POPULARITY
Categories
Szef telewizji wPolsce24 Mariusz Pilis opowiada o brudnych chwytach, które bliżej nieokreślne osoby stosują przed referendum, w którym krakowienie zdecydują o politycznym losie prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Dziennikarz używa ostrych słów, nazywając to działanie godnym najczarniejszych czasów stalinowskich. Chodzi o rozsyłanie do mieszkańców gazetki, opluwającej osoby z obozu krytycznego wobec Miszalskiego.
"Cała ta sprawa odpowiada na pytanie: Czy można być dziś Polakiem na Białorusi? Jeżeli ja zostaję tu (w Polsce), to godzę się na to, że nie można być Polakiem na Białorusi i osłabiam tę mniejszość, która tam istnieje. Nie godzę się na to" – mówił w Porannej rozmowie w RMF FM Andrzej Poczobut. Dziennikarz, działacz na rzecz mniejszości polskiej na Białorusi, odpowiadał na pytanie, dlaczego, mimo niedawnego uwolnienia z więzienia, chce wrócić do kraju naszego wschodniego sąsiada. "Kontynuuję linię, którą kiedyś obrałem" – podkreślał nasz gość. Poczobut przestrzegł przed postrzeganiem Alaksandra Łukaszenki jako marionetki Kremla.
Andrzej Gajcy ocenia, że sprawa Szymona Hołowni i Collegium Humanum jest w kuluarach odczytywana jako oczywista polityczna zemsta Donalda Tuska za dopuszczenie do zaprzysiężenia prezydenta Karola Nawrockiego. Dziennikarz dodaje, że Polska 2050 straciła moment, w którym mogła jeszcze pokazać samodzielność wobec premiera.
- SAFE ma być protezą dotychczasowych wydatków. Według propagandy miały to być pieniądze dodatkowe - mówi dziennikarz Sieci Piotr Gursztyn. Ocenia, że społeczeństwo w tej sprawie jest ofiarą PR-owego oszustwa.
Kamila Biedrzycka gości Tomasza Sekielskiego, znanego dziennikarza śledczego, który nie zostawia suchej nitki na urzędującym Prezydencie RP. Sekielski OSTRO twierdzi, że Karol Nawrocki ma "MOC DESTRUKCYJNĄ" i używa jej do blokowania prac rządu. Ujawnia, że "sprawa rynku kryptowalut DOGONIŁA Karola Nawrockiego!" i nazywa to SKANDALEM! Dziennikarz analizuje trudne relacje na szczytach władzy, niejasny podział kompetencji i ocenia, czy zmiana Konstytucji RP jest w ogóle możliwa. Posłuchaj brutalnej oceny pierwszych miesięcy kohabitacji i ostrzeżeń przed paraliżem państwa! Oglądaj Express Biedrzyckiej na żywo w serwisie YouTube. Więcej informacji o programie na stronie Super Expressu.
10 lat milczenia i wywiad, o którym mówiła cała sportowa Polska. Kto ma rację, gdy po drugiej stronie mikrofonu staje rozemocjonowany mistrz?Gościem odcinka jest Aleksander Dzięciołowski – twarz i głos lekkoatletyki w TVP Sport. W niezwykle szczerej rozmowie po raz pierwszy tak otwarcie zdradza kulisy słynnego spięcia z Adamem Kszczotem i opowiada o realiach pracy z największymi gwiazdami polskiego sportu.W tym odcinku usłyszysz: Sprawa Kszczota: Cała prawda o „obrażonym” wywiadzie – co działo się poza anteną i dlaczego samo wspomnienie „trenera Króla” zadziałało jak bomba wodorowa? Dziennikarskie zarobki (Lekkoatletyka vs Piłka nożna): Czy reporterzy z bieżni z zazdrością patrzą na apanaże kolegów ze świata futbolu? „Kariera przez pośladki”: Mocne i gorzkie słowa o tym, jak dziś buduje się popularność. Konflikt interesów: Jak zachować dziennikarski obiektywizm i patrzeć władzy na ręce, gdy w tej samej redakcji zasiada prezes federacji sportowej?To odcinek obowiązkowy nie tylko dla fanów biegania, ale dla każdego, kto chce zobaczyć świat sportu od zaplecza – tam, gdzie kończy się uśmiech do kamery, a zaczynają prawdziwe interesy, kontrowersje i emocje.Podcast powstał dzięki Waszemu wsparciu na Patronite! Dziękuję ❤️[REKLAMA]Partnerem tytularnym podcastu jest marka DrWitt. Niezależnie od tego, czy na treningu ufasz najnowszej technologii, czy własnej intuicji, o jedno musisz dbać zawsze – odpowiednie nawodnienie organizmu. DrWitt to sprawdzony partner wielu wydarzeń biegowych w Polsce, oferujący świetne izotoniki oraz wody witaminowe bez zbędnych dodatków.
Gościem najnowszej Melliny jest Zbigniew Parafianowicz – dziennikarz Wirtualnej Polski, specjalizujący się w tematyce międzynarodowej. Chwilę po wyborach na Węgrzech zwraca on uwagę, że jedną z przyczyn porażki Viktora Orbana było jego zachowanie wobec Władimira Putina. "Orban zachowywał się tak, jakby był jego kumplem, lepszym niż Łukaszenka". Dziennikarz zwraca też uwagę, że wygrany Peter Magyar to też ciekawa postać, człowiek, który wywodzi się ze środowiska politycznego Orbana. Parafianowicz odniósł się też do wojny w Iranie. "Trump chciał skasować Chameneiego" - podkreślił. Jego zdaniem prezydent USA dał się zmanipulować Izraelowi. Dodaje jednak, że do tej wojny i tak by doszło. Dlaczego? O tym w najnowszej Mellinie.
Czy Donald Tusk, wracając do sprawy kryptowalut, próbował uderzyć jednocześnie w Karola Nawrockiego i Konfederację – z myślą o ich odklejeniu od młodszych wyborców? Czy w PiS naprawdę zaczyna być widoczny „efekt Czarnka”? I co stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego mówi o realnym układzie sił w partii Jarosława Kaczyńskiego? O tym w nowym odcinku „Politycznych Michałków” rozmawiają Michał Szułdrzyński i Michał Kolanko.Kup subskrypcję „Rzeczpospolitej” pod adresem: https://czytaj.rp.pl
Marcin Torz twierdzi, że w sprawie Kłodzka polityka jest nie do odklejenia od dramatu – bo w tle są lokalne struktury KO, relacje z Moniką Wielichowską i rola skazanej Kamili L. w kampanii samorządowej. Dziennikarz opisuje nagranie z posiedzenia dolnośląskiej KO, na którym miały paść słowa o poparciu Donalda Tuska dla wicemarszałek.
Jakub Pilarek przyznał, że rozmowa o sprawie pedofilii w środowisku Platformy Obywatelskiej w Kłodzku wymaga od niego dużego wysiłku, by zachować spokój. Jak zaznaczył, sama sprawa była już szeroko komentowana, ale nowe informacje z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy rzucają na nią jeszcze bardziej niepokojące światło.Dziennikarz skierował do prokuratury pytania dotyczące zarówno ewentualnych czynności w lokalach Platformy Obywatelskiej, jak i tego, w jaki sposób państwo zareagowało wobec dzieci kobiety skazanej w tej sprawie. Odpowiedź, którą otrzymał, – jak mówił – „wbiła go w fotel”.„Odnośnie dzieci podejrzanej na polecenie prokuratora Komenda Powiatowa Policji w Kłodzku w kwietniu 2024 roku skierowała do III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Kłodzku wniosek o zbadanie sytuacji rodzinnej podejrzanej.”– cytuje odpowiedź prokuratury Jakub Pilarek.
Sytuacja w Libanie gwałtownie się pogarsza. O zniszczonych mostach, wyludnionym południu Bejrutu i dramatycznym losie przesiedleńców mówił na antenie Radia Wnet redaktor Kazimierz Gajowy, gospodarz Studia Beirut. Z jego relacji wyłania się obraz kraju, który coraz mocniej pogrąża się w chaosie wojennym i humanitarnym kryzysie.– „Niestety mamy same złe informacje i było źle, jest gorzej i spodziewamy się niestety, że może być jeszcze bardziej tragicznie” – powiedział już na początku rozmowy.Redaktor zwracał uwagę, że w Libanie trwa dziś nie tylko wojna militarna, ale także spór o interpretację wydarzeń, odpowiedzialność i prawdę o konflikcie. Jak zaznaczył, temat ten powraca w publicznych dyskusjach i medialnych komentarzach niemal bez przerwy.– „Tej prawdy tutaj, gdzie ten konflikt aktualnie się znajduje, kto go wywołał, kto jest winny, jest bardzo, bardzo żywy” – mówił.Kazimierz Gajowy przywołał też opinię, która coraz częściej pojawia się w regionie: że zawieszenia broni bez trwałych ustaleń nie rozwiązują problemu, lecz jedynie odsuwają kolejną falę przemocy.– „Jest też taka opinia, że najwięcej krzywdy ludzkości to przynoszą takie zawieszenia broni bez konkretnych rezultatów. Zawieszenia broni, które dają tylko okazję jednej ze stron, a może i wszystkim stronom po prostu się dozbroić” – podkreślił.Jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń weekendu było zniszczenie przepraw na południu kraju. Chodzi nie tylko o symboliczne „mosty” między ludźmi i wspólnotami, ale przede wszystkim o realną infrastrukturę, bez której południowy Liban staje się odcięty od reszty państwa.– „Zostały przerwane wszystkie mosty i to mówię o fizycznych mostach” – relacjonował dziennikarz.– „Na tej rzece było takich ważnych pięciu mostów. Praktycznie ten najważniejszy wczoraj z samego rana wyleciał w powietrze na autostradzie” – dodał.W praktyce oznacza to, że osoby, które pozostały na południu, znalazły się w dramatycznym położeniu. Redaktor opisywał, że w tym rejonie wciąż obecni są bojownicy Hezbollahu, którzy mimo izraelskiego natarcia i bombardowań nadal stawiają opór.– „Ci, co zostali tam na południu, oni już są praktycznie skazani na pastwę losu” – mówił.– „Pomimo natarcia armii izraelskiej, pomimo usilnych bombardowań z powietrza i ziemi, ci bojownicy ciągle się bronią” – zaznaczył.Tragiczna jest także sytuacja cywilów, w tym chrześcijan mieszkających w przygranicznych miejscowościach. Jak relacjonował gość Radia Wnet, część z nich nie zdecydowała się na ucieczkę, traktując swoją obecność jako świadectwo ciągłości libańskiej obecności na tych terenach.– „Jest to naprawdę sytuacja tragiczna też również dla chrześcijan, którzy w wioskach przygranicznych pozostali” – powiedział.– „Jeżeli wszyscy uciekniemy, jeżeli wszyscy zostawimy te ziemie, to już tam nigdy nie wrócimy” – przytoczył słowa patriarchy Butrosa Psziary Raia.Równie niepokojący obraz wyłania się z relacji o samym Bejrucie. Miasto jest dziś – jak mówił Kazimierz Gajowy – pęknięte na dwie rzeczywistości. Jedna część żyje w cieniu zniszczeń i pustki, druga sprawia wrażenie, jakby wojna toczyła się gdzieś obok.– „Bejrut jest dokładnie podzielony na pół” – mówił.– „Od centrum, które też otrzymało swoją porcję rakiet kilka dni temu, aż po same południe, to jest około siedem dzielnic, praktycznie są bez życia” – relacjonował.– „Praktycznie Bejrut z tamtej strony został wyludniony. Natomiast paradoksalnie, gdy się udamy (…) do centrum Bejrutu, praktycznie wydaje się, jakby się nic nie stało” – dodał.W jego ocenie jednym z najbardziej przejmujących aspektów życia w wojennych warunkach jest stopniowe oswajanie z przemocą. Mieszkańcy uczą się funkcjonować w cieniu eksplozji, ofiar i ciągłego zagrożenia, co samo w sobie staje się kolejnym dramatem.– „To chyba co najgorsze jest, że my się do wszystkiego przyzwyczajamy” – mówił redaktor.– „Przyzwyczailiśmy się do informacji, że tu zginęło 10 osób, tam 15, że kilkanaście dzieci czy kobiet. Po prostu przyzwyczajamy się do tego zła” – dodał.W rozmowie wybrzmiał też apel o prawdziwe zakończenie przemocy, a nie tylko chwilowe zatrzymanie walk. Kazimierz Gajowy mówił, że Liban czeka dziś na realne rozwiązanie, które nie będzie tylko przerwą między kolejnymi aktami wojny.– „Musimy zatrzymać to zło” – podkreślił.– „Nie chcielibyśmy, żeby to była tylko przerwa między jedną zbrodnią a drugą. Między jednym cierpieniem a drugim. Stąd też muszą się pojawić konkretne rozwiązania” – zaznaczył.– „Potrzebne jest globalne rozwiązanie z poszanowaniem każdej ze stron dla dobra wszystkich” – dodał.Szczególnie poruszająca część rozmowy dotyczyła przesiedleńców. Według przytoczonych danych chodzi o ponad milion osób, z czego znacząca część trafiła do szkół publicznych, prowizorycznie przekształconych w miejsca schronienia. Warunki są tam bardzo trudne.– „Osiemnaście procent z tego ponad miliona zamieszkuje tymczasowo w klasach szkolnych szkół publicznych. I ta sytuacja tych ludzi jest najgorsza” – relacjonował.Kazimierz Gajowy opowiadał o wizycie w jednej ze szkół w Biblos, gdzie schroniło się kilkanaście rodzin z Tyru. Ich codzienność sprowadza się do życia na materacach, bez podstawowych wygód, z minimalnym zapleczem sanitarnym i bez pewności, co przyniesie jutro.– „Kilka rodzin (…) po prostu koczuje na zwykłych materacach, korzystając z łazienek szkolnych” – mówił.– „Wszyscy się prawie popłakali, bo oni tutaj uciekli bez niczego, czyli z jednym kompletem ubrań i bez pieniędzy” – dodał.Potrzeby są najbardziej podstawowe: jedzenie, środki do gotowania, leki, ogrzewanie. Wśród uchodźców są także osoby chore i po ciężkich operacjach, które bez systematycznej pomocy nie mają szans na normalne funkcjonowanie.– „Za chwilę po tej audycji (…) tam się udaję po to, żeby od kucharza, tak się trafiło, że jest kucharz wśród tych uciekinierów, odebrać listę najbardziej potrzebnych rzeczy, typu warzywa, typu ryż, typu makaron” – opowiadał.– „Jest pan, który półtora miesiąca temu został zoperowany na otwartym sercu i z płaczem prosi o lekarstwa” – dodał.Dziennikarz podziękował również Polakom za wsparcie niesione za pośrednictwem Fundacji Fenicja i środowiska Radia Wnet. Podkreślił, że ta pomoc ma wymiar nie tylko materialny, ale także symboliczny, bo jest kierowana do całego społeczeństwa libańskiego, ponad podziałami religijnymi.– „Chciałbym podziękować tysiącom, dziesiątkom tysięcy Polaków, którzy mimo własnych trudnych niejednokrotnie sytuacji, pamiętają o tym, by wspomóc naszą działalność tu na miejscu” – powiedział.– „Na każdej paczce jest napis w języku arabskim: od narodu polskiego dla narodu libańskiego” – podkreślił.– „Narodu, nie chrześcijan, nie muzułmanów, nie takich czy innych, tylko od narodu do narodu” – zaznaczył.Rozmowa zakończyła się przywołaniem kolejnych tragicznych danych. Jak podano na antenie, w wyniku działań wojennych w Libanie zginęło już tysiąc osób, w tym 118 dzieci.
Jedna firma i tylko jedna oferta w przetargu za 120 milionów złotych. To ma dotyczyć umundurowania polskiej armii, a jedynym oferentem według relacji Leszka Kraskowskiego z Reporterzy Online ma być Arlen. Dziennikarz przypomina, że nazwę tej spółki opisywał już ponad dwie dekady temu przy okazji kontraktu na mundury dla listonoszy. W jego ocenie mechanizm wygląda znajomo i domaga się odpowiedzi, jak skonstruowano warunki zamówienia oraz czy ktoś w resorcie monitoruje ryzyka.
W rozmowie na antenie Radia Wnet Leszek Kraskowski odniósł się do publikacji dotyczących działalności adwokackiej Romana Giertycha w sprawach powiązanych z Getin Noble Bank, a przede wszystkim tekstu Szymona Jadczaka, który w serwisie money.pl opublikował tekst „Pomocnik, który przeszkadzał. Człowiek Giertycha opóźniał proces frankowiczów. Kancelaria posła zarabiała miliony”.Wątek frankowiczów i publikacje sprzed latKraskowski przypomniał też, że informacje o problemach z rozpoczęciem procesu przeciw Getin Noble Bank pojawiały się już wcześniej. Wskazał na tekst z 2018 roku, opisujący spór o to, czy jedna z osób związanych ze stroną banku miała torpedować postępowanie.Rzeczpospolita już w 2018 roku pisała o torpedowaniu sprawy frankowiczów przeciw Getin Noble Bank– zaznacza.Dziennikarz dodał, że jeśli podobne sygnały były publicznie opisywane w mediach, to pojawia się pytanie o reakcję instytucji odpowiedzialnych za standardy wykonywania zawodu.Jeżeli o tym pisano w 2018 roku, to pytanie brzmi, co w tej sprawie zrobił samorząd adwokacki– mówi.
Dziennikarz w audycji "Porozmawiajmy o Sporcie" odnosi się do ostatnich poczynań pierwszej rakiety polskiego tenisa. Nie brakuje kontrowersji krążących wokół porażki z Eliną Switoliną w Indian Wells.
Dziennikarz komentuje decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy "SAFE", a także szanse na potencjalne współprace między poszczególnymi siłami politycznymi w kraju.
Ekologiczna przemiana nie dokonuje się w próżni – towarzyszą jej silne społeczne emocje, biznesowe zależności i wątpliwości po stronie zwykłego konsumenta.
Mikołaj Murkociński zwraca uwagę, że choć konflikt w osi Iran–Izrael wchodzi w kolejny etap, to w ostatnich godzinach centrum uwagi przesuwa się na Liban. Powód jest prosty: decyzje dotyczące ewakuacji w Bejrucie zmieniły skalę tego, co wcześniej było lokalnymi, punktowymi ostrzeżeniami.Wczoraj doszło do czegoś bezprecedensowego, a mianowicie Izrael po raz pierwszy zarządził ewakuowanie całych dzielnic południowego Bejrutu– relacjonuje Mikołaj Murkociński.Dziennikarz podkreśla, że wcześniej komunikaty dotyczyły „pojedynczych domów” czy „pojedynczych ulic”, a teraz mowa o całych obszarach. To automatycznie uruchamia masową migrację wewnętrzną i chaos logistyczny – ludzie nie przenoszą się już „kilka ulic dalej”, tylko próbują znaleźć schronienie w innych częściach miasta.Po raz pierwszy mówimy o całych obszarach, co oczywiście wywołuje wielką falę wewnętrznych uchodźców– zaznacza.Według niego tę falę widać już w praktyce: uchodźcy przemieszczają się do dzielnic północnych i wschodnich, a Bejrut zaczyna funkcjonować w trybie kryzysowym.Ci ludzie są widziani w całym Bejrucie, w północnych częściach oraz we wschodnich także dzielnicach miasta– dodaje.
Kamila Biedrzycka gości dziennikarza ekonomicznego Kazimierza Krupę, który analizuje konsekwencje wojny na Bliskim Wschodzie. Krupa OSTRZEGA, że konflikt ZASZKODZI ludziom, a CENY BENZYNY mogą pójść w górę. Twierdzi, że Trump NIE ZADBAŁ nawet o pozory, a na tej wojnie ZAROBI ROSJA. Dziennikarz komentuje też program SAFE, podkreślając, że to "program bez wad", który przyniesie TYSIĄCE NOWYCH MIEJSC PRACY w Polsce. Krupa WIERZY w Nawrockiego. Posłuchaj całej dyskusji o ekonomicznych i politycznych skutkach obecnej sytuacji! Oglądaj Express Biedrzyckiej na żywo w serwisie YouTube. Więcej informacji o programie na stronie Super Expressu.
Dyrektor CSK w Lublinie Michał Chorosiński zaprasza na wystawę tryptyku wideofresków Lecha Majewskiego ULTIMUM IUDICIUM na podstawie Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga. Łaczymy się też z twórcą dzieł Lechem Majewskim. Następnie przyglądamy się bieżącej sytuacji na świecie. Dziennikarz śledczy Maciej Piotrowski rzuca światło na sytuację Polaków, którzy utknęli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich w związku z wybuchem konfliktu USA/Izrael-Iran. Na koniec słuchamy rozmowy z Tatianą Sarich – kuratorką wystawy Białoruscy artyści na wygnaniu w Muzeum św. Jana Pawła II w Krakowie.
Dziennikarz portalu niezalezna.pl Tomasz Grodecki wykazuje, że narracja rządu na temat SAFE nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Krytykuje także bierność mediów w tej sprawie.
W dzisiejszym odcinku wideokastu „Temat Tygodnia”: jaka jest prezydentura Karola Nawrockiego i kogo słucha najważniejsza osoba w państwie? Dziennikarz tygodnika „Polityka” Rafał Kalukin, gość Karoliny Lewickiej, zaznacza, że sama prezydentura sprawia Nawrockiemu przyjemność, widać, jest z siebie w tej roli zadowolony. Ale to nie wystarczy do rządzenia – bez sejmowej większości i poparcia ustawy Nawrockiego wciąż będą „leżakować”, a jak powszechnie wiadomo, relacje Nawrocki–rząd nie należą do najłatwiejszych. Nawrocki regularnie uderza w rząd lub w Donalda Tuska. Ten ostatni zresztą nie pozostaje mu dłużny. Tusk to niejedyna osoba, z którą Nawrocki wszedł ostatnio w konflikt. Było o tym głośno podczas zwołanej przez Nawrockiego Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Co powiedział Nawrocki o Czarzastym i czego dotyczyły znane już w internecie słowa „na litość boską”? W rozmowie ponadto: co powiedział prezydent Nawrocki u Rymanowskiego w programie, jaką rolę ma do odegrania pierwsza dama Marta Nawrocka, która pojawiła się w ostaniach dniach w TVN24, oraz czy kancelaria Nawrockiego informuje go o wszystkim właściwie. Z Rafałem Kalukinem rozmawia Karolina Lewicka, tygodnik „Polityka”.
[AUTOPROMOCJA] Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio Ostry spór o Radę Pokoju Donalda Trumpa, napięcia wokół programu Safe, konflikt w samym PiS oraz rozpad w Polsce 2050 — te tematy zdominowały najnowszy odcinek podcastu „Naczelni", w którym Bartosz Węglarczyk rozmawia z Kamilem Dziubką. Już na początku rozmowy Bartosz Węglarczyk zauważył, że w polskiej polityce dawno nie mieliśmy do czynienia z takim natężeniem napięć. Spór o Radę Pokoju Donalda Trumpa, w którą prezydent Karol Nawrocki wydaje się niezwykle zaangażowany, urasta w dyskusji do symbolu znacznie głębszego konfliktu na linii rząd–pałac. Kamil Dziubka zwraca uwagę, że prezydent ma duże ambicje, żeby być członkiem tej rady, jakby chodziło nie tylko o wpływ, lecz także o polityczne zdjęcia i potwierdzenie własnej pozycji. Prezydent oczekuje od rządu formalnego rozpoczęcia ścieżki akcesyjnej do Rady Pokoju, tylko to nie nastąpi. Premier Donald Tusk podczas ostatniego posiedzenia rządu zapowiedział, że Polska nie dołączy do tej organizacji. Zdaniem Bartosza Węglarczyka brak oficjalnej odpowiedzi Warszawy na zaproszenie Trumpa jest dziś lepszy niż „twarde nie", bo pozwala nie wchodzić w otwarty konflikt z Trumpem. Drugim tematem był spór o program SAFE, z którego Polska może pozyskać miliardy euro na modernizację armii. PiS i prezydent krytykują projekt, ale — jak mówi Kamil Dziubka — bez poparcia wojskowych trudno uzasadnić tę polityczną blokadę. Dziennikarz dodaje, że ewentualne weto mogłoby poważnie obciążyć wizerunek prezydenta. Zapraszamy na kolejny odcinek Naczelnych oraz zachęcamy do oglądania podcastu w każdy poniedziałek o godz. 19.00 na stronie Onetu, a także słuchania w aplikacji Onet Audio. Zapraszamy również do pisania do Naczelnych na adres naczelni@onet.pl
Na początku każdego roku, już od sześciu lat, spotykamy się w Radiu Kulinarnym na winiarskim podsumowaniu minionego roku i prognozach na bieźący rok. To już szósta edycja i tym sposobem – z czego jesteśmy w Radiu dumni - powstała już z tych dotychczasowych podsumowań najobszerniejsza kronika wydarzeń i opinii o polskim winie w internecie. Tak jak w latach poprzednich mamy o czym mówić – bo wydarzyło się w tamtym roku wiele i dzieje się teraz rownież bardzo wiele w polskim winiarstwie.Do szóstej edycji Polskie Wino 2025 & 2026 - podsumowanie i prognozy zaprosiliśmy naszych stałych komentatorów: Radosława Fronia - Paragraf w Kieliszku, Mariusza Kapczyńskiego - Vinisfera.pl i gościnię Joannę Spałek - debiutującą w podsumowaniu, przedstawicielkę winiarzy polskich,, współwłaściecielkę winnicy Amonit.Dyskusję poprowadził Bartosz Wilczyński. Całość produkcji koordynowała nasza wydawczyni i dziennikarka Maja Dutkiewicz.O czym rozmawialiśmy w tej edycji podsumowania:Czy za rok nie będziemy mogli już publicznie rozmawiać o winie?Jak projekty zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi,mogą wpłynąć bezpośrednio na działalność polskich winiarzy?Czy nowe przepisy mogą zmienić sposób, w jaki winiarze komunikują się z klientami i promują swoje wina?Jakie ryzyka – prawne i biznesowe – widzi branża w proponowanych zmianach ustawowych?Czy recenzja butelki i relacja z winnicy staną się „nielegalną promocją alkoholu”?Czy projekty zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości mogą wpłynąć na możliwość mówienia o winie w mediach, podcastach i działaniach enoturystycznychCzy nowe regulacje mogą zmienić sposób sprzedaży polskiego wina?W jakim kierunku rozwija się dziś polskie winiarstwo przy ponad 730 winnicach i ponad 1000 ha nasadzeń?Czy rynek jest gotowy na dalszy wzrost liczby producentów?Kim jest współczesny polski konsument wina i jak zmieniają się jego wybory?Jaki był rocznik 2025 i czego nauczył winiarzy?Jakie wydarzenia winiarskie 2025 roku najbardziej zapadły w pamięć naszym gościom?Czy system apelacyjny to będzie wsparcie dla jakości, czy raczej kaganiec dla producentów wina ?Jakie wyzwania mogą zdefiniować 2026 rok dla polskiego winiarstwa?Listy popierające postulaty środowiska tutaj: Polskie Wino 2025&2026 - tutaj linkGoście 6 edycji Polskie Wino 2025 & 2026 Mariusz Kapczyński - dziennikarz i krytyk winiarski, red. naczelny portalu Vinisfera, baczny obserwator polskiego winiarstwa, autor wielu publikacji o polskim winie w tym m.in. Atlasu Polskie Wino, opowiada o polskim winie na swoich degustacjach. W roku 2015 "Magazyn Wino" wyróżnił go nagrodą Grand Prix w kategorii "promocja kultury wina w Polsce". W roku 2018 został nagrodzony przez Kapitułę Nagrody Świętego Marcina za "za wyjątkowe zasługi w dziedzinie promocji polskiego wina"Radosław Froń – znany jako Paragraf w Kieliszku, enolog, technolog winiarski i prawnik rynku napojów alkoholowych, wspiera polskich winiarzy w prowadzeniu ich działalności od strony formalnej. Dziennikarz i sędzia winiarski, wykładowca Podkarpackiej Akademii Wina i wielu polskich uczelni. Współzałożyciel oraz członek rady Fundacji na Rzecz Rozwoju i Promocji Winiarstwa Galicja Vitis Współwłaściciel krakowskiego browaru kraftowego “Browar Dwie Wieże” oraz marki destylatów rzemieślniczych Destyl. Współtwórca Akademii Destylacji. Prowadzi serwis prawoalkoholowe.pl i podcast "Biznes wysoko oprocentowany”Joanna Spałek - winiarka, enoloźka i współwłaścicielka Winnicy Amonit zlokalixowanej na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Członkini Stowarzyyszenia Winiarzy Jury KrakowskiejGości przepytywał tradycyjnie Bartosz Wilczyński dxiennikarz Radia Kulinarnego - enolog i konsultant ds. marki. Doradca polskich winiarzy, specjalista w zakresie brandingu, zarządzania marketigiem winiarskim i enoturystyką. Twórca projektu branźowego MARKETING PROCENTUJE i autorskiego projektu edukacyjno promocyjnego SER i WINO Idealna Para. Dziennikarz winiarski i sędzia winiarski. Wykładowca i szkoleniowiec w Podkarpackiej Akademii Wina, Uniwerytecie Rolniczym w Krakowie i dla wielu organizacji branżowych. Współtwórca Akademii Destylacji. Przewodnik enoturystyczny i kulinarny.Nad całością czuwała radiowa wydawczyni Maja Dutkiewicz – dziennikarka kulinarna i winiarska, mistrzyni radiowych wywiadów i montażu. Członkini zespołu Radia Kulinarnego. PODCAST do posłuchania na:na stronie www.radiokulinarne.plSpotify Apple PodcastsEmpik Go i innych popularnych aplikacjach do słuchania podcastówWszystkie odcinki i dodatkowe materiały na naszej stronie internetowej radiokulinarne.pl Pozostańmy w kontakcie. Śledź nas i polub na instagram.com/radiokulinarneRadio Kulinarne Wine Podcast. Pierwszy podcast winiarsko kulinarny. Do posłuchania 118 odcinków. Dla tych którzy kochają wino, jedzenie i podróże.
Gościem Marcina Mellera ponownie jest Mateusz Lachowski – korespondent wojenny, dziennikarz i reżyser. Na swoim kanale na YouTube publikuje filmy pokazujące prawdę i rozmowy na ważne tematy dotyczące polityki zagranicznej. Od kilku lat śledzi wojnę na Ukrainie. Mateusz był w najbardziej niebezpiecznych miejscach, na linii frontu. W jego opinii ta wojna cały czas się zmienia, a prowadzenie wojny zmieniły drony. Jak mówi: "te zamieniły front w maszynkę do mielenia mięsa". Za miesiąc na froncie żołnierz dostaje kilkanaście tysięcy złotych, ale są też specjalne zachęty dla młodych ludzi. Dziennikarz mówi też o Polakach walczących po stronie Ukrainy i dlaczego oddanie Donbasu nie zakończy tej wojny.
Na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie doszło do nietypowej interwencji izraelskich służb. Z grupy dziennikarzy lecących z premierem Benjaminem Netanjahu do Stanów Zjednoczonych wyprowadzono mężczyznę przedstawiającego się jako reporter. O kulisach zdarzenia opowiadał w Radiu Wnet Cezary Gmyz.Zdaniem dziennikarza sytuacja była nagła i zdecydowana.„Ta historia wydarzyła się dokładnie na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie. Benjamin Netanjahu udawał się w podróż do Stanów Zjednoczonych i jak to zwykle bywa, zabierał ze sobą dziennikarzy. Na listę wpisał się człowiek przedstawiający się jako dziennikarz rosyjsko-izraelski. Tuż przed odlotem na pokład wkroczyli oficerowie Szin Betu, kazali mu się zabrać ze swoimi rzeczami, odprowadzili go do namiotu, zrobili mu totalną kontrolę i poinformowali, że tym samolotem nie poleci.”
Dziennikarz czy były dziennikarz? Działacz czy przyszły działacz? Polityk czy człowiek, który chce być od tego z dala? To nie kto inny, jak Tomasz Smokowski, czyli kolejny gość w podcaście Łukasza Kadziewicza "W cieniu sportu" Co w odcinku? * czy padel daje zarobić? * czy wypalił się zawodowo? * kto najlepiej czuje się w korporacji i dlaczego nie jest to on? * dlaczego poruszył kwestię problemów w Polskim Związku Narciarskim? * dlaczego został na statku "Kanał Sportowy" kiedy ktoś chciał go z niego wyrzucić? * jak ocenia Radosława Piesiewicza?
W marcu 2023 roku, ponad 30 lat po śmierci ks. Franciszka Blachnickiego, Instytut Pamięci Narodowej ustalił, że założyciel Ruchu Światło-Życie został zamordowany. – W wyniku gry operacyjnej i działań operacyjnych wydziału 11 Departamentu I MSW – a więc komunistycznego wywiadu – w jego najbliższe otoczenie wysłano dwójkę zdeterminowanych, perfidnych i doświadczonych agentów komunistycznych służb – małżeństwo państwa Gontarczyków, którzy mieli ostatecznie zniszczyć księdza. Później nastąpiła śmierć i zabójstwo księdza Franciszka Blachnickiego. Wiemy już dzisiaj, że było to zabójstwo– mówił w 2023 roku ówczesny prezes Instytutu Pamięci Narodowej Karol Nawrocki O sprawie mówił w Poranku Radia Wnet dziennikarz Tomasz Szymborski. Tłumaczył, dlaczego przełom nastąpił dopiero po latach i co sprawiło, że pierwsze postępowanie zakończyło się fiaskiem.„Kilka lat temu zostało wszczęte drugie śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej, gdyż pierwsze zostało brutalnie przerwane. Prokurator Skwara wszczął to śledztwo, zbulwersowany niedoróbkami, które doprowadziły do umorzenia pierwszego postępowania.”Zdaniem Szymborskiego kluczowym problemem pierwszego śledztwa były elementarne zaniedbania, których – jak podkreśla – nie powinien popełnić doświadczony prokurator.„Podczas pierwszego śledztwa doszło do kardynalnych, szkolnych błędów, które prokuratorowi z kilkudziesięcioletnim stażem nie powinny się zdarzyć.”Najpoważniejszym z nich był brak ekshumacji.„Prokurator Ewa Koj nie zrobiła podstawowej rzeczy. To znaczy nie ekshumowała ciała księdza Blachnickiego, który został zamordowany w Niemczech, a pochowany jest w Polsce, w sanktuarium Ruchu Światło-Życie.”Dopiero późniejsze ustalenia potwierdziły, że duchowny został otruty, choć – jak zaznacza rozmówca Radia Wnet – przedwczesne ujawnianie szczegółów toksykologicznych mogło utrudnić dalsze czynności.Szymborski przypomniał, że śmierć ks. Blachnickiego nastąpiła krótko po wizycie w jego ośrodku w Carlsbergu pary agentów PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa.„W jego pokoju pojawiła się para, która później okazała się agentami SB – Andrzej Gontarczyk pseudonim ‘Jon' oraz Jolanta Gontarczyk-Lange, TW ‘Panna'. Wkrótce po tej wizycie ksiądz zmarł.”Początkowo niemiecki lekarz stwierdził zator płucny, jednak – jak wynika z późniejszych ustaleń – ta diagnoza była błędna. Wkrótce po śmierci duchownego agenci zostali ewakuowani do Polski, mimo że niemiecki kontrwywiad był już na ich tropie.Jednym z najbardziej kontrowersyjnych wątków pozostaje – według Szymborskiego – postawa współczesnych służb wobec śledztwa IPN.„Z moich informacji wynika, że Agencja Wywiadu nie chce współpracować z prokuratorami IPN. Myślę, że z bardzo prostego powodu – chroni swoją agenturę.”Dziennikarz wskazuje, że część agentów mogła zostać przejęta przez służby III RP.„Wszystko na to wskazuje, że Jolanta Lange została przejęta z całym dobrodziejstwem inwentarza przez służby III Rzeczpospolitej. I że nie działali sami – była cała logistyka i obsługa agentury, także w otoczeniu duchownych.”Rozmowa zeszła także na szerszy problem ciągłości aparatu bezpieczeństwa po 1989 roku i koncepcję tzw. „opcji zero”.„Ta sprawa pokazuje, że bez wyczyszczenia służb trudno mówić o suwerennym państwie.”Jednocześnie Szymborski studził postulaty radykalnych rozwiązań w obecnej sytuacji geopolitycznej.„Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby dziś wprowadzono opcję zero, kiedy za wschodnią granicą trwa wojna. Być może najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie instytucji równoległej, która stopniowo przejmowałaby zadania służb.”Zdaniem dziennikarza próby paraliżowania śledztwa nadal trwają – m.in. poprzez podsuwanie fałszywych tropów, które mają odciągać prokuratorów od kluczowych ustaleń. Mimo upływu niemal czterech dekad odpowiedzialność karna za zabójstwo ks. Blachnickiego wciąż nie została rozliczona. /fa
Telewizja Republika ujawniła nagrania, z których wynika, że Wojciech B. ps. Biszkopt, jeden z funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa, w prywatnej rozmowie kierował groźby pod adresem dziennikarza Piotra Nisztora„Na nagraniach z początku 2024 roku, do których dotarliśmy, wprost opowiadał o planowanym morderstwie. Porwanie, połamanie nóg, polanie zwłok ropą, zamordowanie psów, to tylko niektóre słowa, które padały podczas rozmowy funkcjonariuszy SOP, jako zapowiedź działań przeciwko Piotrowi Nisztorowi”– opisywała stacja.W reakcji na ujawnione informacje SOP poinformowała, że złożyła zawiadomienie do prokuratury w związku z możliwością popełnienia przestępstwa.Zawieszono także funkcjonariusza, którego dotyczą zarzuty, oraz podjęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Służba twierdzi przy tym w komunikacie, że nie była wcześniej w posiadaniu materiałów dziennikarskich zawierających groźby, o których mówią media.Sprawę komentował w Poranku Radia Wnet Piotr Nisztor. Jak wyjaśniał na antenie, sama rozmowa została nagrana w lutym 2024 roku, a on sam zapoznał się z nią dopiero niedawno.Ja z tym nagraniem zapoznałem się całkiem niedawno. Samo nagranie pochodzi z lutego 2024 roku, czyli już z okresu rządów obecnej koalicji– mówił Nisztor, dodając, że do opinii publicznej trafiły jedynie wybrane fragmenty.Nie zdecydowaliśmy się na publikację całości nagrania. Ono zawiera bardzo wiele kwestii obyczajowych, które w mojej ocenie nie powinny znaleźć się w przestrzeni publicznej. Skupiliśmy się na wątkach kluczowych – na groźbach– dodał.Rozmowa, jak relacjonował dziennikarz, nie była bezpośrednią wymianą zdań z nim samym.Była to rozmowa trzech osób – podpułkownika SOP, kobiety oraz jego kolegi, biznesmena– wyjaśniał. Funkcjonariusz, o którym mowa, to Wojciech B., pseudonim „Biszkop”, wówczas członek zespołu ochronnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.W dalszej części rozmowy Piotr Nisztor przedstawił szerszy kontekst sprawy, sięgający roku 2014. Wówczas – jako współpracownik „Wprost” – opublikował artykuł dotyczący handlarza bronią współpracującego z polskim przemysłem zbrojeniowym.Opisałem, że Pierre Dadak przez lata współpracował z Bumarem i sprzedawał polskie uzbrojenie za granicę. W styczniu 2012 roku leciał samolotem prezydenta Gambii, a ochronę zapewniali mu funkcjonariusze BOR, w tym Wojciech B.– mówił.Jak podkreślał, sprawa ta – mimo zapowiedzi postępowania wyjaśniającego – nie miała realnych konsekwencji służbowych.W mojej ocenie została zamieciona pod dywan. Wojciech B. bardzo szybko wrócił do normalnych zadań– zaznaczył. W kolejnych latach funkcjonariusz miał trafiać do ochrony m.in. Zbigniewa Ziobry, a po zmianie władzy ponownie do zespołu ochronnego Radosława Sikorskiego.Dziennikarz zwracał uwagę, że groźby z nagrania nie dotyczyły jego bieżącej pracy, a były związane z dawnymi publikacjami.Do momentu, kiedy to nagranie do mnie nie trafiło, tematu dla mnie osobiście nie było. Zajmuję się faktami, nie plotkami– podkreślał.Najpoważniejszy – jak mówił – jest fragment, w którym funkcjonariusz SOP zapowiada realizację gróźb po odejściu ze służby.Tam jasno pada stwierdzenie, że te groźby zostaną zrealizowane, gdy on odejdzie ze służby. I teraz jest ten moment, bo on właśnie odchodzi– relacjonował.W związku z tym Piotr Nisztor złożył zawiadomienie do prokuratury i pozostaje w kontakcie z policją.Prokuratura naprawdę profesjonalnie podeszła do sprawy. Nie chciałbym mówić o szczegółach ze względów bezpieczeństwa– zaznaczył. Zawiadomienie złożył również prezes Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz, a osobne zawiadomienie – jak potwierdził Nisztor – przekazała także sama Służba Ochrony Państwa.Dziennikarz wyrażał jednocześnie wątpliwości co do tempa reakcji instytucji.Pytania do SOP trafiły w piątek, a jeszcze w poniedziałek – według moich informatorów – Wojciech B. normalnie pełnił służbę– mówił, dodając, że decyzja o zawieszeniu i odejściu funkcjonariusza zapadła dopiero później./fa
Zapowiedź zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego przez prezydenta otwiera – zdaniem Piotra Semki – kilka wrażliwych tematów naraz. Jeden z nich dotyczy programu SAFE, czyli unijnego mechanizmu finansowania zakupów zbrojeniowych. Jak wskazuje publicysta, pojawiają się poważne obawy, czy nie doprowadzi on do uzależnienia państw frontowych od największych producentów broni w Europie Zachodniej.Pan prezydent chce się dowiedzieć, czy ten program SAFE przykuje nas do zachodnich praktyk unijnych, do niemieckich i francuskich wytwórni zbrojeniowych– mówi Semka.Dziennikarz zwraca uwagę, że integracja w ramach Unii Europejskiej bywa wykorzystywana w sposób czysto interesowny przez najsilniejszych graczy.Wiele rzeczy, które są przedstawiane jako pomysł Unii albo rozstrzygnięcie Unii, służy bezpośrednio partykularnym interesom dwóch krajów, które mają dziś najwięcej do powiedzenia – Francji i Niemiec– podkreśla.W tym kontekście zwołanie RBN ma być próbą postawienia jasnych pytań o realne konsekwencje programu SAFE dla polskiego przemysłu obronnego.Czarzasty jako „bulterier” i polityka wymiany usługDrugim wątkiem poruszanym podczas rozmowy są powiązania Włodzimierza Czarzastego oraz jego rola w obecnym układzie władzy. Semka ocenia, że marszałek Sejmu nie działa samodzielnie, lecz pełni funkcję politycznego wykonawcy woli premiera.Publicysta tłumaczy, że w tej relacji chodzi o mechanizm wzajemnych usług politycznych.Czarzasty gryzie tak, jak nie musi tego robić Tusk, bo ma takiego bulteriera do spuszczenia, a w zamian pan premier broni lidera lewicy bardzo wyraźnie– mówi. Semka zaznacza, że sprawa ewentualnych powiązań marszałka Sejmu z rosyjskim biznesem nie jest jedynie polityczną awanturą.To jest druga osoba w państwie. Jeżeli – nie daj Boże – coś zdarzyłoby się panu prezydentowi, to przejmuje nie tylko funkcję głowy państwa, ale i zwierzchnika sił zbrojnych. My musimy wiedzieć, co taka osoba ma w swojej przeszłości– dodaje. /fa
Gościem najnowszej Melliny jest Piotr Skwieciński – dziennikarz, publicysta i autor książek. Od lat specjalizuje się w zagadnieniach związanych z Rosją. Był korespondentem "Rzeczpospolitej" w Moskwie, a następnie dyrektorem Instytutu Polskiego w stolicy Rosji. Po wydaleniu z Rosji został ambasadorem RP w Armenii. Na kanapie u Marcina Mellera tłumaczy m.in., co dla Rosjan tak naprawdę oznacza wojna w Ukrainie i jak do tego podchodzą zwykli ludzie. Skąd wziął się fenomen Putina i dlaczego wciąż utrzymuje się na stanowisku? Skwieciński tłumaczy też rosyjską mentalność, która przełożyła się m.in. na to, że Polska nie odzyskała wraku Tupolewa.
W najbliższych dniach w Pałacu Prezydenckim ma dojść do spotkania prezydenta z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych. Nie wszystkie ugrupowania zapowiedziały jednak udział. W Radiu Wnet o znaczeniu tej inicjatywy i jej politycznych konsekwencjach mówił Robert Bagiński z portalu Inna Polityka.Zdaniem Roberta Bagińskiego zapowiedziane rozmowy pokazują, że prezydent Karol Nawrocki wchodzi w politykę nie tylko w wymiarze symbolicznym, ale również praktycznym.Prezydent wchodzi do polityki mocniej, bo jest o czym rozmawiać. Polacy właśnie tego oczekują od głowy państwa – żeby rozmawiała, bo mamy dziś ogrom spraw, którym trzeba nadać bieg– komentował. Jak podkreślał gość Radia Wnet, brak rozmowy między najważniejszymi instytucjami państwa staje się sam w sobie problemem politycznym.Brak rozmowy jest politycznym grzechem. I ten grzech dziś popełniają rządzący – w tym przypadku Koalicja Obywatelska oraz Lewica– mówi. Bagiński odnosił się wprost do zapowiedzi nieobecności części ugrupowań na spotkaniu w Pałacu Prezydenckim. Jego zdaniem nie jest to gest wobec osoby prezydenta, lecz wobec państwa jako takiego.Jeżeli ktoś myśli, że w ten sposób bojkotuje Karola Nawrockiego, bo wchodzi na ich poletko, to nie. Oni bojkotują instytucję państwa– dodaje. Dziennikarz zwracał uwagę, że taki gest wpisuje się w szerszy problem osłabiania autorytetu instytucji publicznych.Nie bylibyśmy tym zdziwieni, gdyby nie fakt, że wiele innych instytucji państwowych jest po prostu niszczonych– wskazał. Ustawy prezydenckie bez biegu w SejmieJednym z powodów zaproszenia partii do rozmów – jak wskazywał Bagiński – jest impas wokół prezydenckich inicjatyw legislacyjnych.W Sejmie jest kilka ustaw prezydenckich, którym nie nadano żadnego biegu. Nie są procedowane w żaden sposób– zwrócił uwagę. Wśród nich wymieniał m.in. projekty dotyczące cen energii – jego zdaniem kluczowe społecznie.Sprawa obniżenia cen energii, szczególnie po mroźnej zimie, może być dla wielu Polaków wręcz zabójcza– dodał. Gość Radia Wnet przekonywał, że niechęć do rozmów z prezydentem ma także wymiar czysto wizerunkowy.Rządzący nie chcą, aby prezydent był pokazywany jako ktoś, kto prowadzi dialog w ważnych dla obywateli sprawach– komentował. Jak dodał, koliduje to z narracją, w której prezydent ma być przedstawiany wyłącznie jako hamulcowy działań rządu./fa
Piotr Nisztor zwraca uwagę, że Włodzimierz Czarzasty nigdy nie został realnie zweryfikowany przez służby specjalne, mimo że jest dziś drugą osobą w państwie i z mocy ustawy ma dostęp do najtajniejszych dokumentów.Można powiedzieć jasno, że nigdy marszałek Czarzasty faktycznie nie został sprawdzony przez służby– mówi Nisztor.Dziennikarz podkreśla, że jedynym momentem potencjalnej kontroli był koniec lat 90., gdy wchodziła w życie ustawa o ochronie informacji niejawnych. Z relacji funkcjonariuszy UOP wynika jednak, że była to procedura fasadowa.Nisztor zwraca uwagę na decyzję Czarzastego po wyborach 2023 roku, gdy – mimo braku poświadczenia „ściśle tajne” – wszedł do sejmowej komisji ds. służb specjalnych. To gremium zajmuje się m.in. budżetami służb i pracuje w trybie niejawnym.W ocenie dziennikarza rodzi to pytania o motywację i systemową lukę w mechanizmach bezpieczeństwa państwa.Drugim kluczowym wątkiem są powiązania biznesowe związane z Rosjanką z Sankt Petersburga, współwłaścicielką spółki i nieruchomości powiązanych z hotelem Mościcki – przedsięwzięciem przez lata zarządzanym przez Czarzastego, dziś związanym z jego rodziną.Ona do dzisiaj współpracuje. Ona jest w KRS-ie, ona figuruje jako współwłaściciel nie tylko samej spółki, ale co ważne również samej nieruchomości– mówi Nisztor.Jak relacjonuje, kobieta była zatrudniona w rosyjskim domu aukcyjnym w Petersburgu, którego założycielami były m.in. Sbierbank i Koleje Rosyjskie – podmioty kontrolowane przez Kreml. Z ustaleń dziennikarskich wynika, że jej aktywność trwała również po 24 lutego 2022 roku.Nisztor podkreśla, że marszałek Czarzasty nie odpowiedział na pytania dziennikarzy, ani publicznie, ani w korespondencji kierowanej do Kancelarii Sejmu.To jest sytuacja w mojej ocenie niebywała, która może bardzo mocno zagrażać bezpieczeństwu państwa– ocenia./fa
Gościem najnowszej Melliny jest dziennikarz Michał Wójcik, autor wielu książek historycznych. W rozmowie z Marcinem Mellerem opowiada m.in. o swojej publikacji "Miasto Szpiegów", gdzie odkrywa prawdziwą historię Warszawy podczas Drugiej Wojny Światowej. Wójcik ujawnia prawdę, o której nie mówi się na lekcjach historii. Dowiemy się m.in. o tym, że podczas słynnej Akcji pod Arsenałem, wśród uwolnionych był tajny agent Gestapo. Czy więc możliwe, że Niemcy wiedzieli o planowanej akcji Szarych Szeregów? Prawda o Polskim Państwie Podziemnym też różni się od tej, którą znamy z podręczników. Tu bycie szlachetnym często kończyło się, kiedy zapadała noc. Jak naprawdę wyglądała wojna szpiegów w okupowanej Warszawie – o tym w najnowszej Mellinie.
Karol Modzelewski ponownie w Mellinie! Komik w rozmowie z Marcinem Mellerem rozprawia się z Polską pracującą. Na YouTube właśnie wchodzi jego najnowszy program "Bańka", w którym opowiada historie z różnych branż. Sam Modzelewski pracował m.in. jako dziennikarz, budowlaniec i ekspedient w sex shopie. Każda branża ma swoje zaskakujące historie. Modzelewski opowiada o reklamie, w której aktorka musiała jeść loda z utwardzonego tłuszczu przez dwie godziny. On sam wspomina klientów sex shopu, którzy wykłócali się o hiszpańską muchę. Z kolei jako budowlaniec miał bliskie spotkanie z gwoździarką (bardzo bliskie), a jego przełożony zasnął w ścianie i został zamurowany!
Grenlandia znów znalazła się w centrum globalnej uwagi, ale – jak podkreśla korespondent Radia Wnet – najbardziej dramatyczne scenariusze są dziś mało realne. Gościem porannej audycji był Tomasz Grzywaczewski, który studził emocje wokół spekulacji o możliwej amerykańskiej inwazji na największą wyspę świata.Ten najbardziej dramatyczny scenariusz, czyli próby militarnej inwazji na Grenlandię, jest praktycznie niemożliwy– zaznaczył.Jak tłumaczył, taka operacja wymagałaby zgody Kongresu USA i wywołałaby potężne konsekwencje polityczne w samych Stanach Zjednoczonych. Co więcej, sondaże pokazują, że Amerykanie sprzeciwiają się nie tylko akcji militarnej, ale nawet samej idei aneksji Grenlandii. A to wszystko dzieje się w roku wyborczym.Zdaniem Grzywaczewskiego obecna strategia Białego Domu to klasyczna metoda Donalda Trumpa: maksymalna presja i chaos negocjacyjny.Wiele wskazuje na to, że Donald Trump stosuje swoją sprawdzoną metodę negocjacyjną: wywieranie maksymalnej presji i sianie chaosu– mówił na antenie.W administracji USA widać przy tym wyraźny podział ról. Jak tłumaczył, „mamy schemat dobrego i złego policjanta. Tym złym jest Donald Trump i Stephen Miller, a jastrzębią retorykę łagodzi sekretarz stanu Marco Rubio, którego pozycja w ostatnich tygodniach bardzo wzrosła”.Dziennikarz zwracał uwagę na wewnętrzną rywalizację w Białym Domu, zwłaszcza między Marco Rubio a wiceprezydentem J.D. Vance'em, która wpływa na ton rozmów z Duńczykami i Grenlandczykami.Negocjacje zamiast „ceny za wyspę”Choć w mediach pojawiają się kwoty rzędu 700 miliardów dolarów, Grzywaczewski podkreślał, że dziś nie toczy się realna rozmowa o sprzedaży Grenlandii.Rząd w Kopenhadze i rząd autonomiczny w Nuuk konsekwentnie odrzucają taką propozycję. To nie są negocjacje o cenie, tylko o tym, czy w ogóle taka transakcja mogłaby dojść do skutku– zaznaczył.Znacznie ważniejsze są jednak powody, dla których Grenlandia stała się tak kluczowa dla USA. Grzywaczewski wskazywał przede wszystkim na znaczenie militarne i strategiczne.Większość rakiet, które potencjalnie mogłyby zostać wystrzelone w kierunku Stanów Zjednoczonych, przelatywałaby nad Grenlandią– tłumaczył.To właśnie dlatego wyspa ma kluczowe znaczenie dla planowanego systemu obrony przeciwrakietowej zapowiadanego przez Trumpa. Równie istotna jest kontrola przyszłych arktycznych szlaków morskich.Wraz z topnieniem lodów północna droga morska i przejście północno-zachodnie mogą stać się najważniejszymi traktami handlowymi na świecie – szczególnie dla Chin i Rosji– podkreślał.Surowce, miliarderzy i sztuczna inteligencjaOprócz geopolityki pojawiają się także twarde interesy gospodarcze. Jak zaznaczał Grzywaczewski, „kapitał amerykański już tam jest”. Przypomniał doniesienia „Forbesa” o zainteresowaniu Grenlandią ze strony takich postaci jak Jeff Bezos, Bill Gates, Michael Bloomberg czy Sam Altman.Chodzi przede wszystkim o metale ziem rzadkich, ale też o zupełnie nowy wymiar technologiczny.Grenlandia jest idealnym miejscem pod infrastrukturę sztucznej inteligencji. Centra danych trzeba chłodzić, a tam jest zimno i są naturalne warunki do takiego chłodzenia– wyjaśniał.Jak podsumował, patrząc na globus „z góry”, z perspektywy Arktyki, widać, że Grenlandia staje się jednym z kluczowych punktów na mapie świata XXI wieku./fa
W rozmowie na antenie Radia Wnet Dmytro Antoniuk, korespondent na Ukrainie, opisał noc zmasowanych rosyjskich ataków rakietowych i dronowych, które objęły niemal cały kraj. Jak relacjonował, ostrzał rozpoczął się wieczorem i trwał przez całą noc – zarówno w Kijowie, jak i w innych regionach Ukrainy.W ciągu jednej godziny Rosja wystrzeliła na Charków i w inne regiony Ukrainy około 20 rakiet balistycznych. To jest niestety kolejny rekord– mówił Antoniuk, podkreślając skalę i intensywność ataku.Dziennikarz zwrócił uwagę, że mimo zachodnich sankcji Rosja wciąż produkuje i używa nowoczesnych rakiet, w których – jak zaznaczył – znajdują się komponenty pochodzące z krajów Europy, USA czy Japonii. W trakcie rozmowy sam doświadczał skutków bombardowań: w Kijowie wprowadzono awaryjne wyłączenia prądu, a przy temperaturze sięgającej –15 stopni mieszkańcy pozostali bez ogrzewania.Przez całą noc słyszeliśmy eksplozje. W tej chwili nie ma prądu, jest woda, ale sporadycznie, nie ma ogrzewania, a za oknem mamy minus 15– relacjonował.Antoniuk opisywał też codzienność miasta dotkniętego wojną: zbombardowany basen, wybite szyby, zniszczoną infrastrukturę. Zaznaczył jednak, że sytuacja cywilów – choć dramatyczna – nie może być porównywana z warunkami, w jakich funkcjonują ukraińscy żołnierze na froncie.To, co mamy w naszych mieszkaniach, nie jest porównywalne z tym, co mają nasi obrońcy na linii frontu. Przy minus 20 stopniach można sobie wyobrazić, w jakich warunkach walczą– podkreślił.Na pytanie o skuteczność obrony przeciwlotniczej Antoniuk odpowiedział z ostrożnym optymizmem. Jego zdaniem fakt, że w wielu miastach wciąż jest woda i częściowo działa ogrzewanie, świadczy o tym, że Ukraina nadal jest w stanie się bronić.My mamy czym się bronić i bronimy się. Bo inaczej od grudnia nie byłoby nic i po prostu zamarzlibyśmy w naszych mieszkaniach– zaznaczył./fa
Korespondent polskich mediów w USA Maciej Rusiński mówi, że odkładając na bok wątki sentymentalne trzeba stwierdzić, że służby mają prawo użyć broni przeciwko osobom, które chcą je przejechać autem.
PiS próbuje wygrzebać się z kryzysu, ale to wciąż „pauza w batalii frakcji” – mówi Jacek Gądek, dziennikarz tygodnika „Newsweek”. Kaczyński ma szykować „premiera na serio” jeszcze w tym roku.PiS w kryzysie: „usiłowanie wygrzebania się z piachu”Po miesiącach napięć i otwartych tarć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości partia – jak opisuje publicysta „Newsweeka” Jacek Gądek – próbuje odbudować sterowność i znaleźć plan na powrót do władzy. Na razie jednak, jak podkreśla, jest to dopiero próba wyjścia z dołka, a nie przełom.„To jest usiłowanie wygrzebania się z tego piachu. To jeszcze się nie udało. (…) Piach póki co jest bardzo głęboki i PiS cały czas buksuje w nim.”– mówi Jacek Gądek.W ocenie dziennikarza nie ma też mowy o pełnym uspokojeniu nastrojów w partii. Obecny stan określa jako czasowe wyhamowanie konfliktu, a nie jego zakończenie.„Ja bym tę sytuację obecną zdiagnozował tak, że to jest taka pauza w tej batalii wewnątrzpartyjnej.”– podkreśla.Frakcje w PiS: pauza w sporze, nie rozejmGądek wskazuje na spór pomiędzy frakcją związaną z byłym premierem Mateuszem Morawieckim a środowiskiem, które opisuje jako grupę „maślarzy” (wśród nazwisk wymienia m.in. Jacka Sasina, Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego i Tobiasza Bocheńskiego). Według rozmówcy Radia Wnet prezes PiS chciałby wygasić konflikt trwale, ale na razie nie widać, by miał ku temu realne narzędzia – poza jednym ruchem politycznym.„To nie jest koniec tej batalii, ale właśnie pauza. (…) Pomysłem na to, żeby jednak wygasić te spory, to jest wskazanie (…) kogoś na premiera jeszcze w tym roku.”– mówi.„Premier na serio”, nie „premier techniczny”W tle pojawia się koncepcja „premiera technicznego”, ale – jak relacjonuje Gądek – Jarosław Kaczyński miał ten wariant zbyć i skierować uwagę na rozwiązanie polityczne: jednego, wyraźnego kandydata, który będzie twarzą projektu.„Pomysł premiera technicznego (…) odsunął zupełnie na bok. (…) Premier na serio – to już jest twardy wariant, który mamy na stole.”– relacjonuje publicysta.Dziennikarz dodaje, że w samym PiS słyszy ironiczne komentarze o „technicznym” scenariuszu jako o rozwiązaniu z góry skazanym na porażkę.„Ktoś musiałby dać twarz tej klęsce.”– podkreśla.Kandydat na premiera: „wariant Nawrockiego” i nowe nazwiskaPlan prezesa – w ocenie Gądka – ma polegać na powtórzeniu znanego schematu: wystawienia kandydata świeższego, mniej obciążonego sporami i zdolnego dotrzeć do szerszej prawicy, w tym do wyborców Konfederacji i Grzegorza Brauna.„Szukamy kogoś niezgranego, świeżego. (…) Ktoś, kto będzie zjadliwy dla wyborców Konfederacji i Brauna.”– mówi.Wśród rozważanych nazwisk pojawiają się m.in. Tobiasz Bocheński oraz Zbigniew Bogucki. Gądek zaznacza, że w partii nie ma jeszcze twardego postanowienia co do terminu ogłoszenia, ale sygnały z kierownictwa PiS mówią o 2026 roku.„Jarosław Kaczyński powiedział: w tym roku, może nawet w najbliższych miesiącach.”– relacjonuje.PiS i prawa flanka: „szlaban na Brauna”, walka o jego wyborcówJednym z najważniejszych elementów strategii ma być jednoczesne odcięcie się od Grzegorza Brauna i próba przejęcia części jego elektoratu. Gądek opisuje to jako konsekwentnie budowaną linię komunikacyjną Kaczyńskiego.„Kaczyński mówi tak: z Braunem nie. Jest szlaban na Brauna. Żadnej koalicji z Braunem.”– wskazuje.Jednocześnie PiS ma próbować przekonać wyborców Brauna, że głos na jego formację może się „zmarnować” w razie spadku poniżej progu, a beneficjentem byłby obóz Donalda Tuska (mechanika d'Hondta). To ma być argument do „powrotu” na PiS.„To jest zadanie potwornie trudne. (…) Ale to nie znaczy, że absolutnie niewykonalne.”– podkreśla.Dlaczego PiS bardziej boi się prawej strony niż TuskaW diagnozie Gądka główny problem Kaczyńskiego nie leży dziś po stronie Koalicji Obywatelskiej, tylko po prawej stronie sceny – w rozdrobnieniu elektoratu i sile Konfederacji oraz środowiska Brauna.„O wiele większym problemem jest to, że (…) po prawej stronie jest 10% Brauna i kilkanaście procent Konfederacji. Problem Kaczyńskiego jest po prawej stronie.”– mówi.To dlatego – jak dodaje – równolegle do krytyki rządu PiS inwestuje w uderzenia w Mentzena i w narrację o „darwinizmie społecznym” Konfederacji (płatne studia, prywatyzacja usług), zestawiając ją z wizerunkiem PiS jako formacji „opiekuńczej”.„Jarosław Kaczyński podbija przekaz (…) że Konfederacja to darwinizm społeczny. (…) A opiekuńcze jest Prawo i Sprawiedliwość.”– podkreśla.„Zjednoczenie patriotów” – w praktyce: jednoczenie elektoratuHasło „połączenia obozu patriotycznego” ma – w tej interpretacji – nie oznaczać realnego zjednoczenia partii, ale próbę odzyskania rozproszonych wyborców prawicy.„Wizja zjednoczenia wszystkich sił patriotycznych ładnie brzmi, w praktyce jest to nierealne. (…) Tu nie chodzi o jednoczenie z partiami, raczej o jednoczenie z wyborcami.”– ocenia Gądek.
Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak rakietowy na Ukrainę. W nocy uruchomiono alarmy przeciwlotnicze w wielu regionach kraju, w tym we Lwowie i Kijowie. Według dostępnych informacji Rosja użyła m.in. bardzo szybkiego pocisku balistycznego Oriesznik, zdolnego do przenoszenia ładunków jądrowych, tym razem bez takiej głowicy. Rakieta uderzyła w obiekt infrastruktury krytycznej w pobliżu Lwowa. W Kijowie zginęły co najmniej cztery osoby.Na Ukrainie przebywa dziennikarz Radia Wnet Konrad Mędrzecki, który relacjonował wydarzenia z samego Lwowa.„Nie było żadnych sygnałów, że coś się wydarzy”„Nie byłem nawet świadomy, że to jest aż taka sytuacja. Do wieczora nic się nie zapowiadało, w ciągu dnia nie było alarmów.”– mówił Konrad Mędrzecki na antenie Radia Wnet.Dzień przed atakiem miasto zmagało się głównie z intensywnymi opadami śniegu.„Cały czas pada śnieg, gigantyczna ilość. Przedzierałem się od opery do katedry łacińskiej cztery razy dłużej niż zwykle. To była walka z zimą.”– dodaje dziennikarz.Nocne alarmy i informacja o nadlatującym pociskuSytuacja zmieniła się w nocy. Wtedy pojawiły się alarmy przeciwlotnicze, a Mędrzecki dowiedział się, że w kierunku Lwowa leci rosyjski pocisk.„Dowiedziałem się, że w moim kierunku leci Oriesznik z prędkością trzynastu tysięcy kilometrów na godzinę. Uderzył nie w sam Lwów, tylko obok, w infrastrukturę krytyczną, ale było groźnie.”– relacjonuje.Jak podkreśla, największym problemem była niepewność co do miejsca uderzenia.„To była absolutnie niekomfortowa sytuacja, bo nie wiadomo było, gdzie on uderzy. Jest alarm i po prostu tego nie wiesz.”– zaznacza.Przerwy w prądzie i poranek po atakuPodczas nocnych alarmów doszło również do przerw w dostawie energii elektrycznej.„W hotelu wysiada światło na parę godzin, potem jest włączane. To tutaj niestety norma.”– mówi Mędrzecki.Rano Lwów zaczął jednak wracać do codziennego rytmu.„Trwa odśnieżanie, tramwaje jeżdżą, pełne ludzi, kawiarnie pełne.”– opisuje dziennikarz.„Można było nie wiedzieć, co się wydarzyło”Mędrzecki zwraca uwagę na odporność mieszkańców miasta.„Ludzie w pewnym sensie przyzwyczaili się do takich sytuacji, mobilizują się. Nie będąc świadomym, można by nawet nie wiedzieć, co się wydarzyło.”– podkreśla.Zaznacza jednak, że w innych częściach Ukrainy skutki ataku były znacznie tragiczniejsze.„W Kijowie jest o wiele gorzej. Zginęły co najmniej cztery osoby.”– dodaje.„To po prostu bardzo nerwowa sytuacja”Na zakończenie dziennikarz Radia Wnet podsumowuje swoje doświadczenia z ostatniej nocy.„Sytuacja, w której wiesz, że leci w twoim kierunku pocisk z taką prędkością, jest po prostu bardzo nerwowa.”– podsumowuje Konrad Mędrzecki.
W środę media obiegła wstrząsająca informacja o gwałcie na młodej policjantce w jednostce policji w Piasecznie. Jak ujawnili dziennikarze TV Republika, Sąd Rejonowy w Piasecznie aresztował na trzy miesiące jednego z dowódców Oddziałów Prewencji Komendy Stołecznej Policji. Funkcjonariuszowi postawiono zarzut zgwałcenia młodej policjantki oraz zmuszenia jej do poddania się innej czynności seksualnej, a informacje te potwierdził rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.Według ustaleń dziennikarzy, do zdarzenia miało dojść podczas libacji alkoholowej w koszarach przy ul. Puławskiej w Piasecznie, gdy podejrzany zaprosił policjantkę do pomieszczenia i tam miało dojść do napaści. Inni funkcjonariusze usiłowali dostać się do środka, gdy kobieta wołała o pomoc.W Poranku Radia Wnet sprawę komentował dziennikarz Cezary Gmyz. Już na początku podkreślał, że najbardziej wstrząsająca była dla niego agresja skierowana nie wobec sprawcy, lecz wobec dziennikarzy, którzy sprawę ujawnili.Ta agresja wobec osób, które ujawniły tę sprawę, czyli wobec mnie i Marcina Dobskiego, była rzeczą absolutnie niebywałą. Gdyby nie Telewizja Republika, ta sprawa zostałaby zakopana i nikt by się o niej nie dowiedział– stwierdził. Zdaniem dziennikarza, odpowiedź władz na pytanie o stan policji jest jednoznacznie negatywna. Wskazywał bezpośrednio na odpowiedzialność polityczną ministra spraw wewnętrznych.Ta sprawa mówi nam niedobrze o policji, dlatego że Marcin Kierwiński nie radzi sobie z zarządzaniem największą formacją mundurową w Polsce. To wpływa na poziom bezpieczeństwa obywateli– ocenił. Gmyz zwracał uwagę, że sytuacja, w której ofiarą przestępstwa pada policjantka, a sprawcą jest inny policjant, podważa fundament zaufania do państwa.Skoro ofiarą może paść policjantka, a sprawcą jest inny policjant, to jak ma się czuć obywatel, który nie nosi munduru?– pytał. Szczególnie ostro oceniał brak natychmiastowej reakcji służb po zdarzeniu, które – jak podkreślał – miało miejsce w zamkniętej jednostce policyjnej, w obecności innych funkcjonariuszy.Ten człowiek został pochwycony na gorącym uczynku w koszarach policji, a mimo to przez dwanaście godzin chodził na wolności. Jeżeli to ma być "natychmiastowa reakcja", to my zupełnie inaczej rozumiemy to pojęcie– dodał. Dziennikarz wskazywał również na brak konsekwencji wobec przełożonych i dowódców odpowiedzialnych za funkcjonowanie jednostki.W poprzednich latach komendanci tracili stanowiska po podobnych aferach. Tutaj, jak się wydaje, konsekwencje spotkają tylko bezpośredniego sprawcę, a tych, którzy dopuścili do libacji w koszarach, nie spotka nic– wskazał. /fa
Gościem Poranka Wnet był Tomasz Grzywaczewski, dziennikarz i publicysta, komentujący reakcje Stanów Zjednoczonych i świata po amerykańskiej operacji w Wenezueli oraz zatrzymaniu Nicolása Maduro. Jak podkreślał, w USA kluczowym punktem odniesienia stała się sobotnia konferencja prasowa Donalda Trumpa, która – zamiast uspokoić sytuację – otworzyła nową falę pytań.Donald Trump poświadczył, że Stany Zjednoczone będą kierować Wenezuelą do momentu dokonania tranzycji władzy. Co kryje się pod tym słowem "kierować", tego tak naprawdę nie wiemy– mówił. Według Grzywaczewskiego amerykańskie media natychmiast podzieliły się w ocenie wydarzeń. Po stronie liberalno-lewicowej dominuje narracja o złamaniu prawa międzynarodowego i podważaniu suwerenności państw, natomiast konserwatywni komentatorzy podkreślają skuteczność i siłę USA.New York Times pisze, że działania Trumpa były nielegalne i niemądre. Z kolei media konserwatywne wskazują, że udało się wyeliminować brutalnego dyktatora i osłabić wpływy Chin oraz Rosji w regionie– opisuje. Dziennikarz zwracał uwagę, że sama operacja – przeprowadzona w ciągu kilku godzin – już przeszła do historii wojskowości. Jednocześnie jednak jej polityczne konsekwencje pozostają niejasne.Z jednej strony niezwykle spektakularnie zaplanowana i przeprowadzona operacja specjalna, a z drugiej brak wyraźnej mapy drogowej, która wskazywałaby, co dalej ma się wydarzyć– komentuje. Szczególne kontrowersje budzi możliwość rozmów Waszyngtonu z przedstawicielami dawnego reżimu, w tym z wiceprezydent Delcy Rodríguez. Zdaniem Grzywaczewskiego taki scenariusz mógłby okazać się zarówno etycznie dwuznaczny, jak i politycznie ryzykowny.Rozmowa zeszła także na reakcje opinii publicznej w USA i wśród Latynosów. Grzywaczewski zauważył, że obalenie Maduro wywołało falę radości w Ameryce Łacińskiej i wśród latynoskiej diaspory w Stanach Zjednoczonych, co może przełożyć się na poparcie dla Trumpa.Maduro był powszechnie znienawidzony nie tylko w Wenezueli, ale i w wielu krajach regionu. Stał się symbolem wataszki, który z jednego z najbogatszych państw zrobił piekło na ziemi– mówił. Jednocześnie dziennikarz przypominał, że prezydent USA zagrał bardzo ryzykownie – zarówno militarnie, jak i politycznie – zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów do Kongresu.To była hazardowa zagrywka. Gdyby operacja się nie udała, gdyby zginęli amerykańscy żołnierze, byłaby to wizerunkowa katastrofa dla Trumpa w roku wyborczym– zwraca uwagę. Sukces – przynajmniej na tym etapie – pozwala jednak Białemu Domowi budować narrację o skutecznej, precyzyjnej interwencji, odmiennej od długotrwałych i kosztownych wojen w Iraku czy Afganistanie.Na koniec Grzywaczewski zwrócił uwagę na możliwe kolejne napięcia w regionie – zwłaszcza w kontekście Kuby, która jego zdaniem od lat pełni rolę ekspozytury wpływów rosyjskich i chińskich w basenie Morza Karaibskiego.Stany Zjednoczone będą konsekwentnie niszczyć te siły w Ameryce Łacińskiej, które realizują interesy chińsko-rosyjskie. Kuba jest kolejnym oczywistym punktem odniesienia, choć nie musi to oznaczać interwencji zbrojnej– ocenił./fa
W Poranku Radia Wnet Łukasz Warzecha, dziennikarz i publicysta „Do Rzeczy”, zwrócił uwagę nie tylko na brutalizację języka w debacie publicznej, ale przede wszystkim na coraz bardziej otwarty konflikt wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Jego zdaniem obecna sytuacja w partii Jarosława Kaczyńskiego jest bezprecedensowa i może prowadzić do trwałego pęknięcia.Dziennikarz odnosił się do usuniętego już wpisu byłego prezesa TVP Jacka Kurskiego uderzającego w byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Warzecha nie miał wątpliwości, że sam fakt usunięcia wpisu niewiele zmienia.Nawet jeżeli ten wpis został usunięty, to nie ma to większego znaczenia. Wisiał wystarczająco długo, żeby wszyscy zainteresowani go przeczytali. Kto miał zobaczyć, ten zobaczył– wskazał.Komentując zapewnienia byłego premiera o jedności w partii, publicysta sięgnął po literackie porównanie.Im bardziej Mateusz Morawiecki zapewnia, że wszyscy jesteśmy jednością w PiS-ie i że nie grozi nam żaden rozłam, tym bardziej ta jedność wydaje się fikcją. Przypomina mi się cytat z Kubusia Puchatka: im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było– mówił.Warzecha podkreślał, że konflikty frakcyjne w PiS istniały od lat, szczególnie na linii Morawiecki-Ziobro, jednak wcześniej były one „tłumione” i rzadko wychodziły na światło dzienne w tak otwartej formie. Dziś, jak zauważył, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.Teraz mamy do czynienia z czymś bezprecedensowym: publiczną kłótnią polityków Prawa i Sprawiedliwości. To już nie są pojedyncze przecieki czy zakulisowe zagrania, ale otwarte złośliwości w mediach społecznościowych– zaznaczał gość Jaśminy Nowak.Jako przykład podał ironiczny wpis europosła Waldemara Budy, uderzający w Jacka Kurskiego. Zdaniem Warzechy to sygnał, że konflikt wymknął się spod kontroli, a Jarosław Kaczyński nie panuje już w pełni nad partią.Jeżeli takie rzeczy dzieją się publicznie, to znaczy, że przekroczone zostały wszystkie dotychczasowe granice. W połączeniu ze słabnącymi sondażami ma to fatalny wpływ na wizerunek PiS i jego atrakcyjność dla wyborców– ocenił.Dziennikarz rozważał kilka możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji. Jednym z nich jest chwilowe wyciszenie konfliktu, które jednak nie rozwiąże problemu.Drugi scenariusz, jego zdaniem coraz bardziej realny, to poważne przesilenie, połączone z dalszą utratą kontroli przez Jarosława Kaczyńskiego. W tym kontekście Warzecha nie wyklucza ruchu ze strony Mateusza Morawieckiego.Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której Mateusz Morawiecki, widząc okazję, wykona manewr podobny do tego, jaki kiedyś wykonał Zbigniew Ziobro – wychodzi z PiS, zabiera część ludzi i buduje nowe ugrupowanie– dodaje.Nowa formacja – jak zaznaczył – mogłaby być bardziej centrowa i „europejska”, potencjalnie sprzymierzona z PiS, ale funkcjonująca jako odrębny byt polityczny. Co istotne, Warzecha podkreślił, że im bardziej Morawiecki zaprzecza takiemu scenariuszowi, tym większe ma on wątpliwości co do szczerości tych deklaracji.W dalszej części rozmowy publicysta odniósł się również do spekulacji o możliwych przyspieszonych wyborach, o których mówił we wtorek na antenie Radia Wnet poseł Jarosław Sachajko. Warzecha ocenił ten scenariusz jako mało prawdopodobny.Przyspieszone wybory latem przyszłego roku oznaczałyby ich przeprowadzenie niewiele ponad rok przed normalnym terminem. Takich rzeczy się raczej nie robi, zwłaszcza gdy sondaże nie dają obecnej koalicji stabilnej większości– ocenił.Jego zdaniem obecny obóz rządzący nie ma ani politycznej, ani sondażowej motywacji do skracania kadencji Sejmu, a napięcia po prawej stronie sceny politycznej wynikają przede wszystkim z kryzysu przywództwa w PiS./fa
Podcast Aleksandry Sobczak to rozmowy z dziennikarzami i dziennikarkami o ich tekstach i o najważniejszych sprawach, które dotyczą mediów - polskich i światowych, tradycyjnych oraz tych opartych na łasce i niełasce algorytmów. Gościem tego odcinka jest Piotr Żytnicki, dziennikarz śledczy "Wyborczej" i zastępca redaktorki naczelnej "Gazety Wyborczej" w Poznaniu. Czterokrotnie nominowany do nagrody Grand Press w kategoriach Dziennikarstwo śledcze, Publicystyka oraz News. Piotr Żytnicki najczęściej opisuje zło, natomiast nam opowiada, dlaczego nie jest to aż tak przytłaczające, jak mogłoby się wydawać. Mówi też o swoich początkach w zawodzie - jako lokalny dziennikarz od wszystkiego - i wymienia zasady, których twardo trzyma się w swojej pracy. Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: listy@wyborcza.pl.
Gościem najnowszej Melliny jest dziennikarz a w przeszłości aktor Maciej Orłoś. W najnowszej Mellinie Orłoś ujawnia jak to się stało, że dołączył do Teleexpressu i jak wyglądało przejście od aktora do prezentera. Orłoś mówi o swoim odejściu z TVP za czasów PiS i jak wygląda telewizja publiczna obecnie.O ludziach, którzy zostali w TVP za czasów PiS nie rzucili papierami i nie odeszli Orłoś mówi, że "głównym winowajcą są osoby, które postawiły dziennikarzy w takiej sytuacji". Dziennikarz wspomina też co znalazł w swojej teczce SB i czy były zbierane na niego haki. Wspomina też sytuację, kiedy Teleexpress nie zaczął się punktualnie o 17:00, choć on był na stanowisku. Jak do tego doszło o tym w najnowszym odcinku.
Ponad 200 serwisów pornograficznych, przegrane procesy o zniesławienie, kłamstwa, donosicielstwo i hejt. To dorobek Piotra Gąsiorskiego – członka zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Awansował dzięki ludziom związanym z PiS i Kościołem Katolickim – Michałowi Karnowskiemu, Annie Popek, Krzysztofowi Skowrońskiemu i Jolancie Hajdasz. Dlaczego SDP, które w statucie mówi o „etyce zawodowej dziennikarzy”, promuje taką postać? Czy katolicyzm rzeczywiście prowadzi do poprawy moralnej? I jakie wnioski płyną z tej afery dla całego środowiska medialnego w Polsce? W dzisiejszym odcinku Którędy do Nieba pastor Paweł Chojecki demaskuje kulisy „katolickiej moralności” w wydaniu prawicowych elit. #IPPTV #KtórędyDoNieba #mediakatolickie #katolicyzm #moralność ----------------------------------------------------
Kibice piłkarscy doczekali się - wraca piłkarska Liga Mistrzów. Czas na drugi sezon fazy ligowej z udziałem 36 zespołów. Dziennikarz sportowy RMF FM Cezary Dziwiszek porozmawiał z ekspertem z Canal+Sport Rafałem Dębińskim o tegorocznych faworytach rozgrywek, wzroście atrakcyjności rozgrywek i niezbyt budującej sytuacji Polaków - w tym sezonie w fazie ligowej jest ich tylko ośmiu i niewielu z nich może liczyć na regularną grę w swoich klubach...
Komentuje prof. Stanisław Jędrzejewski, medioznawca, Akademia Leona Koźmińskiego
Dziennikarz, komentator, twórca treści, ale nie ekspert. Tak nie chce siebie określać. Głos znany, lubiany, który opowiada o tenisie. I robi to naprawdę świetnie. Marek Furjan gościem Łukasza Kadziewicza w podcaście "W cieniu sportu".
„Gdyby Trump nie wystartował w wyborach prezydenckich, trzeba by Trumpa wymyślić” mówił w Mellinie – Marcin Prokop. Dziennikarz rusza z kolejnym sezonem swojego programu Niezwykłe Stany Prokopa, gdzie pokazuje inne oblicze Ameryki. Prokop obserwuje Amerykę po wyborach prezydenckich i przyznaje, że wybór Trumpa kompletnie nie zdziwił. „Amerykanie zadali pytanie „Jak mamy żyć?” administracji Bidena. I ta administracja nie potrafiła na to pytanie odpowiedzieć, więc Trump wrócił na białym koniu” – podsumował. Prokop przyznał, że dzięki podróżom do USA stał się większym patriotom, bo bardziej docenia w jakim, względnie stabilnym kraju, przyszło mu żyć. Posłuchaj!