POPULARITY
Zwycięstwo konserwatystów w wyborach w Japonii oraz wyraźny mandat dla nowej premier, Sanae Takaichi, zaskoczyły wielu obserwatorów. O przyczynach tego sukcesu, kondycji japońskiej polityki i możliwych konsekwencjach międzynarodowych mówił na antenie Radia Wnet historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Jakub Polit.Silna osobowość w kraju rotacyjnych premierówProfesor zwrócił uwagę, że w japońskiej polityce stabilność przywództwa należy do rzadkości.„Premierzy Japonii zmieniają się jak w karuzeli. Swego czasu rządzący przez lat 14 kanclerz Kohl powiedział, że jest zmęczony poznawaniem kolejnych premierów Japonii, których bodajże siedmiu się zmieniło podczas jego kadencji.”Nowa premier – jak podkreślał Polit – postawiła wszystko na jedną kartę. Zdecydowała się na przyspieszone wybory, mimo że jej partia nie miała wcześniej stabilnej większości.„Postawiła wszystko na jedną kartę i wygrała. W Japonii, gdzie wszystko przebiega wedle zasady konsensusu, nie drażnienia innych, to wymaga pewnego rodzaju siły woli, ażeby się postawić.”W jego ocenie mamy do czynienia z „bardzo silną osobowością”, co w japońskich realiach politycznych jest zjawiskiem wyjątkowym.„Japońska Thatcher”? Raczej lider gotowy na niepopularne decyzjeW mediach pojawiły się porównania nowej premier do Donalda Trumpa czy Margaret Thatcher. Polit studzi jednak takie analogie, wskazując, że chodzi raczej o styl przywództwa niż kopiowanie konkretnych programów.„To po prostu jest porównanie do silnych liderów, którzy mają odwagę podjąć niepopularną decyzję i tutaj rzeczywiście tak jest.”Kluczowe znaczenie może mieć kwestia bezpieczeństwa oraz ewentualna zmiana dotychczasowej, skrajnie pacyfistycznej konstytucji Japonii. Zdaniem historyka obecna sytuacja międzynarodowa podważa sens dotychczasowej doktryny.„Pacyfistyczna konstytucja miała być zachętą dla całego świata do rzucenia broni. Kiedy się okazało, że jest to niemożliwe, że kontynent nie tylko nie podąża za wyspami, ale się zbroi, no to okazuje się, że nie pasuje ona do obecnych realiów.”Tajwan i napięcia z ChinamiNajbardziej wyrazistym elementem nowego kursu jest stanowisko wobec Tajwanu. Premier Takaichi stwierdziła, że wyspa jest kluczowa dla bezpieczeństwa Japonii. To wywołało ostrą reakcję Pekinu.„Znana była ostatnia awantura odnośnie wypowiedzi pani Takaichi odnośnie Tajwanu, o której powiedziała to, co wiedzą wszyscy, ale nikt nie odważył się mówić. Mianowicie wyspa jest niezbędna dla japońskiego bezpieczeństwa i w interesie Japonii jest jej obrona.”Reakcja chińskiego konsula – jak relacjonował Polit – była wyjątkowo brutalna.„Powiedział, że osobie, która w ten sposób mówi, należy rozbić jej głupi łeb. Trzeba powiedzieć, że nawet odnośnie retoryki komunistów chińskich były to słowa wręcz niesłychane.”W szerszej perspektywie chodzi o kontrolę nad dostępem do Pacyfiku. Zdaniem historyka przejęcie Tajwanu przez Chiny oznaczałoby zasadniczą zmianę równowagi sił w regionie.„Usadowienie się tutaj Chińczyków oznacza pozostawienie Japonii na łasce chińskiej, a Tajwan jest tutaj wyspą kluczową.”Czy mamy do czynienia z początkiem nowej, konserwatywnej epoki w Japonii? Prof. Polit pozostaje ostrożny.„Dotychczasowa praktyka nie nastraja optymistycznie. Gabinety w Japonii trwały, jak wiadomo, krótko. Zależały od układu sił wewnątrz samej partii rządzącej.”Jednocześnie przyznaje, że nowa premier „jest postacią dobrze rokującą i sympatyczną” oraz że sam „byłby pozytywnie zaskoczony, gdyby był to jakiś długofalowy przełom”./fa
Czy żyjemy w epoce narcyzów? A może bardziej w epoce mocnych nagłówków? Bo gdy słyszymy „epidemia narcyzmu”, łatwo wyobrazić sobie pokolenie zapatrzone w selfie, roszczeniowe i przekonane o własnej wyjątkowości. Tylko że rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana.W najnowszym odcinku Stacji Dywagacji między innymi:- Skąd w ogóle wzięło się hasło „epidemia narcyzmu”, kto je wypuścił w świat i dlaczego?- Dokąd może zaprowadzić miks kultury clickbaitu oraz niezrozumienia, jak działają testy psychologiczne?- Co pokazują najnowsze metaanalizy z lat 1982–2023 (ponad pół miliona badanych!) i dlaczego obalają popularne przekonania?To nie jest odcinek o tym, kim jest narcyz i jaki ma wpływ na otoczenie, bo o tym już mówiliśmy w odcinku 9: https://youtu.be/VN8xyDpS2JY.Raczej o tym, skąd się wzięło przekonanie, że narcyzów jest dziś więcej niż kiedykolwiek i dlaczego ta „epidemia” może być po prostu dobrze sprzedającym się mitem.00:00 Skąd się wzięła teoria epidemii narcyzmu8:43 Życie w erze roszczeń12:20 Efekt Flynna14:51 Weryfikacja teorii o epidemii narcyzmu19:47 Szkodliwość zabawy tematem narcyzmuLink do omawianego badania: https://www.researchgate.net/publication/384907375_A_Farewell_to_the_Narcissism_Epidemic_A_Cross-Temporal_Meta-Analysis_of_Global_NPI_Scores_1982-2023 YouTube: https://www.youtube.com/@stacjadywagacjaInne platformy: https://stacjadywagacja.plFB: https://www.facebook.com/stacjadywagacjaInsta: https://www.instagram.com/stacja.dywagacjaProwadzący: Michał Sławiński i Michał PlichtaGrafika: Agnieszka Kosiec-Plichta (https://agakosiec.com)
Gościem Poranka Radia Wnet był prof. Maciej Szymanowski, były dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka. Rozmowa dotyczyła zbliżających się wyborów parlamentarnych na Węgrzech i realnych szans premiera Viktora Orbána na kolejne zwycięstwo.Zdaniem profesora, medialne doniesienia o przewadze opozycji należy traktować z dystansem.„To już przerabialiśmy cztery lata temu. Wtedy też pisano, że opozycja wygrywa, a skończyło się kolejnym zwycięstwem Orbána.”Szymanowski zwracał uwagę na opublikowany niedawno, liczący ponad 300 stron program głównej partii opozycyjnej Tisza.„To jest program o wszystkim i o niczym. Nie ma w nim kluczowych kwestii, jak podatki. To rodzi dużą niepewność.”Ekspert podkreślał, że choć sytuacja gospodarcza Węgier jest trudniejsza, niż oczekują obywatele, nie jest aż tak zła, jak bywa przedstawiana w polskich mediach. W jego ocenie wyborcy mogą nie chcieć ryzykować zmiany władzy na rzecz słabo zorganizowanej opozycji.W rozmowie pojawił się także wątek wsparcia, jakiego Orbánowi udzielił Donald Trump.„Trump jest wdzięczny Orbánowi, bo był jedynym premierem UE, który otwarcie poparł go w kampanii, gdy nie było wiadomo, czy wróci do Białego Domu.”Na pytanie o prognozę wyborczą profesor odpowiedział ostrożnie, ale jednoznacznie.„Jako historyk nie powinienem prorokować, ale z tego, co widzę i słyszę, powiedziałbym, że raczej wygra Viktor Orbán.”/fa
Niedawno zakończył się drugi sezon serialu „Fallout”. To dobry moment, by wrócić do uniwersum, które od lat opowiada o świecie po katastrofie w sposób wyjątkowo konsekwentny – nie jako historię o samej zagładzie, lecz o tym, co dzieje się potem.Spadły bomby. Stary porządek się skończył. Zostały ruiny, strach i bardzo konkretne dylematy: jak zorganizować życie od nowa, kto ma rządzić, na jakich zasadach i jaką cenę trzeba za to zapłacić. Fallout od początku pokazuje, że proste odpowiedzi nie istnieją. To nie jest opowieść o bohaterskim przetrwaniu ani o czystym nowym początku. Raczej o próbach zaprowadzania porządku w świecie, który nie chce się już łatwo podporządkować żadnym regułom.Rządy autorytarne lub wręcz faszystowskie, technokratyczna kontrola, korporacyjne zarządzanie, nostalgiczne marzenia o odbudowie dawnego państwa. Każda wizja obiecuje bezpieczeństwo, wyznacza cele na przyszłość. I każdy szybko zostaje zweryfikowana przez skomplikowaną rzeczywistość. To właśnie ta niejednoznaczność sprawia, że Fallout tak dobrze trafia dziś do kolejnych pokoleń widzów i graczy.O tych napięciach rozmawiamy z Michałem Walkiewiczem – dziennikarzem i krytykiem filmowym, który od lat pisze w „Tygodniku Powszechnym” o popkulturze, serialach i grach jako ważnym języku opisu współczesnego świata. Fallout jest tu punktem wyjścia do szerszej refleksji o polityce w czasach kryzysu, o dojrzewaniu w rzeczywistości bez stabilnych reguł oraz o tym, dlaczego narracje postapokaliptyczne tak silnie rezonują dziś z kolejnymi pokoleniami.To rozmowa o popkulturze, ale przede wszystkim o bardzo współczesnym doświadczeniu: życiu w świecie kruchych instytucji, sprzeczności i szybko zużywających się obietnic. Fallout nie daje gotowych odpowiedzi. Pokazuje raczej, jak wygląda świat, w którym trzeba je wciąż wymyślać na nowo.Podkast Tygodnika Powszechnego jest otwartym dla wszystkich formatem dziennikarskim, który współfinansowany jest przez naszych Patronów. Nasza działalność podkastowa jest w 100% działalnością non-profit i wszystkie datki przeznaczane są na tworzenie i rozwijanie treści. Dołącz do grona Patronów https://patronite.pl/TygodnikPowszechnyJeśli podobają Ci się nasze tematy, zapraszamy po więcej na serwis www.tygodnikpowszechny.pl. Dostęp do serwisu online „Tygodnika Powszechnego” to wartościowe artykuły tworzone przez najlepsze i nagradzane autorki i autorów, a nie przez algorytmy. To bieżące i ponadczasowe treści o społeczeństwie, kulturze, świecie i duchowości, opisujące rzeczywistość z wielu perspektyw, unikające uproszczeń i krzykliwych narracji. Wierzymy, że w ten sposób świat można zrozumieć – i naprawić. Dlatego piszemy odpowiedzialnie, z szacunkiem i nadzieją. TygodnikPowszechny.pl to miejsce w sieci, które Cię szanuje.
Góry nie zaczynają się od mięśni. Zaczynają się w głowie. Od ciekawości, od pytania „co jest wyżej” i od momentu, w którym człowiek po raz pierwszy przekracza własną granicę. Paweł Mamoń, podróżnik i miłośnik wysokich gór, w rozmowie radiowej opowiadał o tym, co naprawdę dzieje się z człowiekiem na dużych wysokościach – i dlaczego tak wielu wraca tam mimo realnego ryzyka.„Dla kogoś, kto poszukuje wrażeń, kto lubi wiedzieć, co jest za zakrętem, kto lubi wiedzieć, co jest wyżej, jak wysoko może zajść, jak je temperatury może wytrzymać.”To jednak nie jest opowieść o romantycznej przygodzie. Raczej o cienkiej linii między euforią a tragedią.Góry nie wybaczają. Psychika ważniejsza niż siłaMamoń podkreślał, że wysokie góry szybko weryfikują wyobrażenia. Powyżej 4,5 tysiąca metrów zaczyna się fizjologia, z którą nie da się negocjować: ból głowy, duszność, przyspieszony oddech, zimno. Każdy krok wymaga wysiłku, a błędy kosztują więcej niż na nizinach.„Powyżej 4,5 tys. metrów powietrze zaczyna się bardzo mocno rozrzedzać… Postawienie kroku następnego wiąże się z nabraniem dwóch, trzech oddechów nieraz.”Dlatego – jak mówił – kluczowa jest znajomość własnego organizmu i umiejętność ocenienia, kiedy należy się wycofać.„Znajomość swojego organizmu, na co można sobie pozwolić, ale też jak daleko możemy się posunąć przekraczając swoje granice.”Elbrus i moment, gdy rzeczywistość się rozpadaNajmocniejsza część rozmowy dotyczyła Elbrusa – góry pięknej, ale zdradliwej. Mamoń opisywał ją jako teren czynny sejsmicznie, z wyziewami siarki, które potrafią wpływać na świadomość. To tam jego partner z wyprawy zaczął doświadczać halucynacji.„Te wyziewy siarki spowodowały już halucynacje.”„Powiedział: ‘przecież widziałem cię, jechałeś maluchem'. A mnie tam w ogóle nie było.”To właśnie w takich momentach – tłumaczył – ludzie tracą orientację, wybierają zły kierunek i giną, spadając w przepaście.„Bardzo często ludzie tam właśnie giną na Elbrusie, bo podczas tych halucynacji idą nie w tą stronę, gdzie trzeba.”Uzależnienie od wysokości i rywalizacjaDlaczego więc wracają? Dlaczego ryzykują ponownie? Mamoń nie uciekał od trudnych odpowiedzi. Mówił wprost o uzależnieniu, o potrzebie sprawdzenia się i o rywalizacji, która potrafi przysłonić rozsądek.„To wciąga jak narkotyk, jak uzależnienie.”„Wchodzi jakiś element rywalizacji – kto szybciej wejdzie, kto wyżej wejdzie – i niestety nieraz to się kończy w taki sposób.”W tym kontekście wspomniał też o dramatycznych historiach z Himalajów, gdzie w sytuacjach granicznych wybór bywa brutalny.„Albo giną dwie osoby, albo jedną osobę się zostawia. Dla ratowania własnego życia.”Nocna burza i decyzja, która ratuje życieInnym obrazem, który zostaje w pamięci, była nocna burza pod Elbrusem. Błyskawice, wiatr dochodzący – jak relacjonował – do 130–140 km/h i moment, w którym odwrót przestaje być możliwy. Jedyną opcją było schronienie się za niewielkimi skałami.„Musimy się schronić za tymi skałami.”„Małe bryłki lodu nas bombardowały… nie można było ustać na nogach.”Po dwóch godzinach cisza. Pogoda odpuściła, a grupa mogła kontynuować wejście.„W pięknej pogodzie stanęliśmy wszyscy na szczycie.”Co zostaje po powrocie „na dół”Mimo wszystkich zagrożeń Mamoń mówił też o tym, co góry dają pozytywnego. O perspektywie, która zmienia sposób patrzenia na codzienne problemy.„Stanąć na szczycie i spojrzeć na świat z tej perspektywy… jest jakiś rodzaj euforii.”„Daje to moc w codziennym życiu. Dużo łatwiej jest pokonywać małe bariery.”Na koniec wrócił jeszcze do Kaukazu – regionu pięknego, ale naznaczonego konfliktami – i zostawił prostą, osobistą refleksję.„Konflikty tworzą politycy, a nie ludzie. Ludzie, których tam poznaliśmy, byli cudowni. To przepiękne miejsce.”
Nowe spojrzenie na terapię szokową: czy naprawdę musieliśmy wdrażać plan importowany z Ameryki – bez korekty i bez pytania społeczeństwa o zdanie?Gościem nowego odcinka jest Jan Śpiewak, socjolog i aktywista społeczny. Punktem wyjścia do rozmowy jest głośna książka Patologia transformacji prof. Witolda Kieżuna – dziś czytana zupełnie inaczej niż dekadę temu.W podcaście pytamy m.in.:– dlaczego koszt transformacji rozłożył się tak nierówno – i kto zapłacił najwyższą cenę,– jak terapia szokowa ukształtowała nie tylko gospodarkę, ale też nasze myślenie o państwie, pracy i odpowiedzialności elit,– czy dzisiejszy gniew społeczny, populizm i polaryzacja są w jakimś sensie rachunkiem wystawionym latom 90.To nie jest rozmowa o prostych winach ani publicystycznych rozliczeniach. Raczej o mechanizmach, które działają długo po tym, jak opadnie kurz wielkich reform.
W ostatnich tygodniach Grenlandia znalazła się w centrum globalnego zainteresowania. Do Nuuk i mniejszych miejscowości ściągnęły dziesiątki ekip medialnych, a temat wyspy regularnie trafia na czołówki portali informacyjnych. W Radiu Wnet o tym, jak ta sytuacja wygląda „od środka”, opowiedział Adam Jarniewski, Polak mieszkający na Grenlandii od dwóch dekad, na co dzień związany z miastem Sisimiut.Już na początku rozmowy podkreślał, że nagłe zainteresowanie mediów nie jest dla mieszkańców niczym komfortowym.– „Nie jest to ciekawa sytuacja tak naprawdę. Ani dla mnie, ani chyba dla mieszkańców wyspy. Ta sytuacja już się trochę ciągnie – rok temu się wszystko zaczęło, eskalowało do marca, potem ucichło i teraz znowu wróciło” – mówił.Powrót tematu Grenlandii w światowej polityce wiąże się bezpośrednio z ostrą retoryką Donalda Trumpa. Jak relacjonował Jarniewski, jej skutkiem jest nie tylko medialny chaos, ale też realny niepokój społeczny.– „Pojawiły się zakusy Donalda Trumpa o Grenlandię i to się wiąże z tym, że jest tu multum dziennikarzy, reporterów i generalnie panuje duży niepokój” – podkreślał.Nastroje te nie są wyłącznie jego osobistym odczuciem. Jak zaznaczył, sprzeciw wobec amerykańskiej narracji jest powszechny.– „Myślę, że to jest nastrój wśród wielu mieszkańców, praktycznie wszystkich. Jutro będą organizowane demonstracje przeciwko tej twardej retoryce amerykańskiej wobec Grenlandii” – mówił.Zapytany, czy Grenlandczycy chcą zmiany statusu wyspy, odpowiedział wprost:– „Raczej chcą, żeby było tak jak jest. Ta retoryka Donalda Trumpa jest po prostu za ostra”.Rozmowa zeszła także na codzienne życie na Grenlandii – zupełnie inne od tego, które znamy z Europy kontynentalnej. Jarniewski mieszka w Sisimiut, drugim co do wielkości mieście wyspy.– „Drugie co do wielkości miasto liczy jedynie 5,5 tysiąca mieszkańców” – przypominał, pokazując skalę grenlandzkich realiów.Jak zaznaczał, życie na wyspie to z jednej strony ogromna przestrzeń i bliskość natury, z drugiej – poważne ograniczenia.– „Grenlandia to ogromny bezkres. Mamy bardzo małą gęstość zaludnienia i bardzo korzystamy z tych wielkich przestrzeni. Normalne jest na przykład, że chodzimy na polowania” – mówił.Jednocześnie dodawał:– „Transport jest bardzo utrudniony, bo miasta nie są połączone siecią dróg. Wszystko odbywa się drogą lotniczą, z częstymi opóźnieniami. No i generalnie wszystko jest bardzo drogie”.Istotnym wątkiem rozmowy były relacje Grenlandii z Danią. Zdaniem Polaka obecny kryzys geopolityczny paradoksalnie zmienia ich postrzeganie.– „Donald Trump dość paradoksalnie zbliża Danię i Grenlandię. Wielu Grenlandczyków zaczyna zdawać sobie sprawę, że ten sojusz przyniósł też wiele dobrego – między innymi pozwolił zachować kulturę i sposób życia” – oceniał.Jako kontrast przywołał sytuację Inuitów na Alasce:– „W przeciwieństwie do Inuitów na Alasce, gdzie ich kultura i język zostały praktycznie wytrzebione przez Amerykanów”.Podkreślał też znaczenie kontekstu historycznego, często pomijanego w debacie publicznej.– „Jeżeli mówimy o tym, co działo się w latach 50. i 60., nie można tego oceniać z perspektywy dzisiejszych czasów. O tym często zapominają media” – zaznaczył.Jarniewski mówił również o języku i tożsamości Grenlandczyków.– „Język grenlandzki jest oficjalnym językiem. Zdaje się z niego maturę. To imponujące, biorąc pod uwagę, że mówi nim około 50 tysięcy ludzi – mniej niż językiem kaszubskim” – podkreślał.W kontekście ewentualnej pełnej niepodległości wyspy był ostrożny.– „Większość Grenlandczyków zdaje sobie sprawę, że stuprocentowa niepodległość przy tak małej liczbie ludności byłaby ogromnym wyzwaniem, być może niemożliwym” – oceniał, wskazując, że tylko jedna partia polityczna otwarcie forsuje taki scenariusz.Rozmowa zeszła też na kwestie bardzo przyziemne – jedzenie.– „Żywimy się głównie mięsem. Bardzo trudno być tu wegetarianinem. Klasyczną potrawą jest zupa z foki – sułasad. Je się też renifera, morsa, wieloryba, a nawet mięso niedźwiedzia polarnego” – mówił bez ogródek.Na pytanie, dlaczego od 20 lat nie wrócił do Polski, odpowiedział spokojnie:– „Moja żona jest Grenlandką. Od razu spodobało mi się to życie – bez pośpiechu, bez codziennych zmagań. Wydaje mi się, że żyje nam się tutaj lepiej niż żyłoby się w Polsce”.Na koniec, zapytany o życzenie po tygodniach medialnego oblężenia, nie wahał się ani chwili:– „Świętego spokoju”.
Techstorie na żywo! Link do zapisu na dole opisu tego odcinka! Kiedy myślimy o wojnie, wyobrażamy sobie czołgi, rakiety, wojsko. Raczej nie myślimy o kablach. A już na pewno nie o kablach leżących na dnie morza. Tymczasem to właśnie one są dziś jednym z najsłabszych punktów europejskiego bezpieczeństwa. Co chwilę słyszymy o aktach sabotażu - a to na kabel telekomunikacyjny, a to na energetyczny. W środku tej zawieruchy jest nasz swojski Bałtyk. To morze wyjątkowo płytkie i wyjątkowo gęsto "zabudowane". W dodatku otoczone przez NATO oraz Rosję - nic dziwnego, że tyle się na nim dzieje. Dlatego w tym odcinku podcastu "Techstorie" zanurzymy się w głębiny Bałtyku, by zobaczyć, co też na nim leży. Sprawdzimy, czym jest flota cieni i komu zagraża. I w końcu - czy przecinanie kabli jest szkodliwe i czy można je ukrócić. GOŚĆ ODCINKA: dr Filip Bryjka, analityk ds. zagrożeń hybrydowych z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych NA SKRÓTY: 08:39 Po co nam kable? 15:11 Płytki Bałtyk 20:29 Flota cieni 31:32 Globalny problem 38:35 Rozwiązania 46:57 Odpowiadamy na pytanie! ŹRÓDŁA: - o podwodnej infrastrukturze: https://ecfr.eu/article/shallow-seas-and-shadow-fleets-europes-undersea-infrastructure-is-dangerously-vulnerable/ - o cudem ocalonym kablu między Szwecją a Litwą: https://wyborcza.biz/biznes/7,179190,31611454,cudem-ocalal-kabel-energetyczny-miedzy-szwecja-i-litwa-mial.html - o rosyjskim śladzie ropy: https://www.politico.eu/article/russia-blacklisted-tankers-vessels-keep-dumping-oil-europe-sea-despite-sanction/ - o tym, jak rośnie flota cieni: https://united24media.com/latest-news/russias-shadow-tanker-fleet-reportedly-triples-since-2022-9620 - o tym, jak wielka jest flota cieni: https://www.spglobal.com/energy/en/news-research/latest-news/crude-oil/090325-factbox-shadow-fleet-expands-to-maintain-sanctioned-oil-flows - o pomyśle NATO na ochronę kabli podmorskich: https://www.nato.int/en/news-and-events/articles/news/2025/01/14/nato-launches-baltic-sentry-to-increase-critical-infrastructure-security - o tym, jak można chronić kable na dnie mórz: https://www.csis.org/analysis/chinas-underwater-power-play-prcs-new-subsea-cable-cutting-ship-spooks-international - o bojkotach konsumenckich: https://www.ipr.northwestern.edu/news/2017/king-corporate-boycotts.html - o tym, jak nie udał się bojkot Leroy Merlin: https://www.money.pl/gospodarka/sieci-handlowe-ktore-zostaly-w-rosji-traca-jest-jednak-jeden-wyjatek-6757093808708192a.html Techstorie na żywo! Zapraszamy na nagranie odcinka z gośćmi specjalnymi! 29 stycznia o godzinie 18:00 w Teatrze Studio w Warszawie, w Pałacu Kultury i Nauki Scena Malarnia Wstęp bezpłatny! Zapisz się tutaj: https://forms.gle/sYiKuwE3teUaNcVt9
Od farsy z internetowym głosowaniem po ostrą diagnozę państwa: Miłosz Lodowski w Radiu Wnet mówi o „domykaniu” wolności słowa i o tym, że 2026 ma być rokiem przełomów.Awaria w Polsce 2050 i „ostrzeżenie” przed e-głosowaniemInternetowe wybory władz Polski 2050, które utknęły na etapie drugiej tury, wywołały falę komentarzy. Miłosz Lodowski, dziennikarz i twórca kanału „Chłodnym Okiem”, ocenia, że cała sytuacja jest w pewnym sensie symboliczna – i może mieć jeden praktyczny skutek.Jedna rzecz, która się udała w czasie tych wyborów, to chyba przestrzec Polaków przed elektronicznymi formami głosowania w czymkolwiek– mówi Miłosz Lodowski.Zwraca uwagę, że w sieci pojawiały się głosy sugerujące podatność tego typu procesów na działania techniczne i próby ingerencji.Byli tacy, którzy pokazywali rozmaite dowody, jakoby ta druga runda głosowania przypominała troszeczkę głosowania w Stanach Zjednoczonych – z możliwością technicznego podpięcia i wykorzystania– dodaje.„Trampolina” i centrum, które jest lewicąLodowski idzie dalej w ocenie samej formacji. Jego zdaniem Polska 2050 od początku miała pełnić określoną rolę polityczną.Ta formacja powstała jako pewnego rodzaju trampolina, która miała pozwolić panu Tuskowi przejąć władzę– ocenia.W tym kontekście krytycznie opisuje też ideowy profil ugrupowania, wskazując, że to, co bywa prezentowane jako nowoczesne centrum, ma – w jego opinii – źródła gdzie indziej.To chyba jednak lewica, a nie centrum. (…) Raczej taki lekki rosołek z amerykańskich kampusów– mówi.„Dwa lata gigantycznych ryzyk” i cena dla gospodarkiChoć awaria wyborów może wydawać się zabawna, Lodowski przekonuje, że problem jest poważniejszy: udział tej formacji w układzie władzy i ostatnie dwa lata – w jego ocenie – przyniosły ryzyka, których skutki będą długie.Przez udział tej formacji mamy zafundowane dwa lata gigantycznych ryzyk, które całą gospodarkę sprowadziły do stanu, z którego ciężko ją będzie wyciągnąć– podkreśla.Demografia i młodzi: „może nas być poniżej 16 milionów”Jednym z głównych wątków, które podnosi Lodowski, jest kryzys demograficzny i pogarszająca się sytuacja młodych na rynku pracy.Jesteśmy jeszcze niżej w przewidywaniach na 2100 rok niż w najczarniejszych scenariuszach i może nas być poniżej 16 milionów ludzi– mówi.Wskazuje też na rosnące bezrobocie wśród młodych i brak stabilności, która sprzyjałaby zakładaniu rodzin.Bezrobocie wśród młodych w ciągu ostatnich dwóch lat gigantycznie wzrasta. (…) Zachęta do tego, żeby zakładali rodziny, jest żadna– dodaje.Energia i „szpagat” państwaW jego diagnozie kluczowe są także decyzje energetyczne. Lodowski uważa, że Polska nie ma dziś warunków do modernizacji gospodarki w stronę „czwartej rewolucji przemysłowej”, bo brakuje stabilnych mocy.To wymaga tak gigantycznych porcji energii, że bez atomu i bez energetyki węglowej – do tego czasu – tego nie jesteśmy w stanie zrobić– podkreśla.Sytuację opisuje obrazowo.Jesteśmy rozpięci na dwóch odjeżdżających ciężarówkach w dwóch przeciwnych kierunkach i już robimy szpagat– mówi.Weto prezydenta i spór o wolność słowaLodowski odnosi się też do sporu wokół ustawy implementującej unijne regulacje dotyczące przestrzeni cyfrowej. Jego zdaniem weto prezydenta zatrzymało rozwiązania, które mogłyby mieć konsekwencje wykraczające poza walkę z patologiami w sieci.To nie jest tak, że to jest realna cenzura. To jest wyłączenie wszystkich kanałów, które dawały możliwość publikowania jakiejkolwiek niezależnej informacji– ocenia.W jego przekonaniu efekt mógłby być taki, że platformy – ze strachu przed karami – usuwałyby treści „ryzykowne”, a debata publiczna zostałaby wypłaszczona.Większość treści, która byłaby w jakikolwiek sposób ryzykowna, byłaby eliminowana. (…) Nie mielibyśmy kanału dystrybucji informacji– mówi.„Czas się skraca” – diagnoza na 2026 rokNa koniec Lodowski formułuje szerzej zakrojony wniosek: w jego ocenie Polska wchodzi w okres, w którym nie da się już „przeciągać lin” i liczyć, że problemy same się ułożą.Trzeba zacząć mówić prawdę wprost. (…) Czas się skraca– podkreśla.I zapowiada, że nadchodzące miesiące będą jego zdaniem wyraźnie bardziej intensywne niż dotychczas.Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów. Będzie jak u Hitchcocka: coraz mocniej– mówi Miłosz Lodowski.
Gościem „Odysei Wyborczej” Radia Wnet był Łukasz Warzecha, dziennikarz i publicysta, który w rozmowie odniósł się do narastających napięć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości oraz możliwych konsekwencji politycznych ewentualnego odejścia Mateusza Morawieckiego z partii.Warzecha podkreślał, że choć w polityce nie ma stuprocentowych pewników, to obecna sytuacja w PiS wyraźnie wskazuje na pogłębiający się konflikt między byłym premierem a frakcją, która chciałaby wypchnąć go z ugrupowania.„Sugeruję, bo oczywiście w polityce pewności nie ma. Natomiast widać, że napięcie pomiędzy Mateuszem Morawieckim i jego ludźmi a frakcją, która dążyłaby wręcz do jego wypchnięcia z PiS, rośnie.”Publicysta przypomniał, że obecna odsłona sporu nie jest pierwszą. W jego ocenie to kontynuacja wcześniejszego, długotrwałego konfliktu Morawieckiego ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry – dziś już zmarginalizowanym, ale wcześniej bardzo wpływowym.„Ta obecna odsłona konfliktu jest drugą odsłoną poważnego sporu. Wcześniej byli to ziobryści, dziś są inni aktorzy, ale wiele wątków zostało przejętych i one nadal stanowią dla Morawieckiego bardzo poważne obciążenie.”Jak zaznaczył Warzecha, nie są to wyłącznie personalne animozje, lecz kwestie programowe, które ciągną się za byłym premierem i mogą być problemem nie tylko dla niego, ale również dla całego PiS.„To są argumenty, które Morawiecki próbuje zagadać albo zbić, ale one są realne i są dla niego poważnym obciążeniem – także dla PiS, gdyby miał w nim odgrywać większą rolę.”W dalszej części rozmowy publicysta rozważał możliwe scenariusze polityczne w przypadku rozłamu w PiS. Jego zdaniem Morawiecki mógłby próbować pozycjonować się jako „bardziej europejski” wariant tej formacji, co naturalnie zbliżałoby go do Koalicji Obywatelskiej.„W takiej sytuacji Morawiecki będzie się starał ustawić jako rozsądniejszy, bardziej europejski PiS. To popycha go w stronę Koalicji Obywatelskiej.”Warzecha zwrócił uwagę, że w obecnych realiach trudno przewidzieć układ przyszłego Sejmu, a ewentualna lista Morawieckiego – nawet z kilkunastoma mandatami – mogłaby stać się czynnikiem rozstrzygającym o kształcie rządu.„Możemy mieć sytuację, w której to właśnie Morawiecki stanie się czynnikiem decydującym. I wtedy pojawi się pytanie: z kim pójdzie?”Zapytany o charakter konfliktu, publicysta stanowczo podkreślił, że nie sprowadza się on jedynie do osobistych ambicji.„Ten konflikt ma oczywiście wymiar personalny, ale jego podstawy są jak najbardziej programowe. Zarzuty dotyczą zbyt daleko idącej uległości wobec Unii Europejskiej, a nawet pojawiają się głosy o konieczności rozważania wariantu polexitowego.”W rozmowie pojawił się także wątek Wenezueli i reakcji polskich polityków na działania USA. Warzecha bardzo krytycznie ocenił wypowiedzi części prawicy, sugerujące analogie między Wenezuelą a sytuacją w Polsce.„Reakcje typu ‘ha, ha, ha, dobrze Trump zrobił' są intelektualnie prostackie. Stany Zjednoczone ewidentnie złamały prawo międzynarodowe.”Publicysta jednoznacznie odrzucił pomysł jakiejkolwiek zewnętrznej interwencji w Polsce, nawet wobec rządu, który sam ocenia bardzo krytycznie.„Można bardzo źle oceniać premiera Tuska – ja go bardzo źle oceniam – ale życzenie sobie obcej interwencji w Polsce to brak szacunku dla własnego państwa.”Na zakończenie rozmowy Warzecha odniósł się do aktualnej kondycji rządu Donalda Tuska. Jego zdaniem sytuacja nie jest ani tak dobra, jak sugeruje propaganda rządowa, ani tak zła, jak oczekiwała opozycja po wcześniejszych kryzysach.„Jest lepiej, niż spodziewała się opozycja, ale nie jest tak dobrze, jak chciałby rząd. Makroekonomiczne wskaźniki niewiele mówią o sytuacji zwykłego podatnika.”Publicysta przestrzegał przed przekonaniem, że wynik kolejnych wyborów jest już przesądzony.„To absolutnie nie jest tak jasne i oczywiste. Do wyborów jest jeszcze trochę czasu, a dynamika polityczna jest bardzo duża.”
Gościem Radia Wnet był Tomasz Grosse, politolog i europeista związany z Uniwersytetem Warszawskim. Podsumowując mijający rok z perspektywy geopolitycznej, profesor nie pozostawiał złudzeń: rozmowy dotyczące wojny na Ukrainie nie przyniosły i nie przyniosą w najbliższym czasie trwałego przełomu. Odnosząc się do spotkania Donald Trump z Wołodymyr Zełenski, Grosse podkreślał, że kluczowe kwestie pozostają nierozstrzygnięte.Nie ma w dalszym ciągu przełomu, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie terytorialne i ustępstwa Ukrainy w Donbasie. Bardzo problematyczne są też gwarancje bezpieczeństwa, w szczególności obecność wojsk natowskich na Ukrainie, na co Rosja się nie zgadza– wskazywał. Profesor zwracał uwagę, że nawet jeśli powstanie jakiś zestaw uzgodnień, to nie będzie on miał trwałego charakteru.Te dwadzieścia punktów, które są przedmiotem rozmów, w części wydają się być napisane palcem na piasku. Nawet jeżeli stałyby się podstawą dalszych rozmów, to nie powinny zakończyć się trwałym zawieszeniem broni– ocenił.W szerszym ujęciu Grosse analizował kondycję Stanów Zjednoczonych jako globalnego hegemona. Jego zdaniem strategia amerykańska budzi dziś skrajne oceny, ale jedno jest pewne: przewaga Zachodu topnieje.Amerykanie słabną. Przeciwnicy Zachodu wzrastają w siłę. Chiny zdają się wygrywać wojnę gospodarczą ze Stanami Zjednoczonymi– dodał. Profesor nie ukrywał sceptycyzmu wobec zdolności USA do rozstrzygnięcia sporu o Tajwan siłą.Nie jesteśmy już w takim punkcie, żeby Stany Zjednoczone były w stanie wygrać z Chinami wojnę o Tajwan. Raczej spodziewałbym się koncesji niż gotowości do militarnego rozstrzygnięcia– wskazał.Szczególnie krytycznie Grosse oceniał amerykańskie kalkulacje wobec Rosji.Trump traktuje Rosję jako potencjalny zasób do wykorzystania – od strony biznesowej i geopolitycznej, licząc na wyrwanie jej z objęć Chin. Te rokowania są płonne. Rosja wykorzysta ustępstwa Trumpa i słabość Zachodu dla swoich imperialnych interesów– mówił. W jego ocenie ewentualne porozumienia będą miały wyłącznie krótkotrwały, taktyczny charakter.Grosse zwrócił uwagę na mniej oczywisty aspekt polityki Trumpa: jego sprzeciw wobec federalizacji Unii Europejskiej.Trump systematycznie osłabia jedność Zachodu, ale jednocześnie nie dopuszcza do centralizacji i federalizacji Unii Europejskiej. Paradoksalnie odczytuję to jako szansę dla Polski– dodał. Zdaniem profesora nadmierna centralizacja UE odbywałaby się kosztem bezpieczeństwa państw narodowych, w tym Polski.Kluczowym wątkiem rozmowy była pozycja Polski w relacjach z USA. Grosse podkreślał znaczenie kontaktów Trumpa z prezydentem Karol Nawrocki.Trump wyraźnie docenia rolę Polski i rolę polskiego prezydenta jako istotnego partnera. To jest zasób, który trzeba wykorzystać– mówił. Profesor apelował o pragmatyzm i transakcyjne podejście.Skoro Trump jest prezydentem transakcyjnym, nastawionym na konkrety, to trzeba zrobić z nim deal korzystny dla naszego bezpieczeństwa– zaznaczał.W dalszej części rozmowy Grosse ostrzegał, że ryzyko rosyjskiej agresji na NATO – w tym na Polskę – jest realne i może nadejść szybciej, niż się spodziewamy.Eksperci od miesięcy mówią o takim scenariuszu jako najbardziej realnym. Ten okres może być nawet krótszy niż dwa lata– mówił. Jego zdaniem Polska musi radykalnie przyspieszyć przygotowania obronne.Nasza armia jest bardziej na papierze niż w rzeczywistości. Trzeba zrobić zaporę dronową, wzmacniać fortyfikacje i przygotowywać realne zdolności odstraszania– wyliczał. Wśród kluczowych postulatów wymienił także rozszerzenie programu nuclear sharing na Polskę, co – dodał – byłoby realnym wzmocnieniem naszego bezpieczeństwa i gwarancji amerykańskich”./fa
Publicysta Agaton Koziński nie widzi świetlanej przyszłości dla Waldemara Żurka w polityce. Równocześnie jednak zauważa, że jego główny przeciwnik - Zbigniew Ziobro - pozostaje osamotniony.
Czy Twój zespół naprawdę dowozi to, co zaplanuje? A może się przyzwyczailiście do tego, że zrealizowany jest tylko ułamek planu na iterację? Rozkładamy na czynniki pierwsze przewidywalność zespołu. Miara ta może być potężnym wsparciem dla zespołu, ale i źródłem frustracji czy złych decyzji. Pokażemy Ci jak mierzyć ją w Jira, Excelu czy innych narzędziach. Podpowiemy też, jak interpretować wyniki, by realnie ustabilizować w zespole proces dowożenia zaplanowanego zakresu prac. Cała rozmowa odnosi się do case study z naszej pracy z jednym z zespołów. Jeśli masz już dość niewykonanych planów oraz ciągłych tłumaczeń, ten odcinek jest dla Ciebie. Porządny Agile · Przewidywalność zespołu Zapraszamy Cię do obejrzenia nagrania podcastu Transkrypcja podcastu „Przewidywalność zespołu” Poniżej znajdziesz pełny zapis rozmowy z tego odcinka podcastu Porządny Agile. Jacek: Ostatnio na naszej stronie pojawiło się nowe case study. Dotyczy ono tego, jak w jednym z zespołów poprawiliśmy przewidywalność. Uznaliśmy z Kubą, że jest to dobra okazja, żeby powiedzieć trochę więcej o przewidywalności w ramach tego odcinka. Kuba: Adres case jest nie do przedyktowania w nagraniu audio, więc po prostu zachęcam Cię do tego, żeby znaleźć wspomniany case study w notatkach do odcinka i przeczytanie tego, co Jacek tam pisze. Jacek: Jaki spis treści na dzisiaj? Przede wszystkim zdefiniujemy, czym dla nas jest przewidywalność. Opowiemy, jak mierzyć przewidywalność. Podzielimy się wskazówkami na temat stosowania przewidywalności i na koniec damy kilka wskazówek, jak faktycznie, jakimi praktykami poprawić przewidywalność zespołu. Kuba: To przechodząc do rzeczy, pierwsza część to definicja przewidywalności. Przewidywalność rozumiemy to, jak zespół dowozi czy dostarcza to, co zaplanował. W jakim stopniu realizuje ten plan, który sobie przyjął? Czy, jak mówią, że coś będzie zrealizowane, czy to faktycznie będzie? Z jakim prawdopodobieństwem zespół realizuje swoje zamiary. Jacek: Więc jest to dla nas z jednej strony miara, o której powiemy za chwilę trochę więcej, bo można ją bardzo konkretnie wyrazić, a z drugiej strony, jak mówimy o tym, że zespół jest przewidywalny, to myślimy też w kontekście takim, że jest to pewna pożądana cecha zespołu. To jest taki zespół, na którym w kontekście tych prognoz, z którymi się dzielą z organizacją, można na nim polegać. Kuba: Dla równowagi powiemy też, czym nie jest przewidywalność według nas, choć niektórzy to też tak rozumieją. Niektórzy rozumieją przewidywalność jako pewną taką cechę generyczną rozumianą jako prawdopodobieństwo dostarczania, ale również prawdopodobieństwo o bardzo niskim stopniu albo o bardzo dużej zmienności tej wartości. W sensie, takim matematycznym, to też jest przewidywalność, tak samo jak smród jest zapachem albo jakiś brunatny też jest kolorem, ale jednak jako przewidywalność rozumiemy coś pozytywnego, zjawisko korzystne. W tym sensie nie cieszy nas fakt, że jakiś zespół ma przewidywalność, tylko ta przewidywalność to jest jedno zadanie na cztery zaplanowane albo 20% planu. W sensie matematycznym to jest przewidywalność, ale my się od takiej przewidywalności i takiego rozumienia tego słowa odcinamy, uważamy, że przewidywalność jest cechą czy charakterystyką pozytywną. Miarą, która powinna dążyć też do pewnych wartości. Zespół przewidywalny to taki, który dostarcza to, co planuje, a nie dostarcza tyle, ile zazwyczaj dostarcza. Nawet jeśli zazwyczaj dostarcza bardzo mało. Zespół, który przewidywalnie dostarcza mało, to jest dla nas zespół nieprzewidywalny, a nie przewidywalny w jakimś dziwnym znaczeniu. Jacek: To prowadzi nas do pytania, w jaki sposób możemy przeżyć przewidywalność. Ogólny wzór jest bardzo prosty. W dużym uproszczeniu jest to stosunek tego, co zostało faktycznie zrealizowane w konkretnym Sprincie czy w konkretnej iteracji w stosunku do tego, co było zaplanowane. Najczęściej jest to wyrażone po prostu w procentach. Kuba: Natomiast w szczegółach już może być trochę bogato. Różne zespoły uwzględniają do tego wzoru różne składowe elementy. Najprościej, gdy po prostu bierze się wszystko to, co zespół realizuje, niezależnie od tego, jakie typy pracy, jakie typy elementów planów wchodzą w skład danego Sprintu właśnie czy iteracji. Ale wiemy też i obserwujemy, i czasem ma to sens, że są zespoły, które liczą na przykład tylko historyjki użytkownika, storki, czy jakkolwiek to się w danym zespole nazywa. Czasem ficzery, czasem jakieś wyłącznie prace rozwojowe. Inne zespoły uwzględniają zadania czy jakiś rodzaj subtasków, jakaś praca techniczna do wykonania tego, co jest potrzebne do zrobienia w danym Sprincie. Kontrowersje mogą się zaczynać gdzieś w sferze tego, gdy się zaczyna liczyć do przewidywalności zaplanowane rozwiązania błędów, które wiemy, że istnieją, gdy zaczyna się Sprint, ale jest plan w zespole, żeby je rozwiązać. No i kontrowersją mogą być też zadania utrzymaniowe, czyli jakieś zadania powtarzalne, które z góry wiadomo, że trzeba zrealizować, no i choćby nie wiadomo, co się działo, to one po prostu faktycznie są częścią pracy w Sprincie. W ewentualnej kontrowersji głębiej się nie chcemy zagłębiać. Tutaj tylko jakby sygnalizuje, że jest temat, jakie typy pracy uwzględniać w mierze przewidywalności. No moim zdaniem jest tu temat do przemyślenia i bardzo świadomego zaplanowania czy do doprecyzowania, co jest uwzględnione we wzorze dla Twojego zespołu. Jacek: Może to jest dobry czas na taki prosty, namacalny przykład. Jeżeli zespół planował dostarczyć 10 elementów, nazwijmy to bardzo ogólnie, i dostarczył tylko dwa elementy, no to dla nas, patrząc na ten wzór przewidywalność, to jest 20%. Jeżeli planował dostarczyć 10, a dostarczył 5, no to przewidywalność jest 50%, natomiast jeśli planował dostarczyć 10, a dostarczył 12, to przewidywalność wynosi 120%. Tak więc przewidywalność jest miarą, w której ta wartość oczekiwana raczej jest pewnym zakresem. Takim dla nas powiedzmy akceptowalnym punktem do rozpoczęcia rozmowy, to jest przewidywalność między 80 a 120%. I bardziej chodzi nam o przebywanie w tym zakresie, niż osiąganie jakiegoś konkretnego, precyzyjnego wyniku. W szczególności powtarzalne osiąganie 100% może oczywiście wskazywać na to, że no ta miara być może za bardzo jest traktowana jako jakiś taki punkt do osiągnięcia. Z kolei o tym zakresie, który można nazwać, że jest powiedzmy zdrowy, można myśleć tak jak na przykład o wskaźnikach, kiedy idziemy na badanie krwi. Dostajemy wylistowaną listę, dostajemy poukładaną listę wyników i najczęściej jesteśmy w stanie znaleźć informacje, czy ta konkretna wartość zbadania jest w normie, czy mieści się w jakimś tam spodziewanym zakresie. I bardzo podobnie, właściwie można powiedzieć, wręcz identycznie działa to w przypadku przewidywalności. Kuba: Jeśli chodzi o przewidywalność, warto też wspomnieć to, jak narzędziowo można to mierzyć, jak można to liczyć, czyli jak konkretnie w narzędziu, jakim sposobem to zrealizować. Jest kilka opcji, wymienimy cztery. Jacek: Tak, pierwsze narzędzie takie, no, najczęściej nadal spotykane przez nas w organizacjach, to jest JIRA. Należałoby się skierować do sekcji raportów i znaleźć tam w wersji anglojęzycznej Velocity Chart i na tym wykresie oprócz tej informacji, ile faktycznie zespół zrealizował, czyli jaka jest prędkość zespołu, no, można również znaleźć tę informację o tym, ile na dany Sprint zostało zaplanowane. Te dane, te wykresy powinny się właściwie same wyświetlić, jeśli tylko przestrzegasz jakiejś takiej podstawowej higieny pracy w JIRA. To znaczy faktycznie uruchamiane są Sprinty. We właściwych momentach takich prawdziwych, kiedy zaczyna się Sprint, to ten Sprint jest startowany, powinien też być zamykany faktycznie wtedy, kiedy Sprint się kończy. Sprint powinien zawierać w sobie tę faktycznie wykonywaną pracę. Jak również pewna taka otoczka dotycząca tego boardu, na którym się znajdujemy, czy projektu, który realizujemy, te rzeczy też powinny być poprawnie skonfigurowane, no i wtedy można powiedzieć, że ten wykres dostajemy z pudełka. Właściwie nic nie musimy dodatkowego zrobić, żeby móc zobaczyć sobie historycznie, jak ta przewidywalność się w naszym zespole układała. Kuba: Drugą opcją narzędziową jest po prostu Excel. W porównaniu do JIRA, Excel stanie się, czy jest o wiele bardziej elastyczny, co prawda nie budują się dane same, jak w JIRA. Jeśli dobrze zachować tą dyscyplinę, o której mówi Jacek, no to JIRA liczy to sama, no w Excelu siłą rzeczy, ktoś odpowiedzialny za proces, albo członek zespołu, albo jakiś jego rodzaj lidera, po prostu musi te dane do tego Excela wprowadzić. Pamiętać o tym, żeby je przepisać, żeby złapać te dane historyczne bazowe i też pewnie w odpowiednie formuły wprowadzić te dane, żeby pokazały pewien wynik. Jest to oczywiście praca trochę ręczna, ale za to po drugiej stronie, zwłaszcza gdyby zespół miał jakąś bardziej skomplikowaną sytuację, albo bardziej wysublimowane warunki, co uwzględniać, czego nie uwzględniać, no to może się okazać, że ten Excel jest bardziej wiarygodny i pod większą kontrolą, niż narzędzia, które biorą po prostu wynik jakiegoś filtru lub nie są tak dobrze prowadzone. Jacek: Innymi narzędziami mogą być wszelkiego rodzaju narzędzia, które pomagają nam wizualizować pracę i pewne koncepcje z nią związaną. Czyli z jednej strony w warunkach online’owych to może być jakiś Mural czy Miro. W warunkach stacjonarnych to może być tablica, flipchart czy nawet wręcz kartka papieru. Tak naprawdę istotne jest, żeby te dane się znalazły w tych miejscach, wokół których będziemy się skupiać jako zespół. Na bazie moich doświadczeń bardzo często zespoły pracujące online dokonują refleksji na przykład na Muralu. No i w takim przypadku śledzenie tych informacji procesowych w kontekście tego odcinka, mówię tutaj w szczególności o przewidywalności, może być takim naturalnym miejscem, na które i tak spojrzymy w momencie, kiedy będziemy realizować cotygodniową czy co dwutygodniową refleksję. Tak więc posiadając komplet informacji w miejscu, do którego i tak rutynowo zaglądamy, drastycznie zwiększa szanse, że na te dane spojrzymy i zastanowimy się co z tych informacji, które posiadamy płynie, jakie wnioski do zespołu. Kuba: Ostatnią opcją, którą wymienimy, jeśli chodzi o narzędziowe pokazanie, mierzenie i uwidacznianie przewidywalności to są narzędzia BI-owe. W kilku organizacjach niezależnie od siebie widziałem taki efekt podłączenia bazy danych. Najczęściej pod spodem była jakaś JIRA, może Azure DevOps, albo tego typu narzędzia do mierzenia zadań, pokazywania tych zadań, kończenia ich. Dane surowe z takich narzędzi można przerzucić do narzędzi BI-owych. Czy to jest Power BI, czy to jest Tablo, czy to jest jeszcze coś innego. Kilka narzędzi różnie popularnych w różnych organizacjach. Oczywiście wymaga to już pewnych konkretnych kompetencji, żeby to wszystko podłączyć, żeby też być może odpowiednio skonfigurować raporty. No potencjalnie po stronie nagrody jest dosyć atrakcyjny sposób wizualizacji, być może sposób też jakiejś konfiguracji dodatkowego filtrowania dodatkowego, może dokładania kolejnych danych. W kontekście dużej organizacji wartością w sobie samo może być też pokazanie na jednym dash-boardzie wyników wielu zespołów, czy może pewien rodzaj standaryzacji pomiędzy zespołami, jakie aspekty są tam odpowiednio uwzględniane. Potencjalnie nagroda wielka, no ale tak jak wspomniałem też potencjalnie pewien koszt. Jeśli ma się te kompetencje w zespole, to może ten koszt jest siłą rzeczy pomijalny, a czasami warto to zainwestować, żeby dostać wartościowe widoki, czy wartościowe mierniki. Kuba: Ostatnią opcją, którą wymienimy, jeśli chodzi o narzędziowe pokazanie, mierzenie i uwidacznianie przewidywalności to są narzędzia BI-owe. W kilku organizacjach niezależnie od siebie widziałem taki efekt podłączenia bazy danych. Najczęściej pod spodem była jakaś JIRA, może Azure DevOps, albo tego typu narzędzia do mierzenia zadań, pokazywania tych zadań, kończenia ich. Dane surowe z takich narzędzi można przerzucić do narzędzi BI-owych. Czy to jest Power BI, czy to jest Tablo, czy to jest jeszcze coś innego? Kilka narzędzi różnie popularnych w różnych organizacjach. Oczywiście wymaga to już pewnych konkretnych kompetencji, żeby to wszystko podłączyć, żeby też być może odpowiednio skonfigurować raporty. No potencjalnie po stronie nagrody jest dosyć atrakcyjny sposób wizualizacji, być może sposób też jakiejś konfiguracji dodatkowego filtrowania dodatkowego, może dokładania kolejnych danych. W kontekście dużej organizacji wartością w sobie samo może być też pokazanie na jednym dash-boardzie wyników wielu zespołów, czy może pewien rodzaj standaryzacji pomiędzy zespołami, jakie aspekty są tam odpowiednio uwzględniane. Potencjalnie nagroda wielka, no ale tak jak wspomniałem też potencjalnie pewien koszt. Jeśli ma się te kompetencje w zespole, to może ten koszt jest siłą rzeczy pomijalny, a czasami warto to zainwestować, żeby dostać wartościowe widoki, czy wartościowe mierniki. Kuba: I zanim przejdziemy do następnego rozdziału, przypominamy, że jeżeli chcesz pogłębić wiedzę, jeszcze bardziej niż robimy to w podcaście, to znajdziesz nasze płatne produkty na stronie porzadnyagile.pl/sklep. Jacek: Przechodzimy do kolejnej sekcji dzisiejszego odcinka, czyli kilka wskazówek na temat tego, jak stosować miary przewidywalności w praktyce. Kuba: Pierwsza rzecz, od której chcę zacząć, to uwzględnij stopień innowacyjności zespołu. Przewidywalność jako miara w typowym zespole wytwórczym powinna być mierzona. To jest też cecha, którą taki zespół powinien posiadać. Natomiast mamy w swoim doświadczeniu kilka przykładów takich zespołów, które są naprawdę mocno innowacyjne, robią zadania takie mocno polegające na jakimś rodzaju research and development, jakimś badaniu, jakimś odkrywaniu, w takim stopniu innowacyjności naprawdę dużym. Te zespoły siłą rzeczy z racji na taką dużą chaotyczność czy dużą złożoność swojej pracy badawczej, po prostu tej przewidywalności osiągnąć nie za bardzo mogą, w takim znaczeniu, o jakim mówimy w tym odcinku. Dlatego tutaj bierzemy taką poprawkę, może taką dokładamy gwiazdkę do przewidywalności. W wybranej organizacji to niektóre zespoły będą siłą rzeczy nieprzewidywalne, w których firmach może w ogóle wszystkie, bo taka jest natura produktu czy branży, w której się działa, więc może wziąć warto poprawkę na to, że nie we wszystkich zespołach, nie we wszystkich firmach ta przewidywalność, o której dzisiaj powiedzieliśmy i jeszcze będziemy mówić, jest adekwatna, czy jest miarą, na którą warto spoglądać. Jacek: Jednocześnie przy tej okazji warto zwrócić uwagę na taki pewien ewenement, który obserwujemy z Kubą, że wiele zespołów wpada w poczucie, że są właśnie takim bardzo wyjątkowym i innowacyjnym zespołem, który ze względu na naturę swojej pracy nie jest w stanie pracować w przewidywalny sposób i nasze doświadczenie jest takie, że raczej nie do końca jest tak na takiej zasadzie, że faktycznie takie zespoły spotykamy, ale tych zespołów jest zdecydowania mniejszość. Nawet jeśli to faktycznie jest ten research, o którym wspominał Kuba, takie działania też można planować, można dzielić je na mniejsze kroki, bardzo precyzyjnie sobie określać kryteria akceptacji. I też w miarę w uporządkowany sposób decydować, czy to, co zaplanowaliśmy sobie zrobić, niekoniecznie te uzyskane rezultaty, ale tę pracę wykonaną, którą planowaliśmy, jesteśmy w stanie zaplanować. Raczej większość zespołów tę pracę, którą wykonuje ona, ma najczęściej jednak charakter taki, że jesteśmy w stanie przewidzieć, co będziemy realizować. Więc tutaj chcemy z Kubą wyraźnie zaznaczyć taką potencjalną pułapkę, żeby dokonać faktycznej refleksji, czy rzeczywiście ta nasza praca nosi znamiona takiej absolutnie niezarządzalnej, nieprzewidywalnej, czy tylko wpadliśmy w tę pułapkę, że tak o tej pracy myślimy. Jacek: Druga wskazówka, świadomie wybierz zmienne do wzoru. Wspomnieliśmy, jak taki wzór mógłby wyglądać, wspomnieliśmy, w jakiej jednostce wyrażony jest wynik. Taką główną wątpliwością osób, które podchodzą do tematu przewidywalności, jest wybór tego, czy powinniśmy patrzeć na konkretne elementy, które posiadamy jako zakres w danym konkretnym Sprincie, czy iteracji, czy raczej powinniśmy patrzeć na sumę story pointów I o ile historycznie pierwsze próby mierzenia się z przewidywalnością kierowały nas z Kubą w stronę story pointów, no to dzisiaj zdecydowanie jest nam bliżej do tego, żeby raczej patrzeć na tę liczbę elementów, które bierzemy do Sprintu. Konkretnie w Jirze można sobie przestawić wykres, ustawić go na to, żeby pokazywał issue count, czyli żeby po prostu policzył nam tę liczbę elementów, którą mamy w Sprincie. No i generalnie zbliża nas to do myślenia bardziej o patrzeniu i mierzeniu przepustowości i przewidywalności na tej bazie, niż na takie klasyczne Velocity, które najczęściej wyrażane jest jako suma story pointów zaplanowanych na konkretny Sprint. Kuba: Dlaczego poświęcamy na to czas w tym nagraniu? Bo wiele zespołów poświęca niepotrzebnie czas na przykład szczegółowy wycenianie, bo inaczej nie będzie pewien element uwzględniony we wzorze, a po wszystkim zwłaszcza też niezależne próby to potwierdzają w wielu zespołach, w wielu firmach korelacja między ilością skończonych elementów a story pointami zakończonymi jest na tyle silna, że w zasadzie nie ma potrzeby wkładać dodatkowej energii w to, żeby nawyceniać wszystkie prace. Zwłaszcza jeśli ma to prowadzić do, no naszym zdaniem, absurdów takich jak wycenianie błędów czy wycenianie jakichś zadań technicznych, tylko po to, żeby one się później ładnie w słupki sumowały. Może się okazać, że prosta suma ilości elementów jakichkolwiek, które uwzględniamy w takim predictability po prostu są do wzięcia i tyle, to jest dosyć łatwe, łatwo mechanicznie wyliczyć taki wzór i po prostu niepotrzebnie nie wkładać dodatkowej energii w coś, co nie wniesie dodatkowej wartości. I zaakcentuję, czy może tak trochę refrenem powtórzę to, co powiedział Jacek, niestety domyślnie Jira pokazuje, a Jira jest też najbardziej popularnym narzędziem z tego, co widzimy, pokazuje właśnie po story pointach, co może oznaczać, że nie uwzględnia rzeczy niewycenionych do tego typu wzorów na przewidywalność, no i z drugiej strony właśnie trochę miesza w przewidywalności, jeśli zespół cierpi na zadania przechodzące między Sprintami. Jeśli zespół właśnie uwzględnia w swoich działaniach również elementy, które są niewyceniane, więc tutaj domyślny sposób pokazania przewidywalności mierzonej w story pointach może być pewną pułapką, stąd wskazówka świadomie wybierz zmienne do wzoru. Kuba: Trzecia wskazówka to traktuj przewidywalność jako wewnętrzny kompas zespołu. Dużo nieszczęścia dzieje się w organizacjach, w których zostaje się celem. Jacek już to lekko zaznaczył, ja to wzmocnię. Są organizacje, które wręcz żądają, domagają się, zostawiają w celach rocznych, uzależniają premię od tego, czy zespół będzie przewidywalny, ustawiając też konkretne oczekiwane wartości. Najczęściej spotykam, że wartością oczekiwaną jest dokładnie 100%, czyli róbcie dokładnie tyle, ile planujecie, to poprowadzi do pewnych pułapek, ale znam też organizację, w której oczekiwana wartość przewidywalności to jest nie powinna przekraczać powiedzmy 80%. Czyli przewidywalny zespół to taki, który w przewidywalny sposób zawsze trochę nie dowozi. Też nie najszczęśliwszy pomysł. Więc tutaj mocno opieramy się na pomyśle, że przewidywalność to jest raczej miara wewnętrzna do mierzenia procesu przez zespół, do traktowania go jako punkt odniesienia przy usprawnianiu się, do myślenia o nim w czasie planowania, myślenia o nim w czasie Retrospektyw, myślenia o nim w jakimś tam dłuższym horyzoncie, ale na pewno nie jako sposób czy podstawa do tego, żeby dostać nagrodę albo karę, bo siłą rzeczy, zresztą jak każda inna miara tego typu, może się to łatwo przeinaczyć czy wręcz wypaczyć, stać się celem samym w sobie zamiast wiarygodną podstawą do usprawniania. Jacek: I czwarta porada, nie polegaj wyłącznie na przewidywalności. Tutaj zdecydowanie rekomendujemy, żeby przewidywalność nie była jedyną miarą procesu, którą zespół monitoruje. Dobrze jest od czegoś zacząć, ale zdecydowanie nie spoczywałbym tutaj na laurach. Przykładowo jednocześnie warto spojrzeć na throughput, czyli na przepustowość. Można do tego dołożyć sobie jakąś miarę jakości, można dołożyć jakąś miarę wartości biznesowej. To, co jest dla nas w danym momencie istotne i to, na co chcemy zwracać uwagę i wtedy patrzeć na pewien zestaw miar. Patrzeć jak one się wzajemnie zachowują. Może być tak, że poprawa jednej konkretnej miary może pogarszać wyniki w drugiej. Warto na to zwrócić uwagę i tak sobie skonfigurować te miary, żebyśmy mieli taki dosyć pełny obraz tego, jaka jest kondycja naszego zespołu i jego otoczenia. Kuba: I ostatni rozdział. Jak poprawiać przewidywalność zespołu? Ten rozdział będzie krótki, bo tak naprawdę to, co poprawia przewidywalność było tematem masy z poprzednich odcinków. My w zasadzie sami się z Jackiem zaśmialiśmy, że tak późno z naszej strony odcinek o przewidywalności w czasie, gdy mnóstwo praktyk poprawy przewidywalności już było przez nas poruszonych. Więc tutaj nie będziemy pogłębiać tematu, co dokładnie oznacza dana praktyka. Raczej potraktuj tę zawartość tego jako pewnego rodzaju spis treści czy nasze rekomendowane tak dokładnie osiem praktyk poprawy przewidywalności. Jeśli które z nich brzmi dla Ciebie intrygująco albo coś, czego jeszcze nie stosujesz, to po prostu odsyłamy Cię do materiałów, które też zamieszczamy w opisie odcinka. Jacek: Ok, czyli jakie praktyki zastosować, żeby poprawić przewidywalność zespołu? Kuba: Przede wszystkim zacznij kończyć, skończ zaczynać. Stosuj krótkie Sprinty. Wzmacniaj odpowiedzialność zespołu za produkt i dziel pracę na mniejsze kawałki. Jacek: Dodatkowo planuj zespołowo, zarządzaj zależnościami zewnętrznymi, traktuj codzienny stand-up jako bezpiecznik i usprawniaj się w oparciu o miary dostarczania produktu. Kuba: Wszystkie wymienione koncepcje, tak jak powiedziałem, znajdziesz w naszych starszych odcinkach, które linkujemy w opisie odcinka i na stronie tego odcinka porzadnyagile.pl/140 Jacek: Przewidywalność to miara i jednocześnie pożądana cecha zespołu, który realizuje zakres pracy, jaki sobie zaplanował na Sprint. Najczęściej przewidywalność podaje się w procentach jako stosunek liczby elementów faktycznie zrealizowanych do liczby elementów pierwotnie zaplanowanych. Kuba: Przewidywalność jest miarą, której wartość oczekiwana jest zakresem. Naszym zdaniem powinna mieścić się zazwyczaj między 80 a 120 procent. Istnieje szereg praktyk wspierających przewidywalność zespołu i zachęcamy do ich zastosowania w Twoim zespole. Jacek: Przyczyny braku przewidywalności w danym zespole mogą oczywiście być różne. Jako doświadczenie eksperci dołączamy do zespołu lub wskazanej części firmy i jasno je wskazujemy wraz z rekomendacjami sposobów, aby zmienić proces wytwórczy tak, by przewidywalność faktycznie rosła. Sprawdź naszą propozycję na stronie 202procent.pl/diagnoza. Kuba: A notatki do tego odcinka, artykuł, transkrypcję, wspomniane linki do innych rekomendowanych materiałów oraz zapis wideo znajdziesz na stronie porzadnyagile.pl/140. Jacek: I to by było wszystko na dzisiaj. Dzięki Kuba. Kuba: Dzięki Jacek. I do usłyszenia wkrótce. ________ To była pełna transkrypcja odcinka podcastu Porządny Agile. Dziękujemy za lekturę! The post Przewidywalność zespołu first appeared on Porządny Agile.
– Jesteśmy zbyt powolni, zbyt zbiurokratyzowani. Inni budują zbrojeniowe huby, my wieszamy plakaty – mówi w Radiu Wnet Marek Budzisz o polskim bezpieczeństwie i wojnie na Ukrainie.W rozmowie na antenie Radia Wnet Marek Budzisz, historyk i analityk Strategy & Future, komentuje zatrzymanie przez ABW studenta KUL podejrzanego o przygotowywanie zamachu na jarmark świąteczny oraz szerszy kontekst bezpieczeństwa w Europie i wojny na Ukrainie.„Era większych i bardziej zróżnicowanych zagrożeń”Budzisz podkreśla różnicę między sytuacją w Polsce a niedawnym atakiem w Sydney.Różnica między tym, co stało się w Sydney, a tym, co – jak rozumiem – miało miejsce w Polsce, polega choćby na tym, że jeden ze sprawców masakry w Australii już kilka lat temu był zidentyfikowany przez tamtejsze służby jako osoba zradykalizowana islamistycznie. W tym sensie w Australii mieliśmy do czynienia z pasywnością państwa. W Polsce taka sytuacja nie ma miejsca i to trzeba przywitać z uznaniem.ocenia Budzisz. Zwraca uwagę, że islamski terroryzm to tylko część większego problemu.To nie jest jedyne zagrożenie. Raczej syndrom czasu, w którym żyjemy, kiedy rośnie skala zagrożeń, aktywizują się różne ośrodki gotowe używać przemocy, a do tego obserwuje się fuzję świata kryminalnego i terrorystycznego. Tak działają i służby rosyjskie, i środowiska islamistyczne.dodaje analityk.Jego zdaniem wchodzimy w epokę „niestabilnych i niepokojowych” realiów, a dotychczasowy model wygodnego, „pokojowego” życia już do nich nie pasuje.„Plakaty mówią: robimy. Rzeczywistość: głównie gadamy”Budzisz odnosi się także do kampanii wizerunkowej Wojska Polskiego z hasłem „Robimy, nie gadamy”, podkreślając rozdźwięk między przekazem a praktyką.Te plakaty są świadectwem, że raczej gadamy, a nie robimy. To komunikat propagandowy. Jeśli przyjrzymy się realnemu szkoleniu obywateli, obronie cywilnej czy praktycznemu wykorzystaniu sił zbrojnych, widać wiele pól, które pozostawiają wiele do życzenia.mówi.Jako przykład podaje niedawne szkolenia obrony cywilnej w Warszawie:Na listę wpisało się ponad 110 osób, ostatecznie przyszło niespełna 60. Na poziomie deklaracji zainteresowanie jest, ale na poziomie konkretu – poświęcenia czasu, a często i pieniędzy – już dużo mniejsze.zaznacza, dodając, że zarówno organizacja takich szkoleń, jak i postawa społeczeństwa wymagają poważnej zmiany, jeśli Polska ma być naprawdę odporna na współczesne zagrożenia.Plan dla Ukrainy bez Rosji przy stolePrzechodząc do rozmów w Berlinie z udziałem przywódców europejskich i przedstawicieli administracji Donalda Trumpa na temat przyszłości wojny na Ukrainie, Budzisz wskazuje, że mamy do czynienia z próbą zbudowania wspólnego stanowiska Zachodu – ale nie jest to proces zakończony.Po rozmowach w Berlinie mamy próbę ujednolicenia stanowiska negocjacyjnego całego Zachodu. Jest postęp, ale nie wszystkie kwestie zostały rozstrzygnięte. Na przykład sprawa linii rozgraniczenia. Europejczycy skłaniają się ku zamrożeniu konfliktu mniej więcej wzdłuż obecnej linii frontu, Amerykanie mówią o land swap, czyli wymianie terytoriów.wyjaśnia.Jednocześnie podkreśla brak rosyjskiej zgody na takie podejście:Nie mamy żadnych podstaw, by zakładać, że Rosja zgodzi się na wypracowaną na Zachodzie formułę pokoju. W wypowiedzi Ławrowa widać bardzo ostry ton – Europa jest oskarżana o „faszystowskie korzenie”. Trudno oczekiwać, że taka platforma automatycznie przełoży się na zakończenie działań wojennych.ocenia Budzisz.Spór o zamrożone rosyjskie aktywa: stawka jest ogromnaKluczową kwestią – jego zdaniem – staje się decyzja o konfiskacie rosyjskich aktywów ulokowanych w Europie.Dopóki nie zapadnie decyzja w sprawie aktywów rosyjskich, plan finansowania oporu Ukrainy i późniejszej odbudowy jest mało realny. Przeciwko twardej konfiskacie są Belgia, Włochy, Bułgaria i Malta. Węgry i Słowacja milczą, w Czechach zmienia się władza, która zapowiada ograniczenie pomocy dla Ukrainy.mówi.Budzisz dodaje, że Berlin bardzo mocno angażuje się w próbę przeforsowania konfiskaty:Kanclerz Merz stawia na to swój autorytet. Jeśli się uda, paradoksalnie z polskiego punktu widzenia byłoby to korzystne. Po pierwsze, ryzyka dla rynku euro dotyczą nas mniej. Po drugie, trwała konfiskata oznacza długotrwały antagonizm między Europą – przede wszystkim Niemcami – a Rosją, co zmniejsza szansę na powrót do „cywilizowania” Moskwy interesami handlowymi.podkreśla.Jeśli jednak decyzja nie zapadnie, konsekwencje będą bardzo poważne dla Kijowa:Ukraina ma pusty budżet. Od wiosny będzie musiała mocno ciąć wydatki. Bez tych pieniędzy ani odbudowa, ani utrzymanie 800-tysięcznej armii, o której mówią Europejczycy, nie będzie możliwe. To czyni cały plan w dużej mierze iluzorycznym.stwierdza.Berlin buduje zbrojeniowy hub, Warszawa się spóźniaBudzisz zwraca uwagę na dziesięciopunktowy plan współpracy gospodarczo-wojskowej Niemiec z Ukrainą, opisany m.in. przez „Handelsblatt” – wspólną produkcję dronów, wsparcie start-upów, rozwój nowych technologii militarnych.Niemcy – a konkretnie Bawaria – chcą zbudować wielki hub nowych technologii wojskowych. To nie przypadek, że firma Helsing, jeden z najwyżej wycenianych europejskich „jednorożców” w branży obronnej i AI, ma siedzibę w Monachium. Berlin chce zasysać ukraińskie know-how i łączyć je z własnym kapitałem i przemysłem.tłumaczy.Ukraina – po latach wojny – ma być zdolna eksportować nowoczesne uzbrojenie za nawet kilkanaście miliardów dolarów rocznie. Niemcy chcą być głównym partnerem i pośrednikiem, także przy wykorzystaniu unijnych funduszy.Na tym tle Polska wypada słabo:My to wszystko widzimy, ale działamy zbyt wolno. Potrzebna jest deregulacja polskiego sektora zbrojeniowego i realne otwarcie go na prywatny kapitał. Zamiast tego mamy państwową Polską Grupę Zbrojeniową jako biurokratycznego molocha, a prywatne firmy rozbraja się przepisami, kontrolami i ingerencją służb.podkreśla Budzisz.Przywołuje też rozmowy z ukraińskimi przedsiębiorcami, którzy przenieśli część produkcji zbrojeniowej do Polski:Mówili, że mieli doświadczenia z nadmierną ingerencją służb na Ukrainie, ale to, czego doświadczają w Polsce, przebija standardy ukraińskie. To pokazuje, jak głębokim problemem jest u nas państwo w państwie, jakim stał się aparat służb specjalnych.zaznacza.„Bez wyjęcia bezpieczeństwa z wojny plemion będziemy przegrywać”Na koniec Budzisz wskazuje na problem podstawowy: bezwładność państwa połączoną z ostrą wojną plemienną w polityce.W Polsce mamy do czynienia z bezwładnością biurokratyczną i obawą przed decyzjami – każda niesie ryzyko i natychmiast staje się paliwem w wojnie między partiami. To odruchowo skłania rządzących do niepodejmowania trudnych decyzji.ocenia.Jego zdaniem bezpieczeństwo powinno zostać wyłączone z codziennej partyjnej bijatyki:
Silne emocjonalnie osoby potrafią zachować zimną krew w trudnych sytuacjach. Nie przejmują się byle czym. Nie chodzi o to, że ze wszystkim dają radę i odłączają się od emocji. Raczej potrafią je obsłużyć, nie pozwalają, aby brały górę. Dbają o siebie, o swój stan fizyczny i psychiczny. To nie jest wrodzona moc, tylko umiejętność, którą można wzmacniać każdego dnia. Oto pięć technik, które pomagają budować emocjonalną siłę. Autorka: Paulina Klepacz Artykuł przeczytasz pod linkiem: https://www.vogue.pl/a/silne-emocjonalnie-osoby-nawyki
Nie robi tego, żeby się odciąć. Raczej po to, żeby się lepiej połączyć - z przestrzenią, z drugim człowiekiem, czasem z sobą samym. Polas zabiera ludzi w teren, ale to nie są gotowe ścieżki i sprawdzone widoki. To trochę mniej komfortu, więcej uważności i pytania, które same się nasuwają. A odpowiedzi czasem przychodzą szybciej niż moglibyśmy się ich spodziewać.
„Zamiast strategii – likwidacja 1/3 szpitali”Obok siedziby Ministerstwa Zdrowia w Warszawie pojawił się baner z ostrym przekazem: „Zamiast strategii – likwidacja 1/3 szpitali. To plan ministerstwa na poprawę zdrowia Polaków. Zamiast szczuć na lekarzy, weźcie się do roboty”. To odpowiedź samorządu lekarskiego na zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia dotyczące zmian w sieci szpitali.Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski, w rozmowie z Radiem Wnet przyznaje, że formalnie diagnoza o „nadmiarze łóżek” nie jest całkowicie błędna, ale sposób działania resortu budzi sprzeciw.Faktycznie w Polsce mamy zbyt dużo łóżek szpitalnych czy zbyt dużo szpitali. Problem w tym, że ich rozłożenie nie odpowiada faktycznym potrzebom. Mniejsze miejscowości czy powiaty mają bardzo ograniczony zakres świadczeń. To fakt, którego nikt nie będzie negował– dodaje.Według Kosikowskiego problemem nie jest sama dyskusja o restrukturyzacji, lecz to, że w praktyce rząd próbuje „załatwić sprawę” poprzez rozwiązania, które mogą doprowadzić do zamknięcia wielu szpitali powiatowych – bez realnej strategii, tylko za pomocą prostego rachunku opłacalności. Kosikowski uważa, że część proponowanych rozwiązań wygląda tak, jakby miała stworzyć pretekst do „legalnego zamykania” szpitali.Będzie można powiedzieć: pazerni lekarze nie chcą przyjechać za 36 tysięcy, więc musimy zamknąć szpital. Prawda będzie taka, że nie będą mogli, bo systemowo się tego nie da zrobić– mówi.„Kierunek: prywatyzacja”. Kto zarobi na ograniczeniu leczenia publicznego?Na drugim banerze NIL pojawił się komunikat: „Kierunek prywatyzacja to wasz jedyny pomysł”. Samorząd lekarski uderza w szerszy problem – coraz większy udział sektora prywatnego, który wybiera to, co najbardziej opłacalne.Jeżeli ograniczy się leczenie w sektorze publicznym, ci pacjenci nie znikną. Albo będą dłużej czekać, albo pójdą prywatnie. Beneficjentem nie będą szpitale publiczne, tylko jednostki prywatne– mówi rzecznik NIL. Kosikowski przypomina, że prywatne placówki wybierają głównie zabiegi wysokopłatne i relatywnie proste.Robią to, co się opłaca: kręgosłupy, ortopedię, endoskopię. Jakoś nie znam szpitala prywatnego, który miałby oddział interny, pediatrię albo publiczną porodówkę. Dziwnym trafem tego robić nie chcą– stwierdza.Jego zdaniem jest to patologiczny kierunek, bo osłabia on rolę szpitali publicznych, które muszą brać na siebie także te świadczenia, które się „nie opłacają” – od porodówek po internę.Trzecie od końca finansowanie w UE i 25 miliardów długuW drugiej części rozmowy rzecznik NIL przechodzi do szerszej diagnozy systemu ochrony zdrowia. Przypomina o raportach NIK, ogromnych długach szpitali i chronicznym niedofinansowaniu.Suma długów szpitali to już ponad 25 miliardów złotych. Wyglądałoby na to, że w całej Polsce nie ma ani jednego dobrego menedżera. Raczej system jest tak skonstruowany– mówi.Kosikowski wskazuje, że Polska jest „trzecia od końca”, jeśli chodzi o udział wydatków na zdrowie w PKB.My mamy bitwę o 9 procent. Czechy mają składkę zdrowotną 13,55 proc, Niemcy między 14 a 17 proc. Czesi wydają na publiczną ochronę zdrowia więcej, niż my wydajemy na publiczną i prywatną razem– podkreśla.W jego ocenie potrzebne są jednocześnie większe nakłady i prawdziwa reforma organizacyjna, ale żadna władza nie chce podjąć wysiłku, który wykracza poza jedną kadencję.System wymaga reformy, ale to przekracza horyzont jednej kadencji. Nikt nie chce na tym przegrać wyborów. Wszyscy bawią się w kosmetykę. My potrzebujemy i nakładów, i reformy. Inaczej nie będzie wydolnej ochrony zdrowia– dodaje./fa
Dziś dużo filmów i seriali. Ale zaczynamy od Bloodlines 2, ARC i nowego Painkillera. Do tego dochodzimy do wniosku że młode pokolenie jest stracone, nie to co my - Nostalgic Boys. XBOX żyje na targach. Szycha dotykał “ROG XBOX ALLY X”.Ja skończyłem Death Stranding, tymczasem Szycha ogląda ciągle te same seriale. Skończył się rewelacyjny TASK. "Zniknięcia" od Zacha Creggera, mamy różne opinie. Raczej sceptycznie podchodzimy do nowego “It” czyli To: Witajcie w Derry. Potwory 3 na nie. Splinter Cell: Deathwatch na tak. "Dom pełen dynamitu" od Kathryn Bigelow bardzo ok. Nowy Superman też."Wyjątkowe życie Ibelina" na [Netflix] jest wg mnie wyśmienity, tak - smutny i wzruszający, ale też wyjątkowy. “Od góry do dołu” Spike'a Lee to nowy The RoomNa koniec dwie wyjątkowe książki - “VHS. Przewińmy to jeszcze raz” od Pigout'a i Przemka Corso. No i książka cegła - "Kompendium PSX" z Open Beta Marcina Kosmana.Wstępniak.(00:01) Dużo filmów i seriali, ale gry teżTematy główne.(04:20) The Masquerade – Bloodlines 2, pokrótce (08:30) Painkiller od Anshar z PGA(13:00) Koniec singla i więcej PGA 2025(18:10) Death Stranding(29:30) Droga do prawdy [Apple TV](33:20) Weapons / Zniknięcia [HBO Max](36:50) To: Witajcie w Derry [HBO Max](42:11) Potwór: Historia Eda Geina [Netflix] 3 odcinki(45:00) Splinter Cell: Deathwatch [Netflix](49:30) Ostatnia rubież / The Last Frontier [Apple TV](52:10) Dom pełen dynamitu [Netflix](58:00) Wyjątkowe życie Ibelina [Netflix](1:00:10) Od góry do dołu [Apple TV](1:03:00) VHS. Przewińmy to jeszcze raz [książka](1:06:00) Kompendium PSX [książka]O nas więcej, tu też wszystkie linki! https://www.ahasuper.plFajnie? Niefajnie? Napisz do nas! ahasuper@ahasuper.plWspółpraca reklamowa: info@digitalaudio.plGdzie nas słuchać? https://anchor.fm/bartosz-drozdowski Gdzie nas oglądać? https://www.youtube.com/@ahasuperAha Super na fejsie, https://www.facebook.com/AhaSuper01Aha Super na insta! https://www.instagram.com/AhaSuper01
Była kanclerz - zgodnie z prawdą - wskazała na fakt, że Niemcy oraz Polska wraz z państwami bałtyckimi nie miały w 2021 roku wspólnych interesów jeżeli chodzi o relacje z Rosją - mówi ekspert.
Walka tytanów, czy spotkanie mędrców? – pytam. – Ani to, ani to. Raczej koleżeńskie spotkanie – mówi skromnie, acz z uśmiechem, prof. Łukasz Niesiołowski-Spanò, dziekan Wydziału Historii UW i historyk starożytnej Palestyny. W odcinku dyskutują wspólnie z prof. Marcinem Majewskim, hebraistą, biblistą i teologiem z UPJP2 oraz wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego.Publiczne występy obu uczonych są niezwykle popularne (również te w RN). Po namowach, szczególnie ze strony patronów, postanowiliśmy zorganizować wspólne spotkanie.Na początek rozważamy, czym różni się podejście do Biblii przedstawicieli dwóch dyscyplin? – Biblista będzie bardziej zadawał pytanie: po co jest ten tekst? Dlaczego autor to opisał tak, jak to opisał? Gdzie indziej umieszczamy tę ideę, nazwijmy górnolotnie, prawdy – mówi prof. Majewski. – Historyk szuka dowolnych źródeł, które mu naświetlą przeszłość. I Biblia jest jednym z takich źródeł, rzeczywiście wyjątkowych. (…) Ale jak historyk widzi źródło, to zawsze wzbudza w sobie wątpliwość, czy to źródło nie wprowadza go w maliny – podkreśla prof. Niesiołowski.W odcinku rozmawiamy o datowaniu tekstów biblijnych, szczególnie Pięcioksięgu: ile w tych tekstach jest koncepcji nowatorskich, a ile zapożyczeń z innych kultur (Babilon, Egipt, Grecja…); o tym, jak kształtował się monoteizm i o możliwych przyczynach tak spektakularnego sukcesu. Zastanawiamy się też, jakie intencje mieli autorzy Biblii. Czy sami byli pobożni?Zapraszamy gorąco!****Drodzy, niedługo nowości w naszym wydawnictwie, zajrzyjcie na wydawnictworn.pl i zapiszcie się na newsletter, żeby nie przegapićPolecamy też poprzednie rozmowy z gośćmi odcinka (występy solo)Biblia – czy tłumaczenia wiernie przekazały nam tekst Pisma? | prof. Marcin Majewski (odc. 251)Początki judaizmu – z jakich kultów zrodził się potężny Bóg Izraela? | Łukasz Niesiołowski-Spanò (odc. 164)Kto, kiedy i po co napisał Biblię? Nowe datowanie Starego Testamentu | prof. Ł. Niesiołowski-Spanò (odc. 58)Podobne tematy:Chrześcijanie pierwszych wieków - kim byli i w co tak naprawdę wierzyli? | prof. Robert Wiśniewski (odc. 219)I książka na ten temat: https://radionaukowe.pl/publikacje/chrzescijanie/ Islam i dżihad – czy są nierozłączne? O początkach działania Mahometa | prof. Katarzyna Pachniak (odc. 101)
W stronę Słońca pędzi międzygwiezdny obiekt, 3I/ATLAS, który z każdym dniem i każdym kolejnym pomiarem staje się coraz dziwniejszy. Skierowaliśmy na niego wszystkie najpotężniejsze teleskopy i zamiast odpowiedzi dostaliśmy więcej pytań. Jedno z najbardziej niepokojących to, wykrycie ogromnych ilości niklu, ale zupełny brak żelaza. Żelazo i nikiel to naturalni partnerzy. Są to najobficiej występujące metale ciężkie w znanym wszechświecie. Prawie zawsze występują razem. Obecności niklu bez żelaza obserwujemy jedynie w obiektach, które są wykonane ręką człowieka. To oczywiście rozpaliło do czerwoności dyskusje o potencjalnej sondzie obcych w całości wykonanej z egzotycznego stopu niklu. Ten obiekt wytworzył też gigantyczną chmurę dwutlenku węgla wokół siebie, której wielkość to prawie połowa wielkości Słońca.
Skończyła się epoka jednej mądrości, jednej prawdy, jednego autorytetu. Wypaliła się formuła postzimnowojenna, a z nią narracja liberalnych elit. To czas wielkiej wymiany – wymiany elit. Nie będzie to podróż łatwa i komfortowa, ale to też nie koniec świata. Raczej początek przebudowy starego gmachu i szukania energii, która uniesie nowy porządek.
Zapewne każdy programista zna albo przynajmniej słyszał o Visual Studio Code (VS Code), czyli darmowym edytorze ze stajni Microsoftu.Jednak podejrzewamy, że nie każdy Tech Writer wie co to za narzędzie i że można go z powodzeniem używać do tworzenia dokumentacji. Raczej nie przyda nam się jeśli pracujemy z narzędziami typu CCMS, ale za to doskonale sprawdzi się w modelu "docs as code", w którym niepodzielnie od wielu lat króluje Markdown. Mnogość opcji konfiguracyjnych i dostępnych wtyczek sprawia, że ten edytor może okazać się świetnym wyborem dla technoskrybów, którzy ściśle współpracują z programistami.Rozmawiamy o tym co nam oferuje VS Code, jakie wtyczki przydają się do pisania dokumentacji, jakie ciekawe funkcje można znaleźć w tym edytorze, a nawet o tym jak dodać podstawowe wsparcie dla plików DITA. Dźwięki wykorzystane w audycji pochodzą z kolekcji "107 Free Retro Game Sounds" dostępnej na stronie https://dominik-braun.net, udostępnianej na podstawie licencji Creative Commons license CC BY 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/).Linki:Visual Studio Code (VS Code): https://code.visualstudio.com/https://code.visualstudio.com/Wtyczka MDX: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=unifiedjs.vscode-mdxWtyczka Markdown All in One: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=yzhang.markdown-all-in-oneWtyczka markdownlint: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=DavidAnson.vscode-markdownlintWtyczka Markdown Preview Enhanced: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=shd101wyy.markdown-preview-enhancedVale: https://github.com/errata-ai/valeWtyczka Vale VSCode: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=ChrisChinchilla.vale-vscodeWtyczka Write Good Linter: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=travisthetechie.write-good-linterWtyczka vscode-textlint: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=taichi.vscode-textlintWtyczka Prettier - Code formatter: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=esbenp.prettier-vscodeWtyczka Code Spell Checker: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=streetsidesoftware.code-spell-checkerWtyczka Markdown PDF: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=yzane.markdown-pdfWtyczka Gremlins tracker for Visual Studio Code: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=nhoizey.gremlinsWtyczka REST Client: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=humao.rest-clientWtyczka GitLens — Git supercharged: https://marketplace.visualstudio.com/items?itemName=eamodio.gitlens"Lint, Lint and Away! Linters for the English Language", Chris Chinchilla: https://hackernoon.com/lint-lint-and-away-linters-for-the-english-language-70f4b22cc73c"The 2025 Developer Survey", Stack Overflow: https://survey.stackoverflow.co/2025"Darwin Information Typing Architecture" (DITA), Wikipedia: https://en.wikipedia.org/wiki/Darwin_Information_Typing_Architecture"How can I make DITA catalog.xml work in VS Code?", Stack Overflow: https://stackoverflow.com/questions/64782816/how-can-i-make-dita-catalog-xml-work-in-vs-code
[AUTOPROMOCJA] Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. Czy pora, żeby "Epokę lodowcową" w końcu spotkało ocieplenie klimatu? Jaki nowy film można oglądać przy herbacie i kanapce, kiedy ten będzie leciał w tle? W najnowszym "O serialach" Bartosz Węglarczyk i Piotr Markiewicz rozmawiają m.in. o drugim odcinku "Schedy", skandynawskich kryminałach i "Czwartkowym Klubie Zbrodni" — czy naprawdę brakuje tam rozmachu?
Tego tygodnia premier Donald Tusk dobrze wspominać nie będzie. Nie dość, że w ostatniej chwili został wypchnięty z rozmowy z Donaldem Trumpem w sprawie Ukrainy i zastąpiony Karolem Nawrockim, to jeszcze w konsekwencji musiał prosić prezydenta o spotkanie. To, że Nawrocki lekko się na nie spóźnił, oczywiście nie jest przypadkiem. To jednak najmniejszy dziś problem szefa rządu. Nowa głowa państwa włamuje się w domenę, która na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy stała się poletkiem Tuska. Pierwotnie miał rozmawiać Donald Tusk. Finalnie na linii z Donaldem Trumpem pojawił się prezydent Karol Nawrocki — i to on dostał słuchawkę w rozmowie o Ukrainie przed planowanym spotkaniem Trump–Putin na Alasce. Zaskoczenie? Owszem. Przypadek? Raczej protokół pisany w Waszyngtonie grubą czcionką. Z Pałacu Prezydenckiego usłyszeliśmy, że Amerykanie „wyraźnie wskazali” partnera: głowę państwa. Premier dodał, że rozmawiał tego dnia w dwóch innych formatach zarówno z prezydentem Zełenskim, jak i innymi przywódcami. Nie brzmi to jednak jak „wszyscy wygrali”, bo w praktyce to sygnał, kto ma dziś szybszą ścieżkę dotarcia do Gabinetu Owalnego.
Presja potrafi zniszczyć wszystko, co miało być dobre. Oczekiwania, tempo, scenariusze - często nie nasze, ale gramy je do końca. Ta rozmowa to zaproszenie do myślenia o seksie inaczej. Bez pozy, bez spięcia. Nie po to, żeby naprawiać. Raczej po to, żeby wreszcie odpuścić.
- Donald Tusk jest politykiem z doświadczeniem. Karol Nawrocki jest politykiem szybko uczącym się polityki. Myślę, że kooperacja może być trudna, a raczej będzie to permanentna walka - podkreśliła w Polskim Radiu 24 prof. Ewa Marciniak, politolog z UW.
Publicysta komentuje pierwsze wystąpienie nowego prezydenta Karola Nawrockiego. Mówi o mocnym stylu, suwerennościowej wizji i ryzykownym podejściu do polityki wewnętrznej oraz zagranicznej.Nowy styl prezydentury Marcin Makowski podkreśla, że Karol Nawrocki już w pierwszych minutach swojego orędzia odciął się od stylu poprzedników. Mówił bez kartki, emocjonalnie, mocno – zwracając się bezpośrednio do narodu i akcentując swoją niezależność od politycznych układów.To nie jest prezydent stricte polityczny. Nie dorastał w środowisku elit. Wyszedł z innych doświadczeń – naukowych, kibicowskich. Jest inny, bardziej intuicyjny. I od razu wszedł w konfrontację- zauważa rozmówca Jasminy Nowak.Współpraca z rządem TuskaPrezydenckie wystąpienie było – zdaniem publicysty – wyraźnie antyrządowe. Padły ostre zarzuty wobec Donalda Tuska i jego gabinetu, szczególnie w kwestiach obronności, CPK czy polityki gospodarczej. Jednocześnie, jak podkreśla Marcin Makowski, Nawrocki próbował pokazać się jako polityk bliski obywatelom:Wysiadł z limuzyny, witał się z ludźmi, szedł przez Warszawę. To gesty, których wcześniej nie widzieliśmy u urzędujących prezydentów. Milczenie mediów publicznych Jednym z najmocniejszych symbolicznych zgrzytów dnia zaprzysiężenia był brak transmisji orędzia na głównej antenie TVP. W tym czasie emitowano odcinek serialu "Komisarz Aleks".To było działanie celowe. Najważniejsze wydarzenie polityczne roku zostało zlekceważone przez media publiczne. Misja TVP, nawet w likwidacji, zobowiązuje do czegoś więcej - mówi Marcin Makowski dodając, że ton komentarzy w TVP Info był ironiczny, pełen złośliwości, przypominający czasy ostrej walki z opozycją – tyle że z odwróconymi rolami.Szansa na współpracę z rządem? Publicysta zauważa, że choć prezydent Nawrocki deklarował możliwość współpracy z rządem w sprawach fundamentalnych, jego orędzie było w dużej mierze polemiczne i oskarżycielskie:To chyba najmocniejsze przemówienie prezydenckie w historii III RP. Nie było w nim szukania zgody. Była odpowiedź na wcześniejsze ataki.Gość "Poranka Wnet" nie ma złudzeń – czeka nas prawdopodobnie polityczna wojna, a nie konstruktywny dialog.Prezydent suwerennościowy – jak bardzo?Marcin Makowski zwraca też uwagę na silnie antyunijną retorykę Nawrockiego. Prezydent mówi językiem „suwerennościowego realizmu” – bliskim temu, co przez lata prezentowało Prawo i Sprawiedliwość.To nie jest prezydent proeuropejski. Raczej ktoś, kto zakłada, że z Unią nie da się wiele wynegocjować. Twarda gra – ale pytanie, czy będzie skuteczna?- uważa rozmówca Jaśminy Nowak. Kluczowym testem będzie zdolność Nawrockiego do prowadzenia realnej polityki zagranicznej i budowania zespołu doradców. Jak przypomina Marcin Makowski, Andrzej Duda miał problem z utrzymywaniem wyrazistych współpracowników. Od Nawrockiego zależy, czy będzie solistą, czy liderem zespołu.Historyk w Pałacu – jaka polityka pamięci?Nie da się zapomnieć, że nowy prezydent jest byłym szefem IPN i dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej. Czy jego prezydentura będzie silnie nacechowana polityką historyczną?To już widać. Nawrocki kontynuuje narodowo-patriotyczną narrację, w której nie ma miejsca na afirmację niejednoznacznych postaci, takich jak 'nasi chłopcy' z Wehrmachtu. Taki prezydent został wybrany. I nie udaje, że jest kimś innym.Makowski przestrzega jednak, by nie przekroczyć granicy między patriotyzmem a wykluczającym nacjonalizmem. Na razie – jego zdaniem – Nawrocki balansuje dobrze. Prezydent inny niż wszyscyKarol Nawrocki nie zamierza być kolejnym Andrzejem Dudą. Nie przemawia jak zawodowy polityk, nie zabiega o konsensus za wszelką cenę. Czy to dobrze? To – jak mówi Marcin Makowski – zależy od dalszego rozwoju sytuacji:Pytanie, czy jest mocny tylko w słowach, czy również w czynach. Polityka to gra zespołowa – a my dopiero zaczynamy pierwszy mecz.
Nie chodzi o patriotyzm. Raczej o to, co sprawia, że lubimy tu być.Za czym tęsknimy, gdy jesteśmy daleko. Co rozczula, choć trudno to wyjaśnić. Dziś rozmawiamy o przywiązaniu, które nie zawsze jest proste, ale zawsze jest prawdziwe. Bo czasem kochamy właśnie za te rzeczy, które nie rzucają się w oczy, ale składają się na miejsce, które nazywamy swoim.
W dzisiejszym odcinku rozmawiamy o głośnej premierze „Supermana” Jamesa Gunna, starcie nowego filmowego uniwersum DC i o tym, jak – ku naszemu zaskoczeniu – ta produkcja wywołuje kontrowersje, bo mówi, że… ludobójstwo jest złe.Omówienie nie zawiera większych spoilerów, ale nie jest też w pełni bezspoilerowe. Raczej nie powinno Wam zepsuć zabawy jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, chyba że chcecie iść totalnie na ślepo – w takim wypadku bardzo polecamy film i zapraszamy po seansie.
Wojna to dla wielu tragedia, ale dla przemysłu zbrojeniowego – konieczność. Piotr Witt z Paryża mówi wprost: bez poczucia zagrożenia nie ma popytu, a bez popytu nie ma zysków.W najnowszej „Kronice Paryskiej” Piotr Witt zabiera nas na Salon Lotniczy w Le Bourget – ale nie po to, by opiewać techniczne cuda. Raczej po to, by zdemaskować mechanizmy, które kryją się za przemysłem zbrojeniowym. Według Witta, wojna nie wybucha dlatego, że jest nieunikniona – ale dlatego, że komuś się opłaca.Broń, w przeciwieństwie do komputerów czy samochodów, nie powstaje z potrzeby użytkowników. Nikt w normalnych warunkach nie potrzebuje rakiety czy bombowca. A jednak fabryki zbrojeniowe pracują pełną parą – bo ich istnienie wymaga ciągłej produkcji, a ta z kolei potrzebuje popytu. A ten można stworzyć poprzez strach, poczucie zagrożenia i geopolityczne napięcia.Popyt i podaż przemysłu zbrojeniowegoWitt przypomina, że to właśnie zimna wojna uratowała amerykański przemysł zbrojeniowy po II wojnie światowej. A Stalin, uzbrojony wcześniej przez aliantów, stał się wymarzonym przeciwnikiem, którego istnienie pozwalało znów sprzedawać czołgi i samoloty – tym razem Zachodowi.Autor przywołuje również postać generała Eisenhowera, który jako prezydent USA ograniczył zbrojenia, zmniejszył armię i przestrzegał przed potęgą militarno-finansowego kompleksu. Jego następcy – Nixon i Kennedy – nie zdołali kontynuować tej drogi. A dziś, według Witta, historia zatacza koło: kolejne wojny, kolejne obietnice ich zakończenia, kolejne fabryki potrzebujące zamówień.Zamiast pokoju – nowe fronty. Zamiast rozbrojenia – jeszcze większe inwestycje w zbrojenia. A popyt, jak zawsze, kształtuje podaż. W tym przypadku – krwawy i bardzo dochodowy towar.
– To było dość oczywiste dla każdego, kto interesuje się polityką, bo ten projekt po prostu już nie jedzie – komentował rozpad Trzeciej Drogi Michał Karnowski w Poranku Radia Wnet.PSL i Polska 2050 kończą projekt Trzeciej Drogi – informują dziś media. Rada Naczelna PSL zdecydowała o samodzielnym starcie w wyborach. Hołownia potwierdził to w mediach społecznościowych. Kosiniak-Kamysz przyznał, że Trzecia Droga była projektem wyborczym, który spełnił swoje zadanie. Część polityków PSL sugeruje jednak, że formalna decyzja zapadnie 28 czerwca.Dziennikarz Michał Karnowski (Telewizja wPolsce24) nie jest zaskoczony końcem tego politycznego projektu.To było dość oczywiste dla każdego, kto interesuje się polityką, bo ten projekt po prostu już nie jedzie. Traci wyborców– powiedział Karnowski.To już nie jest śmieszneZdaniem publicysty, symboliczny był sam wynik wyborczy Szymona Hołowni, mimo „mocnego wsparcia Władysława Kosiniaka-Kamysza”. Jego zdaniem, po prostu „Polacy ten projekt odrzucają”.Hołownia już nie zachwyca, Hołownia już nie śmieszy, Hołownia raczej irytuje i rozczarowuje. PSL też to pokazuje. Ciekawe, że wszyscy uciekają od dorobku tej koalicji– dodał Karnowski.Jego zdaniem, dziś „nie ma nikogo, kto z dumą wyszedłby i powiedział: dorobek tego rządu napawa mnie radością”. Zaznaczył, że nawet sam premier Donald Tusk po ostatnich wyborach mówił: „weźmy się wreszcie do pracy”, co – jak komentuje Karnowski – można odczytać jako przyznanie, że wcześniej rząd nie działał efektywnie.Lewicowa wieś?W jego ocenie Polskie Stronnictwo Ludowe traci dziś kontakt z konserwatywnym elektoratem, który wcześniej stanowił ważną część jego zaplecza.Zawsze był tam pewien balans, ale Kosiniak-Kamysz chyba tak bardzo skręcił w kierunku liberalnym, że dzisiaj staje się to bardzo trudne– ocenił Karnowski.Karnowski skomentował też skutki przegranych wyborów prezydenckich przez obóz rządzący.Nie udało się domknąć systemu. Obiecywali, że wtedy wezmą się do pracy, będą ustawy, które zmienią Polskę. Ale nie. Gdyby to rzeczywiście leżało im na sercu, to by chociaż próbowali– mówił.
Na razie zmiany cen, jeśli chodzi o surowce energetyczne, ropy, gaz ziemny, nie są na tyle duże, żeby wpłynęły w jakiś znaczący sposób na stopę inflacji - mówi ekonomista i amerykanista.
Prof. Ewa Marciniak, szefowa CBOS, w rozmowie z Joanną Ćwiek-Świdecką mówiła m.in. o protestach wyborczych i nieprawidłowościach sygnalizowanych w niektórych komisjach przy liczeniu głosów w II turze wyborów prezydenckich.Gościem programu Joanny Ćwiek-Śwideckiej #RZECZoPOLITYCE jest prof. Ewa Marciniak, politolożka, szefowa CBOS
Urzeczywistnij swoje JA! Podcast Marty Iwanowskiej - Polkowskiej
Czy odporność psychiczna to supermoc? A może ciężki pancerz, który oddziela nas od siebie i innych? Czy chcemy ją rozwijać? Czy chcemy jej więcej? W tym odcinku zapraszam Cię na osobistą solówkę o tym, czym naprawdę jest odporność psychiczna – i dlaczego tak często sabotujemy jej budowanie. Bo mam poczucie, że tak jest, że tak bywa … chyba, że się mylę, to podyskutujmy. Opowiadam w nim o 10 blokadach, które mogą sprawiać, że zamiast wzmacniać swoją odporność psychiczną, omijamy ją szerokim łukiem i unikamy jej jak ognia, choć jak ognia jej potrzebujemy.Nie chodzi tu o checklistę ani szybkie recepty. Raczej o czułe przyjrzenie się sobie i odpowiedzenie na pytanie: czy naprawdę chcę być psychicznie silna – i co to dla mnie znaczy?W odcinku opowiadam między innymi o:• micie „twardości” emocjonalnej,• przekonaniu mówiącym, że dporność psychiczna jest bardzo trudna i trudno się ją buduje, • lęku przed zmianą tożsamości, … bo kim się stanę, jaka się stanę, jak będę bardziej odporna? … i pytanie, czy masz w sobie miejsce na czułą odwagę.To zaproszenie do refleksji – nie o tym, jak być „lepszą wersją siebie”, ale jak być sobą… bez zbroi.Usiądź wygodnie i posłuchaj. Może ten odcinek to właśnie Twoja chwila zatrzymania?Daj znać, jak posłuchasz tego odcinka - napisz komentarz, udostępnij ten odcinek w sieci. Z góry baaaaardzo za to dziękuję!Pamiętaj, że możesz słuchać mojego podcastu nie tylko tutaj, ale też w aplikacjach takich jak, wystarczy wpisać #urzeczywistnijswojeJA:
Jeśli tworzysz lub planujesz tworzyć produkty edukacyjne, to jest wydarzenie, które Cię przygotuje na to, co nadchodzi. Zostały ostatnie godziny!https://olagosciniak.pl/konferencja
Nawrocki w drugiej turze? Kobosko w Radiu ZET: Raczej nie może liczyć na wsparcie Konfederacji
"Mentzen nie gra o prezydenturę. Raczej o premierostwo" prof. Szymon Ossowski, prof. Tomasz Słomka
Rzym. 12,9-21 (9) Miłość niech będzie nieobłudna. Unikajcie zła, przylgnijcie do dobra. (10) Serdeczni w braterskiej miłości wzajemnie się wyprzedzajcie w okazywaniu szacunku. (11) Nie traćcie gorliwości, bądźcie płomiennego ducha, służcie Panu. (12) Radujcie się nadzieją, w ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie wytrwali. (13) Wspomagajcie świętych, przestrzegajcie gościnności. (14) Błogosławcie tych, którzy was prześladują; błogosławcie, a nie złorzeczcie. (15) Radujcie się z radosnymi, płaczcie z płaczącymi. (16) Bądźcie jednomyślni. Nie zabiegajcie o to, co wyniosłe, ale miejcie upodobanie w tym, co skromne. Nie bądźcie zarozumiali. (17) Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Bądźcie życzliwi dla wszystkich ludzi. (18) Jeśli to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi zachowujcie pokój. (19) Umiłowani, sami nie wymierzajcie sprawiedliwości, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu. Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta, Ja odpłacę, mówi Pan. (20) Raczej kiedy twój wróg jest głodny, nakarm go, a gdy jest spragniony, daj mu pić. Czyniąc tak, zgromadzisz nad jego głową rozżarzone węgle. (21) Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło zwyciężaj dobrem. Nauczanie z dnia 9 marca 2025
"Raczej się martwię i boję" - mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM były prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka, pytany o emocje związane z powrotem Donalda Trumpa do Białego Domu. "Jakby ktoś mnie zapytał, jakie są najważniejsze konsekwencje prezydentury Donalda Trumpa, to jedno jest pewne - wzrost niepewności na każdym froncie, zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym" - dodał były premier.
Kiedy Viktor Orban przekazywał w imieniu Węgier prezydencję w UE na ręce premiera Donalda Tuska, nie mógł się nachwalić Polski. Przypomniał, że nasz naród wydał Jana Pawła II i Solidarność. Przy okazji wręczył szefowi polskiego rządu beczułkę tokaju. Tusk odwdzięczył się szablą. Chwilę wcześniej słodził Węgrom, mówiąc o „bezbłędnej” prezydencji. Tak było w połowie 2011 r. Tamta atmosfera relacji polsko-węgierskich wyparowała. Tusk i Orban — kiedyś koledzy — już nie grają razem w piłkę. Raczej kopią się po kostkach. Czasem nawet używają ostrzejszych metod. Tak było w piątek, gdy okazało się, że polskie MSZ zablokowało udział węgierskiego ambasadora w inauguracji polskiej prezydencji w UE, która odbyła się w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Wprawdzie kilka tygodni temu szef przedstawicielstwa Budapesztu w Warszawie zaproszenia na imprezę otrzymał, a nawet potwierdził swoją obecność, jednak wiele się w tym czasie zmieniło. Węgry udzieliły azylu politycznego byłemu wiceministrowi sprawiedliwości Marcinowi Romanowskiego, który jest podejrzany o 11 przestępstw w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Przy okazji przedstawiciele węgierskiej administracji twierdzą, że w Polsce opozycja jest prześladowana. A sam Romanowski uwił sobie gniazdko nad Dunajem i gardłuje o „reżimie” Tuska. Do kraju szybko nie wróci. A nad Wisłą pojawiła się jaskółka nadziei dla PiS. Państwowa Komisja Wyborcza przyjęła sprawozdanie Komitetu Wyborczego PiS za ostatnie wybory parlamentarne, opierając się na decyzji Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Izba nie jest uznawana przez obóz władzy oraz europejskie trybunały za sąd, jednak tym razem PKW się złamała. Pomogli w tym członkowie komisji rekomendowani przez Koalicję Obywatelską, co wywołało konsternację w tym ugrupowaniu. Wstrzymali się od głosu. Uchwała PKW jest jednak wewnętrznie sprzeczna, bo z jednej strony czytamy w niej o przyjęciu sprawozdania PiS, z drugiej jest tam zapis mówiący o tym, że uchwała jest ważna, o ile IKNiSP jest sądem. Wprawdzie szef Państwowej Komisji Wyborczej wysłał do Ministerstwa Finansów pismo, w którym informuje, że Nowogrodzka powinna otrzymać pieniądze już i zaraz, jednak wewnętrzna sprzeczność uchwały sprawiła, że według rządu… de facto jej nie ma. Jarosław Kaczyński chyba zdaje sobie sprawę z tego, że – jak napisał Donald Tusk – „pieniędzy nie ma i nie będzie”. Dlatego nadal apeluje do sympatyków PiS o darowizny. Kandydatura „obywatelskiego” Karola Nawrockiego za darmo się przecież nie zrobi.
Zapraszam na krótką recenzję dwóch początkowych odcinków serialu Skeleton Crew (Załogi Rozbitków). Serial pokazuje nam Gwiezdne wojny ze strony jakiej jeszcze nie znamy - choć jednocześnie tak nam bliskiej. Czy jest dobry? Czy macie podobną opinię do mojej? Zapraszam na opinię... Raczej bez spoilerów! ZERKNIJ NA LINKI: ► https://discord.gg/UbKYs9Z - DISCORD! ► instagram.com/swossus/ - INSTAGRAM! ► http://ossus.pl/ - Biblioteka OSSUS! ► https://www.facebook.com/groups/rycerzeossusa/ - grupa na FB Rycerze OSSUSA
"Było to na pewno jedno z moich najważniejszych doświadczeń życiowych. Niekoniecznie chciałbym je powtórzyć. Raczej chciałbym, żeby nauka z tego i dla mnie, i dla innych była taka, abyśmy potrafili uniknąć takich sytuacji w przyszłości" - mówi w rozmowie z RMF FM prof. Witold Szczuciński. Naukowiec, który kilka tygodni po katastrofalnym tsunami z 26 grudnia 2004 r. badał osady naniesione przez wielką wodę, w tym roku wrócił do Tajlandii, gdzie realizuje kolejny projekt badawczy. Cel? Lepiej zrozumieć naturalne procesy, by móc przygotować się na potencjalne kolejne zagrożenie.
Rozpoczął się pasjonujący wyścig do fotela prezydenckiego. Raczej pre-wyścig, bo przecież nie ma jeszcze kampanii jest pre-kampania. Jest dwóch faworytów, pan Trzaskowski z PO i pan Nawrocki z NPP -nominacji pana prezesa. Pierwszą konkurencję: wizyta w piekarni, mamy już za sobą. Brutalną konkurencję, bo trzeba było wstać wcześnie rano. Kandydat Trzaskowski bladym świtem odwiedził siedzibę podwarszawskiej piekarni, gdzie rozmawiał z właścicielami o problemach pracodawców. Kandydat Nawrocki, który na drugi dzień też raniutko również zawitał do piekarni, rozmawiał o cenach energii i przebił kandydata PO, gdyż pocałował podany mu chleb...
Ozusowanie śmieciówek? Pełczyńska-Nałęcz w Radiu ZET: Raczej po 2026 roku
Używanie technologii do poprawiania pracy naszego mózgu to nie jest science fiction, tylko coś, co rzeczywiście się dzieje. Dość powszechnie stosuje się na przykład implanty ślimakowe u osób głuchych: wszczepiona w nasze ciało elektroda przekazuje bodziec zewnętrzny (drgania) prosto do mózgu, który interpretuje go jako dźwięk. W blokowaniu objawów choroby Parkinsona dobrze sprawdza się tzw. głęboka stymulacja mózgu: pobudzanie jego konkretnego fragmentu za pomocą impulsów elektrycznych z wszczepionej elektrody. Poznaj nasze wydawnictwo: https://radionaukowe.pl/wydawnictwoKup książki: https://wydawnictwoRN.plZostań Patronem: https://patronite.pl/radionaukoweWesprzyj jednorazowo: https://suppi.pl/radionaukoweNasuwają się oczywiście pytania, jak daleko może to pójść i czy ludzkość będzie umiała poprawiać technologicznie kolejne funkcje mózgu. – Nie ma przeciwwskazań natury biologicznej – odpowiada zdecydowanie mój dzisiejszy gość, dr Paweł Boguszewski z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN. Rozmawiamy o połączeniu mózgu z technologią.Oczywiście: nie jest to proste. Podstawowy problem jest taki, że ludzki mózg to szalenie skomplikowana struktura, której mechanizmów działania nie znamy zbyt dokładnie. W zasadzie na naszych oczach dokonał się spory przełom w neuronauce: naukowcy z FlyWire Consortium dokładnie policzyli i zmapowali wszystkie neurony i połączenia neuronalne w mózgu muszki owocówki. Powstała mapa mózgu liczy ok. 150 tysięcy neuronów i aż 8 tysięcy różnych typów komórek nerwowych. To pierwszy tak dokładny opis mózgu istoty, która potrafi widzieć i poruszać się, reagować szybką ucieczką, wielka rzecz. A tymczasem ludzki mózg ma ok. 86 miliardów neuronów! Do tego połączenia między nimi są bardzo skomplikowane i się zmieniają. To sieci połączone w sieci poprzeplatane z innymi sieciami.Dawniej postrzegano mózg jako rodzaj urządzenia reaktywnego: dostaje bodziec, reaguje. Obecnie wiemy trochę więcej. Połączenia neuronalne w mózgu działają dość powoli, pobieramy z otoczenia niewielkie ilości danych. Głównym zadaniem mózgu jest sprawdzanie, czy te dane są zgodne z tym, czego się spodziewa na podstawie posiadanej wiedzy. Szybka reakcja następuje w momencie niezgodności pobranej informacji z tym, czego się spodziewamy. – Mózg ma być maszynką do przewidywania – opisuje mój gość.Pomimo trudności w precyzyjnym zrozumieniu funkcjonowania mózgu pracuje się intensywnie nad łączeniem go z maszynami. Sterowanie urządzeniami, komputerami za pomocą interfejsów mózg-komputer jest już faktem. Istnieją też chipy wszczepiane bezpośrednio do mózgu, które odczytują intencje pacjenta i np. przesuwają kursor myszki (słynny Neuralink). Ale czy można by umysł odseparować od ciała, które przecież nie jest nieśmiertelne? Czy mózg może funkcjonować w przysłowiowym słoiku? Odcięty od bodźców zewnętrznych mózg wciąż działa, choć zbyt długie odcięcie jest dla niego cierpieniem. – Można powiedzieć, że mały mózg w słoiku jest wtedy, kiedy śpimy – zauważa neurobiolog. Nie mamy wtedy prawdziwych bodźców zewnętrznych, a jednak mózg intensywnie pracuje, procesy pamięciowe działają.Pytanie, czy taka wizja byłaby interesująca. Ale gdybyśmy w tym słoiku jednocześnie byli połączeni z całym światem przez sieć…? Posłuchajcie koniecznie, bo odcinek gęsty od informacji i rozważań!
Donald Tusk wziął się do rozliczeń na poważnie. Ogłosił, że już ponad 60 osób "z elity poprzedniej władzy" ma postawione zarzuty w sprawie jak mówi premier złego wydatkowania, sprzeniewierzenia albo wprost zawłaszczenia państwowych pieniędzy. Kwoty robią naprawdę wrażenie. Wystarczy je porównać z tym, czego rząd w tej chwili szuka w budżecie. Andrzej Domański na reformę składki zdrowotnej ma 4 miliardy złotych, a premier mówi o opisanych i udokumentowanych nieprawidłowościach na ponad 3 miliardy oraz kolejnych na ponad 2 miliardy. Cala kwota, którą 90 r�żnych podległych rządowi instytucji, ale także ministerstwa wydały na promocję polityków PiS i mówiąc wprost ich osobiste polityczne kampanie to 100 miliardów. Premier mówi o okresie od 2016 roku aż do wyborów w 2023. Nad tym resorty pracowały przez ostatnie p�ł roku. Nad audytami, kontrolami i sprawdzaniem wszystkich wydatków i ich celowości. Rozliczenie PiS to jedna z podstawowych obietnic, które Donald Tusk złożył swoim wyborcom a od kilku miesięcy musiał odpowiadać na pytania dlaczego idzie tak wolno i czy w ogóle kiedyś do poważnych rozliczeń dojedzie. To, co premier ogłosił w tym tygodniu jest naprawdę poważne a skala robi wrażenie. Dla porównania, po audycie rządów PO-PSL, które PiS przeprowadziło w maju 2016 roku a o którym Prawo i Sprawiedliwość mówiło "tsunami nieprawidłowości" do prokuratury trafiło zaledwie kilka zawiadomień. Do sądów jeszcze mniej a żaden ze znaczących polityków Platformy czy Polskiego Stronnictwa Ludowego za nic nie odpowiedział, bo zwyczajnie nic nikomu nie udało się udowodnić. Teraz premier zapowiada, że będzie chciał odzyskać przynajmniej część pieniędzy jeśli nie od instytucji to od ich zarządów czyli od konkretnych ludzi. Pieniądze rządowi są potrzebne, bo czas zacząć spełniać pozostałe obietnice. Wśród nich jedną z najbardziej palących są zmiany w składce zdrowotnej i jej obniżenie. Na razie resort finansów próbuje pogodzić bardzo kosztowną propozycję Polski 2050 z możliwościami budżetu i jakoś się to ministrowi Domańskiemu kompletnie nie składa. Ale ma się złożyć, bo konkretna propozycja musi paść przed końcem roku. Przedsiębiorcy nie zamierzają czekać w nieskończoność skoro to do nich Donald Tusk mówił w kampanii wyborczej i ich próbował przekonywać, że PiS ich po prostu okrada. Teraz przyszedł czas na spłacenie kampanijnych długów. Minister Domański w ogóle ma słabe wakacje, bo musi też jakoś ogarnąć propozycje mieszkaniowe koalicjantów a tu każdy ma inny pomysł i inne warunki próbuje postawić reszcie towarzystwa. W dodatku nikt w tej sprawie nie zamierza ustąpić. A jako wisienka na torcie występuje ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która dość niefrasobliwie ogłosiła, że wyobraża sobie podniesienie wieku emerytalnego. Takiej burzy w koalicji rządzącej nie było dawno. To jedna z największych traum Donalda Tuska i jak sam ocenia największych jego błędów politycznych. Za podwyższenie wieku emerytalnego (które było rozłożone na 20 lat) Platforma Obywatelska zapłaciła najwyższą polityczną cenę, nie tylko przegrała wybory parlamentarne w 2015, ale przede wszystkim przegrała je znacząco. W PO jest nawet nie tyle niepisana, co bardzo wyraźnie wygłoszona przez lidera zasada, że jeśli pada jakiekolwiek pytanie o wiek emerytalny to odpowiedź zawsze musi brzmieć "nie, nie będziemy niczego zmieniać". Pani ministra, która należy do Polski 2050, albo nie usłyszała premiera, albo się zagalopowała, albo po prostu znowu okazało się, że do polityki trzeba mieć doświadczenie. Od razu PiS rzuciło się do straszenia, że znowu Polacy będą zmuszani do pracy do śmierci, a politycy KO do odkręcania sł�w pani ministry. Zareagowali dosłownie wszyscy, łącznie z samą ministrą Pełczyńską - Nałęcz, która po dobie powiedziała, że wcale nie to miała na myśli. Ale najgorętszym tematem wakacyjnych dywagacji na scenie politycznej pozostaje kto będzie kandydował na prezydenta. Ta kampania dopiero przed nami, ale na poważnie zacznie się z pierwszym sejmowym dzwonkiem. Znowu pojawiły się plotki, że Donald Tusk rozważa start w przyszłorocznych wyborach, ale jednocześnie sam premier przekonuje swoje otoczenie, że najpoważniejszym kandydatem jest Rafał Trzaskowski. Kandydatura Tuska ma być straszakiem na PiS, które jeszcze nie zdecydowało kogo wystawi w tym starciu. Teraz jak już partia zrobiła badania i wyszło, że ma to być młody, nieobciążony 8 latami rządów polityk, uległy wobec partii i prezesa, trzeba zrobić drugie badania, z których wyjdzie, że ma to być Zbigniew Bogucki, były wojewoda zachodniopomorski. Podobno z tych najbardziej wiernych. Wciąż jednak w grze są Mateusz Morawiecki i Mariusz Błaszczak, którzy zdecydowanie najlepiej przemawiają do starszego grona działaczy a pewnie także wyborców PiS. Bardzo złe wieści przyniosły ostatnie sondaże Szymonowi Hołowni. Nieoczekiwanie wypadł nie tylko z II tury wyścigu prezydenckiego, ale spadł także z podium. Znalazł się nawet za Krzysztofem Bosakiem. Czy to oznacza, że zrezygnuje z wyścigu? Raczej nie, bo politycy rzadko racjonalnie oceniają swoje szanse, znacznie bardziej przywiązani są do własnych ambicji. Gdyby jednak miał zrezygnować to wyłącznie dla innych politycznych strategii, a to oznacza poważne przemeblowanie koalicji 15 października.
[AUTOPROMOCJA] Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio. Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. W najnowszym “Raporcie międzynarodowym” trzy tematy: [00:00:43 - 00:35:54] O sprawie sędziego Tomasza Szmydta, który w poniedziałek odnalazł się na Białorusi, gdzie poprosił reżim Łukaszenki o azyl. [00:35:54 - 00:45:17] O wizycie Xi Jinpinga, przywódcy Chin, we Francji i jego spotkaniu z prezydentem Emmanuelem Macronem oraz szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. [00:45:17 - 01:44:45] Zbigniew Parafianowicz i Witold Jurasz odpowiadają na państwa pytania. W tej części między innymi: o tym, czy dyplomaci są od ogarniania kwestii celnych, o tym, czy Niemcy przewodzą “z tyłu” i o tym, czy powinny przewodzić “z przodu”, o tym, czy państwo powinno mieć prawo do selektywnej eliminacji, czyli o “Targeted Killings”, o Piątce z Cambridge, Macieju Rybusie, polskim piłkarzu, któremu dobrze w Moskwie, o tym, czy Witold Jurasz pojechałby ze Zbigniewem Parafianowiczem do Naddniestrza, o tym, co się dzieje w Gruzji, o podejściu Zbigniewa Parafianowicza do prawa międzynarodowego, traktatów i przepisów.
Raczej nie lubimy krytyki i odrzucenia, ale jakoś sobie z nimi radzimy. Zdarza się jednak, że lęk przed podobnymi sytuacjami staje się tak duży, że zaczyna nas blokować w relacjach, kontroluje nasze zachowania i pogarsza samopoczucie. Widzimy to u dzieci. które reagują gwałtownie na najmniejszą oznakę dezaprobaty, widzimy u osób, które neutralne komunikaty odbierają jako odrzucające.Jak się tym zająć, jak wesprzeć swoich bliskich, jak pomóc sobie?
Ceny surowych diamentów spadły w ostatnich miesiącach o niemal 20 procent. Biżuteria nie błyszczy już tak jak w czasach pandemii, kiedy wydawaliśmy na nią zaoszczędzone wtedy pieniądze. Teraz, w kryzysie kosztów życia, wolimy wydawać na przyjemności: podróże, wakacje, restauracje... Światowa diamentowa układanka jednak mocno się komplikuje: główną rolę gra w niej Rosja, a świat chce objąć sankcjami rosyjskie "krwawe diamenty". Z zysku z ich sprzedaży korzysta państwowa rosyjska kasa, która finansuje agresję na Ukrainę. Okazuje się jednak, że na drodze do sankcji stanęli... jubilerzy z belgijskiej Antwerpii, przez którą przechodzi 80 procent światowych drogocennych kamieni. A czy niższe ceny diamentów oznaczają, że i pierścionki zaręczynowe będą tańsze? Sponsorem odcinka jest OANDA TMS Brokers.