POPULARITY
Wojciech Balczun o sytuacji w spółkach Skarbu Państwa, zmianach personalnych, raportach, które dostaje MAP, odbudowie Ukrainie i udziale Polski, działaczach partyjnych w SSP, repolonizacji
Świat tradycyjnych i cyfrowych finansów coraz mocniej się przenika, a najlepszym tego potwierdzeniem jest rozwój ETF-ów inwestujących w krypto oraz trend tokenizowania aktywów. Czym są tokenizowane akcje i fundusze ETF, czy stanowią alternatywę, a może wręcz konkurencję dla tradycyjnych odpowiedników? O tym rozmawiamy w najnowszym odcinku podcastu z Katarzyną Wabik z Kraken.Temat tokenizowania mocno przyspiesza i po stablecoinach jest jednym z ważniejszych obszarów, w którym rynek kryptowalut widzi dla siebie perspektywy wzrostu. Widzą to także tradycyjne giełdy: Deutsche Börse podpisało współpracę z Kraken w zakresie tokenizowania instrumentów finansowych, a giełda w Nowym Jorku zapowiedziała plany budowy platformy, która umożliwi handel tego rodzaju instrumentami.Po co tokenizować akcje i inne instrumenty finansowe? Jak to działa w praktyce i dlaczego zyskuje coraz większą popularność? Na te pytania odpowiada Katarzyna Wabik, Head of Growth CEE w Kraken Digital Asset Exchange.O czym usłyszysz w podcaście: 01:25 Czym jest i jaką pozycję rynkową ma Kraken 04:30 Przenikanie się świata tradycyjnych i cyfrowych finansów 06:30 Po co tokenizować akcje? 09:00 Dla kogo są tokenizowane akcje? 12:30 Tokenizowane akcje vs. realne akcje 14:30 Tokenizowane akcje a dywidenda i uczestnictwo w WZA 16:00 Jakie akcje są przedmiotem tokenizacji? 20:00 Jakie jest zainteresowanie tokenizowanymi akcjami? 22:30 Tokenizowane instrumenty a upadek giełdy 25:00 Jakie instrumenty można jeszcze tokenizować? 29:00 Rola stablecoinów w rozwoju krypto 32:00 Świat tradycyjnych vs. cyfrowych aktywów 34:00 Czym dzisiaj żyje świat krypto?*Materiał Partnerski
Była na etapie poszukiwania życiowej przestrzeni dla siebie i partnera, gdy zdała sobie sprawę, że idealnym miejscem do zamieszkania będzie nieużywane od lat piętro domu na warszawskich Bielanach, który w latach 90. XX wieku wybudowali jej rodzice. – Pewnego dnia stanęłam w moim dawnym pokoju w rodzinnym domu, mówiąc: Widzę tu nasze mieszkanie! – wspomina Justyna Ciurzyńska, architektka wnętrz prowadząca Taką Pracownię. Autorka: Aleksandra Koperda Artykuł przeczytasz pod linkiem: https://www.vogue.pl/a/metamorfoza-pietra-rodzinnego-domu-na-bielanach-justyny-ciurzynskiej-z-taka-pracownia
Czy stereotypy uruchamiają się szybciej przez akcent niż przez wygląd? I czy nasze postawy wobec „innych” są rzeczywiście tak jednoznaczne, jak sugerują sondaże? Odpowiada dr hab. Karolina Hansen, profesorka Uniwersytetu Warszawskiego, psycholożka społeczna z Katedry Psychologii Miejsca i Zmiany Społecznej tejże uczelni. [podkast]
Podsumowanie Australian Open 2026. Co zaskoczyło, co było sukcesem polskich tenisistów, jak wypadli faworyci turnieju?
Inwestomat - prosty podcast o oszczędzaniu, inwestowaniu i gospodarce
➡️➡️ Doceniasz moje materiały? Zagłosuj na mnie! https://investcuffs.pl/konkurs/ ⬅️⬅️Link do wpisu na blogu: https://inwestomat.eu/jak-zaczac-inwestowac-na-gieldzie Lubisz moje treści? Sprawdź książkę: https://inwestomat.eu/ksiazka/Z tego nagrania dowiesz się: Jak w 5 krokach zacząć inwestować na giełdzie. Dlaczego ustalenie celu, kwot i częstotliwości inwestycji jest takie ważne.Jak ułożyć plan na pierwszy portfel inwestycyjny zgodnie ze swoim temperamentem i preferencjami. Jakie konto maklerskie wybrać do swojego inwestowania. Jak śledzić swoje inwestycje, aby mieć ich podgląd w jednym miejscu.Zastrzeżenie: Informacje przedstawione w tym nagraniu są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Widz podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność.
Wracamy do Was z drugą częścią naszego spotkania z kartami autorstwa Ester Perel zatytułowanymi „Where shall we begin”. Tym razem...
Pia Skrzyszowska to jedna z najlepszych polskich lekkoatletek. Obecnie przygotowuje się do halowego sezonu na zgrupowaniu w RPA. W rozmowie z RMF FM opowiedziała o tym, kiedy i w jaki sposób definiuje swoje noworoczne cele. Zdradziła też, czy widzi w codziennym życiu swoją rosnącą popularność.
W programie Jakuba Pilarka "Prawodajnia" sędzia Kinga Śliwińska-Buśkiewicz dziwi się amnezji autorytetów prawnych, które kiedyś potrafiły znajdować ścieżki wychodzenia z rozwiązań niekonstytucyjnych.
Chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć o arcykapłanie Cadoku. Historia tego człowieka przeplata się z historią innego kapłana. Przez prawie cały czas byli oni nierozdzielni i Biblia mówi o nich zawsze razem. Zachodzi też pytanie, który z nich był arcykapłanem w tamtym okresie, a może było ich dwóch. Imię Cadok nosiło około siedmiu osób opisanych w Biblii. Większość z nich pochodziła z rodu kapłańskiego czyli byli potomkami Aarona, brata Mojżesza. W różnych przekładach imię to jest oddawane jako Cadok lub Sadok. Imię to znaczy prawy lub usprawiedliwiony. Współcześnie cadykami czyli sprawiedliwymi nazywa się charyzmatycznych przywódców chasydyzmu, odłamu judaizmu.W odcinku 41 mówiłem o Benajaszu, synu kapłana Jehojady. Ci potomkowie Aarona przybyli aby poprzeć wojskowo króla Dawida. Jest to opisane w 1 Kronik rozdziale 12. Zaraz kolejny werset wymienia Cadoka. W 1 Kronik 12:29 (lub 28) czytamy: “I Sadok, młody dzielny rycerz, ze swoją rodziną liczącą dwudziestu dwóch książąt”. Czyli Benajasz nie był jedynym kapłanem, który chciał walczyć. Jak już wspomniałem Cadok to popularne imię, ale Józef Flawiusz twierdzi, że ten Cadok, który chciał walczyć to ten sam, który później został arcykapłanem.Dawid nazwał go widzącym o czy czytamy w 2 Samuela 15:27. Król zapytał wtedy kapłana: “Czy nie jesteś widzącym?” Wcześniejszy fragment z 1 Samuela 9:9 wyjaśnia, że dawniej proroka nazywano widzącym. Widzącym nazywano kogoś kto potrafił dostrzec rzeczy zakryte dla innych. Innymi słowy kogoś mądrego. Król uważał tego kapłana za bardzo mądrego. Biblia nigdzie nie mówi, żeby zapowiadał proroctwa. Później Cadok jest wymieniany jako kapłan wraz z prorokiem Natanem. Tak więc Cadok był widzącym co znaczyło chyba coś innego niż prorok.Cadok jest często wymieniany wraz z Abiatarem. Np. w 2 Samuela 20:25 czytamy: “Sadok i Ebiatar kapłanami”. Cadok pochodził z rodu Eleazara, jego przyjaciel Abiatar (Ebiatar) pochodził z rodu Itamara. Wspólnie asystowali Dawidowi przy przeniesieniu arki do Jerozolimy. W 1 Kronik 15:11 czytamy: “Potem przywołał Dawid Sadoka i Ebiatara, kapłanów, oraz Lewitów”. Później zostali chyba rozdzieleni. W 1 Kronik 16:39 czytamy: “Kapłana Sadoka z jego braćmi kapłanami pozostawił przed przybytkiem Pana na podwyższeniu, które było w Gibeonie”. To była dziwna sytuacja. Arka była w Jerozolimie, ale przybytek czyli np. ołtarz były w Gibeonie. Tam właśnie znajdował się Cadok. Być może Abiatar był wtedy w Jerozolimie przy arce.Gdy doszło do buntu Absaloma Cadok i Abiatar ponownie byli razem. W 2 Samuela 15:24 czytamy: “Był także wśród nich Sadok wraz ze wszystkimi Lewitami, noszącymi Skrzynię Przymierza Bożego, Ebiatar zaś złożył ofiarę całopalną i postawili Skrzynię Bożą, dopóki nie wyszedł z miasta cały lud”. Cadok i Abiatar przynieśli arkę, ale król Dawid kazał ją odnieść do Jerozolimy. Miał plan dla tych dwóch kapłanów. W 2 Samuela 15:27 czytamy: “Nadto rzekł król do Sadoka, kapłana: Baczcie! Powróćcie, ty i Ebiatar, spokojnie do miasta, również Achimaas, twój syn, i Jonatan, syn Ebiatara, obaj wasi synowie wraz z wami”. Cadok i Abiatar mieli zebrać informacje o planach Absaloma i przesłać je poprzez swoich synów. Tak jak Cadok współpracował z Abiatarem tak ich synowie Achimaac i Jonatan razem przekazywali wszystko Dawidowi.Ale ich zadanie nie polegało wyłącznie na szpiegowaniu. W 2 Samuela 19:11 czytamy: “Król Dawid zaś posłał do Sadoka i do Ebiatara, kapłanów, takie wezwanie: Porozmawiajcie ze starszymi judzkimi i zapytajcie ich: Dlaczego wy macie być ostatnimi z tych, którzy chcą króla sprowadzić z powrotem do jego domu, skoro odnośne słowo całego Izraela doszło już do króla, do jego domu?”. Dawid posłużył się nimi aby pojednać się z ludem, który poparł buntownika.Historia Cadoka i Abiatara niestety poszła w dwóch różnych kierunkach pod koniec życia króla Dawida. Zachodziło pytanie, kto ma zostać następcą. W 1 Królewskiej 1:7 czytamy: “Był on w zmowie z Joabem, synem Serui, i z Ebiatarem, kapłanem, którzy popierali Adoniasza”. Adoniasz był chyba wtedy najstarszym żyjącym synem Dawida. Poparł go kapłan Abiatar, ale jak mówi kolejny werset nie zrobił tego Cadok. Czytamy tam: “Natomiast kapłan Sadok i Benaja, syn Jehojady, i prorok Natan, i Szymei, i Rei oraz rycerstwo Dawidowe nie byli za Adoniaszem”.Dawid dowiedział się o tym podziale i zadecydował, że królem będzie Salomon. W 1 Królewskiej 1:34 czytamy o dyspozycjach, które wydał Dawid: “Tam namaści go Sadok, kapłan, i Natan, prorok, na króla nad Izraelem; potem każcie zadąć w rogi i zawołajcie; Niech żyje król Salomon!”. Jak pewnie wiecie tak się stało, Salomon został królem. Abiatar został pozbawiony stanowiska. Pytanie tylko jakiego stanowiska?Biblia nie nazywa ani Abiatara, ani Cadoka arcykapłanami. Wydaje się jednak, że arcykapłanem był początkowo właśnie Abiatar syn arcykapłana Achimelecha. Później jednak król Salomon pozbawił go urzędu kapłańskiego. W 1 Królów 2:27 czytamy: “Tak to pozbawił Salomon Ebiatara godności kapłana Pańskiego, spełniając słowo Pana, jakie wypowiedział odnośnie do domu Heliego w Sylo”. Zauważcie, że nie użyto terminu arcykapłan. Tradycja jednak mówi, że arcykapłanem został wtedy Cadok.W 1 Kronik 24:6 czytamy: “Spisywał ich zaś Szemajasz, syn Netanaela, pisarz, spośród Lewitów, wobec króla, książąt i kapłana Sadoka, i Achimelecha, syna Ebiatara, naczelników rodów kapłańskich i lewickich, biorąc na przemian raz ród Eleazara, to znów ród Itamara”. Mowa tutaj o 24 kapłanach, którzy na zmianę mieli składać ofiary w świątyni. Wybierali ich Cadok oraz Achimelech syn Abiatara. Wygląda na to, że syn zastąpił ojca odsuniętego od służby kapłańskiej. Niektórzy sugerują, że Abiatar i Cadok byli razem arcykapłanami, a potem arcykapłanem był Cadok i syn Abiatara.Warto tutaj zauważyć, że było dwóch Achimelechów. Więcej może powiem o tym kiedyś w audycji dotyczącej kapłana Abiatara. Tymczasem tylko takie krótkie wyjaśnienie. Achimelech nieświadomie pomógł Dawidowi, który uciekał przed królem Saulem. Później został zabity przez Edomitę Doeag na rozkaz króla Saula. Z jego rodu uratował się tylko syn Abiatar, o którym dzisiaj mówiłem, że zawsze pojawia się wraz z Cadokiem. Na koniec jednak Abiatar został odsunięty od służby kapłańskiej przez króla Salomona, a jego rolę przejął jego syn Achimelech. Tak więc Abiatar miał ojca Achimelecha, który zginął zabity przez Doega oraz syna o tym samym imieniu.Dlaczego być może było wtedy dwóch arcykapłanów? Należy pamiętać, że były dwie linie rodowe. Gdy wybierano kapłanów do 24 grup służących na zmianę w świątyni wybierały to głowy tych dwóch rodów, a więc Cadok z rodu Eleazara i Achimelech, syn Abiatara z rodu Itamara. Wydaje się, że w tamtym okresie nie było jednego głównego kapłana i może właśnie z tego powodu nie pada określenie arcykapłan choć późniejsza tradycja tak nazywa Cadoka. Józef Flawiusz twierdzi, że Cadok był pierwszym kapłanem w świątyni zbudowanej przez Salomona. Później Ezechiel w wizji opisuje świątynię, w której usługują wyłącznie potomkowie Cadoka. Sam prorok Ezechiel był kapłanem pochodzącym prawdopodobnie właśnie od Cadoka.I Sadok, młody dzielny rycerz, ze swoją rodziną liczącą dwudziestu dwóch książąt;http://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Kronik/12/29Szewa pisarzem, Sadok i Ebiatar kapłanami.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/2-Ksiega-Samuela/20/25Potem przywołał Dawid Sadoka i Ebiatara, kapłanów, oraz Lewitów: Uriela, Asajasza, Joela, Szemajasza, Eliela i Amminadabahttps://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Kronik/15/11Kapłana Sadoka z jego braćmi kapłanami pozostawił przed przybytkiem Pana na podwyższeniu, które było w Gibeoniehttps://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Kronik/16/39Był także wśród nich Sadok wraz ze wszystkimi Lewitami, noszącymi Skrzynię Przymierza Bożego, Ebiatar zaś złożył ofiarę całopalną i postawili Skrzynię Bożą, dopóki nie wyszedł z miasta cały lud.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/2-Ksiega-Samuela/15/24Nadto rzekł król do Sadoka, kapłana: Baczcie! Powróćcie, ty i Ebiatar, spokojnie do miasta, również Achimaas, twój syn, i Jonatan, syn Ebiatara, obaj wasi synowie wraz z wami;https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/2-Ksiega-Samuela/15/27Król Dawid zaś posłał do Sadoka i do Ebiatara, kapłanów, takie wezwanie: Porozmawiajcie ze starszymi judzkimi i zapytajcie ich: Dlaczego wy macie być ostatnimi z tych, którzy chcą króla sprowadzić z powrotem do jego domu, skoro odnośne słowo całego Izraela doszło już do króla, do jego domu?https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/2-Ksiega-Samuela/19/11Był on w zmowie z Joabem, synem Serui, i z Ebiatarem, kapłanem, którzy popierali Adoniasza.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Krolewska/1/7Natomiast kapłan Sadok i Benaja, syn Jehojady, i prorok Natan, i Szymei, i Rei oraz rycerstwo Dawidowe nie byli za Adoniaszem.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Krolewska/1/8Tam namaści go Sadok, kapłan, i Natan, prorok, na króla nad Izraelem; potem każcie zadąć w rogi i zawołajcie; Niech żyje król Salomon!https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Krolewska/1/34Tak to pozbawił Salomon Ebiatara godności kapłana Pańskiego, spełniając słowo Pana, jakie wypowiedział odnośnie do domu Heliego w Sylo.https://biblia-online.pl/Biblia/Warszawska/1-Ksiega-Krolewska/2/27
Nie ma już prawa międzynarodowego, są tylko interesy. Dr Artur Bartoszewicz w Radiu Wnet tłumaczy, dlaczego USA, Chiny i dług rozmontowują porządek świata.Świat wchodzi w etap brutalnej przebudowy globalnego układu sił. W ocenie dr. Artura Bartoszewicza, ekonomisty SGH i byłego kandydata na prezydenta RP, wydarzenia wokół Wenezueli są jedynie jednym z widocznych symptomów głębszego procesu: zaniku prawa międzynarodowego, koncentracji władzy gospodarczej i przesuwania realnych decyzji poza granice państw narodowych.USA jako hegemon surowcowyZdaniem Bartoszewicza wejście Stanów Zjednoczonych do Wenezueli oznacza coś znacznie więcej niż lokalną operację polityczno-wojskową.Zawsze, kiedy na rynek wchodzi znaczący gracz, posiadający ogromne zasoby finansowe, technologie i zdolność narzucania własnych reguł, sytuacja globalna się zmienia– mówi.
Państwa europejskie oraz Stany Zjednoczone są włączone w rozmowy, które mają doprowadzić do pokoju w Ukrainie. - Wątpię, aby Rosja była gotowa zrezygnować, kiedy aspirowała do zajęcia całej Ukrainy, a Putin do dzisiaj utrzymuje, że nie ma narodu ukraińskiego i w istocie to jest część Rosji. Wątpię, żeby mogli w sposób oczywisty i otwarty przyznać się do klęski - mówił w Polskim Radiu 24 Aleksander Smolar.
Alaaddine Khange jest pracownikiem organizacji humanitarnej Violet. Jak zaznacza, do momentu upadku rządu Baszara al-Asada w grudniu 2024 roku, Violet działało na terenie prowincji Idlib znajdującej się pod kontrolą islamistycznego ugrupowania Hajat Tahrir al-Sham, a także w Jordanii.Gość Radia Wnet chwali dokonania nowych władz syryjskich. Zwraca uwagę, że choć istnieje ogromna liczba nierozwiązanych problemów, rząd prezydenta tymczasowego Ahmada al-Szary dokonuje istotnych postępów przy bardzo ograniczonych środkach:Próbują odbudować kraj od zera, w zasadzie od minus zera, ponieważ poprzedni reżim ukradł wszystkie środki.Widzę, że nowy rząd robi co może, w szczególności jeżeli chodzi o sprawy polityczne.Według Alaaddina Khangego wizyta prezydenta Ahmada al-Szary w Białym domu na początku listopada 2025 roku była niezwykle ważna w celu zniesienia ciążących na Syrii sankcji amerykańskich:Myślę, że w ciągu jednego roku dokonali tyle, co w dziesięć lat.Odnosząc się do sprawy masakr dokonanych na mniejszościach alawickich i druzyjskich w marcu i lipcu 2025 roku, gość Radia Wnet przyznaje, że doszło do nich przede wszystkim ze względu na działania zwolenników poprzedniego reżimu. Uważa jednocześnie, że biorąc pod uwagę skalę wyzwań stojących przed nowymi władzami syryjskimi, powrót do normalności i pokoju może zająć trochę czasu.
W „Odysei Wyborczej” Radia Wnet Krzysztof Skowroński poprowadził debatę poświęconą ustawie o rynku kryptoaktywów, zestawiając odmienne stanowiska dwóch ekspertów:prof. Krzysztofa Piecha – ekonomisty, profesora Uczelni Łazarskiego, dyrektora Centrum Technologii Blockchain;Michała Gromka – eksperta ds. przestępczości finansowej i kryptowalut, doradcy OBWE i Rady Europy.Punktem wyjścia była decyzja premiera Donalda Tuska, który – po wecie prezydenta Karola Nawrockiego – ponownie skierował do Sejmu ustawę o rynku kryptoaktywów, z apelem, by tym razem została podpisana. Skowroński zapowiedział „pojedynek dwóch ekspertów”, ale szybko okazało się, że to raczej spór o to, jak pogodzić bezpieczeństwo państwa z rozwojem polskiego rynku kryptowalut, niż klasyczne „za” i „przeciw”.„Dowcip premiera” i weto prezydentaProf. Piech od początku nie krył dystansu do ruchu rządu, który praktycznie bez zmian wraca z tym samym projektem, który kilka dni wcześniej zawetował prezydent.Taki ciekawy dowcip premier zrobił, bo jeśli byśmy przeczytali, z jakiego powodu pan prezydent zawetował ustawę – a te powody są znane, bo jest uzasadnienie na kilkanaście stron – to nic się nie zmieniło. Absolutnie nic. To, że prezydent czegoś nie wiedział, a teraz, jeśli zwróci się do premiera, to może się o tym dowiedzieć, nie zmienia w żaden sposób zarzutów, które już zostały przez prezydenta na piśmie zgłoszone– podkreśla.Z drugiej strony Michał Gromek przyznaje, że projekt jest daleki od ideału, ale widzi w nim konieczne narzędzie do walki z realną przestępczością.Absolutnie nie neguję, że są aspekty tej ustawy, które wymagają ulepszenia. Pytanie brzmi: czy możemy ją zaakceptować w takiej formie i potem nad nią pracować? (…) Wyzwania związane ze zwalczaniem przestępczości finansowej i tym, co dzieje się na rynku kryptowalut, są tak duże, że mamy obowiązek tę ustawę wprowadzić– argumentuje.Przypomina, że Polska jest ostatnim państwem w UE, które tak fundamentalne spory wokół MiCA (rozporządzenie w sprawie rynku kryptoaktywów w Unii Europejskiej) prowadzi dopiero w 2025 roku, podczas gdy dyskusje na poziomie europejskim ruszyły w 2018 r.Bezpieczeństwo kontra wolność rynkuGromek patrzy na ustawę przede wszystkim przez pryzmat bezpieczeństwa i walki z przestępczością finansową. Opowiada o własnych wizytach w kantorach kryptowalut w Polsce i innych krajach.Z własnego doświadczenia, chodząc do tych różnych podmiotów, w bluzie, mówiąc, że chciałbym kupić kryptowaluty za 50, 100, 150 zł, widzę, że w marginalnej części firm ktoś w ogóle pyta o dowód. Bardzo często podmioty, które oferują sprzedaż i zakup kryptowalut, nie mają żadnych narzędzi, żeby zweryfikować, czy przedstawiony dokument jest prawdziwy– relacjonuje.Jako przykład skali problemu przywołuje handel narkotykami przez komunikator Telegram.Mogę się założyć o swój motor, że można teraz w Google wpisać nazwę narkotyku, ‘Warszawa', ‘Telegram' i ‘portfel kryptowalut'. Wyskoczy bot, który pokaże, w jakiej dzielnicy mieszkasz. Wpłacasz na portfel krypto, po 30–40 minutach masz paczkę pod wskazanym drzewem– mówi, podkreślając, że nie jest to tylko polski problem, ale zjawisko paneuropejskie.Podsumowuje to mocnym porównaniem:„Dla wielu podmiotów to jest trochę tak, jakbyśmy mieli sprzedaż broni bez licencji. Biznes się cieszy, podatki wpływają, ale długoterminowo sprzedaż broni bez licencji jest czymś złym dla społeczeństwa”.Prof. Piech: ustawa łamie konstytucję, prawo unijne i dobija polski biznesProf. Piech nie dyskutuje z tym, że regulacje są potrzebne, ale kwestionuje konkretny kształt projektu forsowanego przez rząd.Po pierwsze wskazuje na zarzuty konstytucyjne:W tej ustawie łamana jest nasza konstytucja. Jeśli można czyjąś firmę zamknąć decyzją urzędniczą, bez realnej możliwości odwołania się do sądu, narusza to zasadę zaufania obywatela do państwa i ochronę własności. Jeśli już coś mamy, to tylko wyrokiem sądu można nam to odebrać– podkreśla.Po drugie – proporcjonalność kar i relację do prawa UE.Każdy kraj Unii miał wprowadzić podobne przepisy. Polska bardzo odstaje. Grożą nam skargi do Komisji Europejskiej i postępowania przed TSUE. Chodzi też o proporcjonalność: w innych krajach za drobne przewinienia są drobne kary, za poważne – wysokie. W naszym projekcie mamy głównie bardzo wysokie sankcje i rozwiązania karne, a nie administracyjne. Ta proporcjonalność, o którą chodzi Unii, nie jest zachowana– wylicza.Trzeci kluczowy zarzut to konkurencyjność.Firmy zagraniczne będą miały dużo łatwiejsze możliwości funkcjonowania w Polsce niż polskie. Opłaty będą czasami kilkukrotnie niższe, kontakt z nadzorem bardziej przewidywalny, reputacja nadzoru – lepsza. Racjonalnie rzecz biorąc, jedynym rozwiązaniem dla polskich firm staje się przeniesienie za granicę– mówi.Prof. Piech wskazuje na konkretne kierunki: Czechy, Słowację, Litwę, Słowenię, Maltę, Cypr, a także Niemcy – przywołując niemiecki system podatkowy, w którym sprzedaż kryptowalut po roku od nabycia nie generuje podatku dochodowego.Rynek już się przestawia. „Polskie” krypto ucieka z PolskiZ punktu widzenia Piecha, kluczowe jest to, że rynek nie czeka na decyzje polityków – firmy już dziś przygotowują się na życie poza polską jurysdykcją.Rozporządzenie MiCA już obowiązuje w Polsce, mimo że nie mamy ustawy. Część firm zagranicznych działa u nas legalnie, paszportując licencje z innych państw UE. Czy ustawa wejdzie w życie, czy nie – biznes kryptowalutowy i tak tu będzie obecny, bo jesteśmy w Unii Europejskiej– tłumaczy. Zwraca uwagę, że GIIF już dziś prowadzi kontrole i wykreśla podmioty z polskiego rejestru.Od 30 grudnia ubiegłego roku obowiązują Travel Rule i MiCA. Firmy muszą gromadzić dane o tym, kto dokonuje transakcji między kim a kim. GIIF z tych narzędzi korzysta – z rejestru wykreślono już ponad 300 podmiotów– zaznacza.Z jego perspektywy problemem nie jest brak regulacji, ale to, że nowa ustawa może dodatkowo utrudnić nadzór nad polskimi firmami.Jeśli polskie firmy przeniosą się pod inne nadzory w UE, nasze służby będą musiały prosić o informacje za pośrednictwem organów innych państw. To wydłuży proces, nie poprawi bezpieczeństwa. Nie widzę tu zysku – widzę realne ryzyko, że nadzorowane biznesy po prostu wyjdą z Polski– dodał.Gromek: bezpieczeństwo nie może być zakładnikiem sporu politycznegoMichał Gromek zgadza się, że ustawa nie jest doskonała i że wiele przepisów trzeba poprawić. Ale jego zdaniem dalsze przeciąganie procesu legislacyjnego jest równie groźne, a może nawet groźniejsze, niż przyjęcie wadliwego projektu i jego szybkie nowelizacje.Bezpieczeństwo stało się w tej debacie zakładnikiem. A nie powinno. Problemy są realne i znaczne w skali całej Unii Europejskiej. Widzę je codziennie, pracując z nadzorami i służbami. Musimy wreszcie dać im narzędzia– podkreśla. Przypomina też, że KNF, policja, GIIF i CBŚP były szkolone, ale bez właściwej ustawy ich możliwości są ograniczone.Nie mamy narzędzi, nie mamy pełnego nadzoru. Ustawa powinna być wdrożona w 2019, najpóźniej w 2021 roku. Opóźnienie to już cztery lata. Udajemy, że sobie radzimy. Ja się tak nie czuję – uważam, że nie jesteśmy w 100 proc. bezpieczni– mówi. Jednocześnie chwali część postulatów Piecha – choćby dotyczących wysokości opłat nadzorczych – wskazując, że w wielu punktach ich spojrzenia się uzupełniają, a nie wyklucz...
Fala medialnych i społecznych komentarzy wybuchła po publikacji, w której sugerowano, że „środowiska żydowskie zażądały usunięcia krzyży” przy drogach prowadzących do Treblinki. Jak podkreśla ks. Marcin Gołębiowski, rzecznik kurii drohiczyńskiej, informacja ta nie ma pokrycia w faktach.Redaktor Wojciech Sumliński zwrócił się do nas drogą mailową z prośbą o ustosunkowanie się, czy takie żądania wpłynęły do kurii. Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, kiedy on już opublikował to jako pewnik. I cały czas wisi na jego profilach w mediach społecznościowych to, że kuria drohiczyńska za pośrednictwem Ministerstwa Kultury i Dzieciństwa Narodowego otrzymała oficjalne żądanie od środowisk żydowskich, by usunąć krzyże przy drogach dojazdowych.– mówi.Według duchownego, kuria nigdy nie otrzymała żadnego pisma, wniosku ani nacisku, o których wspominał autor wpisu w mediach społecznościowych.Na stan mojej obecnej wiedzy nic takiego nie miało miejsca. Prawdą nie jest, jakoby na kurię drohiczyńską ktokolwiek miał wpływać czy kierować żądania usunięcia krzyży– zaznacza.Ks. Gołębiowski przypomina, że przekazał autorowi wpisu oficjalną odpowiedź i poprosił o sprostowanie, ponieważ jego publikacja wprowadza odbiorców w błąd.Poprosiłem, by tę informację sprostował, bo ona wprowadza czytelników w błąd. Nawet jeśli cel jest szczytny, podstawą działań nie mogą być nieprawdziwe informacje– podkreśla.Zamieszanie wywołało reakcję społeczną – wiele osób zaczęło dzwonić do kurii, deklarując gotowość obrony krzyży. Ks. Gołębiowski ocenia te odruchy jako szczere i płynące z troski, ale zwraca uwagę, że ich źródło jest fałszywe.Widzę poruszenie oddolne, ludzie mówią, że chętnie staną w obronie krzyży. Ale musimy dementować nieprawdziwe informacje. Nie było żadnych nacisków ani żądań – ani oficjalnych, ani nieoficjalnych– mówi.Duchowny dodaje, że w przeszłości temat krzyży w okolicy Treblinki pojawiał się w debatach medialnych, m.in. w artykułach prasowych, ale współcześnie nie wpłynęło do kurii nic, co uzasadniałoby twierdzenia o rzekomych żądaniach usunięcia symboli religijnych.Zapewniam, że ani oficjalnie, ani nieoficjalnie nie wpłynęło do nas nic, jakobyśmy mieli krzyże usuwać– podsumowuje rzecznik./fa
- Pan Sikorski powinien skupić się na tym, żebyśmy jednak może byli w stanie werbalizować otwarcie nasze oczekiwania - powiedział w Polskim Radiu 24 poseł Paweł Jabłoński z PiS, odnosząc się do wpisu szefa MSZ w mediach społecznościowych. - Nie widzę żadnej aktywności Radosława Sikorskiego w sferze jego podstawowych obowiązków, czyli reprezentowania Polski w sferze międzynarodowej - dodał.
Trwa spór między prezydentem a rządem. Najważniejsze osoby w państwie nieustannie zwracają się do siebie z apelem o współpracę. - Bardzo dużo czasu spędzam, podróżując w misjach rządowych do Europy, Stanów Zjednoczonych i Chin. Widzę, że kłótnie, blokowanie rządu osłabia nas międzynarodowo - powiedział wiceminister rozwoju i technologii Michał Baranowski (Polska 2050).
Gościniami tego odcinka są Adrianna Lau i Monika Matusiak-Kondefer. Wraz z Natalią Szemis są założycielkami Fundacji Dostępnej Kultury Wizualnej Wielozmysły, której celem jest włączanie osób z niepełnosprawnością wzroku w odbiór i tworzenie sztuki. W tej rozmowie poruszamy temat dostępności kultury. Moje Gościnie dzielą się swoim doświadczeniem przybliżania sztuki osobom z niepełnosprawnościami wzrokowymi – opowiadają o pomocach, których używają, procesie ich tworzenia oraz wartościach jakie płyną z doświadczania sztuki innymi niż wzrok zmysłami. Z tego odcinka dowiecie się czym są audiodeskrypcje i tyflografiki, jak się je tworzy i dlaczego są pomocne nie tylko dla osób niewidzących i słabowidzących. Adrianna i Monika opowiadają także o rzeźbach, których można spróbować oraz o tym, w jaki sposób confetti stało się kluczem do poczucia abstrakcji.• dodatkowe linki •Strona internetowa Wielozmysłów: https://www.wielozmysly.org/pl• kontakt •Instagram: (@pozaramami )Strona: Home - Poza RamamiNewsletter: http://bitly.pl/YALmVMail: kontakt@pozaramami.com• montaż •Eugeniusz Karlov#dostępność #zmysły #niepełnosprawność #kultura #podcast #sztuka
Berlin Security Conference przynosi polityczne trzęsienie ziemi: USA mówią o Niemczech na czele NATO. Gen. Samol przypomina, że kluczem pozostaje amerykański parasol nuklearny nad Europą.Na Berlin Security Conference ambasador USA przy NATO Matthew Whitaker stwierdził, że „czeka na dzień, w którym Niemcy powiedzą, że są gotowe przejąć stanowisko Supreme Allied Commander Europe” – czyli naczelnego dowódcy sił NATO w Europie (SACEUR).To tradycyjnie najważniejsza funkcja wojskowa w Sojuszu, od 1951 roku zawsze powierzana czterogwiazdkowym generałom amerykańskim.Słowa Whitakera wywołały dyskusję w całej Europie – również w Polsce. W rozmowie z Radiem Wnet były dowódca Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego NATO, gen. broni Bogusław Samol – obecnie wykładowca Akademii Sztuki Wojennej – ostrożnie, ale jednoznacznie wskazał na konsekwencje takiego ruchu.„Tylko USA są realnym gwarantem odpowiedzi nuklearnej”Generał Samol przypomniał, że w NATO kluczową rolę odgrywa amerykański parasol nuklearny.Jedynym takim gwarantem odpowiedzi nuklearnej wobec Rosji, jeżeli by ta użyła broni jądrowej, są Stany Zjednoczone– podkreślił.Zwrócił przy tym uwagę, że francuska broń jądrowa, zgodnie z deklaracjami Paryża, ma służyć wyłącznie obronie Francji, a zasady użycia brytyjskiego arsenału nuklearnego nie są publicznie znane. W praktyce oznacza to, że to decyzja prezydenta USA jest rozstrzygająca w scenariuszu nuklearnej eskalacji.W tym kontekście pomysł, by niemiecki generał objął stanowisko SACEUR, generuje poważne pytania.Jeżeli dowódca natowski, amerykański generał, widzi potrzebę użycia broni jądrowej, to przede wszystkim musi otrzymać zgodę od prezydenta Stanów Zjednoczonych. W wypadku wyznaczenia generała spoza USA automatycznie pojawia się komplikacja: jaka będzie droga decyzyjna i czy w ogóle niemiecki generał będzie mógł proponować użycie tej broni?– mówił Samol.Wycofanie broni jądrowej USA z Europy?Najdalej idąca obawa generała dotyczy jednak nie tylko łańcucha dowodzenia, ale samej obecności amerykańskiej broni jądrowej w Europie.Widzę jeszcze trzecie dno: że w takim razie Amerykanie tę broń jądrową z terytorium Europy by wycofali. I to jest największe zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa– stwierdził.Zdaniem byłego dowódcy Korpusu Północno-Wschodniego, taki krok mógłby radykalnie zmienić poczucie ryzyka po stronie Rosji.Wtedy Rosjanie czuliby się bezkarni. Jeżeli nie będzie użyta broń jądrowa amerykańska w obronie krajów natowskich, przede wszystkim takich jak Polska, które nie posiadają broni jądrowej, to powoduje swobodę działania Federacji Rosyjskiej w zakresie użycia tych środków rażenia– tłumaczył w Radiu Wnet.Polska poza grą o najwyższe stanowiska w NATO?W rozmowie pojawił się również wątek pozycji Polski w strukturach dowódczych NATO. Gen. Samol ocenił, że przy obecnym systemie dowodzenia w polskiej armii USA nie będą proponować Polsce objęcia funkcji naczelnego dowódcy NATO w Europie ani nawet jego zastępcy.Amerykanie widzą, że system, który mamy w Polsce, nie jest w stanie przygotować generała do poziomu czterogwiazdkowego i odpowiedzialności, która pozwalałaby przejąć dowodzenie siłami zbrojnymi NATO– mówił.Przypomniał przy tym nieudane polskie próby zdobycia kluczowych stanowisk natowskich – m.in. przewodniczącego Komitetu Wojskowego NATO – i wskazał, że brak pełnego, trójpoziomowego systemu dowodzenia (strategiczny–operacyjny–taktyczny) ogranicza rozwój polskich oficerów do wymaganego przez Sojusz poziomu.Wypowiedzi gen. Bogusława Samola wpisują się w coraz gorętszą debatę o tym, jak powinna wyglądać przyszła architektura dowodzenia NATO w Europie, jaka będzie w niej rola Niemiec i czy ewentualna zmiana na stanowisku SACEUR nie odbije się rykoszetem na bezpieczeństwie państw frontowych – w tym Polski.
Marsz Niepodległości w Warszawie – jak relacjonował na antenie Radia Wnet aktor i reżyser Redbad Klynstra – zgromadził w tym roku wyjątkowo liczne tłumy. Artysta, obecny na miejscu już od południa, podkreślał, że takiej frekwencji dawno nie widział.Jestem tutaj już od czterech godzin. Widzę, że jest wyjątkowo dużo ludzi. To marsz symboliczny i wiekopomny– mówił, dodając, że wśród uczestników panuje radość i poczucie wspólnoty.Klynstra zauważył, że tegoroczne wydarzenie ma nie tylko charakter patriotyczny, ale i polityczny.Dużo ludzi przyszło dla takiego symbolicznego potwierdzenia swojego mandatu dla prezydenta Nawrockiego. To jest pokazanie, że chcemy, by prezydent naprawdę przejął prawdziwe liderstwo– stwierdził.Jego zdaniem to marsz „ponadpartyjny i narodowy”, który łączy różne grupy społeczne i środowiska.Wokół prezydenta gromadzą się ludzie, których łączy to, że są Polakami, że obchodzi ich Polska – nie tylko jako naród, ale też jako państwo– mówił Klynstra.Artysta podkreślił też, że widać wyraźnie „pełny przekrój społeczeństwa” – od rodzin z dziećmi po ludzi młodych, którzy coraz śmielej identyfikują się z polskością.To jest według mnie wiekopomny marsz, który rozpoczyna nowy etap tego, co prezydent Nawrocki nazwał zuchwałością. My już nie mamy kompleksów. Musimy zacząć się chwalić tym, że być Polakiem to jest sexy– mówił z entuzjazmem.Wśród uczestników, jak relacjonował, widać było „radosne, szczęśliwe rodziny, które kontrują wszechobecną narrację, że jesteśmy jakimś ekstremalnym błędem”. Klynstra zwrócił uwagę, że atmosfera marszu jest pełna optymizmu i pozytywnej energii:„Widać tu po prostu radosne, szczęśliwe, wielopokoleniowe rodziny (...). To jest wspólnota, naród się zgromadził”.Na zakończenie rozmowy w Radiu Wnet artysta zauważył, że coraz więcej młodych ludzi przychodzi na marsz nie z potrzeby odwagi, ale z poczucia oczywistości – jako naturalnego gestu przywiązania do kraju.To już przychodzą w pełnej oczywistości (...). Widać po nich, że patriotyzm staje się czymś codziennym, normalnym i radosnym– podkreślił.
- Prokuratura ma dobre argumenty wskazujące na to, że już po tym etapie, kiedy ten wniosek został przedstawiony, zmienia się sytuacja procesowa Zbigniewa Ziobro i może zachodzić obawa mataczenia bądź obawa ucieczki - mówił o wniosku dotyczącym aresztu Zbigniewa Ziobry były minister sprawiedliwości Adam Bodnar w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem.Kup subskrypcję „Rzeczpospolitej” pod adresem: https://czytaj.rp.pl
Czasami słyszę od pracowników i pracowniczek “w naszej firmie czujemy się jak w rodzinie”. Z doświadczenia wiem, że to niebezpieczna sytuacja. Firmy to nie rodziny. W rodzinach się nie zwalnia, jak trzeba ciąć koszty. Rodziny się nie sprzedaje, kiedy przychodzi inwestor. Warto być partnerem/partnerką dla organizacji. Co firma zyskuje korzystając z pracy i zaangażowania pracowników i pracowniczek? Co zatrudnione osoby zyskują na pracy w tej organizacji? To naprawdę można partnersko ustalić. O tym można posłuchać w tym odcinku podcastu. Zapraszam! Intencjonalny newsletter Co tydzień wysyłam list, w którym zapraszam do rozmowy i zadania sobie ważnych pytań. Linki: Streszczeni Mit: Firma to rodzina Widzę pewne, powtarzalne trendy na linii pracownicy/pracowniczki – organizacja. Ostatnio po raz kolejny usłyszałem hasło: „Bo ja prowadzę firmę i to jest dla mnie jak rodzina”. Co się wydarzyło, kiedy ta firma przeżyła trudniejszy czas? Trzeba było obciąć koszty – również te dotyczące pracowników. Trzeba było kogoś zwolnić, żeby firma przetrwała. Pada mit, że firma to rodzina. Właściciel lub właścicielka działa w interesie organizacji. W zdrowych organizacjach osoby zarządzające chcą dobrze dla osób pracujących, ale na koniec dnia mają cele biznesowe. Motywacja do pracy Chciałem porozmawiać o tym, co warto ponazywać i zmienić. Zdrowy układ między osobami w […] The post #275 Bo nasza firma to jak rodzina… Relacja między firmą a pracownikiem. appeared first on Near-Perfect Performance.
Australia is home to the world's oldest living cultures, yet remains one of the few countries without a national treaty recognising its First Peoples. This means there has never been a broad agreement about sharing the land, resources, or decision-making power - a gap many see as unfinished business. Find out what treaty really means — how it differs from land rights and native title, and why it matters. - Australia jest domem dla najstarszych żyjących kultur świata, ale pozostaje jednym z niewielu krajów bez traktatu narodowego uznającego Pierwsze Narody. Oznacza to, że nigdy nie było powszechnej zgody co do dzielenia się ziemią, zasobami lub władzą decyzyjną - luka, którą wielu uważa za niedokończone sprawy. Dowiedz się, co tak naprawdę oznacza traktat - czym różni się od praw do ziemi i tytułu rodzimego, i dlaczego ma znaczenie.
"Nie dostrzegam u rządzących działań, które przyspieszyłyby trwanie postępowań sądowych. Wymiar sprawiedliwości zbyt wiele czasu poświęca sam sobie - ocenił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati obecną kondycję wymiaru sprawiedliwości.
To historia niezwykle trudnej miłości do kolarstwa. Skrytych pragnień, marzeń. Co kilkaset kilometrów z rezygnacją przerywana i pisana od nowa. Pełna niepowodzeń, bólu, odrzucenia. Jest identyczna jak Twoja. Dziś Różni nas jedynie etap. Niektórzy są u początku tej trasy. Inni w połowie. Ktoś spotyka mnie będąc ze mną koło w koło lub to ja jestem za Tobą. To nieistotne. Najważniejsze, że jesteś na niej. Jesteśmy. Moja trasa rozpoczęła się w 2016 roku, 99 000 km temu. To pięć beznamiętnych cyfr. Liczby nie mają emocji, choć zawsze kusi, by przez ich pryzmat szafować oceny. Dla mnie były one wówczas kluczowe. Kluczową liczbą było 109. Tyle kilogramów. Z nimi miałem okazję już biegać testując pierwszy swój zegarek sportowy. Wtedy każdy rodzaj aktywności był dla mnie błogosławieństwem. Po 4 latach walki z codziennymi napadami paniki okazało się, że bieganie z nadwagą jest na tyle męczące, że ich nasilenie się zmniejszyło. Częstotliwość także uległa ograniczeniu. Jedynie dokuczał mi ból i frustracja, bowiem utrzymanie 6 minut na kilometr było trudne. Do tego kolana. Plecy. Dwie śruby w stawie skokowym ograniczające ruchomość proszące się o chirurgiczne usunięcie. Nawet to relacjonowałem na swoim zupełnie innym kanale, na ktorym działałem od 2008 roku Pozbycie się srubek pomogło. Pozwoliło biegać pewniej. Jednak nie szybciej. Lubiłem bo, jednak więcej jak 10 km było poza moim zasięgiem. Serce chce, stawy nie. Operowana noga tym bardziej. Z resztą do dziś muszę respektować ograniczenia biegowe wynikające z tej kontuzji. Nie powinienem biegać jednorazowo więcej niż 15 km. To oznacza, że do końca życia nie zrobię maratonu, nie będę mógł biegać po plaży, ani nie wystartuje w runmagedonie. To syndrom zerojedynkowy. Albo mogę wszystko albo to bez sensu. Był piękny lipcowy wieczór po upalnym dniu. W powietrzu. Wjechałem po całym dniu do garażu w którym wśród opon zimowych stał przyprószony kurzem rower. Stał tu kilka lat. Otrzymałem go w prezencie w zamian za pomoc w nakręceniu wideo promocyjnego. Wyciągnąłem z bagażnika kompresor. Napompowałem opony i po prostu wsiadłem. Przejechałem 700 metrów i udało mi się utrzymać na tym dystansie 20 km/h. Poczułem się jakbym miał 12 lat. Tyle, że przez te 18 lat nieco się zmieniło. Stałem się sfrustrowanym, zmęczonym życiem paczkiem czerpiącym radość jedynie z jedzenia oraz każdego poranka gdy nie mam objawów nerwicy somatycznej. Dotarłem do najbliższej stacji na której pochłonąłem litr wody. Następnego dnia zrobiłem to samo. Jednak denerwował mnie fakt ograniczeń moich opon. Co to znaczy 3 atmosfery. Zamówiłem nowe. Dostosowane do wyższego ciśnienia i łyse. One pomogły. Było lżej. Dojechałem na nich z Konstancina do wsi Gassy. To był kolejny z tych ciepłych i pogodnych wieczorów z przenikliwymi promieniami złotej godziny. Minął tydzień i zadzwoniłem do przyjaciela Karola prowadzącego sklep rowerowy w Bydgoszczy. Tak stałem się właścicielem roweru za 4000 zł. Aluminium. Tiagra 2×8. Ale za to opony które mogę napompować do 8 atmosfer. To była moja ówczesna fetysz. Ciśnienie i prędkość. Prędkość, która wzrosła. W jeden dzień. Trasa Piaseczno – Obory ze średnią 30 km/h. Byłem potwornie zmęczony. Moje czarne spodenki biegowe stały się białe. Kryształy soli były na czubku nosa, włosach. Trasa okupiona była dwudniową rekonwalescencja tyłka, ud, pleców, nadgarstków, szyi. Ale w głowie czułem niesamowitą ekscytację, która na wiele godzin zajęła moje myśli i przekierowała je z hipochondrii na rower. Na problemy, które mnie nawiedziły. Największym z nich było siodełko. Kupiłem spodenki kolarskie z wkładką bez szelek, bo uważałem, że szelki to abstrakcja w połączeniu z moją figurą. To nie pomogło. Każdego dnia jeździłem i nasłuchiwałem bólu. Czasem tak silnego, że chciałem wyć. Pojawił się także stan zapalny skóry. To był etap zapisany wersalikami TO BEZ SENSU Wziąłem oddech. Kupiłem siodełko. Poszedłem do jednego z dwóch ówczesnych warszawskich fitterow. To nie pomogło. Jednak każdego jednego dnia jeździłem. Próbowałem sobie udowodnić, że dam radę. Nie poddam się, bo udowodniłbym sobie słabość. Nie jestem dzielny ani uparty, bo jestem bohaterem. Robię to z niskiego poczucia własnej wartości. Musiałbym samemu sobie powiedzieć, że zakup szosy to był zły pomysł. Założyłem nowy kanał na YouTube, o rowerach. To był wrzesień 2016. Zaraz będzie 10 lat. Mijały miesiace, zmieniałem siodełka, byłem w trzech województwach różnych speców od pozycji. Nic to nie dawało. Mimo to jeździłem, choć więcej jak 20 km to było wyzwanie. Polubiłem nawet to cierpienie. Ten stan kompletnego wykończenia za każdym razem gdy chorobliwie próbowałem udowodnić sobie, że ból przejdzie a ja osiągnę 30 km/h średniej. Tak chylił się ku końcowi pierwszy sezon. Zbiegiem okoliczności trafiłem na nową grupę na fb – ZWIFT Polska. Zauważyłem tam dziwne urządzenia do treningu w domu. Wziąłem swoją przepoconą kartę kredytową i poszedłem do Decathlonu. Kupiłem trenażer. Zainstalowałem swifta. Uznałem, że jest beznadziejny i drogi. Przesiadłem się na aplikacje do jeżdżenia po trasach wideo. Po Nicei i Belgii. W belgi trafiłem na jedyny obecny tam podjazd 10%. Skonałem. Trenażer się zablokował i nie byłem w stanie pedałować. Okazało się, że trzeba wymienić oponę. Okazało się, że z garażu w którym leżał mój pierwszy rower jest też zapyziały wiatrak. Przynooslem go. Zorientowałem się, że w profilu aplikacji po uwagę brana jest także waga. Nie była uzupełniona. Zastąpiłem domyślne 75 kg na 103. Znów postanowiłem pojechać na te górę 10%. Znów trenażer się zepsuł. Musiałem rozejrzeć wiele for by się dowiedzieć jak rozwiązać ten problem. Okazało się, że na trenażerze należy zmieniać biegi. Następnego dnia zacząłem używać przerzutek. Mimo to nie udało się dojechać na szczyt ten trasy. Po kolejnym tygodniu dojrzałem na opakowaniu, że mój trenażer sulymuluje maksimum 6 procent. Tak wróciłem na ZWIFT. Na wiosnę znów zadzwoniłem do przyjaciela że sklepu rowerowego w Bydgoszczy. Kupiłem nowy rower. Lżejszy. Karbonowy. By był bardziej karbonowy. To nie pomogło. Ból, walka o każdy kilometr. Znalazłem jednak siodełko z dziurą w środku, które troszkę odciążyło kroczę. Musieliśmy jednak podnieść i odwrócić mostek. Drugi mój sezon na rowerze to także pierwsze ustawki. Pierwsze zdjęcia. O tutaj jestem w majtkach, które założyłem pod spodenki. A tutaj kryształy. Ja tutaj, w 2018 roku nic nie rozumiałem. Nie widziałem dysonansu pomiędzy moim rowerem a wagą. Wiem, to nie jest dramatu. Tutaj nie widać otyłości, bo nie mam klasycznego brzucha. Zawsze byłem równomiernie ulany. Jedni mają chude nogi i ręce i większość rezerw zlokalizowanych wokół pasa. Inni jak ja mają tłuszcz wszędzie. To gubi. Wyglądasz z daleka niby normalnie, a w rzeczywistości wieziesz na każdym kilometrze 10 butelek wody 1.5 litrowej. Najbardziej symboliczne jest to zdjęcie z lipca 2017. Aż trafiło do mojej książki. Zrobił mi je Michał. Za co dziękuję. Pozwoliło mi ono spojrzeć z innej perspektywy. Z perspektywy, która oddaje dysonans pomiędzy mną a rowerem, którego nie widać. Od tego spotkania i wspólnej jazdy do Nowego Dworu Mazowieckiego. To był moment kumulacji. Mijało pół roku od momentu założenia tego kanału. Zaczęło się pojawiać coraz więcej głosów na temat mojego wyglądu. Jednak ignorowałem to. Mówiłem sobie, że w mojej poprzedniej branży złych słów jest zdecydowanie więcej. Jednak podczas jednego z gorszych dni ta gruba skóra stała się cieńsza. Opanował mnie wstyd. Pierwszy raz poczułem go tak dobitnie. To była kumulacja złych emocji. Obraziłem się na YouTube i postanowiłem z dnia na dzień. Musiałem zrobić bolesny rachunek sumienia. Czemu piję po każdym rowerze piwo. Czemu codziennie wieczorem jem słodycze? Dlaczego przeliczam kilometry na kostki czekolady i paczki chipsów. 8 lipca 2017 wziąłem się w garść. Oto zdjęcie pierwszego talerza. Jadłem tylko warzywa, kasze, kefir i jabłka. Do tego wyłącznie woda. Każdego dnia szedłem normalnie na rower. Robiłem 30 kilometrów na czas przez 3 dni w tygodniu. W weekend długi tlen. Szaleństwo, oddające mój charakter. Wszystko albo nic. Przez pierwszy tydzień wyłem na myśl o tym, że po pracy i po treningu nie zjem nic słodkiego. Nie kupię piwa. W tym okresie robiłem najszybsze zakupy w swoim życiu. Wiedziałem, że nie mogę przejść przez alejkę że słodyczami. Wchodzę. Na start pakuję jabłka. Na na warzywach rukolę. Obok zamrażarki i z nich biorę wszystko. Wszystkie możliwe mrożone zupy, marchewkę z groszkiem. Buraki, szpinak, fasolkę. Obok kasza gryczana w woreczkach. Vis a vis są pestki. Słonecznik i Pini i dynia. Dochodzę do lodówek, ale tak, żeby nie patrzeć na sery i serki. Porywam 6 litrów kefiru i od razu do kasy. Tak wyglądał mój posiłek każdego dnia. Nie złamałem się ani razu. Głownie dzięki temu, że miałem dobrze dobrane antydepresanty, było wyjątkowo ciepłe lato i udało mi się przełamać najtrudniejsze 21 dni. Po tych tygodniach wpadłem w nowy rytm. Udało mi się zerwać z uzależnieniem od cukru i soli. Dopiero też w tym momencie zobaczyłem, że waga drgnęła. Zjechałem o 4 kilogramy. Po miesiącu z jeszcze większą satysfakcją w restauracji prosiłem tylko o dwie sałatki bez sosów oraz dwie zupy. Nie wiem ile miałem deficytu energetycznego, bo jeszcze nie było aplikacji na telefon, które tak dokładnie by to oceniały. Jednak z perspektywy oceniam, że nie dojadałem około 1000 kcal każdego dnia. To zdjęcie spodni po 2 miesiącach. Dalej jeździłem. Niesamowicie się wkręciłem. Zrobiłem kolejne korekty ustawienia mojego roweru. Tego dnia okazało się, że straciłem już 6 kilo. Moje ciało proporcjonalnie traciło na obwodach. Okazało się, że mogę mieć już nieco niżej kierownicę. We wrześniu już zacząłem powoli wymieniać swoją garderobę, bo okazało się, że choć ja tego nie widzę, to zaczynam wyglądać jak przyodziany w strój po starszym bracie. Nawet odzież motocyklowa poszła na wymianę. 11 września 2027 moja twarz zaczęła przypominać tę obecną. Niesamowicie schudłem na policzkach. W międzyczasie były też wyjazdy służbowe. Gdy byłem odcięty od roweru brałem buty i czepek. To Barcelona i kolega, który śmieje się z mojej kolacji. Musiałem tak robić. Zapychać się warzywami i owocami. To jest 30 września. Nowy trenażer, nowe FTP, wciąż na diecie. Wciąż unikając chodzenia po sklepie. 3 grudnia już warzyłem 81,7 kilogramy. Jeszcze 2 do celu. Nowa koszula, pierwszy McDonalds – wraz z warzywami bez kury z podwójnymi warzywami. Pierwsze badanie u byłego trenera z siłowni, który po pół roku mnie nie poznał. Po tym czasie badania krwi. Zniknął nadmiar cholesterolu. Leukocyty spadły, rozjechały się czerwone krwinki, bo całkowicie przez przypadek przez pół roku byłem wege. Zgodnie z zaleceniami lekarza, raz w mięsiącu mięso. Wątróbka. Smażonego nie miałem w ustach od czerwca. Od czerwca trzymam się także wewnętrznej rozpiski treningowej. Gdy zimno, leje i wieje odpalam Zwifta. Pierwszy kieliszek alkoholu wypiłem 2 stycznia. Ta szklanka mnie zmiotła z planszy tak bardzo, że uznałem, że chyba lepiej mi bez tego. Tak tkwiłem w fanklubie kefiru. To jest mój test FTP z 8 stycznia 2018 przy 80 kg. Mogłem wrócić do delikatnego zwiększenia limitu kalorycznego, choć okazało się, że teraz spoczynkowo potrzebuję ich dziennie 2200 zamiast wcześniejszych 3000. To znaczy, że mogę więcej jeść i nie tyć, jednak tylko trochę więcej, a nie tyle co wcześniej. 12 lutego 2018 wyjechałem na tydzień by obiecać sobie, że nawet w delegacji umiem się trzymać. 24 lutego były moje pierwsze wirutialne zawody na Zwift. Nigdy się tak nie spociłem. Na tym smutnym zdjęciu, po nieudanym spotkaniu służbowym mam 79 kilo. 10 marca wyszedłem pierwszy raz na zewnątrz po zimowej przerwie. Nie wierzyłem w to jak jestem szybki pod górkę i na segmentach. Pojechałem główną drogą z Konstancina do Kalwarii i z powrotem bez zatrzymywania się. Zrobiłem personal rekord tej trasy. Nie byłem w stanie długo uwierzyć w to jak ogromną różnicę daje te 25 kilo. Okazało się, że nie boli mnie tyłek, ani ręce. Jedynie co mi dokucza bez powłoki tłuszczowej to zimno. Jakbym nie miał jeszcze jednej warstwy odzieży. Bardzo wzrósł mi też vo2 max liczony przez Garmina. Czy to dokładne czy nie, było widać przełom. Umówiłem się na ostatni już w moim życiu Fitting. Usunęliśmy wszystkie podkładki pod mostkiem by być mniej zakompleksionym. Pierwszy raz ogoliłem nogi 2 kwietnia 2018. To był etap na którym oderwałem się na moment od ziemii. Zacząłem trochę w siebie wierzyć. Zachłysnąłem się samym sobą oraz słowami, które wówczas czytałem pod swoimi filmami. Było nieco niedowierzania, bo wizualnie naprawdę byłem ciężki do rozpoznania. Sporo też w sieci jak i w realu słyszałem pytań czy nie jestem chory. Czy wszystko że mną jest w porządku. Każdy YouTuber ma swoim życiu taki okres gdy odlatuje. Ja w tym momencie byłem odleciany. Uważałem, że wiem już wszystko oraz mam wyłączność na wiedzę. Być może uważałem się za lepszego. Do czasu. Do tych zawodów. Dojechałem sam, w dodatku zdyskwalifikowany. Niesamowicie wpłynęło to wówczas na moją pewność siebie. To był taki plask z liścia w twarz. Potrzebne by zejść znów na ziemię. Nabrania pokory. Do siebie, do ludzi. Wytłumaczenia sobie samemu, że liczby i waga to nie wszystko. To czego doświadczasz jest potrzebne. To kara za brak pokory. To był rok w którym zmieniłem narrację na swoim kanale z lepszego na równego. 27 maja pierwszy raz ktoś powiedział, że mnie kojarzy. To ten Pan. Ten okres był niesamowity w moim życiu. Zauważyłem, że czuję się nie tyko fizycznie mocniejszy, ale także psychicznie. Zwróciłem uwagę na to, że nawet gdy jest lepiej to nie mam prawa nawet wewnątrz samego siebie, po cichu wywyższać się względem kogokolwiek. Nie chcę zostać kiedyś bufonem, Panem z YouTube, którego jedynym sukcesem jest to, że oddycha i schudł. Nie bądź nauczycielem. Bądź przyjacielem. Bądź sobą, Człowiekiem. Bez maski. Na tym etapie już regularnie zacząłem brać udział w zawodach. Zapisywałem się na nie, by mieć stałe bodźce i małe cele. By wreszcie dojechać z peletonem, albo dobiec. Na bieganiu też poczułem ogromna różnicę. Inne tempo, inne tętno. Inne czasy. 5 km już nie męczy, a mogę zrobić nawet 10. Zacząłem jeździć w góry. Zaliczyłem pierwsze 100 km po świętokrzyskim. Dostałem pierwsze zaproszenie na event branżowy jako Pan z YouTube. Jednak nikt nie chciał że mną działać w sposób komercyjny. Dobiłem też do momentu w którym mogłem bez przeszkód robić rocznie od 10 do 15 000 kilometrów rocznie, choć nadal dla niektórych to niedużo. Dla mnie wówczas był to absolutny kosmos. Tak jest do dziś, gdy porównuję siebie do wersji Leszka z początku. To jest moja druga w życiu sesja zdjęciowa. A to pierwszy spot, który wyprodukowałem do swojego portfolio, choć nikt go nie zlecał i nikt nie płacił. W listopadzie 2018 znów odezwała się lewa noga. Kontuzja biedowa na skutek przeciążenia, przypominająca mi o moich ograniczeniach. Zakaz biegania na 4 miesiące. Ale ten czas poświęciłem dzięki temu na rozwój formy na trenażerze. Nadal trzymałem nowy model żywieniowy oraz 79 kilo wagi walcząc teraz o lepszą wydolność. Robiłem to jeżdżąc po wirtualnych górach na Zwift. Mieszkając wówczas w Warszawie, jedyną okazją do wspinaczki był trenażer. Pojawił się także pierwszy trener, który rozpisał każdy trening dzień po dniu, sprawiając, że te 7 lat temu byłem w stanie podjechać Alpe Du Zwift w 50 minut. Pobić ten czas udało mi się dopiero w 2023 roku. Tak, bo spektakularnym przyroście formy po redukcji masy i po pierwszych dwóch latach rozwoju przychodzi załamanie. Masz 85% formy, a poprawa o te kolejne 15 procent staje się wykładniczo trudne. Każdy jeden wat czy kilometr na godzinę jest trudniejszy do osiągnięcia. Byłem tym rozczarowany. Ogółem przełom 18 i 19 roku był trudny. Musiałem przyjmować wyższe dawki SSRI, po wcześniejszym zmniejszeniu. Połączyło się to z momentem zwątpienia w dietę. Zaczęły znów pojawiać się słodycze. Najpierw raz w tygodniu, potem trzy. Oczywiście wciąż trenowałem, jednak przeddzień pierwszego w moim życiu duathlonu zorientowałem się, że przekroczyłem moje wcześniej wywalczone 80 kg. Dwa ilo. Smutek i słodycze. Czy to przypadkiem nie koreluje że sobą? Start nowego sezonu był dla mnie momentem walki o powrót do rytmu z którym na moment zerwałem. Podwójna walka, bo z depresją, która siedzi Ci na karku i dociążą, mocno trzymając Cię na poziomie gruntu, próbując wbić w ziemię. Weryfikując Twoje przeświadczenie, że można żyć na linii wiecznie wznoszącej. Rumia płacz Przełomowym dla mnie momentem na YouTube był 5 lipca 2019. Po tym filmie zrozumiałem, że nie liczy się ilość filmów, tylko jakość. Od tego momentu publikuję raz w tygodniu, ale materiały lepsze. Lepiej zmontowane. Takie, którym poświęcam 10 roboczogodzin a nie dwie. Naprawdę, wcześniej poświęcałem temu dwie. Prowadząc jednocześnie trzy kanały. Doszedłem do wniosku, że mogę na raz zając się tylko jednym. Tym. Z tego też powodu przestałem zajmować się motocyklami, przekazując Jednoślad.pl w ręce Kogoś kto zrobi to lepiej ode mnie. To z ogromną korzyścią nie tylko dla moich Widzów, ale także dla siebie. Bo mogłem więcej jeździć. Więcej kręcić. Jednak większa liczba kilometrów nie sprawiła, że stałem się szybszy. Nie. Zatrzymałem się na tym samym poziomie. Na długie miesiące. Nie rozumiałem jeszcze, że jazda na rowerze to jak montaż wideo. Więcej nie równa się lepiej. Mniej równa się lepiej. Jeśli chcę się dalej rozwijać to musze zadbać o jakość jazdy. Dlatego też nie raz mówię na głos, że jeśli Twoim priorytetem jest rozwój kondycji to nie zawsze możesz jeździć dużo a lekko. Jednak na tym etapie potrzebowałem więcej odpoczynku, tym bardziej, że zacząłem startować w triathlonie i pokazywać to w formie wideo. To był najtrudniejszy start w życiu, który cudem ukończyłem gdy na Bałtyku sztorm. Tutaj poczułem jak ciężko jest łączyć tyle dyscyplin i, że każda z nich jest poświęceniem tej drugiej. Jednak te zawody poraz kolejny nauczyły mnie pokory do życia, zdrowia, natury, innych ludzi oraz nabrać dystansu do liczb, swoich możliwości. Dowiedziałem się, że najgorsze są autooczekiwania. Planowanie. Bóg się śmieje słysząc o Twoich planach? Tak to było? Nie sądziłem, że jedne zawody mogą tak odwrócić sposób patrzenia na świat. Jednak gdy jesteś naprawde blisko tragedii, wówczas wdrukowujesz sobie w głowie nowy sposób patrzenia na życie oraz ludzi, którzy są obok. Relacja z tych zawodów to był film, który pierwszy raz pozwolił mi spojrzeć inaczej na to co robię. Pokazać tyle emocji. Udowodnić sobie, że to one są dużo ważniejsze niż to co tak naprawdę widać na pierwszy rzut ka. Mówię o filmach, ale tak naprawdę to są znaczniki etapów w moim życiu. To był także moment peaku mojej przeciętnej formy. Wówczas też brałem udział w największej liczbie imprez. Udało mi się podratować takze wieloletnie zaburzenia snu. Trzymanie się przez ostatnie 2 lata stałego rytmu treningowego pomogło mi unormować zegar biologiczny, który wcześniej był strasznie rozregulowany. To pomogło tym bardziej pomogło ograniczyć epizody nerwicy, depresji, lęku uogólnionego. Też w dużej mierze wpłynęło na formę. Wówczas to było stałe 3.5 w/kg FTP. Dla osób stojących z boku to było mało. Dla innych dużo. Dla mnie zawsze średnio, ale musiałem się Tym zadowolić, bo cały czas z tyłu głowy miałem to co działo sie przed 2016 rokiem. Mimo to się nie zniechęcałem. Trzymałem się tych 6 dni treningowych. Jednej zakładki triathlonowej. 10 biegu, 220 na rowerze. Kilometr w wodzie. Bilans energetyczny na zero. Waga na zero. Vo2max 54. 29 października 2019 zrobiłem kolejną serie badań. Był niższy kortyzol, nieco niedoboru ferrytyny przez dietę roślinną. Jednak nieporównywalnie lepsze samopoczucie fizyczne że strony ukłądu pokarmowego. Nigdy nie czułem się tak lekko. Zapomniałem o wszelkich zaburzeniach mojego brzucha. Stale chodziłem też do pychiatry, który niedowierzał. Pozwolił mi na zredukowanie do zera trazodonu. Zostawiając mi jedynie niewielką dawkę inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny . Po prostu ta higiena życia, odżywiania, snu, światła słonecznego, ruchu pozwoliła mojemu mózgowi funkcjonować w zupełnie innych warunkach. Serotoniny mogło być mniej. Jednak do czasu. Do momentu, gdy zaczęła się sypać moja firma. Problemy finansowe zżerały mnie od środka. Wróciła nerwica, depresja. Jedynie wieczorny wysyłek fizyczny pozwalał mi po kilkunastu godzinach dziennego napięcia zrywać łańcuch z mojej głowy. To codzienne męczenie się na trenażerze pozwalało odlatywać gdzieś obok. Ja logując się do Watopii, wylogowywałem się z problemów. Mimo to, mój lekarz zalecił mi stosowanie okresowo wyższej dawki leków. Jednak o dziwo nie doszło do wznowy bezsenności. Te leki dodają także nieco motywacji do działania na codzień, maskując epizody depresji, która odbiera siły do działania. W pewnej mierze na pewno dzięki terapii miałem więcej sił nie tylko do tego, aby tkwić w rytmie szosowym, ale też miłość do szosy przekuć na ucieczkę z branży do Prawie.PRO uruchamiając swój sklep i swoją odzież. Chwilkę potem pojawiła się ogólnoświatowa choroba wirusowa na literę C. Był zakaz jazdy na zewnątrz. Mnóstwo osób odpuszczało treningi na rzecz izolacji. Ja nie zrobiłem tego, bo wiedziałem jak ciężkie bedzie to miało konsekwencje dla mojej głowy. Wykorzystywałem każdy słoneczny dzień, narażając się na krytykę. Wówczas obowiązywał zakaz wstępu do lasów czy jazdy na rowerze gdzie indziej niż do pracy. Na wypadek mandatu woziłem dowód osobisty i maseczkę. Ale to była równia pochyła. Poziom stresu był tak silny, że wysysał że mnie wszystkie waty. W przeciągu kilku tygodni miałem wrażenie, że cofam się o miesiące. Poznałem co to znaczy. Jak wariują wszystkie wskazania. Co to znaczy wówczas zacisnąć zęby i mimo to próbować jechać dalej i się nie zatrzymywać. 2020 rok był przełomowy także dla osób, które mierzyły się z podobnymi problemami jak ja. Wielu wspaniałych ludzi doświadczyło w tym czasie mnóstwo złych emocji. Wówczas samemu sobie przysiągłem, że rezygnując z pracy w mojej poprzedniej firmie i otwierając nową będę starać się na YouTube być jednym z nas. Być dla Widzów a nie odwrotnie. Pokazywać tę moją drogę, te zbiegi okoliczności i sposoby. Zakreślać na mapie wszystkie ślepe uliczki w które wjechałem. Odkryłem jak mnóstwo dobrych ludzi mnie otacza i jak podobni jesteśmy do siebie. To dało mi jeszcze więcej energii do działania. Do cieszenia się każdym dniem na rowerze i na montażu. Stało sie też coś takiego dziwnego… przestałem sie zamykać. Przestałem się wstydzić swojej przeszłosci, choroby, nadwagi. Tego, że kiedyś uważałem się na lepszego od innych. Za pana z radia. 5 lat temu też pierwszy raz doświadczyłem spotkań na żywo. Pierwszy raz ktoś w twarz opowiedział mi swoją anaogiczną historię i powiedział, że śledzi nie od początku. Kamil, nigdy tego nie zapomnę. Tak samo jak pierwszych wspólnych ustawek bez stresu i napinki. Niejako manifestując, że każdy z nas jest ważny bez względu na wagę i wygląd a nawet liczbę subskrybentów. Wtedy też przestałem o to prosić. Okazało sie nagle, że nie jest ważna forma, tylko to jaki jesteś. Że można być akceptowanym takim jakim byłeś wczoraj, dziś i jutro będziesz. Że kolarstwo to jedynie pretekst do zmian. Bo to może być każda inna, dowolna sportowa odskocznia. W 2022 roku nastąpił jedyny w moim życiu etap podczas którego w pracy siedziałem 4 godziny dziennie. Wychodziłem o 13 lub 14, szedłem na warszawski Pl. Vogla i tam pisałem książkę. To, że ona zaczęła się pisać, było wynikiem przypadku. Po pandemii było ogromne zainteresowanie tematyką sportową. Społeczeństwo nadal było pokaleczone, mnóstwo osób postanowiło zmienić priorytety w swoim życiu. Dwie godziny dziennie spędzałem na pisaniu w cieniu, potem zawsze wsiadałem na rower i jechałem do Góry Kalwarii. Kondycyjnie od siebie wówczas niczego nie oczekiwałem. Na tym etapie jesteś w stanie bez napinki, dla siebie sporadycznie brać udział w zawodach. Pojechać pętle w okół tatr na skutek zimowych treningów na trenażerze. To był mój cel i udało się spełnić wszystkie te marzenia. Postawić grubą kreskę i zamknąć ten etap książką pisaną dla Wydawnictwa Znak z Krakowa. Zaakceptowałem samego siebie jakim jestem, ale zajęło to 5 lat. Z czego pierwszy był najważniejszy. A pozostałe 4 to jedynie retrospekcyjna kontrola samego siebie poprzez niezmienną konsekwencję pomimo zawirowań. Z okazji 60 000 km kupiłem nowy rower i wróciłem na 3 dni tam, gdzie pierwszy raz zobaczyłem na żywo góry. Do Kielc. Każdego jednego poranka konsumując wszystkie wyrzeczenia podczas pierwszych tysięcy, które było bolesną inwestycją. Wraz z wydaniem przez Wydawnictwo mojej książki strzeliło 70 000 km jednak bez spektakulatnych sukcesów. Musiałem sobie przetłumaczyć, że constans, stałość to też sukces. Bo wiele momentów zmęczenia kusiło, by na jakiś czas odpuścić. Przestać kręcić kolejne kilometry. Po co znów walczyć na zawodach czy górach. Zwiftowych i realnych, skoro nie widać poprawy. To był ten moj osobisty sufit, którego przez wiele lat nie mogłem przekroczyć. Niby nie chciałem, ale może nie umiałem? Niekiedy było mi z tego powodu trochę smutno, widząc lepszych, szybszych, lepiej zbudowanych. Kolejny rok męczę te alpy i dalej nie mogę złamać 50 minut? Mt. Ventoux na Zwift w 81 minut? Co to jest? Włączają mi się do dziś takie fazy. Głeboko skryte kompleksy wychodzą na wierz. I są tym silniejsze, im masz więcej stresu i zmęczenia w głosie. Zbiegło się to w tym okresie wraz że spadniem mojej aktywności w Social Mediach. Stale, co tydzień publikowałem wciąż poradniki na YT, jednak z weną było ciężko. By temu przeciwdziałać, w okresie zimowym zacząłem latać do Hiszpanii. Naładować się słońcem. Odkryłem kompletnie nowe tereny. Dowiedziałem się, że także w styczniu 2023 można się spalić. Zarówno na skórze, jak i kondycyjnie. Przez to udało mi się odrobinę wyrwać że stagnacji formy. Jednak to było mimowolne. Ponieważ priorytetem wciaż było i jest zdrowie psychiczne. Ale zauważ – poraz kolejny okazuje się, że to jest bardzo sztywna korelacja. Dokładnie tak samo jest z wagą. Momentami ważyłem 77 kg, by potem wejść na 80. Wystarczy tylko kilka gorszych tygodni, by znów przekonać się, że stan umysłu odpowiada także za stan lodówki. Z kolei słońce, większy poziom aktywności paradoksalnie redukuje apetyt. Jesteś w stanie znowu odmawiać sobie słodyczy. Aktualnie też jestem po roku bez absolutnie ani jednego piwa. Zszedłem z 16 procent tłuszczu na 13. Okazało się, że zaczynam poprawiać wszystkie wcześniejsze personal recordy. Przehyba, Obidza, Rates. A to niby tylko 3% tłuszczu. I znów ten wyrzut serotoniny, bo wyszedłem z błotka i kolejnego rocznego epizodu depresji przebijając 99 000 km. Oczywiście dziś także bywają gorsze momenty, bo perfekcjonizmem jest oczekiwanie wyłącznie dobrych momentów. Wyłącznie wzrostu formy. To nie będzie tak, że zawsze będę lepszy na przestrzeni sezonu, roku, czy dziewięciu. Każdy kilometr jest po coś. Jeden z nich będzie szybszy. Drugi zaliczysz podczas drogi powrotnej że ślepej uliczki. Kolejny by zrozumieć czym jest pokora i jak wyglada zachłyśniecie się swoją zajebistością. Pośrodku tej kariery otrzymujesz z otwartej ręki w twarz czy wbić się w ziemię i zrozumieć, że najważniejsze jest to czego nie widać. By z bliska przekonać się, że te cyfry bez narracji nic nie znaczą. Nie mówią ile każda z nich kosztowała Ciebie wysiłku, łez czy przekleństw. Ile razy uznawałeś(aś), że to kompletnie bez sensu, zawłaszcza gdzy wszyscy wokół Cię krytykują za to co widać. A nie za to co jest skryte w cieniu. Kiedy wiesz, że się z Ciebie śmieją, lub gdy spotykasz kogoś, kto traktuje Cię jak gorszego. Gdy ryczysz w sklepie jak małe dziecko przechodząc obok półki ze słodyczami. Albo gdy poza sportem w Twoim życiu dzieje się wiele złego, co tak niesamowicie podcina skrzydła. Gdy uznajesz, że nie tylko ten rower nie ma sensu, ale całe Twoje istnienie. Albo kiedy poziom stresu jest tak silny, że degraduje Twoją formę do cna. Kiedy zaciskasz zęby z całych sił by móc na nowo ruszyć pod tę cholerną górka słysząc w tle tylko niemy śmiech. To jest ta niewidoczna walka każdego z nas na kazdym kilometrze. Każdy z nich rzuca światłocienie. Ja dziękuję moim Widzom za te niespełna 100 000 km razem. Być normalnym
W najbliższy weekend, 19–20 października, w Warszawie odbędzie się kolejna edycja Kongresu Polska Wielki Projekt. To spotkanie środowisk intelektualnych, ekspertów i polityków, którzy od ponad dekady debatują nad przyszłością Polski i Europy.Kiedy kongres powstawał w latach 2010–2011, był laboratorium idei. To tam rodziły się projekty takie jak Trójmorze czy Centralny Port Komunikacyjny– przypomniał w Poranku Wnet Grzegorz Górny, dziennikarz i publicysta.W jego ocenie konieczna jest debata, która pomoże uświadomić społeczeństwu, w jakim kierunku powinniśmy zmierzać, jeżeli dojdzie do zmiany władzy i zmiany koniunktury politycznej. Jego zdaniem “w tej chwili widzimy takie dreptanie w miejscu, a nawet cofanie się”.Sprawczość państwa zanikła. i generalnie państwo przypomina coś w rodzaju ameby, która sama nie jest z siebie aktywna, tylko reaguje na bodźce z zewnątrz, jest reaktywna. W związku z tym nie ma pewnej podmiotowości– komentuje.Zdaniem Górnego, kraj potrzebuje nowego impulsu – i nowego pokolenia polityków.Widzę młodych ludzi z energią, ale muszą mieć zaplecze ideowe i eksperckie. Polska nie może tracić kolejnych lat na bierność, gdy wszystko wokół się zmienia– mówi.Wśród tematów kongresu znajdą się m.in. kryzys Trójmorza, przyszłość małych i średnich przedsiębiorstw, a także konsekwencje Zielonego Ładu forsowanego przez Brukselę.Trójmorze jest dziś martwe, a europejski zielony ład niszczy gospodarki naszego regionu. To może być impuls do wspólnego sprzeciwu krajów Europy Środkowej– podkreślił Górny.
Grzegorz Dudziński z Fundacji Światłownia w Bydgoszczy opowiada o piętnastej edycji wydarzenia dedykowanego niewidomym i niedowidzącym artystom.Celem festiwalu jest przełamywanie barier między światem osób widzących a niewidomych oraz promowanie utalentowanych wykonawców z całej Polski. Tegoroczna edycja poświęcona jest twórczości Krzysztofa Krawczyka, a w programie przewidziano m.in. konkurs laureatów w bydgoskiej Światłowni (11 października) oraz galę finałową w klubie Over the Under (12 października) z występami Agaty Zakrzewskiej i Darii Barszczyk.Grzegorz Dudziński podkreśla, że nie jest to festiwal „dla osób niepełnosprawnych”, lecz platforma spotkania, współtworzenia i wzajemnego zrozumienia:To nie jest kolejny festiwal dla osób niepełnosprawnych — chcemy pokazać, że wśród osób niewidomych i niedowidzących jest wiele wspaniałych talentów, które warto oklaskiwać.
Zapraszamy do bardzo ważnego odcinka!Kto słuchał odcinka ten wie:https://www.facebook.com/reel/1241657977191213
Zamek Królewski w Warszawie, prezentując trwającą do 8 lutego 2026 roku wystawę „Niech nas widzą! Wizerunek, strój, ciało”, przypomina, że historia ubioru to dzieje kultury i tego, jak chcemy być widziani.Autor: Jarosław TrybuśArtykuł przeczytasz pod linkiem: https://www.vogue.pl/a/wystawa-niech-nas-widza-wizerunek-stroj-cialo-przyglada-sie-historii-ubioru-od-xvi-wieku-do-dzis
Historia ubioru to historia kultury i dzieje tego, jak chcemy być widziani - o tym przypomina najnowsza wystawa w Zamku Królewskim w Warszawie. Na ekspozycji zatytułowanej "Niech nas widzą! Wizerunek, strój, ciało" narrację tworzą obrazy Marcella Bacciarellego i Bartłomieja Strobla, porcelanowe figurki, ceremonialne miecze, pasy kontuszowe, stroje haute couture Yves'a Saint Laurenta czy tęczowe kostiumy Thierry'ego Muglera.
Bartłomiej Żmuda. Reżyser. Człowiek z kamerą. Z sercem, które długo szukało – w ogniu, w dźwiękach, w medytacjach i na skrzyżowaniach duchowych ścieżek. Aż usłyszał zdanie tak proste, że aż banalne: „Jezus cię uzdrowi”. I wtedy wszystko nabrało kolorów.Autor filmu „Bóg i wojownicy lunaparków”, twórca szkoły „Film Class World”, dziś opowiada „Na Werandzie” o marzeniach, które stały się drogowskazami, o snach, które prowadziły dalej niż logika, i o podróżach do Afryki i Papui, gdzie rzeczywistość bywała bardziej nieprawdopodobna niż kino. Mówi też o tym, że sztuka może być modlitwą i proroctwem.To rozmowa o Bogu, który jest dziki jak lew i czuły jak baranek. O uczuciach, które potrafią wskazać drogę lepiej niż chłodny rozum. O „supermocach”, które każdy z nas nosi w sercu. I o filmie, który zamiast agitacji staje się lustrem – bo widzowie w Berlinie, Grecji czy w Polsce, oglądając „Boga i wojowników lunaparków”, mówią: „Widzę w tym swoją historię”.Tęsknota. Gniew. Smutek. Radość.Spotkanie, które zmienia wszystko.Posłuchaj.
Hossa za oceanem się nie cacka, indeksy jadą do góry. Ale złoto tez idzie do góry. O co chodzi? Zamiast pytać o szaleństwo na Wall Street, można spytać, co zwariowało bardziej – akcje w Stanach czy złoto? A może to wcale nie są objawy żadnego szaleństwa? Jest też pomysłach, które wyglądają na szalone. Do tego Francja, która zajmuje miejsce Włoch w kategorii europejskiego "enfant terrible". A z tematów dość rutynowych: oczekiwanie na nadchodzące dane o inflacji w USA, w tej wersji superważnej dla Fedu. I, oczywiście tematy zainspirowane przez Widzów. Rafał i Robert zapraszają!
Zbieranie kapitału to nie tylko pitch deck i rozmowy z inwestorami. To także zrozumienie, jak działa sam fundusz: jakie ma zobowiązania wobec swoich LP, czego szuka i dlaczego. W najnowszym odcinku MamStartup Podcast rozmawiamy z Marcinem Fejferem, Partnerem Zarządzającym w S20, o kulisach pracy micro VC, realiach budowania prywatnego funduszu w Polsce i najczęstszych błędach jakie popełniają founderzy przy fundrasingu. Kiedy VC przegrywa z mieszkaniem na wynajemS20 Fund, którym zarządza Marcin Fajfer, to przykład „micro VC” z prywatnymi LP (Limited Partners) – aniołami biznesu i przedsiębiorcami. Takie źródło kapitału pozwala działać szybciej i elastyczniej niż w klasycznych funduszach, które opierają się na środkach publicznych. – Jesteśmy szybcy. Oczywiście kiedy trzeba, bo to nie zawsze trzeba być szybkim, ale kiedy jest okazja i jesteśmy przekonani, to chcemy móc bardzo szybko działać – podkreśla Fejfer.Brak skomplikowanej biurokracji sprawia, że decyzje inwestycyjne mogą podejmować z dnia na dzień, co wyróżnia S20 na tle wielu graczy na rynku. Jednocześnie zebranie prywatnego funduszu w Polsce wciąż jest ogromnym wyzwaniem. – Jesteśmy w tej części świata skazani na instytucjonalnych inwestorów – dodaje Marcin Fajfer. Oznacza to, że budując fundusz bez wsparcia PFR czy środków unijnych, trzeba liczyć się z dłuższym i trudniejszym procesem pozyskiwania kapitału.Co ciekawe, Fejfer zauważa, że największym konkurentem dla VC w oczach wielu prywatnych inwestorów nie są wcale inne fundusze czy giełda, lecz… rynek nieruchomości. Mieszkania na wynajem jawią się jako bezpieczniejsza i bardziej płynna lokata kapitału.
„The Testament of Ann Lee” w reżyserii Mony Fostvold z Amandą Seyfried w roli głównej podbił festiwal filmowy w Wenecji. Poprzez muzykę i taniec opowiada o XVIII-wiecznej mistyczce, która założyła radykalny Kościół szejkersów.Autorka: Adriana ProdeusArtykuł przeczytasz pod linkiem: https://www.vogue.pl/a/the-testament-of-ann-lee-recenzja-filmu
"Zaczął się od prostego buntu i równie prostego marzenia. Kilkanaście lat temu wkurzały nas fasady i boczne ściany kamienic przykryte wielkoformatowymi reklamami, więc pomyśleliśmy: zamiast billboardów, ruchome obrazy. Zamiast krzyczeć hasłami, pokazywać nieoczywiste historie". Wrocławski Kinomural w tym roku skupi 90 najlepszych artystów z 20 krajów.
Dyrektor Centrum Europejskiego UW naświetla ostatnie poczynania Karola Nawrockiego. Ocenia jego wizyty w Waszyngtonie oraz Rzymie, a także relacje na linii obóz prezydenta - obóz premiera.
"Widzę, że pan prezydent chce stworzyć wrażenie, że jest taki bardzo twardy, zdecydowany, będzie wetował - tylko trochę chyba po omacku wetuje" - stwierdził w Porannej rozmowie w RMF FM Bronisław Komorowski, odnosząc się do sześciu zawetowanych przez Karola Nawrockiego ustaw. Były prezydent zauważył, że nadmierne wetowanie może głowie państwa zaszkodzić.
Posłuchaj prawdziwych, mrożących krew w żyłach historii widzów...
Krzysztofa Bieniak – doradczyni zawodowa z Frauenzentrum Marie w Berlinie wspiera kobiety w odnajdywaniu ich ścieżki zawodowej. W podcaście powiada, na czym polega systemowe doradztwo, dlaczego uznanie kwalifikacji zdobytych w Polsce może być przełomem oraz jak unikać pułapek i nie dać się oszukać w tym procesie. Zaprasza Monika Sędzierska KONTAKT: cosmopopolsku@rbb-online.de STRONA: http://www.wdr.de/k/cosmopopolsku BĄDŹ NA BIEŻĄCO: COSMO po polsku Facebook Von Monika Sedzierska.
[AUTOPROMOCJA] Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. W najnowszym odcinku "O serialach" Bartosz Węglarczyk i Piotr Markiewicz omawiają finał serialu "Studio", który od pierwszego odcinka utrzymuje zarówno poziom, jak i sympatię widzów, a także nowość — "Pamiętniki Mordbota". Alexander Skarsgård ma zachwycać zarówno rolą, jak i... narracją spoza kadru.
W "O serialach" Piotr Markiewicz gości Dominikę Olszynę – redaktorkę naczelną Onet Lifestyle i Kultura. Choć każda okazja, by porozmawiać o Pedro Pascalu jest dobra, tym razem pretekstem będzie powracające "The Last of Us". Nie zabraknie również cieszących się dobrymi opiniami "The Pitt", "The Studio" oraz "Daredevila", a także nowości o intrygującym tytule: "Kwestia seksu i śmierci". Zapraszamy do słuchania i oglądania!
Który z kandydatów na prezydenta wypadł najlepiej w ostatnich debatach prezydenckich? Kto najgorzej? Czy nieobecność na debatach zaszkodzi kandydatom takim jak Adrian Zandberg? Czy kandydat Konfederacji traci? Jak wypada Rafał Trzaskowski w starciu z Karolem Nawrockim? Co mają wspólnego debaty prezydenckie i wydarzenia sportowe? Arkadiusz Gruszczyński z "Wyborczej" rozmawia z prof. Przemysławem Sadurą, socjologiem z UW.
Netflix koronował nową królową komedii romantycznych. Aktorka i wokalistka Sofia Carson z „Listy marzeń”, „Purpurowych serc” i „Kontroli bezpieczeństwa” wcześniej została gwiazdą Disneya w „Następcach”. Co planuje w przyszłości? Autorka: Anna Konieczyńska Artykuł przeczytasz pod linkiem: https://www.vogue.pl/a/sofia-carson-nowa-krolowa-komedii-romantycznych-kim-jest-gwiazda-listy-marzen-porownywana-do-audrey-hepburn
Czy na pewno jesteś sam w swoim domu?
"Uważam, że możemy czuć się bezpiecznie" – powiedziała w Porannej rozmowie w RMF FM podsekretarz stanu ds. europejskich Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Członek rządu była pytana m.in. o przewagę Rosji nad krajami UE w przemyśle zbrojeniowym. Sobkowiak-Czarnecka wskazała m.in., że 10 lat temu kwestią obrony zajmowało się w Komisji Europejskiej kilkanaście osób, a dzisiaj jest osobna dyrekcja i komisarz. Jeśli prośby z Ukrainy przekraczają nasze możliwości, mówimy "stop" – mówiła o polskiej polityce rozmówczyni Tomasza Terlikowskiego.
Maciej Zientara to wizjonerski przedsiębiorca, anioł biznesu i inwestor z niemal 30-letnim doświadczeniem na polskim rynku kapitałowym oraz 20-letnim w branży nieruchomości. Jako założyciel i siła napędowa Supernova Group, realizuje międzynarodowe projekty inwestycyjne i nieruchomościowe w Polsce, Chorwacji, na Cyprze i w USA, w tym przedsięwzięcia hotelowe i technologiczne. Mimo pragmatycznego podejścia do inwestowania, nie stroni od odważnych decyzji, inwestując w sztuczną inteligencję i przełomowe technologie, które mają potencjał kształtować przyszłość. Partner zarządzający w JRH ASI SA i główny akcjonariusz Soho Development, nadzorował ponad 100 inwestycji kapitałowych oraz spektakularne przejęcia z programu NFI. Supernova Group, pod jego kierunkiem, zrealizowała ponad 50 projektów o wartości przekraczającej 500 mln EUR, a obecnie zarządza portfelem inwestycyjnym wartym ponad 100 mln EUR. Absolwent SGH w Warszawie oraz programów na IESE Business School, Stanford University i IMD, łączy kreatywność z inżynierią finansową, wyznaczając nowe standardy na rynkach inwestycyjnych. Członek Mensy, miłośnik dobrego jedzenia i wina, aktywny sportowiec i mentor, ciągle otwarty na nowe wyzwania. Maciej Zientara to fascynująca postać polskiego biznesu, której historia pokazuje, że sukces często idzie w parze z odwagą podejmowania ryzyka i umiejętnością dostrzegania szans. Pierwszy milion zarobił w wieku 28 lat na inwestowaniu w akcje pracownicze podczas transformacji gospodarczej w Polsce. Jednak to, co wyróżnia jego historię, to nie sama kwota, ale filozofia podejścia do biznesu i życia. Zientara rozpoczął swoją karierę od nietrafionego wyboru - technikum elektronicznego, które ukończył mimo świadomości, że to nie jego droga. Ta pierwsza "porażka" paradoksalnie otworzyła mu drzwi do SGH, gdzie zdobył wykształcenie, które wykorzystał w późniejszej karierze w bankowości inwestycyjnej. Przez lata pracował w czołowych instytucjach finansowych, m.in. w Banku Handlowym i BRE Banku, gdzie uczestniczył w największych transakcjach M&A w Polsce. Jednak przełomowym momentem była decyzja o samodzielności i zainwestowaniu całego majątku w wykup lewarowany NFI. To ryzykowne posunięcie przyniosło mu wielokrotny zwrot z inwestycji. Dziś, w wieku 50 lat, Maciej nie zwalnia tempa. Po sukcesach w nieruchomościach i bolesnych doświadczeniach z biznesem hotelowym podczas pandemii, skierował swoją uwagę na venture capital. Inwestuje w projekty związane ze sztuczną inteligencją, wierząc, że to ostatnia wielka fala technologiczna, na której może jeszcze popłynąć. Jego filozofia biznesowa opiera się na kilku kluczowych zasadach: nieustannym wychodzeniu ze strefy komfortu, współpracy z ludźmi o komplementarnych umiejętnościach i traktowaniu pieniędzy jako narzędzia, nie celu samego w sobie. "Nazywaj czego nie umiesz" - powtarza, podkreślając wagę świadomości własnych ograniczeń i umiejętności dobierania odpowiednich partnerów.
Zapraszamy na specjalne wydanie najpopularniejszego podcastu politycznego w Polsce. „Stan Wyjątkowy” na żywo i w pełnym składzie, w dodatku — co najważniejsze — z udziałem publiczności w studiu. Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Beata Lubecka. Zapraszają Widzów i Słuchaczy do oglądania, słuchania i zadawania pytań. To ważny politycznie czas — w sobotę na konwencji w Gliwicach Rafał Trzaskowski został oficjalnie ogłoszony jako kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta. Mówiąc, że to będzie kampania i gospodarce, bezpieczeństwie i równości, zapowiedział liberalizację przepisów aborcyjnych — to niezrealizowana obietnica Koalicji Obywatelskiej z zeszłorocznej kampanii parlamentarnej. Jego wystąpienie na bieżąco komentował Jarosław Kaczyński, któremu politycy PiS założyli konto na X-Twitterze na czas kampanii. W tym czasie kandydat PiS Karol Nawrocki musi się mierzyć z pytaniami dotyczącymi znajomości w trójmiejskim półświatku. To pokłosie ujawnionego w poprzednim wydaniu „Stanu Wyjątkowego” krążącego we władzach PiS raportu, w którym na kilkudziesięciu stronach opisywane są szemrane kontakty Nawrockiego. W sobotę swą konwencję miał także lider Polski 2050 Szymon Hołownia. Znamy już kandydata Konfederacji — to Sławomir Mentzen, o którym ciepło wypowiada się Andrzej Duda. Prezydent spotkał się z Nawrockim, ale widać, że z otwartym poparciem dla kandydata PiS się nie spieszy. Prawda jest jednak taka, że Trzaskowski i Nawrocki to faworyci. Prawdopodobnie wśród nich będzie nowy prezydent, który obejmie urząd latem 2025 r., po 8 latach kadencji Dudy. W tych szczególnych okolicznościach Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Beata Lubecka zapraszają na wydanie specjalne „Stanu Wyjątkowego”. Twórcy „Stanu Wyjątkowego” wchodzą za kulisy polityki i odpowiadają na pytania zgromadzonej w studiu publiczności, a także Widzów i Słuchaczy śledzących audycję przez Internet. Jakie są kulisy selekcji kandydatów KO i PiS? Jak będzie wyglądać kampania? I — co najważniejsze — jak potoczą się wydarzenia polityczne w razie zwycięstwa poszczególnych kandydatów? Zapraszamy na „Stan Wyjątkowy”!