POPULARITY
Prawo i Sprawiedliwość wyraźnie próbuje zbudować nowy etap swojej politycznej narracji wokół kandydatury Przemysława Czarnka. Radosław Fogiel nie przedstawia internetowej i politycznej burzy po jego wskazaniu jako problemu, lecz jako dowód, że PiS znów zaczął budzić realny niepokój u przeciwników.– To, że o nas mówią niepochlebnie nasi konkurenci polityczni, to nie jest ani zaskoczeniem, ani czymś nowym, ani specjalnym powodem do zmartwienia. To wręcz pokazuje, że ta propozycja była propozycją celną, bo jeżeli ona wzbudza obawy, to znaczy, że to dla nas tym lepiej – powiedział gość Popołudnia w Radiu Wnet.
Wewnętrzne wybory w Koalicji Obywatelskiej potwierdziły pozycję Donalda Tuska i otworzyły nowy etap przygotowań do wyborów parlamentarnych. Michał Kolanko zwracał jednak uwagę, że najciekawszy obraz partii widać w regionach, gdzie ujawniły się lokalne ambicje i rywalizacje.– To były ważne wybory, bo kończyły etap porządków wewnętrznych i zaczął się teraz w Koalicji Obywatelskiej etap przygotowania do wyborów parlamentarnych. Najważniejsza rzecz się wykonała dla premiera Tuska– mówił gość Popołudnia w Radiu Wnet”.
Kazimierz Gajowy, gospodarz Studia Bejrut w Radiu Wnet mówił, że komunikaty dotyczące ewakuacji nie obejmują już pojedynczych miejscowości, lecz całe obszary południowego Libanu oraz cztery dzielnice Bejrutu. W jego ocenie to wywołało masowy ruch ludności, który porównał do „biblijnego exodusu”.Relacjonował, że ludzie uciekają w pośpiechu, zabierając przede wszystkim dzieci i dokumenty. Według jego słów w trakcie ucieczek dochodziło do niebezpiecznych zajść, a w chaosie miały paść nawet strzały oddawane przez armię libańską.
Prof. Elżbieta Chojna-Duch oceniła w Radiu Wnet, że pomysł finansowania zbrojeń z krajowych źródeł – w wariancie nazywanym w debacie „Polski SAFE” – jest realny również od strony prawa. Zastrzegła jednak, że szczegóły powinny zostać przedstawione i uporządkowane w trybie instytucjonalnym, a nie jako „skrót” medialny. W jej ujęciu kluczowe jest to, że koncepcje wymagają akceptacji rządu i ustawienia procesu po stronie wykonawczej.Jest kilka możliwości z punktu widzenia prawa. Wszystkie są legalne– mówi prof. Chojna-Duch.Jednocześnie podkreśla, że bez rządu nic się nie wydarzy, bo to rząd – wraz z MON i MF – będzie prowadził operacje finansowe w wieloletnim horyzoncie.Komisja Europejska jako pośrednik i koszty „obsługi”Profesor zestawia model europejski z krajowym. W jej opisie SAFE (wariant europejski) oznacza, że Komisja Europejska sama musi pożyczać pieniądze na rynku i następnie przekazywać je dalej – w transzach, z odsetkami i kosztami „obsługi”. Chojna-Duch mówi o rozbudowanym zapleczu eksperckim i o tym, że w praktyce działa już „nieformalnie” struktura wyspecjalizowana w zadłużaniu.To nie są zasoby Komisji Europejskiej (…) Komisja Europejska też idzie na rynek, szuka inwestorów– tłumaczy.Jej zdaniem w Polsce pokusa „prostego” opisu tych mechanizmów bywa duża, ale w praktyce to złożona konstrukcja: harmonogramy, transze, koszty oraz polityka zadłużenia państwa.
Rozmowa w Radiu Wnet dotyczy propozycji, którą wypracowali prezydent oraz prezes NBP prof. Adam Glapiński. Jej sednem ma być wykorzystanie wzrostu wartości złota w rezerwach Narodowego Banku Polskiego. Piotr Nowak, ekonomista i były wiceminister finansów i minister rozwoju i technologii mówi o kwocie rzędu 180–190 mld zł, która – jego zdaniem – wynika z różnicy między średnią ceną zakupu złota a dzisiejszą ceną rynkową.To jest zysk – nazwijmy to – na papierze– tłumaczy były minister. W jego narracji nie chodzi o wyprzedaż złota ani „zabieranie rezerw”, tylko o księgową operację, która ma pozwolić zamienić rezerwę rewaluacyjną w wynik finansowy NBP, a ten – zgodnie z zasadami – może trafić do budżetu.Rezerwa rewaluacyjna NBPNowak zwraca uwagę na to, że wzrost wartości złota w bilansie banku centralnego nie powiększa od razu wyniku finansowego NBP, tylko zasila tzw. rezerwę rewaluacyjną. I to właśnie tę „papierową” nadwyżkę miałaby objąć planowana operacja.W rozmowie padają konkretne liczby: NBP ma ok. 550 ton złota, średnia cena zakupu miała wynieść ok. 1850 dolarów za uncję, a cena bieżąca – jak mówi Nowak – ok. 5150 dolarów. To – w jego ocenie – daje przestrzeń na kwotę w granicach 180–190 mld zł.To jest po prostu przesunięcie zapisu księgowego– podkreśla.
Dr Eisa Kameli ambasador Iranu w Polsce zabiera głos w sprawie wojny z USA i Izraelem. W rozmowie padają ostre słowa o agresji, presji i odpowiedzi Teheranu. Rozmowa tylko w Radiu Wnet.
Łukasz Skiba zwrócił uwagę w Radiu Wnet, że patrząc wyłącznie na najpopularniejsze benchmarki ropy, można odnieść wrażenie, że rynek zareagował na kryzys stosunkowo spokojnie. Jego zdaniem to jednak mylący obraz, bo kontrakty futures nie odpowiadają bezpośrednio na same wydarzenia, lecz na oczekiwania inwestorów wobec ich dalszego rozwoju.Analityk podkreślił, że kapitał spekulacyjny wciąż nie zakłada jeszcze najczarniejszego scenariusza, czyli realnego, trwałego zatoru w cieśninie Ormuz. To właśnie dlatego cena ropy nie wyskoczyła dotąd do poziomów, których wielu obserwatorów mogło się spodziewać.Kapitał spekulacyjny jeszcze nie wszedł, mówiąc kolokwialnie, all in i nie wierzy w ten najgorszy scenariusz– powiedział Skiba.
Turystyczny Fundusz Pomocowy miał działać w sytuacjach kryzysowych, ale wciąż nie został uruchomiony – mówi Łukasz Mikosz. Jego zdaniem przez zwłokę państwa koszty już dziś ponoszą biura podróży, a turyści nadal czekają na rozwiązania.Posłuchaj całej rozmowy:Fundusz jest, ale nadal nie działaNajmocniej w rozmowie Magdaleny Uchaniuk w Radiu Wnet z Łukaszem Mikoszem wybrzmiał temat Turystycznego Funduszu Pomocowego. To mechanizm utworzony w czasie pandemii po to, by w sytuacjach nadzwyczajnych organizatorzy turystyki mieli z czego zwracać klientom pieniądze za odwołane wyjazdy.Jak tłumaczył prezes Europejskiego Stowarzyszenia Przedsiębiorców Turystycznych, fundusz nie jest zwykłą dopłatą od państwa. To system, z którego organizator może pożyczyć środki, a pieniądze trafiają bezpośrednio do podróżnego. Problem w tym, że choć kryzys trwa od kilku dni, fundusz nadal nie został uruchomiony.Od soboty mamy problem, spotykamy się w środę i tak w sumie jeszcze ten fundusz nie został uruchomiony– powiedział Mikosz.
Andrzej Zawadzki-Liang, gospodarz Studia Szanghaj w Radiu Wnet ocenił, że z chińskiej perspektywy obecny kryzys wokół Iranu nie wywołuje gospodarczej paniki. Jak podkreślił, choć Iran pozostaje ważnym dostawcą ropy dla Pekinu, to skala tej zależności jest asymetryczna – bardziej Teheran potrzebuje Chin niż Chiny Iranu.Z jego relacji wynika, że Pekin jest spokojniejszy przede wszystkim dlatego, że ma szeroko zdywersyfikowane źródła dostaw surowców. Oprócz Iranu Chiny sprowadzają ropę m.in. z Rosji, Arabii Saudyjskiej, Iraku, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu i Omanu, a dodatkowo dysponują znacznymi rezerwami.Iran bardziej potrzebuje Chin niż Chiny potrzebują Iranu– mówił Zawadzki-Liang, wskazując, że relacje handlowe z Iranem stanowią mniej niż 1 proc. całego chińskiego handlu zagranicznego.
Agaton Koziński skrytykował w Radiu Wnet sposób, w jaki rząd podchodzi do kwestii powrotu Polaków z rejonu objętego napięciami na Bliskim Wschodzie. Jego zdaniem problemem nie jest wyłącznie brak skutecznych działań, ale także próba przedstawienia bierności państwa jako racjonalnej i wystarczającej postawy.Publicysta zwrócił uwagę, że inne państwa europejskie podejmują realne kroki, by pomóc swoim obywatelom, podczas gdy polski rząd ogranicza się przede wszystkim do komunikatów i tłumaczenia, że ostrzeżenia zostały wcześniej opublikowane. W jego ocenie to zasadnicza różnica w rozumieniu roli państwa.Cała Europa sprowadza – Francuzi, Czesi, pierwsze przykłady z brzegu – a rząd nie sprowadza i, co więcej, nawet nie próbuje sprowadzać– mówił Koziński.Spór o rolę państwaKoziński podkreślał, że w tle tej sprawy toczy się dużo szerszy spór polityczny. Jego zdaniem chodzi o odpowiedź na pytanie, czy państwo ma być jedynie administratorem publikującym komunikaty, czy realnie działać na rzecz obywateli w sytuacjach kryzysowych.W tej logice obecny spór może – według publicysty – wybrzmieć mocno także w kampanii wyborczej. To nie będzie już tylko kwestia konkretnej ewakuacji, ale modelu państwa, którego oczekują wyborcy.Otrzymamy też odpowiedź, czy chcemy rządu, który jest de facto stróżem nocnym (…) czy chcemy rządu, który myśli w kategoriach pomagania swoim obywatelom– powiedział.
Baronessa Philippa Stroud, brytyjska polityk, członkini Izby Lordów i jedna z najbardziej wpływowych postaci międzynarodowego ruchu konserwatywnego, była gościem w Radiu Wnet. W rozmowie mówiła o kondycji cywilizacji zachodniej, wyzwaniach stojących przed społeczeństwami oraz roli organizacji Alliance for Responsible Citizenship (ARC).Stroud jest współzałożycielką ARC – powstałej w 2023 roku międzynarodowej platformy intelektualnej skupiającej konserwatywnych polityków, ekspertów i liderów opinii z wielu krajów. Organizacja, powiązana m.in. z Jordanem Petersonem, chce budować globalną sieć środowisk konserwatywnych i prowadzić debatę o przyszłości Zachodu.„Zachód zapomniał, kim jest”Rozmowa rozpoczęła się od pytania o obecną sytuację międzynarodową i konflikt na Bliskim Wschodzie. Zdaniem Stroud ważnym elementem współczesnej debaty jest także polityka Stanów Zjednoczonych.„Zachód z biegiem czasu zapomniał, kim jest i zapomniał o swoich wartościach. Ameryka rzuca nam dziś wyzwanie, abyśmy przypomnieli sobie, że jesteśmy narodami demokratycznymi, opartymi na godności człowieka, wolności słowa i wolności sumienia” – powiedziała.Jak dodała, działania i retoryka amerykańskich polityków są częścią szerszego procesu przypominania o tożsamości cywilizacji zachodniej.„To, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych, jest w rzeczywistości ruchem mającym na celu przypomnienie zachodniej cywilizacji, kim jesteśmy” – podkreśliła.Największe wyzwania ZachoduBaronessa wskazała także na najważniejsze problemy, z którymi mierzą się współczesne społeczeństwa. Wśród nich wymieniła kryzys tożsamości, spadek znaczenia rodziny oraz słabnące zaufanie do własnej historii.„Straciliśmy wiarę w to, kim jesteśmy. Utraciliśmy wiarę w naszą historię jako narodów i w naszą cywilizację” – stwierdziła.Według Stroud skutkiem tego jest także spadek przedsiębiorczości oraz osłabienie tkanki społecznej.„Dostrzegamy wyzwania demograficzne, spadek znaczenia rodziny i malejącą chęć do przedsiębiorczości. Widzimy również, że poprzez niektóre decyzje polityczne niszczymy własną bazę przemysłową” – dodała.W jej ocenie ogromnym wyzwaniem jest również rewolucja technologiczna i rozwój sztucznej inteligencji.„Technologia i sztuczna inteligencja mogą być dla ludzkości niezwykłą szansą, ale mogą też okazać się poważnym zagrożeniem” – zaznaczyła.„Polska jest bardziej konserwatywna niż Wielka Brytania”W trakcie rozmowy pojawiło się także pytanie o różnice między Polską a Wielką Brytanią. Zdaniem Stroud Polska zachowała więcej tradycyjnych wartości.„Polska jest zdecydowanie bardziej konserwatywna niż Wielka Brytania” – powiedziała.Jednocześnie zaapelowała, aby Polacy nie powtarzali błędów Zachodu.„Nie podążajcie tą samą drogą, którą przeszliśmy. Nie pozwólcie, aby to, co zbudowało siłę waszej wspólnoty, uległo rozpadowi. Jeśli tak się stanie, za 30 czy 40 lat będziecie tego żałować” – ostrzegła.ARC – odpowiedź na kryzys wartościBaronessa opowiedziała również o powstaniu Alliance for Responsible Citizenship. Impulsem do stworzenia tej inicjatywy były sygnały płynące z uniwersytetów i szkół.„Zaczęłam otrzymywać telefony od wykładowców, którzy mówili, że nie są już w stanie nauczać zachodniego kanonu na swoich uczelniach” – wspominała.Jak relacjonowała, podobne obawy zgłaszali rodzice i nauczyciele.„Rodzice mówili, że martwią się o zdrowie psychiczne następnego pokolenia. Zaczęliśmy więc pytać, jakie historie i wartości są dziś przekazywane młodym ludziom”.Według Stroud odpowiedzią na dominującą negatywną narrację powinna być pozytywna opowieść o cywilizacji Zachodu.„Negatywnej historii nie można wyprzeć samym sprzeciwem. Można ją zastąpić tylko czymś piękniejszym, silniejszym i lepszym”.„Musimy na nowo odkryć nasze źródła”Zdaniem Stroud kluczowe znaczenie ma powrót do fundamentów cywilizacji zachodniej – od filozofii greckiej po tradycję judeochrześcijańską.„Jeśli nie chcemy popaść w upadek, mamy wybór: możemy zastąpić nasze źródła albo je na nowo odkryć” – powiedziała, odwołując się do myśli Os Guinnessa.Jak dodała, to właśnie odbudowa tej tożsamości może wzmocnić społeczeństwa i rodziny.„Jeśli uda nam się ponownie połączyć nasze społeczeństwa z tymi pierwotnymi źródłami, będziemy już w połowie drogi”.„Jestem absolutną optymistką”Mimo licznych wyzwań baronessa pozostaje optymistką.„Nie zajmowałabym się tym, gdybym nie była optymistką. Wierzę, że wybór leży w naszych rękach i że możemy stworzyć przyszłość, którą zdecydujemy się stworzyć” – podkreśliła.Stroud zaznaczyła również, że choć zło zawsze istniało w historii, odpowiedzialność za przyszłość spoczywa na każdym pokoleniu.„Granica między dobrem a złem przebiega przez serce każdego człowieka. Możemy skupiać się na złu albo wziąć odpowiedzialność za budowanie czegoś lepszego”.Tegoroczna konferencja Alliance for Responsible Citizenship odbędzie się w Londynie w dniach 23–25 czerwca.
Patryk Wild, były prezes spółki Centralny Port Komunikacyjny, mówił w Radiu Wnet, że po ponad dwóch latach rządów projekt CPK nadal pozostaje w fazie deklaracji i przygotowań. Podkreślał, że prowadzone są postępowania na kolejne etapy, jednak na placu budowy – jak ujął – wciąż nie widać realnego przełomu.W ocenie Wilda w części lotniskowej „coś się dzieje”, ale tempo prac jest zbyt wolne jak na skalę inwestycji i czas, który upłynął od zmiany władzy. Wspominał też o okresie wstrzymania działań i audytach, które – jego zdaniem – opóźniły projekt.„Po dwóch latach rządów można by oczekiwać, że już będą maszyny budowlane na placu budowy […] to się oczywiście nie zadziało”– mówił.
Piotr Semka w Radiu Wnet komentuje spór o migrację, okładkę „Polityki” i polityczną presję wokół Szymona Hołowni.
Dr Artur Bartoszewicz, ekonomista i wykładowca SGH, w rozmowie w Radiu Wnet skrytykował zarówno sposób komunikowania wdrożenia KSeF, jak i polityczny spór wokół programu SAFE.Posłuchaj całej rozmowy:KSeF: „utajnianie” jako sygnał alarmowyBartoszewicz odniósł się do informacji, że Ministerstwo Finansów miało odmówić ujawnienia szczegółów współpracy technologicznej z zagranicznym podmiotem, tłumacząc to bezpieczeństwem systemu. Jego zdaniem taka postawa nie uspokaja, lecz potwierdza ryzyko.To potwierdza, że dane z terenu Rzeczpospolitej (…) wypływają za granicę– przekonywał, dodając, że skutki ewentualnego wycieku mogą być dotkliwe dla przedsiębiorców, bo dotyczą m.in. know-how, modeli biznesowych i baz klientów.
W Radiu Wnet 24 lutego 2022 roku to nie było zwykłe wejście na antenę. To był telefon, który od razu brzmiał jak alarm. „Dzień dobry” pada z przyzwyczajenia, ale natychmiast zostaje unieważnione: „ciężko powiedzieć, że to jest dobry dzień.” Paweł Bobołowicz mówi o poranku w Kijowie, który pękł przed piątą – pierwsze wybuchy, potem cała seria. Przez chwilę jeszcze próbuje się znaleźć racjonalne „może”: dywersja, drony, coś punktowego. I zaraz przychodzi zderzenie z prawdą: to rakiety spadły na stolicę Ukrainy.
W Radiu Wnet trwa specjalny dzień „Rosja bez iluzji”, poświęcony rosyjskiej opozycji oraz analizie sytuacji politycznej i społecznej w Rosji. Współorganizatorem wydarzenia jest prof. Władimir Ponomariow – przedstawiciel Rady Deputowanych Ludowych, rosyjski opozycjonista mieszkający w Warszawie.Jak podkreślił na antenie, inicjatywa ma charakter intelektualnej debaty środowisk krytycznych wobec władz Kremla.My wspólnie z panem redaktorem potrafiliśmy zrobić najbardziej intelektualny zjazd rosyjskiej opozycji w Radiu Wnet– powiedział.Eksperci z Polski, Niemiec i USAWśród gości zaproszonych do udziału w specjalnym dniu znalazł się Aleksiej Wasiliew, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujący się w historii Polski i relacjach polsko-rosyjskich. Jak zaznaczył Ponomariow, to rozmówca, z którym można dyskutować „dlaczego Rosja jest taka, jaka jest”.Na antenie pojawi się także Wiaczesław Inoziemcew ze Stanów Zjednoczonych, określany przez Ponomariowa jako jeden z najlepszych specjalistów od kwestii skuteczności sankcji wobec Rosji i trwałości rosyjskiej gospodarki w warunkach międzynarodowej presji.Kolejnym gościem będzie prof. Andriej Jakowlew z Freie Universität w Berlinie – badacz gospodarki w systemach totalitarnych. Według zapowiedzi rozmowy mają dotyczyć m.in. relacji rosyjsko-chińskich oraz czynników pozwalających Rosji kontynuować wojnę przeciwko Ukrainie.Opozycjoniści z PetersburgaNa antenie pojawią się również przedstawiciele rosyjskiej opozycji z Petersburga. Dr Siergiej Kowalew – jak mówił Ponomariow – pracował w strukturach miejskich w latach 90., gdy Władimir Putin był wiceprezydentem miasta. Ma opowiedzieć o swoich doświadczeniach i o tym, jak – z jego perspektywy – zmieniał się Putin.W programie uczestniczy także Daria Krasowska, doktorantka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, która bada nastroje społeczne w Rosji i postawy Rosjan wobec wojny.Ona bada to, co chyba wszystkich interesuje: nie jak to się stało, ale co Rosjanie myślą o wojnie– powiedział Ponomariow.Specjalny dzień „Rosja bez iluzji” ma być próbą spojrzenia na współczesną Rosję bez uproszczeń i bez politycznych złudzeń – z perspektywy ekspertów i środowisk opozycyjnych. Audycje z ich udziałem trwają przez cały dzień na antenie Radia Wnet.
– Byłem pewny, że wojna wybuchnie – mówi w Radiu Wnet dr Aleksij Wasiliew, który wyjechał z Moskwy miesiąc przed inwazją. Komentarz w ramach dnia specjalnego – „Rosja bez iluzji”.Posłuchaj całej rozmowy:Dr Aleksij Wasiliew, historyk i specjalista od stosunków polsko-rosyjskich, był gościem specjalnego dnia „Rosja bez iluzji” w Radiu Wnet. Z Moskwy wyjechał w styczniu 2022 roku – miesiąc przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę.Opuściłem Moskwę 22 stycznia 2022 roku. Już zdawałem sobie sprawę, że w najbliższych latach nie będę miał możliwości wrócić– powiedział.Jak relacjonował, wcześniej do jego mieszkania przychodziła policja, był pytany o udział w wiecach opozycyjnych oraz o swoje nazwisko pojawiające się na stronie Fundacji Nawalnego.Byłem pewny, że wojna wybuchnie. Logika rozwoju takich reżimów jak putinowski wcześniej czy później musi doprowadzić albo do wojny domowej, albo do wojny zewnętrznej– ocenił.Liberalna „wysepka” w MoskwieWasiliew pracował jako profesor w Wyższej Szkole Ekonomii w Moskwie, uznawanej za jedną z bardziej liberalnych uczelni w Rosji.Moje środowisko to byli studenci i intelektualiści. W tym otoczeniu dominowały raczej postawy opozycyjne wobec Putina– mówił.Zaznaczył jednak, że nawet w dużych miastach sytuacja jest bardziej złożona, a dziś trudno jednoznacznie ocenić nastroje społeczne.„Sondaże to spis bohaterów”Odniósł się także do badań opinii publicznej, które wskazują na wysokie poparcie dla prezydenta Rosji.Dzisiejsze sondaże mają charakter spisu bohaterów. Pokazują, jaki procent społeczeństwa jest na tyle odważny, by powiedzieć: nie wspieram– stwierdził.Według niego niezależni socjologowie oceniają realne, świadome poparcie dla polityki Kremla na poziomie 15–20 proc. Podobny odsetek ma stanowić twarda opozycja. Reszta to – jak określił – „szara masa”, o którą toczy się walka polityczna.„Typowy Rosjanin to przede wszystkim Rosjanka”Pytany o przeciętnego mieszkańca Rosji, Wasiliew przywołał wyniki badań socjologicznych.Typowy Rosjanin to przede wszystkim Rosjanka. Kobieta w wieku 45–50 lat, samotna, z jednym lub dwójką dzieci– powiedział.Jak dodał, „typowa rosyjska rodzina składa się z dwóch kobiet – matki i babci”. Zwrócił uwagę na bardzo wysoki poziom rozwodów w Rosji oraz dodatkowe konsekwencje wojny.Co drugie małżeństwo się rozpadało jeszcze przed wojną– podkreślił.Polityka historyczna jak za Mikołaja IWasiliew, który zajmuje się polityką pamięci i historią XIX wieku, porównał współczesną narrację Kremla do rosyjskiej myśli imperialnej z czasów Mikołaja I.Ta narracja historyczna, którą widzimy w artykule Putina o „historycznej jedności narodów” czy w jego wystąpieniach, jest bardzo podobna do narracji rosyjsko-imperialnej czasów Mikołaja I– ocenił.Jego zdaniem podobne zwroty antyzachodnie w rosyjskiej polityce pojawiały się cyklicznie – m.in. po powstaniu dekabrystów czy w okresie późnego stalinizmu.To niestety typowa, cykliczna sytuacja w krajach drugiej fali modernizacji, do których należy Rosja– podsumował.
W dniu specjalnym „Rosja bez iluzji” w Radiu Wnet pojawił się wątek dotyczący polskich instytucji i prób docierania przez Rosjan do europejskiego życia publicznego. Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski, komentował sprawę prof. Krzysztofa Ruchniewicza, który przestał kierować Instytutem Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego.Parafianowicz podkreślał, że jego tekst (pt.: „Niebezpieczne związki: polski historyk i przyjaciel Grupy Wagnera. Kulisy odwołania szefa Instytutu Pileckiego”) nie jest – jak mówił – „opowieścią o samym Ruchniewiczu”, ale o mechanizmie, w którym Rosjanie próbują oddziaływać na opinię publiczną „okrężnymi drogami”.To jest opowieść o pewnym modus operandi Rosjan, którzy próbują docierać do przedstawicieli niemieckiego życia publicznego, a poprzez nich do Polaków– powiedział.
Andrzej Zawadzki-Liang, gospodarz „Studia Szanghaj” w Radiu Wnet, opowiedział na antenie o tym, jak wygląda świętowanie chińskiego Nowego Roku – w tym roku Roku Ognistego Konia. Jak podkreślał, to wydarzenie obchodzi „blisko 2 miliardy ludzi” w Azji Południowo-Wschodniej, przede wszystkim w Chinach, ale także w wielu innych krajach regionu.Przygotowania: obowiązkowe sprzątanie „perfekcyjnie, żeby nie było kurzu”Zawadzki-Liang zwrócił uwagę, że najważniejsze jest przygotowanie do święta, które zaczyna się – jak mówił – mniej więcej tydzień przed „Wigilią”, od gruntownego sprzątania mieszkania.Trzeba wyczyścić wszystko: firanki, zasłonki, okna, dywany, prać ubrania. Wszystko musi być perfekcyjnie, żeby nie było żadnego kurzu– relacjonował.
„Nie powinniśmy po raz drugi, bo już raz byśmy weszli w taką pułapkę, jaką był KPO, w to wchodzić” – mówił w Radiu Wnet dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta Karola Nawrockiego ds. europejskich, komentując unijny program SAFE.W jego ocenie problemem rozstrzygającym nie są nawet ograniczenia dotyczące swobody zakupów uzbrojenia, ale mechanizm wbudowany w unijne rozporządzenie.Zasadniczego i wystarczającego powodu: w tym programie jest zapisany (…) warunkowość w punkcie 35– wskazywał.Jak podkreślał, to zapis, którego „nie można zmienić” ani „wynegocjować odejścia od niego”.
Marcin Chludziński – były prezes KGHM, Gaz-Systemu i PARP, dziś prezes Fundacji Centrum Strategii Rozwojowych – komentował w Radiu Wnet decyzję Parlamentu Europejskiego o celu 90 proc. redukcji emisji CO2 do 2040 roku. Jego zdaniem to kierunek, który uderza w konkurencyjność europejskiej gospodarki, a szczególnie w Polskę, gdzie koszty energii są wysokie.„To rujnuje gospodarkꔄJest to rzecz, która absolutnie rujnuje europejską i polską gospodarkę. (…) Już w tej chwili redukcje emisji CO2 powodują, że w polskim modelu energetycznym energia dla przemysłu jest najdroższa w Europie.”
Afera Jeffreya Epsteina to jeden z największych skandali obyczajowych i kryminalnych XXI wieku. Epstein – amerykański finansista i skazany za wykorzystywanie seksualne nieletnich – zmarł w 2019 roku w więzieniu, gdzie czekał na proces za handel ludźmi i przestępstwa na tle seksualnym.W ostatnich dniach Departament Sprawiedliwości USA opublikował ponad trzy miliony nowych stron akt na mocy Epstein Files Transparency Act, podpisanej przez Donalda Trumpa. Ujawnione materiały – obejmujące dokumenty, nagrania i zdjęcia z postępowań FBI oraz spraw Epsteina i Ghislaine Maxwell – nie anonimizują osób publicznych, ale mogą zawierać treści fałszywe lub niezweryfikowane, przekazane do śledczych przez osoby trzecie.W rozmowie na antenie Radia Wnet sprawę komentował Adam Gniewecki, który konsekwentnie odcina się od uproszczonej narracji, według której Epstein był wyłącznie „potworem z Nowego Jorku”, działającym w pojedynkę.„Jeżeli spojrzymy na jego życiorys, majątek i relacje, to nie da się utrzymać tezy, że był samotnym przestępcą. To była dobrze zorganizowana operacja, wymagająca zaplecza finansowego, logistycznego i ochrony na najwyższym poziomie”.Gniewecki przypomina, że Epstein – syn nauczycielki i miejskiego urzędnika – zrobił oszałamiającą karierę mimo braku ukończonych studiów. Kluczowa okazała się sieć kontaktów oraz relacja z miliarderem Lesem Wexnerem, jedynym klientem jego funduszu hedgingowego i faktycznym źródłem ogromnego majątku.„Mówimy o rezydencji na Manhattanie wartej dziesiątki milionów dolarów, prywatnym Boeingu 727 nazwanym Lolita Express oraz dwóch wyspach na Karaibach. Tego nie buduje się bez parasola ochronnego”.„Honey trap” dla możnych tego świataZdaniem publicysty Epstein i jego najbliższa współpracowniczka Ghislaine Maxwell stworzyli klasyczny mechanizm znany służbom specjalnym jako honey trap – pułapkę opartą na seksie, kompromitujących nagraniach i zależnościach.„To była fabryka kompromatów. Dziewczęta, loty prywatnym samolotem, luksusowe rezydencje i wyspy – wszystko po to, by wpływowe osoby same wchodziły w sytuacje bez wyjścia”.Gniewecki podkreśla, że w opublikowanych aktach i materiałach śledczych przewijają się nazwiska polityków, dyplomatów, członków rodzin królewskich i ludzi świata finansów. Choć formalnie wielu z nich nie usłyszało zarzutów, skala kontaktów – jego zdaniem – nie może być przypadkowa.„Jeżeli ktoś pojawia się dziesiątki razy w rezydencji Epsteina, lata jego samolotem i korzysta z gościnności na wyspach, to nie jest to zwykła znajomość towarzyska”.Śmierć, która rodzi więcej pytań niż odpowiedziKulminacyjnym momentem afery była śmierć Epsteina w nowojorskim areszcie w sierpniu 2019 roku. Oficjalnie – samobójstwo. Jednak okoliczności zdarzenia do dziś budzą wątpliwości.„Nie działał monitoring, strażnicy nie wykonali obchodu, a Epstein – jako więzień wysokiego ryzyka – przebywał sam w celi. Do tego złamana kość gnykowa, typowa raczej dla uduszenia niż powieszenia”.Gniewecki przypomina, że zaledwie dwa dni przed śmiercią Epstein sporządził testament, przekazując majątek funduszowi powierniczemu z utajnionymi beneficjentami.„To wygląda jak zamknięcie sprawy zanim ruszyłby proces, który mógłby pociągnąć za sobą zbyt wielu wpływowych ludzi”.Szczególne miejsce w tej historii zajmuje Ghislaine Maxwell, córka brytyjskiego magnata prasowego Roberta Maxwella. Według Gnieweckiego to ona była architektką zaplecza operacyjnego Epsteina.„Ona stała w cieniu, rzadko pojawia się w dokumentach, ale bez niej ten mechanizm by nie działał. Rekrutacja dziewcząt, logistyka, kontakty – to była praca wymagająca ogromnej dyskrecji”.Publicysta przypomina, że Robert Maxwell był przez lata powiązany z izraelskimi służbami, a jego państwowy pogrzeb w Jerozolimie tylko wzmocnił spekulacje o głębszym tle całej historii.Sprawa zamknięta? Tylko formalnieChoć Ghislaine Maxwell odsiaduje wieloletni wyrok, a Epstein nie żyje, Gniewecki nie ma wątpliwości, że sprawa została zamknięta jedynie na poziomie formalnym.„My znamy ułamek prawdy. Mechanizm kompromitacji elit był zbyt rozbudowany, by wszystko miało skończyć się na jednej osobie i jednym procesie”.Rozmowa w Radiu Wnet pokazuje, że afera Epsteina to nie tylko kryminalna historia, ale opowieść o władzy, pieniądzach i bezkarności. I – jak sugeruje Gniewecki – o systemie, który nadal funkcjonuje, choć zmienił nazwiska i miejsca./fahttps://wnet.fm/2026/02/02/miliony-dokumentow-i-chaos-informacyjny-co-wynika-z-akt-epsteina/
Afera Jeffreya Epsteina to jeden z największych skandali obyczajowych i kryminalnych XXI wieku. Epstein – amerykański finansista i skazany za wykorzystywanie seksualne nieletnich – zmarł w 2019 roku w więzieniu, gdzie czekał na proces za handel ludźmi i przestępstwa na tle seksualnym.W ostatnich dniach Departament Sprawiedliwości USA opublikował ponad trzy miliony nowych stron akt na mocy Epstein Files Transparency Act, podpisanej przez Donalda Trumpa. Ujawnione materiały – obejmujące dokumenty, nagrania i zdjęcia z postępowań FBI oraz spraw Epsteina i Ghislaine Maxwell – nie anonimizują osób publicznych, ale mogą zawierać treści fałszywe lub niezweryfikowane, przekazane do śledczych przez osoby trzecie.W rozmowie na antenie Radia Wnet sprawę komentował Adam Gniewecki, który konsekwentnie odcina się od uproszczonej narracji, według której Epstein był wyłącznie „potworem z Nowego Jorku”, działającym w pojedynkę.„Jeżeli spojrzymy na jego życiorys, majątek i relacje, to nie da się utrzymać tezy, że był samotnym przestępcą. To była dobrze zorganizowana operacja, wymagająca zaplecza finansowego, logistycznego i ochrony na najwyższym poziomie”.Gniewecki przypomina, że Epstein – syn nauczycielki i miejskiego urzędnika – zrobił oszałamiającą karierę mimo braku ukończonych studiów. Kluczowa okazała się sieć kontaktów oraz relacja z miliarderem Lesem Wexnerem, jedynym klientem jego funduszu hedgingowego i faktycznym źródłem ogromnego majątku.„Mówimy o rezydencji na Manhattanie wartej dziesiątki milionów dolarów, prywatnym Boeingu 727 nazwanym Lolita Express oraz dwóch wyspach na Karaibach. Tego nie buduje się bez parasola ochronnego”.„Honey trap” dla możnych tego świataZdaniem publicysty Epstein i jego najbliższa współpracowniczka Ghislaine Maxwell stworzyli klasyczny mechanizm znany służbom specjalnym jako honey trap – pułapkę opartą na seksie, kompromitujących nagraniach i zależnościach.„To była fabryka kompromatów. Dziewczęta, loty prywatnym samolotem, luksusowe rezydencje i wyspy – wszystko po to, by wpływowe osoby same wchodziły w sytuacje bez wyjścia”.Gniewecki podkreśla, że w opublikowanych aktach i materiałach śledczych przewijają się nazwiska polityków, dyplomatów, członków rodzin królewskich i ludzi świata finansów. Choć formalnie wielu z nich nie usłyszało zarzutów, skala kontaktów – jego zdaniem – nie może być przypadkowa.„Jeżeli ktoś pojawia się dziesiątki razy w rezydencji Epsteina, lata jego samolotem i korzysta z gościnności na wyspach, to nie jest to zwykła znajomość towarzyska”.Śmierć, która rodzi więcej pytań niż odpowiedziKulminacyjnym momentem afery była śmierć Epsteina w nowojorskim areszcie w sierpniu 2019 roku. Oficjalnie – samobójstwo. Jednak okoliczności zdarzenia do dziś budzą wątpliwości.„Nie działał monitoring, strażnicy nie wykonali obchodu, a Epstein – jako więzień wysokiego ryzyka – przebywał sam w celi. Do tego złamana kość gnykowa, typowa raczej dla uduszenia niż powieszenia”.Gniewecki przypomina, że zaledwie dwa dni przed śmiercią Epstein sporządził testament, przekazując majątek funduszowi powierniczemu z utajnionymi beneficjentami.„To wygląda jak zamknięcie sprawy zanim ruszyłby proces, który mógłby pociągnąć za sobą zbyt wielu wpływowych ludzi”.Szczególne miejsce w tej historii zajmuje Ghislaine Maxwell, córka brytyjskiego magnata prasowego Roberta Maxwella. Według Gnieweckiego to ona była architektką zaplecza operacyjnego Epsteina.„Ona stała w cieniu, rzadko pojawia się w dokumentach, ale bez niej ten mechanizm by nie działał. Rekrutacja dziewcząt, logistyka, kontakty – to była praca wymagająca ogromnej dyskrecji”.Publicysta przypomina, że Robert Maxwell był przez lata powiązany z izraelskimi służbami, a jego państwowy pogrzeb w Jerozolimie tylko wzmocnił spekulacje o głębszym tle całej historii.Sprawa zamknięta? Tylko formalnieChoć Ghislaine Maxwell odsiaduje wieloletni wyrok, a Epstein nie żyje, Gniewecki nie ma wątpliwości, że sprawa została zamknięta jedynie na poziomie formalnym.„My znamy ułamek prawdy. Mechanizm kompromitacji elit był zbyt rozbudowany, by wszystko miało skończyć się na jednej osobie i jednym procesie”.Rozmowa w Radiu Wnet pokazuje, że afera Epsteina to nie tylko kryminalna historia, ale opowieść o władzy, pieniądzach i bezkarności. I – jak sugeruje Gniewecki – o systemie, który nadal funkcjonuje, choć zmienił nazwiska i miejsca./fahttps://wnet.fm/2026/02/02/miliony-dokumentow-i-chaos-informacyjny-co-wynika-z-akt-epsteina/
Czy hasło polexitu przestaje być politycznym marginesem, a zaczyna realnie kształtować debatę publiczną? Najnowsze badanie Ogólnopolskiej Grupy Badawczej pokazuje wyraźną zmianę nastrojów społecznych. O wynikach i ich konsekwencjach w Radiu Wnet mówił Łukasz Pawłowski, prezes OGB.25 proc. za wyjściem z UniiW badaniu zadano pytanie wprost: jak Polacy zagłosowaliby, gdyby referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej odbyło się „w najbliższą niedzielę”.Dzisiaj około 25 proc. w takim referendum powiedziałoby, że chciałoby z Unii Europejskiej wyjść. To dalej jest zdecydowana przewaga tych, którzy chcieliby w Unii Europejskiej zostać, ale od 2019 roku ta liczba wzrosła o prawie 20 punktów procentowych– mówi Pawłowski. Jak podkreśla, pytanie było maksymalnie jednoznaczne – „leave or stay” – bez miejsca na interpretacje czy warunkowanie odpowiedzi. „Z tego pytania nie da się już prościej zadać, nie da się powiedzieć, że ci wyborcy mają coś innego na myśli”.Największe zmiany widać w elektoratach partyjnych. Wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej niemal nic się nie zmieniło.„90 proc. mówi: zostajemy w Unii. Tu jest bardzo prosta sytuacja dla polityków”.Inaczej wygląda sytuacja na prawicy. W elektoracie Prawa i Sprawiedliwości nastąpił gwałtowny zwrot.„Jeszcze w 2019 roku prawie 90 proc. wyborców PiS mówiło, że zagłosowałoby za pozostaniem w Unii Europejskiej. Dzisiaj jest pół na pół. Przeciwników Unii w tym elektoracie przybyło o 40 punktów procentowych”.Podobnie jest w Konfederacji, gdzie również obserwowany jest niemal równy podział.„To jest najtrudniejsza sytuacja politycznie. Taki podział pół na pół bardzo trudno utrzymać”.Wyraźnie bardziej jednorodny elektorat ma ugrupowanie Grzegorz Braun. Jak informuje Pawłowski, „w partii Grzegorza Brauna 75 proc. mówi: wychodzimy, 25 proc.: zostajemy. Z punktu widzenia polityki to jest sytuacja dużo łatwiejsza”. Zdaniem Pawłowskiego to tłumaczy rosnące poparcie dla tej formacji. „25 proc. to już nie jest margines. To jest jedna czwarta społeczeństwa. Co trzeci mężczyzna w Polsce mówi dziś: powinniśmy z Unii Europejskiej wyjść” – mówi. Co Polakom najbardziej przeszkadza w UEPrezes OGB zwraca uwagę, że przez lata temat członkostwa w UE nie był szczegółowo badany, bo istniał niemal pełny konsensus społeczny. To się zmieniło. Pawłowski wskazuje, że mężczyźni są dużo bardziej skłonni do wyjścia z Unii niż kobiety.W badaniach exit poll pytano m.in. o pakt migracyjny i Zielony Ład. Okazało się, że „zdecydowana większość Polaków odpowiadała, że Polska powinna się z tych projektów wycofać, nawet wśród wyborców Rafała Trzaskowskiego”.Jak dodaje Pawłowski, w najnowszych badaniach skojarzeń z UE wśród najczęściej wskazywanych pojawia się także korupcja.„Unia Europejska zaczęła się Polakom kojarzyć z korupcją. Te nastroje antyunijne pojawiły się już jakiś czas temu”.Zdaniem Pawłowskiego hasło polexitu może stać się jednym z kluczowych tematów nadchodzącej kampanii parlamentarnej. Ocenia, że „nie można zignorować tych 25 proc. Polaków, którzy mówią dziś, że chcieliby wyjść z Unii Europejskiej. Ten temat robi się coraz bardziej realny”. Jednocześnie podkreśla, że sytuacja sprzyja partiom o jednoznacznym przekazie.„Polityka lubi wyraziste komunikaty: tak albo nie. Dużo trudniej jest funkcjonować, gdy elektorat dzieli się pół na pół”.Według prezesa OGB to właśnie ten podział może być jednym z największych problemów dla PiS i Konfederacji w kolejnych wyborach./fa
Michał Karnowski, dziennikarz i publicysta kanału TAK, w rozmowie w Radiu Wnet odniósł się do trzech kluczowych tematów: stanu zdrowia prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, decyzji rządu o powołaniu zespołu analizującego tzw. akta Epsteina oraz pytań o dawne powiązania marszałka Włodzimierza Czarzastego. Jego komentarze łączył wspólny wątek: sprzeciw wobec politycznej i medialnej histerii oraz ostrzeżenie przed wykorzystywaniem emocji do budowania narracji.Najostrzej Karnowski wypowiada się o decyzji rządu, by powołać zespół badający polskie wątki w aktach Epsteina.Jest już faza cyrku i przykrywek– stwierdza.Jego zdaniem rząd ucieka w temat sensacyjny, zamiast mierzyć się z realnymi problemami w kraju.Jeśli są wątki dotyczące obywateli polskich, można je zbadać. Ale nie potrzeba do tego komisji na poziomie premiera– wskazuje.Trump i Nawrocki w jednej narracjiKarnowski widzi w działaniach władzy próbę stworzenia spójnej narracji wymierzonej w Donalda Trumpa oraz Karola Nawrockiego.Widać wyraźnie, że władza chce zohydzić Trumpa jako kogoś niebezpiecznego dla Europy i NATO– mówi.I dodaje:W Polsce do tego wszystkiego ma być przylepiony Karol Nawrocki– przewiduje.
Powołania do kadry olimpijskiej budzą kontrowersje. PKOl unieważnił decyzje PZN i wskazał innych zawodników. Radosław Piesiewicz o szczegółach w Radiu Wnet.Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz mówi w Radiu Wnet wprost: problem nie dotyczy jedynie dwóch nazwisk, lecz całego systemu kwalifikacji. Jego zdaniem w Polskim Związku Narciarskim, na którego czele stoi Adam Małysz, doszło do decyzji, które były sprzeczne z regulaminem i podjęte bez zachowania transparentnej procedury.powołania, które nie powinny mieć miejsca, czyli pani Nikola Komorowska i Piotr Habdas zostali powołani przy zielonym stoliku, łamiąc regulaminy– mówi.Jak wyjaśnia, sprawą zajęła się najpierw Komisja Sportowa PKOl, a następnie Prezydium oraz Zarząd. Po analizie regulaminów i odwołań zapadła jednomyślna decyzja.Na igrzyska pojedzie pani Aniela Sawicka i pan Michał Jasiczek– podkreśla.
Porody na SOR-ach, zamykane oddziały i luka w NFZ. Senator Wojciech Konieczny tłumaczy w Radiu Wnet, dlaczego rząd wybrał drogę, która budzi sprzeciw.Wojciech Konieczny, senator Nowej Lewicy i były wiceminister zdrowia, przekonuje, że nie da się mówić o jednym stanie publicznej ochrony zdrowia. Jego zdaniem system jest wewnętrznie podzielony: inaczej funkcjonuje podstawowa opieka i ambulatoryjna, inaczej szpitale.Część ambulatoryjna i medycyna rodzinna – jak mówi – „ma się nieźle”, choć wymaga pilnego wzmocnienia kadrowego. Inaczej jest w szpitalach.Połowa publicznych szpitali ma się nieźle, a połowa źle, w skali od tragicznie do trochę nieźle– mówi.
Prezydent nie został powitany podczas uroczystości w Auschwitz. Wojciech Kolarski w Radiu Wnet mówi o skandalu i ostrzega przed pogłębianiem konfliktu wokół głowy państwa.Wojciech Kolarski, minister w Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego, mówi o „sytuacji bez precedensu” podczas obchodów rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau. Jak podkreśla, głowa państwa nie została wymieniona w trakcie oficjalnego powitania.Chyba powinienem powiedzieć, co się nie wydarzyło, bo sama uroczystość była godna. Natomiast to, co było niegodne, to fakt, iż prezydent Rzeczypospolitej, głowa państwa, nie został zauważony przez prowadzącego– mówi Wojciech Kolarski.Minister podkreśla, że w swojej wieloletniej pracy w Kancelarii Prezydenta nigdy wcześniej nie spotkał się z podobną sytuacją.W każdej uroczystości, w której brał udział prezydent, organizator zawsze to podkreślał, bo to wielki honor. Po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, w której prezydent nie jest wymieniony– zaznacza.Jak dodaje, Karol Nawrocki przyjechał do Auschwitz, by oddać hołd ofiarom Holokaustu, a sposób jego potraktowania był – jego zdaniem – niezrozumiały.Prezydent jechał na teren byłego obozu, żeby oddać hołd ofiarom Holokaustu. I zupełnie niezrozumiałe, zaskakujące i skandaliczne jest to, że nie został powitany– podkreśla Kolarski.Spór o wystąpienieKolarski wyjaśnia, że zgodnie z decyzją Rady Muzeum nie przewidziano przemówień podczas oficjalnej ceremonii. Jego zdaniem nie zmienia to jednak faktu, że głowa państwa powinna móc zabrać głos.Sam fakt, że prezydent Rzeczypospolitej na terenie państwowej instytucji nie może zabrać głosu, budzi moje wielkie zdziwienie– mówi.Przypomina też, że w przeszłości prezydenci RP przemawiali podczas podobnych uroczystości.To jest nowy obyczaj. Czy on jest dobry? Mam wątpliwości, bo to państwo polskie stoi na straży pamięci– dodaje.Bojkot Pałacu PrezydenckiegoMinister odniósł się także do nieobecności Koalicji Obywatelskiej i Lewicy na spotkaniu z prezydentem.Drzwi do Pałacu Prezydenckiego są zawsze otwarte. Uważam jednak, że to bardzo zły sygnał– mówi Kolarski.Jak ocenia, brak dialogu oznacza brak woli współpracy.Są środowiska, które nie chcą rozmawiać o tworzeniu dobrego prawa. Odbieram to jako kontestację wyboru Polaków– podkreśla.Ambasadorowie i MSZKolarski odniósł się również do rozmów z ministrem spraw zagranicznych.Spotkanie było konstruktywne i przebiegało w dobrej atmosferze. Mam nadzieję, że problem nieobsadzonych placówek przejdzie do historii– mówi.Jak dodał, celem jest szybkie obsadzenie polskich ambasad w kluczowych stolicach.Chcemy, aby prezydent mógł zaakceptować dobrych kandydatów i by wszystkie placówki były obsadzone– zaznacza.
Bosak krytykuje sposób negocjowania umów handlowych UE i brak informacji o funduszach SAFE: Nie wiemy, dla kogo i na co – mówi w Radiu Wnet. Wskazuje też na koszt sporu o ambasadorów.Wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak odniósł się w rozmowie w Radiu Wnet do wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który wskazał go jako polityka, z którym można rozmawiać o ewentualnej współpracy. Bosak studzi jednak emocje i podkreśla, że dziś nie ma do tego żadnych realnych podstaw.Jesteśmy w połowie kadencji i partie opozycji rywalizują ze sobą o wyborców. Niech nam żadne rozważania koalicyjne nie zakrywają tej perspektywy, ponieważ w tej chwili żadne rozmowy koalicyjne nie toczą się i toczyć się nie będą, bo nie ma do tego kontekstu konstytucyjnego czy demokratycznego. Większość rządząca jest dość stabilna i co będzie za dwa lata, tego nie wie nikt– mówi Krzysztof Bosak.W jego ocenie pochwała pod jego adresem jest elementem gry politycznej i próbą „zrównoważenia” krytyki wymierzonej w Konfederację.Ta wypowiedź jest elementem rywalizacji z nami. Dobre słowo pod moim adresem było po to, żeby zrównoważyć ogólną krytykę Konfederacji. Problem jest taki, że w publicznych wypowiedziach prezes PiS przypisuje Konfederacji program, którego Konfederacja nie ma. Buduje stereotyp partii groźnej, nieodpowiedzialnej i skrajnie liberalnej — to jest literalnie nieprawda– podkreśla.Bosak przekonuje, że Konfederacja ma zaplecze polityków o konserwatywnych poglądach, a różnice programowe z PiS są rzeczywiste, ale nie takie, jak je przedstawiają przeciwnicy.Konfederacja jest pełna dobrych ludzi, polskich patriotów o poglądach konserwatywnych z bardziej wolnościowym akcentem lub bardziej narodowych. W większości spraw dotyczących Polski mieliśmy rację wtedy, kiedy PiS popełniał bardzo poważne błędy rządząc. My byliśmy ignorowani jako konstruktywna opozycja, a do dziś z tego, co mamy do powiedzenia, nie zechcieli wyciągnąć wniosków– zaznacza.Jednocześnie ostrzega, że jego zdaniem samodzielna większość PiS jest mało prawdopodobna, a ewentualny wpływ Konfederacji na większość sejmową będzie oznaczał inne podejście do personaliów.Moim zdaniem samodzielna większość dla PiS już nie będzie. Jeżeli będziemy mieć wpływ na większość w Sejmie, na pewno nie pozwolimy, żeby ludzie odpowiedzialni za różne patologie wrócili na te stanowiska i drugi raz robili te same numery– mówi.Umowa UE–Indie i logika „ucieczki do przodu”Bosak komentuje też zapowiedzi dużej umowy handlowej UE–Indie. Jego zdaniem Unia próbuje odzyskać konkurencyjność przez kolejne porozumienia handlowe, ale nie jest jasne, czy takie podejście zadziała.Unia Europejska, ze względu na utracenie konkurencyjności, próbuje przywracać sobie witalność gospodarczą, zawierając kolejne umowy handlowe. To próba ucieczki do przodu, charakterystyczna dla elit państw zachodnich o wielopokoleniowej tradycji handlowej. Czy to wyjdzie, czy nie wyjdzie, to inna sprawa — to myślenie doktrynalne, a nie stricte ekonomiczne oparte na analizie przepływów handlowych– ocenia.Zwraca uwagę, że Polska ma w tych procesach ograniczony wpływ, a negocjacje w praktyce toczą się poza społeczną kontrolą.W wyniku zrzeczenia się suwerenności w sprawach handlowych państwa członkowskie często nie wiedzą, co dokładnie Komisja Europejska negocjuje. My nie wiemy dokładnie, co zostało wynegocjowane. Wiemy tylko o niektórych wyłączeniach. Państwa takie jak Brazylia czy Indie prowadzą nacjonalistyczną politykę gospodarczą, ochronę swojego rynku, a w Europie stało się to tematem tabu– podkreśla.SAFE: „Nikt nic nie wie. To nie jest normalne”W rozmowie pada też wątek programu SAFE i wielkich kwot, które mają trafić na zbrojenia. Bosak twierdzi, że kluczowy problem to brak jawnej informacji o projektach, beneficjentach i celach.Sytuacja jest trochę typu „nikt nic nie wie”. Nie jest jawne, ani nawet nie jest przedmiotem szerszej wiedzy kuluarowej, jaka jest treść wniosku złożonego przez ministra obrony do Komisji Europejskiej. Wiemy, że zatwierdzono transfery na wielkie kwoty, ale nie wiemy dla kogo. Nie wiemy, jaka jest lista firm, priorytetów, ani alokacja środków– mówi.Jako przykład wskazuje doświadczenia z KPO i ryzyko, że projekty mogą rozbić się o zdolności wdrożeniowe i terminy.Zwracam uwagę, że rząd ogłaszał KPO jako ogromny sukces, a potem wycofywał się z pewnych elementów, bo realizacja nie mieściła się w terminach Komisji Europejskiej. Gotowość techniczna do absorpcji środków ma znaczenie. W tej chwili mówiąc uczciwie: nikt nic nie wie — i to nie jest normalne– zaznacza.Dodaje, że w innych państwach da się to komunikować bardziej przejrzyście.W Rumunii ogłoszono publicznie tabelę z projektami, kwotami i celami. Można to zrobić bez ujawniania tajemnic. Nie wiem, dlaczego rząd robi wokół tego aurę tajemnicy. Być może mają coś do ukrycia — na przykład niewielki udział firm polskich– podkreśla.Spór o ankietę bezpieczeństwa CzarzastegoBosak odniósł się także do wezwań, by marszałek Włodzimierz Czarzasty wypełnił ankietę bezpieczeństwa. Zwraca uwagę, że formalnie nie ma takiego obowiązku, a sama procedura jest dla polityków bardzo obciążająca.Wedle mojej wiedzy zgodnie z prawem nie ma takiego obowiązku. To jest procedura dla tych członków komisji ds. służb specjalnych, którzy chcą mieć dostęp do „ściśle tajne”. Ankiety są bardzo inwazyjne, szczegółowe, wymagają spowiadania się z całego życia, kontaktów i operacji finansowych. Poseł, który naprawdę tego nie potrzebuje, raczej tego nie zrobi– mówi.Rząd–prezydent i ambasadorowie: „To osłabia pozycję Polski”Wątek na koniec dotyczył napięć między rządem a Pałacem Prezydenckim i problemu nominacji ambasadorskich. Bosak ocenia, że brak porozumienia szkodzi państwu.Dobrze, że doszło do paru spotkań. Potrzebujemy elementarnej drożności komunikacji i minimalnych kompromisów umożliwiających prowadzenie wspólnej polityki poza granicami. Brak nominacji ambasadorskich osłabia pozycję Polski i to nie jest tak, że tylko jedna strona ponosi winę — obciąża obie strony– podkreśla.Wskazuje też, że inni partnerzy mogą odbierać takie sytuacje jako obniżenie rangi relacji.W wielu państwach konflikt wcale nie musi być rozumiany. Wysyłanie wyłącznie chargé d'affaires bywa odbierane jako dyshonor i obniżenie rangi stosunków. Nie musi nikogo interesować, że w Polsce mamy spór polityczny — ich to po prostu zwyczajnie nie interesuje. Zaczynają podejrzewać, że to jest celowa robota– zaznacza.
Nielegalne kasyna online wyprowadzają z Polski miliardy złotych rocznie. Grzegorz Maksel mówi w Radiu Wnet o bezkarności influencerów i bezsilności państwa.Nielegalne kasyna internetowe działające poza Polską są dziś jednym z największych źródeł strat dla budżetu państwa. Jak przypominała na antenie Radia Wnet prowadząca Jaśmina Nowak, nawet 40 proc. rynku znajduje się w szarej strefie, a większość graczy korzysta z nielegalnych platform. Straty państwa szacowane są już na około 6 miliardów złotych rocznie.Gościem audycji był Grzegorz Maksel – działacz społeczny i influencer, który od miesięcy nagłaśnia temat nielegalnego hazardu w internecie i jego promocji w mediach społecznościowych.Przez cały poprzedni rok nagłaśnialiśmy ten temat. Tak naprawdę tylko posłowie Prawa i Sprawiedliwości zajęli się tym systemowo, składając wnioski do Komisji do Spraw Dzieci i Młodzieży. W grudniu taka komisja się zebrała, a minister finansów potwierdził, że z Polski wyprowadzane są dziesiątki miliardów złotych rocznie – na zagraniczne konta tych kasyn, rejestrowanych głównie na Ukrainie, w Rosji i w rajach podatkowych, m.in. na Malcie.– mówił Maksel.Jak relacjonował, stanowisko resortu finansów było jednoznaczne – państwo ma w tej sprawie związane ręce.Minister powiedział wprost, że systemowo nic nie mogą zrobić. Jedyne, co mogą, to uświadamiać społeczeństwo. A społeczeństwo samo powinno wiedzieć, że to jest nielegalne.
Putin nie chce zdobywać terytoriów, tylko złamać europejskie elity. Taką diagnozę stawia w Radiu Wnet Władimir Ponomariow, były członek rosyjskich władz.Wojna w Ukrainie to tylko pierwszy akt znacznie większego konfliktu – twierdzi Władimir Ponomariow, były członek rosyjskich elit politycznych, dziś działający w Radzie Deputowanych Ludowych na emigracji. W rozmowie w Radiu Wnet przekonywał, że prawdziwym celem Władimira Putina nie jest Ukraina, lecz Europa.To nie jest wojna gorąca. To jest wojna kognitywna. Celem Putina od samego początku jest zniszczenie elit europejskich– mówił Ponomariow.Jak podkreślał, rosyjski prezydent wcale nie ukrywa swoich zamiarów. Jego zdaniem problem polega na tym, że Zachód nie traktuje rosyjskich deklaracji poważnie.Putin mówi wszystko wprost, publicznie. Tylko nikt mu nie wierzy. A potem wszyscy są zaskoczeni, kiedy okazuje się, że dokładnie to zrobił– zauważył.
Tomasz Szymborski przypomina w Radiu Wnet decyzje podjęte po 1989 roku, które – jego zdaniem – do dziś rzutują na bezpieczeństwo państwa. Wraz z likwidacją struktur wywiadu PRL i budową nowych służb III RP nastąpił faktyczny reset działalności polskiego wywiadu na kierunku niemieckim.Jak podkreśla, nie chodzi o personalne rozliczenia czy weryfikację kadr, lecz o strategiczną decyzję: zwiniecie wszystkich aktywów wywiadowczych w Niemczech. Decyzja ta miała wynikać z założenia, że państw sojuszniczych się nie szpieguje.Krótko mówiąc, uznano, że Niemcy są naszym promotorem na Zachodzie – do NATO i Unii Europejskiej – więc prowadzenie wobec nich działań wywiadowczych byłoby nieeleganckie i nierycerskie– wyjaśnia Szymborski.Efekt? Polska, która jeszcze w czasach PRL dysponowała rozbudowaną siatką wywiadowczą w RFN, po transformacji została na tym kierunku całkowicie rozbrojona informacyjnie.Z rozmów z młodymi funkcjonariuszami Agencji Wywiadu wynika wprost: od lat nie mamy żadnych realnych aktywów w Niemczech. Jesteśmy tam po prostu głusi i ślepi– wskazuje. Drugi kluczowy wątek rozmowy dotyczy ciągłości działań niemieckich służb w Polsce. W przeciwieństwie do strony polskiej, Niemcy – jak mówi Szymborski – nigdy nie porzucili kierunku wschodniego.Dla Niemiec Polska od wieków była głównym przeciwnikiem strategicznym. Bez względu na nazwę i ustrój, niemieckie służby zawsze pracowały na kierunku polskim– zauważa. Publicysta zwraca uwagę na symboliczne i bardzo czytelne sygnały: ambasadorami Niemiec w Polsce byli byli szef i wiceszef BND, czyli cywilnego wywiadu RFN. To – jego zdaniem – nie są nominacje przypadkowe ani grzecznościowe.To jest elita niemieckiego wywiadu. Oni nie przyjeżdżają do Warszawy odpoczywać, tylko dlatego, że Polska jest dla Niemiec państwem absolutnie kluczowym– mówi. Podobnie interpretuje rozbudowaną sieć niemieckich placówek konsularnych na Śląsku i Opolszczyźnie, wskazując, że ich lokalizacja ma znaczenie strategiczne, a nie wyłącznie administracyjne czy związane z mniejszościami narodowymi.W konkluzji rozmowy Tomasz Szymborski podkreśla, że nie chodzi o antyniemiecką histerię ani o kwestionowanie sojuszy, lecz o elementarną zasadę suwerenności informacyjnej.Wywiad – jego zdaniem – powinien być apolityczny i działać niezależnie od aktualnej władzy, patrząc zarówno na Wschód, jak i na Zachód.Państwo, które rezygnuje z rozpoznania jednego z kluczowych kierunków strategicznych, samo pozbawia się narzędzi do podejmowania racjonalnych decyzji– podsumowuje. /fa
Wejście policji i prokuratury do siedziby Krajowa Rada Sądownictwa wywołało polityczną i prawną burzę. W rozmowie w Radiu Wnet przewodnicząca Rady Dagmara Pawełczyk-Woicka relacjonuje kulisy zdarzeń, które – jej zdaniem – pokazują narastający chaos w polskim systemie prawnym.Na początku rozmowy opisuje samą skalę działań służb. Jak mówi, tego dnia poruszała się po budynku bez przerwy, próbując reagować na rozwój sytuacji.„Przebiegłam chyba 20 kilometrów po budynku, ale już doszłam do siebie.”Wejście do KRS i nagrywanie czynnościPytana o sens i podstawy prawne działań, Pawełczyk-Woicka wskazuje na wątpliwości związane z nagrywaniem czynności przez posłów obecnych na miejscu oraz z bardzo szerokim zakresem zabezpieczonych materiałów.„Zabrano bardzo dużo akt postępowań oraz zabrano przy okazji inne materiały, o których nie chcę teraz mówić, ale które zabrane być nie powinny. Postanowienie było bardzo ogólne i w ogóle nie miało związku z tym śledztwem.”Jej zdaniem doszło do sytuacji, w której działania procesowe mogły utrudniać postępowanie zamiast je zabezpieczać, a jednocześnie naruszać interes publiczny.Spór o rzeczników dyscyplinarnychW rozmowie wraca wątek konfliktu prawnego wokół rzeczników dyscyplinarnych sędziów. Pawełczyk-Woicka podkreśla, że minister sprawiedliwości – w jej ocenie – nie ma ustawowych kompetencji do ich odwołania przed końcem kadencji.„Minister sprawiedliwości nie ma w ustawie takiej kompetencji do odwołania rzecznika przed upływem kadencji i stąd powstał konflikt prawny. Sąd Najwyższy konsekwentnie uznaje starych rzeczników, a nie uznaje nowych.”Dodaje, że KRS nie jest organem właściwym do rozstrzygania takich sporów, ale tym bardziej nie powinna być nim prokuratura ani sam minister, który – jak mówi – „chce być sędzią we własnej sprawie”.Ograniczona wolność i „niekomfortowa” sytuacjaJednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest opis realnych ograniczeń, z jakimi – według przewodniczącej – mierzyli się członkowie Rady w trakcie działań służb.„Nie mogłam wychodzić z budynku po drugiej stronie, nie mogłam odbyć konferencji prasowej, nie mogłam wpuszczać osób, które chciałam wpuszczać do budynku, w tym posłów.”Pawełczyk-Woicka mówi wprost o poczuciu upokorzenia.„Czułam się trochę poniżona tą całą sytuacją, jakbym była jakimś bandytą, którego trzeba otoczyć policją i zrobić mu przeszukanie.”Zwraca też uwagę na skalę zaangażowanych sił.„Cały budynek był otoczony policją, około stu policjantów. Proszę sobie wyobrazić, gdyby oni byli na ulicach Warszawy – sytuacja dla mieszkańców byłaby lepsza.”„Chaos prawny się poszerza”W szerszym kontekście przewodnicząca KRS ocenia, że zdarzenia te są elementem większego problemu.„W naszym państwie panuje chaos prawny. Ludzie jeszcze tego na co dzień nie dostrzegają, ale to się naprawdę poszerza.”Jako przykład podaje głośne orzeczenia, które – jej zdaniem – podważają stabilność prawa i rodzą niepewność co do skutków prawomocnych wyroków.Co dalej?Na zakończenie rozmowy Pawełczyk-Woicka zapowiada dalsze kroki prawne: zażalenia na czynności, możliwe zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw oraz działania podejmowane przez prezydium KRS i rzeczników dyscyplinarnych.„Będziemy składać zażalenia. Podejmiemy inne czynności. Tylko co to da, skoro nasze wcześniejsze zażalenie z 2024 roku do dziś nie zostało rozpoznane.”
Spotkanie prezydenta z przedsiębiorcami stało się w Radiu Wnet pretekstem do szerokiej rozmowy o kondycji polskiej gospodarki, relacjach państwa z biznesem i roli Unii Europejskiej. W studiu zasiedli Zbigniew Przybysz, prezes firmy Kram oraz Jacek Sasin, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości. Dyskusję prowadził Krzysztof Skowroński.Już na początku rozmowy Przybysz postawił bardzo ostrą tezę, według której po 1989 roku żaden z rządów nie potrafił zbudować realnego partnerstwa z przedsiębiorcami.Od Okrągłego Stołu żaden rząd nie współpracował z przedsiębiorcami. Żaden. Przedsiębiorca był przeciwnikiem, a przecież to on tworzył gospodarkę— mówił Zbigniew Przybysz.Jak tłumaczył, Polska miała po transformacji ogromny potencjał, który jego zdaniem został w dużej mierze zmarnowany przez brak zaufania do prywatnej inicjatywy.Do dziś obraz przedsiębiorcy to krwiopijca, oszust, złodziej. A gdzie są filmy, gdzie przedsiębiorca jest pokazany pozytywnie— dodawał.Państwo i biznes: współpraca czy iluzja?Na te słowa zareagował Jacek Sasin, który nie zgodził się z tezą, że wszystkie rządy były wrogie przedsiębiorcom, choć przyznał, że relacje państwa z biznesem przez lata były dalekie od idealnych.Nie zgadzam się z tezą, że każdy rząd walczył z przedsiębiorcami. Natomiast nie będę twierdził, że wszystko było robione dobrze. Można było zrobić więcej i lepiej— mówił Jacek Sasin.Sasin podkreślał, że Prawo i Sprawiedliwość chce dziś budować nowy model gospodarczy oparty na wzmocnieniu krajowego kapitału.Chcemy położyć ogromny nacisk na wsparcie polskich firm. Polski kapitał zawsze jest dobry. Państwo musi wspierać nasze firmy— podkreślał.Przybysz w odpowiedzi zaznaczał, że przedsiębiorcy nie oczekują specjalnych przywilejów.My nie chcemy wsparcia. Chcemy równych szans. Chcemy prostych, jasnych przepisów podatkowych— mówił.
Chiny w Davos krytykują globalny protekcjonizm i deklarują gotowość do dialogu z USA. Andrzej Zawadzki-Liang mówi w Radiu Wnet o zmianie strategii Pekinu wobec Europy.Chiny w Davos: „świat nie może wrócić do prawa dżungli”Podczas tegorocznego forum w Davos jedno z najważniejszych wystąpień wygłosił wicepremier Chin He Lifeng, odpowiedzialny za gospodarkę i relacje z USA. Jak relacjonuje Andrzej Zawadzki-Liang, gospodarz „Studia Szanghaj” w Radiu Wnet, chiński polityk ostro skrytykował globalny protekcjonizm i zapowiedział zmianę akcentów w polityce handlowej Pekinu.Światowy system handlowy stoi dziś przed bezprecedensowymi wyzwaniami— mówił w Davos wicepremier He Lifeng, cytowany przez Zawadzkiego-Lianga.Chiński polityk podkreślał, że w czasach napięć gospodarczych kluczowe znaczenie ma współpraca zamiast konfrontacji.Im trudniejsze są czasy, tym bardziej trzeba wracać do idei współistnienia i współpracy korzystnej dla wszystkich— zaznaczył.Krytyka protekcjonizmu i „prawa dżungli”W swoim wystąpieniu He Lifeng odnosił się do jednostronnych działań niektórych państw, które — jak mówił — destabilizują globalny handel. Choć nie wymienił Stanów Zjednoczonych z nazwy, aluzje były czytelne.Świat nie może wrócić do prawa dżungli, w którym słabsi padają ofiarą silniejszych— podkreślał wicepremier Chin.Zawadzki-Liang zwraca uwagę, że była to wyraźna krytyka polityki celnej i protekcjonistycznej.Nie wspomniał wprost o USA, ale każdy wiedział, o kogo chodzi— komentuje.WTO i rezygnacja z przywilejówIstotnym elementem wystąpienia była zapowiedź rezygnacji Chin ze specjalnego statusu w ramach Światowej Organizacji Handlu.Chiny nie będą się ubiegać o żadne specjalne traktowanie jako kraj rozwijający się— mówił He Lifeng.
22 stycznia mija kolejna rocznica wybuchu Powstania Styczniowego – jednego z najważniejszych, a zarazem najbardziej dramatycznych zrywów niepodległościowych XIX wieku. Z tej okazji w Warszawie odbędą się dwudniowe obchody, łączące refleksję historyczną z pokazami filmowymi i debatą o znaczeniu powstania dla współczesnej Polski. O przygotowaniach opowiadał w Radiu Wnet dziennikarz i prezes Towarzystwa Ochrony Pamięci Powstańców Styczniowych.Piotr Grzybowski zapowiedział, że obchody odbędą się 23 i 24 stycznia w nowo otwartym Centralnym Przystanku Historia przy ul. Marszałkowskiej 107.Przygotowania idą pełną parą. Wszyscy prelegenci są już umówieni, filmy wybrane. Pozostaje tylko czekać na tych, którzy zechcą do nas dołączyć– mówi. Pierwszy dzień wydarzenia będzie poświęcony wykładom i referatom, drugi – pokazom filmowym. Oba dni rozpoczną się o godzinie 10. Wstęp na wszystkie wydarzenia jest bezpłatny.23 stycznia zaplanowano cykl wykładów wybitnych badaczy i publicystów. Jak podkreślał Grzybowski, program celowo został zbudowany tak, by nie ograniczać się wyłącznie do rekonstrukcji faktów.Zaczynamy od pytań o sens powstania. Profesor Andrzej Nowak będzie mówił właśnie o tym – czy warto było, jakie znaczenie miało Powstanie Styczniowe– opisuje. Wśród prelegentów znaleźli się także Wojciech Roszkowski oraz Włodzimierz Suleja. Kolejne wystąpienia mają prowadzić słuchaczy przez losy kilku pokoleń Polaków – od czasu klęski powstania, przez budowę społeczeństwa obywatelskiego, II Rzeczpospolitą i etos Armii Krajowej, aż po współczesne Wojsko Polskie. Szczególne miejsce w programie zajmie także temat kobiet w Powstaniu Styczniowym.Będzie nowość – wykład o "kobietach w czerni", o roli kobiet po powstaniu i o tej żałobnej modzie, która stała się symbolem pamięci i oporu– mówi. Drugi dzień obchodów, 24 stycznia, poświęcony zostanie projekcjom filmowym – fabularnym i dokumentalnym.W rozmowie pojawił się także wątek nowo powołanego Towarzystwa Ochrony Pamięci Powstańców Styczniowych, któremu Grzybowski przewodniczy.To sformalizowanie tego, co robimy od lat – czczenia pamięci Powstańców Styczniowych i pokazywania, jak bardzo ich doświadczenie jest dziś aktualne– podkreśla. Jak mówił, historia powstania to także opowieść o wewnętrznych sporach, które osłabiały polskie dążenia niepodległościowe.Grzybowski podkreślał, że dla niego pamięć historyczna jest integralną częścią pracy dziennikarskiej.Polski dziennikarz powinien mieć jedną nogę historyczną, żeby trzymać się osi i torów, po których stąpa – i nie zejść z drogi– zaznacza rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego. Pamięć także poza salą wykładową/fa
W Davos rozpoczęło się 56. Światowe Forum Ekonomiczne – jedno z najważniejszych spotkań polityczno-gospodarczych na świecie. W tym roku uwaga uczestników skupia się m.in. na zapowiadanym wystąpieniu prezydenta USA oraz rozmowach dotyczących Ukrainy. Równolegle Polska próbuje wzmocnić swoją widoczność poprzez inicjatywę Leaders Forum Powered by Poland, organizowaną przez Centrum Stosunków Międzynarodowych we współpracy z polskim biznesem.Przebywająca w Davos Adrianna Śniadowska, dyrektor wykonawcza Fundacji Centrum Stosunków Międzynarodowych, już na początku rozmowy w Radiu Wnet zwróciła uwagę, że mimo dobrej pogody atmosfera polityczna jest wyraźnie napięta.Atmosfera jest na pewno napięta. Wszyscy oczekują środy, czyli tego oczekiwanego przemówienia Donalda Trumpa. Na pewno będzie mówił o Grenlandii, na pewno będzie mówił o kwestii Ukrainy– wskazała.Jak podkreślała, Davos to nie tylko jedno wystąpienie, ale gęsta sieć spotkań, rozmów i zakulisowych konsultacji, które zaczynają się na długo przed oficjalnymi przemówieniami.Rozpoczęły się już dyskusje wysokiego szczebla. Do Davos zjechali reprezentanci biznesu i świata polityki – najważniejsze osoby z całego świata– podkreślała.Wśród najważniejszych oczekiwanych wydarzeń wymieniła możliwe spotkanie prezydentów Ukrainy i USA.Wiemy na pewno, że ma być tu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Jeśli nie będzie żadnych problemów po drodze, ma odbyć się rozmowa pomiędzy prezydentem Zełenskim a prezydentem Trumpem, która jest bardzo wyczekiwana– dodała.Z Polski – jak zaznaczyła – delegacja polityczna jest w tym roku stosunkowo niewielka, choć obecność Warszawy w Davos ma mieć inny, bardziej długofalowy wymiar.Z Polski ta reprezentacja nie jest duża. Ma być pan prezydent Karol Nawrocki, który również zawita do naszego domu, do Leaders Forum Powered by Poland– wskazała.„Davos to globalne expo”. Polska chce być widocznaW rozmowie wyraźnie wybrzmiał drugi, kluczowy wątek: po co Polsce Davos i jak mówić tam własnym głosem. Adrianna Śniadowska tłumaczyła, że z perspektywy think tanku obecność w Szwajcarii od lat pokazywała jedno – Polska jest słabo słyszalna, jeśli nie stworzy własnej przestrzeni.Zdaliśmy sobie sprawę, że ten głos polski nie jest wystarczająco słyszalny. Oprócz głównego Davos całe miasto zmienia się w swego rodzaju expo – kraje i firmy pokazują tu swoją innowacyjność, prowadzą debaty i panele– komentowała.Właśnie z tej obserwacji narodził się projekt Leaders Forum Powered by Poland – inicjatywa towarzysząca Forum Ekonomicznemu, przygotowywana przez rok.Przez ostatni rok przygotowywaliśmy naszą obecność w Davos. To projekt organizowany przez Centrum Stosunków Międzynarodowych we współpracy z polskim biznesem– zaznaczała.Jak dodała, za projektem stoją konkretne firmy i instytucje, które uznały, że Davos to nie prestiżowy dodatek, ale realne miejsce rozmów o przyszłości. I mówi, że „polski biznes zdał sobie sprawę, że w Davos warto bywać, bo tu rozmawia się o sprawach ważnych, które dyktują to, co będzie się działo przez najbliższy rok”.Śniadowska podkreślała, że ambicją organizatorów nie jest mówienie „o Polsce po polsku”, lecz włączanie się w rozmowy o problemach globalnych. Wśród tematów debat wymieniała m.in. relacje transatlantyckie, przyszłość rynku pracy, bezpieczeństwo energetyczne, odporność społeczną, cyberbezpieczeństwo i rozwój sztucznej inteligencji.Jak dodała, reakcje międzynarodowych uczestników często pokazują, że skala i innowacyjność polskich firm bywają dla zagranicznych gości zaskoczeniem./fa
31 stycznia 2025 r. Marek Kamiński i jego 18-letni syn Kay stanęli na Biegunie Południowym, kończąc pierwszy etap projektu „Pole 2 Pole”. Wyruszyli 9 grudnia, a cel osiągnęli o 3:30 czasu polskiego. Dla 61-letniego podróżnika to także symboliczny powrót do historii: trzy dekady temu – w 1995 roku – jako pierwszy człowiek na świecie zdobył oba bieguny Ziemi bez wsparcia z zewnątrz. Wyprawa ma być nie tylko sportowym wyczynem, ale też opowieścią o tym, jak zmienił się świat przez 30 lat i czego – mimo technologii – wciąż szukamy w sobie.O swojej wyprawie – która ma prowadzić z Antarktydy aż ku Arktyce, ale po drodze zahaczać o miejsca-symboliczne, „wcielenia człowieka przyszłości”– Kamiński opowiadał w Radiu Wnet. Podkreślał, że „biegun” to nie wyłącznie punkt na mapie. To także stan wewnętrzny, granica, próg, który każdy człowiek ma gdzie indziej. Jak mówił, „te bieguny są umowne. (…) biegunów jest tyle, co ludzi".Tą drogę (…) chcę przebyć przez różne wcielenia człowieka przyszłości. To będzie wyprawa bardziej metaforyczna niż tylko odwiedzenie konkretnych miejsc– wskazał.W planie pojawiają się m.in. Atakama „przypominająca Marsa”, Patagonia, Półwysep Antarktyczny, Ekwador nazwany „krajem długowieczności”, San Blas jako wizja bezludnych wysp i potencjalnej „przyszłej” samotności ludzkości, a dalej: treningi kosmiczne w USA, Grenlandia, Spitsbergen i finał na biegunie północnym.„Wigilia na Antarktydzie” – wyprawa ojca z synem i ciężar odpowiedzialnościNajmocniej wybrzmiał jednak nie plan logistyczny, tylko to, co działo się między ojcem i synem w warunkach, gdzie nie da się „pomóc w stu procentach”. Kamiński przyznał wprost: bał się o Kaya – nie dlatego, że syn „nie da rady”, ale dlatego, że w ekstremum nie da się przejąć za drugiego człowieka jego zadań i jego wysiłku.Bałem się o Kaya i bałem się, że nie damy sobie razem rady, że ja nie będę też w stanie mu pomóc, bo nie można za kogoś iść, nie można komuś pomóc w stu procentach– mówił podróżnik.Wspominał momenty proste w opisie, a groźne w skutkach: zimno w stopach i dłoniach, ryzyko odmrożeń, paraliżujące konsekwencje dla podstawowych czynności, jak rozstawienie namiotu.Ta wyprawa była też inna, bo Kay zdecydował się w ostatniej chwili – zabrakło czasu na przygotowania, a ojciec widział w nim czasem „zagubionego osiemnastolatka”. I znów: nie jest to opowieść o słabości, tylko o realności doświadczenia. Z biegiem dni role zaczęły się odwracać. Syn nie tylko „ogarnął się”, ale też stał się kimś, kto potrafił podtrzymać ojca.I właśnie dlatego Kamiński mówi o tej drodze jak o czymś, co zostaje na zawsze — w rodzinnej pamięci mocniej niż jakiekolwiek pamiątki.Wigilia na Antarktydzie, Święta Bożego Narodzenia na Antarktydzie, Sylwester, Nowy Rok to wszystko już połączy nas na zawsze– dodaje.Strach jak sinusoida i biała pustka, która uczy wiary w krokW rozmowie wrócił też temat lęku. Kamiński opisywał go nie jako jednorazowy „próg”, tylko falę, która przychodzi, znika i wraca, zwłaszcza gdy nie wiadomo, czy cel jest osiągalny.Ten strach jest jakąś sinusoidą, on pojawia się i znika. Kiedy jest bardzo ciężko, kiedy nie wiemy, czy damy radę– opowiada.Do tego dochodzi warstwa psychologiczna Antarktydy: white-out, brak punktów odniesienia, poczucie abstrakcyjności celu – biegun jako punkt, którego nie widać, choć się do niego idzie. A jednak to właśnie ta abstrakcja ma wartość edukacyjną: nie tylko „siłę mięśni”, lecz umiejętność trwania przy kierunku, kiedy postęp jest minimalny.„Milion dolarów na Harvard czy wyprawa na biegun?” – edukacja jako odpornośćJednen z najbardziej ciekawych wątków rozmowy dotyczył edukacji. Kamiński powiedział, że po tym, co zobaczył w przemianie syna, wybrałby wyprawę – jako inwestycję w odporność, wytrwałość i orientację w życiu.Gdybym miał milion dolarów wydać na Harvard lub na wyprawę na biegun, to myślę, że wolałbym wyprawę na biegun– wskazuje.Wyjaśniał, że „edukacja” nie sprowadza się do informacji i dyplomu, ale do umiejętności radzenia sobie, gdy przychodzą trudne sytuacje. a te przychodzą niezależnie od zawodu i statusu.To przede wszystkim wytrwałość, żeby dawać sobie radę w trudnych sytuacjach, bo życie często te trudne sytuacje przynosi– dodaje.Równolegle wracało pytanie o sens: czy idziemy po to, by coś zdobyć, czy by coś zostawić. Kamiński odpowiadał, że jedno nie wyklucza drugiego, a „zdobywanie” może dotyczyć spraw głębszych niż geografia./fa
Rozliczenia konsolidują elektorat, ale nie budują przyszłości – mówi Piotr Matczuk w Radiu Wnet. Jego zdaniem rząd utknął, a opozycja nie potrafi jeszcze tego wykorzystać.Donald Tusk „zostaje w tyle” i jedzie na jednym temacie – tak Piotr Matczuk, komentator polityczny z kanału „Taktyka Polityki”, ocenia ostatnie miesiące działań premiera. W jego opinii koalicja rządząca jest dziś sprawna sejmowo, ale przekaz oparty głównie na rozliczeniach przestaje dawać efekt, bo nie odpowiada na rosnące problemy społeczne i gospodarcze.Uważam, że Donald Tusk zostaje trochę w tyle, bo nie ma pomysłu na bieżącą sytuację. Żurek, rozliczenia, Ziobro nie są odpowiedzią na te pytania: co z NFZ-em? Co z cenami?– mówi Piotr Matczuk.Koalicja „poukładana” w Sejmie, ale to nie wystarczyMatczuk przekonuje, że arytmetyka sejmowa została w praktyce sprawdzona w grudniu i wyszła na korzyść Donalda Tuska.Traktowałem jako „probierz” głosowanie grudniowe nad Czarzastym – przeszło gładko dla Tuska. On to wygrał. Koniec. Nie było tu wątpliwości– ocenia.
Dr Jarosław Sachajko komentuje w Radiu Wnet wystąpienie prezydenta Nawrockiego: Rosja, reparacje i UE jako „gwiazda gasnąca”. W tle spór o Mercosur i rolnictwo. Ostry sygnał do Europy. Po wystąpieniu prezydenta: Rosja, reparacje i „samobójczy kurs” UEWystąpienie prezydenta RP podczas spotkania z Korpusem Dyplomatycznym było – zdaniem dr. Jarosława Sachajki – jednym z najmocniejszych sygnałów wysłanych przez Polskę w stronę Unii Europejskiej i jej kluczowych państw. Padły słowa o Rosji, reparacjach wojennych oraz przyszłości UE.Jak podkreśla poseł i członek Rady ds. Rolnych przy prezydencie, prezydent mówił wprost, bez dyplomatycznych półtonów.Wprost powiem: ten kurs Unii Europejskiej jest samobójczy i o tym trzeba mówić głośno. Bardzo dobrze, że prezydent mówi to otwartym tekstem– mówi Jarosław Sachajko.
Oddaliśmy Niemcom handel, fabryki, banki a teraz oddaliśmy wpływ na to, co jemy – mówił w Radiu Wnet Marek Jakubiak. Dodał także, że Niemcy wcale nie zakończyły współpracy z Rosją.Marek Jakubiak w piątkowym podsumowaniu tygodnia w Radiu Wnet mówił o mrozach i skutkach polityki klimatycznej, ale też o relacjach Niemiec z Rosją, sytuacji Polski w UE oraz – jak to ujął – „mąceniu” w polityce krajowej. W jego ocenie Berlin nigdy realnie nie zerwał gospodarczych kontaktów z Moskwą, a Polska oddała zbyt wiele strategicznych obszarów: handel detaliczny, część przemysłu i sektor bankowy.
– To droga na ścianę – mówi w Radiu Wnet prof. Elżbieta Chojna-Duch o sprawie zadłużenia Europy i rosnącego deficytu budżetowego w Polsce. Dodaje, że wzrost PKB nie wystarczy.Europa znajduje się w stanie permanentnego zadłużenia, a Polska – mimo solidnego wzrostu gospodarczego – coraz szybciej zbliża się do niebezpiecznego progu kryzysu finansów publicznych – ocenia Elżbieta Chojna-Duch, profesor prawa finansowego.Jej zdaniem szczególnie trudna sytuacja dotyczy strefy euro oraz Wielkiej Brytanii, ale Polska zaczyna podążać tą samą ścieżką poprzez wysoki, utrwalony deficyt budżetowy.Europa jako taka – zwłaszcza strefa euro, ale także Wielka Brytania – znajduje się w stanie permanentnego długu. Polska powoli dołącza do tej grupy poprzez rosnący deficyt budżetowy.– mówi prof. Chojna-Duch.Wzrost PKB nie chroni przed kryzysemJak podkreśla ekonomistka, paradoks polskiej gospodarki polega na tym, że wysoki wzrost PKB nie przekłada się na stabilność finansów publicznych.W trzecim kwartale mieliśmy wzrost PKB na poziomie 3,8 procent, co jest wynikiem bardzo dobrym. A jednocześnie mamy ogromny deficyt budżetowy, który prowadzi do szybkiego narastania długu.– zaznacza.Zwraca uwagę, że wzrost inwestycji – sięgający ponad 7 proc. – jest w dużej mierze zasługą sektora prywatnego.To przedsiębiorstwa prywatne, mimo niesprzyjających regulacji i biurokracji, generują przychody i płacą podatki. Tymczasem deficyt budżetowy rośnie do poziomu około 7 procent PKB, choć nie powinien przekraczać 3 procent.– mówi profesor.„Debt emergency” w EuropieZdaniem Chojnej-Duch Europa znalazła się już w stanie tzw. „debt emergency”, czyli sytuacji kryzysowego zadłużenia.Kraje takie jak Francja czy Wielka Brytania przekroczyły poziom 100 procent długu w relacji do PKB. Naszym osiągnięciem było niskie zadłużenie, a dziś szybko zbliżamy się do tego samego poziomu.– ocenia.Jej zdaniem istnieje realne ryzyko naruszenia konstytucyjnych limitów zadłużenia w Polsce już w 2026 roku.Projekt budżetu stwarza zagrożenie nie tylko dla stabilności finansów publicznych, ale także dla inflacji i całej gospodarki.– podkreśla.Uwspólnotowienie długu i „doktryna odsetek”Profesor Chojna-Duch krytycznie odnosi się do kierunku polityki fiskalnej Unii Europejskiej, zwłaszcza do idei uwspólnotowienia długu.To dążenie do wejścia w europejski mechanizm zadłużenia realizowany przez Komisję Europejską. Obowiązuje doktryna, zgodnie z którą spłaca się wyłącznie odsetki, a nie kapitał.– mówi.Przypomina, że dług zaciągnięty w ramach programu Next Generation EU przekracza 800 mld euro i będzie spłacany do 2058 roku.To obciążenie kolejnych rządów i pokoleń, a jednocześnie dług, który nie doprowadził do realnego odbudowania europejskiej gospodarki.– zaznacza.Reforma samorządowa i rosnący deficytJednym z głównych źródeł problemów budżetowych w Polsce – zdaniem profesor – jest tzw. reforma samorządowa.Przesunięto około 100 miliardów złotych rocznie dochodów z budżetu państwa na szczebel samorządowy bez przekazania równoległych zadań. To nie jest zgodne z konstytucją.– ocenia.Jak dodaje, środki trafiły głównie do dużych miast, co dodatkowo pogłębia nierównowagę finansową.Ta reforma będzie pogłębiała deficyt i dług publiczny. Powinniśmy się z niej wycofać.– mówi Chojna-Duch.Energia, transformacja i „droga na ścianę”Profesor ostrzega również przed skutkami kosztownej transformacji energetycznej i systemów takich jak ETS.Transformacja energetyczna generuje koszty liczone w bilionach euro. Państwa są po prostu niewydolne finansowo.– podkreśla.Jej zdaniem rok 2026 może być momentem przełomowym.Jeżeli ta polityka będzie kontynuowana, to jest to droga na ścianę. Ostatni moment, by ją zatrzymać.– ocenia.Mercosur i zagrożenie dla rolnictwaChojna-Duch krytycznie odnosi się także do umowy Mercosur, którą postrzega jako zagrożenie dla europejskiego, a zwłaszcza polskiego rolnictwa.Mercosur oznacza ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego. Polska jest krajem rolniczym, a nasze bezpieczeństwo zależy od rodzimych producentów.– mówi.Zwraca uwagę, że do Europy trafiają produkty niespełniające unijnych norm, a umowa została sztucznie podzielona na część polityczną i handlową.To wprowadza opinię publiczną w błąd.– dodaje.„Europa traci swoją moc”Na zakończenie profesor Chojna-Duch kreśli pesymistyczną diagnozę przyszłości Unii Europejskiej.Europa traci swoją siłę gospodarczą. Żyjemy w iluzji, a uwspólnotowiony dług europejski nie będzie nam sprzyjał.– podsumowuje.Jej zdaniem konieczna jest gruntowna rewizja unijnej polityki gospodarczej.Nie można iść na ścianę. Ta polityka musi zostać zmieniona.– zaznacza.
– To proces do unieważnienia – mówi w Radiu Wnet mec. Krzysztof Wąsowski. Obrońca ks. Michała Olszewskiego podważa legalność składu sądu i sposób prowadzenia sprawy.Proces ks. Michała Olszewskiego, który ma rozpocząć się 21 stycznia, może w ogóle nie ruszyć albo zostać w całości unieważniony – twierdzi jego obrońca, Krzysztof Wąsowski. Powodem mają być poważne wątpliwości dotyczące składu sądu, w szczególności udziału ławników.Jak podkreśla mecenas, dwóch ławników wylosowanych do sprawy ponad rok temu poinformowało sąd, że nie może uczestniczyć w rozprawach z powodu innych obowiązków. W odpowiedzi sąd miał rozpocząć poszukiwania tzw. ławników rezerwowych.Problem polega na tym, że oni nie są wylosowani do tej sprawy i tak naprawdę nie ma kto ich wyznaczyć– mówi Wąsowski.Według obrony pojawiają się sygnały, że przewodnicząca składu orzekającego, sędzia Justyna Kostka-Janusz, zamierza samodzielnie wyznaczyć nowych ławników. Zdaniem mecenasa nie ma do tego podstaw prawnych.„240 tysięcy stron akt w dwa tygodnie”Dodatkowym problemem – jak wskazuje obrona – jest skrajna dysproporcja czasu na przygotowanie się do procesu. Nowi ławnicy mieliby zaledwie dwa tygodnie na zapoznanie się z aktami liczącymi około 240 tysięcy stron.Poprzedni ławnicy mieli na przygotowanie rok. Nowi mieliby dwa tygodnie. To całkowicie pozbawia ich realnej możliwości aktywnego udziału w procesie– podkreśla Wąsowski.Adwokat przypomina, że ławnicy są pełnoprawnymi członkami składu orzekającego i mogą przegłosować sędziego zawodowego. – „To nie mogą być statyści czy, jak mówiono, paprotki” – zaznacza.„Proces do unieważnienia”Zdaniem mecenasa, jeżeli rozprawa ruszy w takim składzie, sąd będzie „nienależycie obsadzony”, co stanowi bezwzględną przesłankę nieważności postępowania.To będzie tylko kwestia czasu, która instancja i kiedy ten proces unieważni– mówi.Wąsowski zwraca również uwagę na ogrom materiału dowodowego przekazanego przez prokuraturę.Z naszego pobieżnego oglądu wynika, że około 90 procent akt jest całkowicie nieprzydatnych i tylko zaciemnia obraz sprawy– ocenia.Jak dodaje, w aktach brakuje części nagrań, które wcześniej były prezentowane w mediach.Wątpliwości wokół świadkówObrońca odniósł się także do kwestii tzw. świadków koronnych.Nie ma żadnego świadka koronnego. Jest co najwyżej kandydat – pan Mraz – oraz drugi świadek, którzy w ogóle nie są oskarżonymi– wyjaśnia.Według Wąsowskiego obrona została pozbawiona udziału w kluczowych przesłuchaniach na etapie postępowania przygotowawczego.To jest pogwałcenie prawa do obrony w maksymalnym zakresie– ocenia.„Efekt medialno-polityczny”Mecenas nie kryje sceptycyzmu wobec intencji prowadzenia procesu w obecnym kształcie.To wygląda na efekt pijarowo-medialno-polityczny. To nie ma nic wspólnego z prawem– mówi. Jak dodaje, nie wierzy już w sprawność wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie, ale – jak podkreśla – „wierzy w prawo”.„Sąd sam ułatwia nam zadanie”Zapytany o swoje nastawienie przed rozprawą, Wąsowski odpowiada bez wahania:Ja się cieszę. Nie mogę się doczekać. To moi klienci się denerwują – co jest całkowicie zrozumiałeJak podsumowuje, „sąd robi wszystko, żeby ułatwić obronie zadanie”.W kluczowym procesie obecnej władzy wszystko wygląda tak, jakby ktoś chciał ten proces zniszczyć od samego początku– dodaje.
Rozmowa w Radiu Wnet o „liberalnym” programie Korony Brauna. Rafał Woś tłumaczy, kto straci na likwidacji płacy minimalnej i dlaczego ten pomysł uderza w większość.Gospodarka wchodzi do gry BraunaRozmowa Łukasza Jankowskiego z Rafałem Wosiem w „Popołudniu Wnet” dotyczyła zapowiadanego programu gospodarczego środowiska Grzegorza Brauna oraz konsekwencji jednego z ujawnionych postulatów — likwidacji płacy minimalnej.Punktem wyjścia była wcześniejsza wypowiedź Romana Fritza, wiceprezesa Konfederacji Korony Polskiej, który na antenie Radia Wnet zapowiedział, że likwidacja płacy minimalnej ma znaleźć się w programie ugrupowania. Jak relacjonował Jankowski, propozycja ta wpisuje się w szerszą, określaną jako „wolnościowa”, wizję polityki gospodarczej, nawiązującą do liberalnych nurtów z lat 90. oraz do postulatów środowisk skupionych wokół Janusza Korwin-Mikkego.Ten wątek stał się punktem zwrotnym rozmowy i skłonił Rafała Wosia do jednoznacznej reakcji.Dzięki temu, że pociągnąłeś za język posła Fritza, dowiedzieliśmy się o postulacie likwidacji płacy minimalnej i po usłyszeniu tego włos się jeży na plecach– mówi Rafał Woś.
Od farsy z internetowym głosowaniem po ostrą diagnozę państwa: Miłosz Lodowski w Radiu Wnet mówi o „domykaniu” wolności słowa i o tym, że 2026 ma być rokiem przełomów.Awaria w Polsce 2050 i „ostrzeżenie” przed e-głosowaniemInternetowe wybory władz Polski 2050, które utknęły na etapie drugiej tury, wywołały falę komentarzy. Miłosz Lodowski, dziennikarz i twórca kanału „Chłodnym Okiem”, ocenia, że cała sytuacja jest w pewnym sensie symboliczna – i może mieć jeden praktyczny skutek.Jedna rzecz, która się udała w czasie tych wyborów, to chyba przestrzec Polaków przed elektronicznymi formami głosowania w czymkolwiek– mówi Miłosz Lodowski.Zwraca uwagę, że w sieci pojawiały się głosy sugerujące podatność tego typu procesów na działania techniczne i próby ingerencji.Byli tacy, którzy pokazywali rozmaite dowody, jakoby ta druga runda głosowania przypominała troszeczkę głosowania w Stanach Zjednoczonych – z możliwością technicznego podpięcia i wykorzystania– dodaje.„Trampolina” i centrum, które jest lewicąLodowski idzie dalej w ocenie samej formacji. Jego zdaniem Polska 2050 od początku miała pełnić określoną rolę polityczną.Ta formacja powstała jako pewnego rodzaju trampolina, która miała pozwolić panu Tuskowi przejąć władzę– ocenia.W tym kontekście krytycznie opisuje też ideowy profil ugrupowania, wskazując, że to, co bywa prezentowane jako nowoczesne centrum, ma – w jego opinii – źródła gdzie indziej.To chyba jednak lewica, a nie centrum. (…) Raczej taki lekki rosołek z amerykańskich kampusów– mówi.„Dwa lata gigantycznych ryzyk” i cena dla gospodarkiChoć awaria wyborów może wydawać się zabawna, Lodowski przekonuje, że problem jest poważniejszy: udział tej formacji w układzie władzy i ostatnie dwa lata – w jego ocenie – przyniosły ryzyka, których skutki będą długie.Przez udział tej formacji mamy zafundowane dwa lata gigantycznych ryzyk, które całą gospodarkę sprowadziły do stanu, z którego ciężko ją będzie wyciągnąć– podkreśla.Demografia i młodzi: „może nas być poniżej 16 milionów”Jednym z głównych wątków, które podnosi Lodowski, jest kryzys demograficzny i pogarszająca się sytuacja młodych na rynku pracy.Jesteśmy jeszcze niżej w przewidywaniach na 2100 rok niż w najczarniejszych scenariuszach i może nas być poniżej 16 milionów ludzi– mówi.Wskazuje też na rosnące bezrobocie wśród młodych i brak stabilności, która sprzyjałaby zakładaniu rodzin.Bezrobocie wśród młodych w ciągu ostatnich dwóch lat gigantycznie wzrasta. (…) Zachęta do tego, żeby zakładali rodziny, jest żadna– dodaje.Energia i „szpagat” państwaW jego diagnozie kluczowe są także decyzje energetyczne. Lodowski uważa, że Polska nie ma dziś warunków do modernizacji gospodarki w stronę „czwartej rewolucji przemysłowej”, bo brakuje stabilnych mocy.To wymaga tak gigantycznych porcji energii, że bez atomu i bez energetyki węglowej – do tego czasu – tego nie jesteśmy w stanie zrobić– podkreśla.Sytuację opisuje obrazowo.Jesteśmy rozpięci na dwóch odjeżdżających ciężarówkach w dwóch przeciwnych kierunkach i już robimy szpagat– mówi.Weto prezydenta i spór o wolność słowaLodowski odnosi się też do sporu wokół ustawy implementującej unijne regulacje dotyczące przestrzeni cyfrowej. Jego zdaniem weto prezydenta zatrzymało rozwiązania, które mogłyby mieć konsekwencje wykraczające poza walkę z patologiami w sieci.To nie jest tak, że to jest realna cenzura. To jest wyłączenie wszystkich kanałów, które dawały możliwość publikowania jakiejkolwiek niezależnej informacji– ocenia.W jego przekonaniu efekt mógłby być taki, że platformy – ze strachu przed karami – usuwałyby treści „ryzykowne”, a debata publiczna zostałaby wypłaszczona.Większość treści, która byłaby w jakikolwiek sposób ryzykowna, byłaby eliminowana. (…) Nie mielibyśmy kanału dystrybucji informacji– mówi.„Czas się skraca” – diagnoza na 2026 rokNa koniec Lodowski formułuje szerzej zakrojony wniosek: w jego ocenie Polska wchodzi w okres, w którym nie da się już „przeciągać lin” i liczyć, że problemy same się ułożą.Trzeba zacząć mówić prawdę wprost. (…) Czas się skraca– podkreśla.I zapowiada, że nadchodzące miesiące będą jego zdaniem wyraźnie bardziej intensywne niż dotychczas.Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów. Będzie jak u Hitchcocka: coraz mocniej– mówi Miłosz Lodowski.
Były minister Piotr Nowak studzi narrację o Wenezueli. Rynek ropy nie działa jak giełda, a mocarstwa planują w horyzoncie 15–20 lat – mówi w Radiu Wnet.Złoża to nie baryłkiW rozmowie w audycji Klub Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich w Radiu Wnet Piotr Nowak studził emocje wokół Wenezueli jako potencjalnego „game changera” na globalnym rynku energii. Jego punkt wyjścia jest prosty: zasoby surowców nie są równoznaczne z realną podażą, a narracja o szybkim wpływie Wenezueli na światowe ceny ropy jest w dużej mierze publicystycznym skrótem.Wenezuela to jest dosyć mały udział w światowej produkcji ropy naftowej. Mówi się, że mają jedne z największych złóż udokumentowanych, ale to jest tylko na papierze. Cała kwestia to wydobycie, zainwestowanie potężnych miliardów i to są lata– mówi.
Czy płaca minimalna chroni najsłabszych, czy wypycha ich z rynku pracy? Spontaniczna debata w Radiu Wnet odsłoniła głęboki spór o rolę państwa i granice wolnego rynku.Zderzenie dwóch wizji państwa i rynku pracySpontaniczne wejście Rafała Wosia do studia Radia Wnet zamieniło rozmowę o bieżącej polityce w pogłębioną debatę o fundamentach ładu społeczno-gospodarczego. Z jednej strony wybrzmiała wizja liberalna, reprezentowana przez Tomasza Sommera, z drugiej – wizja socjalna i solidarna, której bronił Rafał Woś. Całość moderował Łukasz Jankowski, porządkując argumenty i przywołując dane z polskiego doświadczenia ostatnich lat.Punktem zapalnym była propozycja likwidacji płacy minimalnej, zgłaszana przez część środowisk prawicowych. Dyskusja szybko wyszła jednak poza jeden instrument polityki gospodarczej, dotykając pytania o rolę państwa, godność pracy i granice wolnego rynku.
Boże Narodzenie na Ukrainie. Wspomnienie o Stanisławie Lemie w związku z Dniem Fantastyki w Radiu Wnet.
– Każda wojna jest zła – mówi Roman Fritz w Radiu Wnet. Poseł Konfederacji Korony Polskiej komentuje działania USA, rolę Chin w Iranie i konsekwencje dla Polski.USA, wojny i „warunek: ropa”Poseł Roman Fritz z Koła Poselskiego Konfederacja Korony Polskiej w rozmowie na antenie Radia Wnet odnosił się do aktualnych wydarzeń międzynarodowych, w tym sytuacji w Wenezueli, Iranie oraz wcześniejszych interwencji militarnych Stanów Zjednoczonych. Jak zaznaczał, jego zdaniem w polityce międzynarodowej coraz wyraźniej widoczna jest logika siły, a nie norm prawa.Stany Zjednoczone pokazują, że już nie ściemniają (…) że tu nie chodzi o żadne prawo międzynarodowe, tylko o prawo pięści– mówi Roman Fritz.
Podziały na prawicy, krytyka Unii Europejskiej i rola USA w NATO – prof. Mieczysław Ryba w Radiu Wnet analizuje kierunki polskiej polityki przed wyborami.Spory na prawicy: nie tylko personalnePodziały wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości oraz całej prawicy nie sprowadzają się wyłącznie do ambicji personalnych – ocenia politolog i historyk, prof. Mieczysław Ryba.„Nie jest tylko tak, że mamy do czynienia ze sporami czysto personalnymi czy ambicjonalnymi, ale również merytorycznymi i ideowymi.”– podkreśla profesor.Jak zauważa, PiS jako duża partia posiada różne skrzydła – od konserwatywno-narodowego po bardziej centrowe – co jest naturalne dla dużych ugrupowań i nie musi prowadzić do rozłamu.Kluczowe pytanie: jaki kierunek Unii Europejskiej?Jednym z fundamentalnych tematów, z którymi PiS i cała prawica będą musiały się zmierzyć, jest stosunek do Unii Europejskiej.„Partia musi się dookreślić co do kierunku Unii. Ten kierunek jest gigantycznie krytykowany przez siły konserwatywne w całej Europie.”– zaznacza Ryba.Profesor przypomina również o kontrowersjach wokół KPO i tzw. kamieni milowych.„Tam jest mnóstwo rzeczy, delikatnie mówiąc, dziwnych.”– dodaje.Mercosur i rosnący sceptycyzm PolakówZdaniem prof. Ryby, krytyczne nastawienie do polityki unijnej narasta także wśród wyborców.„Wystarczy spojrzeć na badania dotyczące umowy z Mercosur. Przytłaczająca większość Polaków się jej obawia.”– mówi.Jak podkreśla, decyzje Brukseli są „dopychane kolanem”, a obecny kurs Unii może prowadzić do poważnego kryzysu.„To jest kierunek na ścianę, na przepaść.”– ocenia.NATO i Stany ZjednoczoneW kontekście bezpieczeństwa profesor Ryba jednoznacznie wskazuje na kluczową rolę USA.„Jeżeli myślimy NATO, to myślimy przede wszystkim o Stanach Zjednoczonych. Bez USA NATO jest wydmuszką.”– podkreśla.Zwraca uwagę, że o ile w kwestii NATO różnice między PiS a Konfederacją Bosaka i Mentzena są niewielkie, to znaki zapytania pojawiają się przy środowisku Grzegorza Brauna.Europa Środkowa i rywalizacja mocarstwZdaniem prof. Ryby, kolejne wybory parlamentarne mogą stać się areną rywalizacji wpływów amerykańskich i unijnych.„Tak jak wybory w 2023 roku odbywały się pod dyktando nacisków Brukseli, tak wybory w 2027 roku mogą być starciem wpływów amerykańskich i unijnych.”– mówi.Profesor krytycznie ocenia przy tym politykę rządu wobec regionu.„Donald Tusk kompletnie zaniedbuje politykę środkowoeuropejską. Jest praktycznie nieobecny w formatach Trójmorza czy Trójkąta Wyszehradzkiego.”– dodaje.Strategia Tuska: „zjadanie ogona”Komentując działania obecnego rządu, Ryba używa obrazowego porównania.„To jest strategia zjadania ogona.”– stwierdza.Jak zauważa, choć Platforma Obywatelska nieznacznie rośnie w sondażach, cała koalicja rządząca słabnie.„Pytanie jest, czy tego paliwa wystarczy do 2027 roku. Jestem wobec tego bardzo sceptyczny.”– ocenia.Braun jako straszakProfesor Ryba uważa, że Donald Tusk próbuje wykorzystywać postać Grzegorza Brauna jako narzędzie polityczne.„Dla Donalda Tuska Grzegorz Braun pełni rolę ‘Putina' na polskiej scenie politycznej – w sensie propagandowym.”– mówi.Celem tej strategii ma być mobilizacja elektoratu proeuropejskiego poprzez straszenie „radykałami”.Co zdecyduje o przyszłych wyborach?Zdaniem prof. Ryby, programy socjalne nie będą już kluczowym tematem kampanii.„Te elementy zostały już zużyte jako motor debaty politycznej.”– ocenia.Na pierwszy plan wysuną się natomiast kwestie relacji międzynarodowych i gospodarczych.„Unia, Zielony Ład, ceny energii, Mercosur, bezpieczeństwo – to będą tematy, które realnie wpłyną na portfele i przyszłość Polaków.”– podsumowuje.