Podcasts about zwraca

  • 61PODCASTS
  • 332EPISODES
  • 22mAVG DURATION
  • 5WEEKLY NEW EPISODES
  • Feb 12, 2026LATEST

POPULARITY

20192020202120222023202420252026


Best podcasts about zwraca

Latest podcast episodes about zwraca

Express Biedrzyckiej - seria DOBRZE POSŁUCHAĆ
Nowakowski MOCNO: Obietnice TRUMPA to FUNTA KŁAKÓW! EPSTEIN POLOWAŁ w Polsce! Afera uderza w Trumpa! EXPRESS BIEDRZYCKIEJ

Express Biedrzyckiej - seria DOBRZE POSŁUCHAĆ

Play Episode Listen Later Feb 12, 2026 33:33


Kamila Biedrzycka gości Jerzego Marka Nowakowskiego, byłego ambasadora, który MOCNO komentuje kulisy napięć wokół relacji Polski z USA i polityki Donalda Trumpa. Nowakowski ocenia, że obietnice Trumpa okazały się "FUNTA KŁAKÓW WARTE", a afera Epsteina to dla niego "cios w splot słoneczny". Były ambasador OSTRO dodaje, że Trump miał oczyścić "WASZYNGTOŃSKIE BAGNO", a "TAPLAŁ się w nim od lat". Zwraca też uwagę na niestandardową reakcję ambasadora Rose'a oraz mówi o niebezpiecznym spadku poparcia społecznego w Polsce dla sojuszu z USA. W rozmowie pada także teza, że Polska była jednym z obszarów "polowań" Epsteina. Nowakowski komentuje również zachowanie Włodzimierza Czarzastego, podkreślając, że nie przekroczył on żadnych granic. Posłuchaj całej dyskusji! Oglądaj Express Biedrzyckiej na żywo w serwisie YouTube. Więcej informacji o programie na stronie Super Expressu.

Radio Wnet
„To deindustrializacja, nie konkurencyjność”. Anna Bryłka ostro o klimacie, SAFE i Mercosur

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Feb 11, 2026 11:44


 Europosłanka Konfederacji Anna Bryłka komentowała w Poranku Wnet najnowsze decyzje instytucji unijnych – od celu klimatycznego na 2040 r., przez program SAFE, po umowę z krajami Mercosur. Jej zdaniem wspólnym mianownikiem jest brak refleksji nad realnymi skutkami dla gospodarki.90% redukcji emisji do 2040 r. „To droga do deindustrializacji”Parlament Europejski przyjął wiążący cel ograniczenia emisji netto o 90% do 2040 r. Bryłka nie ma wątpliwości co do konsekwencji.„Polityka klimatyczna w żaden sposób nie jest zastopowana i zamiast wycofywać się z celów klimatycznych na 2030–2050, dokładany jest kolejny cel – ograniczenie emisji o 90% do 2040 roku.”Jej zdaniem dekarbonizacja w obecnym kształcie prowadzi do osłabienia przemysłu i rolnictwa w UE.„Dekarbonizacja unijnej gospodarki prowadzi do deindustrializacji unijnej gospodarki – likwidacji przemysłu, likwidacji rolnictwa, ale też do gigantycznych kosztów dla gospodarstw domowych.”Europosłanka wskazuje na rosnące obciążenia wynikające z ETS-2 czy dyrektywy budynkowej oraz wysokie ceny energii.„W Unii Europejskiej mamy najbardziej opodatkowaną energię w stosunku do Chin i Stanów Zjednoczonych. To jest decyzja polityczna.”Proponuje m.in. obniżkę VAT na energię elektryczną do 5%, co – jej zdaniem – mogłoby pomóc utrzymać konkurencyjność polskich firm.Program SAFE. „Warunki kwalifikowalności są bardzo trudne”Drugim kluczowym tematem jest program SAFE – wspólna pożyczka UE na wzmocnienie zdolności obronnych. Bryłka krytycznie ocenia sposób jego konstruowania.„Polski rząd bardzo naiwnie podchodzi do tego programu, ogłasza wiele sukcesów, których na ten moment nie widać.”Zwraca uwagę na wymóg 65% europejskich komponentów w łańcuchu dostaw oraz zasadę wspólnych zakupów.„Jaka jest gwarancja, że te wspólne zakupy będą inwestowane w polski przemysł zbrojeniowy? Trzeba się dogadać z innym państwem, które będzie chciało jednocześnie robić zakupy w Polsce.”Bryłka podkreśla także, że rozporządzenie zostało zaskarżone do Trybunału Sprawiedliwości UE, a Parlament Europejski – jej zdaniem – został pominięty w procesie legislacyjnym.„Mało kto o tym mówi, że obowiązuje mechanizm pieniądze za praworządność. Proszę sobie wyobrazić scenariusz, w którym Komisja Europejska mówi: wstrzymujemy wam wypłatę pieniędzy. I co możemy wtedy zrobić? Nic.”W jej ocenie Polska niewystarczająco zabezpieczyła interes krajowego przemysłu obronnego.Mercosur. „Rozporządzenie nie chroni rolników”Europosłanka odniosła się także do umowy handlowej UE–Mercosur. Parlament Europejski przyjął rozporządzenie o tzw. klauzulach ochronnych.„Kłamstwem jest mówienie, że to jest część umowy z krajami Mercosur. To rozporządzenie nie wiąże krajów Ameryki Południowej i ma charakter reaktywny.”Bryłka ostrzega, że Komisja Europejska może zdecydować o tymczasowym stosowaniu części handlowej umowy nawet bez zgody Parlamentu Europejskiego.„To jest sprawa polityczna, czy Komisja Europejska bez zgody Parlamentu Europejskiego tymczasowo zacznie stosować tę umowę.”Jej zdaniem warunki uruchomienia mechanizmów ochronnych są tak trudne do spełnienia, że w praktyce nie zapewnią realnej ochrony europejskim rolnikom.W ocenie Anny Bryłki Unia Europejska stoi dziś przed wyborem: albo realna korekta kursu w sprawach klimatu, przemysłu i handlu, albo dalsze decyzje, które – jak twierdzi – mogą osłabić konkurencyjność i bezpieczeństwo państw członkowskich./fa

Radio Wnet
Jacek Saryusz-Wolski o programie SAFE: Bruksela chce sterować polityką obronną państw

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Feb 5, 2026 21:14


 Gościem poranka Radia Wnet był Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta RP ds. europejskich i wieloletni europoseł. Punktem wyjścia rozmowy była zapowiedź premiera Donalda Tuska dotycząca ponad 40 miliardów euro z Unii Europejskiej na program zbrojeniowy.Zdaniem Saryusz-Wolskiego, za komunikatem o „dobrych pieniądzach” kryje się znacznie bardziej złożona rzeczywistość.Bruksela nigdy nie zmarnuje takiej okazji, jak rozdawanie pieniędzy, żeby nie umocnić swojej władzy – stwierdził. Jak wyjaśniał, mechanizm finansowania jest bardzo podobny do KPO i obejmuje rozporządzenie o warunkowości, powiązane z oceną tzw. praworządności.Krótko mówiąc, za pośrednictwem tego funduszu Bruksela zamierza sterować zakupami i polityką zbrojeniową państw członkowskich– mówił. I dodaje, że „to są pieniądze znaczone, uwarunkowane, których nie możemy wydawać dowolnie, jakbyśmy chcieli”.Saryusz-Wolski zwracał uwagę, że środki te muszą być wydawane głównie na uzbrojenie produkcji unijnej, co w praktyce oznacza zakupy w przemyśle niemieckim i francuskim.Nie da się z tych pieniędzy kupować uzbrojenia pozaeuropejskiego – ani amerykańskiego, ani koreańskiego – podkreślał. Dodatkowym problemem jest – jego zdaniem – ryzyko zawieszania wypłat, znane z doświadczeń z KPO.W tym kontekście rozmówca Radia Wnet użył mocnego określenia:Nazwałem to podwójnym Nelsonem założonym Polsce – wskazując jednocześnie na ograniczenie swobody wyboru i mechanizm warunkowości jako dwa zasadnicze zagrożenia.Doradca prezydenta argumentował, że Polska powinna mieć możliwość kupowania takiego uzbrojenia, jakie rekomendują wojskowi, a nie jakie wynika z politycznych preferencji Brukseli.Powinniśmy móc kupować to, co wojsko powie, że jest najbardziej potrzebne, w konfiguracjach optymalnych dla Polski – zaznaczył.Zwracał też uwagę na brak transparentności po stronie polskiego rządu.Rumunia ogłosiła dokładną listę swoich zakupów. W Polsce ta lista jest utajniona, co pozwala podejrzewać, że ktoś chce do czegoś przywiązać sznurki – mówił, sugerując możliwość zakulisowych nacisków.W szerszym wymiarze Saryusz-Wolski widzi w tych działaniach element przyspieszonej centralizacji Unii Europejskiej.Bez podstawy traktatowej, metodą małych kroków i faktów dokonanych, tworzy się państwo – oceniał. W tym kontekście przywołał wypowiedzi Mario Draghiego, który otwarcie mówi o przekształceniu Unii z konfederacji w federację.Nie ma na to zgody obywateli państw członkowskich, nikt ich o to nie zapytał, a elity planują skok ustrojowy – podkreślał, wskazując na zapowiadane dyskusje podczas nieformalnych szczytów europejskich.Saryusz-Wolski odniósł się również do nowego formatu E6, określając go jako „Weimar na sterydach”.Jeżeli nas zapraszają, to prawdopodobnie po to, żeby nas podporządkować, a nie żeby uszanować nasze podmiotowe wybory – ocenił, zauważając, że Polska może w tej grupie pełnić jedynie rolę statystyczną.Progra, SAFESAFE (Security Action for Europe) to nowy instrument finansowy Unii Europejskiej, przyjęty w maju 2025 r., którego celem jest przyspieszenie gotowości obronnej państw członkowskich poprzez szybkie i duże inwestycje w przemysł zbrojeniowy. Program oferuje do 150 mld euro niskooprocentowanych, długoterminowych pożyczek, finansowanych z emisji długu UE, co pozwala krajom korzystać z wysokiego ratingu kredytowego Unii.Środki z SAFE mają wspierać pilne zakupy uzbrojenia i zamykanie kluczowych luk zdolnościowych, głównie w formule wspólnych zamówień kilku państw UE (z udziałem także Ukrainy i krajów EFTA), choć w wyjątkowych sytuacjach dopuszczono także zakupy indywidualne. SAFE jest pierwszym filarem planu ReArm Europe / Readiness 2030, którego celem jest uruchomienie ponad 800 mld euro na obronność w całej UE./fa

Radio Wnet
Arsen w słodyczach? Alarmujące badania z Florydy. Czy w Polsce też jesteśmy zagrożeni?

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Feb 3, 2026 17:22


W audycji poruszono temat alarmujących wyników badań przeprowadzonych na Florydzie. Administracja gubernatora Rona DeSantisa poinformowała, że spośród 46 przebadanych produktów cukierniczych aż 28 wykazało podwyższone stężenie arsenu.Jak podano na antenie:„Administracja gubernatora Florydy poinformowała, że przebadała słodycze i w większości z nich – 28 z 46 sprawdzonych produktów – wykazało podwyższone stężenie arsenu”.Badania przeprowadził stanowy Departament Zdrowia, a ich wyniki opublikowano w ramach programu Healthy Florida First. Władze ostrzegły, że długotrwałe spożywanie takich produktów może zwiększać ryzyko nowotworów, zwłaszcza u dzieci.Na antenie przytoczono fragment rozmowy ze stacji Fox News z pierwszą damą Florydy, Casey DeSantis, która mówiła:„Departament Zdrowia Stanu Floryda przebadał 46 produktów cukierniczych od 10 różnych firm i stwierdził, że 28 z nich zawiera podwyższony poziom arsenu.Są to produkty, po które nasze dzieci sięgają w sklepach spożywczych.Istnieje uzasadnione oczekiwanie, że nasze produkty spożywcze nie powinny zawierać toksycznych substancji”.Casey DeSantis podkreślała, że w niektórych przypadkach poziom arsenu był nawet:„30–40 razy wyższy niż w innych produktach spożywczych”.Zwracała uwagę, że problem nie dotyczy pojedynczego cukierka, lecz regularnego spożywania:„Nie chodzi o jeden kawałek, ale o regularne spożywanie dużych ilości.Jeśli dziecko zje więcej niż 96 cukierków Nerds, przekracza roczny bezpieczny limit arsenu”.W audycji przywołano także konkretne przykłady marek, takich jak Nerds, Twix czy Milky Way, których spożycie – zdaniem autorów badań – może szybko prowadzić do przekroczenia bezpiecznych norm.Pierwsza dama Florydy apelowała również o większą przejrzystość producentów:„Jeśli niektóre firmy potrafią produkować żywność bez dodatku arsenu, inne również powinny pójść w ich ślady.Chcemy niezależnych testów i współpracy między stanami”.Głos ekspertki z PolskiDrugą część audycji poświęcono rozmowie z dr Justyną Bylinowską z portalu dietetycy.org.pl, która wyjaśniała, skąd arsen bierze się w żywności.Jak podkreślała:„Słodycze nie są głównym ani pierwotnym źródłem arsenu.Najczęściej badanym produktem pod tym kątem w Polsce jest ryż”.Ekspertka tłumaczyła, że arsen pochodzi głównie z gleby i wody:„Ryż rośnie w zalanych wodą uprawach, w których rozpuszcza się arsen.Roślina pobiera go przez korzenie i później trafia on na nasze stoły”.Zwracała uwagę, że dzieci są szczególnie narażone:„Masa ciała dziecka jest niewielka, więc ta sama porcja oznacza większe stężenie.Dlatego u najmłodszych ryzyko jest wyższe”.Jednocześnie uspokajała:„Nie chciałabym od ryżu odwodzić konsumentów.W Polsce żywność jest regularnie badana i bezpieczna”.Wskazywała, że arsen może pojawiać się także w czekoladzie i produktach kakaowych:„Surowiec do masowej produkcji musi być tani.Często bierze się niższej jakości kakao, które może zawierać więcej zanieczyszczeń”.Skutki zdrowotne i profilaktykaDr Bylinowska wyjaśniała, że groźne jest przede wszystkim długotrwałe narażenie:„To substancja genotoksyczna.Może powodować nowotwory, choroby układu krążenia, zmiany skórne, a u dzieci – spowolnienie rozwoju”.Podkreślała znaczenie urozmaiconej diety:„Im bardziej zróżnicowana dieta, tym mniejsze ryzyko zatrucia metalami ciężkimi”.Zwróciła też uwagę na inne zagrożenia, m.in. rtęć w dużych rybach:„Szczególnie uważać trzeba na duże tuńczyki czy stare osobniki ryb”.Ekspertka przypomniała również o roli instytucji kontrolnych, takich jak Główny Inspektorat Sanitarny:„Produkty są weryfikowane.Jeśli normy są przekroczone, pojawiają się alerty i ostrzeżenia”.Na zakończenie rozmowy podsumowała:„Uratuje nas zrównoważona, urozmaicona dieta, oparta na warzywach, owocach i różnych producentach”.

Radio Wnet
Radosław Pyffel, ekspert Instytutu Sobieskiego i specjalista od Dalekiego Wschodu, zwraca uwagę, że w cieniu codziennych sporów politycznych Unia Europejska przeprowadza właśnie największą ofensywę handlową od lat. To są dwie wielkie umowy: z

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 30, 2026 12:12


Radosław Pyffel, ekspert Instytutu Sobieskiego i specjalista od Dalekiego Wschodu, zwraca uwagę, że w cieniu codziennych sporów politycznych Unia Europejska przeprowadza właśnie największą ofensywę handlową od lat.To są dwie wielkie umowy: z Mercosurem i z Indiami. Jedna z Ameryką Łacińską, druga z najludniejszym krajem świata i jednym z najszybciej rosnących rynków. To są rzeczy, które realnie zmieniają układ sił– mówi Pyffel.Jego zdaniem Polska nie dostrzega skali tych zmian.Mam wrażenie, że Polacy w tym nie uczestniczą, nie zauważają tych wielkich procesów, które już się zaczęły

Radio Wnet
Bosak o umowie UE–Indie i SAFE: „Nikt nic nie wie. To nie jest normalne”

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 28, 2026 20:02


Bosak krytykuje sposób negocjowania umów handlowych UE i brak informacji o funduszach SAFE: Nie wiemy, dla kogo i na co – mówi w Radiu Wnet. Wskazuje też na koszt sporu o ambasadorów.Wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak odniósł się w rozmowie w Radiu Wnet do wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który wskazał go jako polityka, z którym można rozmawiać o ewentualnej współpracy. Bosak studzi jednak emocje i podkreśla, że dziś nie ma do tego żadnych realnych podstaw.Jesteśmy w połowie kadencji i partie opozycji rywalizują ze sobą o wyborców. Niech nam żadne rozważania koalicyjne nie zakrywają tej perspektywy, ponieważ w tej chwili żadne rozmowy koalicyjne nie toczą się i toczyć się nie będą, bo nie ma do tego kontekstu konstytucyjnego czy demokratycznego. Większość rządząca jest dość stabilna i co będzie za dwa lata, tego nie wie nikt– mówi Krzysztof Bosak.W jego ocenie pochwała pod jego adresem jest elementem gry politycznej i próbą „zrównoważenia” krytyki wymierzonej w Konfederację.Ta wypowiedź jest elementem rywalizacji z nami. Dobre słowo pod moim adresem było po to, żeby zrównoważyć ogólną krytykę Konfederacji. Problem jest taki, że w publicznych wypowiedziach prezes PiS przypisuje Konfederacji program, którego Konfederacja nie ma. Buduje stereotyp partii groźnej, nieodpowiedzialnej i skrajnie liberalnej — to jest literalnie nieprawda– podkreśla.Bosak przekonuje, że Konfederacja ma zaplecze polityków o konserwatywnych poglądach, a różnice programowe z PiS są rzeczywiste, ale nie takie, jak je przedstawiają przeciwnicy.Konfederacja jest pełna dobrych ludzi, polskich patriotów o poglądach konserwatywnych z bardziej wolnościowym akcentem lub bardziej narodowych. W większości spraw dotyczących Polski mieliśmy rację wtedy, kiedy PiS popełniał bardzo poważne błędy rządząc. My byliśmy ignorowani jako konstruktywna opozycja, a do dziś z tego, co mamy do powiedzenia, nie zechcieli wyciągnąć wniosków– zaznacza.Jednocześnie ostrzega, że jego zdaniem samodzielna większość PiS jest mało prawdopodobna, a ewentualny wpływ Konfederacji na większość sejmową będzie oznaczał inne podejście do personaliów.Moim zdaniem samodzielna większość dla PiS już nie będzie. Jeżeli będziemy mieć wpływ na większość w Sejmie, na pewno nie pozwolimy, żeby ludzie odpowiedzialni za różne patologie wrócili na te stanowiska i drugi raz robili te same numery– mówi.Umowa UE–Indie i logika „ucieczki do przodu”Bosak komentuje też zapowiedzi dużej umowy handlowej UE–Indie. Jego zdaniem Unia próbuje odzyskać konkurencyjność przez kolejne porozumienia handlowe, ale nie jest jasne, czy takie podejście zadziała.Unia Europejska, ze względu na utracenie konkurencyjności, próbuje przywracać sobie witalność gospodarczą, zawierając kolejne umowy handlowe. To próba ucieczki do przodu, charakterystyczna dla elit państw zachodnich o wielopokoleniowej tradycji handlowej. Czy to wyjdzie, czy nie wyjdzie, to inna sprawa — to myślenie doktrynalne, a nie stricte ekonomiczne oparte na analizie przepływów handlowych– ocenia.Zwraca uwagę, że Polska ma w tych procesach ograniczony wpływ, a negocjacje w praktyce toczą się poza społeczną kontrolą.W wyniku zrzeczenia się suwerenności w sprawach handlowych państwa członkowskie często nie wiedzą, co dokładnie Komisja Europejska negocjuje. My nie wiemy dokładnie, co zostało wynegocjowane. Wiemy tylko o niektórych wyłączeniach. Państwa takie jak Brazylia czy Indie prowadzą nacjonalistyczną politykę gospodarczą, ochronę swojego rynku, a w Europie stało się to tematem tabu– podkreśla.SAFE: „Nikt nic nie wie. To nie jest normalne”W rozmowie pada też wątek programu SAFE i wielkich kwot, które mają trafić na zbrojenia. Bosak twierdzi, że kluczowy problem to brak jawnej informacji o projektach, beneficjentach i celach.Sytuacja jest trochę typu „nikt nic nie wie”. Nie jest jawne, ani nawet nie jest przedmiotem szerszej wiedzy kuluarowej, jaka jest treść wniosku złożonego przez ministra obrony do Komisji Europejskiej. Wiemy, że zatwierdzono transfery na wielkie kwoty, ale nie wiemy dla kogo. Nie wiemy, jaka jest lista firm, priorytetów, ani alokacja środków– mówi.Jako przykład wskazuje doświadczenia z KPO i ryzyko, że projekty mogą rozbić się o zdolności wdrożeniowe i terminy.Zwracam uwagę, że rząd ogłaszał KPO jako ogromny sukces, a potem wycofywał się z pewnych elementów, bo realizacja nie mieściła się w terminach Komisji Europejskiej. Gotowość techniczna do absorpcji środków ma znaczenie. W tej chwili mówiąc uczciwie: nikt nic nie wie — i to nie jest normalne– zaznacza.Dodaje, że w innych państwach da się to komunikować bardziej przejrzyście.W Rumunii ogłoszono publicznie tabelę z projektami, kwotami i celami. Można to zrobić bez ujawniania tajemnic. Nie wiem, dlaczego rząd robi wokół tego aurę tajemnicy. Być może mają coś do ukrycia — na przykład niewielki udział firm polskich– podkreśla.Spór o ankietę bezpieczeństwa CzarzastegoBosak odniósł się także do wezwań, by marszałek Włodzimierz Czarzasty wypełnił ankietę bezpieczeństwa. Zwraca uwagę, że formalnie nie ma takiego obowiązku, a sama procedura jest dla polityków bardzo obciążająca.Wedle mojej wiedzy zgodnie z prawem nie ma takiego obowiązku. To jest procedura dla tych członków komisji ds. służb specjalnych, którzy chcą mieć dostęp do „ściśle tajne”. Ankiety są bardzo inwazyjne, szczegółowe, wymagają spowiadania się z całego życia, kontaktów i operacji finansowych. Poseł, który naprawdę tego nie potrzebuje, raczej tego nie zrobi– mówi.Rząd–prezydent i ambasadorowie: „To osłabia pozycję Polski”Wątek na koniec dotyczył napięć między rządem a Pałacem Prezydenckim i problemu nominacji ambasadorskich. Bosak ocenia, że brak porozumienia szkodzi państwu.Dobrze, że doszło do paru spotkań. Potrzebujemy elementarnej drożności komunikacji i minimalnych kompromisów umożliwiających prowadzenie wspólnej polityki poza granicami. Brak nominacji ambasadorskich osłabia pozycję Polski i to nie jest tak, że tylko jedna strona ponosi winę — obciąża obie strony– podkreśla.Wskazuje też, że inni partnerzy mogą odbierać takie sytuacje jako obniżenie rangi relacji.W wielu państwach konflikt wcale nie musi być rozumiany. Wysyłanie wyłącznie chargé d'affaires bywa odbierane jako dyshonor i obniżenie rangi stosunków. Nie musi nikogo interesować, że w Polsce mamy spór polityczny — ich to po prostu zwyczajnie nie interesuje. Zaczynają podejrzewać, że to jest celowa robota– zaznacza.

Radio Wnet
„Prezent na Sylwestra”. W Agorze rośnie strach przed kolejną falą zwolnień

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 23, 2026 11:23


 Zwolnienia grupowe w spółkach zależnych Agory wracają i tym razem mają objąć do 166 osób. W studiu Radia Wnet Aleksandra Szyłło, reporterka „Gazety Wyborczej” i przewodnicząca „Solidarności” w firmie, opowiada o tym, co usłyszeli od zarządu, jak wygląda realna pozycja związku w rozmowach z pracodawcą i dlaczego – obok warunków odejść – równie ważne jest dziś zabezpieczenie tych, którzy w Agorze zostaną.Już na początku rozmowy Szyłło zaznacza, że jej obecność w studio ma dla niej wymiar osobisty – wraca do wspomnień z dzieciństwa i słuchania radia z ojcem.Jak byłam w szkole podstawowej, mam takie wspomnienie, że jeździłam gdzieś tam z ojcem samochodem i wtedy zawsze było radio i Ppan. (…) To było takie moje pierwsze wejście w ogóle w świat taki, że istnieje jakieś dziennikarstwo, jakaś duża polityka. To, że dzisiaj tutaj jestem, to szczególnie dla mnie jest przyjemne– wspomina. Szyłło mówi wprost: zwolnienia mają być szerokie i dotkną nie tylko dziennikarzy. Wśród osób zagrożonych są także pracownicy wsparcia redakcji i sprzedaży.Zwolnienia grupowe mają objąć do 166 osób. To oczywiście nie tylko dziennikarze. Są to również pracownicy wsparcia, redakcji, handlowcy i pewnie jeszcze jakieś inne profesje– mówi. Pytanie „dlaczego?” – według Szyłło – ma w odpowiedzi prosty komunikat zarządu: słabsza kondycja finansowa. Zarazem podkreśla, że związek dowiedział się o planach w sposób, który pracownicy odebrali jak policzek.Dlaczego? No dlatego, że w naszej firmie nie dzieje się dobrze, czyli nie mamy dobrych wyników finansowych. Takie jest przynajmniej tłumaczenie zarządu. (…) Od 30 grudnia dostaliśmy taki prezent na Sylwestra, czyli informacje o zwolnieniach grupowych– komentuje. Jej rola – jako przewodniczącej „Solidarności” w firmie – to przede wszystkim wynegocjowanie możliwie najlepszych warunków dla odchodzących, przy świadomości, że w starciu z pracodawcą związek jest z definicji słabszy.Moją rolą jest maksymalna ochrona pracowników. Jak wiadomo w starciu Związku Zawodowego z pracodawcą, Związek Zawodowy nie jest na silniejszej pozycji– zaznacza. Negocjacje i „układ zbiorowy” dla tych, którzy zostanąSzyłło relacjonuje, że związek negocjował, korzystając ze wsparcia doświadczonych działaczy i prawnika. Zwraca uwagę na specyfikę organizacyjną – „Solidarność” w Agorze działa w regionie poznańskim.Ważne jest dla niej jednak nie tylko domknięcie procesu zwolnień, ale zabezpieczenie przyszłości pracowników, którzy pozostaną w firmie. Z tego powodu związek wchodzi w formalny tryb prac nad układem zbiorowym.Zamierzamy zadbać również o tych, którzy zostaną w firmie i z tego powodu weszliśmy na ścieżkę formalną, która nazywa się zbiorowym układem pracy. Będziemy próbowali go wynegocjować (…) z zarządami pięciu spółek agorowych, po to, żeby wypracować lepsze warunki dla tych, którzy w firmie zostaną– wyjaśnia. W rozmowie wybrzmiewa też emocjonalny wymiar restrukturyzacji: strach o stabilność pracy i o to, czy to nie jest tylko kolejny etap większego procesu. Szyłło mówi, że to nie pierwsze zwolnienia grupowe – i właśnie dlatego napięcie w firmie jest tak duże.To zdecydowanie nie są pierwsze, są to kolejne i dlatego też jest ta wielka obawa wśród osób, które zostaną, że zostają do kolejnych zwolnień grupowych– komentuje. Uzasadnia, że pracownicy potrzebują dziś nie tylko „sensu pracy”, ale przede wszystkim poczucia finansowego bezpieczeństwa. Używa przy tym charakterystycznego, osobistego języka.Ja jestem przede wszystkim może matką Polką i uważam, że przede wszystkim chodzi się do pracy po to, żeby zarobić na godne życie. Przede wszystkim jednak chodzimy do pracy po to, żeby zarabiać, utrzymywać siebie, nasze rodziny i mieć jakąś perspektywę finansową– wskazuje./fa

Radio Wnet
„To było jak oblężenie”. Kulisy wejścia do KRS

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 23, 2026 10:41


 Wejście policji i prokuratury do siedziby Krajowa Rada Sądownictwa wywołało polityczną i prawną burzę. W rozmowie w Radiu Wnet przewodnicząca Rady Dagmara Pawełczyk-Woicka relacjonuje kulisy zdarzeń, które – jej zdaniem – pokazują narastający chaos w polskim systemie prawnym.Na początku rozmowy opisuje samą skalę działań służb. Jak mówi, tego dnia poruszała się po budynku bez przerwy, próbując reagować na rozwój sytuacji.„Przebiegłam chyba 20 kilometrów po budynku, ale już doszłam do siebie.”Wejście do KRS i nagrywanie czynnościPytana o sens i podstawy prawne działań, Pawełczyk-Woicka wskazuje na wątpliwości związane z nagrywaniem czynności przez posłów obecnych na miejscu oraz z bardzo szerokim zakresem zabezpieczonych materiałów.„Zabrano bardzo dużo akt postępowań oraz zabrano przy okazji inne materiały, o których nie chcę teraz mówić, ale które zabrane być nie powinny. Postanowienie było bardzo ogólne i w ogóle nie miało związku z tym śledztwem.”Jej zdaniem doszło do sytuacji, w której działania procesowe mogły utrudniać postępowanie zamiast je zabezpieczać, a jednocześnie naruszać interes publiczny.Spór o rzeczników dyscyplinarnychW rozmowie wraca wątek konfliktu prawnego wokół rzeczników dyscyplinarnych sędziów. Pawełczyk-Woicka podkreśla, że minister sprawiedliwości – w jej ocenie – nie ma ustawowych kompetencji do ich odwołania przed końcem kadencji.„Minister sprawiedliwości nie ma w ustawie takiej kompetencji do odwołania rzecznika przed upływem kadencji i stąd powstał konflikt prawny. Sąd Najwyższy konsekwentnie uznaje starych rzeczników, a nie uznaje nowych.”Dodaje, że KRS nie jest organem właściwym do rozstrzygania takich sporów, ale tym bardziej nie powinna być nim prokuratura ani sam minister, który – jak mówi – „chce być sędzią we własnej sprawie”.Ograniczona wolność i „niekomfortowa” sytuacjaJednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest opis realnych ograniczeń, z jakimi – według przewodniczącej – mierzyli się członkowie Rady w trakcie działań służb.„Nie mogłam wychodzić z budynku po drugiej stronie, nie mogłam odbyć konferencji prasowej, nie mogłam wpuszczać osób, które chciałam wpuszczać do budynku, w tym posłów.”Pawełczyk-Woicka mówi wprost o poczuciu upokorzenia.„Czułam się trochę poniżona tą całą sytuacją, jakbym była jakimś bandytą, którego trzeba otoczyć policją i zrobić mu przeszukanie.”Zwraca też uwagę na skalę zaangażowanych sił.„Cały budynek był otoczony policją, około stu policjantów. Proszę sobie wyobrazić, gdyby oni byli na ulicach Warszawy – sytuacja dla mieszkańców byłaby lepsza.”„Chaos prawny się poszerza”W szerszym kontekście przewodnicząca KRS ocenia, że zdarzenia te są elementem większego problemu.„W naszym państwie panuje chaos prawny. Ludzie jeszcze tego na co dzień nie dostrzegają, ale to się naprawdę poszerza.”Jako przykład podaje głośne orzeczenia, które – jej zdaniem – podważają stabilność prawa i rodzą niepewność co do skutków prawomocnych wyroków.Co dalej?Na zakończenie rozmowy Pawełczyk-Woicka zapowiada dalsze kroki prawne: zażalenia na czynności, możliwe zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw oraz działania podejmowane przez prezydium KRS i rzeczników dyscyplinarnych.„Będziemy składać zażalenia. Podejmiemy inne czynności. Tylko co to da, skoro nasze wcześniejsze zażalenie z 2024 roku do dziś nie zostało rozpoznane.”

Radio Wnet
Doomsday nad Arktyką. Ekspert OSW: Grenlandia wchodzi do gry o globalne bezpieczeństwo

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 16, 2026 40:17


 Grenlandia stała się znowu gorącym tematem, gdy Donald Trump zaczął publicznie mówić o „przejęciu kontroli” nad wyspą. W Europie wywołało to nerwowe reakcje: deklaracje wsparcia dla Danii, symboliczne wizyty wojskowych planistów i dyskusję o Arktyce jako nowym polu rywalizacji. W tle jest też wojna Rosji przeciw Ukrainie i rosnąca aktywność Rosji oraz Chin w regionie. Piotr Szymański z Ośrodka Studiów Wschodnich studzi jednak część sensacyjnych narracji – i pokazuje, gdzie kończą się mity, a zaczyna realna geopolityka.Grenlandia: na mapie „wielka”, na globusie „mała” – i w obu wersjach strategicznaSzymański zaczyna od prostego sporu: mapa kontra globus. Zwraca uwagę, że na popularnej mapie Mercatora Grenlandia wydaje się ogromna, co „może być przez to wyolbrzymione”, ale dopiero globus pokazuje jej realne położenie: brama do Arktyki i północnego Atlantyku.Jednocześnie podkreśla, że znaczenie Grenlandii to nie tylko wojskowość i surowce.Grenlandia ma globalne znaczenie dla każdego z nas w sensie zmian klimatycznych– mówi, przypominając, że większość wyspy pokrywa lądolód i to właśnie jego topnienie jest jednym z głównych motorów wzrostu poziomu oceanów.W rozmowie wybrzmiewa kluczowa cezura: pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę. To – według Szymańskiego – zmienia podejście do Arktyki, bo obok tematów środowiskowych wracają wątki „militaryzacji regionu przez Rosję” i rosnącego zainteresowania Chin.Ekspert porządkuje jednak proporcje. Owszem, Chiny od lat mówią o sobie jako o „państwie okołoarktycznym”, są obserwatorem w Radzie Arktycznej i współpracują z Rosją przy żegludze i LNG. Ale w odniesieniu do samej Grenlandii Szymański jest kategoryczny: „Nie jest tak, że jest duża obecność Chin na wyspie. Wszystkie projekty górnicze chińskie upadły”, podobnie jak pomysły badawcze i infrastrukturalne. Przypomina też, że w 2018 r. chińską firmę usunięto z przetargu na rozbudowę lotnisk „pod wpływem presji amerykańskiej”.„Szlak arktyczny” jako mit: koszty, ryzyko i brak „rynków po drodze”Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest polemika z popularną tezą, że Arktyka stanie się wkrótce nowym Kanałem Sueskim. Szymański tłumaczy, że dziś to szlak trudny, drogi i ryzykowny: potrzebna jest asysta lodołamaczy, ubezpieczenia są kosztowne, wymagany jest wzmocniony kadłub i wyspecjalizowana załoga.I dodaje argument, który przebija się słabiej w publicznej debacie: w Arktyce nie ma „opłacalnego kabotażu”. W praktyce statek płynie „wzdłuż rosyjskich pustkowi albo grenlandzkich pustkowi”, bez dużych rynków po drodze – w przeciwieństwie do tras przez Malakkę czy Suez. W przypadku kanadyjskiego Przejścia Północno-Zachodniego, biegnącego na zachód od Grenlandii, mówi wprost: mówimy o „kilku jednostkach rocznie”.Gdy prowadzący Krzysztof Skowroński kieruje rozmowę na metale ziem rzadkich i „miliarderów”, Szymański schładza emocje: na Grenlandii działają dwie kopalnie, a duże projekty blokują warunki i opłacalność. Przypomina też, że wyspa ograniczyła nowe licencje na offshore ropę i gaz.Wspomina przy tym o „surowcowym optymizmie” po 2009 roku, gdy Grenlandia zyskała poszerzoną autonomię i prawo do samostanowienia. Wtedy liczono na skok gospodarczy i uniezależnienie od Danii, ale – jak podsumowuje – „nic z tego na razie się nie spełniło”.Dlaczego Trump „nie musi kupować” Grenlandii, żeby tam działaćEkspert OSW wskazuje paradoks: jeśli USA rzeczywiście chodzi o wzmocnienie pozycji wojskowej, to już dziś mają narzędzia prawne i polityczne, by to zrobić.Dlaczego nie skorzystają z możliwości, które stwarzają im umowy zawarte z Danią– pyta, przypominając porozumienia z 1951 r. i 2004 r. dotyczące dostępu militarnego.Szymański przypomina też skalę historyczną: w szczycie zimnej wojny na wyspie było ok. 10 tys. amerykańskich żołnierzy, dziś „250 żołnierzy w stacji radarowej w bazie sił kosmicznych w Pitufik”. I wyjaśnia, czym jest Pituffik: „część systemu wczesnego ostrzegania Stanów Zjednoczonych” przed atakiem rakietowym – element większej architektury obrony.Wątek najbardziej polityczny to sugestia prowadzącego, że Trump może chcieć Grenlandii, bo „NATO nie będzie”. Szymański nazywa to „doomsday scenario”, ale zaraz dodaje argumenty, dlaczego taki finał nie jest logiczny z perspektywy Waszyngtonu.To jest w doomsday scenario, natomiast ja bym jednak zwrócił uwagę na to, że Stany Zjednoczone i Donald Trump osobiście sporo swojego kapitału politycznego zainwestowały w NATO w ubiegłym roku, który nie był zły dla sojuszu, bo przyszliśmy od dyskusji na początku tej drugiej kadencji Trumpa, co dalej z NATO, czy NATO przetrwa Trumpa 2.0, do szczytu sojuszu w Hadze, który uchwalił bezprecedensowy wzrost wydatków obronnych.– podkreśla.Najbardziej wyraziste zdanie o nastrojach społecznych pada pod koniec: mieszkańcy Nuuk „mają zdecydowanie dosyć obecnej sytuacji” i są „zmęczeni psychologicznie” przez niepewność i powracający temat w amerykańskiej polityce. Pada też obserwacja o „desancie dziennikarzy z całego świata” – do tego stopnia, że w stolicy „powstają kafejki dla dziennikarzy”.Szymański tłumaczy też, dlaczego retoryka „kupna wyspy” działa jak politologiczny granat: na Grenlandii odbiera się ją jako „dyskurs neokolonialny”, próbę mówienia o społeczeństwie jak o przedmiocie transakcji. I dodaje diagnozę: USA miały wśród Grenlandczyków spory „kapitał” i nadzieję na inwestycje, ale taką narracją „zraziły do siebie grenlandzkie społeczeństwo, które organizuje protesty”./fa

Radio Wnet
Polska – mimo wzrostu PKB – zmierza ku kryzysowi finansów publicznych

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 15, 2026 24:30


– To droga na ścianę – mówi w Radiu Wnet prof. Elżbieta Chojna-Duch o sprawie zadłużenia Europy i rosnącego deficytu budżetowego w Polsce. Dodaje, że wzrost PKB nie wystarczy.Europa znajduje się w stanie permanentnego zadłużenia, a Polska – mimo solidnego wzrostu gospodarczego – coraz szybciej zbliża się do niebezpiecznego progu kryzysu finansów publicznych – ocenia Elżbieta Chojna-Duch, profesor prawa finansowego.Jej zdaniem szczególnie trudna sytuacja dotyczy strefy euro oraz Wielkiej Brytanii, ale Polska zaczyna podążać tą samą ścieżką poprzez wysoki, utrwalony deficyt budżetowy.Europa jako taka – zwłaszcza strefa euro, ale także Wielka Brytania – znajduje się w stanie permanentnego długu. Polska powoli dołącza do tej grupy poprzez rosnący deficyt budżetowy.– mówi prof. Chojna-Duch.Wzrost PKB nie chroni przed kryzysemJak podkreśla ekonomistka, paradoks polskiej gospodarki polega na tym, że wysoki wzrost PKB nie przekłada się na stabilność finansów publicznych.W trzecim kwartale mieliśmy wzrost PKB na poziomie 3,8 procent, co jest wynikiem bardzo dobrym. A jednocześnie mamy ogromny deficyt budżetowy, który prowadzi do szybkiego narastania długu.– zaznacza.Zwraca uwagę, że wzrost inwestycji – sięgający ponad 7 proc. – jest w dużej mierze zasługą sektora prywatnego.To przedsiębiorstwa prywatne, mimo niesprzyjających regulacji i biurokracji, generują przychody i płacą podatki. Tymczasem deficyt budżetowy rośnie do poziomu około 7 procent PKB, choć nie powinien przekraczać 3 procent.– mówi profesor.„Debt emergency” w EuropieZdaniem Chojnej-Duch Europa znalazła się już w stanie tzw. „debt emergency”, czyli sytuacji kryzysowego zadłużenia.Kraje takie jak Francja czy Wielka Brytania przekroczyły poziom 100 procent długu w relacji do PKB. Naszym osiągnięciem było niskie zadłużenie, a dziś szybko zbliżamy się do tego samego poziomu.– ocenia.Jej zdaniem istnieje realne ryzyko naruszenia konstytucyjnych limitów zadłużenia w Polsce już w 2026 roku.Projekt budżetu stwarza zagrożenie nie tylko dla stabilności finansów publicznych, ale także dla inflacji i całej gospodarki.– podkreśla.Uwspólnotowienie długu i „doktryna odsetek”Profesor Chojna-Duch krytycznie odnosi się do kierunku polityki fiskalnej Unii Europejskiej, zwłaszcza do idei uwspólnotowienia długu.To dążenie do wejścia w europejski mechanizm zadłużenia realizowany przez Komisję Europejską. Obowiązuje doktryna, zgodnie z którą spłaca się wyłącznie odsetki, a nie kapitał.– mówi.Przypomina, że dług zaciągnięty w ramach programu Next Generation EU przekracza 800 mld euro i będzie spłacany do 2058 roku.To obciążenie kolejnych rządów i pokoleń, a jednocześnie dług, który nie doprowadził do realnego odbudowania europejskiej gospodarki.– zaznacza.Reforma samorządowa i rosnący deficytJednym z głównych źródeł problemów budżetowych w Polsce – zdaniem profesor – jest tzw. reforma samorządowa.Przesunięto około 100 miliardów złotych rocznie dochodów z budżetu państwa na szczebel samorządowy bez przekazania równoległych zadań. To nie jest zgodne z konstytucją.– ocenia.Jak dodaje, środki trafiły głównie do dużych miast, co dodatkowo pogłębia nierównowagę finansową.Ta reforma będzie pogłębiała deficyt i dług publiczny. Powinniśmy się z niej wycofać.– mówi Chojna-Duch.Energia, transformacja i „droga na ścianę”Profesor ostrzega również przed skutkami kosztownej transformacji energetycznej i systemów takich jak ETS.Transformacja energetyczna generuje koszty liczone w bilionach euro. Państwa są po prostu niewydolne finansowo.– podkreśla.Jej zdaniem rok 2026 może być momentem przełomowym.Jeżeli ta polityka będzie kontynuowana, to jest to droga na ścianę. Ostatni moment, by ją zatrzymać.– ocenia.Mercosur i zagrożenie dla rolnictwaChojna-Duch krytycznie odnosi się także do umowy Mercosur, którą postrzega jako zagrożenie dla europejskiego, a zwłaszcza polskiego rolnictwa.Mercosur oznacza ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego. Polska jest krajem rolniczym, a nasze bezpieczeństwo zależy od rodzimych producentów.– mówi.Zwraca uwagę, że do Europy trafiają produkty niespełniające unijnych norm, a umowa została sztucznie podzielona na część polityczną i handlową.To wprowadza opinię publiczną w błąd.– dodaje.„Europa traci swoją moc”Na zakończenie profesor Chojna-Duch kreśli pesymistyczną diagnozę przyszłości Unii Europejskiej.Europa traci swoją siłę gospodarczą. Żyjemy w iluzji, a uwspólnotowiony dług europejski nie będzie nam sprzyjał.– podsumowuje.Jej zdaniem konieczna jest gruntowna rewizja unijnej polityki gospodarczej.Nie można iść na ścianę. Ta polityka musi zostać zmieniona.– zaznacza.

Radio Wnet
„Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów”

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 13, 2026 26:03


Od farsy z internetowym głosowaniem po ostrą diagnozę państwa: Miłosz Lodowski w Radiu Wnet mówi o „domykaniu” wolności słowa i o tym, że 2026 ma być rokiem przełomów.Awaria w Polsce 2050 i „ostrzeżenie” przed e-głosowaniemInternetowe wybory władz Polski 2050, które utknęły na etapie drugiej tury, wywołały falę komentarzy. Miłosz Lodowski, dziennikarz i twórca kanału „Chłodnym Okiem”, ocenia, że cała sytuacja jest w pewnym sensie symboliczna – i może mieć jeden praktyczny skutek.Jedna rzecz, która się udała w czasie tych wyborów, to chyba przestrzec Polaków przed elektronicznymi formami głosowania w czymkolwiek– mówi Miłosz Lodowski.Zwraca uwagę, że w sieci pojawiały się głosy sugerujące podatność tego typu procesów na działania techniczne i próby ingerencji.Byli tacy, którzy pokazywali rozmaite dowody, jakoby ta druga runda głosowania przypominała troszeczkę głosowania w Stanach Zjednoczonych – z możliwością technicznego podpięcia i wykorzystania– dodaje.„Trampolina” i centrum, które jest lewicąLodowski idzie dalej w ocenie samej formacji. Jego zdaniem Polska 2050 od początku miała pełnić określoną rolę polityczną.Ta formacja powstała jako pewnego rodzaju trampolina, która miała pozwolić panu Tuskowi przejąć władzę– ocenia.W tym kontekście krytycznie opisuje też ideowy profil ugrupowania, wskazując, że to, co bywa prezentowane jako nowoczesne centrum, ma – w jego opinii – źródła gdzie indziej.To chyba jednak lewica, a nie centrum. (…) Raczej taki lekki rosołek z amerykańskich kampusów– mówi.„Dwa lata gigantycznych ryzyk” i cena dla gospodarkiChoć awaria wyborów może wydawać się zabawna, Lodowski przekonuje, że problem jest poważniejszy: udział tej formacji w układzie władzy i ostatnie dwa lata – w jego ocenie – przyniosły ryzyka, których skutki będą długie.Przez udział tej formacji mamy zafundowane dwa lata gigantycznych ryzyk, które całą gospodarkę sprowadziły do stanu, z którego ciężko ją będzie wyciągnąć– podkreśla.Demografia i młodzi: „może nas być poniżej 16 milionów”Jednym z głównych wątków, które podnosi Lodowski, jest kryzys demograficzny i pogarszająca się sytuacja młodych na rynku pracy.Jesteśmy jeszcze niżej w przewidywaniach na 2100 rok niż w najczarniejszych scenariuszach i może nas być poniżej 16 milionów ludzi– mówi.Wskazuje też na rosnące bezrobocie wśród młodych i brak stabilności, która sprzyjałaby zakładaniu rodzin.Bezrobocie wśród młodych w ciągu ostatnich dwóch lat gigantycznie wzrasta. (…) Zachęta do tego, żeby zakładali rodziny, jest żadna– dodaje.Energia i „szpagat” państwaW jego diagnozie kluczowe są także decyzje energetyczne. Lodowski uważa, że Polska nie ma dziś warunków do modernizacji gospodarki w stronę „czwartej rewolucji przemysłowej”, bo brakuje stabilnych mocy.To wymaga tak gigantycznych porcji energii, że bez atomu i bez energetyki węglowej – do tego czasu – tego nie jesteśmy w stanie zrobić– podkreśla.Sytuację opisuje obrazowo.Jesteśmy rozpięci na dwóch odjeżdżających ciężarówkach w dwóch przeciwnych kierunkach i już robimy szpagat– mówi.Weto prezydenta i spór o wolność słowaLodowski odnosi się też do sporu wokół ustawy implementującej unijne regulacje dotyczące przestrzeni cyfrowej. Jego zdaniem weto prezydenta zatrzymało rozwiązania, które mogłyby mieć konsekwencje wykraczające poza walkę z patologiami w sieci.To nie jest tak, że to jest realna cenzura. To jest wyłączenie wszystkich kanałów, które dawały możliwość publikowania jakiejkolwiek niezależnej informacji– ocenia.W jego przekonaniu efekt mógłby być taki, że platformy – ze strachu przed karami – usuwałyby treści „ryzykowne”, a debata publiczna zostałaby wypłaszczona.Większość treści, która byłaby w jakikolwiek sposób ryzykowna, byłaby eliminowana. (…) Nie mielibyśmy kanału dystrybucji informacji– mówi.„Czas się skraca” – diagnoza na 2026 rokNa koniec Lodowski formułuje szerzej zakrojony wniosek: w jego ocenie Polska wchodzi w okres, w którym nie da się już „przeciągać lin” i liczyć, że problemy same się ułożą.Trzeba zacząć mówić prawdę wprost. (…) Czas się skraca– podkreśla.I zapowiada, że nadchodzące miesiące będą jego zdaniem wyraźnie bardziej intensywne niż dotychczas.Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów. Będzie jak u Hitchcocka: coraz mocniej– mówi Miłosz Lodowski.

Radio Wnet
Prof. Ryba: Unia Europejska zmierza na ścianę. To będzie główny temat wyborów

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 9, 2026 21:20


Podziały na prawicy, krytyka Unii Europejskiej i rola USA w NATO – prof. Mieczysław Ryba w Radiu Wnet analizuje kierunki polskiej polityki przed wyborami.Spory na prawicy: nie tylko personalnePodziały wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości oraz całej prawicy nie sprowadzają się wyłącznie do ambicji personalnych – ocenia politolog i historyk, prof. Mieczysław Ryba.„Nie jest tylko tak, że mamy do czynienia ze sporami czysto personalnymi czy ambicjonalnymi, ale również merytorycznymi i ideowymi.”– podkreśla profesor.Jak zauważa, PiS jako duża partia posiada różne skrzydła – od konserwatywno-narodowego po bardziej centrowe – co jest naturalne dla dużych ugrupowań i nie musi prowadzić do rozłamu.Kluczowe pytanie: jaki kierunek Unii Europejskiej?Jednym z fundamentalnych tematów, z którymi PiS i cała prawica będą musiały się zmierzyć, jest stosunek do Unii Europejskiej.„Partia musi się dookreślić co do kierunku Unii. Ten kierunek jest gigantycznie krytykowany przez siły konserwatywne w całej Europie.”– zaznacza Ryba.Profesor przypomina również o kontrowersjach wokół KPO i tzw. kamieni milowych.„Tam jest mnóstwo rzeczy, delikatnie mówiąc, dziwnych.”– dodaje.Mercosur i rosnący sceptycyzm PolakówZdaniem prof. Ryby, krytyczne nastawienie do polityki unijnej narasta także wśród wyborców.„Wystarczy spojrzeć na badania dotyczące umowy z Mercosur. Przytłaczająca większość Polaków się jej obawia.”– mówi.Jak podkreśla, decyzje Brukseli są „dopychane kolanem”, a obecny kurs Unii może prowadzić do poważnego kryzysu.„To jest kierunek na ścianę, na przepaść.”– ocenia.NATO i Stany ZjednoczoneW kontekście bezpieczeństwa profesor Ryba jednoznacznie wskazuje na kluczową rolę USA.„Jeżeli myślimy NATO, to myślimy przede wszystkim o Stanach Zjednoczonych. Bez USA NATO jest wydmuszką.”– podkreśla.Zwraca uwagę, że o ile w kwestii NATO różnice między PiS a Konfederacją Bosaka i Mentzena są niewielkie, to znaki zapytania pojawiają się przy środowisku Grzegorza Brauna.Europa Środkowa i rywalizacja mocarstwZdaniem prof. Ryby, kolejne wybory parlamentarne mogą stać się areną rywalizacji wpływów amerykańskich i unijnych.„Tak jak wybory w 2023 roku odbywały się pod dyktando nacisków Brukseli, tak wybory w 2027 roku mogą być starciem wpływów amerykańskich i unijnych.”– mówi.Profesor krytycznie ocenia przy tym politykę rządu wobec regionu.„Donald Tusk kompletnie zaniedbuje politykę środkowoeuropejską. Jest praktycznie nieobecny w formatach Trójmorza czy Trójkąta Wyszehradzkiego.”– dodaje.Strategia Tuska: „zjadanie ogona”Komentując działania obecnego rządu, Ryba używa obrazowego porównania.„To jest strategia zjadania ogona.”– stwierdza.Jak zauważa, choć Platforma Obywatelska nieznacznie rośnie w sondażach, cała koalicja rządząca słabnie.„Pytanie jest, czy tego paliwa wystarczy do 2027 roku. Jestem wobec tego bardzo sceptyczny.”– ocenia.Braun jako straszakProfesor Ryba uważa, że Donald Tusk próbuje wykorzystywać postać Grzegorza Brauna jako narzędzie polityczne.„Dla Donalda Tuska Grzegorz Braun pełni rolę ‘Putina' na polskiej scenie politycznej – w sensie propagandowym.”– mówi.Celem tej strategii ma być mobilizacja elektoratu proeuropejskiego poprzez straszenie „radykałami”.Co zdecyduje o przyszłych wyborach?Zdaniem prof. Ryby, programy socjalne nie będą już kluczowym tematem kampanii.„Te elementy zostały już zużyte jako motor debaty politycznej.”– ocenia.Na pierwszy plan wysuną się natomiast kwestie relacji międzynarodowych i gospodarczych.„Unia, Zielony Ład, ceny energii, Mercosur, bezpieczeństwo – to będą tematy, które realnie wpłyną na portfele i przyszłość Polaków.”– podsumowuje.

Radio Wnet
Anna Bryłka: Rząd nie wykorzystuje kluczowego momentu, Mercosur wciąż można zatrzymać

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Jan 2, 2026 12:53


 Choć wybory parlamentarne odbędą się dopiero w 2027 roku, jak podkreśla Anna Bryłka, polityczne konsekwencje wyborów prezydenckich już dziś wpływają na układ sił na prawicy. W rozmowie na antenie Radia Wnet europosłanka Konfederacji odniosła się do rosnącej popularności Grzegorza Brauna oraz do protestów rolników przeciwko umowie handlowej Unii Europejskiej z krajami Mercosur.Zdaniem Bryłki wynik Grzegorza Brauna w wyborach prezydenckich potwierdził istnienie realnego elektoratu tej formacji, a jego wzrost poparcia jest w dużej mierze konsekwencją działań obozu rządzącego.Wynik pana Grzegorza Brauna w wyborach prezydenckich pokazał, że ma wielu wyborców. Jego partia zyskuje na popularności również dlatego, że koalicja rządząca – a przede wszystkim Donald Tusk – czynią z niej męczenników– mówiła europosłanka. Jednocześnie zaznaczyła, że wyborów prezydenckich nie należy automatycznie przekładać na scenariusze parlamentarne.Wybory prezydenckie rządzą się inną dynamiką niż parlamentarne. Jak te sondaże będą wyglądały w 2027 roku, przekonamy się dopiero za półtora roku– podkreśliła.PiS przejmuje postulaty, ale traci wiarygodnośćW rozmowie pojawił się również wątek rywalizacji o elektorat prawicowy. Bryłka przyznała, że w warstwie retorycznej Prawo i Sprawiedliwość przejmuje dziś część postulatów Konfederacji oraz środowiska Grzegorza Brauna, ale – jej zdaniem – problemem pozostaje wiarygodność tej formacji.PiS przez wiele lat rządził i miał szansę blokować polityki, które dziś krytykuje. My te rozwiązania krytykowaliśmy, zgłaszaliśmy poprawki do ustaw, a PiS wszystko odrzucał– przypomniała.Jak zaznaczyła, to właśnie konsekwencja programowa Konfederacji pozwoliła jej utrzymać stabilną pozycję na scenie politycznej.Konfederacja nie tylko utrzymała się ponad progiem wyborczym, ale jest stabilną trzecią siłą, ponieważ od wielu lat nie zmienia swoich postulatów – czy to wobec Unii Europejskiej, Ukrainy, czy polityki klimatycznej– mówiła.Protesty rolników jako realny naciskDrugą część rozmowy zdominował temat protestów rolników i sprzeciwu wobec umowy UE–Mercosur. Bryłka podkreślała, że demonstracje nie są jedynie symbolicznym gestem.Polscy rolnicy solidaryzują się z rolnikami europejskimi, zwłaszcza we Francji. Protesty mają wywierać presję na rządy krajowe, aby próbować tę umowę blokować– wyjaśniała.Zwracała uwagę, że kluczowe znaczenie może mieć postawa Włoch.Wystarczyłoby, żeby Włochy wstrzymały się od głosu, a Komisja Europejska nie miałaby kwalifikowanej większości, czyli 15 państw reprezentujących 65 proc. populacji UE– tłumaczyła.Europosłanka krytykowała polski rząd za brak spójnej strategii i niewykorzystanie dostępnych instrumentów prawnych.Polska najbardziej straci na umowie z krajami Mercosur, dlatego rząd powinien wykorzystać wszystkie narzędzia, w tym złożyć skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie trybu ratyfikacji– mówiła.Wskazywała również na rozbieżności wewnątrz rządu.Ministerstwo Rolnictwa prezentuje swoje stanowisko, ale Ministerstwo Rozwoju i premier Tusk nie przedstawiają spójnej linii. Bez aktywności międzyresortowej nie da się zbudować mniejszości blokującej– oceniła.Jak zaznaczyła, czas na zatrzymanie umowy jeszcze nie minął.Piłka wciąż jest w grze. Jest czas na budowanie mniejszości blokującej i przekonywanie innych państw członkowskich – ale do tego potrzebna jest realna determinacja– podsumowała./fa

Radio Wnet
„Kotłowanina” na prawicy. PiS się przegrupowuje, Braun zabiera Konfederacji poparcie

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 23, 2025 15:27


Michał Karnowski mówi o „kotłowaninie” na prawicy: PiS ma się przegrupować, a rozłam nie jest dziś przesądzony. Zauważa też, że Grzegorz Braun już „zabiera połowę” Konfederacji.W rozmowie na antenie Radia Wnet Michał Karnowski mówił o obecnym stanie Prawa i Sprawiedliwości jako o naturalnym, choć trudnym etapie po latach mobilizacji „w trybie oblężenia”. Jego zdaniem napięcia, które dziś wychodzą na powierzchnię, są wyraźnie silniejsze niż dawniej, ale nie muszą oznaczać rozpadu. W tle — rosnący fenomen Grzegorza Brauna i poważny problem Konfederacji, która według Karnowskiego może płacić cenę za brak wewnętrznej rozmowy.PiS po latach „zamkniętej dyskusji”: emocje wyszły na wierzchKarnowski ocenia, że po ośmiu latach rządzenia PiS funkcjonował w logice jedności i obrony — „nie rozmawiajmy, musimy być razem”. Później doszła przegrana wyborów i, jak mówi, „zamach na funkcjonowanie” opozycji. To — w jego ujęciu — także cementowało partię. Dziś jednak, gdy do wyborów parlamentarnych pozostały dwa lata, a wybory prezydenckie są już za nimi, pojawił się moment na rozliczenia, ocenę i przegrupowanie.Jan Rokita (…) nazwał [to] okresem kotłowaniny. Ja się z nim zgadzam. Przez coś takiego każda formacja musi przejść– mówi.W tej „kotłowaninie” — dodaje Karnowski — nie chodzi wyłącznie o PiS. Zwraca uwagę, że problem ma także Konfederacja, a przecież to ona przez lata budowała swój polityczny projekt.Skupiamy się na Prawie i Sprawiedliwości, a jakiś problem ma Konfederacja. (…) Nagle wyskakuje Grzegorz Braun, im zabiera połowę– zaznacza.Czy grozi rozłam? Karnowski: „dzisiaj tego nie widzę”Prowadzący pyta o możliwość podziału PiS i scenariusz partii Mateusza Morawieckiego. Karnowski odpowiada wprost: wyjście i budowanie osobnej formacji byłoby nieracjonalne. Przyznaje jednak, że emocje są „o kilka stopni” wyższe niż standardowe spory w PiS i że sytuacja teoretycznie może „wymknąć się spod kontroli”.Te emocje trochę wyszły poza to, co było zwykle. (…) Ale ja zakładam, że tutaj dzisiaj nikt nie gra o to, żeby stworzyć własną formację– podkreśla.Karnowski wskazuje też, że wejście na rynek z nową partią — nawet przy obiecujących, „pierwszych” sondażach — szybko weryfikuje rzeczywistość.Wychodzisz, pierwsze sondaże (…) mówią: „uuu, aż 12 proc. czy 17 proc.”, a potem masz pierwszy realny: 9, 8, 7. No nie — bardzo trudno jest się na tym rynku wbić– prognozuje.W jego ocenie w PiS zachodzi raczej proces przegrupowania, podsumowania i „wylania emocji” po latach publicznie zamkniętej debaty. Wśród czynników napędzających napięcie wymienia presję młodszych pokoleń domagających się awansu, a także nową sytuację po zwycięstwie Karola Nawrockiego i układaniu się jego środowiska wewnątrz szeroko pojętej prawicy.„Mamy też do czynienia z parciem młodszych pokoleń (…) młodzi chcą awansu. Mamy też zwycięstwo prezydenta Karola Nawrockiego (…) nowa mapa sił. Ale nie — ja bym nie powiedział, że tam wyjdzie z tego rozłam.”Braun rośnie, Konfederacja traci. „Efemeryda” czy trwała siła?Karnowski zauważa, że wzrost Brauna ma dziś charakter medialnego zjawiska i jest oparty na emocji, którą nazywa „antyukraińską”. Podkreśla, że ugrupowanie Brauna nie przeszło dotąd realnego testu wyborczego i nie wiadomo, jak wygląda jego zaplecze w terenie, ani kto miałby znaleźć się na listach.Żadnego testu wyborczego ta struktura nie przeszła. Ilu ludzi tam naprawdę jest w terenie? Czy ma w ogóle kogoś na listy?– pyta.Wprost mówi, że widzi w tym „pewnego rodzaju efemerydę”, a nawet dopuszcza scenariusz, że w 2027 roku lista Brauna może w ogóle się nie pojawić.Ja bym się nie zdziwił, jakby się okazało, że w roku 2027 (…) w ogóle żadnej listy Brauna nie ma– mówi.Jednocześnie dodaje ważną uwagę z perspektywy PiS: mimo „problemów moralnych, ideowych, etycznych” Braun mógłby okazać się łatwiejszym koalicjantem niż Konfederacja — ponieważ nie wyrósł w tak silnej opozycji wobec PiS i nie ma tak mocno osadzonych konfliktów interesów.Paradoksalnie (…) to jest łatwiejszy koalicjant niż Konfederacja. (…) Nie wyrósł, tak jak Konfederacja, w opozycji wobec Prawa i Sprawiedliwości– pokreśla.Stabilna polityka mimo codziennych burzKarnowski pod koniec rozmowy polemizuje z tezą o „pędzącej” scenie politycznej. Jego zdaniem Polska jest długofalowo krajem stabilnym: dominują znane nazwiska, a duopol — mimo licznych prób jego obalenia — trwa.Długofalowo to bardzo stabilny kraj polityczny. (…) Zmieniają się Tusk z Kaczyńskim. (…) Duopol trwa– podsumowuje.

Radio Wnet
Saryusz-Wolski alarmuje: Mercosur to tylko wygrana bitwa. Wojna wróci 12 stycznia! Rolnictwo dalej zagrożone

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 23, 2025 14:37


Dr Jacek Saryusz-Wolski twierdzi, że Mercosur tylko na chwilę „spadł z agendy”, ale ostrzega: 12 stycznia sprawa wróci. „Wygraliśmy bitwę, nie wojnę” – podkreśla.Na szczycie UE nie podjęto decyzji ws. umowy UE–Mercosur dzięki koalicji blokującej; temat spadł z agendy, ale nie został zamknięty. Dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta Karola Nawrockiego ds. europejskich, ostrzega na antenie Radia Wnet, że sprawa wróci po Nowym Roku, a 12 stycznia KE może próbować doprowadzić do podpisu. Kluczowe będzie utrzymanie sprzeciwu m.in. Polski i Włoch oraz presja rolników.Dzięki temu, że udało się zmontować, zebrać tak zwaną koalicję blokującą, kiedy działo się szczyt czwartkowo-piątkowy, decyzja w tej materii zawisła w powietrzu. Nie została podjęta– mówi.Saryusz-Wolski wskazuje, że w efekcie odroczenia przewodnicząca Komisji Europejskiej miała zrezygnować z wyjazdu do Brazylii. Według niego to dowód, że politycznie można było powstrzymać temat, ale tylko na chwilę.Pani von der Leyen swój lot do Brazylii w sobotę musiała anulować– przypomina.W jego ocenie Unia nie wygrała jeszcze sporu o Mercosur, a jedynie odniosła taktyczny sukces. Zwraca uwagę, że kluczowe pytanie dotyczy tego, czy koalicja sprzeciwu utrzyma się po Nowym Roku i czy starczy determinacji, by powstrzymać podpisanie porozumienia.Powstaje pytanie, jak wygrać wojnę, skoro tylko jedna bitwa wygrana, a nie wiadomo, czy ta koalicja blokująca się utrzyma– zastanawia się.12 stycznia jako moment zwrotnyRozmówca Radia Wnet twierdzi, że punkt ciężkości przesuwa się na styczeń. To wtedy — według jego słów — Ursula von der Leyen ma ponowić próbę domknięcia sprawy i doprowadzić do podpisania umowy. Z tego powodu Saryusz-Wolski zapowiada ostrą polityczną walkę na początku 2026 roku.Pani von der Leyen z wielkim uporem (…) stwierdziła, że 12 stycznia już na pewno jedzie i podpisze– informuje.Jego zdaniem w najbliższych tygodniach będzie chwilowy spokój, ale po Sylwestrze temat wróci gwałtownie — wraz z presją polityczną i protestami rolników.Spokój na froncie będzie w tym Mercosurze do Sylwestra, ale zaraz potem sprawa wraca– mówi.Polska i Włochy w centrum grySaryusz-Wolski opisuje koalicję sprzeciwu jako układ kruchy i zależny od największych państw, zwłaszcza tych, które wnoszą istotny udział ludnościowy. Zaznacza, że bez Polski albo bez Włoch sprzeciw może się rozsypać, a wtedy porozumienie przejdzie.Bez Polski albo bez Włoch ta cała konstrukcja sprzeciwu pada– informuje.Wskazuje przy tym, że do skutecznej blokady nie wystarczy sama liczba państw. Potrzebny jest jeszcze spełniony próg demograficzny.Te cztery kraje są, ale muszą reprezentować co najmniej 35 proc. populacji– mówi.W tej układance — jak podkreśla — kluczowe jest zachowanie Włoch. Mówi o miękkim stanowisku Rzymu i o tym, że presja polityczna może okazać się rozstrzygająca.Stanowisko Francji się utwardza. Natomiast pozostaje miękkie stanowisko Włoch– dodaje.Krytyka klauzul ochronnych: za późno i bez realnej mocyW rozmowie pojawił się też wątek tzw. klauzul zabezpieczających. Saryusz-Wolski podważa ich sens, argumentując, że to mechanizm uruchamiany dopiero wtedy, gdy szkody już wystąpią, a Komisja Europejska dopiero zaczyna analizować sytuację. W jego ocenie takie rozwiązanie nie chroni rolników, tylko tworzy wrażenie ochrony.To jest takie iluzoryczne bardzo i fikcyjne zabezpieczenie– powiedział.Rozwija też argument, że są to działania jednostronne, potencjalnie łatwe do podważenia w międzynarodowych sporach handlowych.To jest jednostronne po fakcie (…) dopiero wtedy, kiedy już się szkoda wydarzy, Komisja ma badać, ewentualnie interweniować. […] Nieuznawane przez stronę mercosurową, podważalne w arbitrażu międzynarodowym handlowym– zaznacza.Ostrzeżenia o skutkach dla rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościSaryusz-Wolski buduje obraz zagrożenia nie tylko gospodarczego, ale też zdrowotnego. Przekonuje, że umowa może uderzyć w europejskie rolnictwo, a szczególnie w państwa, dla których ta branża ma duże znaczenie gospodarcze.Dla takich krajów (…) jak Polska — to jest katastrofa– podkreśla.W najmocniejszych fragmentach wypowiedzi ostrzega przed jakością importowanej żywności.To trująca, toksyczna żywność, pełna pestycydów i innych szkodliwych substancji– przypomina.W tle energia i postulat wobec ETS-2W końcowej części rozmowy Saryusz-Wolski odniósł się do problemów przemysłu, wiążąc je z kosztami energii. Wskazał, że w jego ocenie są one pochodną rozwiązań unijnych, w tym Zielonego Ładu oraz systemów ETS.To jest związane z tymi horrendalnie wysokimi cenami energii. A one są pochodne od Zielonego Ładu, ETS-1 i ETS-2– zaznacza.I sformułował rekomendację dotyczącą ETS-2.Rekomenduję, żeby Polska odmówiła wdrażania ETS-2, który dotyczy dwóch sektorów: budownictwa i transportu– mówi.

Radio Wnet
Czy Rosja szykuje kolejny ruch? Gen. Samol nie ma wątpliwości

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 22, 2025 18:14


 Gen. Bogusław Samol został zapytany o doniesienia, że część ocen wywiadowczych USA i sojuszników wskazuje na niezmienność celów Władimira Putina: podporządkowanie Ukrainy i rozszerzanie wpływów na obszar dawnego bloku sowieckiego, w tym państwa NATO. Generał twierdzi, że nawet jeśli Rosja używa gróźb jako narzędzia presji, nie wolno ich ignorować, tylko trzeba je weryfikować twardymi danymi.Nie wolno lekceważyć wystąpień, czy w ogóle takich zapowiedzi rosyjskich. Trzeba brać to pod uwagę– podkreślał.Jednocześnie zauważał, że w przestrzeni publicznej funkcjonują sprzeczne przekazy: z jednej strony narracje uspokajające, z drugiej ostrzeżenia o potencjalnej agresji.Mam takie wrażenie, że opinia publiczna nie ma jednoznacznej takiej odpowiedzi– mówił, wskazując na rozjazd między komunikatami, ocenami i przeciekami.Generał przypomniał, że rosyjskie oczekiwania wobec Zachodu były formułowane publicznie jeszcze przed pełnoskalową inwazją.Ławrow przed rozpoczęciem działań wojennych ogłosił publicznie, że Rosja oczekuje, że Sojusz Północnoatlantycki wycofa się do granic sprzed 1997 roku– mówił.W jego ocenie sama treść tych żądań jest jednym z elementów, które należy traktować jako ramę strategicznego myślenia Rosji, niezależnie od tego, czy Moskwa ma dziś zdolność do realizacji całego maksimum.https://wnet.fm/2025/12/22/michal-dworczyk-o-ekshumacjach-na-wolyniu-do-przelomu-jeszcze-daleko/Samol podkreślał, że „przecieki” i medialne interpretacje nie zastąpią pracy służb.Nasze wywiady powinny być bardzo skoncentrowane na tym, aby dokładnie śledzić, oceniać, no i zdobywać dokumenty, w jakim zakresie Rosjanie są przygotowani, czy faktycznie blefują, czy to jest prawda– zaznaczył.I dopiero na tej podstawie można ważyć scenariusze. Zwracał przy tym uwagę, że Rosja prowadzi wojnę ogromnym wysiłkiem, ale jednocześnie odtwarza potencjał.Trzeba się z tym liczyć, że Rosjanie jednak odtwarzają swój potencjał militarny i na tym nie poprzestaną– oceniał.Generał sygnalizował, że zagrożenie należy rozpatrywać nie tylko w kategoriach bieżącego frontu, ale też rosyjskich ambicji „porządku po zimnej wojnie”. W tym kontekście padła jego uwaga o postrzeganiu regionu.Trzeba się zastanawiać nad tym, co Rosjanie mówią, jak traktują Polskę jako tą strefę buforową, ale też i kraje bałtyckie– mówił.Wskazywał także na inne punkty rosyjskiego zainteresowania. Jak stwierdził, „dla nich ważnym punktem zainteresowania jest Mołdawia”.Samol podsumowuje, że nawet jeśli część narracji uspokaja, a część alarmuje, państwo musi działać tak, jakby ryzyko było realne, dopóki nie zostanie jednoznacznie wykluczone.https://wnet.fm/2025/12/22/wildstein-mercosur-to-zagrozenie-dla-europy-rolnicy-zaplaca-za-interesy-berlina//fa

Radio Wnet
Olga Semeniuk-Patkowska: Kurski działa dzisiaj przeciwko prawicy

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 18, 2025 21:13


Olga Semeniuk-Patkowska ostro ocenia medialne wystąpienia Jacka Kurskiego. Jej zdaniem to atak na prawicę i osłabianie całego obozu, w tym Mateusza Morawieckiego.W rozmowie na antenie Radia Wnet posłanka PiS Olga Semeniuk-Patkowska na pierwszy plan wysuwa sprawę Jacka Kurskiego i jego publicznych wypowiedzi wymierzonych w byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Nie ukrywa, że odbiera je jako poważne uderzenie w cały obóz prawicy.Wszystkie ruchy, które wykonuje Jacek Kurski w ostatnich dniach i tygodniach, to jest po prostu atak na prawicę.– ocenia Semeniuk-Patkowska.Przypomina, że w najnowszym, długim wywiadzie były prezes TVP skupił się głównie na personaliach i konkretnych nazwiskach, zamiast na programie czy strategii.Dzisiejszy, prawie godzinny wywiad Jacka Kurskiego dotyczący personaliów, dotyczący konkretnych nazwisk… A nie o to dzisiaj na prawicy chodzi.– podkreśla.Jej zdaniem takie wystąpienia nie tylko nie budują, ale realnie osłabiają pozycję PiS i całego szeroko pojętego obozu prawicy – zarówno wewnętrznie, jak i w oczach wyborców.To ataki, które osłabiają obóz prawicy, osłabiają nasze środowiska, nasz elektorat. „Doły partyjne” mówią jasno: nie chcemy tego oglądać.– relacjonuje posłanka.Obrona Morawieckiego: premier od najtrudniejszych decyzjiOlga Semeniuk-Patkowska bardzo mocno staje w obronie Mateusza Morawieckiego. Przypomina, że jako premier prowadził Polskę w czasie bezprecedensowych kryzysów – pandemii, wybuchu wojny na Ukrainie, kryzysu energetycznego.Nie można atakować dzisiaj z pozycji Prawa i Sprawiedliwości człowieka, który dokonywał bardzo trudnych wyborów – zarówno w COVID-zie, jak i w momencie intensywnego poszukiwania rynków, z których można było skupować węgiel po wybuchu wojny.– zaznacza.Podkreśla, że widziała tę pracę od środka jako członkini rządu.To była ciężka harówka, to była ciężka praca. To był premier formatu podejmowania decyzji, które będą rzutowały na Polskę przez kolejne dekady.– mówi.Dlatego kolejne personalne ataki na Morawieckiego – szczególnie płynące z własnego obozu – ocenia jako niezrozumiałe i szkodliwe.Dziś ataki personalne wymierzone przeciwko Mateuszowi Morawieckiemu osłabiają cały obóz prawicy. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto ma ambicje polityczne, budował je w ten sposób.– dodaje, odnosząc się wprost do Jacka Kurskiego.Jedność wokół Kaczyńskiego i „katharsis” w partiiMimo ostrych słów wobec Kurskiego, Semeniuk-Patkowska odrzuca scenariusze rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości. Zaznacza, że wciąż widzi w partii jeden wyraźny punkt odniesienia.Lider jest jeden – Jarosław Kaczyński. I tego absolutnie nikt nie powinien podważać.– podkreśla.Przyznaje, że w PiS trwają spory i tarcia, ale nazywa je elementem koniecznego „katharsis”, przez które partia musi przejść po utracie władzy i po trudnych latach rządów.Takie oczyszczenie w partii jest potrzebne. Błędy trzeba nazwać, wyciągnąć konsekwencje wobec nas samych i oczyścić drogę dojścia do kolejnego zwycięstwa.– wyjaśnia.Jednocześnie ostrzega przed próbami budowania narracji o frakcjach wymierzonych w prezesa PiS.Podsycanie atmosfery, że powstają frakcje przeciwko prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, to czysta głupota i działanie na niekorzyść szerokiego obozu prawicy.– stwierdza.Spory personalne a program na 2027 rokPosłanka przyznaje, że grudzień 2025 roku jest dla PiS szczególnie intensywny, jeśli chodzi o konflikty wewnętrzne, ale nie widzi w tym wyłącznie „thrillera”.Nie wiem, czy to thriller. Na pewno są różnice zdań i przecieranie szlaków co do kształtu programu. Spory personalne występują w każdej partii. U nas grudzień jest po prostu miesiącem ich większej intensywności.– zauważa.Zwraca uwagę, że z perspektywy wyborcy najważniejsze nie są wewnętrzne wojny, ale odpowiedź na realne problemy – gospodarkę, służbę zdrowia, bezpieczeństwo.Chodzi o to, aby sondaże były lepsze, poparcie społeczne szersze i żebyśmy odzyskali ten elektorat, który odpłynął od nas w ciągu ostatnich dwóch lat.– mówi.Jej zdaniem program na wybory 2027 roku musi powstawać „od dołu” – z rozmów z ludźmi, z analizy ich potrzeb, a nie tylko w oparciu o medialne kalkulacje.Dobry program wyborczy tworzy się w oparciu o głos społeczny, analizę tego głosu, realizm: co jesteśmy w stanie zrobić, w jakim czasie, za jakie pieniądze i z jakim ryzykiem.– tłumaczy.Sama chce dołożyć do niego swoją „gospodarczą cegiełkę”, zwłaszcza w obszarze MŚP i rzemiosła. Przypomina, że projekty, które współtworzyła, są dziś wygaszane przez obecny rząd.Zwijane są dobre projekty. Choćby program rzemieślniczy dla ponad 300 tysięcy firm z sektora MŚP. Minister Tomański szuka oszczędności i chce ten program zamknąć. To później przekłada się na wynik przy urnach.– ostrzega.Konfederacja, Braun, Tusk – czego PiS nie zrobiW rozmowie pojawia się też wątek możliwych koalicji i relacji z innymi ugrupowaniami. Semeniuk-Patkowska odcina się zarówno od Konfederacji, jak i od środowiska Grzegorza Brauna.Uważam, że obie te opcje są dla Polaków złe. Nie zgadzam się z tym, aby wykazywać sympatie wobec Sławomira Mentzena, który bardzo często negatywnie wypowiada się o naszym liderze, ani w stronę Grzegorza Brauna.– zaznacza.Odnosi się też do głośnego cytatu z wywiadu Mateusza Morawieckiego, który komentatorzy odczytali jako gotowość do współpracy z Donaldem Tuskiem w sytuacji kryzysowej.To była odpowiedź dotycząca wyłącznie skrajnej sytuacji – otwartego konfliktu wojennego i zagrożenia życia ludzi. Chodziło o to, że w takim momencie trzeba potrafić stworzyć wspólny front w sprawach bezpieczeństwa, a nie o sympatię czy polityczny sojusz z Donaldem Tuskiem.– wyjaśnia.I dodaje jednoznacznie:Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł dziś poważnie myśleć, że Mateusz Morawiecki wchodzi w jakiekolwiek sojusze polityczne z Donaldem Tuskiem. To absurd i manipulacja.– podkreśla.„Ja nigdzie nie wychodzę”Na koniec odnosi się do spekulacji, że wokół Mateusza Morawieckiego może powstać nowa formacja, która opuści PiS.Ja nigdzie nie wychodzę. Jestem w Prawie i Sprawiedliwości od 2010 roku i chcę, żeby tak pozostało.– mówi jasno.Deklaruje, że jej celem jest współtworzenie programu i odbudowa zaufania społecznego – a nie budowanie nowych podziałów.W moim interesie jest dbałość o relacje społeczne i o to, by nie zrywać kontaktu z ludźmi. To on przekłada się na poparcie procentowe. Jedność trzeba budować, a nie rozbijać.– podsumowuje Olga Semeniuk-Patkowska.

Radio Wnet
Niemcy budują zbrojeniowy hub z Ukrainą. A polski rząd? „Wiesza plakaty”

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 16, 2025 26:00


– Jesteśmy zbyt powolni, zbyt zbiurokratyzowani. Inni budują zbrojeniowe huby, my wieszamy plakaty – mówi w Radiu Wnet Marek Budzisz o polskim bezpieczeństwie i wojnie na Ukrainie.W rozmowie na antenie Radia Wnet Marek Budzisz, historyk i analityk Strategy & Future, komentuje zatrzymanie przez ABW studenta KUL podejrzanego o przygotowywanie zamachu na jarmark świąteczny oraz szerszy kontekst bezpieczeństwa w Europie i wojny na Ukrainie.„Era większych i bardziej zróżnicowanych zagrożeń”Budzisz podkreśla różnicę między sytuacją w Polsce a niedawnym atakiem w Sydney.Różnica między tym, co stało się w Sydney, a tym, co – jak rozumiem – miało miejsce w Polsce, polega choćby na tym, że jeden ze sprawców masakry w Australii już kilka lat temu był zidentyfikowany przez tamtejsze służby jako osoba zradykalizowana islamistycznie. W tym sensie w Australii mieliśmy do czynienia z pasywnością państwa. W Polsce taka sytuacja nie ma miejsca i to trzeba przywitać z uznaniem.ocenia Budzisz. Zwraca uwagę, że islamski terroryzm to tylko część większego problemu.To nie jest jedyne zagrożenie. Raczej syndrom czasu, w którym żyjemy, kiedy rośnie skala zagrożeń, aktywizują się różne ośrodki gotowe używać przemocy, a do tego obserwuje się fuzję świata kryminalnego i terrorystycznego. Tak działają i służby rosyjskie, i środowiska islamistyczne.dodaje analityk.Jego zdaniem wchodzimy w epokę „niestabilnych i niepokojowych” realiów, a dotychczasowy model wygodnego, „pokojowego” życia już do nich nie pasuje.„Plakaty mówią: robimy. Rzeczywistość: głównie gadamy”Budzisz odnosi się także do kampanii wizerunkowej Wojska Polskiego z hasłem „Robimy, nie gadamy”, podkreślając rozdźwięk między przekazem a praktyką.Te plakaty są świadectwem, że raczej gadamy, a nie robimy. To komunikat propagandowy. Jeśli przyjrzymy się realnemu szkoleniu obywateli, obronie cywilnej czy praktycznemu wykorzystaniu sił zbrojnych, widać wiele pól, które pozostawiają wiele do życzenia.mówi.Jako przykład podaje niedawne szkolenia obrony cywilnej w Warszawie:Na listę wpisało się ponad 110 osób, ostatecznie przyszło niespełna 60. Na poziomie deklaracji zainteresowanie jest, ale na poziomie konkretu – poświęcenia czasu, a często i pieniędzy – już dużo mniejsze.zaznacza, dodając, że zarówno organizacja takich szkoleń, jak i postawa społeczeństwa wymagają poważnej zmiany, jeśli Polska ma być naprawdę odporna na współczesne zagrożenia.Plan dla Ukrainy bez Rosji przy stolePrzechodząc do rozmów w Berlinie z udziałem przywódców europejskich i przedstawicieli administracji Donalda Trumpa na temat przyszłości wojny na Ukrainie, Budzisz wskazuje, że mamy do czynienia z próbą zbudowania wspólnego stanowiska Zachodu – ale nie jest to proces zakończony.Po rozmowach w Berlinie mamy próbę ujednolicenia stanowiska negocjacyjnego całego Zachodu. Jest postęp, ale nie wszystkie kwestie zostały rozstrzygnięte. Na przykład sprawa linii rozgraniczenia. Europejczycy skłaniają się ku zamrożeniu konfliktu mniej więcej wzdłuż obecnej linii frontu, Amerykanie mówią o land swap, czyli wymianie terytoriów.wyjaśnia.Jednocześnie podkreśla brak rosyjskiej zgody na takie podejście:Nie mamy żadnych podstaw, by zakładać, że Rosja zgodzi się na wypracowaną na Zachodzie formułę pokoju. W wypowiedzi Ławrowa widać bardzo ostry ton – Europa jest oskarżana o „faszystowskie korzenie”. Trudno oczekiwać, że taka platforma automatycznie przełoży się na zakończenie działań wojennych.ocenia Budzisz.Spór o zamrożone rosyjskie aktywa: stawka jest ogromnaKluczową kwestią – jego zdaniem – staje się decyzja o konfiskacie rosyjskich aktywów ulokowanych w Europie.Dopóki nie zapadnie decyzja w sprawie aktywów rosyjskich, plan finansowania oporu Ukrainy i późniejszej odbudowy jest mało realny. Przeciwko twardej konfiskacie są Belgia, Włochy, Bułgaria i Malta. Węgry i Słowacja milczą, w Czechach zmienia się władza, która zapowiada ograniczenie pomocy dla Ukrainy.mówi.Budzisz dodaje, że Berlin bardzo mocno angażuje się w próbę przeforsowania konfiskaty:Kanclerz Merz stawia na to swój autorytet. Jeśli się uda, paradoksalnie z polskiego punktu widzenia byłoby to korzystne. Po pierwsze, ryzyka dla rynku euro dotyczą nas mniej. Po drugie, trwała konfiskata oznacza długotrwały antagonizm między Europą – przede wszystkim Niemcami – a Rosją, co zmniejsza szansę na powrót do „cywilizowania” Moskwy interesami handlowymi.podkreśla.Jeśli jednak decyzja nie zapadnie, konsekwencje będą bardzo poważne dla Kijowa:Ukraina ma pusty budżet. Od wiosny będzie musiała mocno ciąć wydatki. Bez tych pieniędzy ani odbudowa, ani utrzymanie 800-tysięcznej armii, o której mówią Europejczycy, nie będzie możliwe. To czyni cały plan w dużej mierze iluzorycznym.stwierdza.Berlin buduje zbrojeniowy hub, Warszawa się spóźniaBudzisz zwraca uwagę na dziesięciopunktowy plan współpracy gospodarczo-wojskowej Niemiec z Ukrainą, opisany m.in. przez „Handelsblatt” – wspólną produkcję dronów, wsparcie start-upów, rozwój nowych technologii militarnych.Niemcy – a konkretnie Bawaria – chcą zbudować wielki hub nowych technologii wojskowych. To nie przypadek, że firma Helsing, jeden z najwyżej wycenianych europejskich „jednorożców” w branży obronnej i AI, ma siedzibę w Monachium. Berlin chce zasysać ukraińskie know-how i łączyć je z własnym kapitałem i przemysłem.tłumaczy.Ukraina – po latach wojny – ma być zdolna eksportować nowoczesne uzbrojenie za nawet kilkanaście miliardów dolarów rocznie. Niemcy chcą być głównym partnerem i pośrednikiem, także przy wykorzystaniu unijnych funduszy.Na tym tle Polska wypada słabo:My to wszystko widzimy, ale działamy zbyt wolno. Potrzebna jest deregulacja polskiego sektora zbrojeniowego i realne otwarcie go na prywatny kapitał. Zamiast tego mamy państwową Polską Grupę Zbrojeniową jako biurokratycznego molocha, a prywatne firmy rozbraja się przepisami, kontrolami i ingerencją służb.podkreśla Budzisz.Przywołuje też rozmowy z ukraińskimi przedsiębiorcami, którzy przenieśli część produkcji zbrojeniowej do Polski:Mówili, że mieli doświadczenia z nadmierną ingerencją służb na Ukrainie, ale to, czego doświadczają w Polsce, przebija standardy ukraińskie. To pokazuje, jak głębokim problemem jest u nas państwo w państwie, jakim stał się aparat służb specjalnych.zaznacza.„Bez wyjęcia bezpieczeństwa z wojny plemion będziemy przegrywać”Na koniec Budzisz wskazuje na problem podstawowy: bezwładność państwa połączoną z ostrą wojną plemienną w polityce.W Polsce mamy do czynienia z bezwładnością biurokratyczną i obawą przed decyzjami – każda niesie ryzyko i natychmiast staje się paliwem w wojnie między partiami. To odruchowo skłania rządzących do niepodejmowania trudnych decyzji.ocenia.Jego zdaniem bezpieczeństwo powinno zostać wyłączone z codziennej partyjnej bijatyki:

Radio Wnet
Przyspieszone wybory? Poseł Sachajko: Tusk planuje ogłosić samorozwiązanie parlamentu

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 16, 2025 27:16


W Popołudniu Radia Wnet Jarosław Sachajko, poseł koła Wolni Republikanie, nakreślił scenariusz, który  – jego zdaniem – coraz wyraźniej rysuje się w działaniach premiera Donalda Tuska. Chodzi o przyspieszone wybory parlamentarne, możliwe już na wiosnę. W rozmowie z Jaśminą Nowak polityk przekonywał, że obecna sytuacja polityczna i gospodarcza sprzyja właśnie takiemu ruchowi.Sachajko ocenił, że premier konsekwentnie „dopina swego”, marginalizując dotychczasowych koalicjantów, zwłaszcza PSL i Polskę 2050. Zwracał uwagę na tempo prac parlamentarnych i forsowanie ustaw, które przez lata nie miały szans przejść przez Sejm, a także na narastający konflikt wokół prezydenckich wet. W jego ocenie rząd „podgrzewa atmosferę”, ignorując alternatywne, prezydenckie propozycje legislacyjne.Wszystko na to wskazuje, że pan premier planuje na wiosnę ogłosić samorozwiązanie parlamentu. Po takim ogłoszeniu większość parlamentarna nie będzie miała wyjścia, będzie musiała się z tym zgodzić– mówił poseł Wolnych Republikanów.Kluczowym argumentem, który – zdaniem Sachajki – tłumaczy pośpiech rządu, jest stan finansów publicznych. Poseł wskazywał na gwałtowny wzrost zadłużenia oraz rosnące koszty jego obsługi, które już w przyszłym roku mają sięgnąć około 100 miliardów złotych.W ciągu dwóch lat o 10 punktów procentowych zwiększono zadłużenie Polski. W przyszłym roku wydamy około 100 miliardów złotych na samo obsłużenie długu. A jednocześnie sytuacja w służbie zdrowia jest tragiczna– podkreślał.Sachajko zwracał też uwagę na budżetowe realia 2026 roku: symboliczne podwyżki dla nauczycieli i wzrost płacy minimalnej na poziomie inflacji, co – jak mówił – realnie oznacza stagnację dochodów i uderzenie „ludzi po kieszeniach”. Jego zdaniem rząd może chcieć zdyskontować politycznie moment, zanim te skutki staną się powszechnie odczuwalne.W rozmowie pojawił się także wątek zachowań wyborczych Polaków i roli mediów. Poseł krytycznie oceniał poziom debaty publicznej oraz dominację przekazu sprzyjającego obecnej władzy.W Polsce duża część społeczeństwa chodzi do wyborów parlamentarnych jak do wyborów Miss Polonia. Ktoś mi się podobał, ktoś ładnie wyglądał, ktoś dobrze mówi– stwierdził, dodając, że decyzje wyborcze rzadko są wiązane z bezpieczeństwem, zdrowiem czy przyszłością dzieci.Sachajko mówił również o ogromnej przewadze finansowej i medialnej środowisk wspierających rząd, wskazując m.in. na środki z funduszy zagranicznych i instytucji europejskich. Choć zauważał rosnącą rolę internetu i mediów alternatywnych, podkreślał, że „zalew informacji” działa także na niekorzyść racjonalnej debaty.Istotnym elementem jego diagnozy była kondycja opozycji, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości oraz szeroko rozumianej prawicy. Sachajko nie krył pesymizmu.Po drugiej stronie, przepraszam za brzydkie słowo, rzeźnia. Cała prawica kopie się po kostkach, a nawet znacznie wyżej– oceniał.W jego przekonaniu obecne podziały i wewnętrzne konflikty sprawiają, że prawica nie ma realnych szans na zwycięstwo w ewentualnych przyspieszonych wyborach, a Donald Tusk – odpowiednio rozgrywając scenę polityczną – może je wygrać bez konieczności budowania nowych, trudnych koalicji. 

Radio Wnet
Bartosiak: Nie będzie żadnego trwałego pokoju na Ukrainie. To dopiero początek wojny systemowej

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 16, 2025 21:37


 W Klubie Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich Radia Wnet, prowadzonym przez Krzysztofa Skowrońskiego, spotkali się szef Strategy&Future Jacek Bartosiak, były minister rozwoju Piotr Nowak oraz były prezes ŚGP Industria Szczepan Ruman. Rozmowa dotyczyła nie tylko wojny na Ukrainie, ale przede wszystkim zmiany globalnego porządku, słabnięcia Zachodu i konsekwencji tych procesów dla bezpieczeństwa Polski.Już na początku rozmowy Jacek Bartosiak wyraźnie zaznaczył, że konflikt na Ukrainie nie zmierza ku trwałemu zakończeniu. W jego ocenie mamy do czynienia z etapem znacznie szerszego procesu, który nazwał wojną systemową.Nie będzie żadnego trwałego pokoju na Ukrainie. Jesteśmy dopiero w początkowej fazie wojny systemowej, w której sojusze będą się jeszcze wielokrotnie zmieniać– ocenił.Bartosiak podkreślał, że narracja o „przegranej Ukrainy” jest w dużej mierze narzucana politycznie. Jak mówił, na polu walki Ukraińcy nie zostali złamani w takim stopniu, jak sugerują to propozycje narzucanych im warunków.Ukraińcy nie przegrali tej wojny tak, jak próbuje się im to dziś narzucić. Warunki, które są im proponowane, wynikają nie z pola walki, ale z interesów strategicznych innych graczy– dodał.USA w defensywie i „płacenie Ukrainą”Centralnym wątkiem wypowiedzi Bartosiaka była rola Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem Waszyngton prowadzi dziś politykę z pozycji słabości, próbując ratować własną architekturę bezpieczeństwa kosztem Ukrainy.Amerykanie potrzebują Rosji do stabilności strategicznej, dlatego próbują narzucać rozwiązania, za które płaci Ukraina. A w przyszłości mogą płacić inni sojusznicy, jeśli zgodzimy się na taką rolę– dodał.W tym kontekście Bartosiak krytykował wiarę w bezwarunkowe amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa dla Europy.To jest blef, że Stany Zjednoczone realnie gwarantują dziś bezpieczeństwo Europy. One ani nie chcą tego robić, ani nie mają na to takich możliwości jak kiedyś – a jednocześnie oczekują korzyści– podkreślił. Jego zdaniem taki układ zwiększa ryzyko rozszerzenia konfliktu na Europę, zamiast je ograniczać.„Bankructwo dwóch orientacji” w polskiej polityceBartosiak bardzo ostro ocenił także polską scenę polityczną. W jego opinii zarówno orientacja proamerykańska, jak i proeuropejska zawiodły, nie dając Polsce realnych narzędzi bezpieczeństwa.Obie dominujące orientacje polskiej polityki – amerykańska i europejska – poniosły bankructwo. Nie zabezpieczyły bezpieczeństwa państwa, a w zamian pochłonęły miliardy złotych– zaznaczył.Jak podkreślał, Polska funkcjonuje dziś w logice „ubezpieczenia”, zamiast budować własną sprawczość i funkcjonalne sojusze w świecie, w którym nie ma już jednego hegemona.Nie ma już prymatu. Jest równoważenie. A to wymaga własnych ruchów i własnych interesów, a nie polerowania relacji z jednym patronem– stwierdził.Ruman: miliardy na kontrakty, a wojsko „na dole”Szczepan Ruman odniósł te diagnozy do praktyki funkcjonowania państwa. Zwracał uwagę na rozdźwięk między politycznymi deklaracjami a codziennością wojska.Politycy ogłaszają kolejne kontrakty za miliardy – F-35, okręty podwodne – a jednocześnie zdarzają się sytuacje, w których jednostki wojskowe piszą listy z prośbą o wysłużone samochody– powiedział.Ruman zgadzał się z tezą o wyczerpaniu dotychczasowych elit, wskazując, że państwo nie jest przygotowane intelektualnie do zarządzania kryzysem technologicznym i geopolitycznym.Poziom debaty publicznej pokazuje, że elity nie rozumieją świata, w którym przyszło nam funkcjonować. A to świat, który zdecyduje o pozycji Polski na dekady– ocenił.Nowak: „Siła jest, tylko nie ma woli”Piotr Nowak wprowadził do rozmowy ton polemiczny. Zgodził się, że pozycja USA relatywnie osłabła, ale jego zdaniem wynika to również z upowszechnienia technologii i utraty monopolu państw na zaawansowane narzędzia.Stany Zjednoczone nie są krajem słabym. Mają narzędzia i lewary, także wobec Rosji. Problem polega na tym, że nie ma woli, by ich użyć– komentował.Nowak podkreślał, że hasło „America First” oznacza przede wszystkim realizację interesów USA – nie sojuszników.Odnosząc się do Ukrainy, zaznaczył, że kluczowe nie są same linie rozejmu, lecz trwałość pokoju.Dla Ukrainy najważniejsze nie jest to, gdzie dokładnie przebiegnie linia, ale czy pokój da się wygrać i utrzymać– mówił.Wojna systemowa i nowy porządek świataW dalszej części rozmowy Bartosiak rozwinął pojęcie wojny systemowej jako konfliktu o nowy układ globalnego kapitalizmu i sprawczości politycznej. Przypominał, że podobne procesy towarzyszyły wcześniejszym wielkim wojnom w historii.To, co dziś obserwujemy, to rozpad ładu stworzonego po II wojnie światowej. Nowy porządek dopiero się wyłania, a jego kształt zadecyduje o przyszłości takich państw jak Polska– mówił. Jak ostrzegał, rozstrzygnięcia dotyczące Ukrainy wpłyną na architekturę bezpieczeństwa regionu nawet bez bezpośredniego udziału Polski w konflikcie./fa

Radio Wnet
Co słychać w świecie konserwacji zabytków? — Żebyś wiedział 15.12.2025 r.

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 15, 2025 34:50


Konserwator zabytków Łukasz Kurpisz chwali się swoim ostatnim sukcesem: stworzeniem ramy do obrazu Jana Matejki Śluby Jana Kazimierza, znajdującego się w kaplicy na Jasnej Górze. Opowiada też o swoim kolejnym przedsięwzięciu, czyli staraniach o utworzenie pomnika Kresów. Zwraca też uwagę na pomnik Grobu Nieznanego Żołnierza i ubolewa nad brakiem pamięci i rozmowy o postaciach matek, których jak mówi, były dwie. Następnie łączymy się z Łodzią, gdzie w czwartek 18 grudnia w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana odbywa się wydarzenie „Dialog na Święta”, podczas którego zainteresowani zapoznają się ze świeckimi tradycjami bożonarodzeniowymi. Zaprasza Piotr Rembowski. 

Radio Wnet
CPK ofiarą politycznej wojny. Wildstein: Rząd Tuska zrywa ciągłość państwa

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 15, 2025 15:45


Wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego – dziś przez rząd określanego już jako „Port Polska” – ponownie narasta spór. Premier Donald Tusk poinformował o złożeniu sześciu zawiadomień do prokuratury dotyczących domniemanych nieprawidłowości sprzed zmiany władzy, jednocześnie zapowiadając rebranding projektu i jego nowe otwarcie pod auspicjami obecnego rządu.Decyzja rządu Tuska jest dla Bronisława Wildsteina nie tylko sporem o jedną inwestycję. W rozmowie na antenie Radia Wnet publicysta opisuje ją jako element szerszego procesu, który jego zdaniem uderza w fundamenty państwowości i demokracji.Już na początku rozmowy Wildstein wskazuje, że mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym niż zmiana priorytetów inwestycyjnych. W jego ocenie rząd świadomie zrywa ciągłość państwa, kwestionując legalność działań poprzedników, mimo że zostali oni wybrani w demokratycznych wyborach.To jest w ogóle takie podejście do państwa polskiego, gdzie zrywa się ciągłość. Ogłasza się, że poprzednia ekipa była nieprawomocna, chociaż została absolutnie prawomocnie wybrana przez obywateli– zauważa.Wildstein podkreśla, że wybory nie były kwestionowane ani podważane, a mimo to nowa władza zachowuje się tak, jakby wszystko, co zrobił poprzedni rząd, należało unieważnić.Wybory były absolutnie zgodne z prawem. Nikt ich nie kwestionował, nikt ich nie podważał. Mimo to zrywa się ciągłość i ogłasza się, że właściwie wszystko ma być zerwane, wszystko ma być anulowane– dodaje.https://wnet.fm/2025/12/12/wild-port-polska-to-pr-zmiana-nazwy-cpk-niewykonalna-i-kosztowna/Publicysta zestawia obecną sytuację z okresem transformacji ustrojowej po 1989 roku. Zwraca uwagę, że nawet wobec systemu komunistycznego, który oficjalnie został potępiony jako totalitarny i sprzeczny z interesem Polski, nie zastosowano tak radykalnego zerwania ciągłości państwowej.Takiego zerwania nie było w stosunku do komunizmu, który był ewidentnie systemem, który odrzucamy. A jednak ciągłości państwa wtedy nie zerwano– komentuje.W ocenie Wildsteina obecne działania są szczególnie niepokojące w kontekście sytuacji międzynarodowej. Polska, jak podkreśla, znajduje się w stanie realnego zagrożenia wynikającego z rosyjskiej agresji na Ukrainę i otwartych deklaracji Moskwy dotyczących odbudowy stref wpływów.Polska jest realnie zagrożona i doskonale o tym wiemy. Istnieje obawa, że Polska może zostać zaatakowana. W takiej sytuacji należy robić wszystko, aby wytwarzać poczucie jedności, a ekipa Tuska robi dokładnie coś odwrotnego– dodaje.Zdaniem rozmówcy Radia Wnet rząd Donalda Tuska nie tylko pogłębia podziały, ale także uderza w same reguły demokracji.Ta ekipa uderza w fundament demokracji, ponieważ zmienia reguły gry. Demokracja polega na tym, że nie stosuje się przemocy w polityce– mówi.Wildstein zarzuca obecnej władzy stosowanie represji wobec politycznych przeciwników oraz próby ich kryminalizacji. Na tym tle decyzja dotycząca CPK jawi się w jego ocenie jako kolejny element wojny propagandowej wymierzonej w Prawo i Sprawiedliwość. Publicysta przypomina, że projekt był szeroko akceptowany społecznie i miał znaczenie znacznie szersze niż sam port lotniczy.CPK okazało się powszechnie akceptowane. Było zwornikiem budowy całej sieci komunikacyjnej dla Polski– zaznacza.Szczególną irytację Wildsteina budzi narracja rządu, według której PiS miał „schańbić ideę CPK”.To jest sformułowanie niebywałe. Jak można schańbić ideę, którą się stworzyło? Rząd PiS ten projekt stworzył– przypomina.https://wnet.fm/2025/11/24/ciecia-w-kolejowym-cpk-te-linie-mialy-sluzyc-takze-wojsku/W jego ocenie obecne działania sprowadzają się do blokowania inwestycji, zmiany nazw i symbolicznych gestów, które nie mają realnego przełożenia na rozwój kraju.Minęły dwa lata, nic nie zostało zrobione. Zablokowano wszystkie działania, a teraz słyszymy, że zmienia się nazwę na Port Polska i na tym ma polegać repolonizacja– ironiuzuje.Wildstein nie kryje sceptycyzmu wobec zapowiedzi repolonizacji i rozwoju infrastruktury pod rządami obecnej koalicji.Ta opowieść o tym, że rząd Tuska repolonizuje Polskę i polski przemysł, brzmi, mówiąc bardzo delikatnie, niecałkiem poważnie– dodaje.Na zakończenie rozmowy publicysta wraca do kwestii fundamentalnej – znaczenia ciągłości państwa.Państwo powinno w fundamentalnych sprawach zachować ciągłość. Inaczej przestaje być państwem i staje się czymś, co od ściany do ściany się wrzuca, zależnie od tego, kto przejmuje władzę– zaznacza./fa

Radio Wnet
Syryjski aktywista: Syryjczycy powinni trwać razem, aby odbudować swój kraj

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 12, 2025 15:53


Alaaddine Khange jest pracownikiem organizacji humanitarnej Violet. Jak zaznacza, do momentu upadku rządu Baszara al-Asada w grudniu 2024 roku, Violet działało na terenie prowincji Idlib znajdującej się pod kontrolą islamistycznego ugrupowania Hajat Tahrir al-Sham, a także w Jordanii.Gość Radia Wnet chwali dokonania nowych władz syryjskich. Zwraca uwagę, że choć istnieje ogromna liczba nierozwiązanych problemów, rząd prezydenta tymczasowego Ahmada al-Szary dokonuje istotnych postępów przy bardzo ograniczonych środkach:Próbują odbudować kraj od zera, w zasadzie od minus zera, ponieważ poprzedni reżim ukradł wszystkie środki.Widzę, że nowy rząd robi co może, w szczególności jeżeli chodzi o sprawy polityczne.Według Alaaddina Khangego wizyta prezydenta Ahmada al-Szary w Białym domu na początku listopada 2025 roku była niezwykle ważna w celu zniesienia ciążących na Syrii sankcji amerykańskich:Myślę, że w ciągu jednego roku dokonali tyle, co w dziesięć lat.Odnosząc się do sprawy masakr dokonanych na mniejszościach alawickich i druzyjskich w marcu i lipcu 2025 roku, gość Radia Wnet przyznaje, że doszło do nich przede wszystkim ze względu na działania zwolenników poprzedniego reżimu. Uważa jednocześnie, że biorąc pod uwagę skalę wyzwań stojących przed nowymi władzami syryjskimi, powrót do normalności i pokoju może zająć trochę czasu.

Radio Wnet
Komunikacyjna katastrofa pod Warszawą. Mieszkańcy Łomianek domagają się natychmiastowych zmian

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 12, 2025 15:17


Codzienny dojazd z Łomianek do Warszawy stał się – jak mówią sami mieszkańcy – komunikacyjną katastrofą. O skali problemu, doraźnych rozwiązaniach i planowanej blokadzie mówił na antenie Radia Wnet Piotr Krzeski, mieszkaniec Łomianek, zaangażowany w oddolną inicjatywę mieszkańców.Już na wstępie rozmowy mieszkaniec Łomianek nie krył frustracji związanej z codziennymi korkami na północnym wjeździe do Warszawy. Jak podkreślał, sytuacja w ostatnich miesiącach znacząco się pogorszyła.„W tej chwili w godzinach szczytu potrafimy stać godzinę, żeby dojechać do Rogatek Warszawy, a mówimy o takim odcinku kilkukilometrowym. Sytuacja stała się dramatyczna, to chyba inaczej tego niż katastrofą komunikacyjną nie można nazwać” – mówił.Zwracał uwagę, że według istniejących analiz, przy sprawnie działającej infrastrukturze, dojazd z Łomianek do Warszawy nie powinien trwać dłużej niż kwadrans.„W tych analizach szacuje się, że taki dojazd do Warszawy powinien trwać nie dłużej niż 15 minut, a my stoimy w korkach godzinę albo i dłużej” – zaznaczył.Problem, jak podkreślał, nie jest nowy, ale od początku obecnego roku szkolnego stał się szczególnie dotkliwy. Historycznie sięga kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat zaniedbań związanych z północnym wjazdem do stolicy.„Sprawa dojazdu, tutaj wjazdu od północy do Warszawy, to jest bardzo przestarzały i nabrzmiały problem” – mówił Piotr Krzeski, dodając, że docelowe rozwiązanie, czyli połączenie Kiełpina z obwodnicą Warszawy na Bemowie, pozostaje wciąż w perspektywie nawet dziesięciu lat.Dlatego mieszkańcy skupiają się na rozwiązaniach możliwych do wdrożenia „na już”. W rozmowie przedstawiono cztery postulaty skierowane do prezydenta Warszawy jako organu nadzorującego miejskie instytucje odpowiedzialne za organizację ruchu.Pierwszy dotyczy synchronizacji świateł na ulicy Pułkowej.„Krajówką jeździ 2–3 tysiące samochodów na godzinę, a ulicą Wójcickiego kilkadziesiąt, może najwyżej kilkaset. A czas świateł jest 50 na 50. To jest absolutnie niezgodne ze zdrowym rozsądkiem” – podkreślał rozmówca Radia Wnet.Drugi postulat to zmiana organizacji ruchu na skrzyżowaniu ulicy Estrady z Wólczyńską, które mogłoby stać się realną alternatywą dla części kierowców z Łomianek.Najwięcej emocji wzbudza jednak trzeci punkt – budowa buspasa na ulicy Pułkowej.„Chcemy, żeby powstał buspas z Łomianek do Warszawy biegnący trzecim pasem ulicy Pułkowej. Broń Boże nie mówimy o zawężeniu obecnych pasów dla samochodów” – zaznaczał Krzeski.Jak argumentował, rozwiązanie to ma solidne podstawy ekonomiczne i ekologiczne. Przywoływał wyniki analiz wykonanych na zlecenie władz Warszawy i Łomianek.„Okazuje się, że stojąc w korkach tracimy 110 milionów złotych rocznie, a budowa buspasa to koszt rzędu 30 milionów jednorazowo” – mówił.Czwarty postulat dotyczy wąskiego gardła przy wjeździe do Warszawy od strony północnej, w rejonie Mostu Północnego.„Za miliardy złotych wybudowano ekspresówkę, która potem przy wjeździe do stolicy zostaje zwężona do jednego pasa. Trudno o bardziej ewidentny przykład działania na szkodę mieszkańców” – oceniał.Podkreślał przy tym, że mieszkańcy Łomianek generują jedynie około 30 procent ruchu na tym wjeździe, a mimo to ponoszą największe konsekwencje zatorów.„Coraz wcześniej wychodzi się z domu, żeby spróbować te korki uniknąć, albo po prostu wystać swoją godzinę, czy półtorej na dojeździe do Warszawy” – relacjonował.W rozmowie pojawił się również wątek zapowiedzianego spotkania burmistrza Łomianek z prezydentem Warszawy oraz planowanej blokady zorganizowanej przez mieszkańców.„Chcemy, żeby nasi przedstawiciele poczuli mandat i siłę tego mandatu, który im dajemy, żeby zmotywowali urzędników do realnych działań, a nie kolejnego gadulstwa i przerzucania się argumentami” – podkreślał Krzeski.Mieszkańcy zapowiadają manifestację w piątek, 19 grudnia, o godzinie 15 w Burakowie.„Spotykamy się na przejściu w Burakowie, gdzie będziemy demonstrować nasze postulaty i zwracać uwagę na nasz problem, bo decyzje zapadają niestety po stronie warszawskiej” – zapowiedział.Na zakończenie rozmowy nasz gość podkreślił, że nie występuje jako polityk ani radny, lecz jako jeden z tysięcy mieszkańców szybko rozrastających się Łomianek.„Nie jestem radnym. Jestem mieszkańcem Łomianek i takim pozostanę. Jest nas blisko 39 tysięcy i wszyscy chcemy dojeżdżać do pracy i szkół w sposób normalny” – podsumował.

Radio Wnet
Polska powinna uczyć się od Turcji. Czarnecki o szansie dla naszej zbrojeniówki

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 11, 2025 10:50


– Uczmy się od Turcji. Polska musi budować własny przemysł militarny, a nie tylko kupować sprzęt za granicą – apeluje były eurodeputowany, Ryszard Czarnecki.Ryszard Czarnecki, polityk i historyk, były eurodeputowany PiS, ostro komentuje nowe cele klimatyczne Unii Europejskiej i zderza je z amerykańską strategią bezpieczeństwa. W jego ocenie Bruksela wchodzi na ścieżkę gospodarczego samozniszczenia, a jednocześnie staje się coraz bardziej zależna od Stanów Zjednoczonych.W „Greku Zorbie” mieliśmy „jaka piękna katastrofa”. Teraz można, trawestując, powiedzieć: jakie efektowne samobójstwo – jego kolejna odsłona. Samobójstwo gospodarcze, samobójstwo ekonomiczne.Czarnecki przypomina, że Unia Europejska już dziś przegrywa globalną konkurencję:W ciągu ostatnich sześciu dekad tylko nad jednym kontynentem – nad Afryką, pozbawioną kolonialnych rządów – zwiększyliśmy przewagę. Inne nas przegoniły, jak Azja, albo zwiększyły przewagę, jak Ameryka. Goni nas Ameryka Łacińska.Jego zdaniem kluczową przyczyną jest ideologicznie napędzana polityka klimatyczna, której reszta świata w takiej skali nie kopiuję:Dzieje się tak właśnie dlatego, że w ideologicznych oparach takiego „postępowego ekologizmu” dusi się gospodarkę – przy czym inne kontynenty tego nie robią.Hiszpanie niemal płakali, że im i innym krajom Unii zabrania się wydobywać fosforytów z Morza Śródziemnego, a muzułmańskie Maroko i niemuzułmański Izrael wydobywają je na potęgę. W ten sposób Unia sama sobie kopie grób.W tej logice – dodaje – Europa staje się „dziadem proszalnym”, który za bezpieczeństwo musi płacić podwójnie: klimatycznymi ograniczeniami i zakupami broni.Jeżeli się nie zmieni, będzie coraz mniej konkurencyjna i coraz bardziej stanie się takim „dziadem proszalnym”, który będzie prosił Amerykanów o obronę.Amerykańska strategia: mniej sentymentów, więcej interesówNowa strategia USA, ogłoszona przez administrację Donalda Trumpa, przesuwa ciężar odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy na same państwa europejskie. Czarnecki przypomina, że to właśnie za rządów Trumpa doszło do realnego wzrostu wydatków obronnych w NATO:Za prezydenta Bidena ledwie siedem krajów z ówczesnych trzydziestu państw członkowskich NATO wypełniało wymóg 2% PKB na obronność. Za prezydenta Trumpa w tej chwili to już 23 kraje.Podkreśla, że wbrew przekazowi liberalnych mediów to nie „wróg NATO”, lecz polityk, który wymusił na Europie większą odpowiedzialność finansową:Człowiek oskarżany przez media lewicowo-liberalne o to, że jest „wrogiem NATO”, realnie zwiększył siłę NATO, bo europejscy członkowie Sojuszu znacząco podnieśli nakłady.Ale za tą zmianą stoi – jego zdaniem – bardzo prosty rachunek ekonomiczny:Amerykanie proponują dla siebie układ idealny: Europa ma więcej wydawać na obronność, najlepiej kupując amerykańską broń. Na tym oczywiście USA będą robiły interesy.Nie oburzajmy się, że Donald Trump i Amerykanie dbają o własne interesy – lepiej uczmy się od nich i wiążmy polską politykę zagraniczną także z interesami ekonomicznymi naszego państwa.Unia Europejska jako całość, jeśli chodzi o realną politykę obronną, pozostaje – według Czarneckiego – „liliputem” i „pasażerem na gapę”, który dotąd liczył głównie na parasol USA. Teraz musi płacić więcej – niekoniecznie wzmacniając własny potencjał przemysłowy.„Garnięcie pod siebie” Berlina i ParyżaByły eurodeputowany zwraca uwagę, że europejska „polityka obronna” ma bardzo konkretnych beneficjentów:Ta europejska polityka obronna sprowadza się do tego, żeby podatnik europejski więcej wydawał na konkretne zamówienia z niemieckich i francuskich firm zbrojeniowych. To jest zagarnianie pod siebie przez dwa główne „motory” integracji, czyli Niemcy i Francję.Ciężar finansowy ma więc spocząć na budżetach państw, ale efekty – w postaci kontraktów – często lądują poza granicami nowych krajów członkowskich. To prowadzi do pytania o polską politykę zakupową.Polska zbroi się za granicą. „Zrobiliśmy dużo, ale za mało”Czarnecki przyznaje, że rządy prawicy znacząco zwiększyły wydatki na obronność i sprowadziły do Polski nowoczesny sprzęt, ale uważa, że kluczowa część zadania wciąż jest niewykonana:Uważam, że rządy prawicy zrobiły dużo, ale w tym jednym obszarze – choć miały dobre intencje – zrobiły za mało. Za mało było twardej, oficjalnej polityki państwa polskiego wspierania polskiego przemysłu zbrojeniowego.Zwraca uwagę na łatwość, z jaką decydenci sięgają po gotowe rozwiązania z USA czy Korei Południowej, zamiast budować własne moce:Najłatwiej jest zamówić za ciężkie pieniądze świetny sprzęt za granicą – i nie kwestionuję jakości tego sprzętu – ale dużo trudniej jest konsekwentnie wspierać własne firmy.Jako wzór wskazuje Turcję:Uczmy się od innych – od Turcji.Ostatnie ćwierćwiecze to czas olbrzymiej ofensywy małych, średnich i dużych firm zbrojeniowych – państwowych i prywatnych – które miały bardzo mocne wsparcie państwa, jeśli chodzi o eksport i zamówienia krajowe.Turcja stała się potęgą na światowym rynku zbrojeniowym właśnie dzięki świadomej, wieloletniej strategii wspierania rodzimego przemysłu.Przypomina też o skuteczności tureckich dronów w pierwszych miesiącach pełnoskalowej wojny na Ukrainie:Tureckie drony w pierwszych miesiącach wojny w Europie Wschodniej wygrywały z izraelskimi dronami, które były na wyposażeniu Rosji – warto to przypomnieć.„Jedyny kraj, który graniczy i z Ukrainą, i z Rosją”W tym kontekście Polska – według Czarneckiego – powinna traktować własny przemysł obronny jako strategiczne zadanie ponad podziałami partyjnymi:Trzeba się uczyć od Ankary i Stambułu: mocne wsparcie państwa, ale nie „bla, bla, bla” i deklaracje od święta, tylko realna, długofalowa strategia, kontynuowana przez kolejne rządy, nawet różnych opcji politycznych.Polska – jako jedyny kraj, który jednocześnie graniczy z Ukrainą i z Rosją – tym bardziej musi nastawić się na budowę własnego, silnego przemysłu militarnego.W jego diagnozie los Unii i miejsce Polski w zachodnim systemie bezpieczeństwa będą zależały od dwóch decyzji: czy Europa porzuci „ideologiczny ekologizm” na rzecz konkurencyjności oraz czy Polska wreszcie zacznie traktować swój przemysł zbrojeniowy tak poważnie, jak robi to Ankara.

Radio Wnet
„Łamie konstytucję” czy „konieczna dla bezpieczeństwa”? Debata o rynku krypto w Radiu Wnet

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 10, 2025 48:33


W „Odysei Wyborczej” Radia Wnet Krzysztof Skowroński poprowadził debatę poświęconą ustawie o rynku kryptoaktywów, zestawiając odmienne stanowiska dwóch ekspertów:prof. Krzysztofa Piecha – ekonomisty, profesora Uczelni Łazarskiego, dyrektora Centrum Technologii Blockchain;Michała Gromka – eksperta ds. przestępczości finansowej i kryptowalut, doradcy OBWE i Rady Europy.Punktem wyjścia była decyzja premiera Donalda Tuska, który – po wecie prezydenta Karola Nawrockiego – ponownie skierował do Sejmu ustawę o rynku kryptoaktywów, z apelem, by tym razem została podpisana. Skowroński zapowiedział „pojedynek dwóch ekspertów”, ale szybko okazało się, że to raczej spór o to, jak pogodzić bezpieczeństwo państwa z rozwojem polskiego rynku kryptowalut, niż klasyczne „za” i „przeciw”.„Dowcip premiera” i weto prezydentaProf. Piech od początku nie krył dystansu do ruchu rządu, który praktycznie bez zmian wraca z tym samym projektem, który kilka dni wcześniej zawetował prezydent.Taki ciekawy dowcip premier zrobił, bo jeśli byśmy przeczytali, z jakiego powodu pan prezydent zawetował ustawę – a te powody są znane, bo jest uzasadnienie na kilkanaście stron – to nic się nie zmieniło. Absolutnie nic. To, że prezydent czegoś nie wiedział, a teraz, jeśli zwróci się do premiera, to może się o tym dowiedzieć, nie zmienia w żaden sposób zarzutów, które już zostały przez prezydenta na piśmie zgłoszone– podkreśla.Z drugiej strony Michał Gromek przyznaje, że projekt jest daleki od ideału, ale widzi w nim konieczne narzędzie do walki z realną przestępczością.Absolutnie nie neguję, że są aspekty tej ustawy, które wymagają ulepszenia. Pytanie brzmi: czy możemy ją zaakceptować w takiej formie i potem nad nią pracować? (…) Wyzwania związane ze zwalczaniem przestępczości finansowej i tym, co dzieje się na rynku kryptowalut, są tak duże, że mamy obowiązek tę ustawę wprowadzić– argumentuje.Przypomina, że Polska jest ostatnim państwem w UE, które tak fundamentalne spory wokół MiCA (rozporządzenie w sprawie rynku kryptoaktywów w Unii Europejskiej) prowadzi dopiero w 2025 roku, podczas gdy dyskusje na poziomie europejskim ruszyły w 2018 r.Bezpieczeństwo kontra wolność rynkuGromek patrzy na ustawę przede wszystkim przez pryzmat bezpieczeństwa i walki z przestępczością finansową. Opowiada o własnych wizytach w kantorach kryptowalut w Polsce i innych krajach.Z własnego doświadczenia, chodząc do tych różnych podmiotów, w bluzie, mówiąc, że chciałbym kupić kryptowaluty za 50, 100, 150 zł, widzę, że w marginalnej części firm ktoś w ogóle pyta o dowód. Bardzo często podmioty, które oferują sprzedaż i zakup kryptowalut, nie mają żadnych narzędzi, żeby zweryfikować, czy przedstawiony dokument jest prawdziwy– relacjonuje.Jako przykład skali problemu przywołuje handel narkotykami przez komunikator Telegram.Mogę się założyć o swój motor, że można teraz w Google wpisać nazwę narkotyku, ‘Warszawa', ‘Telegram' i ‘portfel kryptowalut'. Wyskoczy bot, który pokaże, w jakiej dzielnicy mieszkasz. Wpłacasz na portfel krypto, po 30–40 minutach masz paczkę pod wskazanym drzewem– mówi, podkreślając, że nie jest to tylko polski problem, ale zjawisko paneuropejskie.Podsumowuje to mocnym porównaniem:„Dla wielu podmiotów to jest trochę tak, jakbyśmy mieli sprzedaż broni bez licencji. Biznes się cieszy, podatki wpływają, ale długoterminowo sprzedaż broni bez licencji jest czymś złym dla społeczeństwa”.Prof. Piech: ustawa łamie konstytucję, prawo unijne i dobija polski biznesProf. Piech nie dyskutuje z tym, że regulacje są potrzebne, ale kwestionuje konkretny kształt projektu forsowanego przez rząd.Po pierwsze wskazuje na zarzuty konstytucyjne:W tej ustawie łamana jest nasza konstytucja. Jeśli można czyjąś firmę zamknąć decyzją urzędniczą, bez realnej możliwości odwołania się do sądu, narusza to zasadę zaufania obywatela do państwa i ochronę własności. Jeśli już coś mamy, to tylko wyrokiem sądu można nam to odebrać– podkreśla.Po drugie – proporcjonalność kar i relację do prawa UE.Każdy kraj Unii miał wprowadzić podobne przepisy. Polska bardzo odstaje. Grożą nam skargi do Komisji Europejskiej i postępowania przed TSUE. Chodzi też o proporcjonalność: w innych krajach za drobne przewinienia są drobne kary, za poważne – wysokie. W naszym projekcie mamy głównie bardzo wysokie sankcje i rozwiązania karne, a nie administracyjne. Ta proporcjonalność, o którą chodzi Unii, nie jest zachowana– wylicza.Trzeci kluczowy zarzut to konkurencyjność.Firmy zagraniczne będą miały dużo łatwiejsze możliwości funkcjonowania w Polsce niż polskie. Opłaty będą czasami kilkukrotnie niższe, kontakt z nadzorem bardziej przewidywalny, reputacja nadzoru – lepsza. Racjonalnie rzecz biorąc, jedynym rozwiązaniem dla polskich firm staje się przeniesienie za granicę– mówi.Prof. Piech wskazuje na konkretne kierunki: Czechy, Słowację, Litwę, Słowenię, Maltę, Cypr, a także Niemcy – przywołując niemiecki system podatkowy, w którym sprzedaż kryptowalut po roku od nabycia nie generuje podatku dochodowego.Rynek już się przestawia. „Polskie” krypto ucieka z PolskiZ punktu widzenia Piecha, kluczowe jest to, że rynek nie czeka na decyzje polityków – firmy już dziś przygotowują się na życie poza polską jurysdykcją.Rozporządzenie MiCA już obowiązuje w Polsce, mimo że nie mamy ustawy. Część firm zagranicznych działa u nas legalnie, paszportując licencje z innych państw UE. Czy ustawa wejdzie w życie, czy nie – biznes kryptowalutowy i tak tu będzie obecny, bo jesteśmy w Unii Europejskiej– tłumaczy. Zwraca uwagę, że GIIF już dziś prowadzi kontrole i wykreśla podmioty z polskiego rejestru.Od 30 grudnia ubiegłego roku obowiązują Travel Rule i MiCA. Firmy muszą gromadzić dane o tym, kto dokonuje transakcji między kim a kim. GIIF z tych narzędzi korzysta – z rejestru wykreślono już ponad 300 podmiotów– zaznacza.Z jego perspektywy problemem nie jest brak regulacji, ale to, że nowa ustawa może dodatkowo utrudnić nadzór nad polskimi firmami.Jeśli polskie firmy przeniosą się pod inne nadzory w UE, nasze służby będą musiały prosić o informacje za pośrednictwem organów innych państw. To wydłuży proces, nie poprawi bezpieczeństwa. Nie widzę tu zysku – widzę realne ryzyko, że nadzorowane biznesy po prostu wyjdą z Polski– dodał.Gromek: bezpieczeństwo nie może być zakładnikiem sporu politycznegoMichał Gromek zgadza się, że ustawa nie jest doskonała i że wiele przepisów trzeba poprawić. Ale jego zdaniem dalsze przeciąganie procesu legislacyjnego jest równie groźne, a może nawet groźniejsze, niż przyjęcie wadliwego projektu i jego szybkie nowelizacje.Bezpieczeństwo stało się w tej debacie zakładnikiem. A nie powinno. Problemy są realne i znaczne w skali całej Unii Europejskiej. Widzę je codziennie, pracując z nadzorami i służbami. Musimy wreszcie dać im narzędzia– podkreśla. Przypomina też, że KNF, policja, GIIF i CBŚP były szkolone, ale bez właściwej ustawy ich możliwości są ograniczone.Nie mamy narzędzi, nie mamy pełnego nadzoru. Ustawa powinna być wdrożona w 2019, najpóźniej w 2021 roku. Opóźnienie to już cztery lata. Udajemy, że sobie radzimy. Ja się tak nie czuję – uważam, że nie jesteśmy w 100 proc. bezpieczni– mówi. Jednocześnie chwali część postulatów Piecha – choćby dotyczących wysokości opłat nadzorczych – wskazując, że w wielu punktach ich spojrzenia się uzupełniają, a nie wyklucz...

Radio Wnet
Nowa strategia bezpieczeństwa USA i art. 5 NATO. Były minister: Jeżeli się pomylimy, tracimy niepodległość

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 9, 2025 24:06


 W Klubie Metali Ziem Rzadkich prowadzonym przez redaktora Krzysztofa Skowrońskiego rozmowa o nowej strategii bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych szybko zamieniła się w debatę o tym, jak powinna myśleć o swoim bezpieczeństwie Polska.W audycji debatowali ze sobą politolog prof. Andrew Michta, były minister rozwoju Piotr Nowak oraz były prezes Świętokrzyskiej Grupy Przemysłowej Industria, Szczepan Ruman.Prof. Andrew Michta zwracał uwagę, że światowy system bezpieczeństwa jest dziś rozciągany na kilku teatrach jednocześnie. Wskazał na wojnę na Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie i potencjalnie wybuchowy Półwysep Koreański.Politolog przypominał też, że amerykańska strategia musi godzić rosnące zadłużenie USA z koniecznością utrzymania przewagi militarnej nad Chinami.Stany Zjednoczone zbliżają do 38 trylionów dolarów zadłużenia. My po raz pierwszy wydajemy więcej na koszt obsługiwania długu niż na budżet obronny– zauważa, wskazując, że jednym z kluczy do zrozumienia strategii jest także kongresowa autoryzacja wydatków zbrojeniowych.Szczepan Ruman zwraca z kolei uwagę na szeroki, wielowymiarowy charakter dokumentu przyjętego w Waszyngtonie.To jest strategia bezpieczeństwa narodowego, czyli ona jest taka wielodomenowa. To nie jest strategia stricte militarna, wojskowa. Ona właśnie obejmuje i rynki finansowe, ekonomię. Są tam też pewne projekcje, powiedziałbym, kulturowe dotyczące Europy– mówi. Podkreśla, że Amerykanie w tej strategii po prostu przyjmują do wiadomości własne ograniczenia i konieczność podzielenia się odpowiedzialnością.Amerykanie powiedzieli sobie: nie możemy dłużej pełnić roli tego żandarma światowego, czyli tak jak to jest w tej strategii wpisane, Atlasa, który niesie cały pokój globalny na swoich barkach. Dłużej nas na to nie stać, musimy się podzielić. Musi Korea wziąć więcej odpowiedzialności, Japonia wziąć więcej odpowiedzialności, Europa wziąć więcej odpowiedzialności– ocenia Ruman.Najbardziej alarmujący ton przyjmuje jednak Piotr Nowak, który patrzy na strategię USA przez pryzmat finansów i konsekwencji dla wschodniej flanki NATO. Najpierw przypomina, jak głęboko gospodarki amerykańska i chińska są ze sobą splecione.Chiny się bogaciły, budowały swoje zasoby. Stany Zjednoczone poszły w kierunku sektora finansowego. I proszę zauważyć tą rzecz, że rezerwy, które zgromadziły Chiny, to było około 4 trilionów dolarów, i w dużej mierze są jednym z większych nabywców amerykańskich obligacji– wylicza. Zwraca uwagę na narastający dług i deficyty:Prezydent Trump zapowiada, pokazuje ścieżkę, że ten deficyt co roku będzie koło 7–8%, są nie do utrzymania. (…) Dochodzimy do takiego momentu, gdzie wszyscy skupiamy się na geopolityce, skupiamy się na militariach, bo to dotyczy naszego regionu, ale de facto to podbrzusze finansowe w Stanach Zjednoczonych stało się bardzo miękkim podbrzuszem– ocenia.Na tym tle Nowak przechodzi do tego, co dla Polski jest kluczowe: wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa i artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Przypomina wypowiedź Scotta Bessenta z września, która – w jego ocenie – powinna zapalić w Warszawie wszystkie czerwone lampki.On został zapytany, czy gdyby Rosja zaatakowała wschodnią flankę, to USA pomogą. On powiedział: no możemy dostarczyć broń, czytaj: sprzedać. Nie będziemy wysyłali swojego wojska– mówi.Z jego słów wynika jednoznaczna obawa: w razie rosyjskiej agresji – czy to na państwa bałtyckie, czy nawet na Polskę – Stany Zjednoczone mogłyby uznać, że obrona regionu spoczywa przede wszystkim na samych zagrożonych państwach. Nowak podkreśla, że w takim scenariuszu wiarygodność artykułu 5 NATO mogłaby zostać realnie zakwestionowana, co czyni sytuację szczególnie niepokojącą.Dlatego jego zdaniem polska debata o strategii USA i o zapisach dotyczących relacji z Rosją nie powinna zatrzymywać się na poziomie komentarzy.My jako Polska powinniśmy działać w taki sposób, jakby Ameryka na przykład nie przyjechała nam pomóc. Bo jeżeli my liczymy, że przyjedzie nam pomóc i się pomylimy, to tracimy niepodległość. Koszty pomyłki dla nas są tak duże, że powinniśmy obstawiać najczarniejszy scenariusz– mówi.Z tego wynika bardzo konkretne zadanie dla polskiej dyplomacji i wojska. Nowak apeluje o budowę realnych, gęstych więzi wojskowych i politycznych w regionie – szczególnie z państwami, które poważnie traktują bezpieczeństwo.Powinniśmy zawiązywać relacje z Finlandią, z Norwegią, z Turcją. (…) To, co się dzieje obecnie na świecie, to minister spraw zagranicznych powinien być przynajmniej raz w miesiącu w tych stolicach, nie raz na pół roku– podkreśla. Wskazuje też na brak wspólnych ćwiczeń z kluczowymi sojusznikami na północy.Według byłego ministra rozwoju strategiczne partnerstwo to nie tylko traktaty, ale także osobiste relacje między dowódcami i wspólne planowanie na wypadek kryzysu.Powinniśmy zacząć to ćwiczyć, żeby nasi dowódcy z dowódcami finlandzkimi zjedli sobie kolację, znali się, co miesiąc się widywali, budowali relacje, bo nie daj Boże, przyjdzie do sprawdzenia tych relacji, to potem przy podjęcia trudnych decyzji, który pluton, która kompania, gdzie będzie stała, no to jednak te relacje między dowódcami osobiste, zbudowanie zaufania jest kluczowe– mówi.Nowak podsumowuje, że Warszawa nie powinna skupiać się na interpretowaniu intencji Waszyngtonu, tylko na budowaniu własnej odporności.My zamiast skupiać się na tym, my tu możemy dyskutować, tak? Ale my jako państwo, jako rząd nie powinniśmy skupiać się, co możemy wyczytać z tej strategii, tylko zabezpieczyć się– podkreśla./fa

Radio Wnet
„Polska jest lekceważona”. Gen. Samol ostrzega przed nowym resetem z Rosją

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 9, 2025 15:02


W Popołudniu Radia Wnet generał broni w stanie spoczynku Bogusław Samol – były dowódca Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego NATO i wykładowca Akademii Sztuki Wojennej – komentuje nową strategię bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych oraz niedawny wywiad Donalda Trumpa. W centrum jego analizy znajduje się zasadnicza zmiana globalnego układu sił: Ameryka przestaje być jedynym gwarantem bezpieczeństwa Zachodu.Generał przypomina, że kierunek polityki Trumpa nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem, bo „jego poglądy i ideologię poznawaliśmy już w kampanii wyborczej”. Podkreśla, że fundamentem nowej strategii są wartości, które Trump „buduje na bazie chrześcijaństwa”, a w polityce migracyjnej i bezpieczeństwa stawia na twarde, jednoznaczne decyzje.W ocenie generała najważniejsze jest jednak to, że strategiczne dokumenty USA przesuwają punkt ciężkości z roli lidera na rolę państwa broniącego przede wszystkim własnych interesów.Bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych jest na pierwszym miejscu. W drugiej kolejności gospodarka światowa ma służyć interesom amerykańskim– zaznacza. To podejście ma bezpośrednie konsekwencje dla Europy.Ameryka przyjdzie wtedy, kiedy będzie miała w tym interes. I wtedy, kiedy pewne zdolności w Europie będą deficytowe. Nie ma już mowy o roli jedynego lidera światowego– mówi.W rozmowie generał otwarcie ocenia stan europejskiej polityki bezpieczeństwa. Jak podkreśla, „Europa Zachodnia nie ma narzędzi. Ma tylko deklaracje polityczne i chęci”.Samol przypomina, że od początku wojny na Ukrainie europejskie państwa reagowały zbyt wolno, bo „zamiast od razu udzielić pomocy materialnej, jedni dostarczali hełmy, inni zastanawiali się, czy dostarczyć rakiety dalekiego zasięgu. Cały czas były tylko deklaracje”.Wskazuje także dramatyczne różnice w potencjale militarnym poszczególnych państw UE.Francja ma 70 haubic. W porównaniu z tym, co ma dziś Polska, to jest bardzo biedny kraj. Europa dopiero zaczyna myśleć o obronie, ale jeszcze nie dojrzała do tego, by się bronić– zaznacza.Ryzyko resetu z Rosją i pierwsze sygnały pomijania PolskiJednym z najmocniejszych akcentów rozmowy jest ostrzeżenie przed możliwym powrotem do polityki resetu z Moskwą.W strategii bezpieczeństwa USA jest zapis, że Europa musi sobie układać stosunki z Federacją Rosyjską. Ja się obawiam powrotu do resetu 2011 roku– mówi generał. Zwraca uwagę, że w Europie dochodzi już do procesów, w których Polska nie uczestniczy:Francja, Niemcy i Wielka Brytania stworzyły Pakt Bezpieczeństwa – bez Polski, kraju frontowego. To bardzo niepokojący sygnał– stwierdza. Jeszcze większy niepokój budzi informacja o decyzjach dotyczących polskiego terytorium podejmowanych bez konsultacji z Warszawą.Bez naszej zgody ktoś zdecydował, że na terytorium Polski mogą stacjonować europejskie myśliwce. My dowiadujemy się o tym z mediów– podkreśla.Mimo ogromnych nakładów na wojsko, Polska planuje dysponować ok. 1300 czołgami do 2030 roku, zdaniem generała nie jest traktowana jak kluczowy partner.Polska przygotowuje się do obrony, wykłada horrendalne sumy na zbrojenia, ma większy potencjał niż wielu sojuszników. A mimo to jest lekceważona– stwierdza. Samol ostrzega, że dopóki Warszawa nie zmieni filozofii działania, będzie pozbawiona wpływu na decyzje dotyczące jej bezpieczeństwa. Jak ocenia, „w Polsce cały czas jest system naiwności. My mówimy o wartościach, o tolerancji, a bezpieczeństwo buduje się siłą”.Na koniec dodaje, że to Amerykanie od lat przypominają prostą zasadę, którą Europa dopiero musi zinternalizować:„Wywiad, dyplomacja, gospodarka i siły zbrojne – w tej kolejności buduje się bezpieczeństwo. Bez siły nie ma suwerenności”./fa

Radio Wnet
Demografia to tykająca bomba. Socha: Posiadanie dzieci stało się ekonomicznie nieracjonalne

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 8, 2025 17:08


 W Poranku Radia Wnet Barbara Socha, doradca prezydenta Karola Nawrockiego i przewodnicząca prezydenckiej Rady Rodziny i Demografii, przypomina, że o dzisiejszym kryzysie demograficznym demografowie mówili od co najmniej 20 lat.Od 1989 roku nie mamy zastępowalności pokoleń. Rodzi się nas mniej, niż umiera– podkreśla. Zwraca uwagę, że w wieku najlepszym dla rodzenia dzieci są dziś bardzo mało liczne roczniki początku lat 2000, więc obecny kryzys jest „echem” wcześniejszych zapaści.Socha odrzuca proste tezy o rzekomej nieskuteczności programów typu 500 Plus.Pracowaliśmy na to, co mamy, przez wiele dekad. Tego nie da się odwrócić z roku na rok. Mówienie, że 500 Plus nie zadziałało, to gdybologia. Bez takich programów byłoby po prostu jeszcze gorzej– ocenia.Jako jeden z kluczowych czynników wymienia warunki materialne młodych rodzin – przede wszystkim mieszkanie, wysokie koszty życia i niestabilne dochody.Problem mieszkaniowy jest jednym z największych. Śmiem twierdzić, że sto lat temu było łatwiej zbudować dom dla rodziny niż dziś młodemu mężczyźnie po studiach– mówi. Zwraca przy tym uwagę na „lukę edukacyjną”: znacznie więcej kobiet niż mężczyzn ma wyższe wykształcenie, co komplikuje dobór partnerów i decyzje o założeniu rodziny.Kluczowy, jej zdaniem, jest jednak kryzys relacji.Mamy badania, które pokazują, że czterdzieści kilka procent młodych Polaków do 30. roku życia nie jest w żadnym związku. A bez związków nie ma dzieci– zaznacza. Przypomina też, że według badań z 2022 roku dla 86 proc. badanych do 40. roku życia decyzja o dziecku jest skorelowana z decyzją o małżeństwie.Polki nie chcą być samotnymi matkami. To naturalne. Dlatego mówienie, że to "kobiety nie chcą mieć dzieci", jest uproszczeniem– dodaje.Socha akcentuje również ekonomiczny koszt macierzyństwa w dzisiejszym modelu społecznym.Kobiety ponoszą olbrzymi koszt utraconych możliwości. Dzieci zmniejszają staż pracy, dochody i przyszłą emeryturę. W takim systemie posiadanie dzieci jest ekonomicznie nieracjonalne. Dzieci stają się pewnego rodzaju luksusem– mówi.Jako obszar, w którym państwo może zadziałać szybko i praktycznie bezkosztowo, wskazuje ograniczenie dostępu dzieci do smartfonów, mediów społecznościowych i pornografii. Wylicza kraje, które już wprowadziły różne formy regulacji – od Australii po Francję, Danię, Niemcy czy Rumunię – i dodaje:„Te narzędzia dewastują mózgi dzieci, ich zdolność koncentracji, pamięć, ale przede wszystkim umiejętność budowania relacji. Uważam, że szkodzą bardziej niż papierosy. A my w Unii Europejskiej jesteśmy na szarym końcu, jeśli chodzi o reakcję państwa”.Mówiąc o pracach Rady Rodziny i Demografii, Socha zapowiada długofalowe podejście.Pan prezydent oczekuje od nas konkretnych rozwiązań. Zamrażarka dziś jest, za rok może jej nie być. My musimy mieć gotowe projekty, kiedy zmieni się rząd, a nie dopiero wtedy zaczynać pracę. Te rozwiązania nie będą ani proste, ani oczywiste, dlatego potrzebują czasu i debaty publicznej– podkreśla.Na koniec przypomina, że system emerytalny bez demografii po prostu się nie domknie.System zależy od wysokości składek i liczby osób, które je płacą. Osoby wychowujące dzieci i pracujące kontrybuują podwójnie. Moją emeryturą – mam nadzieję – będą moje dzieci– podsumowuje.

Radio Wnet
Dr Dębski o reparacjach: Rząd broni niemieckiego interesu

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 4, 2025 17:35


Po wizycie w Berlinie premier Donald Tusk zapowiedział, że jeśli Niemcy nie przedstawią satysfakcjonujących propozycji, Polska może sama wypłacić świadczenia dla jeszcze żyjących ofiar nazizmu. W ocenie dr. Sławomira Dębskiego to dowód na brak realnej strategii rządu.W przekonaniu gościa Radia Wnet jest „to desperacka próba wykręcenia kota ogonem", a rząd Tuska nadal „nie ma żadnej polityki wobec Niemiec w sprawie reparacji”.Po dwóch latach mamy do czynienia z absolutnie kuriozalną politycznie propozycją. W moim przekonaniu pojawił się ten pomysł po stronie rządowej w poczuciu absolutnej desperacji. Nie są w stanie opracować polityki rozmów ze stroną niemiecką na ten temat i uciekają się do takich retorycznych manifestacji– komentuje. Jak dodaje, rząd przedstawia pomysły, które mają charakter retoryczny, a nie operacyjny.Dębski podkreślał, że w swojej pracy naukowej nigdy nie spotkał się z sytuacją, w której państwo podejmowałoby decyzje polityczne pod wpływem emocji, takich jak poczucie wstydu. Jak zaznaczył, logika działania rządu nie może opierać się na tym, że „druga strona nas zawstydziła”, bo wstyd nie funkcjonuje w polityce jako jakakolwiek realna waluta czy czynnik sprawczy.„Tusk mówił do polskiego podatnika, nie niemieckiego”Dębski podkreśla, że słowa premiera nie wywołają żadnej presji na Berlin.Niemiecki podatnik wzruszy ramionami. Jeśli Polska chce płacić z własnych pieniędzy – to dlaczego Niemcy mieliby reagować?– komentuje. Jego zdaniem deklaracja była kierowana wyłącznie do polskiej opinii publicznej i nie zmienia realnego układu negocjacyjnego.Historyk krytykuje polityków, którzy sugerują, że Polska została „zadośćuczyniona” poprzez powojenne granice lub że reparacje zamyka rzekome zrzeczenie się ich w 1953 roku. Jak zaznacza, przedstawiciele rządu powielają niemiecką narrację, a nie bronią interesu polskiego społeczeństwa.Dodaje, że współczesna klasa polityczna nie nawiązuje do żadnej realnej tradycji państwowego myślenia o granicy zachodniej i długu odszkodowawczym RFN.1953 rok? „To argument niemiecki, nie polski”Dębski przypomina, że formalne stanowisko PRL z 1953 r. nie ma charakteru międzynarodowo wiążącego, a przede wszystkim nie zostało wyrażone swobodnie, lecz w warunkach zależności od ZSRR.To wspieranie tezy, że sprawa jest zamknięta. A Polacy mają poczucie, że zostali w tej kwestii oszukani– mówi. Zwraca również uwagę, że sam premier Tusk – po raz pierwszy od objęcia urzędu – przyznał w Berlinie, iż „sprawa nie jest uregulowana”.I teraz polskie społeczeństwo ma poczucie, że zostało w tej sprawie oszukane. Mam pretensje o to, że koalicja rządowa i elity rządowe zachowują się nieracjonalnie, czyli bronią interesu niemieckiego, a nie interesu polskiego społeczeństwa– podsumował dr Dębski.

Radio Wnet
Zamiast reparacji – jałmużna? Ostre słowa Budzisza o polityce Tuska wobec Niemiec

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Dec 2, 2025 19:44


Budzisz podkreśla, że reparacje wojenne od Niemiec dotyczą państwa polskiego, nie tylko żyjących ofiar, a pokój na Ukrainie może zostać wynegocjowany bez udziału Warszawy.Po wizycie w Berlinie premier Donald Tusk zapowiedział, że jeśli Niemcy nie przedstawią satysfakcjonujących propozycji, Polska może sama wypłacić świadczenia dla jeszcze żyjących ofiar nazizmu.Marek Budzisz, analityk Strategy & Future, uważa, że to mylenie pojęć:Tu nie chodzi o zadośćuczynienie dla osób, które przeżyły II wojnę, tylko o zadośćuczynienie dla państwa polskiego za gigantyczne zniszczenia– podkreśla.Zwraca uwagę, że zasadniczą kwestią są reparacje wojenne od Niemiec oraz zwrot zagrabionych dóbr kultury, które wciąż znajdują się za Odrą:Należałoby zacząć od oddania dóbr kultury ukradzionych przez państwo niemieckie– mówi.Wsparcie dla ofiar wojny Budzisz nazywa obowiązkiem państwa polskiego, ale podkreśla, że:To nie pozostaje w żadnym związku z odszkodowaniami ze strony państwa niemieckiego.

Radio Wnet
„Te rządy wykończą telewizję publiczną”. Ostra diagnoza Agnieszki Romaszewskiej

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 26, 2025 27:55


Narastają obawy o przyszłość kanałów kierowanych do Polaków za granicą – TVP Polonia i TVP Wilno – oraz o kondycję całej telewizji publicznej (w likwidacji). Rzecznik rządu zapewnia, że TVP Polonia „nie zniknie”, ale za kulisami trwają rozmowy o cięciach, a pracownicy nie wiedzą, czy po świętach będą mieli pracę.https://wnet.fm/2025/11/26/koniec-prawdziwej-tvp-polonia-wrobel-rozwalaja-zespol-i-mosty-z-polakami-za-granica/ Dla Agnieszki Romaszewskiej-Guzy, wieloletniej dyrektor Biełsatu i byłej szefowej TVP Polonia, ten scenariusz brzmi bardzo znajomo.To zapewnianie, że wszystko będzie, niezależnie od tego, czy będzie 5 groszy na to i od kiedy, jest bardzo podobne do tego, co przeżyliśmy w Biełsacie. Moja wiara w te zapewnienia jest bardzo mała. Myślę, że to po prostu jest w większości nieprawda– mówi.Przypomina, że TVP Polonia jest wymieniona z nazwy w ustawie o radiofonii i telewizji, dlatego formalnie nie da się jej zlikwidować, ale można zostawić jedynie „kadłubek” kanału. Znacznie gorzej wygląda sytuacja TVP Wilno, które w ustawie nie figuruje i – jak zaznacza – można nim „dosyć dowolnie” rozporządzać.Biełsat: z narzędzia soft power do „żałości”Romaszewska-Guzy w ostrych słowach mówi o losie Biełsatu, który przez lata był – jak podkreśla – jednym z najważniejszych polskich instrumentów oddziaływania na Wschód. Dziś stacja została podzielona na trzy części: białoruską, rosyjską i ukraińską, co w jej ocenie rozbija pierwotną ideę jednego, silnego kanału.Moim zdaniem to jest dosyć bezsensowne, bo myśmy to umyślnie trzymali razem, żeby to był taki nasz głos na wschód, niezależnie od tego, że zainteresowania tych różnych krajów są różne– podkreśla. I zwraca uwagę na drastyczne cięcia budżetowe.Kiedy odchodziłam jeszcze w 2023 roku z telewizji Biełsat, to ona miała 63 miliony budżetu. (…) W tej chwili to jest po prostu żałość. (…) Niektóre materiały mają niesłychanie niską oglądalność– mówi.Krytykuje również kierunek programowy: flagowym programem ma być dziś śniadaniówka pokazująca, jak żyje się emigrantom w Polsce.Opowiadanie mieszkańcom Białorusi, jak fajnie żyje się emigrantom w Polsce, może tylko do pewnego stopnia budzić entuzjazm u ludzi zamkniętych u Łukaszenki. (…) Moim zdaniem nie ma w tym kompletnie żadnej koncepcji– ocenia.Przypomina, że pierwotnie Biełsat miał być precyzyjnym narzędziem soft power – pomagając Białorusinom i Rosjanom poznawać rzeczywistość wokół nich, a nie jedynie reklamą Polski.TVP Polonia i WilnoByła szefowa TVP Polonia nie ukrywa, że od lat krytycznie patrzyła na ten kanał – ale nie z powodu samej idei, tylko braku spójnej koncepcji.Już wtedy, lat temu 15, uważałam, że brak tej telewizji koncepcji. Że to nie chodzi o to, żeby ją likwidować, chodzi o to, żeby ją wymyślić na nowo, bo się zmieniają nam epoki– zaznacza.Zwraca uwagę na ogromne zróżnicowanie potrzeb Polaków w różnych krajach i na fakt, że dziś Polonia ma dostęp do wielu treści internetowych. Jej zdaniem telewizja polonijna mogłaby stać się nowoczesnym, globalnym projektem, który: stawia na programy dla dzieci uczące języka polskiego, korzysta z sieci lokalnych korespondentów (Nowy Jork, Chicago, Żytomierz, Madryt), realnie angażuje widzów w tworzenie treści.TVP Wilno widzi jako potencjalnie ważne narzędzie, które powinno „promieniować interesującą kulturą polską” na Litwie i jednocześnie przyciągać także litewską widownię, zainteresowaną lokalnymi problemami Wilna i regionu wileńskiego. Ale – jak mówi – nie wie, w jakim kierunku kanał faktycznie poszedł i co będzie dalej po zmianach władz.„Reforma i obecna władza to rzeczy nie do połączenia”Pytana wprost, czy mamy do czynienia z reformą czy z rozmontowywaniem telewizji publicznej, Romaszewska-Guzy nie pozostawia złudzeń.Ja zupełnie nie mam wiary, że to jest reformowanie. Uważam, że tu nie ma żadnej koncepcji. Naprawdę żadnej. I nie widzę jej ani w Białsacie, ani w Polonii, ani w Wilnie. Tu po prostu nie ma kompletnie żadnej koncepcji, dla kogo i po co my nadajemy te treści– mówi.Krytykuje też inne kanały, m.in. TVP World po angielsku.Jest kanał World w telewizji polskiej, w języku angielskim i ja pojęcia nie mam, po co my go robimy, po to żeby pokazywać pana Sikorskiego jakiś czas tam w tym Worldzie?– ironizuje.Jej zdaniem obecne kierownictwo telewizji i rząd nie potrafią zdefiniować widza, jego potrzeb ani celu nadawania. Brakuje badań, burzy mózgów, odwagi i fachowości.Reforma i obecna władza to są rzeczy nie łączące się ze sobą. Oni po prostu w ogóle się nie zastanawiają nad celowością tego, co robią– ocenia.Surowa ocena rządu i polityki wschodniejRomaszewska-Guzy rozszerza tę krytykę na całą politykę państwa, zwłaszcza wschodnią.Uważam, że obecny rząd bardzo słabo sobie radzi, w bardzo wielu dziedzinach. Polska w zasadzie prawie nie prowadzi polityki wschodniej obecnie– mówi.Wspomina rozmowy z Jadwigą Emilewicz o tym, jak wiele pracy wymagało choćby zwiększenie przepustowości jednego przejścia granicznego z Ukrainą – codzienne zabiegi, przekonywanie partnerów, nieobrażanie się, szukanie rozwiązań. Tymczasem dziś – jak twierdzi – brakuje zarówno „pomyślunku”, jak i odwagi do podejmowania ryzyka.Za symbol utraconej szansy uważa los Biełsatu.Za stosunkowo niewielkie pieniądze można było mieć narzędzie porównywalne do Deutsche Welle. A nasz rząd wziął i moją ciężką pracę, 17 lat ciężkiej pracy, w zasadzie prawie że zniszczył do zera. Zostały jakieś resztówki, rozwalone w drobny mak– mówi.„Te rządy wykończą telewizję publiczną”Na koniec rozmowy prowadzący pytał wprost, czy w kwestii TVP Agnieszka Romaszewska-Guzy widzi jakiekolwiek powody do optymizmu.Ja się obawiam, że te rządy wykończą telewizję publiczną i nie jestem w tych obawach osamotniona. Wiele osóļ uważa, że nastąpi rozmontowanie telewizji publicznej. Spada drastycznie oglądalność. Ona nie ma najmniejszych pomysłów się dostosować do współczesności– dodaje.Zwraca uwagę, że formalna „likwidacja” TVP jest pozorna – instytucja istnieć musi, bo jest powołana ustawą.To jest całkowicie pozorna likwidacja, ale niesie ze sobą nie tyle likwidację instytucji, co jej rozkład i upadek oglądalności, upadek wpływów i rozkład instytucji– podkreśla.Przypomina, że Telewizja Polska była największą telewizją publiczną w Europie Środkowo-Wschodniej, a dziś jej znaczenie gwałtownie maleje.Doprowadziło się do upadku jej znaczenia i będzie to niezwykle trudno odbudować– kończy.

Radio Wnet
Europa kontra „28 punktów” Trumpa. Kijów lepiej ocenia plan pokojowy UE

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 25, 2025 19:05


Europejski plan pokojowy dla Ukrainy coraz wyraźniej odcina się od tzw. 28 punktów kojarzonych z Donaldem Trumpem. Korespondent Radia Wnet na Ukrainie Paweł Bobołowicz podkreśla, że dokument przygotowany przez Unię Europejską i Wielką Brytanię wygląda jak propozycja realnego porozumienia – w przeciwieństwie do wcześniejszego projektu, który w Kijowie i w Waszyngtonie często opisywany jest jako zbiór żądań Kremla.Punkty zaproponowane, czy te, które zostały ustalone przez Unię Europejską, ale też Wielką Brytanię, to są punkty, które rzeczywiście bardziej jednak przypominają porozumienie pokojowe, a nie akt kapitulacji Ukrainy– mówi Bobołowicz.Najważniejsze różnice? Europejski plan nie nakłada ograniczeń na państwa UE, w tym Polskę, i nie zakazuje Ukrainie wejścia do NATO czy Unii.W tych punktach Unii Europejskiej nie ma żadnego punktu, który dotyczyłby państw Unii Europejskiej (…) I nie ma też tej perspektywy politycznej zakazywania Ukrainie wstępowania czy do Unii Europejskiej, czy do NATO– zaznacza korespondent. Podkreśla też, że w przeciwieństwie do „28 punktów” nie ma mowy o trwałej, prawnej rezygnacji z ukraińskich terytoriów.W Kijowie plan europejski jest znacznie lepiej oceniany przez komentatorów, choć oficjalna dyplomacja waży słowa.Wszyscy podkreślają, że doceniają starania pokojowe Donalda Trumpa, ale jednocześnie widać po prostu olbrzymią różnicę pomiędzy jednym i drugim planem– relacjonuje Bobołowicz. Jednocześnie dodaje, że wielu republikańskich senatorów uważa projekt Trumpa „jako zbiór żądań Federacji Rosyjskiej”.Problemem pozostaje jednak nie tylko różnica między Waszyngtonem a Brukselą, ale przede wszystkim brak woli po stronie agresora.Doświadczenia tej nocy, wcześniejsze doświadczenia i to, co dzieje się na froncie, poddaje wątpliwość, czy Federacja Rosyjska jest w ogóle zainteresowana jakimkolwiek działaniem pokojowym– ostrzega Bobołowicz. Zwraca uwagę, że z Moskwy płyną sygnały, iż europejski plan (i jego modyfikacje) są „nie do przyjęcia”, a narzucony termin 27 listopada jako data podpisania porozumienia wygląda dziś nierealnie.Dmytro Antoniuk również nie widzi przestrzeni do szybkiego kompromisu między Zachodem a Kijowem.Z jednej strony Ukraina nie może przyjąć tego, co narzucają nam Amerykanie, a z drugiej strony Amerykanie chyba nie chcą przyjąć tego planu europejskiego. Czyli na razie nie widzę, że jest jakiś konsensus– podsumowuje.

Radio Wnet
F-35 dla Saudów, Gaza w ogniu. Analityk PISM: Izrael płaci za własną politykę

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 25, 2025 10:21


Misja międzynarodowa w Strefie Gazy może pozostać na papierze. – „Kolejka chętnych nie będzie długa” – mówi analityk PISM, oceniając sytuację w Gazie, Libanie i relacje Izrael–Arabia Saudyjska.Izrael świadomie utrzymuje sytuację w Strefie Gazy i w Libanie na poziomie „konfliktu niskiej intensywności”, wykorzystując rozejmy i porozumienia do granic możliwości – ocenia w rozmowie z Radiem Wnet Michał Wojnarowicz, analityk ds. Izraela i Palestyny z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.To, co łączy te wydarzenia, to postawa izraelskiego przywództwa, które od dawna pokazuje, że w regionie będzie przede wszystkim operować narzędziami siłowymi– mówi Wojnarowicz. Zwraca uwagę, że mimo formalnych rozejmów „de facto ciągle mamy do czynienia z rozlewem krwi w Strefie Gazy”.Ekspert przypomina, że również na granicy izraelsko-libańskiej trwają regularne ostrzały między Izraelem a Hezbollahem.Nie doszło jednak do otwartego konfliktu, bo to po prostu żadnej ze stron się nie opłaca– podkreśla. Jego zdaniem zarówno Izrael, jak i Hamas oraz Hezbollah mają potencjał do eskalacji, ale na razie zatrzymały się na poziomie politycznego i militarnego „zawieszenia”.„Konflikt niskiej intensywności”Wojnarowicz wskazuje, że ten „konflikt niskiej intensywności” pełni funkcję nacisku. W Strefie Gazy jest to presja na Hamas, by dokończył realizację porozumień, w tym wydanie wszystkich zakładników.Ciągle jeszcze trzy ciała nie zostały zwrócone– zaznacza.W przypadku Libanu Izrael wykorzystuje fakt, że Hezbollah miał się rozbroić i przekazać kontrolę armii libańskiej, co w praktyce się nie wydarzyło.Izrael pokazuje, że jest w stanie uderzyć także na terytorium sąsiednich państw– dodaje.Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZOdnosząc się do rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie siły stabilizacyjnej w Strefie Gazy, ekspert ocenia, że jej realizacja będzie bardzo trudna.Trudno oczekiwać, że kolejka chętnych będzie naprawdę długa, skoro zadaniem takich wojsk byłoby de facto rozbrojenie Hamasu i ryzyko wejścia w konflikt z Izraelem– mówi.Państwa wymieniane jako potencjalni uczestnicy, jak Azerbejdżan, na razie nie chcą wysyłać swoich żołnierzy do Gazy.Wojnarowicz komentuje także wizytę księcia Arabii Saudyjskiej Mohammeda bin Salmana w Waszyngtonie i zapowiedź sprzedaży samolotów F-35. Jego zdaniem po stronie arabskiej widać „zadowolenie z powrotu do przewidywalnej, transakcyjnej polityki USA pod rządami Donalda Trumpa”.Można teraz dopiąć parę rzeczy, które za czasów Bidena były zablokowane– ocenia.Normalizacja relacji Izrael–Arabia Saudyjska, która miała być ceną za dostęp do F-35, jest dziś – jak podkreśla ekspert – „mocno zawieszona” po wydarzeniach w Strefie Gazy.To gorzka pigułka dla Izraela. Proces, który wydawał się bliski sukcesu, teraz się wymyka – trochę na własne życzenie– podsumowuje Wojnarowicz.

Radio Wnet
Matysiak: całe moje zaangażowanie polityczne związałam z Razem, ale będę pracowała dalej

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 21, 2025 13:20


Paulina Matysiak mówi Radiu Wnet, że decyzja o wyrzuceniu jej z Razem jest ostateczna i osłabia partię. Zapewnia jednak, że jako posłanka niezrzeszona dalej będzie aktywnie pracować w Sejmie.Decyzja o wyrzuceniu Pauliny Matysiak z Partii Razem jest już przesądzona. Posłanka skorzystała z przysługującej jej ścieżki odwoławczej, ale bez skutku.Posiedzenie Rady Krajowej odbyło się w poniedziałek, decyzja została podtrzymana, jest ostateczna– relacjonuje Matysiak.Osiem lat w jednej partiiMatysiak podkreśla, że Razem było jej jedyną formacją polityczną od początku aktywności publicznej.Do tej partii należałam przez osiem lat. Zapisałam się w 2017 roku, w 2025 zostałam z partii wykluczona. Nigdy wcześniej do żadnej innej organizacji nie należałam, więc 100 procent mojego politycznego zaangażowania było związane właśnie z Partią Razem– mówi.Nie ukrywa, że sposób zakończenia tej historii jest dla niej bolesny:Jest dużo żalu, że ta historia właśnie w taki sposób się kończy. Nie spodziewałabym się tego, kiedy do partii dołączałamNiezależność i CPK w tle sporuChoć w uchwale formalnie nie wskazano stowarzyszenia „Tak dla Rozwoju”, to właśnie niezależne działania Matysiak w sprawie Centralnego Portu Komunikacyjnego stały się jednym z głównych źródeł konfliktu.W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że chodziło o moją niezależność działania– przyznaje posłankaPrzypomina, że już wcześniej poniosła konsekwencje za założenie stowarzyszenia:W zeszłym roku byłam zawieszona w klubie i partii przez pół roku. To była dotkliwa sankcja. A jednocześnie te działania nie były sprzeczne z programem czy wartościami Partii Razem„Partia, która walczy o każdy głos, nie powinna się osłabiać”Była posłanka Razem ocenia, że wyrzucenie jej z ugrupowania to błąd polityczny, który osłabi lewicę.Osłabianie się przez Partię Razem, wyrzucenie mnie także z koła sejmowego, po prostu jej nie służy. Partia, która walczy o każdy głos i chce w 2027 roku wprowadzić własną reprezentację, powinna robić wszystko, żeby swój elektorat poszerzać– podkreśla.Zwraca uwagę, że Razem rezygnuje z kapitału, który już ma:Partia powinna wykorzystywać wiedzę i merytorykę swoich działaczy, a także ich osobowości. Moja historia pokazuje, że czasami po prostu nie ma na to chęci. W moim przypadku władze partii nie chciały z mojego potencjału skorzystaćPosłanka niezrzeszona: praca w Sejmie trwaMatysiak zaznacza, że mimo utraty legitymacji i miejsca w kole sejmowym nie zamierza wycofywać się z działalności parlamentarnej.To posiedzenie jasno pokazuje, że można być posłem, który nie należy do żadnego klubu, a też działać, zabierać głos i pracować jak do tej pory. Pod tym względem z mojej perspektywy zbyt wiele się nie zmienia– mówi.Dodaje, że ostateczną ocenę tej sytuacji pozostawia wyborcom i obserwatorom polityki:Myślę, że słuchacze, widzowie, odbiorcy, wyborcy mają swoje zdanie na temat tej decyzji i też ją ocenią

Radio Wnet
Dr Orzeł: CPK Tuska pod niemieckie interesy. Amerykanie pytają: gdzie tory na Wschód?

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 20, 2025 6:31


– CPK jest potrzebny armii USA, a nie tylko pasażerom – mówi dr Orzeł. Ekspert krytykuje brak infrastruktury wojskowej i zarzuca rządowi uległość wobec Berlina.W debacie o bezpieczeństwie Polski kluczowe pozostają kwestie logistyki wojskowej, relacji z sojusznikami i wpływu Niemiec na strategiczne decyzje rządu — ocenia dr Józef Orzeł, komentując aktualne spory wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego i infrastruktury transportowej w Polsce. Amerykanie potrzebują CPK do działań wojskowychJak podkreśla dr Orzeł, tylko Stany Zjednoczone są w stanie szybko przerzucić do Polski kilkaset tysięcy żołnierzy w przypadku zagrożenia. Amerykańscy generałowie od dawna – mówi – wskazują, że potrzebna jest im infrastruktura umożliwiająca błyskawiczne dostarczenie wojsk na wschodnią flankę NATO.W ich ocenie kluczową rolę miałby pełnić CPK, ale w aspekcie wojskowym, nie cywilnym.Chcecie, żebyśmy w razie wojny przesłali wam 200 tysięcy żołnierzy w tydzień? To po czym? Gdzie są tory, wagony, porty?– przytacza stanowisko amerykańskich dowódców Orzeł.Zwraca przy tym uwagę, że w rządowej propozycji CPK nie przewidziano szybkiej kolei do Lublina ani do Rzeszowa, czyli na trasach istotnych dla przerzutu wojsk na kierunku wschodnim.To spełnianie oczekiwań niemieckich, nie amerykańskich– zaznacza.Według dr. Orła brak połączeń na wschód nie jest przypadkiem. Wskazuje, że nowe linie szybkiej kolei mają łączyć Baranów z Wrocławiem i Poznaniem — a więc kierunkiem zachodnim, prowadzącym bezpośrednio do Niemiec.CPK ma według Tuska spełniać gospodarcze oczekiwania biznesu niemieckiego, a nie wojsk amerykańskich– ocenia.Spór o port kontenerowy w ŚwinoujściuEkspert zwraca uwagę również na zamieszanie wokół portu kontenerowego w Świnoujściu. Rząd poinformował o jego budowie, ale — jak zauważa Orzeł — jednocześnie zerwano umowę z dotychczasowym wykonawcą, co znacząco opóźni inwestycję.Dodatkową przeszkodą ma być pomysł utworzenia parku narodowego na ujściu Odry, co zdaniem analityków może uniemożliwić żeglugę towarową do portu.Niemcy korzystają z Odry, Polacy mają patrzeć na żabki i kijankiDr Orzeł podkreśla, że Niemcy wykorzystują Odrę jako ważny szlak transportowy, ale — jego zdaniem — nie chcą, by Polacy korzystali z własnej części rzeki.Krytykuje też działalność niektórych organizacji ekologicznych, które – jak twierdzi – działają w duchu niemieckich interesów.Odnosi się również do pojawiających się projektów nadających Odrze status „osoby prawnej”, określając je jako sprzeczne z interesem państwa.

Radio Wnet
Likwidacja CBA w środku wojny hybrydowej. Były szef kontrwywiadu: to sabotaż bezpieczeństwa państwa

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 20, 2025 23:55


– CBA to gotowa, zorganizowana służba z najnowszym doświadczeniem. Zamiast ją wzmocnić, rozbijamy system i destabilizujemy ABW oraz policję – ostrzega gen. Maciej Materka.W Sejmie procedowany jest projekt ustawy o likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dla gen. Macieja Materki, byłego szefa polskiego kontrwywiadu i jednego z twórców CBA, to decyzja nie tylko niezrozumiała, ale wręcz sprzeczna z interesem bezpieczeństwa państwa – zwłaszcza w sytuacji narastającej wojny hybrydowej. „Byłem funkcjonariuszem numer 5”Materka przypomina, że z CBA jest związany od pierwszego dnia istnienia tej służby.Dzisiaj w Sejmie ma być czytanie projektu ustawy o likwidacji CBA i dla mnie jest to o tyle osobiste, ponieważ ja byłem od pierwszego dnia w CBA, miałem numer funkcjonariusza 5, pierwszego dnia, kiedy weszła ustawa w życie. I przez dziewięć lat budowałem to CBA– mówi.Podkreśla, że Biuro w znacznej części powstawało pod rządami obecnej koalicji, co czyni dzisiejsze decyzje tym bardziej paradoksalnym.Ciekawostką jest, że CBA było budowane tak naprawdę przez siedem lat za czasów aktualnej koalicji, tych osób, które rządzą– zaznacza.Państwo w kryzysieByły szef kontrwywiadu zwraca uwagę, że likwidacja CBA odbywa się w momencie nakładających się kryzysów: wojny w Ukrainie, rosyjskiej dywersji, napiętego budżetu i rosnących zagrożeń wewnętrznych:Dzisiaj państwo polskie, w wyniku tego, że znowu zadziałała polityka i w wyniku kilku spraw, które być może są do wyjaśnienia, my w tak trudnym momencie likwidujemy całą służbę– ocenia.Materka podkreśla, że CBA posiada najświeższe doświadczenie w państwie, jeśli chodzi o zwalczanie korupcji i przestępczości gospodarczej.Potrzebna jest służba, która zdobyła doświadczenie najnowsze w państwie. (…) My wyłączamy teraz CBA – służbę, która jest zorganizowana– mówi.Gotowa, ogólnokrajowa strukturaGenerał zwraca uwagę na aspekt praktyczny, o którym często zapominają politycy.Ja wiem, bo po prostu pracowałem, budowałem to CBA od pierwszego dnia – jak trudno jest zbudować instytucję, która będzie działała. To nie chodzi o to, że my na papierze ustawę napiszemy i ogłosimy, ale potem – do momentu, kiedy w reżimie administracji trzeba mnóstwo przepisów sprawdzić – mija czas– podkreśla.Przypomina, że CBA jest kompaktową, ale rozproszoną po całym kraju strukturą, z logistyką i wypracowanymi procedurami.Dzisiaj mamy instytucję, która jest dosyć kompaktowa, rozsiana po całym kraju, z logistyką, z pewnymi możliwościami. Kadry mogły być wymienione i zostały wymienione, więc zupełnie jakby niepotrzebna jest ta likwidacja– zaznacza.„Robimy dokładnie wszystko odwrotnie”Zdaniem Materki, argumenty za likwidacją są wyłącznie polityczne, a konsekwencje odczują obywatele i cały system bezpieczeństwa.To jest temat polityczny, który będzie znowu oddziaływał na służbę. My robimy dokładnie wszystko odwrotnie, co powinniśmy teraz robić– mówi.Zwraca uwagę, że zamiast wykorzystać istniejącą służbę również do zadań związanych z zagrożeniami hybrydowymi, państwo wybiera scenariusz reorganizacji kilku formacji naraz.CBA likwidujemy, przez to przekładamy część do ABW – czyli reorganizacja w ABW, znowu… Odciągamy w ABW, destabilizujemy policję, a policja jest kluczowa przy dzisiejszych zagrożeniach– wyjaśnia.W efekcie – jak ostrzega – poziom bezpieczeństwa publicznego będzie spadał, a przestępczość, w tym korupcja i przestępstwa brutalne, będą rosły szybciej niż zdolność państwa do reakcji.Korupcja, Ukraińcy i utracone narzędzieMaterka przypomina też, że w obecnej sytuacji – napływu dużej liczby uchodźców i firm zza wschodniej granicy – walka z korupcją powinna być wzmacniana, nie osłabiana.Przykład Ukraińców. Nie chcę tutaj generalizować, ale to, co się dzieje z korupcją w Ukrainie, mieliśmy ostatnio przypadek. Przecież my mamy kilkanaście tysięcy działalności gospodarczych prowadzonych przez Ukraińców. Oni też, nie bądźmy naiwni, przywieźli ze sobą zwiększone zagrożenie korupcją– podkreśla.W ocenie generała, państwo traci narzędzie, które było stworzone właśnie do tego typu wyzwań.Zamiast wykorzystać zorganizowaną służbę, destabilizujemy ją i rozkładamy na inne formacje, które i tak mają pełne ręce roboty– podsumowuje.

Radio Wnet
Wyciek ze śledztwa po ataku na kolej. Dobrzyński: To działanie przeciwko Polsce

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 20, 2025 9:14


Seria ostatnich aktów sabotażu na polskiej kolei – szczególnie zdarzenie pod Garwolinem, gdzie doszło do uszkodzenia torów – budzi poważny niepokój służb. Sprawcy – według komunikatów rządu Ukraińcy działający na zlecenie Moskwy – uciekli już na Białoruś. Według władz to nie incydent, lecz element szerszej kampanii dywersyjnej wymierzonej w Polskę i inne państwa regionu.W rozmowie z Radiem Wnet rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński był pytany przez Krzysztofa Skowrońskiego o to, co robią służby specjalne, by zminimalizować takie zdarzenia.Mam ograniczoną możliwość przekazywania informacji, dlatego że naturalną rzeczą jest, że służby rosyjskie, które nam tutaj próbują siać zamęt i dywersję, bardzo chciałyby wiedzieć, co nasi funkcjonariusze robią, w którą stronę zmierzają i jakie zamierzają podejmować czynności. Polskie służby specjalne pracują nad tym, żeby wyjaśnić okoliczności i wyłapać wszystkich sprawców tego zdarzenia. Są już pierwsze zatrzymania, te osoby są przesłuchiwane, jest ustalana rola poszczególnych osób i ich udział w tym zdarzeniu– mówił.Komentował też działalność niektórych mediów, które ujawniły szczegóły działań służb. W jego ocenie "mówienie o tym, jakie ślady zostały zabezpieczone na miejscu zdarzenia, jakie przedmioty zostały znalezione, jakie ślady są teraz analizowane, to jest działanie przeciwko Polsce, przeciwko bezpieczeństwu państwa".https://wnet.fm/2025/11/18/prezydent-nawrocki-dla-radia-wnet-o-wspolpracy-z-rzadem-i-sluzbami-nie-czuje-sie-dobrze-poinformowany/Rosyjska dywersja na torachDobrzyński zaznacza, że zamach na infrastrukturę kolejową wpisuje się w widoczną eskalację działań rosyjskich służb specjalnych. Zaczynało się od prowokacji na granicy, później były nalepki i hasła antynatowskie, następnie akty wandalizmu na pomnikach, potem podpalenia obiektów – teraz przyszedł czas na sabotaż infrastruktury krytycznej.Według niego podobne scenariusze rozgrywają się w Czechach, na Słowacji, Litwie i w Niemczech. Wszystkie tropy prowadzą do jednego źródła:„Te grupy mają jednego mocodawcę. To są służby rosyjskie wywiadowcze, służby specjalne Rosji.”Pytany o działania podejmowane przez polskie służby, Dobrzyński stanowczo odmawia ujawnienia operacyjnych szczegółów – ostrzegając, że każde słowo wypowiedziane publicznie jest natychmiast analizowane przez stronę rosyjską.Rosjanie bardzo chcieliby wiedzieć, co nasi funkcjonariusze robią, w którą stronę zmierzają i jakie zamierzają podejmować czynności– stwierdził. Podkreślił, że zatrzymano już pierwsze osoby mogące mieć związek z aktem sabotażu, a ich rola jest ustalana.Dobrzyński nie zgadza się z opinią, że kolejne akty sabotażu pokazują słabość Europy.Potrafimy zapobiegać. Do wielu zdarzeń nie dochodzi dzięki wcześniejszym ruchom polskich służb specjalnych. O tych innych rzeczach żadne służby nie informują– dodał. Zwraca uwagę, że wymiana danych wywiadowczych w ramach UE realnie wzmacnia bezpieczeństwo Polski.Dobrzyński był też pytany o to, czy szefowie służb specjalnych pojawią się w Pałacu Prezydenckim. Odpowiada, że to nie jego kompetencja, a decyzja należy do premiera.To premier powołuje szefów służb i myślę, jeśli prezydent zaprosi premiera i szefów służb, to z pewnością do takiego spotkania dojdzie, ale daleki jestem od spekulowania– wskazał.

Radio Wnet
Aleppo w ruinach, Homs pełne skrajności. „Tego nie da się wyobrazić”

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 20, 2025 11:58


Mikołaj Murkociński, wysłannik Radia Wnet do Syrii, relacjonuje sytuację z Homsu, dokąd wrócił po wizycie w Aleppo. Podkreśla ogrom zniszczeń w historycznym centrum miasta – wpisanym na listę UNESCO – i dramatyczne warunki życia tamtejszych chrześcijańskich rodzin, które podczas wojny pozostały na miejscu.To, w jakich warunkach ci ludzie mieszkają, trudno sobie wyobrazić– podkreśla, opisując ciasne, ciemne pomieszczenia, brak podstawowych sprzętów i opiekę nad niepełnosprawnymi dziećmi sprawowaną często przez samotne, starsze osoby.Reporter odwiedził rodziny korzystające z pomocy Caritas Polska i innych organizacji. Zwraca uwagę, że po zmianie władzy w 2023 roku wielu urzędników straciło pracę z dnia na dzień, co pogłębiło kryzys społeczny.https://wnet.fm/2025/11/17/reporter-radia-wnet-o-ruinach-strachu-i-codziennych-porachunkach-w-srodkowej-syrii/Murkociński przywołuje także fragment wywiadu z syryjskim politologiem, który oskarża państwa Zachodu o podsycanie podziałów religijnych w regionie. Kontrasty społeczne są widoczne również na ulicach Homsu – od dzielnic chrześcijańskich po muzułmańskie, od pozornie normalnego miejskiego ruchu po kwartały całkowicie zrównane z ziemią.Reporter podkreśla, że mimo pozorów „normalności” syryjskie miasta pozostają naznaczone wojną, a społeczność chrześcijańska w Aleppo dosłownie wymiera – dzieci stanowią jedynie 2 proc. wiernych, a większość młodych wyemigrowała za granicę.Na koniec Murkociński zaprasza na kolejne materiały z Syrii, w tym wywiad z arcybiskupem Homsu, duchownym, który uciekł z niewoli Państwa Islamskiego.

Radio Wnet
Sikorski zaatakował prezydenta. Zdecydowany komentarz doradcy Nawrockiego

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 20, 2025 21:18


Wystąpienie Radosława Sikorskiego w Sejmie – w dużej mierze poświęcone atakom na prezydenta Karola Nawrockiego po jego słowach z 11 listopada o Unii Europejskiej – doczekało się ostrej odpowiedzi ze strony Pałacu Prezydenckiego. Doradca prezydenta ds. europejskich, Jacek Saryusz-Wolski, zarzuca szefowi MSZ zarówno błędną interpretację konstytucji, jak i ignorowanie trwającej już procedury zmian traktatów unijnych.W rozmowie z Radiem Wnet polityk nie ma wątpliwości, że spór nie jest jedynie akademicką dyskusją o zapisach prawnych. Chodzi o to, kto realnie kształtuje politykę zagraniczną Polski oraz jaką wizję Unii Europejskiej rząd próbuje narzucić opinii publicznej – i prezydentowi.Na pewno nie jest tak, jak mówi minister Sikorski, że prezydent jest długopisem, że prezydent jest ustami, które mają powtarzać to, co decyduje w dziedzinie polityki zagranicznej Rada Ministrów– podkreśla Saryusz-Wolski.Punktem wyjścia do ataku Sikorskiego na Karola Nawrockiego była teza, że prezydent, zabierając głos w sprawach europejskich w duchu „Unia tak, wypaczenia nie”, przekracza swoje konstytucyjne kompetencje. Zdaniem Saryusza-Wolskiego to odwrócenie porządku rzeczy.Doradca prezydenta zarzuca szefowi MSZ „wybiórczą lekturę” konstytucji – ograniczenie się do artykułu 146, który mówi, że politykę zagraniczną prowadzi Rada Ministrów. Jak przypomina, ten przepis trzeba czytać razem z artykułem 126, określającym rolę głowy państwa.Saryusz-Wolski przypomina, że to właśnie w tym przepisie wpisano rolę strażnika suwerenności i bezpieczeństwa państwa. W jego ocenie działania prezydenta na arenie międzynarodowej nie są więc żadnym „wychodzeniem poza kompetencje”, lecz wypełnianiem konstytucyjnego obowiązku.I dodaje, że z takiej „holistycznej” lektury ustawy zasadniczej wynika, że to raczej rząd powinien brać pod uwagę linię wyznaczaną przez prezydenta, a nie odwrotnie.Ta hierarchia zawarta w konstytucji mówi o tym, że to raczej Rada Ministrów powinna się "słuchać" prezydenta, niż odwrotnie prezydent powinien kopiować, "papugować", to, co postanawia Rada Ministrów– dodał.Drugi kluczowy zarzut Saryusza-Wolskiego dotyczy samego obrazu Unii Europejskiej, jaki w swoim sejmowym wystąpieniu kreślił Radosław Sikorski. Szef MSZ miał przekonywać, że nie ma żadnego projektu traktatu, który prowadziłby do „federalizacji” czy głębokiej zmiany UE, więc ostrzeżenia prezydenta to straszenie na wyrost.Doradca prezydenta odpowiada na to z niedowierzaniem. Przypomina, że Parlament Europejski już przyjął wniosek o zmianę traktatów, uruchamiając formalnie artykuł 48 Traktatu o Unii Europejskiej – procedurę zmiany podstawowych dokumentów wspólnoty.Jest wręcz niesłychane, że minister spraw zagranicznych poświadcza, że nie wie o tym i neguje fakt, że artykuł 48 traktatu Unii w sprawie zmiany traktatów został uruchomiony dwa lata temu przez Parlament Europejski (…) i że jest projekt traktatu autorstwa Parlamentu Europejskiego– zaznacza polityk.Saryusz-Wolski idzie dalej: albo – jak mówi – minister w „złej wierze pomija ten fakt”, albo rzeczywiście nie ma świadomości, że proces zmian traktatowych już trwa. Jedno i drugie uznaje za rzecz nie do przyjęcia u szefa polskiej dyplomacji.Równolegle doradca prezydenta broni użytych przez Karola Nawrockiego sformułowań o „oddawaniu po kawałku suwerenności” i „pełzającym zawłaszczaniu kompetencji” przez instytucje unijne. W jego ocenie to nie emocjonalne chwyty, lecz trafny opis zjawiska dobrze znanego w literaturze naukowej i w orzecznictwie sądów konstytucyjnych państw członkowskich.To jest zjawisko tak zwanego pełzającego zawłaszczania kompetencji, które jest opatrzone bogatą literaturą naukową. (…) Neguje fakt, że proces zawłaszczania kompetencji ma miejsce– dodaje.Doradca przypomina, że podobne wątpliwości wobec przekraczania traktatowych kompetencji przez instytucje UE wyrażano w wyrokach i stanowiskach dziewięciu trybunałów konstytucyjnych, w tym niemieckiego Trybunału Federalnego.Obrona Unii przez krytykę centralizacjiSikorski – relacjonuje Saryusz-Wolski – stara się przedstawiać każdą krytykę obecnego kierunku integracji jako antyeuropejskość i krok w stronę polexitu. Doradca prezydenta odwraca tę logikę. Według niego to właśnie obecne „zapędy centralizacyjne”, unijne podatki, wspólny dług i warunkowość budżetowa, a także polityki takie jak Zielony Ład i pakt migracyjny, niosą ryzyko rozsadzenia Unii od środka.Potężna część debaty w tej materii w Unii i literatury przedmiotu mówi o tym, że te zapędy centralizacyjne, to zawłaszczanie kompetencji niszczy Unię Europejską i jej zagraża. A zatem powstrzymywanie tej centralizacji jest de facto obroną Unii Europejskiej przed rozpadem– wskazuje.Zwalczanie tendencji centralizacyjnych, tego wychodzenia poza traktaty, co w debacie prawniczej jest nazywane ultra vires, czyli działaniem poza granicami prawa, jest działaniem na rzecz i w obronie Unii Europejskiej, taka jaka ona powinna być– dodaje.„Zaczepne, płytkie, w złym momencie”Oceniając samo wystąpienie Sikorskiego, doradca prezydenta nie przebiera w słowach. Zwraca uwagę, że przemówienie szefa MSZ miało miejsce w momencie, gdy rząd apeluje o jedność wobec zagrożeń hybrydowych ze strony Rosji – po serii sabotaży i dywersji kolejowych.To wystąpienie było zaczepne, było wobec prezydenta merytorycznie błędne i płytkie i nic nowego do debaty nie wniosło. Wygląda na to, że chciał minister Sikorski po prostu, przepraszam, zaatakować, przyłożyć prezydentowi RP– stwierdził.Kontrastuje przy tym ton przemówienia Sikorskiego z wcześniejszym wystąpieniem Donalda Tuska w Sejmie. Premier – jak przypomina – mówił o potrzebie zgody w sprawie rosyjskich zagrożeń, podczas gdy minister spraw zagranicznych zamiast budować tę jedność, uderzył w głowę państwa.On w tym wystąpieniu de facto robi coś diametralnie odmiennego. (…) Atak na prezydenta w tym momencie jest nie na miejscu, niedopuszczalny– ocenił.Na pytanie, czy może to być początek prezydenckich ambicji Sikorskiego, Saryusz-Wolski nie chce przesądzać, ale zauważa, że sam minister „wskazał, że prezydent Karol Nawrocki powinien się ubiegać o stanowisko premiera”, co otwiera pole do spekulacji. 

Radio Wnet
Aukcja pamiątek z obozów. Hanna Radziejowska o wstrząsającej skali odkrycia

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 19, 2025 13:10


Aukcja w niemieckim domu aukcyjnym wstrząsnęła opinią publiczną zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Wśród wystawionych na sprzedaż przedmiotów znalazły się listy, dokumenty i pamiątki z obozów koncentracyjnych – w wielu przypadkach ostatnie ślady po ludziach zamordowanych przez Niemców.Jak podkreśla Hanna Radziejowska z berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego, skala tej kolekcji i sposób jej zaprezentowania obnażyły problem, którego w Polsce wciąż nie wypowiedziano do końca. Radziejowska przyznaje, że wiadomości o aukcjach takich materiałów w Niemczech niestety nie są zaskoczeniem.Czasami krążą takie materiały, listy z gett, listy z obozów koncentracyjnych, różne dokumenty, których Trzecia Rzesza i cały ten niemiecki system terroru wyprodukował– mówi. Tym razem jednak, jak podkreśla, uderzyła nie pojedyncza pamiątka, lecz rozmiar i precyzja całej kolekcji.Ta kolekcja ewidentnie była zbierana przez wiele lat. Było to podzielone starannie na różne obozy: Pawiak, Dachau, Auschwitz, Majdanek. To była gigantyczna kolekcja– relacjonuje.Wielu badaczy, z którymi rozmawiała, miało poczucie, że czegoś takiego nie widzieli nigdy w życiu. Najbardziej bolesny okazał się jednak fakt, że – wbrew pierwszym medialnym narracjom – znaczna część tych pamiątek dotyczyła nie osób żydowskich, lecz polskich więźniów politycznych.Zdecydowana większość tych materiałów, na pewno więcej niż połowa, to są polscy więźniowie polityczni– podkreśla Radziejowska.Wiele z tych listów prawdopodobnie nigdy nie trafiło do rodzin. Dla części więźniów mogły być jedynym śladem ich ostatnich dni. Tymczasem cena wywoławcza wielu dokumentów wynosiła zaledwie 500 euro.Dylemat etyczny i wątpliwa narracja domu aukcyjnegoDom aukcyjny argumentował, że część materiałów pochodzi od potomków ofiar, a całość miała rzekomo stanowić „projekt badawczy kolekcjonera”. Radziejowska jest sceptyczna wobec takich tłumaczeń.Oni tak napisali, bo potrzebowali się usprawiedliwić. Mówili głównie, że nie chcieli zranić uczuć. Czy tak jest naprawdę?– pyta.Jej zdaniem struktura i sposób zebrania dokumentów sugerują raczej długotrwałe pozyskiwanie obozowych materiałów na rynku kolekcjonerskim. Zwraca uwagę, że w Niemczech właśnie odchodzi pokolenie odpowiedzialne za tworzenie systemu terroru, a w prywatnych domach odnajdują się masowo dokumenty, które nigdy nie powinny trafić do obrotu.Reakcja Polski i dalsze krokiPo nagłośnieniu sprawy przez Międzynarodowy Komitet Auschwitz oraz polskie media, a następnie interwencji polityków, aukcja została wstrzymana. Trwają rozmowy o tym, jak trwale uniemożliwić podobny handel. W grę wchodzi nawet mechanizm prawny nakazujący automatyczne przekazywanie takich przedmiotów do Polski lub instytucji pamięci.Jednocześnie Instytut Pileckiego, mając już kopie części kolekcji, rozpoczął rekonstrukcję losów osób stojących za konkretnymi dokumentami.Odtwarzamy historię, szukamy informacji, co za każdym dokumentem, jaka historia się kryje– zapowiada Radziejowska. Wśród materiałów odnaleziono m.in. listy więźniarek Ravensbrück, członków pierwszego transportu do Auschwitz, dokumenty ofiar Majdanka czy ślady powiązane z działalnością grupy Ładosia.

Bieganie.pl
Anna Reguła: Dieta u kobiet w sporcie. Na co zwracać uwagę? | Podcast Bieganie.pl Women

Bieganie.pl

Play Episode Listen Later Nov 18, 2025 71:52


W tym odcinku podcastu gościmy Annę Regułę, znaną w sieci jako  @niekoniecznie_dietetycznie  – dietetyczkę, autorkę i współautorkę wielu książek, w tym "Może to anemia?", a prywatnie pasjonatkę biegania. Ania znana jest z przystępnego i odczarowującego podejścia do żywienia. W swojej pracy pomaga „oswajać” dietę tak, by wspierała ciało nie obciążający tym głowy. Nasza rozmowa to obszerne kompendium wiedzy o żywieniu osób aktywnych — szczególnie kobiet.Wspólnie obalamy mity dietetyczne, które od lat krążą po internecie. Z rozmowy dowiesz się m.in., że woda z cytryną na czczo nie ma magicznych właściwości, a pewne żywieniowe nawyki mogą bardziej szkodzić niż pomagać. Odpowiadamy też na pytania, które regularnie wracają w świecie sportu i zdrowego stylu życia.Z tej rozmowy dowiesz się m.in.:- Czy kawa na czczo szkodzi?- Czy bieganie jest najlepszym sposobem na odchudzanie?- Kiedy pić izotoniki?- Czy dieta kobiet w sporcie różni się od diety aktywnych mężczyzn?- Jakie są najczęstsze niedobory u kobiet?- Jak rozsądnie podchodzić do cateringów dietetycznych?

Radio Wnet
Skandaliczna aukcja przedmiotów z Holokaustu. „Niepojęte, że nikt wcześniej nie reagował”

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 17, 2025 12:37


Skandaliczna aukcja w niemieckim domu aukcyjnym została zablokowana po fali oburzenia w Polsce. Dom aukcyjny planował sprzedaż ponad 600 dokumentów i pamiątek po ofiarach niemieckich obozów – od listów i kart pocztowych po akta medyczne więźniów Auschwitz, Dachau i Ravensbrück.Gabriela Masztafiak, dziennikarka i publicystka, podkreśla w rozmowie z Radiem Wnet, że skala tej afery odsłania głębszy problem odpowiedzialności za pamięć o ofiarach. Zwraca uwagę, że to materiały o wyjątkowej wadze historycznej.To były listy, akta osobowe, dokumenty dotyczące pracy przymusowej, a nawet dokumentacja medyczna zawierająca wrażliwe dane. Wszystko wystawione do swobodnej sprzedaży, za kilkaset euro– tłumaczy.Dziennikarka zaznacza, że podobna aukcja odbyła się już w 2019 roku, a informacje o niej… zniknęły z oficjalnej strony domu aukcyjnego. Jej zdaniem rodzi to pytania o to, w jaki sposób prywatne osoby weszły w posiadanie takich zbiorów oraz dlaczego nikt wcześniej nie reagował.Pytanie brzmi: jak dom aukcyjny wszedł w posiadanie tych przedmiotów i jak ta osoba stała się "właścicielem" tak obszernej kolekcji? To nie są rzeczy, które powinny krążyć na wolnym rynku– podkreśla Masztafiak.https://wnet.fm/2025/11/17/andrzej-przylebski-musimy-oduczyc-niemcow-besserwisserstwa/Szczególnie bulwersujący był także plan sprzedaży listu i akwareli autorstwa Bronisława Czecha, legendarnego polskiego narciarza i olimpijczyka zamordowanego w Auschwitz, oraz telegramów z informacjami o śmierci więźniów.Dziennikarka zauważa, że polskie instytucje – MSZ, MKiDN czy Urząd ds. Kombatantów – zareagowały stanowczo, domagając się natychmiastowego wstrzymania licytacji. Jednak, jak mówi, taka czujność powinna być uruchamiana zanim dojdzie do podobnych skandali.To jest zapis tragedii i niewyobrażalnego bestialstwa. Te przedmioty mają nieocenioną wartość muzealną i powinny trafić do rodzin lub do miejsc pamięci. Państwo polskie musi reagować zawczasu, a nie dopiero wtedy, gdy aukcja ma się odbyć za kilka godzin– podkreśla.

Radio Wnet
Nielegalne kasyna i patocelebryci. „To są miliardy wyprowadzane z Polski”

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 12, 2025 12:08


Grzegorz Maksel, influencer i działacz społeczny, alarmuje, że proceder nielegalnych kasyn internetowych osiągnął skalę, której politycy nie chcą dostrzegać. Zwraca uwagę, że wiele z tych firm działa formalnie z Malty, ale faktycznie kieruje swoje oferty do polskich użytkowników – w tym do nieletnich.Statystyki nie kłamią. Choćby jedna strona internetowa osiąga przychody rzędu siedmiu miliardów złotych, a czysty zarobek to miliard. Te pieniądze nie pochodzą z drzew – to dzieci i nastolatkowie wpłacają pieniądze na czysty hazard– mówi Maksel.Według niego proceder ten odbywa się przy milczącej zgodzie państwa, zaś “ludzie z obecnego rządu nie wykazują euforii, żeby się tym zająć”. Jak dodaje, zarobki osób promujących te kasyna są gigantyczne.Na Malcie tak zwani kasyniarze z Polski zarabiają od kilkudziesięciu tysięcy do nawet dwóch milionów złotych miesięcznie. O tym się nie mówi– dodaje.Maksel podkreśla, że reklama zagranicznych kasyn skierowana do polskich odbiorców jest nielegalna.Polskie prawo jasno mówi, że jeśli oferta hazardowa jest kierowana do polskich użytkowników, to bez koncesji jest to działanie nielegalne. A przecież ci ludzie promują się w polskich mediach, w polskim internecie– tłumaczy.Działacz społeczny przyznaje, że politycy wolą milczeć.Zajmują się medialnymi sprawami, ściganiem chorego człowieka, zamiast przestępcami, którzy wyprowadzają miliardy. Czym zagraża społeczeństwu były minister Ziobro, a czym zagrażają patostreamerzy i influencerzy?– pyta retorycznie.Jego zdaniem, problem ma też ogromny wymiar społeczny.Nawet 10 procent dzieci w Polsce może być uzależnionych od hazardu. To każde dziesiąte dziecko. A my się łudzimy, że to tylko gry komputerowe– podkreśla Maksel.Jak zapowiada, posłowie z opozycji – Republikanie i PiS – mają złożyć interpelacje do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, domagając się informacji o działaniach prokuratury wobec internetowych kasyn.To nie są błahostki. To miliardy uciekające z Polski, a przy okazji dramat tysięcy rodzin. Dzieci, które wpadają w uzależnienie, a politycy udają, że problem nie istnieje– podsumowuje Grzegorz Maksel.

Radio Wnet
Niejasności wokół budżetu obywatelskiego w Krakowie. W tle Małopolski Związek Piłki Nożnej

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Nov 6, 2025 24:06


Zwycięskie projekty często nie spełniają kryteriów - zauważa radny Prawa i Sprawiedliwości Michał Dwernicki.Budżet obywatelski to jest takie narzędzie, które jakby pozwala, żeby z wydzielonej części budżetu miasta to nie urzędnicy, prezydent czy radni jakby decydowali na co środki idą, tylko sami mieszkańcy. No tam oczywiście jest regulamin, no bo środki muszą być wydawane no jakby zatwierdzeniem przez władze miasta w tym sensie, żeby zweryfikować czy one są zgodne z prawem, regulaminem, no i tak dalej, i tak dalej. No i później ludzie zgłaszają projekty, trwa głosowanie. Frekwencja w takim głosowaniu jest mizerna. Tak naprawdę w poprzednich latach wynosiła 5%, czyli 95% ludzi nie brało udziału. W tym roku jest lepiej. Tam już chyba 10% czy 12% była frekwencjanakreśla krakowski radny Prawa i Sprawiedliwości Michał Drewnicki w rozmowie z Mikołajem Murkocińskim. Zwraca uwagę na stosowanie nieuczciwych praktyk zachęcania do udziału w głosowaniu.że jeśli zadania jakieś wygrywają, a potem realizuje je znajomy, zgłasza radny KO, potem zadanie wygrywa i realizuje je znajomy tego radnego z Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, to pojawiają się natomiast drugą wątpliwością jest to, czy te zadania spełniają kryterium ogólnodostępności. Bo idą wielkie pieniądze, w tym roku te zadania wygrały w kwocie 10 milionów złotych, no i tak naprawdę tylko jakaś bardzo mała, niewielka liczba osób skorzysta z tych zawodów sportowych, a tak naprawdę większość nie.  

Radio Wnet
Powstał dokument o brązie polskich amp futbolistek na mundialu w Kolumbii

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Oct 28, 2025 10:54


Jak rozwija się kobiecy amp futbol w Polsce?Rekrutacja zawodniczek jest bardzo ciekawa, bo my rekrutację do naszych wszystkich projektów prowadzimy przez 12 miesięcy w roku. Wszystkich projektów, to znaczy męski amp futbol, kobiecy amp futbol i juniorski amp futbol.  Szukamy osób po amputacjach, robimy wszystko, żeby ta osoba przyjechała do nas na ten pierwszy swój trening, żeby spróbowała, żeby wzięła kule i to, co może się wydawać na początku niemożliwe, po kilku miesiącach, po kilku latach treningów przerodzi w realizację prawdziwych marzeń. Tym marzeniem dziewczyn był medal Mistrzostwa Świata. Wywalczyły go dziewczyny w świetnym stylumówi Artur Kurzawa, dyrektor wykonawczy Polskiego Związku Amp Futbolu. Zwraca uwagę, że historia każdej z reprezentantek Polski jest wyjątkowa i może być imspiracją.Producentem wykonawczym filmu "Kto wygrał mecz" jest Marcin Dworucha, producentem kreatywnym i reżyserem Filip Adamus, autorem zdjęć Piotr Zgoła, a reżyserką montażu Maria Zuba.Wspominane mistrzostwa świata kobiet w amp futbolu, rozegrane w 202 r., były pierwszym turniejem tej rangi w historii. Odbyły się w kolumbijskim mieście Barranquilla w dniach 4-10 listopada 2024 roku. Złoto zdobyły gospodynie, które w finale pokonały drużynę USA (1:1, 2:1 w rzutach karnych). 

Radio Wnet
Gibała bije na alarm: Kraków bankrutuje przez niekompetencję władz!

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Oct 23, 2025 10:42


W sesji nadzwyczajnej radny Łukasz Gibała ujawnia: zadłużenie Krakowa sięga 7,9 mld zł, a w kasie brakuje na wypłaty dla nauczycieli i kierowców. Prezydent obiecał audyt, ale nie dotrzymał słowa.Kraków zmaga się z rekordowym zadłużeniem, które pod rządami prezydenta Aleksandra Miszalskiego wzrosło z 6 miliardów do niemal 8 miliardów złotych w zaledwie półtora roku – alarmuje Łukasz Gibała, radny miasta i lider ruchu Kraków dla Mieszkańców, w rozmowie z Radiem Wnet. W nadzwyczajnej sesji rady miasta, zwołanej na wniosek radnych opozycyjnych z PiS-u, Gibała wskazał na dramatyczną sytuację finansową miasta, nazywając dług „długiem Miszalskiego”. Jak podkreśla, tylko w tym roku w budżecie zabraknie 300 milionów złotych, mimo emisji obligacji na tę samą kwotę, by pokryć wydatki na pensje nauczycieli, motorniczych i kierowców autobusów.Sytuacja jest niebezpieczna i groźna. Najgorsze, że to my, zwykli mieszkańcy, będziemy musieli spłacać te dodatkowe miliardy– ostrzega Gibała.Synekury i marnotrawstwoRadny krytykuje władze miasta za brak przejrzystości i nadzoru nad finansami. Zwraca uwagę na tworzenie nowych, jego zdaniem niepotrzebnych, instytucji, takich jak osiem nowych departamentów, oraz zatrudnianie osób z klucza partyjnego lub po znajomości.Pieniądze Krakowian są rozdawane na prawo i lewo– mówi, wskazując na absurdalne wydatki, jak toaleta za ponad pół miliona złotych czy ławeczka w parku za ćwierć miliona.Co z audytem dla Krakowa?Gibała przypomina, że prezydent Miszalski obiecał na początku kadencji rzetelny, zewnętrzny audyt instytucji miejskich, który miał ujawnić, gdzie są marnowane publiczne środki. Obietnica ta jednak nie została zrealizowana.Poprosił dyrektorów jednostek, by sami siebie ocenili. To nic nie daje, bo nikt nie przyzna się do błędów przed przełożonym– tłumaczy radny.Co więcej, gdy radni opozycji pytają o finanse miejskich spółek, odpowiedzi są blokowane pod pretekstem „tajemnicy handlowej”, co Gibała nazywa absurdem.Turystyka rośnie, a kasa pustoszejeKraków, choć jest turystyczną perełką Polski i przyciąga tłumy gości – w tym inwestorów takich jak Robert De Niro, który planuje luksusowy hotel na Półwsiu Zwierzynieckim – boryka się z pustą kasą miejską.To miasto jest kurą znoszącą złote jaja, a mimo to ma największy dług na mieszkańca spośród dużych polskich miast, większy niż Warszawa– podkreśla Gibała. Dodaje, że sektor BPO, zatrudniający niemal 100 tysięcy osób, generuje znaczne wpływy z podatków, ale te pieniądze są „przepalane” przez nieudolne zarządzanie i brak kompetencji.Mieszkańcy Krakowa coraz głośniej wyrażają oburzenie. Masowe zwolnienia w firmach, które wycofują się z miasta, budzą niepokój o miejsca pracy, a wydatki na „synekury” i niepotrzebne inwestycje, jak wspomniana ławeczka, tylko podsycają frustrację. „Coraz więcej słyszę głosów oburzenia i niepokoju. Pytanie, czy to już skala do masowych protestów czy referendum odwoławczego– zastanawia się Gibała.Trzy kroki do zmianyJako rozwiązanie radny proponuje trzy kroki. Pierwszy to polityczna wymiana obecnej ekipy rządzącej, która „nie chce podjąć niezbędnych działań”. Drugi to przeprowadzenie rzetelnego audytu finansowego wszystkich miejskich instytucji przez niezależną firmę zewnętrzną, wybraną w przetargu.Taki audyt pokazałby, gdzie są nieefektywności, przerost administracji i marnotrawstwo– mówi.Trzecim krokiem byłoby stworzenie planu głębokiej sanacji finansów publicznych na podstawie wyników audytu. Gibała przyznaje jednak, że jako radny opozycyjny ma ograniczony dostęp do informacji, co utrudnia przedstawienie szczegółowych rozwiązań.Radny widzi nadzieję w oddolnych inicjatywach. Przywołuje przykład udanego referendum w Zabrzu, gdzie mieszkańcy odwołali prezydentkę z Platformy Obywatelskiej, oraz inicjatywę referendalną we Wrocławiu przeciwko prezydentowi Jackowi Sutrykowi.W Krakowie coraz więcej mówi się o takich ruchach. Powstają stowarzyszenia, które rozważają referendum. Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłym roku do niego doszło– przewiduje Gibała.

Radio Wnet
Bartoszewicz: Premier nie rozumie interesu narodowego

Radio Wnet

Play Episode Listen Later Oct 22, 2025 22:44


Były kandydat na prezydenta Artur Bartoszewicz ocenił w Popołudniu Wnet, że ostatnie wypowiedzi Donalda Tuska o umowie handlowej Mercosur świadczą o niezrozumieniu podstawowych założeń europejskiej wspólnoty. Jak przypomina ekonomista, głównym celem powojennej integracji było zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego w Europie. Tymczasem premier – stwierdzając, że „konsumentów jest więcej niż rolników” – ma, jego zdaniem, spłycać problem i ignorować strategiczny wymiar gospodarki rolnej.Bartoszewicz ostrzega, że otwarcie rynku na import z Ameryki Południowej może doprowadzić do powtórzenia błędów z przeszłości.Przez lata uzależnialiśmy się od rosyjskich surowców i skończyło się to wojną. Teraz robimy to samo z żywnością– mówi. Według niego Donald Tusk nie łączy faktów i nie rozumie, jaką rolę w bezpieczeństwie państwa odgrywa rolnictwo i własna produkcja.Ekonomista widzi w obecnej polityce rządu szerszy trend – dążenie do budowy „superpaństwa europejskiego”, w którym Polska traci samodzielność gospodarczą. W jego ocenie kraj staje się zapleczem dla bogatszych państw Zachodu: miejscem lokalizacji farm wiatrowych, magazynów energii i centrów danych, które obciążają środowisko i nie tworzą wartości dodanej w kraju.To nie rozwój, lecz rola skansenu– ocenia Bartoszewicz.Digitalizacja i inwigilacjaW drugiej części rozmowy ekonomista zwraca uwagę na zagrożenia płynące z cyfrowych reform finansów publicznych. Jego zdaniem system KSeF – centralny rejestr faktur – nie jest narzędziem walki z mafiami VAT-owskimi, lecz elementem rosnącej inwigilacji obywateli i przedsiębiorców.To pełna penetracja informacyjna. Dane o każdej transakcji trafiają do systemów, nad którymi Polska nie ma kontroli– mówi Bartoszewicz, przypominając, że administracja państwowa opiera się na rozwiązaniach dostarczanych przez zagraniczne koncerny, m.in. Microsoft i Google.Zwraca też uwagę na uruchomienie we Frankfurcie instytucji AMLA, mającej nadzorować przepływy finansowe w całej Unii. W jego opinii to kolejny krok w stronę modelu przypominającego chiński system kontroli społecznej, w którym „obywatel nieposłuszny może zostać odcięty od usług i komunikacji”.„Świat cyfrowego zniewolenia”W podsumowaniu rozmowy dr Bartoszewicz wskazuje, że cyfrowe narzędzia, które miały usprawniać państwo i chronić środowisko, w praktyce prowadzą do nowych form uzależnienia – technologicznego, gospodarczego i politycznego.Budujemy świat cyfrowego zniewolenia, w którym Polska ma być buforem i skansenem Europy– podkreśla ekonomista. Jego zdaniem jedyną odpowiedzią na ten proces może być powrót do realnej debaty o interesie narodowym i bezpieczeństwie gospodarczym państwa.

Zaprojektuj Swoje Życie
Jak zarabiać MILIONY na marketplace? Cyprian Iwuć zdradza swój sekret!

Zaprojektuj Swoje Życie

Play Episode Listen Later Aug 12, 2025 8:25


Nowa Europa Wschodnia
Dostęp do bezstronnego sądu. Są tu wyzwania dla UE i Polski

Nowa Europa Wschodnia

Play Episode Listen Later Jul 9, 2025 29:16


W dzisiejszym świecie, gdzie systemy prawne stają się coraz bardziej złożone, kluczowe jest zapewnienie obywatelom prawa do bezstronnego i niezawisłego sądu. Profesor Radosław Potorski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika opowiada, jak to fundamentalne prawo jest gwarantowane w ramach Unii Europejskiej i Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Zwraca uwagę nie tylko na teoretyczne podstawy, ale również na praktyczne wyzwania, z jakimi boryka się polskie sądownictwo, wpływające bezpośrednio na możliwość korzystania z tego prawa przez obywateli. Podczas warsztatów "Unia Europejska w praktyce" dyskutowano także o istotnej roli edukacji prawnej w podnoszeniu świadomości społecznej na temat znaczenia niezależnego sądownictwa.Projekt współfinansowany przez Komisję Europejską w ramach Projektu „Building Bridges - Civic Capital in Local Communities”, realizowanego ze środków programu CERV finansowanego ze środków Komisji Europejskiej w ramach programu „Obywatele, Równość, Prawa i Wartości” na lata 2021 – 2027.