — po wyborach prezydenckich — nastąpi sielanka. To dlatego, że kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski był faworytem do wygranej. Tyle że Trzaskowski poniósł klęskę. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" wchodzą za kulisy tej kampanii, która będzie w podręcznikach opisywana jako jedna z największych katastrof wyborczych w historii polskiej polityki. Kluczowe było nawet nie to, że koalicja nie potrafiła wystawić wspólnego kandydata — do czego namawiało PSL, oczywiście mając na myśli Radka Sikorskiego, a nie Trzaskowskiego. Ważniejsze okazało się to, że kandydaci koalicji w kampanii brutalnie okładali się po szczękach. W ten sposób Trzaskowski był atakowany zarówno przez Szymona Hołownię, jak i Magdalenę Biejat, nie wspominając o Adrianie Zandbergu, który z cichego koalicjanta stał się otwartym wrogiem rządu. Do tego Trzaskowski musiał się bronić przed całym stadkiem kandydatów prawicy, na czele z Karolem Nawrockim, wspomaganym przez rumuńskich speców od kampanii w Internecie. Otoczony i ostrzeliwany z każdej strony Trzaskowski przegrał — do czego walnie przyczynili się jego sztabowcy, którzy nie mieli zupełnie pomysłu na kampanię. Szczególną rolę w pozbawieniu go szans na prezydenturę odegrał Hołownia — o czym szeroko opowiadają twórcy „Stanu Wyjątkowego". Zauważają przy tym, że to był rok totalnego upadku Hołowni, który grzebiąc Trzaskowskiego, pogrzebał sam siebie — w finale wylądował w jadalni Bielana na kolacyjkach z Jarosławem Kaczyńskim, którego latami wyzywał od dyktatorów. Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek nie rozwodzą się nad przyszłością Trzaskowskiego — którego uznają za polityka, który już nigdy nie zawalczy o najważniejsze stanowiska w państwie. Ważniejsze są skutki wyborów prezydenckich dla całej sceny politycznej, w tym dla Donalda Tuska i jego rządu. Upadek Hołowni otwiera drogę do walki o władzę w Polsce 2050 — twórcy „Stanu Wyjątkowego" wieszczą rozłam w tej partii już w styczniu. A to znaczy, że na początku roku rząd może stracić większość w Sejmie. Stabilny jest PSL, choć twórcy „Stanu Wyjątkowego" wiedzą, że chłopów odwiedzają emisariusze od Mateusza Morawieckiego, który już w przyszłym roku może zostać wyrzucony z PiS. Lojalna do bólu wobec Tuska jest Lewica, której lider Włodzimierz Czarzasty ograł partyjną młodzież jak dzieci i przedłużył swoje przywództwo. Ale najważniejszym skutkiem wyborów jest to, że w Pałacu Prezydenckim zamieszkał polityk bez porównania brutalniejszy i znacznie bardziej zachłanny na władzę niż Duda. Karol Nawrocki nie jest wielkim polityczny kreatorem, za to kocha destrukcję — i właśnie taką postawę przyjął wobec rządu. Aż 20 wet w ciągu pięciu miesięcy kadencji — tyle Duda nie zawetował przez całe swe rządy. Do tego odmowa nominacji ambasadorskich, sędziowskich i oficerskich, a także ciągłe wojny z rządem w polityce zagranicznej i w obszarze bezpieczeństwa. Nawrocki zerwał nie tylko z polityką Dudy, ale przede wszystkim Lecha Kaczyńskiego — stąd jego antyukraińska retoryka i rezygnacja z tradycji zapalania w Pałacu Prezydenckim świec chanukowych. Prezes PiS woli udawać, że nie widzi, jak jego nominat niszczy tradycje jego brata. O konsekwencjach wyboru Nawrockiego dla Jarosława Kaczyńskiego i dla całej prawicy twórcy „Stanu Wyjątkowego" będą rozmawiać w drugiej części podsumowania roku, która zostanie opublikowana 1 stycznia. W drugiej części także o wojnach wewnątrz PiS i rosnącej w siłę partii Grzegorza Brauna, który odbiera wyborców Kaczyńskiemu. Wyjątkowe świąteczno-noworoczne odcinki "Stanu Wyjątkowego" dostępne są dla abonentów Onet Premium (wersja video) i aplikacji Onet Audio (wersja audio). Zapraszamy do słuchania i oglądania!
Michał Karnowski mówi o „kotłowaninie” na prawicy: PiS ma się przegrupować, a rozłam nie jest dziś przesądzony. Zauważa też, że Grzegorz Braun już „zabiera połowę” Konfederacji.W rozmowie na antenie Radia Wnet Michał Karnowski mówił o obecnym stanie Prawa i Sprawiedliwości jako o naturalnym, choć trudnym etapie po latach mobilizacji „w trybie oblężenia”. Jego zdaniem napięcia, które dziś wychodzą na powierzchnię, są wyraźnie silniejsze niż dawniej, ale nie muszą oznaczać rozpadu. W tle — rosnący fenomen Grzegorza Brauna i poważny problem Konfederacji, która według Karnowskiego może płacić cenę za brak wewnętrznej rozmowy.PiS po latach „zamkniętej dyskusji”: emocje wyszły na wierzchKarnowski ocenia, że po ośmiu latach rządzenia PiS funkcjonował w logice jedności i obrony — „nie rozmawiajmy, musimy być razem”. Później doszła przegrana wyborów i, jak mówi, „zamach na funkcjonowanie” opozycji. To — w jego ujęciu — także cementowało partię. Dziś jednak, gdy do wyborów parlamentarnych pozostały dwa lata, a wybory prezydenckie są już za nimi, pojawił się moment na rozliczenia, ocenę i przegrupowanie.Jan Rokita (…) nazwał [to] okresem kotłowaniny. Ja się z nim zgadzam. Przez coś takiego każda formacja musi przejść– mówi.W tej „kotłowaninie” — dodaje Karnowski — nie chodzi wyłącznie o PiS. Zwraca uwagę, że problem ma także Konfederacja, a przecież to ona przez lata budowała swój polityczny projekt.Skupiamy się na Prawie i Sprawiedliwości, a jakiś problem ma Konfederacja. (…) Nagle wyskakuje Grzegorz Braun, im zabiera połowę– zaznacza.Czy grozi rozłam? Karnowski: „dzisiaj tego nie widzę”Prowadzący pyta o możliwość podziału PiS i scenariusz partii Mateusza Morawieckiego. Karnowski odpowiada wprost: wyjście i budowanie osobnej formacji byłoby nieracjonalne. Przyznaje jednak, że emocje są „o kilka stopni” wyższe niż standardowe spory w PiS i że sytuacja teoretycznie może „wymknąć się spod kontroli”.Te emocje trochę wyszły poza to, co było zwykle. (…) Ale ja zakładam, że tutaj dzisiaj nikt nie gra o to, żeby stworzyć własną formację– podkreśla.Karnowski wskazuje też, że wejście na rynek z nową partią — nawet przy obiecujących, „pierwszych” sondażach — szybko weryfikuje rzeczywistość.Wychodzisz, pierwsze sondaże (…) mówią: „uuu, aż 12 proc. czy 17 proc.”, a potem masz pierwszy realny: 9, 8, 7. No nie — bardzo trudno jest się na tym rynku wbić– prognozuje.W jego ocenie w PiS zachodzi raczej proces przegrupowania, podsumowania i „wylania emocji” po latach publicznie zamkniętej debaty. Wśród czynników napędzających napięcie wymienia presję młodszych pokoleń domagających się awansu, a także nową sytuację po zwycięstwie Karola Nawrockiego i układaniu się jego środowiska wewnątrz szeroko pojętej prawicy.„Mamy też do czynienia z parciem młodszych pokoleń (…) młodzi chcą awansu. Mamy też zwycięstwo prezydenta Karola Nawrockiego (…) nowa mapa sił. Ale nie — ja bym nie powiedział, że tam wyjdzie z tego rozłam.”Braun rośnie, Konfederacja traci. „Efemeryda” czy trwała siła?Karnowski zauważa, że wzrost Brauna ma dziś charakter medialnego zjawiska i jest oparty na emocji, którą nazywa „antyukraińską”. Podkreśla, że ugrupowanie Brauna nie przeszło dotąd realnego testu wyborczego i nie wiadomo, jak wygląda jego zaplecze w terenie, ani kto miałby znaleźć się na listach.Żadnego testu wyborczego ta struktura nie przeszła. Ilu ludzi tam naprawdę jest w terenie? Czy ma w ogóle kogoś na listy?– pyta.Wprost mówi, że widzi w tym „pewnego rodzaju efemerydę”, a nawet dopuszcza scenariusz, że w 2027 roku lista Brauna może w ogóle się nie pojawić.Ja bym się nie zdziwił, jakby się okazało, że w roku 2027 (…) w ogóle żadnej listy Brauna nie ma– mówi.Jednocześnie dodaje ważną uwagę z perspektywy PiS: mimo „problemów moralnych, ideowych, etycznych” Braun mógłby okazać się łatwiejszym koalicjantem niż Konfederacja — ponieważ nie wyrósł w tak silnej opozycji wobec PiS i nie ma tak mocno osadzonych konfliktów interesów.Paradoksalnie (…) to jest łatwiejszy koalicjant niż Konfederacja. (…) Nie wyrósł, tak jak Konfederacja, w opozycji wobec Prawa i Sprawiedliwości– pokreśla.Stabilna polityka mimo codziennych burzKarnowski pod koniec rozmowy polemizuje z tezą o „pędzącej” scenie politycznej. Jego zdaniem Polska jest długofalowo krajem stabilnym: dominują znane nazwiska, a duopol — mimo licznych prób jego obalenia — trwa.Długofalowo to bardzo stabilny kraj polityczny. (…) Zmieniają się Tusk z Kaczyńskim. (…) Duopol trwa– podsumowuje.
Efezjanie byli poruszeni. Ich wielką świątynię Artemidy spalił kiedyś szewc, Herostrates, w akcie czystej żądzy sławy. Teraz przyszedł wyrabiacz namiotów, apostoł Paweł, i twierdzi, że Artemida nie jest boginią, a bogowie stworzeni rękami ludzkimi są niczym. To uderzało nie tylko w wiarę, ale i w dochody rzemieślników wytwarzających posążki bogini. Wybuchły rozruchy. Zgromadzeni ludzie przez dwie godziny krzyczeli: “Wielka jest Artemida Efeska!” (Dzieje 19:34). Tak Biblia opisuje działalność Pawła w Efezie. Ale jak powstało to miasto i wielka świątynia Artemidy?Legendarne początki Efezu są związane z Amazonkami. To właśnie one miały ustawić pierwszą drewnianą podobiznę tej bogini. Artemida miała wiele cech przypisywanych Amazonkom. W mitologii jest on przedstawiana z łukiem i kołczanem. Była zarówno łowczynią jak i opiekunką zwierząt. Unikała mężczyzn, a wielu z nich zabiła. Później jej symbolem stała się pszczoła czyli królowa matka. Świątynię Artemidy zbudował słynny z bogactwa król Lidii Krezus. Ta świątynia była uznawana za jeden z 7 cudów świata.W Efezie mieszkał filozof Heraklit. Jest on znany z wypowiedzi, że wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu, jest w ciągłym ruchu. Inna słynna osoba z Efezu to szewc Herostrates. Postanowił unieśmiertelnić swoje imię przez spalenie Artemizjonu czyli świątyni Artemidy. Został skazany na śmierć oraz na zapomnienie. Jego imię usunięto z wszystkich dokumentów w Efezie. Jego imię zapisał jednak historyk z innego miasta i tak przetrwało do naszych czasów. Ten szewc spalił świątynię zbudowaną przez Krezusa.Artemida nie była jedyną boginią matką czczoną przez Efezjan. Archeolodzy znaleźli w Efezie także dowody na istnienie tam świątyni Izydy czyli egipskiej bogini matki. Zachowały się stamtąd posągi Izydy karmiącej piersią małego Horusa. Inna bogini matka, którą czczono w Efezie to frygijska Kybele czyli bogini płodności. Zauważmy, że były to różne boginie matki, które czczono w tym jednym mieście. Wydaje się, że to jest ta sama bogini czczona pod różnymi imionami. Pojawia się ona także w Biblii.W Jeremiasza 7:18 czytamy: “Dzieci zbierają drwa, a ojcowie rozniecają ogień; kobiety ugniatają ciasto, aby wypiekać placki dla królowej niebios, cudzym bogom wylewa się ofiary z płynów, aby mnie obrażać”. Prawdopodobnie chodzi o kananejską boginię Asztarte (Isztar). Znaleziono egipskie dokumenty określającą ją jako “królową niebios Asztarte”. Czy jednak Asztarte jest podobna do Artemidy, bogini Amazonek?W 1 Samuela 31:10 czytamy: “Zbroję zaś jego złożyli w świątyni Asztarty, a jego zwłoki powiesili na murze Bet-Szeanu”. Zwycięskie trofea zwykle umieszczano w świątyniach bożków, którym przypisywano dane zwycięstwo. Wydaje się, więc, że Filistyni traktowali Asztarte nie tylko jako boginię matkę, ale także jako boginię wojny. Zauważmy jakie to podobne do efeskiej Artemidy, która była zarówno boginią matką jak i wojowniczką. Wprawdzie nie można tego udowodnić, że to ta sama bogini, ale podobieństwo jest uderzające. Podobnie zrobili później Rzymianie swoich bogów upodobnili do ich greckich odpowiedników.Wydaje się, że w Efezie doszło do synkretyzmu. Połączono kult amazońskiej bogini Artemidy z kultem frygijskiej Kybele oraz egipskiej Izydy. W czasach rzymskich Artemida była przedstawiana była z wieloma piersiami jak egipska Izyda. Nie była to już tylko boginka amazonek. Na tym polega synkretyzm czyli łączenie wierzeń. Apostoł Paweł wszędzie głosił, “że nie są bogami ci, którzy są rękami zrobieni” (Dzieje 19:26). Jednak tylko w Efezie spotkało się to z tak wielką reakcją. Ludzie byli tam bardzo przywiązani do kultu bogini matki Artemidy.W Efezie znajdował się teatr, który był największy w Azji Mniejszej czyli na terytorium dzisiejszej Turcji. Był używany nie tylko do wystawiania sztuk. W Dziejach 19:39 czytamy: “I napełniło się miasto wrzawą, i ruszyli gromadnie do teatru, porwawszy z sobą Gajusa i Arystarcha, Macedończyków, towarzyszów Pawła”. Jak widać właśnie tam odbywały się wiece. Czytamy, że gdy trzeba było coś obgadać wszyscy gromadnie ruszyli do teatru. Ale odbywały się tam też być może walki.Apostoł Paweł w 1 Liście do Koryntian 15:32 napisał: “Jeśli ja na sposób ludzki walczyłem z dzikimi zwierzętami w Efezie, jaki z tego dla mnie pożytek? Jeśli umarli nie bywają wzbudzeni, jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy”. Niektórzy bibliści twierdzą, że to przenośnia. Inni skłaniają się ku temu, że Paweł naprawdę walczył w Efezie z jakimiś zwierzętami. Jeżeli to prawda to mogo się to wydarzyć w wielkim teatrze, który mógł pomieścić około 25 tys. ludzi. Ale jak wyglądała historia chrześcijaństwa w Efezie?W Dziejach Apostolskich 18:19 czytamy, że Paweł a wraz z nim małżeństwo Akwilasa i Pryscylli przybyli razem do Efezu. Jednak zaraz kolejne wersety mówią o tym, że Paweł odpłynął z tego miasta. Akwilas z żoną tam pozostał i między innymi sprawił, że chrześcijaninem został Apollos, Żyd z Aleksandrii. Można chyba powiedzieć, że to właśnie to małżeństwo zapoczątkowało ewangelizację w Efezie. Później jednak Paweł wrócił.W Dziejach 19:10 czytamy o działalności Pawła w Efezie: “I działo się to przez dwa lata, tak że wszyscy mieszkańcy Azji, Żydzi i Grecy, mogli usłyszeć Słowo Pańskie”. Potrafił on przekonywać, o czym świadczy werset z Dziejów Apostolskich 19:19, gdzie czytamy o nowonawróconych, którzy zniszczyli własne księgi czarnoksięskie warte 50 tys. srebrnych drachm. W tekście greckim jest mowa o sztukach srebra. Jeżeli były to drachmy jak przetłumaczono to w Biblii warszawskiej to każda taka drachma była zapłatą za dzień pracy robotnika.Dalsza część 19 rozdziału Dziejów Apostolskich opisuje rozruchy ludzi, który wołali: “Wielka jest Artemida Efezjan!” Wywołał je Demetriusz, którego słowa o Pawle zacytowano w Dziejach 19:26, gdzie czytamy: “Widzicie też i słyszycie, że ten Paweł nie tylko w Efezie, lecz nieomal w całej Azji namówił i zjednał sobie wiele ludzi, mówiąc, że nie są bogami ci, którzy są rękami zrobieni”. Nawet przeciwnicy mówili o tym, że Paweł przekonał “wielu ludzi”. Czy to tą sytuację opisywał Paweł gdy mówił o walce z dzikimi zwierzętami? Niektórzy bibliści się ku temu skłaniają.Zauważmy, że Paweł miał wielu współpracowników. Kiedy pierwszy raz odwiedził Efez na krótko pozostawił tam Akwilasa i Pryscylę. Później postąpił tak samo. W 1 Liście do Tymoteusza 1:3 czytamy: “Gdy wybierałem się do Macedonii, prosiłem cię, żebyś pozostał w Efezie i żebyś pewnym ludziom przykazał, aby nie nauczali inaczej niż my”. Potem w 2 Liście do Tymoteusza 4:12 pisał: “A Tychikusa posłałem do Efezu”. Później z więzienia w Rzymie napisał List do Efezjan. Co wiemy o trudnej sytuacji Pawła w Efezie?Niestety jesteśmy zdani na domysły. Paweł pisał do Koryntian, że walczył z dzikimi zwierzętami. Później w 2 Liście do Tymoteusza 1:18 pisał o Onezyforze: “jak wiele usług oddał mi w Efezie, ty wiesz najlepiej”. O Akwilasie i Pryscylli napisał w Rzymian 16:4 gdzie czytamy: “Którzy za moje życie szyi swej nadstawili, którym nie tylko ja sam dziękuję, ale i wszystkie zbory pogańskie”. Nie pada tutaj nazwa miejsca, gdzie oni ryzykowali życie dla apostoła, ale być może także chodzi o Efez.Później Efezem najwyraźniej zajmował się apostoł Jan. W księdze Objawienia rozdziałach 2 i 3 są zawarte listy do 7 zborów - pierwszym z nich jest właśnie Efez. W Objawieniu 2:1-7 jest mowa o tym, że w tym zborze osłabła miłość, ale odrzucili nauki sekty Nikolausa. Ta grupa jest wspomniana jeszcze w liście do Pergamonu, który znajdował się na północ od Efezu także w Azji Mniejszej. Chodzi więc pewnie o jakąś lokalną sektę, ale to są tylko przypuszczenia.Ciekawa jest późniejsza historia tego miasta mocno związana z interpretacją tekstu biblijnego. W 431 roku cesarz Teodozjusz II wezwał biskupów na trzeci sobór powszechny do Efezu. Wcześniej na pierwszym soborze w Nicei uznano boskość Jezusa. Teraz przedmiotem obrad była nie “boskość Maryi”, lecz kwestia chrystologiczna: czy Maryję można nazywać Matką Bożą (Theotokos), ponieważ urodziła Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem.Wybór Efezu jako miejsca obrad od dawna nasuwa skojarzenia kulturowe, ponieważ miasto było ważnym ośrodkiem kultu bogiń-matek: Artemidy Efeskiej, egipskiej Izydy oraz anatolijskiej Kybele. Zachowały się dość dokładne sprawozdania z przebiegu soboru efezkiego i nigdzie nie pojawia się argument, że skoro lud czcił boginie-matki, należy dać mu chrześcijańską Matkę Bożą. Niemniej po ogłoszeniu tytułu Theotokos mieszkańcy Efezu wyszli na ulice z pochodniami i skandowali na cześć biskupów, którzy ogłosili tę doktrynę, co pokazuje, jak silnie decyzja teologiczna rezonowała z lokalną pobożnością.Widzicie też i słyszycie, że ten Paweł nie tylko w Efezie, lecz nieomal w całej Azji namówił i zjednał sobie wiele ludzi, mówiąc, że nie są bogami ci, którzy są rękami zrobienihttp://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/Dzieje-Apostolskie/19/26Dzieci zbierają drwa, a ojcowie rozniecają ogień; kobiety ugniatają ciasto, aby wypiekać placki dla królowej niebios, cudzym bogom wylewa się ofiary z płynów, aby mnie obrażaćhttp://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/Ksiega-Jeremiasza/7/18Zbroję zaś jego złożyli w świątyni Asztarty, a jego zwłoki powiesili na murze Bet-Szeanuhttp://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Samuela/31/10I działo się to przez dwa lata, tak że wszyscy mieszkańcy Azji, Żydzi i Grecy, mogli usłyszeć Słowo Pańskie.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/Dzieje-Apostolskie/19/10A niemało z tych, którzy się oddawali czarnoksięstwu, znosiło księgi i paliło je wobec wszystkich; i zliczyli ich wartość i ustalili, że wynosiła pięćdziesiąt tysięcy srebrnych drachm.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/Dzieje-Apostolskie/19/19
Zauważ, że - to cykl krótkich, terapeutycznych historyjek upraszczających życie. Historyjki czasem z przymrużeniem oka, z humorem i dystansem, ale zazwyczaj dosadnie zwracają naszą uwagę na to, co chcemy schować pod dywan, albo też dajemy się ponieść złudzeniom wyprodukowanym przez nasz umysł. Posłuchaj. Weź ze sobą do domu czy pracy. A jeśli uznasz, że warto to podziel się z innymi, bo warto się dzielić:) Muzyka: Jarosław Gibas jaroslawgibas.com Udźwiękowienie: Tomasz Snake-Kamiński https://www.youtube.com/user/jimirooster/featured?view_as=subscriber Autorka - Agnieszka Janowska - terapeutka pracująca w nurcie transpersonalnym, ostrożnie, bo to wariatuńcio, który lubi ludzi, prowadzi sesje indywidualne w Warszawie i Wrocławiu. W ramach Fundacji UPRASZCZANIE wraz z Fundacją Hinc Sapientia prowadzi Akademię Terapii Transpersonalnej w Warszawie. Zapraszam na prowadzone przeze mnie warsztaty: https://upraszczanie.pl/category/wydarzenia/
Jk. 5,7-11 (7) Bądźcie więc cierpliwi, bracia, aż do przyjścia Pana. Zauważcie, że rolnik cierpliwie czeka na cenny plon ziemi, na wczesny i późny deszcz. (8) Wy również bądźcie cierpliwi. W górę serca! Przyjście Pana jest bliskie. (9) Przestańcie na siebie nawzajem narzekać, bracia! Nie narażajcie się na sąd. Bo oto Sędzia stanął u drzwi. (10) Za przykład nieugiętości oraz cierpliwości bierzcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imieniu Pana. (11) Zauważcie, że tych, którzy wytrwali, uważamy za szczęśliwych. Słyszeliście o wytrwałości Joba. Wiecie, jaki był cel Pana. Wiecie też, że Pan jest bardzo litościwy i miłosierny. Nauczanie z dnia 7 grudnia 2025
Były oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego, płk Mariusz Kozłowski, mówi w Popołudniu Radia Wnet, że polityczny spór o służby między premierem a prezydentem nie jest wyłącznie wewnętrzną walką o wpływy.Moim zdaniem jest to świetnie prowadzona operacja psychologiczna przez wywiad rosyjski – jak budować narrację– podkreśla.Według niego to, co dziś obserwujemy, to celowe podgrzewanie konfliktu, w którym rząd próbuje ograniczyć prerogatywy prezydenta.Mamy do czynienia z podgrzewaniem temperatury sporu ze strony premiera po to, żeby ograniczać bądź wyeliminować prerogatywy prezydenta. Chodzi o to, żeby strażnik bezpieczeństwa przestał nim być a został po prostu aktorem odgrywającym rolę, która jest reżyserowana z tak zwanego małego pałacu– ocenia.Kozłowski mocno akcentuje, że prezydent ma pełne prawo oczekiwać spotkania z szefami służb.Żadna analiza, prognoza, notatka, pismo nie odpowie na pytanie tak, jak to, kiedy usiądziemy razem do stołu i padnie pytanie: a co będzie, jeśli? Tego nie da się zamknąć w korespondencji– zaznacza ekspert. I ostrzega:„Cena, którą zapłaci państwo polskie za tę sytuację, może być liczona w miliardach złotych albo w życiu ludzkim. Na szali stoi zdrowie i życie naszych obywateli. A szefowie służb są zobowiązani do współdziałania z panem prezydentem.”Dywersja pod Dęblinem: „Potężny cios w kontrwywiad polski”Druga część rozmowy dotyczyła sabotażu na linii kolejowej pod Dęblinem. Kozłowski podkreśla, że cała operacja była zaplanowana profesjonalnie, a jej wymowa jest uderzająca.W języku służb jest to potężny cios w kontrwywiad polski, potężny cios w każdego, kto zajmuje się bezpieczeństwem kraju– stwierdza.Przypomina, że dywersanci – obywatele Ukrainy działający na rzecz Rosji – wjechali do Polski na własnych dokumentach, mimo że jeden z nich miał na Ukrainie wyrok za dywersję. Zauważa, że „ich dane można znaleźć w trzy minuty, łącznie ze zdjęciem”.Najbardziej niepokojące jest jednak to, że „oni to wjechali, zrobili i wyjechali. Natomiast na terenie Rzeczpospolitej istnieje jakieś aktywo bądź aktywa, które pomogły to zrealizować”.„Kontrwywiad bez obywateli jest niepotrzebnym rekwizytem”W końcowej części rozmowy płk Kozłowski ocenia skutki zamieszania wokół służb, komisji śledczych i sporów o poświadczenia bezpieczeństwa. Najmocniejsza diagnoza dotyczy utraty zaufania społecznego.Cała ta dyskusja powoduje w zwykłym obywatelu jedną rzecz – rośnie w nim brak zaufania do kontrwywiadu– mówi.Kontrwywiad wojskowy i cywilny bez obywateli stanie się niepotrzebnym rekwizytem. Bez Pegasusa sobie poradzi, bez podsłuchów sobie poradzi, ale bez rozmowy z obywatelami nie poradzi– zaznacza. Podkreśla, że współpraca z obywatelami musi być dobrowolna.
W 176. odcinku podcastu „Dyskusje o książkach” gościem był dr Piotr Derengowski, doktor historii z Uniwersytetu Gdańskiego, który rozmawiał o swojej monografii pt. „Polacy w wojnie secesyjnej 1861–1865”. Książka ta stanowi rezultat blisko dwudziestoletniego zainteresowania historyka tym konfliktem, zrodzonego pod wpływem lektury pracy śp. Grzegorza Swobody pt. „Bitwa pod Gettysburgiem”. Praca dra Derengowskiego, stanowiąca rozszerzenie jego rozprawy doktorskiej, jest pierwszą od lat publikacją kompleksowo opisującą udział Polaków w amerykańskiej wojnie domowej.Obalanie Mitów i Rozproszenie PoloniiJednym z głównych celów monografii było pogłębienie i rozwinięcie wątków zainicjowanych przez wcześniejszych historyków, w tym przez Mieczysława Haimana, którego praca z 1928 roku zawierała jednak pewną mitologizację udziału Polaków. Dr Derengowski starał się „bardziej źródłowo obudować i rozszerzyć” te wątki.W książce podkreślono, że Polacy byli w USA bardzo rozproszeni i nie udało im się utworzyć czysto polskich jednostek. Można ich było znaleźć zarówno w jednostkach Unii, jak i Konfederacji, praktycznie we wszystkich stanach. Wprowadzenie tych postaci w kontekst kluczowych działań wojennych (jak śmierć oficera Konstantyna Blandowskiego na kampie Jackson, choć ostatecznie nie był on pierwszym poległym oficerem) sprawia, że historia konfliktu staje się bardziej przystępna dla polskiego czytelnika. W okresie wojny secesyjnej w USA przebywało około 12 000 Polaków lub osób polskiego pochodzenia.Wybitne Postacie Polskich UczestnikówRozmowa skupiła się na kilku kluczowych postaciach, które uosabiają złożoność polskiego zaangażowania:1. Włodzimierz Krzyżanowski (Unia): Najbardziej znany polski uczestnik, który osiągnął stopień generalski. Bywa porównywany do Kościuszki wojny secesyjnej. Jego wspomnienia, spisane 20 lat po wojnie, są cennym, choć podkoloryzowanym, materiałem. Krzyżanowski był zaangażowany politycznie, będąc jednym z pierwszych, którzy wstąpili do partii republikańskiej. Jest jedynym polskim generałem w czasie wojny secesyjnej pochowanym na Cmentarzu Narodowym Arlington.2. Józef Karge (Unia): Porównywany do Pułaskiego. Był oficerem, który „do samego końca wojny będzie na tej pierwszej linii”.3. Kacper Tochman (Konfederacja): Założyciel i organizator Brygady Polskiej po stronie Konfederacji. Mimo że jego majątek został przejęty, a żona uwięziona, nigdy oficjalnie nie przeszedł na stronę Unii. Tochman został oszukany w kwestii awansu na generała, co było powodem jego rozżalenia i wycofania się z dowodzenia w 1861 roku. Do końca życia starał się bezskutecznie odzyskać środki, które zaangażował w projekt.4. Hipolit Oladowski (Konfederacja): Pełnił niezwykle ważną funkcję głównego zbrojmistrza armii konfederackich na zachodnim teatrze działań. Jego rola w logistyce i zaopatrzeniu armii była kluczowa. Badacz do tej pory nie odnalazł jego fotografii.5. Albert Rogal (Unia): Postać ilustrująca złożoność moralną konfliktu. Był dowódcą pułku „kolorowego” (złożonego z Afroamerykanów). Jego dziennik, pisany na bieżąco, zawiera „absolutnie skandaliczne wpisy” i pokazuje, że nie wszyscy Polacy walczący po stronie Unii byli abolicjonistami lub przejawiali szacunek dla czarnoskórych żołnierzy.Kontekst Moralny i PolitycznyRozmowa mocno podkreśliła potrzebę zrozumienia postaw ludzi w XIX wieku, bez automatycznego przenoszenia współczesnych osądów moralnych.Niewolnictwo: Podkreślono, że pogląd, iż wojna secesyjna była jedynie walką o zniesienie niewolnictwa, jest uproszczeniem. Nawet Abraham Lincoln początkowo nie zamierzał ingerować w niewolnictwo w stanach, w których ono istniało, a Proklamacja Emancypacji zniosła je tylko na terenach kontrolowanych przez Konfederację. Sprzeciw wobec zniesienia niewolnictwa był silny także na Północy, zwłaszcza wśród imigrantów (np. Irlandczyków), obawiających się konkurencji ze strony wyzwolonych niewolników.Rasizm i Imigracja: W XIX wieku kolor skóry – biały – zaczął być kojarzony z wolnością i przywilejami, zaś czarny z niewolnictwem. Amerykanie byli negatywnie nastawieni nie tylko do Afroamerykanów, ale do wszystkich „innych ludzi”, w tym katolików, Niemców i Irlandczyków. Imigranci z Europy, zwłaszcza weterani Wiosny Ludów (1848), wnosili do armii amerykańskiej (która na początku wojny liczyła zaledwie 16 000 ludzi) cenne doświadczenie wojskowe.Logistyka, Medycyna i ŹródłaRozmówcy zwrócili uwagę na istotę służb pomocniczych, takich jak zbrojmistrz Oladowski czy kartograf Wilhelm Kosak, których rola jest często pomijana w historii wojen. Stan medycyny był zły – większość żołnierzy ginęła z powodu chorób, a nie ran. Zauważono jednak postęp, np. w postaci wprowadzenia korpusu sanitarnego i protez.Dr Derengowski wskazał, że jego perspektywa jako historyka z zewnątrz (spoza USA) jest cenna, ponieważ pozwala analizować konflikt bez emocjonalnego obciążenia stron Północy i Południa.Aktualne Badania NaukoweDr Derengowski pracuje obecnie nad nową publikacją, która będzie dotyczyła doświadczeń żołnierzy w świetle sprawozdań głównych sądów wojskowych. Badanie skupia się na IX Korpusie Armii Potomaku (jedynym korpusie, w którym razem służyli biali, czarni i Indianie) w czasie kampanii Granta w 1864 roku, umożliwiając badania porównawcze dyskryminacji. Sprawozdania te są wyjątkowym źródłem, często jedynym śladem przeżyć niepiśmiennych żołnierzy, pokazującym ich działania w sytuacjach ekstremalnych (np. dezercje, napaści na cywilów).
Sabotaż na kolei pokazuje, że Polska pozostaje łatwym polem działania dla obcych wywiadów — ocenia Łukasz Warzecha. Publicysta podkreśla, że państwo wciąż nie informuje w pełni o incydentach. Łukasz Warzecha ocenia, że wciąż wiemy bardzo niewiele o sabotażu na polskiej kolei. Publicysta podkreśla, że państwo od dawna nie przedstawia pełnych raportów dotyczących incydentów związanych z bezpieczeństwem — czego przykładem jest nierozstrzygnięta sprawa wlotu grupy dronów na terytorium Polski.Jak wskazuje, uszkodzenie torów, które mogło doprowadzić do wykolejenia pociągu, nie zostało wychwycone przez żaden system bezpieczeństwa. Zauważono je jedynie dzięki czujności maszynisty.
Nie powinniśmy się obawiać, że duże drony nadleciałyby nad polskie lotniska niezauważone - zapewnił w Porannej rozmowie w RMF FM gen. bryg. Mirosław Bodnar, dowódca Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia. Wojskowy stwierdził, że ostateczna decyzja, co zrobić z takimi bezzałogowcami, należy do Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Zauważył, że - decydując się na zestrzelenie - trzeba brać pod uwagę, by ewentualne szczątki wyrządziły jak najmniej szkód.
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. W najnowszym odcinku podcastu Raport Międzynarodowy prowadzący Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz omawiają coraz gorsze relacje pomiędzy Azerbejdżanem i Rosją. Zauważają, że prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew zachowuje się w sposób wyjątkowo asertywny. Witold Jurasz podkreśla, że Alijew, który odziedziczył władzę po ojcu, okazał się być, co nie jest oczywiste wśród autorytarnych przywódców, politykiem wyjątkowo sprawnym. Zdołał nie tylko skonsolidować władzę, ale też wzmocnić swoje państwo. Przede wszystkim jednak cechował się tym, czego często niestety brakuje polskim politykom - cierpliwością w stosunku do Rosji. Zaczął zachowywać się twardo dopiero wtedy, kiedy realnie mógł sobie na to pozwolić. W dalszej części podcastu prowadzący omawiają sytuację na granicy z Niemcami i zauważają, że miały miejsce przypadki, kiedy to Republika Federalna przerzucała nielegalnych imigrantów w sposób pozaprawny na teren Rzeczypospolitej Polskiej. Z drugiej strony ostatni przypadek, kiedy to Niemcy nie wpuściły obywateli Afganistanu na swoje terytorium i odesłali ich do naszego kraju, nie powinien budzić kontrowersji, dlatego że Berlin działał w pełnej zgodzie z prawem unijnym i międzynarodowym. Obydwaj prowadzący zgadzają się też w jednym - nie jest rolą aktywistów ani zachodniej granicy bronić, ani wschodnią granicę otwierać. Państwo, jeżeli będzie tolerować tego rodzaju bałagan i warcholstwo, przestanie istnieć. Wspomniany zostaje tekst Marcina Wyrwała i Edyty Żemły o tym, jak państwo polskie jest niezdolne do rozpoczęcia produkcji amunicji artyleryjskiej. Prowadzący podcast zadają pytanie, czy to wynik działalność obcej agentury, czy też przerażającej po prostu głupoty. Wracając do kwestii amerykańskich bombardowań Iranu, Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz odnotowują, że amerykańskie media informują o kolejnych szczegółach, według których administracja amerykańska tak naprawdę nie zdołała zniszczyć podstawowych irańskich instalacji jądrowych. Oznaczałoby to, że dwunastodniowa wojna Izraela i USA z Iranem wcale nie zakończyła się wielkim sukcesem. Przy okazji omawiania wątku izraelskiego, obydwaj prowadzący odnotowują tekst izraelskiego dziennika Haaretz, który w oparciu o relacje żołnierzy IDF stwierdza, że Izrael dopuszcza się regularnych zbrodni wojennych. Z artykułu wynika bowiem, że żołnierze otrzymywali rozkaz strzelania do nieuzbrojonych cywili. Witold Jurasz, Zbigniew Parafianowicz podkreślają, że pojawienie się takiego tekstu w izraelskim dzienniku jest triumfem dziennikarstwa, ale też dowodem na to, że Izrael przy wszystkich swoich wadach jednak czymś się od wielu innych państw w regionie różni. Witold Jurasz opowiada z kolei historię, kiedy to jechał do Krakowa pociągiem i zadał pytanie siedzącemu obok mężczyźnie, z jakiego jest kraju, na co ten ewidentnie speszony półszeptem odpowiedział, że ma żonę Polkę i urodził się w Jerozolimie. Na uwagę, że nie musi się obawiać powiedzenia, że jest z Izraela, człowiek ten odpowiedział, że kiedyś to był strach, a teraz wstyd i znów strach. Obydwaj prowadzący podkreślają, że pojawienie się takich lęków jest bardzo niepokojące. Nie należy obciążać ani wszystkich Izraelczyków, ani tym bardziej wszystkich Żydów za działania armii izraelskiej.
Konflikty między wspólnikami startupu mogą zniszczyć nawet najbardziej obiecujący projekt technologiczny. Podczas gdy większość founderów skupia się na rozwoju produktu i pozyskiwaniu klientów, kwestie prawne często schodzą na dalszy plan - a to może okazać się kosztownym błędem.W tym filmie omawiam 10 najczęstszych błędów prawnych między wspólnikami startupu, które mogą sparaliżować Twój biznes w kluczowych momentach rozwoju
Zauważyliście, że kandydaci na prezydenta Polski, dzięki swoim mądrym sztabom posiedli dogłębną wiedzę, czego, my Polacy chcemy.
W najnowszym odcinku podcastu Raport Międzynarodowy Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz skupiają się przede wszystkim na dwóch zagadnieniach. Po pierwsze, przyglądają się znaczeniu pontyfikatu papieża Franciszka dla światowej polityki. Witold Jurasz omawia najważniejsze trzy encykliki papieskie, czyli Laudato si, Fratelli tutti i Dilexit nos. Zauważa, że papież Franciszek, jakkolwiek nie dokonał rewolucji w Kościele, to jednak przygotował grunt pod głębsze zmiany w Watykanie. Witold Jurasz przytacza tu historyczną paralelę - można zastanawiać się, kto miał większe znaczenie, Aleksander Macedoński czy jego ojciec, bez którego reform nigdy nie osiągnąłby swoich sukcesów. Prowadzący odnoszą się do wspomnianych wyżej encyklik papieskich i zauważają, że we wszystkich z nich Franciszek wyprzedził swój czas lub też nadrobił zaległości kierowanej przez siebie instytucji, która wreszcie zaczęła ustosunkowywać się wobec zagadnień tak ważnych, jak ekologia, sprawiedliwość międzygeneracyjna, sztuczna inteligencja, solidarność w obliczu ewentualnej kolejnej pandemii. Witold Jurasz dostrzega też papieski gest w stosunku do teologii wyzwolenia. Dziedzina ta zwalczana wcześniej przez Jana Pawła II i Benedykt XVI była czym innym w czasach, w których komunizm stanowił realne niebezpieczeństwo, a czymś zgoła odmiennym dziś, gdy zagrożeniem jest raczej turbokapitalizm. Prowadzący odnotowują też dialog z islamem, ostrożne rozmowy z prawosławiem oraz neutralny stosunek do ukraińskiej Autokefalii, co biorąc pod uwagę kruche kontakty z rosyjską Cerkwią Prawosławną, było w gruncie rzeczy wyrazem życzliwości. Omawiając politykę zagraniczną Watykanu, Witold Jurasz zauważa, że nie można mieć pretensji do Kościoła Katolickiego o brak zaangażowania się w sposób daleki od naszych oczekiwań w bieżące problemy, gdyż podstawowym zadaniem tej instytucji jest obrona praw ludzi wierzących. Drugim szeroko omawianym w podcaście tematem są rozmowy amerykańsko-rosyjskie na temat zakończenia wojny w Ukrainie. Obydwaj prowadzący zgadzają się, że Donald Trump idzie za daleko w swoich ustępstwach w stosunku do Rosji, ale różnią się w ocenie tego, czy porozumienie, które się wyłania, będzie klęską, czy też jednak zwycięstwem Ukrainy. Witold Jurasz zauważa, że na razie jednoznaczne oceny są przedwczesne, a ostateczna recenzja powinna zależeć od powstania misji pokojowej sił NATO w Ukrainie. Prowadzący odnotowują, że Polska jest na marginesie rozmów o przyszłości Ukrainy i jest to w znacznym stopniu efekt wzajemnego zaszachowania się polskich polityków, którzy ścigają się w zapewnieniach, że nasz kraj nigdy nie wyśle wojsk na ukraińsko-rosyjski front. Prowadząc taką politykę, Polska nie może liczyć na odegranie poważniejszej roli w procesie pokojowym. Nie zabraknie również polityki gospodarczej i wojen celnych, które Donald Trump prowadzi z całym światem. Prowadzący podcast stwierdzają, że próba racjonalnego wytłumaczenia, o co chodzi Trumpowi, jest de facto niemożliwa. Zbigniew Parafianowicz odnotowuje wojnę Białego Domu z szefem Rezerwy Federalnej i spostrzega, że amerykański prezydent narusza podstawy ustrojowe Stanów Zjednoczonych. Wracając do spraw wschodnich, Zbigniew Parafianowicz zauważa powrót generała Biesiedy do łask Putina - człowieka odpowiedzialnego za klęskę Rosji w chwili napaści na Ukrainę. Witold Jurasz stwierdza, że reguły polityki kadrowej na Kremlu są bardzo podobne do tych obowiązujących w Polsce. Można być głupkiem, można być miernotą tak długo, jak długo jest się wiernym. Dzisiejsze wydanie zamykamy pomysłem ograniczenia poruszania się konsulów rosyjskich pomiędzy Czechami i Polską. Rosjanie korzystając z otwartych granic, przemieszczali się pomiędzy państwami strefy Schengen - w efekcie prowadząc działania wywiadowcze, nie będąc pod obserwacją europejskich kontrwywiadów. Witold Jurasz stwierdza, że być może skuteczniejszą metodą od narzucania ograniczeń byłoby danie Rosjanom tak zwanego “ogona”, tak, by odechciało im się prowadzić jakąkolwiek działalność niezgodną z Konwencją wiedeńską o stosunkach dyplomatycznych.
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. [AUTOPROMOCJA] Najnowszy odcinek podcastu Raport międzynarodowy składa się z dwóch części. W pierwszej prowadzący Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz tradycyjnie omawiają wydarzenia, które miały miejsce w polityce. W drugiej gościem jest krytyk filmowy i publicysta Łukasz Adamski, który opowiada o kulturze woke, o tym, jak Hollywood niechcący i wbrew własnym poglądom wspomogło w efekcie prawicę w Stanach Zjednoczonych. Łukasz Adamski zaznacza przy tym, że jakkolwiek można przypisać stolicy filmu pewną tendencyjność, to główna idea Hollywood ma odcień zieleni amerykańskiego dolara, co powoduje, że po wyborze Donalda Trumpa Hollywood natychmiast przesunęło się ku centrum. Gość podcastu zaznacza, że z jednej strony polityczna poprawność w amerykańskiej kulturze poszła za daleko, z drugiej - trudno nie zauważyć, że lata systemowego rasizmu wymagały pewnych niestandardowych rozwiązań. W pierwszej części podcastu Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz najwięcej czasu poświęcają wojnie celnej, którą Donald Trump rozpoczął z całym światem. Zauważają, że w tym właśnie stwierdzeniu kryje się najprawdopodobniej przyczyna spodziewanej przez coraz więcej obserwatorów porażki amerykańskiego prezydenta. Stany Zjednoczone ponad wszelką wątpliwość są mocarstwem gospodarczym, jednak ich dominacja nie jest aż tak bezwarunkowa, by mogły toczyć wojnę handlową na skalę globalną. Witold Jurasz opisując działania Trumpa, relacjonuje poglądy wyrażone z jednej strony w tygodniku The Economist, który Trumpa jednoznacznie krytykuje, z drugiej cytuje byłego ministra finansów Grecji Janisa Warufakisa, który choć radykalnie inny od Trumpa w poglądach, podziela jego głęboki sceptycyzm względem obowiązującego globalnego systemu finansowego. Prowadzący podcast zaznaczają, że nie będąc ekonomistami, nie rozstrzygają sporu, starają się raczej przedstawić słuchaczom różne punkty widzenia. Witold Jurasz zastanawia się, czy Donald Trump nie jest przypadkiem odpowiednikiem Michaiła Gorbaczowa - człowiekiem, który ma pewną intuicję, ale nie rozumie, co tak naprawdę zaczął reformować. Jeśli obawa ta się potwierdzi, polityka Trumpa skończy się dla Stanów Zjednoczonych katastrofą. W podcaście mowa jest też o wizycie amerykańskiej sekretarz do spraw bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem w niesławnym salwadorskim więzieniu, do którego Amerykanie deportują nie tylko przestępców, ale też ludzi całkowicie niewinnych. W ocenie Jurasza filmowanie się na tle pozbawionych jakichkolwiek praw więźniów jest dowodem moralnego upadku USA. Polemizuje z tym Parafianowicz, który uważa, że moralność w polityce ma znacznie mniejsze, niż sądzi jego rozmówca, znaczenie. Witold Jurasz z kolei uważa, że próba wyabstrahowania polityki od wartości i kult skuteczności to pułapka, w którą wpadło wielu analityków próbujących tłumaczyć polską politykę. Być może właśnie dlatego wygląda ona tak, jak wygląda, bo politycy zajęci są wyłącznie udowadnianiem, że potrafią być skuteczni. Tematem rozmowy jest też zabójstwo palestyńskich ratowników medycznych przez armię izraelską i kolejne kłamstwa Izraelczyków na ten temat. Powraca też sprawa wyroku nałożonego na Marine Le Pen. Prowadzący odnoszą się do maila od jednego ze słuchaczy, który zaznacza, że wyroki zakazujące kandydowania zapadały już wcześniej we Francji. Kolejnym zagadnieniem są nominacje ambasadorskie i ich powiązanie ze skandalem na Wydziale Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego oraz aferą w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich. Jurasz zaznacza, że sprawę łączy w zasadzie jedno - nadreprezentacja starszych panów, którzy nie są w stanie się odseparować od własnych stanowisk. Polska pełna jest utalentowanych 50-latków, którzy nie mogą doczekać się realizacji swoich karier, gdyż drogi awansu blokowane są przez ludzi, którzy w każdym innym zachodnim kraju dawno już byliby na emeryturach.
Oto na jednym z portali ukazał się zaskakujący tytuł, dotyczący triku kulinarnego Roberta Makłowicza. Tak jak Michael Jackson był królem popu, tak Robert Makłowicz jest królem papu. Cytuję tytuł: Makłowicz wlewa szklankę do pomidorówki. Nikt inny by na to nie wpadł, a doskonale podbija smak. Rzeczywiście mało ludzi by wpadło na to, żeby wlać szklankę do pomidorówki. Takie ma Robert według portalu kaprycho. Zauważmy, że według portalu, nie wrzuca się szklanki do zupy, ale ją wlewa. Nawet nie wprawa, wlewa. Trzeba spróbować dodać szklanke do pomidorowej i samemu przekonać się czy zmienia smak. Tylko trzeba uważać z mieszaniem, żeby szklanki nie stłuc. Bo wtedy zupę trzeba będzie nalewać przez sitko. Jeśli szklanki nie stłuczemy, to możemy ją użyć do zmieniania smaku nie tylko pomidorówki, ale też i innych zup, typu: rosół, ogórkowa, grochowa, jarzynowa i tym podobne zupy.
Jak zabezpieczyć prawnie agencję marketingową? Każdego roku wiele agencji ponosi duże straty przez podstawowe błędy prawne, dlatego w tym filmie omawiam 7 najczęstszych błędów prawnych, które blokują rozwój Twojej agencji marketingowej i pokazuję, jak wdrożyć proste rozwiązania, które możesz zastosować już dziś!Zauważyłeś/aś, że któryś z tych błędów występuje w Twojej agencji? [Umów się na bezpłatną, 15-minutową konsultację z naszym prawnikiem specjalizującym się w obsłudze agencji marketingowych]Potrzebujesz pomocy w temacie podcastu albo chcesz, żebym poruszył w kolejnym nagraniu konkretny temat? Napisz bezpośrednio na mojego maila
Instagram: https://instagram.com/konradshymansky/Autor podcastu: Konrad SzymańskiOpracowanie: Rafał GałązkaŹródła: https://ntpd.eu/RWMK1kontakt/współpraca: codypresents@gmail.com
Zauważyłem, że polubiliście rozmowy o górach, dlatego mam dla Was kolejną. Z Piotrem rozmawialiśmy nie tylko o tym, jak to jest spełniać marzenia zdobywając najwyższe szczyty, ale przede wszystkim o tym, kiedy warto zrobić krok w tył, wycofać się i co ważne, dlaczego nie warto za wszelką cenę walczyć ze strachem.
Każdego roku wiele startupów SaaS ponosi duże straty finansowe przez podstawowe błędy prawne. Te wpadki są szczególnie kosztowne, bo często wychodzą na jaw w kluczowych momentach rozwoju - podczas pozyskiwania inwestora, negocjacji z dużym klientem enterprise czy ekspansji międzynarodowej.W tym filmie omawiam 7 najczęstszych błędów prawnych, które mogą zagrozić Twojemu startupowi SaaS i pokazuję, jak ich skutecznie uniknąć!Zauważyłeś/aś, że któryś z tych błędów występuje w Twoim SaaSie? ➡️ [Umów się na bezpłatną, 15-minutową konsultację z naszym prawnikiem specjalizującym się w branży IT]
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. [AUTOPROMOCJA] Życie w Rosji przed wojną i po jej wybuchu Grzegorz Ślubowski, były dziennikarz i ostatni konsul generalny RP w Petersburgu, opowiada Witoldowi Juraszowi o atmosferze w Rosji tuż przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę. Wspomina przyjęcie, na którym nikt nie wierzył w wybuch wojny, a jednocześnie wszyscy byli jej przeciwni. Dziś, jak zauważa, podobne spotkanie byłoby niemożliwe – większość jego uczestników opuściła już kraj. W pierwszych dniach wojny tysiące Rosjan wychodziły na ulice, by protestować przeciwko agresji na Ukrainę. Jednak z biegiem czasu demonstracje malały, aż całkowicie zanikły. Strach stał się wszechobecny, a społeczeństwo dostosowało się do nowych realiów. Gość podkreśla odwagę tych nielicznych Rosjan, którzy, sprzeciwiając się wojnie, wciąż dają świadectwo swoim poglądom – co oczywiście wiąże się z ryzykiem. Luksusowe życie z widokiem na wojnę za oknem Ślubowski podkreśla, że mimo zachodnich sankcji życie w Rosji wróciło do normy. Sklepy są pełne luksusowych towarów, ekskluzywne restauracje i kawiarnie tętnią życiem, a mieszkańcy zdają się ignorować trwającą wojnę. Zauważa jednak, że choć w Rosji narasta atmosfera strachu, to nazwanie jej państwem totalitarnym byłoby przesadą. Rosja wszechmocna, Rosja na skraju upadku Były konsul krytykuje sposób, w jaki Rosja bywa przedstawiana w polskich mediach – raz jako potężne, wszechmocne imperium, raz jako państwo na granicy rozpadu. Jego zdaniem prawda leży pośrodku: Rosja nie jest na tyle silna, by dominować, ale też nie na tyle słaba, by się rozpaść. W rozmowie pojawia się też temat ludzi, którzy w Rosji zostali. Są to urzędnicy wybierający lojalność wobec władzy, inteligenci zamykający się w emigracji wewnętrznej, katolicki Kościół unikający konfliktu z reżimem oraz prawosławna cerkiew, która reżim aktywnie wspiera. Ślubowski opisuje również, jak wyglądało życie i praca polskiego dyplomaty w Rosji – kraju, który oficjalnie uznaje Polskę za wroga.
- Zauważmy, kto jest w tej administracji, jest ona bardziej skonfigurowana pod samego prezydenta Trumpa, mniej jest tzw. fachowców z różnych dziedzin, a więcej jest polityków, którzy z Trumpem tę kampanię robili (…), na pewno będzie "więcej cukru w cukrze", czyli "więcej Ameryki w Ameryce" - mówił w Polskim Radiu 24 prof. Bartłomiej Biskup, politolog (Uniwersytet Warszawski).
Osoby, których talentem jest Rozwijanie innych, rozpoznają i kultywują potencjał u innych. Zauważają sygnały każdej małej poprawy i czerpią z niej satysfakcję. Talent Rozwijanie innych jest w domenie Budowanie relacji i to nie jest przypadek! Justyna Trofimiuk i Marek Melzacki, z którymi rozmawiam, bardzo wyraźnie mówią, jak wiele satysfakcji daje im pomoc w rozwoju osobom i jak wzmacnia to ich relacje. Jak każdy talent, ma on swoje jasne i ciemne strony – o tym też usłyszycie w podkaście. Warto posłuchać jeżeli masz talent Rozwijanie innych oraz jeżeli masz w swoim otoczeniu osoby z tym talentem. Zapraszam do słuchania i rozmowy! Linki Intencjonalny newsletter Co tydzień wysyłam list, w którym zapraszam do rozmowy i zadania sobie ważnych pytań. Gość i gościni odcinka Justyna Trofimiuk – managerka marketingu i projektów, trenerka umiejętności miękkich, mentorka marketingu. Top 5: Rozwijanie innych, Ukierunkowanie, Naprawianie, Empatia, Poważanie. Marek Melzacki – mąż, ojciec, programista, mentor, szkoleniowiec. Top 10: Indywidualizacja, Bliskość, Współzależność, Rozwijanie innych, Aktywator, Analityk, Pryncypialność, Odpowiedzialność, Organizator, Naprawianie. Streszczenie Developer w codzienności Marek: Jestem programistą. Na początku, co roku przychodzili do nas studenci na praktyki. Zajmowałem się nimi, by jak najszybciej mogli nam pomagać. Po prostu to lubię. Jak uczę innych, to sam się uczę.Poza pracą […] The post #251 Słownik talentów – sezon 2 – Rozwijanie innych (Developer) appeared first on Near-Perfect Performance.
Czy agenci AI zrewolucjonizują biznes? Odkryj prawdę za hype'em! W tym odcinku zagłębiamy się w fascynujący świat agentów AI, analizując ich potencjał i pułapki w kontekście biznesowym. Dowiedz się, jak odróżnić realne możliwości od marketingowych obietnic i jak skutecznie wykorzystać AI w swojej firmie już dziś!
[AUTOPROMOCJA] Pełną wersję video możesz obejrzeć tu: https://wiadomosci.onet.pl/stan-wyjatkowy-podcast-onetu Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. Możesz pobrać ją tutaj: https://onetaudio.app.link/StanWyjatkowy Zapraszamy na newsletter "Stanu Wyjątkowego". Co tydzień będziemy zwracać Państwa uwagę na kluczowe wydarzenia oraz polecać interesujące teksty. Zapisać można się tu: https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/newsletter-stan-wyjatkowy-zapisz-sie-na-nasz-nowy-newsletter/q7dq8jv Może być tak, że już za tydzień będziemy znać nazwiska wszystkich głównych kandydatów do prezydentury. Na pewno poznamy kandydata Koalicji Obywatelskiej, bo prawybory między Rafałem Trzaskowskim i Radosławem Sikorskim odbędą się w piątek 22 listopada, a wynik zostanie ogłoszony dzień później. Zgodnie z prawem politycznej symetrii, tego samego dnia swego kandydata może ogłosić także PiS. Tu wyścig toczy się — wedle przecieków sączonych przez polityków PiS — w trójkącie Przemysław Czarnek/Tobiasz Bocheński/Karol Nawrocki. Sam prezes Jarosław Kaczyński przekonuje, że ten tercet znakomicie wypada w badaniach i ubolewa, że nie może niestety wystawić „trójgłowego prezydenta”. Zauważamy, że pozbawiony władzy prezes wyraźnie stracił na samoocenie. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy” Dominika Długosz i Kamil Dziubka pozostają jednak ostrożni wobec deklaracji prezesa. Bo może się okazać, że Kaczyński wyciągnie z kapelusza zupełnie innego królika — wszak to on jest ostatecznym kreatorem i recenzentem wszelkich pisowskich „badań”. Do wyścigu prezydenckiego właśnie włączył się marszałek Sejmu Szymon Hołownia, który udając bezpartyjnego będzie popierany przez swą własną partię Polska2050 (którą wszak w tym celu stworzył) oraz PSL (które nie ma na to wielkiej ochoty, ale nie bardzo ma wyjście). Od kilku miesięcy znamy już nazwisko kandydata Konfederacji — to Sławomir Mentzen. Niewiadomą pozostaje jeszcze nazwisko kandydata lub — co bardziej prawdopodobne — kandydatki Lewicy. Ale w twórcach „Stanu Wyjątkowego” nie ma wielkiej wiary, że przyszłoroczny lewicowy kandydat przebije wyniki swych poprzedników w tej roli — Roberta Biedronia z 2020 r. (2.22 proc.) oraz Magdaleny Ogórek z 2015 r. (2,38 proc.).
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. W najnowszym odcinku podcastu „Raport międzynarodowy” prowadzący Witold Jurasz oraz Zbigniew Parafianowicz dyskutują na temat portfolio, które jako komisarz Unii Europejskiej otrzyma Piotr Serafin. Zgodnie stwierdzają, że jest to sukces zarówno osobisty Piotra Serafina, jak i rządu RP, który zdołał uzyskać dla polskiego kandydata naprawdę ważny zakres zadań. Dziennikarze rozmawiają również na temat ataków przeprowadzonych najprawdopodobniej przez izraelski wywiad na Hezbollah za pomocą materiałów wybuchowych umieszczonych w pagerach i telefonach. Mimo że w zamachach zginęło dwoje dzieci, operacja z czysto wywiadowczego punktu widzenia jest niewątpliwym sukcesem izraelskich służb i dowodem ich innowacyjności. Następnie Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz zastanawiają się, dlaczego Donald Trump nie eksploatuje tematu kolejnego, tym razem nieudolnego, zamachu na jego osobę. Próbują również odpowiedzieć na pytanie, czy ten fakt pomoże, czy zaszkodzi Trumpowi w kampanii wyborczej. Prowadzący zwracają też uwagę na wpadkę Radosława Sikorskiego, który dał się nabrać rosyjskim pranksterom, jednocześnie zaznaczając, że nie padły z jego ust żadne kompromitujące stwierdzenia. Dalsza część podcastu poświęcona jest wrażeniom, które Witold Jurasz przywiózł z międzynarodowej konferencji Yalta European Strategy, która odbyła się w Kijowie. Jeśli chcesz poznać okoliczności scysji między ministrem Radosławem Sikorskim a Wołodymyrem Zełenskim – koniecznie włącz najnowszy „Raport międzynarodowy”. Witold Jurasz uważa, że czas najwyższy przyjąć do wiadomości, że Ukraińcy, choć są antyrosyjscy i kochają wolność, to równocześnie w dużym stopniu pozostają ludźmi radzieckimi. Próbując odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób Polska może skutecznie załatwiać swoje sprawy w Ukrainie, Jurasz stwierdza, że istniejąca infrastruktura relacji sprowadza się do kontaktów osób niemających jakichkolwiek przełożeń politycznych z ludźmi, którzy również nie posiadają kontaktów politycznych po drugiej stronie. W związku z tym należy z tej infrastruktury zrezygnować i zastąpić ją bardziej efektywnymi mechanizmami. Przede wszystkim powinno się szukać kontaktów z tymi, którzy mają realne wpływy w Ukrainie, tj. z oligarchami oraz siłami zbrojnymi. Witold Jurasz opowiada również o wystąpieniu byłego szefa CIA, Davida Petraeusa, który poinformował uczestników konferencji, że Stany Zjednoczone jesienią 2022 roku groziły Rosji użyciem siły i przystąpieniem do wojny, gdyby Rosja zdecydowała się użyć taktycznej broni jądrowej. Opowiadając o zakulisowych rozmowach, Jurasz podkreśla, że w Kijowie dyskutowano o kwestiach gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy po zakończeniu wojny oraz o mechanizmach powstrzymywania Rosji, a nie o kwestiach terytorialnych. Zauważa również, że osobą, z którą realnie liczą się światowi politycy obecni w Kijowie, jest Aleksander Kwaśniewski, i stwierdza, że Polska w ciągu ostatnich 35 lat nie doczekała się innego polityka cieszącego się takim autorytetem na świecie. Opowiadając za to o wrażeniach z nocy spędzonej w schronie, Jurasz podkreśla, że będąc w delegacji złożonej z VIP-ów, tak naprawdę nie ryzykował. Ta wojna, jak każda inna, dotyka bowiem przede wszystkim zwykłych ludzi – a nie tych, którzy są VIP-ami lub podróżują w ich towarzystwie.
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. W najnowszym odcinku podcastu “Raport międzynarodowy” prowadzący Zbigniew Parafianowicz oraz Witold Jurasz dyskutują na temat debaty Kamali Harris z Donaldem Trumpem – zakończyła się ona remisem ze wskazaniem. Problem polega na tym, że nie do końca wiadomo ze wskazaniem na kogo. Panowie zastanawiają się też, czy poparcie Kamali Harris przez Taylor Swift nie okaże się istotniejsze od debaty. Zauważyli też znaczący fakt, że bardzo wpływowy wiceprezydent w administracji George'a W. Busha, Richard Bruce "Dick” Cheney zadeklarował, że zagłosuje na Kamalę Harris. Następnie o wizycie szefów dyplomacji Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w Kijowie oraz o tym, czy Stany Zjednoczone zdejmą ograniczenia z używania amerykańskiej broni na terenie Federacji Rosyjskiej. W dalszej części podcastu prowadzący analizują wypowiedzi Władimira Putina o gotowości do rozmów z udziałem Chin, Indii i Brazylii. Czy państwa te, gdyby miały odgrywać rolę pośredników, to czy stałyby po stronie Rosji, czy też będąc sekundantami Rosji, równocześnie starałyby się zachować w sposób życzliwy Rosji, ale równocześnie szukałyby rozwiązania korzystnego również dla Ukrainy? Kolejnym z tematów jest konflikt dotyczący ambasadorów – czy jakikolwiek kompromis w tej sprawie jest możliwy. Witold Jurasz pyta też Zbigniewa Parafianowicza, czy kolejne zakazy (ostatni dotyczy zakazu publicznego zabierania głosu) dla kobiet w Afganistanie nie dowodzą, że zamiast demokracji należało w Afganistanie zaprowadzić dyktaturę wojskową. Zdaniem Zbigniewa Parafianowicza w Afganistanie demokracja była de facto mocno umowna i panowała dyktatura wojskowa, a ograniczenia praw kobiet zapewne są elementem specyficznej negocjacji talibów z Zachodem, której celem jest odblokowanie afgańskich środków aresztowanych w zachodnich bankach. Zbigniew Parafianowicz opowiada o ukraińskich aplikacjach, które są elementem ukraińskiej obrony cywilnej. W dalszej części podcastu mowa również o dyskusji na temat zestrzeliwania przez państwa NATO, rakiet lub też dronów, czy to na terytorium Ukrainy, czy też na własnym terytorium. Na koniec o wypowiedzi szefa CIA Williama J. Burnsa, który oświadczył, że jesienią 2022 roku istniało poważne ryzyko użycia taktycznej broni jądrowej przez Rosję. W tym kontekście prowadzący zastanawiają się, czy tzw. rosyjskie czerwone linie są jedynie blefem, czy też istnieją naprawdę? I gdzie przebiegają, jeśli pozostają w mocy? Witold Jurasz stwierdza, że wypowiedź Blinkena każe krytycznie patrzeć na tezy o tym, że Zachód jest słaby, pozbawiony woli. Zbigniew Parafianowicz zwraca uwagę, że miały miejsce liczne sytuacje, w których tak w istocie było, z czym zgadza się też Witold Jurasz, zaznaczając jednak, że słów szefa CIA nie sposób ignorować. Gościnnie w pierwszej części podcastu – Marcin Wyrwał. Więcej usłyszysz w najnowszym odcinku podcastu “Raport międzynarodowy”.
Natalia Sisik byłą gościnią programu.
- W Azji Indie są dziś jedynym państwem, które może sprostać potędze Chin - powiedziała w Polskim Radiu 24 dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych, komentując wizytę premiera Indii w Polsce.
[AUTOPROMOCJA] Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. W najnowszym odcinku podcastu „Raport Międzynarodowy” gościem Witolda Jurasza jest przedsiębiorca i przewodniczący rady Fundacji Trzy Trąby, Maciej Radziwiłł. Tematem przewodnim jest Ukraina. Gość programu dzieli się swoimi doświadczeniami oraz opowiada o tym, w jaki sposób jego fundacja wspiera naszych wschodnich sąsiadów. Problem z przekraczaniem granicy polsko-ukraińskiej Maciej Radziwiłł zwraca uwagę na fakt, że częstym problemem towarzyszącym pomocy Ukrainie jest przekraczanie granicy. Po naszej stronie podkreśla złośliwość celników oraz brak zrozumienia dla działalności prowadzonej przez fundację. Po stronie ukraińskiej wyzwaniem jest wyjazd młodych mężczyzn z terytorium kraju. Jaki jest stan ducha Ukraińców? W dalszej części programu Witold Jurasz pyta swojego gościa o stan ducha Ukraińców w porównaniu do tego, jak wyglądało to rok czy dwa lata temu. Z jednej strony Ukraińcy charakteryzowali się walecznością i nieustępliwością, z drugiej pojawiają się głosy o coraz wyraźniejszym zmęczeniu wojną. Maciej Radziwiłł podkreśla, że towarzyszy mu rezygnacja, a nadchodząca jesień i zima będą bardzo trudne. Wśród obywateli Ukrainy zmienia się również perspektywa odnośnie do oddania Rosji podbitych terytoriów. Ponadto wiele osób ukrywa się przed poborem do armii. Jakie są relacje polsko-ukraińskie? Badania opinii publicznej pokazują spadek sympatii Ukraińców w stosunku do Polaków. U nas też nastąpiła pewna zmiana, choć nie tak głęboka, jak wielu się obawiało. Zauważalne jest również tąpnięcie w stosunkach politycznych. Przysłowiowym trupem w szafie pozostaje kwestia wołyńska, której nadal w pełni nie udało się rozwiązać. Gość programu wskazuje, że tego typu zmiana powinna zacząć się od elit intelektualnych. Zaznacza też, że jako polskie społeczeństwo duży nacisk kładziemy na historię, oczekując przeprosin za wyrządzone krzywdy, a przepraszanie za błędy przodków uważa za karkołomne z moralnego punktu widzenia. Zapraszamy na najnowszy „Raport Międzynarodowy”.
Transkrypcja na https://radionaukowe.pl/podcast/slowianie/Wsparcie: https://patronite.pl/radionaukowe***U szczytu swojej potęgi Słowianie zasiedlali ponad jedną trzecią Europy. Zajmowali tereny na wschód od Łaby (Słowianie Połabscy), na wschód od Adriatyku, mieszkali na terenie Grecji. Pojawili się po okresie wielkiej wędrówki ludów, czyli pod koniec V i na początku VI wieku. O ich (naszym!) pochodzeniu rozmawiam dziś z dr. Pawłem Szczepanikiem z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.Jak ogromna większość ludów europejskich, Słowianie wywodzą się z kultury praindoeuropejskiej. Rozprzestrzenienie się na większy obszar Europy, w tym tereny współczesnej Polski, zaczęło się prawdopodobnie z Naddnieprza (prawdopodobnie, bo dyskusje wciąż trwają, o czym szczegółowo mówimy w odcinku).Skąd ten sukces? Przedstawiciele tzw. kultury kijowskiej pojawili się na terenach częściowo zdepopulowanych przez zmiany klimatyczne, spowodowany nimi gwałtowny spadek plonów i plagi chorób, w momencie, kiedy mieszały się tu wpływy różnych kultur. Niektóre obszary były wprost wyludnione, na innych pojawienie się słowiańskiej ludności mogło wręcz pomóc w przetrwaniu pozostałym. - Trzeba podkreślić, że to, co przynieśli ci wcześni Słowianie ze Wschodu, to jest bardzo prymitywna kultura materialna, która wydaje się, że doskonale odpowiadała tym trudnym warunkom życia - mówi dr Szczepanik.Niestety, nie mamy do dyspozycji do słowiańskich pisanych źródeł przedchrześcijańskich. - Runy słowiańskie to jest totalny wymysł, taki fantazmat, nie mamy do czynienia z takimi zabytkami. I to nie dlatego, że ich nie znaleźliśmy, że one może się znajdą czy coś takiego. Po prostu Słowianie posługiwali się słowem - podkreśla archeolog.Nieco informacji znajdujemy w źródłach pisanych innych kultur, np. w Bizancjum. Aczkolwiek pisano o nich głównie jako o ludzie dzikim i brutalnym. – Zauważenie Słowian przez kronikarzy rzymskich sugeruje, że musieli oni odgrywać istotną rolę – zauważa przy tym dr Szczepanik. Na pewno Słowianie handlowali z przedstawicielami innych kultur, sprzedawali m.in. nadwyżki ogromnych bogactw naturalnych: futra, miód, wosk, bursztyn.Mieszkano w drewnianych półziemiankach, zaś zmarłych głównie palono. Zachowane źródła materialne sugerują, że żyli w ustroju demokracji wojennej: pojawiały się wśród nich elity (zachowały się np. charakterystyczne, dość wyszukane ostrogi), które przejmowały władzę w okresie wojny.Prawdziwe fortuny i idący za nimi rozkwit wzięły się jednak z innego źródła. Ilość znalezionego na terenie Polski arabskiego srebra z okolic IX-X wieku wskazuje, że zręby polskiej państwowości postawiono… na zarobkach z handlu niewolnikami. – Słowianie z Wielkiej Morawy byli po prostu łowcami i handlarzami niewolników – opowiada mój gość. Na terenie Pragi znajdował się największy targ niewolników w średniowiecznej Europie, a Słowianie (również Polanie i Mieszko I) powszechnie sprzedawali do kalifatów arabskich innych Słowian, chociaż najpewniej nie własną lokalną ludność. Co ciekawe, niektórzy słowiańscy niewolnicy zrobili spore kariery!W odcinku usłyszycie też, jakie ślady po Słowianach zachowały się w Skandynawii (nie były to wyprawy pokojowe), czy dogadalibyśmy się z Prasłowianami (to bardzo prawdopodobne), czy Biskupin jest słowiański (skomplikowane) i dlaczego wojownicy mogli walczyć nago.
Niedawno znowu robiłem cykliczny, jak co roku decluttering, czyli minimalistyczne odśmiecanie mieszkania. Wyrzucając stare i niepotrzebne rzeczy, zbierające kurz, natrafiłem na kilkanaście notesów z moimi starymi notatkami. Niektóre z nich miały 15 lat.To co tam znalazłem wywołało uśmiech, wstyd, nostalgię, chwilami mocne zażenowanie, ale dominowała ciekawość.Pojawiła się refleksja i natychmiastowy bilans mojego życia. Przeczytałem o moich planach, najskrytszych i bardzo osobistych marzeniach. Zauważyłem, jak bardzo się zmieniałem na przestrzeni lat. Moja filozofia życiowa, lęki, zmartwienia, wachlarz emocji, oczekiwania wobec ludzi, marzenia i cele. To wszystko uległo totalnej metamorfozie.Jedno jest pewne. Teraz wiem, że to właśnie prowadzenie notatników, w ogromnym stopniu przyczyniło się do osiągnięcia przeze mnie wolności i odkrycia pasji, dzięki której zarabiam z każdego miejsca na Ziemi, dzieląc się moją wiedzą z innymi.Z odcinka dowiesz się m.in:Na czym polegał eksperyment Profesora Jamesa PennebakeraDlaczego jego technika pisarska poprawiła zdrowie uczestników eksperymentuDlaczego uczestnicy eksperymentu pisarskiego osiągali lepsze wyniki w życiu i w pracy?Jak pisanie zmieniło moje życie?Na czym polega pisanie terapeutyczne?Jakie są metody pisania terapeutycznego?Jak wielkie umysły w historii wykorzystywały pisanie do osiągania sukcesu?Dlaczego Leonardo da Vinci pisał lustrzanym odbiciem?Czego o pisaniu notatek mogą nas nauczyć: Maria Curie, Benjamin Franklin, Ludwig van Beethoven, Mahatma Gandhi, oraz Thomas Jefferson?Dlaczego uczestnicy programu: „9- tygodniowej Stoickiej Metamorfozy” musza rozwijać nawyk pisania? wiele innychZapraszam do słuchania!O mojej stoickiej przemianie i o tym, jak rzuciłem pracę dyrektora i odkryłem pasję, na której zarabiam, opowiadam w osobistej autobiografii i poradniku, pt. „Podcaster” którą możecie już kupić na stronie www.lepiejteraz.pl w postaci książki papierowej, e-booka oraz audiobooka (który osobiście nagrałem!)
Ten odcinek jest trochę bardziej personalny niż inne, bo opowiadam w nim o swojej podróży do Polski w 2023 roku. Jest w nim trochę spostrzeżeń na temat społeczeństwa i samego kraju. Jest też kilka porad, wskazówek, jeśli chcesz pojechać do Polski na wakacje. Mam nadzieję, że Ci się spodoba!Have you discovered the Polski Daily Club yet? If not go to https://www.polskidaily.eu/signup and join the club!