POPULARITY
Problemy z Krajowym Systemem e-Faktur narastają, choć – jak zauważa w Poranku Wnet Witold Modzelewski – obowiązek realnie dotyczy dziś zaledwie kilku tysięcy podmiotów. Zdaniem profesora prawa, doradcy podatkowego i prezesa Instytutu Studiów Podatkowych, kłopoty nie są kwestią „chorób wieku dziecięcego”, lecz błędu konstrukcyjnego całego rozwiązania.„Faktura VAT i faktura handlowa to nie to samo”Modzelewski podkreśla, że publiczna debata miesza dwa porządki: podatkowy i gospodarczy.„Faktura i faktura VAT to są dwie różne rzeczy. (…) Ministerstwo może rządzić fakturą wystawianą dla potrzeb pewnego podatku. To prawda bardzo ważnego podatku, ale tylko jednego z podatków.”Problem w tym, że w Polsce – przez trzy dekady praktyki – faktura VAT stała się jednocześnie podstawowym dokumentem handlowym w relacjach B2B.„Faktura podatkowa obsługuje obrót gospodarczy. A obrót gospodarczy polega na kontaktach B2B, kontrahent do kontrahenta. Czyli dokument, którym chcemy kogoś wezwać do zapłaty, musimy skierować do kontrahenta, a nie do rządu w postaci KSeF-u.”W modelu KSeF momentem „wystawienia” faktury jest jej wysłanie do rządowego systemu. To – w ocenie profesora – fundamentalny błąd.„Grzech pierworodny polega na tym, że moment wystawienia faktury nie jest wysłaniem faktury do kontrahenta, tylko wysłaniem go do rządowego portalu.”Chaos przy 4 tysiącach firm. Co będzie przy milionach?Obecnie – jak wskazuje Modzelewski – w systemie fakturuje ok. 4 tys. podmiotów. Tymczasem czynnych podatników VAT jest 1,8 mln, a zwolnionych – co najmniej kolejny milion.„Jeżeli się potykamy na samym początku, kiedy cztery tysiące firm ma kłopoty, (…) a wiemy, że ma to dotyczyć milionów podmiotów, to jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest odroczenie tego 1 kwietnia.”Profesor ostrzega, że bez materialnego doręczenia faktury kontrahentowi dokument przestaje pełnić funkcję handlową.„Jeżeli fakturę podatkową używamy jako dokument handlowy, którego nie otrzymujemy w sensie materialnym, to znaczy, że ta faktura przestaje funkcjonować jako dokument handlowy.”W praktyce oznacza to zagrożenie dla ciągłości obrotu gospodarczego.„Zarządzanie katastrofą ekonomiczną”Modzelewski nie neguje potrzeby cyfryzacji, ale apeluje o pragmatyzm. W jego ocenie obecny model prowadzi do podwójnej pracy: faktura trafia do KSeF-u, a równolegle – wobec większości kontrahentów – trzeba uzgodnić inny sposób jej udostępnienia.„Po co dwa razy robić to samo, jeżeli robiliśmy to jednym dokumentem?”Profesor wskazuje, że ustawa nakazuje uzgodnić sposób udostępnienia faktury z większością kontrahentów, którzy nie mają dostępu do KSeF-u.„Jeżeli tego nie uzgodniono, a mówimy o czterech tysiącach podmiotów, które są obowiązane do wystawiania, to znaczy, że jesteśmy w kompletnym niedoczasie.”Dlatego jego postulat jest jednoznaczny:„Jeżeli coś wiemy, że jest bardzo trudne i możemy sobie z tym nie dać rady, to należy to odroczyć i dać sobie czas, żeby pomyśleć, co dalej z tym, jak to ładnie powiedziano, kukułczym jajem zrobić.”Zdaniem Modzelewskiego bez merytorycznej, a nie propagandowej dyskusji o samej koncepcji KSeF, państwo może znaleźć się w sytuacji „zarządzania katastrofą ekonomiczną”./fa
Sędzia NSA i członek KRS Anna Dalkowska w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim i Jakubem Pilarkiem mówi o rozkładzie sądownictwa za rządów Waldemara Żurka.
W rozmowie na antenie Radia Wnet Sławomir Brzózek, dyrektor Biura Zarządu Związku Pracodawców Przemysłu Opakowań i Produktów w Opakowaniach EKO-PAK, skrytykował projekt ustawy UC100 dotyczący opakowań i odpadów opakowaniowych. Kluczowym elementem zmian ma być nowy model rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP), wynikający z unijnych regulacji.Gość programu zwrócił uwagę, że sama idea ROP nie jest dla branży nowością, ale sposób jej wdrażania w Polsce budzi poważne wątpliwości.„To jest koncepcja, która mówi, że producenci powinni brać odpowiedzialność za opakowania w całym cyklu ich życia – od projektowania, przez użytkowanie, aż po zagospodarowanie. Projektowanie powinno być z myślą o recyklingu albo ponownym użyciu” – podkreślał.Jak zaznaczył, Polska jest ostatnim krajem Unii Europejskiej, który nie wdrożył jeszcze pełnego systemu ROP.„Jesteśmy już ponad dwa lata spóźnieni. Będziemy za chwilę karani za opieszałość legislacyjną” – ostrzegał.„Opłata, która ma wszystkie cechy podatku”Zdaniem Sławomira Brzózka obecny projekt UC100 wprowadza rozwiązania, które w praktyce oznaczają nową daninę publiczną.„Minister ma na poziomie rozporządzenia ustalać wysokość opłaty opakowaniowej. Nie znamy żadnych szczegółów. To jest kolizja konstytucyjna, bo wprowadza daninę, która ma wszystkie znamiona podatku” – mówił.Jak wyjaśniał, opłata ma być pobierana w wysokości wyższej, niż wynikałoby to z realnych kosztów systemu.„Danina publiczna powinna być pobierana w takiej wysokości, jaka jest potrzebna na konkretny cel. Tutaj te przesłanki nie są zachowane. De facto wprowadza się podatek w postaci opłaty opakowaniowej”.Konsument zapłaci więcejW ocenie przedstawiciela branży skutki finansowe zmian odczują przede wszystkim konsumenci.„Każdy, kto sprzedaje cokolwiek w opakowaniu, ten koszt wliczy w cenę produktu. I to my, jako klienci, zapłacimy więcej” – podkreślał.Choć – jak zaznaczył – sama zasada płacenia za przyszłe zagospodarowanie odpadów nie budzi sprzeciwu, problemem jest sposób jej realizacji.„Nikt rozsądny nie ma problemu z tym, że płacimy za zagospodarowanie odpadu. Problem w tym, że to jest rozwiązanie stricte podatkowe”.Koniec Organizacji Odzysku?Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów projektu ma być marginalizacja dotychczasowych organizacji odzysku.„Ten model upaństwawia cały obszar gospodarki odpadami. Organizacje odzysku będą wymazane z systemu, a to są podmioty z ogromnym know-how” – zaznaczył Brzózek.Wyjaśniał, że obecnie pełnią one kluczową rolę w organizowaniu przepływów finansowych i kontroli realizacji obowiązków producentów.„Dają producentom pewność, że w ich imieniu dopilnują wszystkich procesów, że zapłacą tyle, ile trzeba i osiągną wymagane poziomy recyklingu”.Według rozmówcy ich eliminacja oznacza utratę rynkowych mechanizmów kontroli.Odpowiedzialność spadnie na państwo i obywateliZdaniem gościa audycji nowy system przenosi odpowiedzialność za realizację celów recyklingowych na administrację publiczną – a pośrednio na wszystkich obywateli.„W świetle tego projektu odpowiedzialność będzie na państwie, czyli na każdym z nas. Jeśli państwo się nie wywiąże, zapłacimy kary” – mówił.Jednocześnie środki z opłaty mają trafiać do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i być rozdzielane w trybie konkursowym.„Samorządy i firmy będą musiały składać wnioski. Jeśli będą wątpliwości, wypłata może być mniejsza albo opóźniona”.„To wywraca podwaliny myślenia gospodarczego”Sławomir Brzózek ocenił, że projekt UC100 może mieć długofalowe, negatywne skutki dla całego sektora.„To mechanizm, który wywraca podwaliny myślenia gospodarczego w Polsce. Zdejmuje odpowiedzialność, a zarządza nim strona, która nie ma presji na efektywność”.Jak dodał, w systemie nie przewidziano jasnych kryteriów oceny jego skuteczności.„Nawet nie wiemy, co będziemy musieli wykazać, żeby udowodnić, że system działa dobrze”.„Kto naprawdę jest zanieczyszczającym?”Rozmówca zakwestionował również prostą interpretację zasady „zanieczyszczający płaci”.„Kto jest realnym zanieczyszczającym? Producent, który musi pakować produkty, bo wymaga tego prawo? Czy konsument, który decyduje, co zrobi z opakowaniem?” – pytał.Jego zdaniem obecny projekt nie uwzględnia odpowiedzialności użytkowników końcowych.„Mówi się: producenci zapłacą. A nie mówi się ludziom, że to oni zapłacą, kupując droższe produkty”.Niejasny los ustawyProjekt UC100 przeszedł konsultacje społeczne, w trakcie których zgłoszono ponad 1600 uwag. Do dziś nie opublikowano pełnego raportu z konsultacji.„Ministerstwo ciągle pracuje nad poprawkami. Nie wiemy, kiedy projekt trafi dalej. Na pewno w tym półroczu nie będzie w komisji sejmowej” – relacjonował Brzózek.Wyraził też obawy co do transparentności procesu.„Nie spodziewam się poprawy jakości. Półtora roku pracy pokazuje, że kluczowi interesariusze są mniej ważni niż sam fakt uchwalenia ustawy”.„Ustawa dla sukcesu, nie dla systemu”Na zakończenie rozmowy gość Radia Wnet podsumował swoje obawy dotyczące kierunku zmian.„Najważniejsze jest to, żeby przygotować jakąś ustawę i ogłosić sukces. A niekoniecznie stworzyć system, który będzie efektywny i sprawiedliwy”.
Rozmowa z Michałem Czarnikiem, wiceprezesem stowarzyszenia Tak dla CPK, zaczęła się od rządowej broszury o zachowaniu w sytuacjach kryzysowych, która trafiła do milionów Polaków. Szybko jednak stała się opowieścią o standardach wydawania publicznych pieniędzy, mechanice przetargów i o tym, dlaczego najbliższe miesiące będą testem wiarygodności deklaracji rządu – także w sprawie Centralnego Portu Komunikacyjnego.Czarnik przyznaje, że broszurę dostał w dniu, gdy publikował krytyczne wpisy w serwisie X. Impulsem do sprawdzenia szczegółów była informacja o łącznym koszcie przedsięwzięcia.Jak usłyszałem, że na druk tej broszury i jej rozesłanie wydano ponad 45 milionów złotych, to postanowiłem przyjrzeć się, jak wyglądało zamówienie i przetarg. I rzeczywiście wychodzi tam kilka ciekawych rzeczy– zwraca uwagę. Z relacji Czarnika wynika, że ministerstwo zaplanowało wydatek na poziomie „dwudziestu paru milionów”, ale przetarg ogłoszono w tak krótkim terminie, że realnie zgłosiła się jedna drukarnia.Było dziewięć dni na przygotowanie oferty. Zgłosiła się jedna firma – duża drukarnia z okolic Poznania – i zaproponowała cenę przewyższającą budżet zamawiającego o 50 procent– mówi. Zamiast unieważnić postępowanie lub szukać oszczędności, resort – jak mówi Czarnik – podniósł budżet i zapłacił 45 mln zł za około 20 dni pracy.Ministerstwo lekką ręką dodało odpowiednią liczbę pieniędzy i de facto zapłaciło za 20 dni pracy tej drukarni 45 milionów złotych– komentuje. Aby zobrazować skalę, Czarnik porównuje wartość zlecenia z rocznymi przychodami wykonawcy.Jeszcze dwa lata temu ta firma miała przychody rzędu 130 milionów złotych rocznie. Teraz za 20 dni pracy dostaje 45 milionów – czyli około jednej trzeciej rocznych przychodów– mówi. „Skrzydełka”, które wykluczyły konkurencjęProwadzący zwraca uwagę na koszt jednostkowy – przy nakładzie 16 mln egzemplarzy to kilka złotych za sztukę. Czarnik odpowiada, że takie uproszczenie pomija kluczowy problem: konstrukcję zamówienia.Zagłębiając się w historię przetargu, widać, że sam poradnik zmienił się względem pierwotnych założeń. Doszły elementy, które podniosły cenę – na przykład estetyczne skrzydełka na okładce– wskazuje. https://wnet.fm/2026/01/23/zwolnienia-grupowe-w-agorze-aleksandra-szyllo-o-negocjacjach-i-planie-na-tych-ktorzy-zostana/Jak relacjonuje, pytania wykonawców o sens tych zmian spotykały się z jednoznaczną odpowiedzią.Dlaczego nagle doszły skrzydełka? Odpowiedź była prosta: takie są wymogi i nie będziemy tego zmieniać. Efekt? Brak konkurencji i jeden oferent, który składa ofertę wyższą o ponad 50 procent– konstatuje. W jego ocenie to rodzi pytania o decyzje personalne i proceduralne: kto zmienił zakres zamówienia, kto ustalił krótki termin i kto zaakceptował znaczący wzrost ceny.„Wielkie sprawdzam” dla CPKDruga część rozmowy dotyczy finansowania CPK. Czarnik podkreśla, że środki mają charakter pozabudżetowy i opierają się na emisjach Skarbu Państwa.Mamy deklarację, że w tym roku powinno się znaleźć ponad 10 miliardów złotych i że w pierwszym kwartale trafią na konta spółki. To będzie jedno wielkie sprawdzam– mówi. Zapowiada, że właśnie realny transfer pieniędzy – a nie deklaracje – pokaże, czy projekt jest faktycznie realizowany.Papier wszystko wytrzyma. Dziennikarze też. Zobaczymy, czy te pieniądze w takiej ilości trafią na konta spółki w pierwszym kwartale– dodaje. /fa
Podpisane przez Ministerstwo Zdrowia rozporządzenie dopuszczające tworzenie miejsc porodowych przy SOR-ach wywołało falę niepokoju. Choć rząd zapewnia, że „Polki nie będą rodziły na SOR-ach”, w praktyce – jak podkreśla Katarzyna Sójka, posłanka Prawo i Sprawiedliwość i była wiceminister zdrowia – komunikaty wzajemnie się wykluczają.Jest to bardzo duży dysonans. Ta komunikacja jest co najmniej dziwna. Najpierw słyszymy, że kobiety nie będą rodziły na SOR-ach, a chwilę później w rozporządzeniu pojawia się zapis, że w określonych sytuacjach poród może się tam odbyć – bez lekarza, z samą położną. To jest totalny chaos– wskazuje była minister zdrowia.Zdaniem Katarzyny Sójki problem nie dotyczy jedynie jednego rozporządzenia, lecz systemowej likwidacji oddziałów ginekologiczno-położniczych w całym kraju. Posłanka wskazuje konkretne liczby i miejsca.„zacuje się, że w latach 2024–2025 zlikwidowano około 31 porodówek. W moim powiecie, w Ostrzeszowie, od stycznia zamknięto porodówkę, mimo że w ubiegłym roku było tam ponad 300 porodów. To nie jest marginalna skala– dodaje.Podobne sytuacje – jak wylicza – dotyczą m.in. Podkarpacia, Warmii i Mazur, Śląska czy Małopolski. W wielu regionach kobiety mają do pokonania ponad 100 kilometrów, by dotrzeć do najbliższego oddziału położniczego.Jeżeli weźmiemy mapę i zobaczymy, gdzie znikają porodówki, to widzimy wielkie plamy bez dostępu do normalnego oddziału położniczego. Tam pacjentki będą po prostu pozostawione same sobie– zaznacza.Sójka podkreśla, że rozumie zmiany demograficzne i problemy kadrowe, ale jej zdaniem nie mogą one odbywać się kosztem bezpieczeństwa okołoporodowego.Rozumiem, że są porodówki z małą liczbą porodów i że czasem konieczna jest współpraca z sąsiednimi szpitalami. Ale zupełnie nie rozumiem podejścia do regionów, gdzie zamyka się oddziały, nie oferując w zamian żadnego realnego zabezpieczenia– wskazuje.Najwięcej wątpliwości budzi sam pomysł porodów organizowanych przy SOR-ach.Rodzenie na SOR-ze? Ja tu bezpieczeństwa nie widzę. Trudno sobie wyobrazić poród w miejscu, które z definicji jest nastawione na medycynę ratunkową, a nie na spokojną opiekę nad rodzącą kobietą i noworodkiem– mówi była minister.Posłanka krytykuje także brak konsultacji z ekspertami i środowiskami medycznymi.W ogóle ze środowiskiem się nie rozmawia. Informacja gruchnęła, nikt nie wiedział dokładnie, o co chodzi. Ministerstwo nie pokazało mapy potrzeb, nie wskazało konkretnych miejsc, które chce zabezpieczyć– powiedziała./fa
Likwidacja płacy minimalnej, NATO, Mercosur i przyszłość prawicy – wicerzecznik PiS Mateusz Kurzejewski ostro punktuje konkurencję i zapowiada walkę o samodzielną większość. Polska 2050 i „antyreklama” głosowania onlineW „Popołudniu Wnet” Mateusz Kurzejewski — wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości — komentował kryzys w Polsce 2050 po nieudanym głosowaniu internetowym. Jego zdaniem partia, która promowała e-głosowanie w wyborach powszechnych, sama dostarczyła argumentów przeciwnikom tego rozwiązania.Partia Polska 2050, która była największym orędownikiem przeprowadzania głosowania w wyborach powszechnych za pośrednictwem internetu, dokonała chyba najlepszej antyreklamy tego rozwiązania, nie będąc w stanie przeprowadzić tego głosowania na liczbie około 700 delegatów– zaznacza Mateusz Kurzejewski.Kurzejewski ironizował, że w przeszłości podobną skalę ankiet dało się zorganizować prostymi narzędziami, a mimo to projekt ugrupowania Hołowni się rozsypał. W jego ocenie to symptom szerszego problemu i zapowiedź schyłku formacji.zastanawia taka zacięta walka o stanowisko tak naprawdę nie przewodniczącego, tylko syndyka masy upadłościowej– ocenia Kurzejewski.„Zjednoczony front patriotów” i spór o bezpieczeństwoProwadzący pytał o hasło Jarosława Kaczyńskiego: „Zjednoczony Front Patriotów”. Kurzejewski tłumaczył, że chodzi o wezwanie do wyborców i mobilizację przeciw działaniom obecnej koalicji. Jako przykład podał sprawę Poniatowej i rezygnację MON z budowy jednostki, która miała wzmacniać wschodnią flankę.Tam się dzieją bardzo złe rzeczy, na przykład zwijanie Wojska Polskiego. […] Ministerstwo obrony narodowej rezygnuje z budowy tej jednostki właśnie w tej lokalizacji, która przecież chroniłaby wschodnią flankę nie tylko Polski, bo całego sojuszu północnoatlantyckiego– dodaje.W jego narracji ten temat ma być jednym z elementów szerszej krytyki rządu Donalda Tuska — obok rolnictwa, gospodarki i służby zdrowia.Braun, emocje i „skrajny liberalizm”W rozmowie wrócił też temat Grzegorza Brauna. Kurzejewski przekonywał, że wzrost popularności lidera Korony ma dziś źródło w emocjach i kontrowersjach, a kiedy pojawiają się rozmowy o konkretach, ujawniają się postulaty, które PiS określa jako ryzykowne społecznie i państwowo.W tej chwili to, co buduje Grzegorz Braun, to buduje na emocjach– mówi.Kurzejewski odniósł się do głośnego postulatu likwidacji płacy minimalnej, omawianego w poprzedniej audycji. W jego ocenie to przykład skrajnego liberalizmu gospodarczego, który uderzałby w najsłabszych pracowników.To jest postulat skrajnie liberalny– ocenia.Jeszcze ostrzej mówił o bezpieczeństwie, gdy rozmowa zeszła na wątek NATO. Tu polityk PiS postawił granicę: w jego ocenie takie pomysły nie mają nic wspólnego z „wolnościowością”.Wyjście Polski z sojuszu północnoatlantyckiego to podejście skrajnie nieodpowiedzialne– zaznacza Kurzejewski.Mercosur i rolnictwo: „Nie było Tuska, nie było umowy”Kurzejewski położył mocny akcent na sprawy rolnicze — zapowiadając konwencję PiS poświęconą wsi. W tym kontekście uderzał w rząd za dopuszczenie do finalizacji umowy z Mercosurem, przypominając, że PiS w przeszłości miał ją blokować.Ta umowa już była bardzo bliska podpisania w 2019 roku i wtedy rząd Prawa i Sprawiedliwości z sukcesem zbudował mniejszość blokującą. […] Nie było Tuska, nie było umowy z Mercosurem, nie było Tuska, nie było paktu migracyjnego– podkreślaWicerzecznik PiS przekonywał, że skutki umowy uderzą w eksport i w podstawowe sektory produkcji żywności, a rząd — jego zdaniem — prowadzi politykę „dwóch wersji”: jednej na użytek krajowy, drugiej w Brukseli.PiS: program ma powstać „w terenie”, koalicje dopiero po wyborachWątek wyborów 2027 wracał kilka razy. Kurzejewski mówił o objazdach kraju i pracy programowej aż do poziomu gmin. Pytany o ewentualne koalicje, odpowiadał, że partia celuje w samodzielną większość i na tym etapie nie chce rozpisywać scenariuszy.Walczymy o samodzielną większość. Wszelkie rozmowy o jakichkolwiek koalicjach będziemy prowadzić ewentualnie po tym, kiedy wynik tych wyborów będzie inny– zastrzega
Niebieska Linia IPZ działa od 1995 roku jako Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie przy Instytucie Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Od trzech dekad wspiera osoby pokrzywdzone przemocą, ich rodziny i świadków, szkoli specjalistów oraz angażuje się w działania systemowe, edukację społeczną i konsultacje eksperckie.Maja Kuźmicz, kierowniczka Niebieskiej Linii IPZ, w Odysei Wyborczej Radia Wnet mówiła o skutkach przedłużającego się chaosu wokół Funduszu Sprawiedliwości. Jak podkreślała, mimo zapowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości organizacje pomocowe znalazły się w sytuacji niepewności, która bezpośrednio uderza w osoby pokrzywdzone przestępstwem.Problem dotyczy konkursu ogłoszonego w lipcu 2025 roku, który do dziś nie został rozstrzygnięty. Resort zaproponował rozwiązanie w postaci projektu rozporządzenia przewidującego refundację kosztów poniesionych przez organizacje do czasu zakończenia procedury.Rozporządzenie zakłada refundację kosztów, które organizacje poniosą do czasu rozstrzygnięcia konkursu. Założenie jest takie, że konkurs zostanie rozstrzygnięty 31 stycznia, ale już mamy informację, że prawdopodobnie jeszcze później– mówiła Kuźmicz. Jak zaznaczyła, problem polega na tym, że to wciąż tylko projekt, a wszystkie dotychczasowe umowy kończą się 31 grudnia.Tak de facto nie wiadomo, kto ma realizować zadania w styczniu– dodała.Ministerstwo zakłada, że organizacje powinny kontynuować działania „z nadzieją”, że koszty zostaną im później zwrócone. Zdaniem Kuźmicz to rozwiązanie obarczone ogromnym ryzykiem.To jest konkurs, czyli żadna z organizacji nie ma pewności, że go wygra. Zwykle w jednym okręgu oferty składa kilka podmiotów, więc trudno mówić o jakiejkolwiek gwarancji zwrotu kosztów– podkreśliła.Jej zdaniem najrozsądniejszym wyjściem byłoby czasowe przedłużenie obowiązujących umów.Najlepszym rozwiązaniem byłoby przedłużenie istniejących umów do czasu rozstrzygnięcia konkursu. Wtedy przynajmniej wiadomo, kto to ma robić– argumentowała. Jak relacjonowała, resort twierdzi jednak, że „z powodów prawnych” nie ma takiej możliwości.Niebieska Linia działa, ale w ograniczonym zakresieMimo niepewności Niebieska Linia nie zamierza całkowicie zawieszać działalności.Nie widzimy takiej możliwości, żeby zamknąć drzwi dla osób, które korzystają z naszego wsparcia. Będziemy działać, ale w bardzo ograniczonym zakresie– zapowiedziała Kuźmicz.Jednocześnie zwracała uwagę na mylące komunikaty sugerujące, że organizacje „mają środki” i poradzą sobie bez Funduszu Sprawiedliwości.Organizacje pozarządowe działają poprzez realizację zadań zlecanych w konkursach. Oczywiście realizujemy też inne projekty, bo inaczej nie moglibyśmy funkcjonować, ale wsparcie dla osób pokrzywdzonych przestępstwem będzie teraz w dużym stopniu ograniczone– wyjaśniała.Kuźmicz podkreślała, że dyskusja o procedurach i rozporządzeniach ma bardzo realny wymiar.My kontaktujemy się bezpośrednio z ludźmi, którzy potrzebują pomocy. Oni fizycznie do nas przychodzą– mówiła. Chodzi m.in. o osoby będące w trakcie postępowań prawnych i terapii.To osoby w procesach prawnych i psychologicznych. Budują relację, zaufanie, widzą drogę przed sobą. Bardzo trudno jest to nagle zawiesić albo zmienić– zaznaczyła. Jak dodała, do Niebieskiej Linii trafiają osoby z bardzo różnych grup.Osobą pokrzywdzoną może być starsza osoba oszukana finansowo, kobieta doświadczająca przemocy domowej, dziecko, mężczyzna napadnięty na ulicy. To jest przekrój całego społeczeństwa– wskazała.„To najbardziej kryzysowy moment od lat”Choć podobne trudności zdarzały się wcześniej na przełomie lat, obecna sytuacja – jak podkreślała – jest wyjątkowo poważna.Zdarzały się opóźnienia, ale mieliśmy podpisane umowy wieloletnie. Teraz wszystko się kończy. To jest najbardziej kryzysowy moment od długiego czasu– oceniła.Na zakończenie rozmowy Kuźmicz skierowała apel do Ministerstwa Sprawiedliwości.Trzeba myśleć i planować z wyprzedzeniem. Tylko wtedy takie systemy wsparcia mają sens– mówiła.Zwróciła się też do słuchaczy Radia Wnet.Jeśli państwo chcecie i macie możliwość, na naszej stronie można znaleźć informacje o darowiznach. Ważne jest też dobre słowo i mówienie o nas – to dla nas ogromne wsparcie– apelowała./fa
Dobre dane z produkcji za październik. USA i Ukraina kontynuują w Szwajcarii rozmowy nad wypracowaniem wspólnego planu pokojowego. Orlen Kolej kupi 40 nowych lokomotyw elektrycznych od PESA i Newagu. NanoGroup szuka młodych firm biotechnologicznych do przejęć. Szef KAS poinformował, że wydatki poniesione na utrzymanie psa pełniącego funkcję stróża nieruchomości, w której przedsiębiorca mieszka i prowadzi firmę, mogą być związane z działalnością gospodarczą. MRiT negatywnie ocenia propozycję przyznania okręgowym inspektorom pracy możliwości przekształcenia umów cywilnoprawnych w umowy o pracę.Zasubskrybuj prasówkę na www.businessupdate.pl.Podcast powstał przy pomocy ElevenLabs.
Rydzyk, oddaj nasze 200 milionów. Tak można by rzec w reakcji na najnowsze informacje z Ministerstwa Kultury. Ministerstwo będzie się sądzić z fundacją Rydzyka o zwrot 210 mln złotych. Naszych milionów. Gliński, minister z PiS, przekazał te pieniądze na budowę Muzeum „Pamięć i Tożsamość”. Przekazał — tu cytat — mimo że fundacja nie tylko nie miała żadnego doświadczenia w działalności muzealnej, ale nawet niezbędnych do uruchomienia takiej placówki eksponatów! Podjął tę decyzję — tu znowu cytat — na podstawie osobistego przeświadczenia i zaufania do środowiska toruńskiego. Oto Polska PiS w pełnej krasie. Przypomnijmy dziś także, jak ks. Rydzyk groził pastorowi Chojeckiemu. Dowiecie się, za co groził. Będzie także o nowych zarzutach dla Bąkiewicza oraz o 100 dniach rządu Batyra, zwanego dziś vetomatem. #Rydzyk #kościół #Ziobro #PiS #IPPTVNaŻywo ----------------------------------------------------
W Odysei Wyborczej prof. Mariusz Miąsko ze Szkoły Głównej Mikołaja Kopernika w Warszawie, prawnik specjalizujący się w prawie pracy i lider zespołu przy Ministerstwie Cyfryzacji ds. AI na rynku pracy, odniósł się do planów rządu dotyczących czterodniowego tygodnia pracy.Każdy chciałby pracować mniej i zarabiać tyle samo. Ale pytanie brzmi: czy nas jako państwo na to stać? Pomysł skrócenia tygodnia pracy z 40 do 35 godzin jest kuszący, ale w rzeczywistości podwójnie morderczy – dla rynku pracodawców i dla samych pracowników – przekonuje.Profesor przypomniał, że Ministerstwo Pracy planuje pilotaż programu o wartości 50 milionów złotych, finansowany z budżetu państwa. Jego zdaniem to nie tylko nieracjonalny eksperyment, ale potencjalne marnotrawstwo publicznych pieniędzy.Ministerstwo chce przeznaczyć 50 milionów złotych na projekt, który z góry wiadomo, że przyniesie oczywisty wynik – każdy pracownik powie: tak, chcę pracować krócej za te same pieniądze. To absurd, który powinien mieć finał w prokuraturze – ocenił.Miąsko wskazał, że redukcja tygodniowego wymiaru pracy o pięć godzin oznacza ubytek 500 milionów roboczodni rocznie, co przekłada się na cztery miliardy godzin pracy mniej w skali gospodarki.To oznacza, że gospodarka straci równowartość pracy czterech milionów osób. Te godziny przestaną pracować na nasze państwo – mówił.Na zakończenie prof. Miąsko przewidział, że w najbliższych latach Polskę mogą czekać dwie fale zwolnień – z powodu automatyzacji i sztucznej inteligencji, a także z powodu skutków błędnych decyzji w polityce pracy.AI zabierze około 5,5 miliona miejsc pracy, a jeśli dojdzie do tego skrócenie tygodnia pracy – czeka nas fala bezrobocia i gospodarczy kryzys. To będzie jak rok 2000 – bieda i upadek przedsiębiorstw – stwierdził.
MF broni zasadności podatku bankowego. Według Donalda Trumpa Ukraina może odbić utracone tereny. Digitree robi fuzję z Euvic Digital. Search fund Moniki Wincel przejmuje spożywczy Rolfroz. Ministerstwo finansów planuje opodatkować podatkiem dochodowym transakcje przeniesienia nieruchomości w celu spłaty kredytu. Resort finansów wydłużył termin dla nabycia nieruchomości na rzecz fundacji rodzinnych w celu ich dalszych odsprzedaży do 31 grudnia br. Odszkodowanie za błąd księgowego jest nieopodatkowane.Zasubskrybuj prasówkę na www.businessupdate.pl.Podcast powstał przy pomocy ElevenLabs.
Premier zwraca się do polskich producentów, aby brali udział w przetargu na KDP. ElectroMobility Poland widzi swoją przyszłość i stara się o 4,5 mld zł z KPO. Bosch wycofuje się z produkcji pomp ciepła w Dobromierzu. Prezes NIK złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przedstawicieli KNF. Ministerstwo finansów chce umożliwić sprawdzenie statusu podatnika VAT do pięciu lat wstecz. Sąd podtrzymał karę dla Toyota Bank Polska S.A.Zasubskrybuj prasówkę na www.businessupdate.pl.Podcast powstał przy pomocy ElevenLabs.
Polska gospodarka traci wolność i zmierza w stronę komunizmu – ocenił w Radiu Wnet Zbigniew Przybysz, prezes firmy Kram. Jego zdaniem unijne regulacje prowadzą do upadku wielu przedsiębiorstw. Zbigniew Przybysz, prezes polskiej firmy Kram wskazał w Poranku Radia Wnet, że obecny kierunek zmian prawnych i gospodarczych w Unii Europejskiej jest szczególnie groźny dla małych i średnich firm. Jak mówił, unijne i krajowe przepisy coraz bardziej ograniczają swobodę prowadzenia działalności gospodarczej.Coraz słabszy ten puls polskiej gospodarki. (…) Zabijana jest wolność gospodarcza. Już jej nie ma. To nie jest socjalizm, to komunizm, centralizacja wszystkiego– stwierdził.Kary cielesne w przedsiębiorstwach?Zdaniem Przybysza nowe obowiązki sprawozdawcze, takie jak raportowanie ESG, są obciążeniem bez realnych korzyści.Celem tych raportów jest samo raportowanie, nie wyciąganie wniosków. To około 50 stron pytań – m.in. ile kobiet zatrudniamy czy czy stosujemy kary cielesne– wyliczał. Zwrócił przy tym uwagę, że koszty sporządzenia raportów nie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu.Prezes Kramu odniósł się również do przygotowywanej w Polsce ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych. Według niego to przykład kolejnego nadmiernego obciążenia przedsiębiorców.Kubek papierowy w nomenklaturze UE podlega takim samym opłatom jak kubek plastikowy. Ministerstwo proponuje wprowadzić nie tylko opłatę recyklingową, produktową i konsumencką, ale także opłatę opakowaniową i – proszę się nie śmiać – opłatę na rzecz publicznych kampanii edukacyjnych– wskazał.Jak dodał, w razie niewywiązania się z obowiązków przewidzianych w projekcie ustawy, producenci i dystrybutorzy narażeni będą na wysokie kary.Producent czy dystrybutor sieci rybackich, jeśli nie poniesie nakładów na kampanie edukacyjne, zagrożony jest karą do pół miliona złotych– podkreślił.Na rynku zostaną tylko wielkie korporacje?W opinii Przybysza coraz trudniejsza sytuacja polskich firm sprawia, że nie wytrzymują one konkurencji z zagranicą.Wybijają nas na rynkach Chińczycy i Turcy. Tam nie ma ETS-ów, nie ma takich regulacji. Tam jest wolność gospodarcza, a u nas centralizacja– powiedział.Przetrwają tylko najsilniejsi. Zginie to, co było siłą polskiej gospodarki – mała, drobna przedsiębiorczość– ocenił.Krytykując politykę klimatyczną UE, Przybysz stwierdził, że Polska nie ma szans na poprawę, jeśli nie odejdzie od Zielonego Ładu.Mamy dziś za mało dwutlenku węgla, a nie za dużo. Poziom CO₂ wpływa pozytywnie na rozwój biologiczny i wydajność pól– mówił.Atak na PKP Cargo?Na zakończenie przedsiębiorca przedstawił swoją interpretację zamknięcia granicy z Białorusią.Zamknięcie granicy miało służyć eliminacji PKP Cargo i ograniczeniu wpływów podatkowych do polskiego systemu. Cła i podatki pobierane są bowiem w momencie wjazdu na teren Unii Europejskiej– powiedział.
Ministerstwo cyfryzacji zapowiada wprowadzenie podatku cyfrowego dla gigantów technologicznych. - Zrobiliśmy analizy, oszacowaliśmy zyski i obroty firm cyfrowych. Stawka ma wynosić 3 procent - powiedział w Polskim Radiu 24 wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.
(0:00) Wstęp(1:05) Donald Trump rozpoczął rozmowy na temat organizacji spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Władimirem Putinem(3:21) Niemcy oskarżają Chiny o prowadzenie „agresywnej polityki” i wspieranie Rosji w wojnie z Ukrainą(4:36) Mimo zawieszenia przez Grecję przyjmowania wniosków o azyl, na Krecie pojawia się coraz więcej imigrantów(6:10) Albania w przyszłości może stworzyć ministerstwo całkowicie zarządzane przez sztuczną inteligencję(7:38) Google i NASA chcą wykorzystać sztuczną inteligencję do leczenia w kosmosieInformacje przygotował Maurycy Mietelski. Nadzór redakcyjny – Igor Janke. Czyta Michał Ziomek.Mecenasi programu: AMSO-oszczędzaj na poleasingowym sprzęcie IT: https://amso.pl/Uklad-otwarty-cinfo-pol-218.html
W rozmowie z Jaśminą Nowak polityk Konfederacji Marcin Możdżonek mówi o trudnych relacjach leśników i myśliwych z rządem. Ministestwo zamknęło się w bańce aktywistów - zarzuca resortowcom.
Państwa członkowskie NATO zobowiązują się do podniesienia wydatków obronnych. Ministerstwo zdrowia rozważa zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach, a minister finansów zapowiada podatek od rezerw bankowych. UE tymczasem naciska na Chiny ws. surowców krytycznych.0:00 - Skrót najważniejszych informacji0:48 - Szczyt NATO w Hadze2:30 - Czy czeka nas prohibicja na stacjach benzynowych 3:48 - Najważniejsze informacje z polskiej gospodarki4:30 - Najważniejsze informacje ze światowej gospodarki9:12 - Nowy podatek dla banków10:45 - Dane z rynków i kalendariumKup subskrypcję „Rzeczpospolitej” pod adresem: czytaj.rp.pl
Dzisiaj w rozmowie z Anią Bieluń z MINISTERSTWO. ( https://www.ministerstwodobregomydla.pl/)Rozmawiamy o namacalnych krokach, które sprawiły, że tysiące fanów marki wracają po regularne zakupy. O kombinacji mądrej, strategicznej pracy,O rodzinnej współpracyO trudnych, biznesowych lekcjach i kreatywnych rozwiązaniach zaskakujących sytuacjiZapraszam Cię do rozmowy, w której Ania pozwala zajrzeć nam na zaplecze świetnej marki, by rozbroić wiele biznesowych mitów utrudniających rozwój w branży handmade.Nasz odcinek ukazuje się na 80 dni przed startem konferencji online dla twórców i fanów rękodzieła : HANDMADE BIZ SUMMIT 8-12 września 2025Jeżeli chcesz brać udział na żywo w takich dyskusjach, tutaj zarezerwujesz swój bilet:https://oplotki.pl/handmade-biz-summit/
W dzisiejszym odcinku Michał Wojtyło z Instytutu Reform opowiada o planie społeczno-klimatycznym, czyli rządowym pomyśle na dystrybucję 11,4 mld euro, które Polska może otrzymać w 2026 r. Ministerstwo funduszy i polityki regionalnej najwięcej środków chce przeznaczyć na bony energetyczne, następnie na renowację i termomodernizację budynków oraz transport zbiorowy. Rozmowę prowadzi Julia Cydejko. Zapraszamy!
Praca 6 godzin dziennie zamiast ośmiu, a może 3 dni wolne w tygodniu? Możliwości jest wiele. Wkrótce firmy z całej Polski będą miały możliwość przetestowania różnych modeli skróconego czasu pracy. Co ważne, z zachowaniem dotychczasowych wynagrodzeń pracowników i bez redukcji zatrudnienia. W ten sposób Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chce odpowiedzieć na zmieniające się realia rynku pracy w dobie rewolucji technologicznej. Wkrótce rusza pilotażowy projekt sygnowany przez Ministerstwo.Jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych narodów w Europie, jednak nie zawsze w parze z liczbą spędzonych w pracy godzin idzie efektywność. Co więcej, duża liczba przepracowanych godzin w większości branż często nie prowadzi do zwiększenia produktywności. Brakuje nam czasu na odpoczynek, czasu dla bliskich i dla nas samych. Równolegle jesteśmy świadkami dynamicznych zmian technologicznych i rewolucji AI. Tak samo jak nowoczesne gospodarki – takie jak Francja, Dania, Belgia czy Hiszpania – chcemy i w Polsce postawić na mądrzejszą organizację pracy. Skrócony czas pracy już się sprawdza w firmach, przykładem jest Herbapol Poznań. Czy jesteśmy do tego przygotowani?Czy pracodawcy potrafią dostrzec w tym projekcie szansę dla swoich firm i swoich pracowników jednocześnie?Jak nie "wylać dziecka z kąpielą"?Jak nie zachłysnąć się jak modelem pracy zdalnej, żeby po chwili zmieniać zdanie?O tym między innymi rozmawiamy na antenie z redaktorką Radio Nowy Świat Ksenią Maćczak.Zapraszamy do odsłuchania i wspierania Radio Nowy Świat przez Patronite!
Krótszy tydzień pracy? Ministerstwo analizuje możliwości, a przedsiębiorcy ostrzegają przed kosztami.Tymczasem w USA porty świecą pustkami przez rosnące bariery celne, a inwestorzy szykują się na giełdowy maraton wyników.Zapraszam na poranny PB Brief – Marcin Dobrowolski.
Nawet 20% powierzchni lasów ma zostać wyłączonych z gospodarki leśnej. A branża drzewna twierdzi, że już teraz cierpi z powodu niedoboru surowca. Ten wbrew obietnicom wciąż trafia za granicę.
Według Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej polski rynek pracy jest stabilny. Ministerstwo nie progozuje też wzrostu bezrobocia w ciągu najbliższych dwóch lat. Zmiany jedna nadejdą w postaci nowej ustawy regulującej politykę pracy. Z tą wiedzą warto zapoznać się z aktualną ofertą urzędów pracy, które właśnie publikują harmonogramy przyjmowania wniosków o różne formy wsparcia.
"Młoda kultura: nowe media i języki" pod takim tytułem w ostatnim dniu ogólnokrajowego WspółKongresu Kultury odbyła się dyskusja młodych twórczyń i twórców kultury, którzy poszukują nowych metod twórczych i korzystają z technologii, by często oddolnie, bez udziału instytucji producenckich, realizować swoje projekty artystyczne. Jedną z osób biorących udział w dyskusji był Filip Pawlak, twórca teatralny, aktywista na rzecz praw niepełnosprawnych artystów, niezależny kurator i producent, z którym rozmawialiśmy o zwodniczej potrzebie precyzyjnego definiowania kultury tworzonej przez wkraczające w aktywność artystyczną nowe generacje. WspółKongres Kultury odbył się w Warszawie (7-9.11.2024), więcej info: www.kongreskultury.pl Rozmawiała: Bogna Świątkowska, www.nn6t.pl Fot. @ikke.pat
"Minister Wieczorek chyba oddał stery tego, co się dzieje w nauce wiceministrowi Gduli, który ma specyficzną wizję. Myślę, że ma przekonanie, że Polska Akademia Nauk to są leśne dziadki do zaorania" - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM prof. Dariusz Jemielniak - wiceprezes Polskiej Akademii Nauk. "Ministerstwo przychodzi z rozwiązaniami, które są koślawe i próbuje je przepchnąć na siłę" - dodał.
Nie zamierzam się wypierać swoich związków ze środowiskami konserwatywnymi, zwłaszcza w latach 80. i 90. Ale u mnie zawsze przeważała postawa państwowa nad partyjną czy ideologiczną – mówi Michałowi Płocińskiemu odwołany właśnie dyrektor Muzeum Historii Polski Robert Kostro w podcaście „Rzecz w tym”, codziennym programie „Rzeczpospolitej”. Wciąż nie wiemy oficjalnie, dlaczego na półtora roku przed otwarciem wystawy stałej, na którą pracował pan z grubsza 18 lat, został pan w środku kadencji odwołany z funkcji dyrektora Muzeum Historii Polskiej. Ale domyślam się, że pan te powody odwołania poznał. Jakie one były i jak pan się do nich ustosunkował? To jest dosyć trudna kwestia, bo ja nie wiem tak naprawdę, jakie były te powody. Mogę się ich tylko domyślać. Ale na pewno ktoś się z panem spotkał w resorcie kultury, dostał pan jakiś oficjalny dokument. Żeby było jasne: miałem w tej sprawie kilka spotkań w ministerstwie. Tyle że na pierwszym spotkaniu mówiono o jednym, a w dokumencie mnie odwołującym widnieje coś zupełnie innego. Najpierw była mowa, że jest potrzebne nowe otwarcie. Co to znaczy, to do końca nie wiem, ale odczytałem to jako pewien kontekst polityczny. A już oficjalne uzasadnienie wiąże się z tym, że podobno nie wykorzystywałem przez kolejne lata swoich środków budżetowych. „Rzeczpospolita” dotarła do pism, w których ministra kultury Hanna Wróblewska wskazała wprost na niewłaściwy nadzór nad inwestycją, co spowodowało spór prawny z wykonawcą, spółką Budimex, która zgłasza wobec MHP wielomilionowe roszczenia. Ale ten spór wynika przede wszystkim z opóźnień z winy wykonawcy. Spornym tematem jest np. kwestia konstrukcji dachu – zabrała nam ona prawie rok. Ale nawet gdyby to było tak, że to ja jestem za to odpowiedzialny, to tak sformułowany zarzut nigdy w życiu nie powinien pojawić się w tym piśmie. Ministerstwo w ten sposób staje po stronie prywatnego inwestora przeciwko instytucji, którą nadzoruje. Uważam, że to jakaś kompletna fuszerka. Będzie pan się teraz bronił? Odwołam się oczywiście do sądu pracy. I będzie się pan starał o przywrócenie na stanowisko dyrektora Muzeum? Nie, raczej o odszkodowanie. Nie można prowadzić takiej dużej inwestycji wbrew woli ministra – trzeba mieć pełne zaufanie. I z tego powodu odczuwam dziś też pewien rodzaj ulgi, bo przez ostatnie miesiące brakowało mi poczucia takiego bezpieczeństwa. A ono jest ważne na różnych poziomach. Jeśli dyrektor nie ma z kim przegadać problemów, bo nagle nikt nie ma czasu na żadne rozmowy, to trudno podejmować decyzje organizacyjne, personalne. Bo je trzeba wytłumaczyć, wyjaśnić, trzeba mieć przekonanie, że potem te decyzje będą bronione. Dobra komunikacja z ministerstwem po prostu jest niezbędna. Listy otwarte w pańskiej obronie podpisali ludzie z rozmaitych środowisk: Tomasz Nałęcz, Kazimierz Wójcicki, Eugeniusz Smolar, Andrzej Grajewski czy nawet prof. Joanna Choińska-Mika, czyli przewodnicząca Rady MHP, ale już mianowana przez rząd Donalda Tuska. Jak pan to poparcie odbiera i czy liczył pan na to, że ono pana uchroni? Nie zamierzam się wypierać swoich związków ze środowiskami konserwatywnymi, zwłaszcza w latach 80. i 90. Ale u mnie zawsze przeważała postawa państwowa nad partyjną czy ideologiczną. Doskonale wiedziałem, że muzeum tworzę nie dla siebie i liczyłem się ze zdaniem różnych środowisk. I udało mi się utrzymać ten duch publiczny, otwartości na dialog. Ludzie, którzy przychodzą na nasze wystawy, nie uważają chyba, że uczestniczą w projektach skierowanych tylko do tego czy innego wąskiego środowiska. Ale nie czuję się jakimś cierpiętnikiem. Mam nadzieję, że w MHP przetrwa ten duch otwartości. W dalszej części podcastu Michał Płociński pyta Roberta Kostrę o przygotowywaną wystawę stałą, a także o rolę, jaką według niego powinno pełnić Muzeum Historii Polski. Rozmówcy podsumowują też czasy tzw. POPiS-u, których poniekąd symbolem mogło się stać Muzeum Historii Polski.
Historyk i dziennikarz Łukasz Jasina ocenia decyzję ministerstwa kultury o odwołaniu dyrektora Muzeum Historii Polski Roberta Kostro jako błędną. Wytyka resortowi ideologiczną motywację działania.
O górnictwie, transformacji energetycznej i działaniach rządu mówił Janusz Steinhoff Sponsorem audycji jest bank BNP Paribas
Dariusz Wieczorek, minister nauki i szkolnictwa wyższego odpowiedział na pytanie o możliwość rekonstrukcji rządu przez premiera Donalda Tuska. Zdradził, że na razie takie zapowiedzi nie padły. Mówił też, że nie zdawał sobie sprawy z tego, jak silny był wpływ Zjednoczonej Prawicy na ministerstwa, również na resort za który on odpowiada.Dariusz Wieczorek był gościem Michała Kolanki w programie „Rzecz o polityce”. Pytany o to, czy premier Tusk zapowiadał już ministrom, że będzie dokonywał rekonstrukcji rządu, minister odpowiedział, że premier nie informował o takim zamiarze. – Ale wydaje mi się, że ostatnimi osobami, które mogą się wypowiadać, są ministrowie. Zawsze powiadam, że ministrem się bywa. To będzie decyzja pana premiera w uzgodnieniu z liderami partii koalicyjnych — zaznaczył.- Jeśli pan premier taką decyzję podejmie, to pewnie to z nami wszystkimi uzgodni. Trzeba będzie tę decyzję uszanować, bo też po pierwszym półroczu pan premier wie, jak rząd funkcjonuje i może mieć na ten temat swoją opinię, to jest jego prawo - zauważył minister. Dariusz Wieczorek był również pytany o zapowiedzi Borysa Budki na temat tego, że w przypadkach niektórych nieprawidłowości w administracji rządowej w przyszłym roku prokuratura zakończy pracę i niektóre sprawy trafią do prokuratury, - Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy doprowadziło do tego, że we wszystkich instytucjach państwowych, we wszystkich spółkach są „wyznawcy” Prawa i Sprawiedliwości. Oni blokują pewne rzeczy, pewnych informacji nie przedstawiają; jest rodzaj strajku włoskiego, pewne rzeczy ciągną się bardzo długo — mówił. Jak dodał, by dokonywać zmian w swoim resorcie „potrzebował zmiany ustaw”. - Wiem, że jest niepokój, niedosyt, oczekiwanie na szybkie rozliczenia. Ale jeżeli chcemy to zrobić zgodnie z procedurami i z prawem, nie tak jak pan (Zbigniew) Ziobro i jego ekipa, to to musi trwać - powiedział Dariusz Wieczorek. Pytany o ustawę o szkolnictwie wyższym minister odpowiedział, że jednym z jej założeń było to, by skonsultować się ze środowiskiem akademickim. – Na podstawie tych doświadczeń powstała ta ustawa. Główna rzecz to kwestia jakości nauczania. Zapisy tej ustawy mają uporządkować rynek polskiej nauki, rynek uczelni wyższych. Prawda jest taka, że musimy walczyć z patologiami, takie jest powszechne oczekiwanie ze strony środowiska akademickiego. Kolejne rzeczy to kwestia studentów i doktorantów, tu też było szereg postulatów i oczekiwań. Chcemy rozwiązać kwestię patologii, dotyczącej studentów zagranicznych. W ostatnim czasie było dużo dyskusji tym, że zamiast zapraszać studentów aby ich kształcić, raczej sprzedawało im się wizy, a później ci studenci nigdy do Polski nie przyjeżdżali — mówił. - To będzie pierwszy krok, natomiast później, pewnie w przyszłym roku, będzie trzeba nowelizować ustawę w zakresie ewaluacji i oceny uczelni. Chcielibyśmy, by pierwsza nowelizacja weszła w życie i obowiązywała od stycznia przyszłego roku, ale wszystko będzie zależało od procesu legislacyjnego. Ministerstwo założyło, że w tym roku ustawy powinny ujrzeć światło dzienne, bo ten pierwszy rok jest kluczowy — dodał. Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.
Oczekujemy od rządu jeszcze w 2024 jednorazowej rekompensaty, wzorem poprzednich lat, jak to było za rządów Zjednoczonej Prawicy, związanej z konsekwencjami Polskiego Ładu - mówił Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa i wiceprezes Związku Miast Polskich.Ministerstwo finansów zaprezentowało projekt ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Załącznikiem do niego jest kalkulacja finansowa dla każdego samorządu, ile może się spodziewać i jakich dochodów w przyszłym roku, jeśli reformy nie będzie i ile – po jej wprowadzeniu.O tym, czy nowy system finansowania samorządów zadowala Związek Miast Polskich mówił w programie „Rzecz o Polityce” Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa i wiceprezes Związku Miast Polskich.Kosiński stwierdził, że oczekiwania związane z reformą były bardzo duże, a „balonik oczekiwań był aż nadto napompowany”. - Bardzo długo jako samorządy czekaliśmy na potraktowanie nas serio i uzyskanie możliwości odwrócenia negatywnych tendencji budżetowych, które miały miejsce w ostatnich latach. Czekaliśmy na szczegóły reformy i dzisiaj, kiedy ją poznaliśmy, znamy jej smak — słodko-gorzki — mówił prezydent Ciechnowa. Kosiński podkreślił, że w założeniach reformy każda z blisko 3 tysięcy jednostek samorządu terytorialnego w Polsce od 2025 roku będzie miała większe środki. - Ale te „większe środki” to są zbyt małe finanse, byśmy mogli zrekompensować sobie ubytki wprowadzone chociażby przez tzw. Polski Ład — uważa wiceprezes ZMP. Kosiński przekazał, że założenia reformy, przedstawione przez Ministerstwo Finansów, są „delikatnie krytykowane merytorycznie" przez samorządy, ale „dobrze, że ten dialog jest prowadzony”. Samorządowcy zaproponowali powołanie zespołu ekspertów, który miałby się pochylić nad zaproponowaną reformą.Pytany, czy w związku z zastrzeżeniami nie lepiej przesunąć w czasie wdrożenie reformy, Kosiński odparł, że musi ona wejść w życie od 1 stycznia 2025, bo inaczej samorządy będą w dramatycznej sytuacji.- Oprócz tego, oczekujemy od rządu jeszcze w 2024 pojawi się jednorazowa rekompensata — wzorem poprzednich lat, jak to było za rządów Zjednoczonej Prawicy — związana z konsekwencjami Polskiego Ładu — powiedział Kosiński. Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.
Moja ocena: 6/10
Ministerstwo pracuje na zmianami w polityce senioralnej. Zakładają ona trzy zasadnicze filary. To bon senioralny, opiekę stacjonarną i wsparcie dla Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Jak zaawansowane są prace? O tym w Rozmowie Dnia opowiadała Marzena Okła-Drewnowicz, minister ds. polityki senioralnej.
Ministerstwo sportu chce otworzyć szkoły na profesjonalny sport. - Naszym celem jest zapewnienie kolejnych dziesiątek, setek tysięcy dzieciaków oswajanych ze sportem i szkoleniami dedykowanymi poszczególnym dyscyplinom - powiedział w Polskim Radiu 24 wiceminister sportu i poseł KO Piotr Borys.
Komentarz ws. zapowiadanych przez resort działań na rzecz ograniczenia wyjazdów dzieci podczas roku szkolnego.
"250 tysięcy złotych za złoto to świetna zachęta. Wiem jednak, że sportowcy nie patrzą na pieniądze; najważniejsze jest dla nich usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego"
Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa zapowiedział powstanie nowego ugrupowania politycznego. W wywiadzie dla portalu wawa.info ocenił, że PiS nie ma szans powrotu do władzy i konieczna jest nowa centroprawicowa formacja. Czy to posunięcie oznacza odcięcie się od Jarosława Kaczyńskiego? A może nowe ugrupowanie jest wentylem bezpieczeństwa i ostatecznie ma na celu wsparcie PiS? Tymczasem na jaw wychodzą kolejne sprawy świadczące o tym, że PiS traktował Polskę i pieniądze podatników jak własny folwark. Mikołaj Pawlak były Rzecznik Praw Dziecka wydał ponad pół miliona złotych z budżetu urzędu na luksusowe samochody. NIK wskazał wiele innych nieprawidłowości w gospodarowaniu publicznymi pieniędzmi. Niedawno prezydent Andrzej Duda powołał go na sędziego Sądu Rejonowego w Skierniewicach i tym samym zapewnił mu immunitet. Dyrektor Caritas Polska, ksiądz Marcin Iżycki, został zawieszony w pełnieniu swoich funkcji. Episkopat nie wskazał powodów swojej decyzji. Jednak od kilku lat w prasie pojawiają się doniesienia o złym traktowaniu pracowników i mobbingu. Trwa też kolejne posiedzeniu Sejmu. 00:00:00 Wstęp 00:01:59 Flesz IPP TV 00:28:47 Krzysztof Ardanowski zapowiada założenie partii 00:52:17 Głosy od widzów 00:59:49 Ogłoszenia 01:08:54 Ministerstwo ds... samotności!? - rozmowa z Mikołajem Rykowskim #IPPTVNaŻywo #polityka #Ardanowski #PiS #PrawoiSprawiedliwość ----------------------------------------------------
Ministerstwo rodziny, pracy i polityki społecznej analizuje pomysł skrócenia tygodnia pracy do 35 godzin - mówiła w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Aleksandra Gajewska, wiceszefowa tego resortu. „Przyglądamy się temu, jak te rozwiązania, które są już wprowadzone w sposób pilotażowy w innych państwach wychodzą” - podkreśliła. Jak dodała, tego nie da się wprowadzić z dnia na dzień.
Nowy program dofinansowań stoi pod znakiem zapytania - nikt nie wie czy i ewentualnie kiedy wejdzie Kredyt 0%. Jak radzi sobie zatem rynek nieruchomości w czasie tej niepewności? Czy myśląc o kupnie mieszkania, powinniśmy poczekać na konkretne ustalenia i daty czy wręcz przeciwnie - nie zastanawiać się nad czynnikami, na które nie mamy wpływu? Zapytajmy eksperta i porozmawiajmy na konkretnych danych!Gościem odcinka Marcin Krasoń z Otodom Analytics.W programie poruszamy takie tematy jak m.in.:czy możemy już jednoznacznie ocenić skutki Kredytu 2%?kto w Polsce buduje mieszkania?od czego zależy cena mieszkania i marża dewelopera?jak wygląda rynek w czasie oczekiwania na nowy program? czy ceny mieszkań mogą spadać w najbliższym czasie? jak szukać mieszkania dla siebie niezależnie od czynników zewnętrznych?co się stanie, jeśli "kredyt 2%" w ogóle nie wejdzie w zycie?czy rynek mieszkaniowy nie stał sie zbyt spekulacyjny?jaki wpływ na rynek mają flipperzy?ile w medialnych trendach znajdziemy prawdy odzwierciedlonej w danych?dlaczego politycy zawiedli rynek mieszkaniowy?który program mieszkaniowy miał największy sens?i wiele innych tematów :)Zajrzyjcie do najnowszych danych:https://media.otodom.pl/sprzedaz-nowych-mieszkan-maleje-mimo-to-ceny-nadal-w-gore Szukacie giełdowych książek? Zajrzyjcie do Wydawnictwa Milion Kroków
Czwarty tom "Departamentu Prawdy" (Non Stop Comics) to jak dotąd ostatnie wniknięcie do świata teorii spiskowych wkradających się do rzeczywistości za sprawą ludzkiej wiary, wykreowanego przez Jamesa Tyniona IV i Martina Simmondsa. Na szczęście wiadomo już, że będzie kontynuacja, a o tym, na czym obecnie stoją agenci tajnej komórki rządowej opowiadamy w kolejnym odcinku podcastu Nightslime.Ponownie porównujemy "Departament Prawdy" i "Z Archiwum X", tym razem diagnozując, że powrót tego drugiego mógłby się sprawdzić, gdyby Tynion IV zastąpił Chrisa Cartera; rozmawiamy o tym, że chociaż tym razem naświetlonych zostało mniej teorii spiskowych, wiele uwagi poświecono największemu kulturowemu konfliktowi stulecia - Stanów Zjednoczonych Ameryki z Rosją; podkreślamy znaczenie rysunków Simmondsa w ukazywaniu tych szalonych wizji i półprawd; a także porównujemy odkrywanie alternatywnego porządku świata do próby przejścia przez dom do góry nogami.Patronami odcinka są:Sebastian Wojtasik, Mikołaj Buchajczyk, Louder Than Bats-------------------------------------Możesz nas wesprzeć na https://patronite.pl/Nightslime
Ministerstwo pracuje na zmianami w polityce senioralnej. Zakładają ona trzy zasadnicze filary. To bon senioralny, opiekę stacjonarną i wsparcie dla Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Na te tematy rozmawialiśmy z Marzeną Okłą-Drewnowicz, minister ds. polityki senioralnej.
Według najnowszych doniesień szefową nowego resortu miałaby zostać Katarzyna Kotula z Lewicy. Plany powołania nowego ministerstwa komentował Jan Krzysztof Libicki z Polskiego Stronnictwa Ludowego.
W Watykanie proponują utworzenie ministerstw pokoju; Ukraińska armia idzie naprzód; Donald Trump usłyszał 37 zarzutów. #IPPTVSerwis #Watykan #Ukraina -----------------------------------------
Marlena Maląg o 500+, 300+, waloryzacji rent i emerytur, pomocy dla firm, obywatelach Ukrainy
Kontynuujemy specjalną edycję naszego podcastu w nowej formule codziennych raportów. Od poniedziałku do piątku relacjonujemy dla Was najważniejsze wydarzenia z zakresu działań podejmowanych w cyberprzestrzeni. Dzisiejszy odcinek poprowadził Kamil Gapiński. Dzisiejsze tematy: Zalecenia MS dotyczące 0-daya w Office Vodafone szykuje rewolucję w zakresie targetowania LinkedIn rozpoczyna publiczny program bug bounty Phishing podszywający się pod Ministerstwo More
▪️Po nagraniu tego materiału okazało się, że tzw. "Ministerstwo Prawdy" w amerykańskim DoHS przetrwało tylko 3 tygodnie. Rzeczniczka Białego Domu opowiedziała więcej o zakończonym pomyśle podczas konferencji prasowej. Było blisko...? Dajcie znać co myślicie w komentarzu. ▪️Do tematu podchodzimy analitycznie - przyglądamy się społeczeństwu USA, które od samego utworzenia Stanów szczyci się najszerszej rozumianą wolnością słowa na świecie.
„W Polsce mamy prawie tysiąc szpitali, a powinno być ich około 130” - powiedział podczas Campus Polska Tomasz Grodzki. I rozpętało się piekło. Grodzkiego krytykowali politycy PiS i pacjenci. W "Powiększeniu" sprawdzamy, które zarzuty były trafne. Posłuchaj!