POPULARITY
W Poranku Radia Wnet Bronisław Wildstein przedstawił twardą diagnozę rosyjskiej strategii i zachodniej odpowiedzi na wojnę na Ukrainie. Jego zdaniem ewentualny rozejm – nawet korzystny dla Moskwy – nie będzie końcem konfliktu, lecz jedynie przerwą w realizacji długofalowego projektu Kremla.Wildstein podkreśla, że Rosja cofa się wyłącznie po porażce, a obecna agresja to element szerszej, otwarcie deklarowanej polityki odbudowy strefy wpływów. W tym kontekście Ukraina jest tylko jednym z celów.Nazwijmy to po imieniu: Rosja cofa się tylko w wypadku przegranej. A co więcej, atak na Ukrainę jest tylko częścią projektu Putina i projektu Kremla. Ten projekt, ogłaszany oficjalnie od lat, to odbudowa strefy wpływów z czasów Związku Sowieckiego – de facto zajęcie takich krajów jak Ukraina– mówił.Publicysta wskazuje, że ambicje Moskwy nie kończą się na Kijowie. Wprost wymienia państwa bałtyckie oraz kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które w rosyjskiej wizji miałyby zostać podporządkowane.To są także kraje bałtyckie, a jednocześnie podporządkowanie sobie takich krajów jak Polska i cała środkowo-wschodnia część Europy. To jest wprost mówione. W związku z tym nawet jeśli rozejm nadejdzie i będzie korzystny dla Rosji, to nie zaspokoi jej imperialnej ambicji– podkreśla.Zdaniem Wildsteina jedyną realną barierą dla tego projektu jest klęska Rosji – scenariusz trudny, ale możliwy. Problem polega na tym, że Zachód wciąż nie podjął wystarczająco zdecydowanych działań, by taki wynik przyspieszyć.W tym kontekście publicysta krytycznie ocenia postawę Donalda Trumpa. Zaznacza, że prezydent USA bywał skuteczny w innych obszarach, jednak wobec Ukrainy sprawia wrażenie powściągliwego, być może z powodu koncentracji na globalnej rywalizacji z Chinami.Być może Trump dobrze rozpoznaje sytuację, ale nie chce za bardzo angażować się w Ukrainę, dlatego że jest zaangażowany gdzie indziej – w tym wielkim teatrze globalnym, czyli konfrontacji z Chinami. Woli udawać, że z Rosją będzie prowadził jakieś negocjacje paragospodarcze, parahandlowe, coś im odda, żeby zrezygnowali z reszty– ocenił.Jednocześnie Wildstein zauważa, że polityka USA wymusiła zmiany w Europie. Po raz pierwszy Unia zdecydowała się na tak znaczące wsparcie finansowe dla Ukrainy, zaciągając wspólną pożyczkę.Publicysta wskazuje jednak, że rozwiązanie mogłoby być dużo bardziej zdecydowane: przejęcie zamrożonych aktywów rosyjskich. Ich wartość – jak podkreśla – przewyższa kwotę pożyczki, a uderzenie w Rosję byłoby znacznie dotkliwsze.Ta pożyczka to jest 90 miliardów euro. Aktywa rosyjskie szacuje się na blisko 200 miliardów euro. To nie byłaby pożyczka i byłoby to bardzo mocne uderzenie w Rosję. Ale z powodu oporu Belgii to nie dochodzi do skutku– mówił.Ten przykład, zdaniem Wildsteina, obnaża wewnętrzne sprzeczności Unia Europejska. Z jednej strony słyszymy o rzekomej niemocy dużych państw, z drugiej – sprzeciw jednego, relatywnie niewielkiego kraju potrafi zablokować strategiczną decyzję./fa
Dr Jacek Saryusz-Wolski twierdzi, że Mercosur tylko na chwilę „spadł z agendy”, ale ostrzega: 12 stycznia sprawa wróci. „Wygraliśmy bitwę, nie wojnę” – podkreśla.Na szczycie UE nie podjęto decyzji ws. umowy UE–Mercosur dzięki koalicji blokującej; temat spadł z agendy, ale nie został zamknięty. Dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta Karola Nawrockiego ds. europejskich, ostrzega na antenie Radia Wnet, że sprawa wróci po Nowym Roku, a 12 stycznia KE może próbować doprowadzić do podpisu. Kluczowe będzie utrzymanie sprzeciwu m.in. Polski i Włoch oraz presja rolników.Dzięki temu, że udało się zmontować, zebrać tak zwaną koalicję blokującą, kiedy działo się szczyt czwartkowo-piątkowy, decyzja w tej materii zawisła w powietrzu. Nie została podjęta– mówi.Saryusz-Wolski wskazuje, że w efekcie odroczenia przewodnicząca Komisji Europejskiej miała zrezygnować z wyjazdu do Brazylii. Według niego to dowód, że politycznie można było powstrzymać temat, ale tylko na chwilę.Pani von der Leyen swój lot do Brazylii w sobotę musiała anulować– przypomina.W jego ocenie Unia nie wygrała jeszcze sporu o Mercosur, a jedynie odniosła taktyczny sukces. Zwraca uwagę, że kluczowe pytanie dotyczy tego, czy koalicja sprzeciwu utrzyma się po Nowym Roku i czy starczy determinacji, by powstrzymać podpisanie porozumienia.Powstaje pytanie, jak wygrać wojnę, skoro tylko jedna bitwa wygrana, a nie wiadomo, czy ta koalicja blokująca się utrzyma– zastanawia się.12 stycznia jako moment zwrotnyRozmówca Radia Wnet twierdzi, że punkt ciężkości przesuwa się na styczeń. To wtedy — według jego słów — Ursula von der Leyen ma ponowić próbę domknięcia sprawy i doprowadzić do podpisania umowy. Z tego powodu Saryusz-Wolski zapowiada ostrą polityczną walkę na początku 2026 roku.Pani von der Leyen z wielkim uporem (…) stwierdziła, że 12 stycznia już na pewno jedzie i podpisze– informuje.Jego zdaniem w najbliższych tygodniach będzie chwilowy spokój, ale po Sylwestrze temat wróci gwałtownie — wraz z presją polityczną i protestami rolników.Spokój na froncie będzie w tym Mercosurze do Sylwestra, ale zaraz potem sprawa wraca– mówi.Polska i Włochy w centrum grySaryusz-Wolski opisuje koalicję sprzeciwu jako układ kruchy i zależny od największych państw, zwłaszcza tych, które wnoszą istotny udział ludnościowy. Zaznacza, że bez Polski albo bez Włoch sprzeciw może się rozsypać, a wtedy porozumienie przejdzie.Bez Polski albo bez Włoch ta cała konstrukcja sprzeciwu pada– informuje.Wskazuje przy tym, że do skutecznej blokady nie wystarczy sama liczba państw. Potrzebny jest jeszcze spełniony próg demograficzny.Te cztery kraje są, ale muszą reprezentować co najmniej 35 proc. populacji– mówi.W tej układance — jak podkreśla — kluczowe jest zachowanie Włoch. Mówi o miękkim stanowisku Rzymu i o tym, że presja polityczna może okazać się rozstrzygająca.Stanowisko Francji się utwardza. Natomiast pozostaje miękkie stanowisko Włoch– dodaje.Krytyka klauzul ochronnych: za późno i bez realnej mocyW rozmowie pojawił się też wątek tzw. klauzul zabezpieczających. Saryusz-Wolski podważa ich sens, argumentując, że to mechanizm uruchamiany dopiero wtedy, gdy szkody już wystąpią, a Komisja Europejska dopiero zaczyna analizować sytuację. W jego ocenie takie rozwiązanie nie chroni rolników, tylko tworzy wrażenie ochrony.To jest takie iluzoryczne bardzo i fikcyjne zabezpieczenie– powiedział.Rozwija też argument, że są to działania jednostronne, potencjalnie łatwe do podważenia w międzynarodowych sporach handlowych.To jest jednostronne po fakcie (…) dopiero wtedy, kiedy już się szkoda wydarzy, Komisja ma badać, ewentualnie interweniować. […] Nieuznawane przez stronę mercosurową, podważalne w arbitrażu międzynarodowym handlowym– zaznacza.Ostrzeżenia o skutkach dla rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościSaryusz-Wolski buduje obraz zagrożenia nie tylko gospodarczego, ale też zdrowotnego. Przekonuje, że umowa może uderzyć w europejskie rolnictwo, a szczególnie w państwa, dla których ta branża ma duże znaczenie gospodarcze.Dla takich krajów (…) jak Polska — to jest katastrofa– podkreśla.W najmocniejszych fragmentach wypowiedzi ostrzega przed jakością importowanej żywności.To trująca, toksyczna żywność, pełna pestycydów i innych szkodliwych substancji– przypomina.W tle energia i postulat wobec ETS-2W końcowej części rozmowy Saryusz-Wolski odniósł się do problemów przemysłu, wiążąc je z kosztami energii. Wskazał, że w jego ocenie są one pochodną rozwiązań unijnych, w tym Zielonego Ładu oraz systemów ETS.To jest związane z tymi horrendalnie wysokimi cenami energii. A one są pochodne od Zielonego Ładu, ETS-1 i ETS-2– zaznacza.I sformułował rekomendację dotyczącą ETS-2.Rekomenduję, żeby Polska odmówiła wdrażania ETS-2, który dotyczy dwóch sektorów: budownictwa i transportu– mówi.
Olga Semeniuk-Patkowska ostro ocenia medialne wystąpienia Jacka Kurskiego. Jej zdaniem to atak na prawicę i osłabianie całego obozu, w tym Mateusza Morawieckiego.W rozmowie na antenie Radia Wnet posłanka PiS Olga Semeniuk-Patkowska na pierwszy plan wysuwa sprawę Jacka Kurskiego i jego publicznych wypowiedzi wymierzonych w byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Nie ukrywa, że odbiera je jako poważne uderzenie w cały obóz prawicy.Wszystkie ruchy, które wykonuje Jacek Kurski w ostatnich dniach i tygodniach, to jest po prostu atak na prawicę.– ocenia Semeniuk-Patkowska.Przypomina, że w najnowszym, długim wywiadzie były prezes TVP skupił się głównie na personaliach i konkretnych nazwiskach, zamiast na programie czy strategii.Dzisiejszy, prawie godzinny wywiad Jacka Kurskiego dotyczący personaliów, dotyczący konkretnych nazwisk… A nie o to dzisiaj na prawicy chodzi.– podkreśla.Jej zdaniem takie wystąpienia nie tylko nie budują, ale realnie osłabiają pozycję PiS i całego szeroko pojętego obozu prawicy – zarówno wewnętrznie, jak i w oczach wyborców.To ataki, które osłabiają obóz prawicy, osłabiają nasze środowiska, nasz elektorat. „Doły partyjne” mówią jasno: nie chcemy tego oglądać.– relacjonuje posłanka.Obrona Morawieckiego: premier od najtrudniejszych decyzjiOlga Semeniuk-Patkowska bardzo mocno staje w obronie Mateusza Morawieckiego. Przypomina, że jako premier prowadził Polskę w czasie bezprecedensowych kryzysów – pandemii, wybuchu wojny na Ukrainie, kryzysu energetycznego.Nie można atakować dzisiaj z pozycji Prawa i Sprawiedliwości człowieka, który dokonywał bardzo trudnych wyborów – zarówno w COVID-zie, jak i w momencie intensywnego poszukiwania rynków, z których można było skupować węgiel po wybuchu wojny.– zaznacza.Podkreśla, że widziała tę pracę od środka jako członkini rządu.To była ciężka harówka, to była ciężka praca. To był premier formatu podejmowania decyzji, które będą rzutowały na Polskę przez kolejne dekady.– mówi.Dlatego kolejne personalne ataki na Morawieckiego – szczególnie płynące z własnego obozu – ocenia jako niezrozumiałe i szkodliwe.Dziś ataki personalne wymierzone przeciwko Mateuszowi Morawieckiemu osłabiają cały obóz prawicy. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto ma ambicje polityczne, budował je w ten sposób.– dodaje, odnosząc się wprost do Jacka Kurskiego.Jedność wokół Kaczyńskiego i „katharsis” w partiiMimo ostrych słów wobec Kurskiego, Semeniuk-Patkowska odrzuca scenariusze rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości. Zaznacza, że wciąż widzi w partii jeden wyraźny punkt odniesienia.Lider jest jeden – Jarosław Kaczyński. I tego absolutnie nikt nie powinien podważać.– podkreśla.Przyznaje, że w PiS trwają spory i tarcia, ale nazywa je elementem koniecznego „katharsis”, przez które partia musi przejść po utracie władzy i po trudnych latach rządów.Takie oczyszczenie w partii jest potrzebne. Błędy trzeba nazwać, wyciągnąć konsekwencje wobec nas samych i oczyścić drogę dojścia do kolejnego zwycięstwa.– wyjaśnia.Jednocześnie ostrzega przed próbami budowania narracji o frakcjach wymierzonych w prezesa PiS.Podsycanie atmosfery, że powstają frakcje przeciwko prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, to czysta głupota i działanie na niekorzyść szerokiego obozu prawicy.– stwierdza.Spory personalne a program na 2027 rokPosłanka przyznaje, że grudzień 2025 roku jest dla PiS szczególnie intensywny, jeśli chodzi o konflikty wewnętrzne, ale nie widzi w tym wyłącznie „thrillera”.Nie wiem, czy to thriller. Na pewno są różnice zdań i przecieranie szlaków co do kształtu programu. Spory personalne występują w każdej partii. U nas grudzień jest po prostu miesiącem ich większej intensywności.– zauważa.Zwraca uwagę, że z perspektywy wyborcy najważniejsze nie są wewnętrzne wojny, ale odpowiedź na realne problemy – gospodarkę, służbę zdrowia, bezpieczeństwo.Chodzi o to, aby sondaże były lepsze, poparcie społeczne szersze i żebyśmy odzyskali ten elektorat, który odpłynął od nas w ciągu ostatnich dwóch lat.– mówi.Jej zdaniem program na wybory 2027 roku musi powstawać „od dołu” – z rozmów z ludźmi, z analizy ich potrzeb, a nie tylko w oparciu o medialne kalkulacje.Dobry program wyborczy tworzy się w oparciu o głos społeczny, analizę tego głosu, realizm: co jesteśmy w stanie zrobić, w jakim czasie, za jakie pieniądze i z jakim ryzykiem.– tłumaczy.Sama chce dołożyć do niego swoją „gospodarczą cegiełkę”, zwłaszcza w obszarze MŚP i rzemiosła. Przypomina, że projekty, które współtworzyła, są dziś wygaszane przez obecny rząd.Zwijane są dobre projekty. Choćby program rzemieślniczy dla ponad 300 tysięcy firm z sektora MŚP. Minister Tomański szuka oszczędności i chce ten program zamknąć. To później przekłada się na wynik przy urnach.– ostrzega.Konfederacja, Braun, Tusk – czego PiS nie zrobiW rozmowie pojawia się też wątek możliwych koalicji i relacji z innymi ugrupowaniami. Semeniuk-Patkowska odcina się zarówno od Konfederacji, jak i od środowiska Grzegorza Brauna.Uważam, że obie te opcje są dla Polaków złe. Nie zgadzam się z tym, aby wykazywać sympatie wobec Sławomira Mentzena, który bardzo często negatywnie wypowiada się o naszym liderze, ani w stronę Grzegorza Brauna.– zaznacza.Odnosi się też do głośnego cytatu z wywiadu Mateusza Morawieckiego, który komentatorzy odczytali jako gotowość do współpracy z Donaldem Tuskiem w sytuacji kryzysowej.To była odpowiedź dotycząca wyłącznie skrajnej sytuacji – otwartego konfliktu wojennego i zagrożenia życia ludzi. Chodziło o to, że w takim momencie trzeba potrafić stworzyć wspólny front w sprawach bezpieczeństwa, a nie o sympatię czy polityczny sojusz z Donaldem Tuskiem.– wyjaśnia.I dodaje jednoznacznie:Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł dziś poważnie myśleć, że Mateusz Morawiecki wchodzi w jakiekolwiek sojusze polityczne z Donaldem Tuskiem. To absurd i manipulacja.– podkreśla.„Ja nigdzie nie wychodzę”Na koniec odnosi się do spekulacji, że wokół Mateusza Morawieckiego może powstać nowa formacja, która opuści PiS.Ja nigdzie nie wychodzę. Jestem w Prawie i Sprawiedliwości od 2010 roku i chcę, żeby tak pozostało.– mówi jasno.Deklaruje, że jej celem jest współtworzenie programu i odbudowa zaufania społecznego – a nie budowanie nowych podziałów.W moim interesie jest dbałość o relacje społeczne i o to, by nie zrywać kontaktu z ludźmi. To on przekłada się na poparcie procentowe. Jedność trzeba budować, a nie rozbijać.– podsumowuje Olga Semeniuk-Patkowska.
Planowana zabudowa północnej części Ostrowa Tumskiego w Poznaniu – wyspy katedralnej uznawanej za kolebkę polskiej państwowości – od miesięcy wywołuje niepokój historyków, konserwatorów zabytków i mieszkańców. W Poranku Radia Wnet prof. Jacek Kowalski opisuje, na jakim etapie znajdują się dziś procedury administracyjne oraz dlaczego – jego zdaniem – skala planowanej inwestycji stanowi realne zagrożenie dla tego wyjątkowego miejsca.Profesor podkreśla, że wokół Ostrowa Tumskiego narosło kilka równoległych wątków, które razem tworzą obraz narastającego konfliktu między ochroną dziedzictwa a planami inwestycyjnymi miasta. Jak wskazał, „trzeba powiedzieć o trzech rzeczach, bo cała ta awantura wokół planów zabudowy ma kilka odsłon”.Pierwszym z nich jest obywatelska inicjatywa zmierzająca do objęcia wyspy szczególną ochroną prawną. Jak poinformował, został zawiązany Komitet Obywatelski i Komitet Uchwałodawczy, który zgłosił projekt uchwały o utworzeniu parku kulturowego.Jak relacjonuje Kowalski, projekt trafił do Rady Miasta Poznania, uzyskał wymagane poparcie mieszkańców i został skierowany do dalszych prac w komisjach.Zyskaliśmy dużo podpisów mieszkańców Poznania. Zostaliśmy wysłuchani na posiedzeniu Rady Miasta, a projekt został skierowany do komisji– opisuje.Drugim istotnym wątkiem jest procedowanie planu ogólnego miasta – dokumentu, który w przyszłości będzie determinował możliwość zagospodarowania Ostrowa Tumskiego.To, co będzie w planie zagospodarowania samego Ostrowa Tumskiego, mieści się w planie ogólnym miasta, który również musi zostać uchwalony– wskazał. Zdaniem profesora kluczowe było takie sformułowanie zapisów, aby nie uniemożliwiły one powołania parku kulturowego i nie otwierały drogi do intensywnej zabudowy.Chodziło nam o powstrzymanie planów zabudowy, bo to nie jest jeden zabytek, tylko cała wyspa katedralna– powiedział.Kowalski zwraca uwagę, że planowane osiedle miało być nie tylko ingerencją w krajobraz, ale również przedsięwzięciem o skali całkowicie nieadekwatnej do charakteru miejsca. Jak mówi, „to osiedle miało być wyjątkowo duże, z parkingami podziemnymi. Tam miało zamieszkać kilka tysięcy osób. To jest katastrofa – nie tylko naszym zdaniem”.Jak podkreśla, problem nie dotyczy wyłącznie estetyki, ale także bezpieczeństwa zabytków oraz infrastruktury komunikacyjnej.Chodzi o przepustowość dróg, o ciężki sprzęt budowlany i ruch samochodowy, który może powodować uszkodzenia bardzo wątłych zabytków– wylicza.W toku prac komisji planistycznych pojawiła się propozycja obniżenia wysokości zabudowy. Profesor Kowalski zaznacza jednak, że nie rozwiązuje to zasadniczego problemu, ponieważ "nie chodzi o to, żeby obniżać zabudowę, tylko żeby jej tam w ogóle nie było w takim kształcie”.Co więcej, jego zdaniem w dużej mierze pominięto argumenty ekspertów dotyczące warunków geologicznych terenu.Nie udzielono odpowiedzi na nasze dane o niewłaściwej glebie, o torfach i o tym, że ten teren nie nadaje się pod parkingi podziemne– komentuje.Kolejnym sygnałem alarmowym stał się stan XVI-wiecznej kanonii położonej przy krawędzi Ostrowa Tumskiego, w bezpośrednim sąsiedztwie mostu i przystanku tramwajowego. Jak mówi, „pęknięcia istniały wcześniej, ale w ostatnich tygodniach zaczęły się wyraźnie powiększać”.W reakcji na te sygnały podjęto interwencje u konserwatora zabytków oraz w Narodowym Instytucie Dziedzictwa. Profesor informuje, że będzie kontrola, ponieważ ściany zaczęły pękać bardziej niż poprzednio. Profesor wiąże ten stan z intensyfikacją prac przy moście i ruchem ciężkiego sprzętu.Niepokój budzą także sygnały dotyczące Kościoła Najświętszej Marii Panny, gotyckiej świątyni stojącej na miejscu najstarszej kaplicy pałacowej Mieszka I. Gość Radia Wnet zaznacza, że to wątły obiekt i „przez pewien czas był tam nawet zakaz prowadzenia badań archeologicznych ze względu na ryzyko”Kowalski podkreśla, że nie doszło do katastrofy, ale pojawiające się anomalie są sygnałem ostrzegawczym.To nie znaczy, że kościół ma się zawalić, ale takie zjawiska często pojawiają się, gdy grunt zaczyna pracować– mówi.Na koniec rozmowy profesor zwraca uwagę na systemowy problem zależności instytucji ochrony zabytków od władz samorządowych.Konserwatorzy naprawdę dbają o zabytki, ale podlegają urzędowi miasta. Wkładanie kija w szprychy miejskich inwestycji jest dla nich bardzo trudne– zaznacza. W jego ocenie konieczne jest stałe informowanie opinii publicznej i uważne monitorowanie wszystkich działań prowadzonych na Ostrowie Tumskim. Zaznacza, że „trzeba trzymać rękę na pulsie, bo to jest miejsce absolutnie wyjątkowe”./fa
Socjolog, były doradca prezydenta Andrzeja Dudy i pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Andrzej Zybertowicz od kilku lat walczy w warszawskich sądach o odrzucenie pozwu byłych opozycjonistów PRL.Chodzi o 38 osób: Jacka Ambroziaka, Ryszarda Bugaja, Zbigniewa Bujaka, Iwo Byczewskiego, Andrzeja Celińskiego, Jan Dworak, Władysława Frasyniuka, Marcina Geremka (syna b. szefa MSZ0, Janusza Grzelaka, Aleksandera Halla, Elżbiety Jogałły i Magdaleny Smoczyńskiej (córki Jerzego Turowicza), Jana Kofmana, Anny Kozłowskiej-Kalbarczyk (córki Krzysztofa Kozłowskiego), Jacka Kurczewskiego, Danutę Kuroń (żona Jacka Kuronia), Helenę Łuczywo, Jacka Moskwę, Janusza Onyszkiewicza, Grażynę Staniszewską, Joannę Staręgę-Piasek, Antoniego Stawikowskiego, Jerzego Stępnia, Adama Strzembosza, Jarosława J. Szczepańskiego, Jacka Szymanderskiego, Jacak Taylora, Anny Trzeciakowskiej, Andrzeja Wielowieyskiego, Irenę Wóycicką, Ludwikę Wujec, Jana Jakuba Wygnańskiego.Już w trakcie postępowania zmarło czterech powodów: Marian Kallas, Marcin Król, Jan Lityński i Henryk Wujec.Osobom tym nie spodobały się słowa, które Andrzej Zybertowicz wypowiedział 5 lutego 2019 roku, w trakcie debaty licealistów o Okrągłym Stole.Do dzisiaj wielu obserwatorów i komentatorów Okrągłego Stołu nie uświadamia sobie, jak głęboka prawda była w komentarzu Andrzeja Gwiazdy, gdy powiedział – podczas Okrągłego Stołu władza podzieliła się władzą ze swoimi własnymi agentami– powiedział wówczas doradca prezydenta.Próba zniszczenia finansowego badaczaO sprawie, która ma znaleźć finał w tym tygodniu w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, profesor rozmawia z Katarzyną Adamiak. Przypomina, że opozycjoniści domagali się od niego szczególnych przeprosin.Co znaczące i na pewno przemyślane, przeprosiny miały być ogłoszone na pierwszych stronach czterech gazet, na całych pierwszych stronach, jeszcze z wyodrębnioną ramką, na portalach internetowych i w telewizjach i według stawek z roku 2020, koszt tych przeprosin wynosiłby około 1.5 miliona złotych, gdyby sąd w całej rozciągłości te roszczenie pozwu przyjął. Widać jasno, że chodziło o próbę zniszczenia finansowego. A zarazem, o wywołanie jakiegoś efektu mrożącego– mówi badacz.Prof. Zybertowicz przypomina, że w rozmowach Okrągłego Stołu stronę solidarnościową reprezentował Lech Wałęsa.Dzisiaj nie ma już żadnych wątpliwości, że to był TW Bolek. A po drugiej stronie był szef tajnych służb PRL-u generał Kiszczak, o którym wiemy, że w swoim mieszkaniu, już w wolnej Polsce, niezgodnie z prawem przechowywał dokumenty będące hakami na Lecha Wałęsę. Więc może warto było wyciągnąć wniosek, co z tych dwóch symbolicznych postaci może wynikać dla sposobu, w jakim budowaliśmy instytucje w wolnej Polsce?– stawia retoryczne pytanie gość Poranka Wnet.W rozmowie Zybertowicz podkreśla, że na potrzeby postępowania sądowego zbadał przypadki 21 uczestników rozmów Okrągłego Stołu, którzy spełniali kryteria jego wypowiedzi, która nie spodobała się opozycjonistom. Zaznacza też, że ani on, ani Andrzej Gwiazda nie wskazali żadnych nazwisk, z czego wnosi, że pozew urażonych opozycjonistów jest bezzasadny.Na bakier z logikąSocjolog punktuje też brak logiki w wywodach strony powodowej, reprezentowanej m.in. przez mec. Michała Wawrykiewicza, obecnego europosła KO i sądu I instancji, który uznał, że profesor naruszył dobra osobiste.W doktrynie sądowej jest zasada, że sąd kieruje się swobodną oceną dowodów. Ale nie dowolną, czyli musi się trzymać logiki. A co mówi logika? Sytuacji, w której przez wiele lat współpracowałem z Lechem Kaczyńskim, m.in. jako jego doradca, gdy był prezydentem pokazuje, że nie mogłem wszystkich uczestników rozmów traktować jako agentów. Bo nigdy bym z Lechem Kaczyńskim, który też tam był, nie mógł współpracować– mówi gość Poranka.Okrągły Stół – czy było warto?Prof. Andrzej Zybertowicz pomimo krytycznej oceny okoliczności, w których odbywały się rokowania z komunistami, nie odrzuca Okrągłego Stołu.Per saldo, patrząc historycznie, Okrągły Stół jako pokojowa ścieżka wychodzenia ze starego systemu, to była cena, którą warto było zapłacić. Ale przejawem dojrzałości już budowanej demokracji powinno być to, że zarówno badacze, jak i dziennikarze nie boją się prześwietlać kulis. Nie boją się zajrzeć za podszewkę tego całego przedsięwzięcia– dodaje profesor.
Ukraińska spółka chce wydobywać węgiel w PolscePoseł Wesoły opisuje w Poranku Radia Wnet informację, która poruszyła Śląsk: ukraińska spółka – Coal Energy, zarejestrowana w Luksemburgu — przygotowuje się do wejścia w polskie górnictwo. Chodzi o złoże Bytom–Miechowice i prywatną kopalnię Siltech, gdzie zasoby szacowane są na 25 milionów ton.Kapitał ukraiński przygotowuje się do przejęcia tej kopalni, mówiąc, że biznes jest opłacalny i da się na tym zarobić– mówi poseł. Podkreśla, że inwestorzy z Ukrainy widzą w polskim węglu potencjał, którego polski rząd – jego zdaniem – nie chce dostrzec.Oni patrzą biznesowo. Nie są w Unii Europejskiej, a jeśli narobią Polsce kłopotów, to ich to nie interesuje. To się nie zgadza z tym, co mówią nasi menadżerowie i co mówi dziś rząd– dodaje.„Pomagamy Ukrainie, a u nas przejmują firmy”Wesoły mówi, że reakcje społeczne są wyraźne – to temat, o którym mówi się, zwłaszcza w momentach pogarszającej się sytuacji ekonomicznej górników, takich jak brak barbórkowej premii w Jastrzębiu.Prawie 12 tysięcy spółek z kapitałem ukraińskim w Polsce, prawie 30 tysięcy firm w dwa lata. My wspieramy Ukrainę, pomagamy ludziom, a kapitał ukraiński przejmuje firmy. Ludzie o tym rozmawiają i pytają, czy to tak powinno wyglądać– podkreśla. Zaznacza, że nie chodzi o antagonizowanie narodów, ale o potrzebę debaty. Jak mówi, „trzeba refleksji nad tą sprawą. To wzbudza dyskusję i trudno się dziwić”.Choć tematem numer jeden są ukraińskie inwestycje, Wesoły osadza je w szerszym sporze o politykę klimatyczną i kondycję polskiej energetyki. Twierdzi, że węgiel jest wciąż najbardziej opłacalny, a kłopoty branży wynikają nie z rynku, lecz z unijnych regulacji.Węgiel i energia z węgla jest nadal najtańszą energią. Green Deal wymusił na energetyce stan, w którym dziś jesteśmy– mówi. Poseł uważa, że Polska może i powinna odrzucić Zielony Ład, jeśli chce zatrzymać proces uzależniania się od zagranicznych graczy.Polska musi powiedzieć Zielonemu Ładowi nie. To kwestia być albo nie być gospodarki i naszych portfeli. Jeśli ETS2 i elektryki wejdą w takim kształcie, ludzie zbankrutują– dodaje.
Dyrektor XLIV Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie, Mariusz Graniczka, został 24 listopada zawieszony w pełnieniu obowiązków decyzją prezydenta miasta. Stało się to po zawiadomieniu Małopolskiego Kuratora Oświaty, który uznał, że dyrektor mógł naruszyć godność i prawa ucznia, kierując go – w czasie lekcji i bez wiedzy rodziców – do fryzjera. Sprawę zakwalifikowano jako „niecierpiącą zwłoki”, a wobec dyrektora uruchomiono procedury dyscyplinarne.W rozmowie z Radiem Wnet Graniczka szczegółowo opisał swoją wersję wydarzeń. Na początku rozmowy zaznaczył, że głośny spór nabrał medialnego rozgłosu po publikacji w „Gazecie Wyborczej”, która powstała we współpracy z rodzicami ucznia.Obwiniają mnie o to, że zmusiłem ich dziecko i wysłałem je do fryzjera w trakcie jego przyjścia do szkoły. To oczywiście byłoby skandalem, gdyby to wyglądało w ten sposób– mówi. Jednocześnie podkreślił, że – jego zdaniem – opis w mediach to „półprawdy”, a więc: „półprawda to manipulacja, czyli kłamstwo”.https://wnet.fm/2025/11/24/dyrektor-xliv-lo-w-krakowie-zawieszony-to-sygnal-dla-rodzicow-i-uczniow-ze-moga-wszystko/Przedstawił swój przebieg zdarzeń. Według jego relacji uczeń sam zgłosił się do niego po tym, jak wychowawczyni wysłała go do dyrektora by zapytał, czy może mieć taką fryzurę. Graniczka mówił, że rozmowa przebiegała spokojnie, bez presji i przy otwartych drzwiach sekretariatu.On się pyta, czy tę fryzurę może nosić. Powiedziałem: przecież sam wiesz najlepiej, że nie– relacjonuje.Dyrektor twierdzi, że to uczeń zapytał, kiedy powinien fryzurę poprawić i sam wyraził zgodę, by zrobić to tego samego dnia. Graniczka zaproponował jedynie możliwość umówienia wizyty u znajomego fryzjera obok szkoły.Uczeń mówi: dobrze. Pyta, czy może wyjść teraz. Oceniłem sytuację – dojrzały chłopak, trzecia klasa – i podjąłem decyzję: dobrze, idź, umówię cię– dodaje. Według jego relacji uczeń wrócił zadowolony, pokazał efekt i żartował z sekretarką.Napięcie narasta miesiąc późniejJak podkreśla dyrektor, przez kolejne tygodnie nie było żadnych sygnałów o skardze. Sytuacja wróciła dopiero po wyjściu klasowym do Muzeum Narodowego. Według relacji nauczycielek, trzech uczniów – w tym wspomniany już wcześniej – miało zachowywać się skrajnie niewłaściwie. Odebrano im telefony, a chłopcy zapowiedzieli, że zgłoszą to „do kuratorium”.Podczas rozmowy z rodzicami Graniczka twierdzi, że usłyszał zaskakującą relację; rodzice ucznia poinformowali go, że wcześniej zwrócili się już na policję oraz do kuratorium, twierdząc, że nauczycielka bezprawnie zabrała chłopcom telefony.Dyrektor przyznaje, że w rozmowie próbował wytłumaczyć rodzicom, iż w jego ocenie problemy wychowawcze mają głębsze przyczyny. Słowa te zostały jednak odebrane jako obraźliwe i spotkanie zakończyło się w napiętej atmosferze.Graniczka podkreśla, że dopiero kilka dni później dowiedział się o oficjalnej skardze oraz o tym, że sprawą interesuje się prasa. Jego zdaniem odbyło się to bez próby wysłuchania jego strony, a decyzje wstępne zapadły pod presją medialnego rozgłosu. Zaznacza jednocześnie, że – według informacji, które docierają do niego od nauczycieli – w samej klasie chłopiec miał opowiadać o wizycie u fryzjera w sposób żartobliwy i bez poczucia krzywdy.
W poranku Radia Wnet reporter Mikołaj Murkociński połączył się ze słuchaczami ze Starego Miasta w Aleppo. Miasto żyje, ale ruiny wciąż wyznaczają jego krajobraz.Życie powróciło już na ulice tego miasta. Bardzo aktywne miasto, ale z drugiej strony te ruiny i zniszczenia powstałe w wyniku wojny– opisuje.Murkociński opowiada o wizycie u najbiedniejszych rodzin chrześcijańskich, zorganizowanej przy wsparciu Caritas Polska.To są rodziny, które nie uciekły z miasta, nie uciekły z Syrii, które po prostu nie miały możliwości, aby opuścić kraj. Mieszkają w bardzo trudnych warunkach, często liczne, bez źródeł utrzymania– relacjonuje. Zaznacza jednak, że są też pozytywne historie: dzięki polskiej pomocy rozwinęły się m.in. cukiernia i szwalnia, które dziś dobrze sobie radzą.https://wnet.fm/2025/11/18/w-sercu-zniszczonego-aleppo-murkocinski-rekonstrukcja-nawet-sie-nie-zaczela/Reporter przypomina, że przed 2011 rokiem w Aleppo mieszkało ok. 400 tys. chrześcijan, obecnie zostało ich tylko około 25 tys.Aleppo dobrze obrazuje całą sytuację w Syrii. Rozmowa będzie dotyczyła tego, czy chrześcijanie będą tu jeszcze za 10 lat obecni– zapowiada audycję Droga do Damaszku.Opisując centrum miasta, porównuje zniszczenia do obrazów z Drezna po II wojnie światowej.Chodzi się po stertach ruin i ta odbudowa w ogóle nie postępuje. Jeżeli coś jest odbudowywane, to z inicjatywy prywatnej. Nie ma żadnego planu generalnego– podkreśla. Wskazuje na ciężkie sankcje ekonomiczne, które dotąd blokowały odbudowę, ale zauważa, że ich zniesienie może otworzyć drogę do szerszych prac.To absolutnie pole do popisu dla Polski, dla polskich ekspertów. Mamy ogromne doświadczenie w odbudowywaniu miast– dodaje.
W najbliższą niedzielę 16 listopada Caritas wyda w Warszawie tysiąc posiłków z okazji IX Światowego Dnia Ubogich. Jarosz-Jarszewska tłumaczy, że akcja ma wymiar symboliczny, ale jej znaczenie jest głębsze – chodzi o zwrócenie uwagi na ludzi żyjących na marginesie.Ta symboliczna zupa, ten symboliczny posiłek to ma być zaproszenie do tego, żeby rozmawiać o tym, jak zauważyć osoby ubogie, żeby nie były tak samotne i tak niewidzialne– mówi.Caritas prowadzi w całej Polsce około 1600 placówek różnych typów, ale w tym okresie szczególnie akcentuje problemy osób w kryzysie bezdomności. To właśnie dla nich organizacje kościelne i społeczne stają się często jedynym miejscem, gdzie można uzyskać pierwszą pomoc.53 tys. osób bez domu. „To liczba niedoszacowana”Wicedyrektor Caritas przypomina, że skala problemu jest większa, niż wynika z oficjalnych statystyk. Jak mówi, 53 tysiące osób mieszka na ulicy, jest osobami bezdomnymi, a są to tylko osoby, które nie przebywają stale w różnego typu placówkach. Zaznacza, że ta liczba jest niedoszacowana.Jarosz-Jarszewska wskazuje na kilka czynników pogłębiających kryzys: migrację i bezdomność części uchodźców z Ukrainy, wzrost cen oraz ogólne zubożenie społeczeństwa. Caritas prowadzi około 80 jadłodajni, 33 schroniska, ogrzewalnie i łaźnie, ale podkreśla, że pomoc interwencyjna to tylko część działania.Organizacja koncentruje się również na programach wychodzenia z bezdomności, m.in. poprzez zatrudnienie wspierane.„To daje bardziej wędkę, żeby powrócić do normalnego życia, wskazać drogę i pomóc zwalczyć uzależnienia.”W skrajnym ubóstwie jest ponad 1,2 mln osób korzystających z pomocy społecznej. A kolejne prawie 1,95 mln minimalnie przekracza progi, ale też są bardzo potrzebujący– wyjaśnia.Szczególnie trudna sytuacja dotyczy osób starszych.Pomimo że ogólny poziom ubóstwa spada, to poziom ubóstwa wśród seniorów niestety się zwiększa. Już 80 proc. starszych osób deklaruje, że nie jest w stanie wykupić wszystkich recept– mówi.Caritas prowadzi programy profilaktyczne, również dla młodych, ale – jak podkreśla – potrzebne jest większe zaangażowanie państwa i społeczeństwa. Wicedyrektor zaznacza też rolę wsparcia duchowego.
Misjonarz ks. Władysław Niemyski zdaje relacje z Jamajki, gdzie lada chwila ma uderzyć huragan Melissa. Żywioł oznaczony został piątą, czyli najwyższą kategorią w skali Saffira-Simpsona, przyniesie gwałtowne opady i wiatr w porywach do ponad 300 km/h. W korespondencji dla Radia Wnet duchowny opisuje, jak mieszkańcy wyspy przygotowują się na nadejście huraganu.Dr Karolina Lizura asystentka w pracowni tkaniny artystycznej Wydziału Malarskiego Akademii Sztuk Pięknych i studentka uczelni Joanna Bocheńska mówią o ciekawym projekcie, w którym to 13 studentów ASP zaprezentuje swoje prace w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Będą to dzieła zainspirowane tą przestrzenią i historią, którą to miejsce przedstawia. Pracowniczka Akademii opowiada o tym, jak narodził się pomysł na zrealizowanie współpracy i mówi, jak przygotowywała studentów do zajęcia się tą trudną tematyką. Zaznacza, że sztuka współczesna ma szansę zaistnieć tam w zupełnie innym kontekście. Wernisaż wystawy odbędzie się 10 grudnia.
Kościół nie boi się sztucznej inteligencji, ale ostrzega przed jej skutkami. – Będziemy głupsi, jeśli przestaniemy myśleć – mówi w Radiu Wnet ks. Mateusz Szerszeń, redaktor „Któż jak Bóg”.Kościół nie boi się sztucznej inteligencji, ale patrzy na nią z rezerwą, twierdzi gość Radia Wnet.Sztuczna inteligencja to emanacja ludzkiego lenistwa– mówi ks. Mateusz Szerszeń, michalita, redaktor dwumiesięcznika „Któż jak Bóg”. W rozmowie o teologii i technologii ostrzega przed pokusą niemyślenia i utratą odpowiedzialności.Kościół i Dolina KrzemowaSamo pojęcie „sztuczna inteligencja” jest na wyrost. To chwyt marketingowy– zaznacza duchowny.Przypomina, że Kościół z jednej strony zachęca do rozwoju techniki, a z drugiej widzi zagrożenia. Wskazuje też, że nawet naukowcy z Doliny Krzemowej przyznają, iż termin „AI” nie oddaje rzeczywistości.Ks. Szerszeń tłumaczy, że pod nazwą „sztucznej inteligencji” kryją się trzy zjawiska: sieci neuronowe, uczenie maszynowe i duże modele językowe.Problem zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy przypisywać komputerowi ludzkie cechy, traktować rozmowę z maszyną jak rozmowę z człowiekiem– zaznacza.Pokusa niemyśleniaOd początku istnienia człowieka towarzyszy nam pokusa niemyślenia. Myślenie boli, wymaga wysiłku. A komputer myśli szybciej. I właśnie dlatego jest to niebezpieczne– mówi duchowny.Jego zdaniem zwolnienie ludzi z myślenia prowadzi do duchowej i intelektualnej degradacji. – Wystarczy odłączyć prąd i ktoś, kto uczył się tylko z czatem GPT, staje się bezradny. Kiedy raz zrywamy to jabłko z drzewa poznania, trudno wrócić – dodaje.Inteligencja to coś więcejKościół, podkreśla ks. Szerszeń, rozumie inteligencję szerzej niż świat technologii.W inteligencji mieści się nie tylko logiczne rozumowanie, ale także wola, zdolność kochania i branie odpowiedzialności. A maszyna nie bierze odpowiedzialności– zaznacza.Duchowny wskazuje na moralne dylematy, jak choćby w przypadku samochodów autonomicznych: kto odpowiada za decyzję maszyny, gdy dochodzi do tragedii?Czy to naprawdę rewolucja?Choć niektórzy mówią o „czwartej rewolucji przemysłowej”, Kościół zachowuje ostrożność.Byłbym sceptyczny wobec słowa „rewolucja”. Coraz częściej widzimy, że sztuczna inteligencja się degeneruje. Systemy wcześniejsze bywały lepsze niż te, które mamy dziś– zauważa ksiądz.Nie lękajcie się technologii– Nie boję się sztucznej inteligencji. Jest dobra i pożyteczna, o ile służy człowiekowi – mówi ks. Szerszeń. Wskazuje na jej pozytywne zastosowania w medycynie i nauce, ale ostrzega przed rozleniwieniem.Będziemy głupsi. Nieumiejętność myślenia spowoduje, że się rozleniwimy. Nawet czat GPT był mądrzejszy rok temu– dodaje z uśmiechem.Cytuje św. Tomasza z Akwinu: „Na świecie jest tylko jeden grzech – głupota.”Po raz pierwszy stworzyliśmy urządzenie, które naprawdę zaczyna nas przypominać– zauważa.Cielesność – ostatnia granicaDla Kościoła prawdziwa granica między człowiekiem a maszyną leży w cielesności.Nie mamy maszyny, która przypominałaby mózg ludzki – żywy, biologiczny, zalewany hormonami. To nasz największy skarb i najlepsza inteligencja– mówi duchowny.To właśnie ciało, jego kruchość i śmiertelność, przypominają człowiekowi o jego duchowym wymiarze. W głębi duszy jesteśmy nieśmiertelni, tylko w to nie wierzymy– dodaje ks. Szerszeń. Zaznacza też, że „poszukiwanie nieśmiertelności na tym świecie nie ma sensu, ale w świecie przyszłym będziemy mieli ciało – zmartwychwstaniemy. To będzie ciało premium – żadna siłownia takiego nie da”.Ludzie przeżyć, nie słowaZdaniem michality religijność XXI wieku stoi przed nowym wyzwaniem.Przestajemy być ludźmi słowa, a stajemy się ludźmi przeżyć. A przecież chrześcijaństwo to religia Słowa– mówi i przypomina: Na początku było Słowo – Logos.
Pod kolumną Zygmunta w Warszawie w godzinach 17:00-19:00 rusza piąta akcja „TAK dla Centrów Zdrowia Psychicznego”. Pacjenci apelują o utrzymanie finansowania i bezpieczeństwo – swoje i pracowników.Gościem programu jest Katarzyna Szczerbowska z Fundacji eFkropka, rzeczniczka Kongresu Zdrowia Psychicznego i pacjentka.Akcja „TAK dla Centrum Zdrowia Psychicznego” jest organizowana przez osoby z doświadczeniem kryzysu, przez pacjentów, bo chcemy pokazać ludziom, że jesteśmy takimi samymi ludźmi jak wy, z takimi samymi marzeniami~ mówi rozmówczyni Małgorzaty Kleszcz. Niepokój budzi planowane ograniczenie finansowania psychiatrii:Gruchnęły wieści, że ma być ucięty miliard dwieście milionów na psychiatrię w przyszłym roku. W budżecie zobaczyliśmy, że na nasze centra jest zero.Katarzyna Szczerbowska z pasją opisuje funkcjonowanie Centrów Zdrowia Psychicznego:Sercem takiego miejsca jest punkt zgłoszeniowo-koordynacyjny, zorganizowany tak, żeby mogła tam wejść cała rodzina (...) . W tym punkcie dyżuruje specjalista, jest to psycholog i na podstawie rozmowy z pacjentem lub ewentualnie osobami, które z nim przyszły również, proponuje się taki wstępny plan wsparcia.Dodaje, że pomoc rusza w ciągu 72 godzin dla osób w stanie krytycznym, a dostęp jest bez skierowania — wystarczy się stawić na miejscu. Wyjaśnia też, że centra tworzą spójny system: oddziały dzienne i całodobowe, poradnie i zespoły leczenia środowiskowego.Psychiatria w kryzysieRozmowa schodzi na problemy psychiatrii: przeciążenie lekarzy („20% badanych ma pod opieką ponad 300 pacjentów”), brak zasobów i starzejące się społeczeństwo.To jakby ojciec został z 300 dziećmi na noc– mówi Katarzyna Szczerbowska. Zaznacza też, że pozytywnie ocenia specjalistów w Polsce:Uważam, że mamy lekarzy na świetnym poziomie. Bardzo fajnie tutaj podchodzą do farmakoterapii, podają leków jak najmniej na prośbę pacjenta, bardzo się starają. Dużo mniej dostajemy niż w Stanach, we Włoszech, czy w innych krajach. Są dużo bardziej ostrożni z decyzją na przykład o podaniu leków w zastrzykach.Na koniec rozmowy Katarzzyna Szczerbowska odnosi się do akcji, która odbędzie się już dzisiaj pod kolumną Zygmunta:To nie jest słowo protestu. To jest słowo apelujące do pewnej refleksji nad tym, jak urządzić nasz wspólny dom, którym jest Polska./ab
ETS-2 (ang. Emissions Trading System 2) to nowy unijny system handlu emisjami CO2, który ma objąć transport drogowy i budynki mieszkalne. Oznacza to, że koszty emisji dwutlenku węgla, dotąd ponoszone głównie przez przemysł i energetykę, zostaną przeniesione również na gospodarstwa domowe i kierowców.Według planów Unii Europejskiej system ma wejść w życie w 2027 roku (z możliwością przesunięcia na 2028, jeśli ceny energii w 2026 r. będą zbyt wysokie). ETS-2 jest częścią pakietu „Fit for 55”, który zakłada redukcję emisji o 55 proc. do 2030 roku.W Radiu Wnet prof. Ziemowit Malecha z Politechniki Wrocławskiej, komentując dane z raportu „Energia. Transport. Społeczeństwo. Wpływ systemu ETS2 na gospodarkę Polski” ocenił, że najwięcej zapłacą najubożsi.Jak dodaje profesor, Polska jest najbardziej poszkodowana, bo nasz miks energetyczny opiera się na węglu. ETS-2 uderzy więc szczególnie mocno w polską gospodarkę i obywateli.Według niego przeciętna rodzina będzie musiała dopłacać 1000–1500 zł miesięcznie po wprowadzeniu ETS-2, szczególnie gdy skończą się obecne tarcze ochronne. Zaznacza, że to prowadzi do zubożenia społeczeństwa i wykluczenia komunikacyjnego, zwłaszcza poza dużymi miastami.ETS-2 ma przynieść redukcję emisji, ale – jak podkreśla prof. Malecha – w praktyce może doprowadzić do wzrostu cen, pogłębienia nierówności i dalszego osłabienia polskiej gospodarki.
W Radiu Wnet eurodeputowana Prawa i Sprawiedliwości komentowała debatę, która miała miejsce w Parlamencie Europejskim na temat wniosku o odwołanie przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen. W jej ocenie trudno jednak mówić o prawdziwej debacie.Minutowe wystąpienia, wyłączanie mikrofonu i ograniczanie liczby głosów. A to oni chcą nas uczyć demokracji– wskazuje.Według niej zarzuty wobec von der Leyen płyną zarówno ze strony prawicy, jak i lewicy.Lewica mówi o ludobójstwie w Strefie Gazy i braku działań Unii. My widzimy inne błędy polityki, ale wszystko składa się w jedno: poważne zastrzeżenia wobec kierunków UE– zaznacza.Gosiewska przyznaje, że sama ma rozterki wobec sytuacji w Strefie Gazy.Hamas cynicznie wykorzystuje ludność cywilną, ale działania Izraela są niewspółmierne i uderzają w szpitale, uchodźców i pomoc medyczną. Z tym zgadzać się nie można– mówi.Odnosząc się do polityki handlowej, europosłanka krytykuje brak wykorzystania polskiej prezydencji.To stracona szansa. Donald Tusk mówił, że jego nie da się ograć, ale trudno ograć się, gdy w ogóle nie podjęto gry– stwierdza.Podkreśla też dramatyczną sytuację w Gruzji. Zaznacza, że opozycja jest rozdrobniona, a represje dotykają nie tylko protestujących, ale i ich rodziny. Dodaje, że wszystkie wybory od 2012 roku są fałszowane: poprzez naciski, kupowanie głosów, dowożenie ludzi do lokali.
Gość programu przypomina, że „Lalka”, to nie tylko opowieść o miłości, lecz przede wszystkim książka o przemianach społecznych, politycznych i ekonomicznych XIX-wiecznej Polski. Rozmówca Konrada Mędrzeckiego tłumaczy, że epoka, w której powstaje dzieło Prusa, jest początkiem nowoczesnego społeczeństwa i polityki:Rodzą się rzeczy dobre, ale i złe, które ukształtują XX wiek – w tym ideologie, które przybiorą formę totalitaryzmu.~ mówi historyk. Wskazuje też, że w roku ukończenia Lalki rodzi się Hitler, a Stalin i Lenin są w wieku nastoletnim. Znawca literatury podkreśla przenikliwość pisarza:Prus miał instynkt wielkiego pisarza, kogoś więcej – filozofa, który wyczuwał trendy.Zwraca uwagę, że Lalka odsłania kryzys XIX-wiecznego liberalizmu, ukazany w postaci Rzeckiego, oraz narodziny ideologii – nacjonalizmu, antysemityzmu i socjalizmu. Z kolei Wokulski, zdaniem prof. Gawina, jest symbolem nowoczesnego kapitalizmu:Rodzina Minclów dwa pokolenia buduje kapitał 30 tysięcy rubli, a on pomnaża go dziesięciokrotnie w kilka miesięcy.Gość programu Cała naprzód niejednokrotnie podkreśla wagę opisanych w „Lalce” przemian. Zaznacza, że rola jaką spełniali Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz, była nieoceniona w ówczesnym kontekście polityczno-histroycznym.Literatura zastępowała wówczas myśl polityczną – w kraju pozbawionym własnego państwa, gdzie nie można było działać jako poseł ani aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym, to właśnie pisarstwo stawało się jej odpowiednikiem. Tę funkcję pełnili m.in. Sienkiewicz i Prus. Prof. Dariusz Gawin jest autorem eseju Lalka — powieść o transformacji, dostępnego na portalu teologiapolityczna.pl /ab
Ponad 1400 polskich ciężarówek utknęło na Białorusi. – Przyszłość naszych pojazdów zależy od Łukaszenki – alarmuje Jacek Sokół. Wartość zatrzymanych aut i naczep przekracza 100 mln zł. Polskie firmy transportowe znalazły się w dramatycznej sytuacji. Ponad 1400 ciężarówek stoi po białoruskiej stronie granicy, a kierowcy pilnują pojazdów wartych ponad 100 milionów złotych.To być albo nie być dla wielu przedsiębiorstw– mówi Jacek Sokół w Poranku Radia Wnet, wiceprezes Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców.Kierwiński wprowadził transportowców w błądWedług Sokoła problem zaczął się w momencie zamknięcia przejścia granicznego w Koroszczynie.Minister Kierwiński, zamykając granicę, poinformował, że nawet samochody, które wjeżdżały w ostatniej chwili, będą mogły wrócić przez inne przejścia, na przykład przez Litwę. To była nieprawda. Zostaliśmy wprowadzeni w błąd– podkreśla.Przewoźnicy, którzy próbowali wracać innymi drogami, spotkali się z odmową.Na granicy białorusko-litewskiej zabierano dokumenty od pojazdów i naczep, a samochody z kierowcami pod konwojem odprowadzano z powrotem na granicę z Polską. Teraz stoją na parkingach celnych– relacjonuje Sokół.1,5 tys. ciężarówek i niepewna przyszłośćObecnie na Białorusi utknęło około półtora tysiąca pojazdów.Dokładnej liczby nie znamy, bo część mogła zostać w serwisach czy warsztatach. To około 1400–1500 ciężarówek– mówi Sokół.Samochody nie mogą jechać dalej w głąb Białorusi, Rosji czy Kazachstanu. Dozwolony jest jedynie przewóz towarów zwolnionych z zakazu, np. leków.Pozostałe mogą być dostarczone tylko do magazynów celnych, gdzie odbywa się przeładunek albo przepinka naczep– tłumaczy.Kierowcy stracą majątek?Na miejscu pozostają kierowcy, którzy czuwają przy samochodach.To dorobek naszych firm budowany latami. Wartość tych pojazdów i naczep przekracza 100 milionów złotych. Dla wielu przedsiębiorstw to kwestia przetrwania– zaznacza Sokół.Największe obawy budzi ryzyko konfiskaty.Przekraczając granicę, otrzymujemy dokument, który pozwala przebywać na Białorusi określoną liczbę dni. Te dokumenty już wygasły. Białoruś obiecała, że przedłuży je o 10 dni, faktycznie dała 7. I nikt nie wie, co będzie dalej. Może pojawić się służba, która powie: proszę oddać kluczyki– ostrzega.Ogromne kosztyDo problemów dochodzą gigantyczne opłaty.Dawniej zezwolenie na wjazd kosztowało 50 zł. Teraz płacimy 170–180 euro. Do tego dochodzi plomba elektroniczna za 160 euro i obowiązkowa dezynfekcja za dwadzieścia kilka euro. Sam parking po stronie białoruskiej również generuje koszty, które mogą być tak wysokie, że odbiór pojazdów przestanie się opłacać– wylicza Sokół.Jak podkreśla, polscy przewoźnicy nie łamią prawa.Nie przewozimy towarów nielegalnych. Obsługujemy tylko ładunki niesankcyjne, dopuszczone jeszcze przed wprowadzeniem sankcji– zaznacza.Protest w WarszawieBrak reakcji rządu sprawił, że przewoźnicy szykują protest w stolicy.Mamy wiele potwierdzeń od firm, że przyjadą do Warszawy swoimi ciężarówkami. Chcemy pokazać skalę problemu. Ale do tego wszystkiego nie musi dojść. Wystarczy dobra wola rządu i uzgodnienie z Białorusią czasowego rozwiązania, które pozwoliłoby naszym kierowcom i samochodom wrócić do Polski– mówi Sokół.Zaznacza też, że obecnie wśród zatrzymanych pojazdów praktycznie nie ma obcych przewoźników.Może dwóch, trzech Czechów, jakiś Serb. 98 procent to polskie firmy. De facto więc sami zablokowaliśmy granicę dla siebie– ocenia.
Wicemarszałek Sejmu na antenie Radia Wnet naświetla sytuację wokół dronów, które przekroczyły Polską granicę. Zaznacza, że polskie państwo nie jest przygotowane na takie wydarzenia.
Doradca prezydenta Karola Nawrockiego przypomina, że transport drogowy to 6–7 proc. PKB Polski i „krwioobieg gospodarki”. Apeluje o wsparcie dla przewoźników, którzy dziś stoją na krawędzi bankructwa. Sytuacja polskich przewoźników jest tragiczna. Takiego kryzysu nie było od 25 lat– mówi Alvin Gajadhur, doradca prezydenta Karola Nawrockiego i były główny inspektor transportu drogowego.Milion ciężarówek z UkrainyJak przypomina, po wybuchu wojny zniesiono zezwolenia dwustronne na przewozy między Polską a Ukrainą.Przed wojną ukraińscy przewoźnicy wykonywali około 200 tysięcy przejazdów rocznie, dziś to już około miliona ciężarówek. To nieuczciwa konkurencja. Ukraińskie tiry wjeżdżają puste do Polski, ładują się tutaj i jeżdżą po całej Europie, zabierając zlecenia naszym firmom– wskazuje Gajadhur.Podkreśla, że na początku wojny sytuacja była wyjątkowa, ale dziś polskie firmy stoją na skraju upadku.Jeśli to się nie zmieni, firmy będą upadać jedna po drugiej. Dlatego przewoźnicy apelują o rewizję umowy, która jest ciągle przedłużana– zaznacza.Brak kierowców i Zielony ŁadTo jednak nie jedyny problem. Branża boryka się także z niedoborem kadr.Brakuje około 150 tysięcy kierowców. Wielu z nich to cudzoziemcy spoza UE, którzy mają ogromne problemy z uzyskaniem wiz. Procedury trwają miesiącami– mówi.Kolejnym wyzwaniem jest Zielony Ład.Jeśli wejdą przepisy zakazujące rejestracji pojazdów spalinowych od 2035 roku, to będzie tragedia dla branży. Do tego obowiązek posiadania w flocie części pojazdów elektrycznych czy wodorowych oznacza niewyobrażalne koszty. A firmy już teraz są na krawędzi bankructwa– ostrzega doradca prezydenta.Fundament gospodarkiGajadhur przypomina, że polscy przewoźnicy byli przez lata liderami w Europie.Świadczyli usługi na najwyższym poziomie, jeździli po całym kontynencie. Dlatego Berlin i Paryż robiły wszystko, by ich stopniowo eliminować, np. przez pakiet mobilności– podkreśla.Zaznacza, że transport drogowy to strategiczna gałąź.To krwioobieg gospodarki. W czasie pandemii, kiedy wszystko stanęło, przewoźnicy nadal jeździli, dowożąc artykuły pierwszej potrzeby. Dlatego polskim przewoźnikom należy się szacunek. Tworzą 6–7 proc. PKB– mówi.Deklaracja prezydentaDoradca prezydenta zapewnia, że sprawa jest priorytetem dla głowy państwa.Prezydent Karol Nawrocki spotykał się z przewoźnikami, odwiedzał firmy transportowe i zadeklarował pomoc. Jesienią planowane jest spotkanie z branżą. Prezydent jest otwarty na inicjatywy legislacyjne – jeśli będzie możliwość zgłoszenia ustawy, zrobi to– zapewnia Gajadhur.
Ks. prof. Leszek Gęsiak w rozmowie z Mikołajem Murkocińskim omawia apel, jaki wystosował KEP. Zaznacza, że wystosowanie takowego wezwania było konieczne.
Sędzia Sądu Najwyższego komentuje spory wobec TK, orędzie Prezydenta RP, a także zamieszanie związane ze szturmem na Krajowy Rejestr Sądownictwa.Ekspert w zakresie prawa dywaguje na temat polskiego społeczeństwa i podziałów politycznych. Zaznacza, że niektóre spory dotyczą sądownictwa Trybunału Konstytucyjnego:Polskie życie publiczne, w szczególności, ale nie tylko dotyczące sądownictwa Trybunału Konstytucyjnego, idzie w bardzo złym kierunku. Zwróćmy uwagę na to, że pogłębia się narracja wojenna. Zamiast szukać pozytywnych rozwiązań, dróg wyjścia z tej sytuacji, w znaczeniu, które doprowadziłyby do zażegnania sporów, dąży się do tego, by pogłębiać spór i pewien bałagan, który już powstał.Wykładowca akademicki omawia również orędzie Karola Nawrockiego wygłoszone podczas Zgromadzenia Narodowego. Nowo zaprzysiężony Prezydent w swoim wystąpieniu zawarł słowa o tym, że nie będzie powoływał ani awansował tych sędziów, którzy jego zdaniem sprzeniewierzyli się porządkowi prawnemu panującemu w Rzeczpospolitej. Jak na te słowa reaguje środowisko sędziowskie?Tego należałoby od głowy państwa oczekiwać. Ja osobiście, ale także duże grono kolegów, sędziów, z którymi rozmawiałem, z satysfakcją przyjęło słowa Prezydenta. Myślę, że wiele osób na to oczekiwało, dlatego, że pogłębia się takie przekonanie, że coraz więcej osób ma dość anarchii i bałaganu, który jest wprowadzony właśnie przez to, że łamane są reguły konstytucyjne.Łukasz Jankowski pyta o sytuację związaną z Krajowym Rejestrem Sądownictwa. Prawnik 2 dni temu opublikował wpis na platformie X, że możliwy jest szturm na siedzibę KRS. Mimo tego, że do przejęcia placówki ostatecznie nie doszło, tak jednak napięcie wokół sprawy wciąż jest:Napięcie jest. Ja miałem informacje na ten temat, myślę, z wiarygodnego źródła i po oczywiście dłuższym zastanowieniu uznałem jednak, że opinia publiczna powinna poznać. [...] My już po działaniach władzy politycznej wiemy, że różne tego typu akty są obecnie w Polsce możliwe, co budzi moje najgłębsze zaniepokojenie.
Karol Nawrocki zapowiada twarde stanowisko wobec unijnych traktatów i umów zagrażających polskiej suwerenności. Poseł PiS uważa, że to szansa na odzyskanie realnego wpływu w Europie.Prezydentura Nawrockiego: suwerenność i twarde „nie”Karol Nawrocki w swoim orędziu wyraźnie zadeklarował, że zamierza być głosem tych obywateli, którzy chcą Polski suwerennej – Polski w Unii Europejskiej, ale nie podporządkowanej unijnemu centrum.Nigdy nie zgodzę się na to, aby Unia Europejska zabierała Polsce kompetencje, szczególnie w sprawach, które nie zostały zapisane w traktatach– mówił prezydent.Do tych słów odnosi się dr Zbigniew Kuźmiuk wskazując, że prezydent jasno zapowiada sprzeciw wobec nowelizacji traktatów UE przygotowanych przez poprzedni Parlament Europejski.Ta reforma zakłada centralizację kompetencji i obowiązkowe przyjęcie waluty euro przez wszystkie kraje członkowskie. Prezydent słusznie mówi, że absolutnie się na to nie zgodzi– ocenia poseł PiS.Mercosur: zagrożenie dla polskich rolnikówSzczególne obawy Zbigniew Kuźmiuk wiąże z umową handlową UE z państwami grupy Mercosur. Zaznacza, że umowa – groźna dla polskiego rolnictwa – może zostać przyjęta jeszcze w tym roku w uproszczonym trybie.Część handlowa tej umowy zostanie najprawdopodobniej przeforsowana przez Radę UE i Parlament Europejski, bez głosów szefów państw. Kluczowa jest tzw. mniejszość blokująca – minimum cztery państwa i 35% ludności UE– wyjaśnia polityk.Jego zdaniem rząd Donalda Tuska nie wykorzystał polskiej prezydencji w Radzie UE, by taką koalicję zbudować: Premier nie miał woli, by naprawdę zablokować tę umowę. W Brukseli złożył zobowiązania, że jeśli będzie protest, to tylko na pokaz.Francja gra twardo. A Polska?Zbigniew Kuźmiuk wskazuje, że Francja – wcześniej przeciwniczka umowy – może teraz zmienić zdanie po wizycie prezydenta Brazylii i prawdopodobnym dodatkowym porozumieniu.Słyszymy, że Komisja może przygotować dokument adresowany wyłącznie do Francuzów. W UE możliwe jest wszystko, jeśli ktoś twardo walczy o swoje interesy. Pytanie brzmi: dlaczego Polska tego nie robi?– zauważa.Ukraina i handel: Polska straci na bliskościKolejnym tematem rozmowy jest nowa umowa handlowa z Ukrainą. Choć zawiera limity importowe, poseł PiS obawia się, że z racji położenia geograficznego, to Polska poniesie największe konsekwencje. Nawet przy kontyngentach to do Polski trafi główny strumień ukraińskiego zboża. Transport lądowy jest najtańszy, a rząd Tuska znów nie potrafił wywalczyć korzystniejszych warunków– podkreśla.Polski minister rolnictwa, jak zaznacza polityk, był „zaskoczony” ogłoszeniem finalnej wersji umowy przez Komisję Europejską. To pokazuje skalę bezradności wobec Brukseli– komentuje Zbigniew Kuźmiuk.Współpraca z rządem Poseł PiS nie ma złudzeń:Rząd Donalda Tuska nie zamierza współpracować z prezydentem Nawrockim. Będzie konfrontacja. Zmiany personalne mówią same za siebie: minister Żurek, Kierwiński czy wicepremier Sikorski to ludzie „do wojny” z prezydentem.Zdaniem polityka , nowa głowa państwa będzie musiała toczyć twardą walkę nie tylko z instytucjami unijnymi, ale też z własnym rządem.
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. W najnowszym odcinku podcastu „Raport Międzynarodowy” Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz rozmawiają z księdzem profesorem Alfredem Wierzbickim, etykiem, filozofem i teologiem związanym z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Tematem rozmowy jest wątek nieustannie powracający w sporach między prowadzącymi — czy w polityce funkcjonuje kategoria moralności? A jeśli tak — gdzie przebiegają jej granice? Czy można czynić zło w imię dobra ojczyzny i bezpieczeństwa państwa? Ksiądz profesor Wierzbicki odpowiada na to pytanie, stwierdzając, że moralność i polityka to dwa porządki, które rzadko się pokrywają. Nie oznacza to jednak absolutnego zwolnienia aktorów politycznych od przestrzegania jakichkolwiek etycznych granic. Jak zauważa gość, w myśli zachodniej funkcjonuje pojęcie racji stanu tak przydatne do porządkowania politycznych interesów, jednak z punktu widzenia moralnego nie ma ono wartości absolutnej. Racja stanu z samej swojej natury jest zmienna, wartości moralne takie jak choćby godność ludzka jest nienaruszalna, niestopniowalna i niezmienna. Sprawę dodatkowo komplikuje kategoria obywatelskiego nieposłuszeństwa leżącego u podstaw demokracji — gest stojący w końcu w opozycji wobec różnie pojmowanej racji stanu. Witold Jurasz w kontekście konfliktu interesu państwa i wartości moralnych przytoczył kryzys migracyjny na granicy polsko-białoruskiej. Jak w takiej sytuacji powinno zadziałać państwo, będąc zmuszone wybierać między adekwatną odpowiedzią na działania hybrydowe reżimu białoruskiego a ratowaniem migrantów, których życie i zdrowie pozostaje w stanie realnego zagrożenia. Ważenie racji stanu i moralnych zobowiązań niezmiennie wytwarza napięcia i zmusza do przemyśliwania interesu państwa, który nie zawsze jest oczywisty i łatwy do określenia. Zbigniew Parafianowicz wciąż pozostając w tym samym wątku, zadaje pytanie — czy katolik może być szpiegiem? Czy zawodowe kłamanie, manipulowanie i cała reszta szerokiej gamy narzędzi wywiadowczych może być moralnie usprawiedliwione, jeśli służy obronie państwa? Ksiądz profesor Wierzbicki nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Stwierdza, że kluczowe w ocenie takich działań może być spojrzenie na nie z perspektywy intencjonalności i skutkowości. Jeśli przekroczenie konwencjonalnych zasad moralnych miałoby służyć obronie życia lub dobra państwa, w takim wypadku trudno potępiać je. Nie mniej problem ten wymaga głębszej refleksji nad motywami, konsekwencjami czynów, odpowiedzialnością indywidualną oraz moralnością zawodową. Rozmowa schodzi następnie na poziom konkretnych przypadków. Prowadzący przypominają dramatyczne wydarzenia z Odessy w maju 2014 roku, gdzie w wyniku tłumienia prorosyjskiej rebelii ginie wielu demonstrantów, część umiera spalona żywcem w pożarze budynku związków zawodowych. Czy podjęte przez ukraińskie władze działania były uzasadnione, skoro służyły ukróceniu rosyjskich działań wywrotowych, a w konsekwencji ocaliły Odessę od podzielenia losu Krymu? Czy możliwe jest „zło konieczne”? Ksiądz profesor Wierzbicki z dużą ostrożnością ocenia tę sytuację, określając ją jako moralnie podejrzaną. Zaznacza jednak, że logika moralna nie jest binarna, tylko wielowartościowa. Również w takich, jak wspomniana wyżej, sytuacjach jest miejsce na niejednoznaczności i wątpliwości. Poruszany jest także temat tzw. zabójstw celowanych — taktyki stosowanej przez m.in. USA, Izrael czy Ukrainę, polegającej na eliminacji konkretnych osób odpowiedzialnych za akty terroru czy wrogą propagandę. Czy demokratyczne państwo może sięgać po metody przypominające terroryzm? Gdzie leży granica między samoobroną a moralną degeneracją? Gość podcastu ostrzega przed równią pochyłą, na której państwa Zachodu mogą utracić swoją moralną legitymację — szczególnie jeśli stosują podwójne standardy, a zasady zaczynają być tylko retoryką, nie praktyką. Kontekst izraelsko-palestyński pojawia się jako modelowy przykład współczesnego kryzysu etycznego. Reakcja Izraela na zamachy z 7 października — zdaniem profesora — przekracza granice proporcjonalności, co prowadzi do cierpienia ludności cywilnej i osłabienia wiarygodności Zachodu w globalnym dyskursie o prawach człowieka, a w najgorszym wypadku podkopuje prawo do moralnej oceny takich postaci jak Władimir Putin czy Aleksander Łukaszenko. Nie zabrakło też pochylenia się nad rolą Watykanu w kontekście wojny w Ukrainie czy ludobójstwa w Palestynie. Czy Stolica Apostolska mają wystarczające rozeznanie w geopolityce, by zabierać głos jako moralny arbiter? Jak w tej sferze wypadł pontyfikat papieża Franciszka?
Komputery kwantowe zmienią świat – a najsilniejszy wpływ odczują sektory takie jak rynki finansowe, kryptowaluty czy proces odkrywania nowych leków. Docelowo będzie to technologia powszechnie dostępna, która – w połączeniu ze sztuczną inteligencją – może stworzyć niewyobrażalne możliwości, mówi Grzegorz Brona z Creotech Instruments.Creotech Instruments w ostatnich tygodniach zapowiedział wydzielenie segmentu działalności związanego z technologią kwantową. O tym obszarze – który nie jest jeszcze tak widoczny w wynikach finansowych jak działalność kosmiczna – oraz o perspektywach, jakie przed nim stoją, mówi w najnowszym odcinku podcastu CEO Creotech Instruments. – Segment kwantowy ma przed sobą równie dobre perspektywy jak segment kosmiczny – podkreśla Brona. Zaznacza jednak, że podobnie jak w przypadku energii jądrowej, technologia ta może wiązać się z pewnymi zagrożeniami, takimi jak bezpieczeństwo sieci czy potencjalne zagrożenie dla kryptowalut, w tym bitcoina.O przyszłości komputerów kwantowych, realizowanych przez Creotech Instruments projektach w sektorze kosmicznym, planowanych misjach oraz budowaniu europejskiej alternatywy dla SpaceX w zakresie rakiet kosmicznych – rozmawiamy w najnowszym odcinku podcastu Procent Składany.W tym podcaście:00:01:45 – Wycena Creotech Instruments na GPW00:03:00 – Jaki udział w obecnej wycenie spółki ma segment kwantowy00:05:50 – Pierwszy duży komputer kwantowy w UE00:08:20 – Do czego służą komputery kwantowe00:10:30 – Komputery kwantowe a kryptowaluty00:13:20 – Jak powszechne będą komputery kwantowe00:15:07 – Problemy technologii komputerów kwantowych00:17:30 – Harmonogram wydzielenia segmentu kwantowego z Creotech Instruments00:19:25 – Backlog Creotech Instruments00:22:35 – Dalszy rozwój platformy satelitów HyperSat00:28:30 – Jak będzie przebiegać misja PIAST00:31:30 – Jak duży jest rynek dla Creotech Instruments00:41:00 – Czy powstaną rakiety kosmiczne w UE?00:44:00 – W jakiej kondycji jest polski sektor kosmiczny00:50:00 – Przyszłość Creotech Instruments00:52:00 – Lot w kosmos dr. Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego
Były szef Straży Granicznej i Służby Wywiadu Wojskowego gen. Marek Łapiński przewiduje, że w ciągu kilku najbliższych lat Polska nie jest zagrożona wojną. Zaznacza, że Europa nie obroni się bez USA.
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. [AUTOPROMOCJA] Gościem najnowszego odcinka podcastu “Raport Międzynarodowy” jest przywódca opozycji białoruskiej i zastępca Swiatłany Cichanouskiej w gabinecie przejściowym Białorusi – Paweł Łatuszka. Łatuszka jest także byłym ministrem kultury Białorusi, czyli człowiekiem wywodzącym się ze struktur reżimu Aleksandra Łukaszenki, a zarazem jedynym czołowym politykiem reżimu, który przeszedł na stronę opozycji po brutalnym stłumieniu protestów, jakie wybuchły na Białorusi po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 roku. Witold Jurasz i Zbigniew Parafianowicz pytają Pawła Łatuszkę, czy Aleksander Łukaszenka jest utalentowanym politykiem. Gość podcastu odpowiada negatywnie, z czym nie do końca zgadzają się prowadzący. Wydaje im się bowiem, że jeśli ktoś zdołał przetrwać na stanowisku głowy państwa przez 31 lat, to trudno odmówić mu pewnych talentów. Witold Jurasz pyta swojego gościa, czy Łukaszenka, poza umiejętnością utrzymywania się przy władzy, posiada także talent do zachowywania białoruskiej niepodległości, czy raczej nieustannie nią handluje, uzyskując w zamian poparcie Rosji, ale jednocześnie tracąc coraz większy zakres realnej władzy i suwerenności. Paweł Łatuszka jednoznacznie stwierdza, że obecnie suwerenność i niepodległość Białorusi są mocno umowne. Prowadzący pytają, czy w sytuacji, gdy Donald Trump wielokrotnie wysyła sygnały przyjazne Moskwie, Białoruś nie wpadła już na dobre do rosyjskiej strefy wpływów. Łatuszka, analizując sytuację geopolityczną, pozostaje pesymistą, ale jednocześnie z optymizmem mówi o Białorusinach i Białorusinkach. Zaznacza, że trzeba wspierać tych, którzy myślą niezależnie, bo to oni pewnego dnia, gdy Łukaszenka odejdzie z urzędu, zdecydują o przyszłości kraju. Zbigniew Parafianowicz rozmawia z Pawłem Łatuszką na temat wymiany szpiegów i usiłuje zrozumieć, dlaczego przy ostatniej wielkiej wymianie Polska nie zdołała uwolnić z białoruskich i rosyjskich więzień ani jednej osoby. W wywiadzie poruszono także temat charakteru reżimu w Mińsku. Prowadzący “Raportu Międzynarodowego” i gość zastanawiają się, czy zmiana na stanowisku premiera oznacza zwrot w stronę technokratycznej ekipy, czy jest jedynie roszadą bez większego znaczenia. Paweł Łatuszka, opisując elitę władzy, z której sam się wywodzi, stwierdza, że choć większość wysoko postawionych funkcjonariuszy reżimu świetnie odnajduje się w warunkach dyktatury, to zarazem są oni białoruskimi patriotami. Gość podcastu opowiada również o białoruskich służbach specjalnych, zwracając uwagę na ich dużą liczbę oraz fakt, że są one od siebie niezależne, dublują swoje obowiązki, a ich głównym zadaniem jest utrzymanie Aleksandra Łukaszenki przy władzy.
Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. [AUTOPROMOCJA] Gościem najnowszego odcinka podcastu “Raport międzynarodowy” jest generał Marek Dukaczewski, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych. Tematem rozmowy są, rzecz jasna, negocjacje amerykańsko-rosyjskie dotyczące zakończenia wojny w Ukrainie oraz próba odpowiedzi na pytanie, czy strategia USA nie oznacza zbyt daleko idących ustępstw wobec Moskwy. Aby lepiej zrozumieć tę kwestię, prowadzący Witold Jurasz rozpoczyna rozmowę od pozornie innego tematu – sztuki werbunku. Generał Dukaczewski wskazuje cztery kluczowe czynniki: bazowanie na ego osoby werbowanej, przekupstwo, wspólnotę poglądów oraz materiały kompromitujące. Zwraca również uwagę, że Rosjanie przez lata opracowali niezwykle precyzyjne techniki psychologiczne, tworząc wręcz osobną dziedzinę nauki – psychologię wywiadu. Witold Jurasz pyta także generała Dukaczewskiego, czy można wskazać narodowe cechy Rosjan, które mają znaczenie z punktu widzenia wywiadu. Były szef WSI stwierdza, że najważniejszym czynnikiem jest nacjonalizm – i to w trzech wymiarach. Zaznacza, że z tego powodu Polakom trudniej jest werbować Rosjan, co często wymaga zastosowania tzw. metody "obcej flagi". Oznacza to, że oficerowie polskiego wywiadu podszywają się np. pod Amerykanów lub Niemców, ponieważ dla Rosjanina współpraca z Polską jest psychologicznie trudniejsza niż zdrada swojego kraju na rzecz innego mocarstwa. Prowadzący wraz z gościem zastanawiają się również, czy Rosjanie – pomimo swojego nacjonalizmu – potrafią jednocześnie być pragmatyczni i dostosować się do rzeczywistości. To kluczowe w kontekście ewentualnego porozumienia pokojowego w Ukrainie, które byłoby akceptowalne także dla Kijowa. W dalszej części rozmowy prowadzący “Raportu międzynarodowego” wraz z gościem generałem Markiem Dukaczewskim przechodzą bezpośrednio do kwestii rozmów pokojowych i globalnego kontekstu polityki chińskiej. Rozważają, czy w interesie USA jest dobicie Rosji, czy też Waszyngton obawia się, że doprowadziłoby to do ścisłego sojuszu Moskwy z Pekinem. Alternatywnie Stany Zjednoczone mogą kalkulować, że zbyt słaba Rosja stanie się zagrożeniem dla Europy, co również nie leży w ich interesie.
Kandydat na prezydenta Marek Jakubiak zarzuca rządowi niebywałą pazerność. Zaznacza przy tym, że "wobec pazerności Platformy Obywatelskiej nawet PSL dobrze wygląda".
Politolog analizuje wprowadzenie stanu wojennego w Korei Południowej, który budzi kontrowersje zarówno w kraju, jak i za granicą.Dr Bogdan Pliszka zauważa, że w Korei Południowej wprowadzenie stanu wojennego już było stosowane w przeszłości, a ostatnie takie wydarzenia w latach 80. były związane z brutalnymi stłumieniami protestów.Gość "Poranka Wnet" wskazuje na zarzuty opozycji wobec żony prezydenta o korupcję i ingerowanie w rządy oraz oskarżenia prezydenta kierowane do opozycji o potencjalne kontakty z Koreą Północną, choć te ostatnie dr Bogdan Pliszka uznaje za mało wiarygodne. Zaznacza także możliwe skutki gospodarcze, takie jak przerwanie łańcuchów dostaw, co miałoby globalne implikacje, w tym dla Polski w związku z kontraktami zakupów zbrojeniowych.Rozmówca Jaśminy Nowak zwraca uwagę na historię stosowania stanu wojennego w Korei Południowej, podkreślając, że był to już czwarty taki przypadek, często związany z protestami społecznymi i użyciem siły. W kontekście reakcji międzynarodowych politolog odnotowuje wyczekujące stanowisko USA oraz brak wyraźnych odpowiedzi ze strony innych krajów.
Dziennikarz "DoRzeczy" komentuje ogłoszenie kandydatów na prezydenta poszczególnych partii oraz zmiany dotyczące polskiej edukacji. Łukasz Warzecha analizuje szanse Rafała Trzaskowskiego i kandydata popieranego przez PiS, Karola Nawrockiego. Wskazuje, że sondaże w obecnym momencie są niepoważne i manipulacyjne, ponieważ kampania dopiero się zaczyna, a wymagane są konkretne programy. Zaznacza, że nie można przewidzieć ostatecznego wyniku wyborów, biorąc pod uwagę potencjalne zmiany w kandydatach.Nie jesteśmy w ogóle pewni, kto tak naprawdę weźmie udział w tym wyścigu, dlatego, że wciąż możliwa jest zmiana kandydata i z jednej i z drugiej strony, wcale bym się nie zdziwił. To są pierwsze wybory, w których bym zakładał nawet tak daleko idące warianty różnego rodzaju zmian - zaznacza rozmówca Jasminy Nowak.Ponadto, dziennikarz skupia się na kontrowersyjnej propozycji minister edukacji dotyczącej wprowadzenia do programu szkolnego nowego przedmiotu - Edukacji Zdrowotnej, która według Łukasza Warzechy ma charakter indoktrynacyjny:Nowy przedmiot szkolny Edukacja Zdrowotna jest pełen indoktrynacji. Zgodnie z wytycznymi uczeń ma np. reagować asertywnie na manipulacje, które zaobserwuje w rodzinie. Nie wiadomo co to miałoby oznaczać w praktyce.Gość "Poranka Wnet" podkreśla, że nauczanie powinno szanować prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Także przytacza konkretne przykłady wymagań programowych, które jego zdaniem przekraczają granice nauki o zdrowiu i wkraczają w sferę ideologiczną.Kontynuując, Łukasz Warzecha podnosi temat umowy między Unią Europejską a krajami Mercosur. Stwierdza, że taka umowa może zaszkodzić polskiemu rolnictwu, ponieważ kraje Mercosur nie są zobowiązane do przestrzegania norm i wymogów klimatycznych. Rozmówca Jaśminy Nowak dostrzega w tym zagrożenie nie tylko dla producentów drobiu i wołowiny, ale także dla całej polityki rolniczej Unii Europejskiej.
Temat świadczenia 500+, a później 800+, od lat wywołuje liczne emocje w Polsce, zarówno społeczne, jak i polityczne. W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Bogusław Chrabota rozmawia z Bartoszem Marczukiem, ekspertem ds. polityki rodzinnej, który był odpowiedzialny za wprowadzenie programu. Dyskusja koncentruje się na wpływie 500+ na demografię, a także na przyszłości programu oraz możliwościach jego modyfikacji w celu poprawy wskaźnika dzietności. Już po ośmiu latach od wprowadzenia 500+ Polska odnotowuje spadek dzietności do poziomu 1,17, co dalekie jest od progu zapewniającego stabilność populacyjną na poziomie 2,1. Jak wskazuje Marczuk, początkowy wzrost dzietności do 1,45 w latach 2017-2019 dawał nadzieję, ale wiele czynników, takich jak pandemia, wojna i inflacja, wpłynęło na pogorszenie sytuacji. - Mimo wprowadzenia programu 500+, nie udało się osiągnąć wskaźnika dzietności gwarantującego odtworzenie populacji - zauważa Bogusław Chrabota. Co nie zadziałało w programie 500+? Marczuk wyjaśnia, że choć 500+ pomogło w walce z ubóstwem, to nie rozwiązało problemu niskiej dzietności. Zwraca uwagę na zmiany kulturowe i niepewność ekonomiczną jako na główne czynniki, które zaważyły na decyzjach o posiadaniu dzieci. - Od 2020 roku żyjemy w permanentnym czasie niepewności – najpierw COVID, potem wojna i kryzys energetyczny - tłumaczy. Dodaje, że młodsze pokolenia, które dorastały w czasach stabilności i wzrostu gospodarczego, nie są przygotowane na tak intensywne kryzysy, co skutkuje niższą dzietnością. Chrabota proponuje wprowadzenie kryterium dochodowego do programu 800+, co według niego mogłoby lepiej skierować wsparcie do najuboższych. Marczuk podchodzi do tego z rezerwą, wskazując, że wprowadzenie progów dochodowych mogłoby mieć jedynie symboliczny efekt, a oszczędności byłyby niewielkie. Jego zdaniem, kluczowe jest utrzymanie długoterminowej stabilności programów prorodzinnych, aby Polacy mogli planować przyszłość w poczuciu bezpieczeństwa. Alternatywy dla 800+ – bon mieszkaniowy? Podczas rozmowy Bogusława Chraboty z Bartoszem Marczukiem pojawia się również pomysł zastąpienia części środków przeznaczanych na 800+ innymi programami wspierającymi rodziny, na przykład bonem mieszkaniowym. - Bon mieszkaniowy mógłby pomóc młodym rodzinom w zakładaniu własnych gospodarstw domowych, co mogłoby przełożyć się na wzrost dzietności - ocenia Marczuk. Wylicza, że taki program kosztowałby ok. 18 miliardów złotych, co jest niższym kosztem niż podniesienie wysokości świadczenia 500+ do 800złotych. W dyskusji pojawia się także wątek roli zmian kulturowych w spadku dzietności. Marczuk zwraca uwagę na rosnącą indywidualizację społeczeństwa oraz opóźnianie decyzji o założeniu rodziny z powodu kariery zawodowej. - To proces globalny, którego nie da się odwrócić jednym programem socjalnym - podkreśla. Chrabota z kolei przekonuje, że za pieniądze nie da się kupić dzietności i zwraca uwagę na potrzebę wsparcia relacji między kobietami a mężczyznami oraz walki z kryzysem męskości. Czy ograniczenie prawa do aborcji wpłynęło na dzietność? Bogusław Chrabota pyta też o wpływ prawa dotyczącego aborcji na dzietność. Marczuk odpowiada, że badania Instytutu Pokolenia nie potwierdzają takiego wpływu, podkreślając, że Polacy generalnie chcą mieć dzieci, ale nie realizują swoich planów z powodów ekonomicznych i społecznych. - Ograniczenia aborcji nie mają wpływu na decyzje o posiadaniu dzieci - stwierdza. Wsparcie dla rodzin w Polsce Marczuk sugeruje rozważenie wprowadzenia tzw. ilorazu rodzinnego, wzorowanego na rozwiązaniach francuskich. Dzięki niemu rodziny mogłyby korzystać z bardziej korzystnych rozliczeń podatkowych, uwzględniających liczbę dzieci. - To mogłoby realnie odciążyć finansowo rodziny i zachęcić do posiadania większej liczby dzieci - mówi. W odpowiedzi na pytanie Chraboty o związki partnerskie, Marczuk wskazuje, że nie mają one realnego wpływu na dzietność. Zaznacza, że ułatwienie zawierania takich związków mogłoby przynieść korzyści w zakresie bezpieczeństwa prawnego i majątkowego partnerów. W podcaście pada stwierdzenie, że potrzeba długoterminowej, stabilnej polityki prorodzinnej, która obejmowałaby nie tylko wsparcie finansowe, ale również programy związane z mieszkalnictwem i elastycznym rynkiem pracy. - Nie da się co kilka lat zmieniać polityki rodzinnej. Ludzie muszą mieć pewność, że wsparcie ze strony państwa będzie trwałe - mówi Marczuk. Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/ #800plus #500plus #demografiaPolski #politykaRodzinna #dzietność #BartoszMarczuk #BogusławChrabota #bonMieszkaniowy #kryzysDemograficzny #ubóstwo #inwestycjaWRodziny #reforma500plus #wsparcieRodzin #podcastPolityczny #Rzeczwtym #polityka
Redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy" omawia konwencję PiS, która obyła się 12 października i miała na celu zjednoczenie partii oraz zaprezentowanie nowych rozwiązań dla partii opozycyjnej. Paweł Lisicki podkreśla, że dołączenie Suwerennej Polski, było przewidywalne, w związku z ciężka chorobą Zbigniewa Ziobry. Gość "Poranka Wnet" zwraca uwagę, że wiele obietnic zapisanych w dokumencie z konwencji mogło być realizowane w czasie rządzenia PiS od 2015 roku. Wskazuje na punkty dotyczące odrzucenia Zielonego Ładu czy bardziej asertywnej polityki wobec Unii Europejskiej, zauważając, że PiS sam podpisał część regulacji związanych z ZŁ, a obietnice dotyczące walki z ideologią genderową pozostają jedynie deklaracjami.Z perspektywy politycznej, Paweł Lisicki wskazuje na kondycję obecnej koalicji rządzącej jako wyraźnie osłabioną: w sondażach PiS i Platforma Obywatelska osiągają podobne wyniki. Zaznacza, że wiele partii koalicyjnych również znajduje się w trudnej sytuacji, co może prowadzić do przedterminowych wyborów.
[AUTOPROMOCJA] Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. W najnowszym odcinku podcastu „Raport Międzynarodowy” gościem Witolda Jurasza jest przedsiębiorca i przewodniczący rady Fundacji Trzy Trąby, Maciej Radziwiłł. Tematem przewodnim jest Ukraina. Gość programu dzieli się swoimi doświadczeniami oraz opowiada o tym, w jaki sposób jego fundacja wspiera naszych wschodnich sąsiadów. Problem z przekraczaniem granicy polsko-ukraińskiej Maciej Radziwiłł zwraca uwagę na fakt, że częstym problemem towarzyszącym pomocy Ukrainie jest przekraczanie granicy. Po naszej stronie podkreśla złośliwość celników oraz brak zrozumienia dla działalności prowadzonej przez fundację. Po stronie ukraińskiej wyzwaniem jest wyjazd młodych mężczyzn z terytorium kraju. Jaki jest stan ducha Ukraińców? W dalszej części programu Witold Jurasz pyta swojego gościa o stan ducha Ukraińców w porównaniu do tego, jak wyglądało to rok czy dwa lata temu. Z jednej strony Ukraińcy charakteryzowali się walecznością i nieustępliwością, z drugiej pojawiają się głosy o coraz wyraźniejszym zmęczeniu wojną. Maciej Radziwiłł podkreśla, że towarzyszy mu rezygnacja, a nadchodząca jesień i zima będą bardzo trudne. Wśród obywateli Ukrainy zmienia się również perspektywa odnośnie do oddania Rosji podbitych terytoriów. Ponadto wiele osób ukrywa się przed poborem do armii. Jakie są relacje polsko-ukraińskie? Badania opinii publicznej pokazują spadek sympatii Ukraińców w stosunku do Polaków. U nas też nastąpiła pewna zmiana, choć nie tak głęboka, jak wielu się obawiało. Zauważalne jest również tąpnięcie w stosunkach politycznych. Przysłowiowym trupem w szafie pozostaje kwestia wołyńska, której nadal w pełni nie udało się rozwiązać. Gość programu wskazuje, że tego typu zmiana powinna zacząć się od elit intelektualnych. Zaznacza też, że jako polskie społeczeństwo duży nacisk kładziemy na historię, oczekując przeprosin za wyrządzone krzywdy, a przepraszanie za błędy przodków uważa za karkołomne z moralnego punktu widzenia. Zapraszamy na najnowszy „Raport Międzynarodowy”.
Od dwóch tygodni w Chinach trwają duże protesty głównie przeciwko polityce zero covid, ale także przeciwko władzom. "Z perspektywy partii te ostatnie kilka dni to są wstrząsy ostrzegawcze" - mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, dr Jakub Jakóbowski. Zaznacza, że na razie manifestacje nie są duże i nie mają "wspólnego mianownika". "To co je łączy to pewna wściekłość, bezsilność i poczucie, że ludzie zamykani po raz kolejny wbrew swojej woli, nie są traktowani jak ludzie" - tłumaczy.
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Jakub Wiech zwraca uwagę na niebezpieczne aspekty tego porozumienia. Jest to narzędzie pewnej głębokiej ingerencji w liberalny dotychczas rynek gazowy w Unii Europejskiej. Jest to też wywrócenie do góry nogami modelu, który był dominujący na tym rynku w ostatnich latach. Zaznacza, że dane porozumienie może być problematyczne dla Niemiec, które dążyły do dominacji na rynku za pomocą tańszych surowców, pochodzących z Rosji. Berlin zmierzał do tego, żeby uczynić ze swojego państwa hub eksportowy, żeby trafiający do Niemiec gaz był sprzedawany po wyższych cenach państwom uzależniających się od tego paliwa. Według rozmówcy Łukasza Jankowskiego, zamrożenie maksymalnej ceny gazu jest kwestią zarządzenia, ale też odwrócenia polityki sprzyjającej Niemcom i ich gospodarce. W związku z czym, Niemcy przystępują do redukcji zużycia nie tylko gazu, ale też innych surowców energetycznych. Jakub Wiech Podkreśla, że te tendencje są widoczne w całej Europie. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Iza Lech o wizytach przed wyborowych Joe Bidena i Kamali Harris. Mają na celu wesprzeć kandydatów demokratycznych. Kazimierz Gajowy o reakcji władz libańskich na wyniki wyborów w Izraelu. M.in. mówi o porozumienie w sprawie granicy na Morzu Śródziemnym. Zaznacza, że Netanjahu chciałby się jednak z niego wycofać. Ewa Jeneralczuk przedstawia jakie poparcie mają poszczególni kandydaci na Florydzie. Iza Smolarek i Alex Sławiński o nadchodzącym szczycie klimatycznym i kryzysie emigracyjnym w Wielkiej Brytanii. Ojciec Paweł Kosiński o zdelegalizowaniu prawa aborcyjnego w Stanach Zjednoczonych. Jaśmina Nowak z wiadomościami z Ukrainy. M.in. o próbach Rosji zerwania porozumienia zbożowego i sobowtórach Putina. Arkadiusz Stachnik o Siłach Kosmicznych Stanów Zjednoczonych, które wspierają Ukrainę. Liliana Wiadrowska o niezwykłej codzienności z Florydy. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Anna Łabuszewska komentuje doniesienia Amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną o Jewgeniju Prigożynie, który jest nazywany "kucharzem Putina". Obecnie jest założycielem i przywódcą Grupy Wagnera - prywatnej firmy wojskowej, biorącej czynny udział w wojnie z Ukrainą. Badacze twierdzą, że jego wpływy rosną co jest zagrożeniem dla Putina. Gość "Kuriera w samo południe" jest sceptyczna co do tych informacji. Zaznacza, że kucharz Putina jest lojalny wobec prezydenta Rosji: Musimy zadać sobie pytanie - kim jest Jewgienij i skąd się wziął w elicie rosyjskiej. To jest człowiek, który jednak swoją karierę w pełni zawdzięcza Władimirowi Putinowi. Rzeczywiście Grupa Wagnera stanowi realną siłę. Myślę, że na tej podstawie powstała ta teza, że to jest jakieś zagrożenie dla władzy Putina. Jednak ja tego nie widzę w tej chwili. Dodaje, że po aneksji Krymu w 2014 roku przypisywano mu stworzenie fabryki trolli, które były bardzo ważnym narzędziem wojny informacyjnej. Rozmówca Magdaleny Uchaniuk podaje przykład innych przedstawicieli obecnej elity Rosji, które wzmocniły swoją pozycje podczas wojny w Ukrainie. Jednym z nich jest Ramzan Kadyrow, ktory zgromadził własną armię w Czeczenii i bezpośrednio dowodzi nią w Ukrainie. Także wspomina o Igorze Girkinie, który jest głównodowodzącym prorosyjskich separatystów i bojówek w Doniecku. Igor Girkin przez kilka miesięcy od początku wojny rzeczywiście bardzo mocno krytykował poczynania rosyjskiej armii w Ukrainie. Obecnie wiemy, że zaciągnął się do batalionu ochotniczego i udał się na front, więc już przeszedł od słów do czynów. Ale od tamtego czasu nic o nim nie wiadomo. To jest natomiast osoba która zapewne nie byłaby bardzo przydatna Prigożynowi, bo myślę że bez bez gierki bez krytyki takiej właśnie otwartej krytyki dowództwa rosyjskiego umacnia swoją pozycję i właściwie buduje obok tej oficjalnej struktury ministerstwa obrony buduje swoją własną armię prywatną - podsumowuje Anna Łabuszewska. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
ppłk. Paweł Gandera, dowódcą XLVI zmiany PKW KFOR KOSOWO, gdzie na bazie Camp Novo Selo stacjonują PKW. Mówi o tym, czego dotyczy misja polskich żołnierzy. Zaznacza, że nie ingerują w polityczne konflikty. Ich celem jest ochrona lokalnej ludności. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Wojciech Jakóbik komentuje otwarcie Baltic Pipe. Stwierdza, że razem z gazoportem LNG to nasze okno na świat. Zaznacza, że trwa już wydobycie gazu norweskiego przez PGNiG. W sumie zakontraktowane jest 6 mld metrów sześciennych gazu. Redaktor naczelny Portalu Biznes Alert mówi, że wyciek na wodach duńskich nie jest zagrożeniem. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Olga Semeniuk mówi, że to nie jest czas, aby rozmawiać o przedterminowych wyborach. Stwierdza, że decyzję o ewentualnej zmianie terminu wyborów podejmą parlamentarzyści. Pełnomocnik Rządu ds. Małych i Średnich Przedsiębiorstw mówi, że Brukseli brakuje dobrej woli. Nie widać subsydiarności wobec słabszych krajów. Polityk podkreśla, że w Unii Europejskiej trzeba rozmawiać o energetyce. Rozmówczyni Łukasza Jankowskiego deklaruje, że w tym tygodniu będą informować, jakie sektory będą miały pierwszeństwo w kwestii energii. Zaznacza, że wszystkie pieniądze kierowane do przedsiębiorców w ramach rządowych tarcz pochodzą ze środków publicznych. Rząd prefinansuje projekty na które, jak dotąd, nie otrzymał środków z Unii Europejskiej. Semeniuk komentuje wybory prezydenckie w Rudzie Śląskiej. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Janusz Wojciechowski mówi, że w Unii Europejskiej nie zabraknie żywności. Mówi, że trzeba stosować alternatywne sposoby uprawy, które zmniejszają zapotrzebowanie na nawozy sztuczne. Zaznacza, że rolnictwo nie musi być wielkoobszarowe, żeby odnosić sukcesy. Przywołuje przykład Włoch. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Dr Maciej Szlinder mówi, że obecne znów głośniej słychać głos zwolenników ekonomii klasycznej i neoliberalnej polityki gospodarczej. Stwierdza, że logika zarządzania gospodarstwem domowym nie działa w przypadku państwa. To ostatnie mając własną walutę może rolować dług praktycznie w nieskończoność. Zaznacza, że dzięki deficytowi w jednym roku państwo może mieć zwiększone dochody w kolejnym, dzięki pobudzeniu gospodarki. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Piotr Zgorzelski odnosi się do deklaracji Donalda Tuska odnośnie aborcji. Stwierdza, że dla Koalicji Polskiej sytuującej się jako siła centroprawicowa jest ona korzystna. Zaznacza, iż nie chcą podbierać sobie nawzajem posłów. Mówi, że trzeba odnowić pakt senacki. Odnosi się do kwestii reparacji Niemiec. Zauważa, że kwestionowanie prawomocności PRL może prowadzić do zakwestionowania granic Polski na Odrze i Nysie. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Marta Adolf-Truchin o sztokholmskim metrze. Zaznacza, że było ono projektowane jak dzieło sztuki. Metro ma 14 linii. Zaczęto je budować w 1950 r. (przygotowania rozpoczęły się w 1932 r.). Obecnie trwa przebudowa. Rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego mówi, że w Sztokholmie jest najlepsza kranówka na świecie. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Riina Sikkut wskazuje, że skutki gospodarcze rosyjskiej agresji na Ukrainę były mniejsze w przypadku Estonii w porównaniu do Europy Zachodniej. Estończycy od 31 lat unikali zbytniego uzależniania się energetycznego od Rosji. Inwestowali w takie źródła energii jak biomasa. Minister spraw gospodarczych i infrastruktury Estonii wskazuje, że Węgry nie poparły unijnych celów redukcji gazów. Zaznacza, że Estonia jest gotowa poprzeć kolejne pakiety sankcji, jeśli to konieczne dla powstrzymania Rosji. Sikkut zapewnia, że nie zabraknie energii dla mieszkańców Estonii. Stwierdza, że estoński rząd ulży najmniej zarabiającym przez podwyższenie kwoty wolnej od podatku. Państwo będzie pokrywać 80 proc. kosztów energii powyżej 80 euro. Średnie zarobki w Estonii to 1700 euro. Ok. 80 proc. Estończyków zarabia mniej. Rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego mówi, że estoński system podatkowy jest prosty. Wypełnienie deklaracji podatkowej to kwestia kilku minut. Estońska minister mówi na temat inicjatywy Trójmorza. Zauważa, że projekt Rail Baltica przebiega wolniej niż zakładano. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Minister transportu Łotwy Tālis Linkaits opowiada o budowie Baltic Rails. Stwierdza, że obecnie transport odbywa się na linii północ-południe. Zaznacza, że są zainteresowani posiadaniem wysokiej jakości połączenia z Litwą i Polską. Rozmówca Piotra Mateusza Bobołowicza stwierdza, że współpraca z sąsiadami jest naturalna dla Łotwy. Linkaits komentuje rezygnację ze współpracy z Chinami w ramach formatu 17 (16) +1. Zaznacza, że Ryga i Pekin mają dobre bilateralne relacje handlowe. Łotwa szuka najlepszych formatów tej współpracy. Nie chce się angażować w formaty, które wiązałyby się z deklaracjami politycznymi, którymi nie są zainteresowani. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Wasyl Zwarycz dziękuje każdemu za pomoc Ukrainie. Mówi, że cały pokolenie Ukraińców było ojcami ukraińskiej niepodległości. Ambasador Ukrainy w Polsce podkreśla, że niepodległość jest czymś, za co trzeba walczyć, gdyż nie jest ona dana raz na zawsze. Zaznacza, iż Ukraińcy nie zgodzą się na pokój za wszelką cenę. Jedyną opcją jest zwycięstwo- odzyskanie kontroli nad całością ukraińskich terytoriów. Gość Poranka Wnet mówi, że Polska i Ukraina są na dobrej drodze do budowania wzajemnych relacji. Wskazuje, że złożył w tym roku wieniec pod pomnikiem ofiar Wołynia. Wyraża nadzieję, że kwestie historyczne nie będą już dzielić obu krajów. Mówi, że sprawa ekshumacji jest na etapie ustaleń technicznych. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Ołeksandr Miszczenko mówi, że w Dniu Niepodległości Ukrainy przypominają, że Ukraina walczy. Zaznacza, że państwa bałtyckie wspierają Ukrainę walcząc w ten sposób także o swoją wolność. Ambasador Ukrainy na Łotwie mówi, że najtrudniejsze były dla niego pierwsze dni wojny, które spędził w Kijowie. Mówi o wpływach rosyjskich na Łotwie. Stwierdza, że za każdym razem, gdy łotewski polityk mówi o dogadaniu się z Rosją, trzeba spojrzeć, co jego rodzina robiła w czasach ZSRR. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Grzegorz Kuczyński sądzi, że śmierć Darii Duginy w zamachu to sygnał wysłany przez Kreml Aleksandrowi Duginowi. Zaznacza, iż wbrew temu, co się mówi w mediach, autor "Czwartej teorii politycznej" nie jest tak wpływowy na Kremlu. W 2014 r. Dugin popadł w niełaskę po tym, jak nie wcielono Donbasu do Rosji i zamrożono konflikt z Ukrainą, zamiast go rozpalić, jak chcieliby radykałowie tacy jak Igor Striełkow. Dziennikarz Polska The Times nie wierzy by za zamachem stali Ukraińcy. Wskazuje, że Ukrainy nic by przez to nie zyskała. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Podcasty Radia Wnet / Warszawa 87,8 FM | Kraków 95,2 FM | Wrocław 96,8 FM / Białystok 103,9 FM
Robert Winnicki komentuje zamach na Darię Duginę, którego celem był prawdopodobnie jej ojciec Aleksandr. Jest wiele teorii na temat tego, kto za nim stoi. Według jednej z nich stoją za nim ukraińskie służby lub grupy. Inną możliwością jest dokonanie zamachu przez Kreml. Winnicki przypomina zamachy, które oficjalnie przypisano Czeczenom, a za którymi, jak się uznaje, stało FSB. Polityk odpowiada na pytanie o wideo z imprezy na której bawiła się premier Finlandii Sanna Marin. Stwierdza, że tego typu nagrania nie powinny być upubliczniane. Poseł Konfederacji opowiada na temat batalii sądowej o odzyskanie profilu ugrupowania na Facebooku. Poseł podkreśla, że państwo powinno bronić wolności słowa na rynku. Zaznacza, iż nie spełnia ono swej roli. --- Send in a voice message: https://anchor.fm/radiownet/message
Niedługo minie wiek odkąd rozmawiamy o ciemnej materii. Wszystko zaczęło się od obserwacji Fritza Zwicky'ego. Zauważył, że galaktyki w gromadzie poruszają się „za szybko” - dużo szybciej niż powinny. - W związku z tym wydawało się, że nie ma siły, żeby utrzymać te galaktyki w danej gromadzie. A one w „magiczny sposób” są połączone - mówi w Radiu Naukowym dr Sebastian Trojanowski. - Wniosek Zwickiego był taki, że prawdopodobnie istnieje dużo więcej materii, która wypełnia ciemne obszary na niebie i spaja tę gromadę – dodaje. Przez kolejne dekady naukowcy próbowali znaleźć cząstki ciemnej materii. Bezskutecznie.Nowy pomysł, który może przełamać impas w tej sprawie ma właśnie dr Trojanowski wraz ze współpracownikami. To eksperyment FASER w Wielkim Zderzaczu Hadronów. Eksperyment już zaczął działać, będzie rozwijany. - Ma szukać nowych cząstek, między innymi cząstek ciemnej materii albo powiązanych z jej istnieniem – mówi gość Radia Naukowego.Pomysł tak prosty, że aż genialny. Fizycy pomyśleli, że zamiast oglądać zderzenia wiązki protonów wyłącznie od boku – jak to robią eksperymenty w Zderzaczu – można się przyjrzeć temu, co dzieje się na linii tego zderzenia. Tylko w pewnym oddaleniu. Nikt wcześniej o tym nie pomyślał! Dr Trojanowski wraz ze współpracownikami przekonał do tej koncepcji CERN w niezwykle szybkim tempie 2 lat (to naprawdę szybko w takich dużych naukowych organizacjach)- Myśli Pan, że FASER naprawdę odkryje ciemną materię? – pytam. - FASER na tym etapie ma zdolność poszukiwania cząstek, które mogą pośredniczyć między ciemną materią a znaną nam materią. I jest nadzieja, że się uda – odpowiada dr Trojanowski. Zaznacza, że nawet jeśli nie uda się odkryć ciemnej materii, to sam eksperyment ma ogromną wartość dla rozumienia fizyki neutrin. Dr Sebastian Trojanowski jest fizykiem, chemikiem i matematykiem. Głównie zajmuje się fizyką teoretyczną, ale co niezbyt częste, aktywnie interesuje się również częścią doświadczalną. Jest adiunktem w Grupie Astrofizyki Cząstek (AstroCeNT) w Centrum Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika PAN oraz w Zakładzie Fizyki Teoretycznej Narodowego Centrum Badań Jądrowych. W 2021 roku został laureatem Nagród Naukowych Polityki. W podcaście omawiamy kolejne kandydatki na cząstki ciemnej materii, rozmawiamy również o tym, co jeśli ona jednak nie istnieje (słynny MOND), wypytuję, jak się lobbuje za własnym pomysłem w świecie naukowym oraz czy wszyscy astrofizyki oglądali Star Treka.